• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 9 Dalej »
[14.08.1972] I wonder what I look like in your eyes | Nora & Sam

[14.08.1972] I wonder what I look like in your eyes | Nora & Sam
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#1
17.04.2024, 18:07  ✶  

—14/08/1972—
Londyn, Pokątna, Nora Nory
Samuel McGonagall & Nora Figg



Zbliżał się wieczór, mogła zejść ze sceny i zamknąć się w swoim ulubionym miejscu. Kuchni, która to była jej królestwem. Wendy powinna poradzić sobie sama, przynajmniej przez chwilę, kiedy Nora będzie szykowała się na kolejny dzień. - Wiesz, gdzie mnie szukać. - Powiedziała jeszcze do dziewczyny, jakby wcale nie wiedziała, że może do niej przyjść w każdej chwili i z każdą pierdołą, a Wendy nadal potrafiła zadawać pytania, których nie była w stanie przewidzieć, myślała, że z czasem to minie, jednak działo się tak ciągle. Może ta dziewczyna po prostu tak miała? Mimo, że bywała kapryśna to Norka nawet ją lubiła, przyzwyczaiła się do jej obecności w Norze, zresztą tak samo jak do tej całej reszty swojej ferajny. Do kuchni na szczęście mało kto z nich chciał się jej zbliżać, mogła więc być niemalże pewna, że nikt nie przeszkodzi jej w odpoczynku. Trochę tak podchodziła do pieczenia, była to rzecz, którą najbardziej na świecie lubiła robić, niestety prowadzenie klubokawiarni nie kończyło się jedynie na tym.

Weszła do swojego ulubionego pomieszczenia, i zamknęła za sobą drzwi. Mogła odetchnąć, zdjąć z twarzy uśmiech, który usilnie na nią przyklejała w przeciągu kilku ostatnich dni. Musiała. Nie chciała, żeby ktoś zauważył jej troski, a było miała ich całkiem sporo. Nie mogła przestać myśleć o tym, co się wydarzyło, tym bardziej, że naprawdę bardzo chciała to wyjaśnić, ale jej się nie udało. Gryzło ją to od środka, łapała się na tym, że myślała o tym, co działo się nad jeziorem niemalże ciągle, w najmniej odpowiednich momentach. Kiedy tylko odpływała na moment jej myśli, same zmierzały w tym kierunku. Nie mogła nigdzie znaleźć Sama, mimo, że zupełnie przypadkiem pojawiała się w Warowni niemalże codziennie, chociaż na chwilę. Rzuciła nawet babci coś na ten temat, a Lizzy oznajmiła jej, że sama jest zdziwiona jego nieobecnością, bo przecież u niej mieszkał. Ta informacja zdziwiła ją okropnie, nie komentowała tego jednak, bo brakowało jej w tym tylko awantury z babcią. Co ona sobie myślała i dlaczego jej o tym nie powiedziała? Zresztą myśl, że był tak blisko, już od jakiegoś czasu również nie dawała jej spokoju.

Skoro już zaszyła się w tej kuchni musiała czymś zająć ręce, przynajmniej udawać, że jest obecna w tym pomieszczeniu, chociaż jej myśli był bardzo daleko. Sięgnęła po mąkę, jajka i inne pierdoły, nie musiała się skupiać na cieście, bo przychodziło jej to zupełnie automatycznie, nie musiała wkładać najmniejszego wysiłku w to, żeby jej się udało. Stała więc przy blacie i kręciła sobie kulkę z ciasta, które miało skończyć jako jutrzejsze, poranne drożdżówki. Zastanawiała się przy tym, gdzie on się podziewa, czy zniknął w Kniei, czy ona go wypuści, czy nic mu się nie stało, bo przecież było niebezpiecznie i to jej wina, że uciekł. Miała do siebie ogromny żal, że sytuacja potoczyła się w ten sposób, mogła zachować się inaczej, mogła przy nim zostać. Zabrakło jej jednak odwagi, poczucie winy było coraz silniejsze, powoli przestawała sobie z tym radzić.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#2
17.04.2024, 18:34  ✶  
–PSIK!

Nagle zrobiło się jakoś ciasnawo, a jego wciąż kręciło w nosie. Otrząsnął łeb zdezorientowany i podniósł wielką łapę by otrzeć swędzący łeb. Kilkakrotnie. Nos jakoś tak był zapchany, nie czuł za bardzo zapachu, ale gdy otworzył ślepia uderzyło weń inne światło, obce światło.

Zdziwiony pomruk dobył się z gardzieli, miś postąpił krok w tył i trafił na szafki. Obrócił się gwałtownie i zrzucił talerze z łoskotem. Rozbił się o coś o kogoś miękkiego i odwrócił się gwałtownie znów, zaniepokojony przystępując z nogi na nogę, nie wiedząc co tu do jasnej cholery się dzieje.

I wtedy swój mokry nos wsadził niemalże prosto w Norę, w bezwzględnie obezwładniającą go istotę, która znikała i pojawiała się w jego życiu z taką intensywnością, że aż przysiadł. Ale... ale jej nie było w Dolinie, nie było jej w Dolinie, nie obierała z nim jabłek to... to nie była Dolina. Odwrócił łeb znowu, i znowu, uszy nagle zaczęły odbierać hałas ulicy, a ciało wypełnione obecnie adrenaliną oczyściło nos i zapachy...

Na Knieję...


...te zapachy...

Nora w pierwszej kolejności, intensywnie, magnetyczna, sprawiająca, że ciężko w ogóle było mu chodzić i myśleć. Kuchnia ciasto, środek do czyszczenia i ludzie miliony ludzi, którzy byli niedawno. I jak Samuel bywał powolny w kojarzeniu faktów, tak rozpoznał tą kuchnię, rozpoznał to miejsce ze zdjęć promocyjnych.

Londyn

Poczuł wzbierające w nim emocje i strach, w głównej mierze strach o nią. Jęknął, po niedźwiedziowemu, zawodząc, ostrzegając ją, chcąc ją odepchnąć od siebie, żeby tylko nie skończyło się tak jak nad jeziorem. Ale kuchnia była za mała. Był w potrzasku.

Nie zastanawiając się dłużej zrobił coś czego wcześniej nigdy nie robił przed Norą, a przynajmniej nie przed Norą, która była tego świadoma. Nagle jego ciało zmniejszyło się, a futro zamiast brązu przybrało płowo-błękitny płaszcz pierza. Zamiast siedzącego na porozrzucanych naczyniach niedźwiedzia... kobieta miała przed sobą dość nieoczekiwanie niewielkiego sokolika, o dziwnym umaszczeniu. Czy wiedziała, że to krogulec? Na pewno wiedziała, że ptak właśnie postanowił uciec. Byle dalej, nim zazdrość dosięgnie zielonymi szponami kogoś, kto miał szansę przebić się przez zielone, cierniste zasieki. Okna były zamknięte, tak samo jak drzwi, więc pozostał róg, wbić się w róg, byle dalej, byle bezpieczniej, póki fala nie przejdzie, a zagrożenie nie minie... na jakiś czas...

Kształtowanie bo sytuacja stresująca

Rzut O 1d100 - 76
Sukces!
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#3
17.04.2024, 18:57  ✶  

Stała więc sobie przy tym blacie. Kręciła to ciasto i kręciła. Kiedy nagle ktoś, a raczej coś pojawiło się w jej kuchni. Nie spodziewała się tego zupełnie, bo kto by przewidział to, że pojawi się tutaj niedźwiedź? Nie wiadomo skąd. Pisnęła w głos, no bo się wystraszyła, nie spodziewała się gości, jeszcze takich pokrytych futrem. Metalowa miska wypadła jej z dłoni i potoczyła się po podłodze. Miała nadzieję, że nikt jej nie słyszał, jeszcze tego brakowało, żeby zbiegła tu się cała klubokawiarnia.

Po pierwszym szoku dotarło do niej, że znała przecież jednego niedźwiedzia, jakie mogło być prawdopodobieństwo, że to właśnie on się tutaj zjawił? Na pewno większe od tego, że był to zupełnie obcy niedźwiedź. Jak to w ogóle możliwe? Myślała o nim to fakt, ale przecież nie powinna była ściągnąć go tutaj do siebie samymi myślami. Może miała już omamy przez to wszystko? Nie wiedzieć czemu ta opcja wydawała się jej być nawet bardziej realna od tego, że do jej kuchni teleportował się niedźwiedź, bo one przecież nie potrafią się teleportować...

Później jęknął, a może ryknął? Odezwał się to znaczy, odsunęła się więc, bo odebrała to jako ostrzeżenie. - Sam? - Wymknęło jej się cicho, bo nie miała pojęcia, co się dzieje, a wolałaby wiedzieć.

Nie otrzymała odpowiedzi, zamiast tego na jej oczach zwierzę zaczęło się zmieniać, tyle, że nie w człowieka. Pojawił się przed nią ptak, skupiła się przez chwilę, żeby przypomnieć sobie, co to za gatunek, na całe szczęście była całkiem biegła w wiedzy o przyrodzie, połączyła więc kropki i stwierdziła, że to chyba krogulec, albo tak jej się wydawało, mimo wszystko jej konikiem zawsze były jednak rośliny.

Ptak zaczął uciekać, tylko dlaczego? Pojawił się tu przecież bez jej przymuszenia, dlaczego teraz chciał się schować. Nie zastanawiała się nad tym specjalnie długo, po prostu ruszyła za nim, bo oczekiwała wyjaśnień, najlepiej w tym momencie.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#4
17.04.2024, 19:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.04.2024, 19:20 przez Samuel McGonagall.)  
Rozbijał się o ściany i sufit, rozbijał się tym bardziej im bliżej podchodziła, jak motyl zwabiony w pułapkę pachnącą słodyczem cukierni. Ale też serce biło, a świat nie zajął się toksyczną miłością puszczy, więc... Odleciał na drugi koniec kuchni upewniając się, że okna są dalej zamknięte i próżno szukać ucieczki.

Został pojmany.

Znowu.

W kuchni.

Czy Nora wiedziała, że jego rozmowa z Bee odbyła się w podobnych okolicznościach tylko BLIŻSZYCH jego domostwu.

Pazurki puknęły o blat a złociste oczko zlustrowało podstępną niewiastę, której na pewno ta całą sytuacja była winą. Nie zamierzał się przemieniać o nie! Jeszcze musieliby rozmawiać, a to skończyło się ostatnio tragicznie w potrójny sposób! Nie wiedział, dlaczego teraz Nora zamierzała go torturować, uważał, że podczas wspólnego śniadania w urokliwej aurze warowniowego ogrodu dostatecznie się nacierpiał. I potem jak Bee mu wytknęła, że guzik wiedział o tym, co Nora chce a co nie chce, bo w lęku przed klątwą ziemi ledwie co pamiętał co do niego mówiła, a potem... a potem już nic nie mówiła! Tupnął gniewnie swoją jakże małą nóżką.

Był mniejszy od sowy, samczyki krogulców są przede wszystkim zwinne i szybkie.

Tu jednak na nic mu się to nie zdało.

– Kheiii!– skrzeknął na nią piskliwie, kilkukrotnie zadzierając główkę, falując nią trochę jak papuga. No i co? I co teraz widźmo? – zapytał po krogulczemu gestykulując skrzydłami.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#5
17.04.2024, 19:23  ✶  

Nie zdążyła do niego podjeść, a odfrunął. Co za ptaszysko! Nie, żeby poddała się od razu. Nie zamierzała mu jednak pozwolić latać po swojej kuchni, to było jej miejsce, to ona tu rządziła i zamierzała mu to dosadnie przekazać. Na jej twarzy pojawiła się zawziętość, której nie brakowało jej w pewnych momentach, w których była do tego potrzebna, mimo, że Norka rzadko kiedy tę stronę pokazywała.

Przez myśl jej przeszło, gdzie jest Lady, kotka powinna sobie poradzić z tym ptakiem bez mniejszego kłopotu, zresztą ta cukiernia przecież była pełna kotów! Jednak ani Kapitan Pazur, ani Karl, czy nawet Leo pod postacią kota nie znajdowali się teraz w kuchni, oczywiście, akurat gdy mogli się jej do czegoś przydać. Jak zawsze została skazana na to, żeby poradzić sobie sama.

Ptak wydawał się pokazywać swoje niezadowolenie. Tupał nogą! Dobre sobie. Nie zamierzała tego tak zostawić. Co to, to nie.

Gdy znalazła się bliżej niego to na nią skrzeknął, mogłaby się założyć, że nie chciał jej teraz powiedzieć nic miłego. Wcale jej to nie zraziło. Wyciągnęła w jego stronę, zwinnym ruchem swoje ręce, jakby chciała go złapać w swoje dłonie.


Rzut T 1d100 - 84
Sukces!
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#6
17.04.2024, 19:35  ✶  
Może się nie spodziewał. A może chciał być złapany. Z pewnością, jeżeli ktokolwiek kiedykolwiek go o to zapyta, to właśnie w ten sposób będzie przedstawiał tę sprawę. Tak. Że chciał poczuć jej dłonie na sobie, chciał być znów blisko, bo ludzie tak łatwo zapominali trzymając w ręku zupełnie inny gatunek, że tam w środku dusza mimo wszystko była ludzka. Prawda była taka, że Samuel też o tym czasami zapominał.

Złapała go, więc skrzydła były mocno przyciśnięte do ciała.

Złapała go, nie pisnął ani więcej słówka.

Czuła pod skórą dłoni, zwłaszcza czuła pod kciukami małe walące ptasie serduszko.

Łapą zwieńczoną pazurami zawierzgał kilkukrotnie, nie drapiąc jej jednak. Pochylił łepek, jakby chciał ją dziabnąć, tak aby uwolnić się z tej niewygody, a tak na prawdę otarł dziobem o skórę w niemym powitaniu, przymykając żółto-pomarańczowe ślepie. Trochę był ciekaw, czy pamiętała jak kiedyś przed laty okrył ją płaszczem piór, które obrosły jego ramiona w hybrydziej formie. Był ciekawe czy pamięta ich teksturę, kolor, zapach, tak jak on pamiętał jej zapach. Był ciekaw.

W kuchni zapanowała cisza, tym głośniejsza po hałasach jaki oboje narobili.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#7
17.04.2024, 19:49  ✶  

Podejrzewała, że gdyby tylko miał ochotę to by odfrunął, przecież była pierdołą, może kocią mamą, ale w niej samej nie było nic z kota. Potykała się przecież o własne stopy, a właśnie udało jej się objąć ptaszka swoimi własnymi rękoma. Złapała go, tylko co teraz? Jej uścisk był delikatny, bo bała się, że może go uszkodzić, a nie chciała mu zrobić krzywdy, sama tak właściwie nie wiedziała, czego chciała, ale na pewno nie, żeby go ten dotyk bolał.

Czuła bicie serca zwierzęcia, nie była przyzwyczajona do takich odczuć, bo zazwyczaj jedynymi zwierzętami, z jakimi miała do czynienia były koty. To coś zupełnie innego i ciągle się bała, że zrobi mu krzywdę. Jakby dotąd niewystarczająco go skrzywdziła.

Nieco wystraszyła się, gdy zaczął wierzgać, po chwili się uspokoił. Obserwowała uważnie każdy ruch krogulca. Nie do końca pewna, czego może się po nim spodziewać.

Nie powinna była chyba łapać go w swe dłonie, nie chciała go zniewolić, a teraz trochę nie wiedziała, co z nim zrobić.

Pióra pod jej rękoma przywróciły wspomnienie pewnej letniej nocy, kiedy to miała wrażenie, że anielskie skrzydła tuliły ją do snu. Nie wiedzieć czemu to wróciło do niej teraz.

Uniosła zwierzę nieco wyżej i dotknęła nim swego policzka, jakby chciała poczuć jego ciepło, liczyła, że może to pomoże, może wszystko się uspokoi.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#8
17.04.2024, 20:01  ✶  
Ruch wystraszył go nieco, a może wystraszył ciało w którym był. O ile kiedy przywdziewał niedźwiedzie futro bliscy mu ludzie garnęli się do pieszczot i drapanie za uchem, o tyle krogulec był jednak zupełnie inną przestrzenią, na inne emocje. Nie był walką i zmęczeniem, był ucieczką. Był rodzajem istnienia, które miało go wspierać w błyskawicznym opuszczaniu bolesnych i trudnych do zniesienia miejsc, tak fizycznie jak i emocjonalnie.

Był jego przepisem na klątwę ziemi, bo ta w powietrzu nie mogła go sięgnąć.

Był w końcu tajemnicą, czymś nielegalnym, matka bowiem nie zgłosiła tej formy właściwym służbom.

Był... był tak blisko miękkiej, pachnącej wypiekami skóry, był tak blisko jej ciepłego oddechu i policzka. Był i trwał i doszło do niego, mimo że jego mózg miał 2cm w porywach, że to nie mogła być jej wina. Była w końcu najdelikatniejszą istotą jaką znał. Najtroskliwszą. Najdoskonalszą. Wyczuła ten moment, choć był on płynny w przejściu, noszący ze sobą galenterię kogoś nazywanego w myślach wielu księciem kniei. Bose nogi dotknęły ziemi, a miast piór wtulała się w znajomą spłowiałą kraciastą koszulę pachnącą obecnie intensywnie orzechową nalewką i jabłkami. Wysmyknął się z jej rąk i sam objął ją czule, zamknął w opiekuńczym uścisku jak wtedy gdy zasnął przy jej boku, ale nie dała mu obudzić się w tej samej pozycji. Pochylił się by położyć policzek na jasnej czuprynie i przycisnął ją do siebie, a Nora, mając ucho tuż przy jego piersiowej klatce mogła usłyszeć, że jego serce wcale nie bije wolniej niż w ptasiej formie.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#9
17.04.2024, 20:23  ✶  

Nie wiedziała, że ten gest, tak odruchowy spowoduje przemianę. Nie spodziewała się tego, tak jak nie spodziewała się właściwie niczego, co miało tutaj przed chwilą miejsce. Myślała o nim przecież, ciągle, nie mogła wyrzucić go ze swojej głowy, nie chciała. Musiała mu wszystko wytłumaczyć, nie mogła pozwolić, żeby znowu zniknął, znowu ją zostawił. Nie chciała tego.

Ledwie jednak zdążyła dotknąć swoim policzkiem krogulca, ten zareagował. Wyczuła ten moment, ptak wymknął się jej z dłoni, a zamiast tego pojawił się On. Ten, którego szukała, którego tak bardzo chciała zobaczyć. Nie wystraszyła jej ta nagła zmiana formy.

Wtulała się teraz w mężczyznę, tego, którego brakowało jej w życiu przez tyle lat i nie chciała wypuścić go ze swoich ramion. Skoro trwał z nią w tym, to może jednak była jeszcze nadzieja, może mogli wszystko naprawić, może wcale nie zamierzał jej robić wyrzutów. Niczego nie mogła być pewna, poza tym, że wiedziała, że nie chce, żeby się oddalił. Pragnęła czuć to ciepło, które od niego płynęło.

Skoro już nie był delikatnym ptakiem pozwoliła sobie wtulić się w niego mocniej, pewniej, jakby nie było w tym nic dziwnego, żeby mógł poczuć, jak bardzo za nim tęskniła. Nie obchodziło jej jak i po co się tu znalazł, ważne było tylko to, że byli tutaj razem. W jej nozdrza uderzyła woń jabłek i orzechowej nalewki, jednak najbardziej skupiła się na biciu serca, które znajdowało się praktycznie tuż przy jej uchu.

Nie chciała przerywać tej ciszy, bo bała się, że słowa mogą wszystko popsuć, że czego by nie powiedziała, to będzie to niewystarczające, pozostawało więc milczeć, tak jak mieli w zwyczaju. Jakby nie dotarło do niej, że chociaż raz faktycznie powinni porozmawiać.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#10
18.04.2024, 19:37  ✶  
Trwali tak długo. Bardzo długo. Samuel kilka razy jeszcze w domu u siebie chciał poczuć się jak drzewo, więc miał całkiem niezłą wprawę w... po prostu staniu i chłonięciu bieżącej chwili. A ona była taka niesamowita, tak cudowna, tak przerażająca jednocześnie... Zamknął oczy i chłonął ten moment, tę drobną duszę wrażliwej nimfy, której mocniejsze przyciśnięcie do serca może sprawić, że pryśnie jak bańka mydlana. Tak jak wtedy, tak jak nad ranem, gdy obudził się i nie odnalazł jej w swym uścisku. A potem ona...

Serce bolało. Klątwa została odparta, zieleń być może zdezorientowana tym, gdzież też jej protegowany się znalazł, nie przybyła, ale on cierpiał. Z miłości, z niezrozumienia sytuacji, z tego wszystkiego co się między nimi zadziało, ale też co wkładali mu do głowy w ostatnich dniach mądrzejsi od niego. Bardziej doświadczeni.

Trzeba rozmawiać.

Trzeba ćwiczyć się w komunikacji.

Trzeba szukać rozwiązań, trzeba uczyć się rozmawiać.

I... i tak... i porażka była wpisana w tę naukę.

A serce bolało. Nie wiedział co o tym myśleć, jak to odczytywać. Bo przecież to było tylko ciało, jakaś jego reakcja. Jakby go tak serce bolało jako niedźwiedzia czy ptaka... interpretowałby to zupełnie inaczej. Tak samo czasem gniewał się, a tak na prawdę był głodny. Albo zmęczony. I jak pośród dziczy mógł po prostu zjeść lub spać, tak tutaj czasami, ktoś cały czas do niego mówił, albo czegoś chciał. I wtedy przychodził gniew. A przecież był głodny. No i teraz to serce, poddał w wątpliwość, czy rzeczywiście go tak boli, bo Nora zrobiła mu krzywdę. Może bolało, bo cieszył się na jej widok tak bardzo, że dawno nic tak nie czuł i to właśnie dlatego, ciało było zdziwione? Może czuł się przy niej tak źle, bo to co działo się w jego głowie było nowe i inne, a wiadome, że to co nowe i inne jest złe. Jest straszne. A może rzeczywiście bolało, ale jeśliby porozmawiać...

Bał się rozmawiać. Nie umieli rozmawiać. Inni... byli dla niego bardziej wyrozumiali, gdy Nora tylko krzyczała. Cóż... on też kiedyś sprawił jej ból. Cierpieli razem wtedy. Cierpieli i teraz, gdy odkopali tego trupa spod konarów drzew i patrzyli na niego i nie wiedzieli co z nim zrobić.

No dobrze.

Odwagi.

– Mm.... wiesz może... em... wiesz jak to się stało, że tutaj jestem? Obierałem jabłka z przyjaciółmi, robimy... robimy cydr i no... zdrzemnąłem się i... emm... obudziłem tutaj, wiesz może jak to się stało? – spróbował, nie wypuszczając jej bynajmniej, nie pozwalając się odsunąć. Może jak będą się przytulać, to nie będą na siebie krzyczeć? Znaczy... może ona nie będzie na niego krzyczeć?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Mabel Figg (720), Nora Figg (3357), Samuel McGonagall (2889)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa