18.04.2024, 19:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.04.2024, 00:27 przez Neil Enfer.)
Nie ma czegoś takiego jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało.
Quest: Miesiąc miłości
Bard: Felician Hollow
Niespecjalnie czuł dziś pozytywne emocje, ale starał się to ukrywać pod powłoczką kiwania głowy, uśmiechów, które jeszcze były względnie świeże, bo noc była młoda. Większość stałych bywalców jeszcze się nie zeszła, na razie byli tu ludzie, co pokończyli prace i od razu po niej poszli się napić, bo to jedyna okazja gdzie w tygodniu mogą poplotkować z kumplami od kufla.
Przetarł szklankę, z łupnięciem odstawił na blat i pchnął ją tak, by szurając po drewnie dołączyła do dziesięciu innych szklanek gotowych do użycia. I tak będzie dzisiaj w kółko. Weź, nalej, odbierz, wyczyść i odłóż na miejsce. Syzyfowa praca, ale ta tutaj odciąga nieprzyjemne myśli od coraz bardziej zmęczonego ciała. Tłum dookoła, śmiechu, krzyki, muzyka. Ciągłe odwracanie uwagi, na które się godził i do którego się przyzwyczaił, powoli przestając je zauważać. Widział je dopiero gdy wracał do domu, w którym panowała cisza, ani zwierzęcia, ani rośliny, ani nikogo bliskiego. Tak będzie też tej nocy, a rano z ulgą przyjmie dźwięk młotka rozbijającego kotlety, lub dźwięk miksera, bo sąsiadka będzie piec ciasto, w końcu jak obchodzić urodziny bez tortu? Tak nie można! Zgadzał się z tym całkowicie i już zaplanował, że na swoje urodziny przygotuje sobie coś pysznego, może coś z rodzimych stron matki? W sumie pewnie spędzi urodziny z rodziną, więc może złożyć rodzicielce kilka drobnych zamówień, tylko nie był pewny czy zdobędą do wszystkiego składniki.
Rzucił szmatę na bok blatu i wsparł się rękoma o niego. Spokojnym spojrzeniem, z lekkim uśmiechem przeleciał wzrokiem po ludziach, od jednego, do drugiego. Tu zmartwienie, tam szczęście, a tam pasja, bo do gry dołączyła właśnie mocna zawodniczka. Znał ją, aż za dobrze i uśmiechnął się jeszcze szerzej, jak od samego początku zaczęła rozstawiać facetów po kątach.
-Ah, ta Viorka...-zamruczał pod nosem i na chwilę zniknął zza baru, lecąc na zaplecze, bo piwa w końcu nie mogło zabraknąć, a lepiej pójść uzupełnić zapasy teraz niż później, gdy klientów zbierze się przy barze cała masa. Byli cierpliwi, bo w końcu to była Nora Nory, a nie jakiś mugolski, obskurny bar, gdzie schodzi się najgorsze tałataństwo tylko po to, żeby obejrzeć mecz i wszcząć bójkę jeśli ten nie zakończy się wymarzonym przez nich wynikiem. Raz na górze, raz na dole, na tym polega życie. On akurat był w momencie porządnego dołka, jednak kto wie co będzie jutro? Albo jeszcze lepiej! Kto wie co będzie jak skończy zmianę? Może znajdzie wygrany los na loterię, może spotka nową miłość, wątpił w to, ale wszyscy wmawiali mu, że to jest możliwe, nie wierzył. Szczęście chodzi własnymi ścieżkami i może na tyłach kawiarni zobaczy jakiegoś dachowca, który sprawi, że już do końca życia będzie dobrze.