• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[02.07.1972] konie w galopie | Laurent & Geraldine

[02.07.1972] konie w galopie | Laurent & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#1
15.04.2024, 19:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 19:03 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

—02/07/1972—
New Forest, rezydencja Prewettów
Laurent Prewett & Geraldine Yaxley



Spodziewała się, że młody Prewett jej nie odmówi. Znaczy, pewnie przykro by jej było, gdyby stało się inaczej, jednak w ogóle nie zakładała takiej opcji, nie wiedzieć czemu była pewna tego, że jeśli poprosi kogoś ze znajomych czystokrwistych to zawsze znajdą dla niej czas, tak jak i ona znajdowała go dla nich, kiedy czegoś od niej potrzebowali. Tak już działał ten świat. Może i jej prośba była nieco dziwna, ale ostatnio ciągle za nią chodziła ta myśl, że byłoby dobrze nauczyć się czegoś nowego. Bogacze tak mieli, że sobie coś ujebali i szybko zaczynali to realizować, w tym przypadku okazało się, że nawet bardzo szybko. Dostała odpowiedź, że może się pojawić, postanowiła więc pójść za ciosem i faktycznie zabrać się do roboty. Konie nie powinny być przecież takie straszne, z jej sprawnością fizyczną, prędzej, czy później powinna załapać o co w tym chodzi, szczególnie, że na lepszego nauczyciela zapewne nie mogłaby trafić, zważając na więź Prewettów z tymi zwierzętami.

Wyleciała z Londynu dosyć wcześnie. Niby mogła się teleportować, ale należała do tych osób, które uwielbiały żyć w ciągłym ruchu, dlatego też padło na miotłę, wydawało jej się to być również całkiem niezłą rozgrzewką przed późniejszą aktywnością fizyczną.

Podróż zajęła jej trochę czasu, ale szczęśliwi czasu nie liczą czyż nie? Nie musiała się tym przejmować, szczególnie, że jak przystało na bogaczkę nie martwiła się, czy szef będzie miał coś przeciwko jej nieobecności w pracy, bo sama była swoim własnym szefem.

Zaparkowała przed rezydencją Prewettów, a później zaczęła dobijać się do środka tak, że najpewniej każdy mieszkaniec usłyszał o tym, że się tutaj pojawiła. Delikatności zdecydowanie jej brakowało, poza dobrym humorem przyniosła ze sobą coś jeszcze, w kieszeni koszuli miała schowany podarek dla Laurenta, wspomniał o błyskotkach, a tak się składało, że u niej ich nie brakowało. Zabrała więc ze sobą złoty medalion, zakończony dużym wisiorkiem, o czarnej barwie, był to onyks, na którym ktoś wyrzeźbił syrenkę, może nie była to selkie, ale miała nadzieję, że Laurent doceni i to.

Ubrana była jak zwykle, niczym największy samiec alfa, w skórzane spodnie, buty ze skóry też skórzane, tyle, że smocze i luźną koszulę, za dużą na nią zdecydowanie, pewnie po bracie. Włosy miała zaplecione w gruby warkocz, aby nie wpadały jej do oczy, na lewym nadgarstku mieniła się w słońcu bransoletka z kłów błotoryja, które wyglądały jakby lewitowały w powietrzu, prezent od jej ulubionego kaletnika. Czekała na to, aż ktoś wpuści ją do środka. Wolała nie wchodzić na teren rezydencji, bo ktoś mógłby pomyśleć, że się tu włamała, czy coś.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#2
16.04.2024, 15:52  ✶  

Dom Laurenta był... śmiesznie mały jak na standardy, na jakie mógł sobie pozwolić ktoś jego pokroju. Gdyby tak poznać go od środka to nie nadawał się nawet za bardzo do mieszkania dla całej rodziny. To znaczy - nadawałby, gdyby patrzeć na standardy niższej klasy... ale dla takich jak oni? Oj nie. Dla takich jak oni byłaby to pomyłka. A jednak Laurent chciał mieszkać właśnie w takiej posiadłości. Tam, gdzie mieszkanie samemu nie będzie tak dotkliwe. Tak z zewnątrz jak i wewnątrz zresztą dom bardziej przypominał miejsce, gdzie mieszkała jakaś dama zbyt zakochana w kwiatach, żeby nie znaleźć dla nich czasu. Wtulony w sosnowych zagajnik, wzniesiony nad wydmami, między którymi schodziło się na plażę, stanowił prawdziwą ostoję dla znużonych i zmęczonych. A nie tak daleko stała stajnia i cały kompleks zabudowań służących Rezerwatowi New Forest. Towarzystwo zwierząt i tutejsza cisza była Laurentowi zdecydowanie bardziej miła niż miejski zgiełk.

Geraldine i Laurent byli sobie zupełnymi przeciwieństwami. Kobieta nie musiała czekać długo. Była w końcu oczekiwana. Laurent otworzył po paru chwilach z uśmiechem na ustach. Przybrany w biel, delikatny i zwiewny materiał, z misternymi zdobieniami i biżuterię, którą tak kochał mógłby sam przypominać kwiat zerwany z ogrodu. Krzywe zwierciadła, które jakoś się ze sobą dogadywały.

- Geraldine! Dzień dobry, miło mi cię widzieć. - Wyciągnął dłoń, żeby ją przywitać. Uścisk jego chudej dłoni i jej dłoń, która mogłaby pewnie zacisnąć się na jego ręce tak, że połamałaby mu w niej wszystkie kostki. A było co łamać. - Masz ochotę na kawę, herbatę? Czy chciałabyś od razu pójść do stajni? - Wyszedł oczywiście na zewnątrz, ku niej, bo rozmowa przez próg była więcej niż niekulturalna. Jednocześnie nie chciał tym samym tworzyć jakichś wymuszeń czy sugestii, że musi wejść do środka i że szykował się na południową herbatkę i ciasteczka. Nie. Umówmy się - to była Geraldine. Może nie znał jej doskonale, ale przez lata kontaktu poznał ja na tyle, żeby wiedzieć, że te śliczniutkie, angielskie grzeczności niekoniecznie były jej ulubionymi momentami w kontaktach. Automatycznie przejechał wzrokiem po jej sylwetce, po jej ubiorze, zatrzymując się na specyficznej bransoletce, której pomysłowość robiła naprawdę fenomenalne wrażenie. Ulubiony kaletnik. Świat czarodziei naprawdę był mały, bo Laurent również trochę za bardzo aż przepadał za Esme Rowle i jego niebywałym talentem do... tworzenia. To było jednak delikatne przesunięcie wzrokiem, prawie tak jakby zaraz miał zapytać, czy nie chciałaby odwiesić tutaj płaszcza, albo czegoś niepotrzebnego zostawić. Zaraz znów jego oczy utknęły w błękitnych oczach gościa.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#3
16.04.2024, 16:11  ✶  

Yaxley nie oceniała. Jej rodzinna rezydencja była ogromna, znajdowała się w górach, pewnie niejedna osoba mogła im jej pozazdrościć, sama jednak mieszkała w raczej średnim mieszkaniu w kamienicy przy Alei Horyzontalnej. Nic więcej nie potrzebowała do szczęścia, szczególnie, że bywała tam głownie po to, żeby spać, lub ewentualnie lizać rany po polowaniach, które kończyły się różnie, zresztą tylko i wyłącznie na polecenie Florence Bulstrode pozostawała tam dłużej niżeli było to konieczne. Jedyna osoba, której była w stanie się posłuchać.

Powietrze było tutaj całkiem rześkie, bo nie umknęło uwadze Ger, zapewne przez morze, które znajdowało się nieopodal. Nie był to jej ulubiony krajobraz, zdecydowanie bardziej przepadała za górami, między którymi została wychowana, jednak zawsze była to miła odmiana, taka ucieczka od zatłoczonego Londynu, chociaż na chwilę.

Nie czekała długo, nie zdążyła sobie nawet wsadzić fajki w usta, a panicz Prewett się pojawił. Miała wrażenie, że niektórzy faktycznie odnajdywali się w tym całym dziedzictwie i bogactwie rodów czystokrwistych, a na pewno taką osobą był własnie Laurent. Pięknie błyszczał na tle tego domu jak z marzeń niejednej panienki. Zabawne, byli tak bardzo różni, zapewne wychowani w podobnych ideałach, jednak widać było, że to, w której rodzinie się urodzili miało na nich ogromny wpływ. Ona była szorstka, z wyglądu, jak i z charakteru, stojący przed nią chłopiec wydawał się być bardzo delikatny, chociaż wiedziała, że mogą to być tylko pozory, chociaż był selkie, może tym była spowodowana ta delikatność?

- Witaj, ciebie również, niezmiernie się cieszę, że przystałeś na moją propozycję. - Nie ukrywała, że była zadowolona z tego, że zgodził się spełnić jej prośbę, humor najwyraźniej też jej dopisywał, a przynajmniej starała się pokazywać, że tak jest. Nie wszyscy musieli wiedzieć, że jej życie ostatnio było pasmem porażek i niepowodzeń, spowodowanych jej durnymi decyzjami. Wyciągnęła lewą dłoń na przywitanie, bo Ger była leworęczna, starała się być przy tym delikatna, aby nie urwać mu ręki, czy coś. Mimo wszystko uścisk jej dłoni należał raczej do tych silnych.

Może, gdyby zaproponował whisky, to by się na to zgodziła, kawa, ani herbata nie brzmiały jednak specjalnie atrakcyjnie. Z drugiej strony, czy po alkoholu można było jeździć konno? Chyba nie. - Myślę, że stajnia to dobry wybór, nie przyszłam tutaj przecież na plotki. - Dodała z uśmiechem, chyba próbowała zażartować, ale jej żarty... cóż były trochę dziwne, jak i ona sama w sobie. Poczucie humoru miała specyficzne.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
18.04.2024, 16:27  ✶  

Londyn był jednym z ostatnich miejsc, jakie wybrałby na miejsce zamieszkania. Jednym z ostatnich bo były większe dziury od tego miasta, w których wcale nie było ładnie. Tymczasem nawet w Londynie można było znaleźć zaciszne miejsca, gdzie postawienie domu nawet nie byłoby tak straszne. Nawet - bo Laurent nie wyobrażał sobie mieszkania gdzieś, gdzie nie miałby dostępu do morza. Możliwość ucieczki w głębiny była zbyt cenna. Bezcenna. Mógłby je zamienić na duże jezioro, ale to nie byłoby to. Słona woda, fale, kaprysy tej Mateczki, która była gorsza i lepsza zarazem od Matki Nadziei. Morze nie mogło w końcu umrzeć, więc nigdy nie umierało ostatnie. Mogło pochłonąć setki istnień i nadal pozostawało niewzruszone - najedzone, co najwyżej. Sztorm fal przechodził w lazurowy błękit, kiedy wychylało się słońce zza chmur. Góry były równie pięknie, niczego nie ujmowało im to, że większość do morza dostępu nie miała. Panowała wśród nich zupełnie inna atmosfera, którą cenił sobie równie mocno. Krew jednak, nie ważne, jak bardzo chciałoby się temu zaprzeczać, wzywała i robiła swoje. W jego żyłach płynęła wystarczająco gęsta, żeby przywiązywać go do wody tak samo, jak Matka Woda więziła jego matkę.

- Propozycja - to dobre słowo. - Nie prośba, bo przecież nie mógłby jej odmówić! To znaczy - mógłby. Zawsze znajdą się wymówki, kiedy nie chcesz się z kimś spotykać, ale obecność Geraldine w tym miejscu była teraz wręcz pokrzepiająca. Po tym wstrząsie dzisiejszego poranka nawet bardzo pokrzepiająca. Była jedną z tych osób, przy których człowiek mógł się czuć bezpiecznie. Prosta kobieta, która czyniła z prostoty sztukę. Tak, sztukę. Dla Laurenta była fascynującym i godnym podziwu zjawiskiem, prawie jak góry, z których pochodziła - niby człowiek zna i rozumie promienie słońca, a jednak halo słoneczne wśród gór było jedyne w swoim rodzaju. Więc tak, poczuł ulgę, że mógł potowarzyszyć tego popołudnia Geraldine w nauce jazdy konnej i całkowicie zapomnieć o porażce, jaką doświadczył. Z uśmiechem. Z uśmiechem, jak i ona nosiła uśmiech, bo żadne z nich nie musiało wiedzieć, co działo się po drugiej stronie lustra. Bo... czasami człowiek tego potrzebował. Przez moment oszukać samego siebie, że jest naprawdę dobrze, że coś kontrolujesz i że wcale nie każda chwila twojego życia musi być zabarwiona porażkami. - Zaproponowałbym ci whiskey, ale przed jazdą konną to bardziej niż niewskazane. - Wyjaśnił się, bo nie musiał daleko kombinować, żeby wiedzieć, że osoby takie jak Geraldine niekoniecznie preferują rozmowy przy herbatce i ciastkach. Chooć... to nie było oczywiste. Czasami ludzie potrafili naprawdę zaskakiwać. - Zaproponuję za to po jeździe. - Żeby czasem nie sądziła, że mógłby ją tutaj zaniedbać!

Zamknął za sobą drzwi i gestem ręki wskazał jej kierunek stajni. Spodziewając się Geraldine kazał przygotować dla niej już dla niej rumaka, żeby czasem nikt go nie porwał tego dnia pod siodło, skoro potrzebował go dla kobiety. Bo nie, to nie działało tak, że to mógł być pierwszy lepszy. Nie każdy koń nadawał się pod wierzch dla osoby zaczynającej przygodę z jeździectwem. To było żywe zwierze, nie maszyna - koń mógł tak przejmować złe nawyki od jeźdźca, jak jeździec od konia, a złe nawyki bywały bardzo trudne do wyplenienia z przyzwyczajeń. Dlatego Laurent trzymał konie, które się doskonale do nauki nadawały, bo były wypracowane, spokojne i pomagały jeźdźcowi zrozumieć co się dzieje - prowadziły go czasem same, jeśli była taka potrzeba.

- Miałaś już kiedyś do czynienia z jeździectwem czy będziemy zaczynali od podstaw? - Nie, Laurent nie pracował jako instruktor. Miał o wiele ważniejsze zajęcia do roboty. Ale znajomym z przyjemnością rezerwował chwilę ze swojego kalendarza, bo traktował to jako możliwość spędzenia z nimi czasu, kontaktu. Odprężenia się tak prawdę mówiąc. - Nie spodziewałem się zobaczyć po tobie obaw dotyczących nauki, a jednak cieszy mnie jednocześnie twój spokój. - Ludzie potrafili się stresować byle pierdołami, a tym bardziej rzeczami nowymi.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#5
18.04.2024, 17:05  ✶  

Nie bez powodu wybrała Londyn jako miejsce swojego zamieszkania. Jasne, kochała góry, kochała tereny wokół swojej rodzinnej posiadłości, ale musiała być blisko. Londyn był całkiem niezłą bazą wypadową, a do tego pod nosem miała dostępnych różnych zleceniodawców, co w jej przypadku było dość istotne, no i bary. Jakby mieszkała za miastem nie miałaby co robić w wolnym czasie, a uwielbiała się szlajać po pubach i topić swoje gorzkie żale w alkoholu. Zresztą i tak całe dnie spędzała w lasach, tak naprawdę dom był dla niej raczej jak hotel, do którego przychodziła się przespać, aby kolejnego poranka znowu wybyć za miasto. Było to całkiem niezłe rozwiązanie dla kogoś takiego jak ona. Wiadomo, że jakby miała spędzać tam całe dnie, to pewnie by ją szlag trafił od tego zgiełku, ale tak, to wszystko całkiem nieźle działało.

Morze nie było jej nigdy szczególnie bliskie, jednak od czasu do czasu lubiła spędzić nad nim chwilę. Powietrze było tu zupełnie inne, bardziej rześkie, trochę tak jak w górach. Miała wrażenie, że tylko w takich miejscach można było odetchnąć pełną piersią. Rozumiała też miłość, jaką niektórzy je darzyli. Zdecydowanie kojarzyło się z wolnością, a ona wolność kochała.

- Skoro tak uważasz, to na pewno jest dobre, bo ja, nie jestem dobra w słowa, ty wyglądasz na kogoś, kto się na tym zdecydowanie lepiej zna. - Nie ukrywała wcale tego, że miała problemy z wyrażaniem swoich myśli, od zawsze łatwiej przychodziło jej działanie, niżeli mówienie. To, co mówiła rzadko kiedy było przemyślane i składało się w rozsądną całość, bo należała do tych bardzo emocjonalnych osób, nie zastanawiała się nad wartością tego, co mówi, niestety. Przynosiło jej to czasem kłopoty, ale przywykła do tego, taka była cena za ten ognisty temperament, który miała. Oczywiście nie zamierzała się zmieniać, wolała po prostu godzić się z konsekwencjami.

Nie mogła się nie uśmiechać, skoro zechciał poświęcić jej swój czas. Nie musiał tego robić, a jednak wyraził chęć, więc była mu to winna. Mimo, że i w jej życiu ostatnio układało się raczej różnie, nie do końca tak jak chciała, to zostawiła to za ogrodzeniem. Tutaj, przed Laurentem zamierzała być tą lepszą wersją siebie.

- Tak mi się właśnie wydawało, że alkohol raczej może zaszkodzić podczas lekcji jak ta. - Najwyraźniej czytał w jej myślach, przyglądała mu się przez moment szukając oznak tej czynności, jednak żadnych nie dostrzegła. Może po prostu wyglądała na kogoś kto lubi się napić? Pewnie tak było, nigdy nie ukrywała specjalnie swoich ciągot do mocniejszych trunków. - To w sumie brzmi jak nagroda, całkiem niezła nagroda. - Dodała jeszcze, oczywiście, że nie zamierzała odmówić, bo nigdy nie odmawiała szklanki czegoś mocniejszego.

Ruszyła więc powoli w kierunku stajni, była podekscytowana, nie miała w sobie strachu. Yaxley lubiła uczyć się nowych umiejętności, a konie wydawały jej się być fascynujące, chociaż jej ojciec nieco zaniedbał ją w tej dziedzinie. Mogła już jako dzieciak poprosić go o lekcje, skupiali się jednak na nieco innych aktywnościach fizycznych. Najważniejsza była walka, zresztą słusznie, bo przecież dzięki temu teraz mogła godnie żyć. Skoro jednak osiągnęła już odpowiedni wiek, i potrafiła walczyć naprawdę nieźle mogła sobie pozwolić na realizację takich zachcianek.

- Niestety, nie miałam, także będzie to początek. Mam nadzieję, że nie wyjdzie jakoś tragicznie, a jeśli tak, to nikomu o tym nie powiesz. - Chociaż, czy właściwie istniał ktoś, kto by chciał słuchać o tym, jak spadła z konia? Pewnie nie, nie była na tyle popularna, aby mogło to kogokolwiek obchodzić.

- Raczej nie boję się nieznanego. - Odpowiedziała krótko, reagowała wręcz przeciwnie, chętnie stawiała czoła wyzwaniom, szczególnie kiedy były dla niej zupełnie nowe.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#6
19.04.2024, 16:36  ✶  

Pozory potrafiły mylić, ale czasami pozory były dokładnie tym, czego mogłeś się spodziewać i czego mogłeś oczekiwać od ludzi postawionych przed sobą. W tym wypadku było to pierwsze, drugie, pięćdziesiąte wrażenie - nie ważne, które. Patrząc wstecz i patrząc na dzień dzisiejszy wynik był ten sam - wyglądał na kogoś, kto nie ma problemu ze słowem. Tak jak ona wyglądała na kogoś, kto nie ma problemów z pięściami. Aż chciałoby się powiedzieć, że w duecie mają już wszystko! Czasami w zasadzie mieli, kiedy zdarzało im się zetknąć na szlaku swoich przygód z różnych powodów, a właściwie dopiero nieco od niedawna zostało to wetknięte na nieco luźniejszą stopę pozbawioną między innymi sztywności zwrotów per "pan/pani". Geraldine pewnie umęczyłaby się śmiertelnie gdyby kazać jej wcisnąć na siebie gorset, podszytą suknię i zasuwać na przyjęcie dla "bucowatych" czystokrwistych. Sama atmosfera, każda formułka, którą trzeba wypowiadać... Nie oskarżał jej o to, że by nie podołała i nie stanęła na wysokości zadania, był za to pewien, że nie byłoby to dla niej przyjemne doznanie.

Uśmiechnął się ciepło na jej przyznanie racji, a raczej dopowiedzenie, że z ich dwójki to on wygląda, jakby bez problemu tym słowem żonglował. Komplement? Tak właściwie brzmiał, ale jednocześnie tak ujęty, że dziękowanie za to brzmiałoby niepoprawnie. Pewnie Geraldine nawet by nie zwróciła większej uwagi, gdyby się okazało mało grzeczne.

- Konie to bardzo inteligentne istoty i niekoniecznie przepadają za alkoholem. - Jak zresztą większość zwierząt. - Za to mogłabyś przyciągnąć niepotrzebną uwagę abraksanów whiskey. Jeszcze by cię obszczypały zębami. - Uśmiechnął się radośnie. To nie byłoby nic złego, wyraz sympatii ledwo i dopraszanie się o smakołyki. Zgodnie z legendą tak, niektóre abraksany piły whiskey i ją uwielbiały. - Podstawowa sztuczka do motywacji. - Jeśli coś weźmiesz, do czegoś się zbierzesz, to potem możesz się wynagrodzić w jakiś sposób, czasem nawet powinieneś. Szczególnie, kiedy z podjęciem się tego wyzwania były problemy. Tutaj chyba problemów nie było. List przyszedł parę dni temu, a już widzieli się tutaj, ze sobą, żeby wykorzystać do pełna popołudniowe słońce, zanim schowa się za horyzontem. Skłonny był powiedzieć, że bardziej kobieta nie mogła się doczekać niż potrzebowała jakiejś zachęty do jazdy konnej. Nie miało to znaczenia - chętnie ją ugości u siebie butelką dobrej szkockiej.

- Obiecuję, że będę milczał jak zaklęty w drzewo Merlin. - Jak to legenda miała niby głosić. Poza tym - tak, kto chciałby słuchać jak Geraldine Yaxley spadła z konia? Ooo, Laurent był przekonany, że znalazłby parę osób, które byłyby zainteresowane tematem i chętnie by się pośmiały. Bardzo lubił Ger, ale bez problemu mógł uwierzyć, że są osobę, którym zalazła za skórę, nawet niekoniecznie celowo. Po prostu przypadkiem - samym faktem, że jest kobietą, która wykonuje zawód, w którym "na pewno lepiej sprawdzi się mężczyzna". Zawiść ludzka potrafiła być niesamowita. - Masz normalnie do czynienia z różnymi istotami, z których ruchów i zachowań należy czytać, więc wiesz, na czym to polega. To już bardzo solidna podstawa, więc na pewno strasznie nie wyjdzie. - Nie potrzebowała pocieszenia, chyba bardziej mówiła to humorystycznie, ale chciał ją już naprowadzić na to, że jej nabyta umiejętność będzie tutaj naprawdę przydatna. Nawet jeśli raczej wykorzystywała obserwację stworzeń do tego, żeby je zabić, niekoniecznie żeby ich dosiadać.

Zawołał stajannego, który wyprowadził osiodłanego już konia ze stajni i podprowadził do nich na brukowany plac. Laurent przejął jego lejce i zwiniętą lonżę, która stanowiła formę długiej liny, jaką mógł odpiąć do ogłowia zwierzęcia, żeby to gładko wykonywało polecenia.

- Zupełna podstawa - nigdy nie zachodź konia od tyłu. Jeśli chcesz mu zniknąć z pola widzenia i jednocześnie przy nim być daj mu znać dłonią, że jesteś. - Laurent puścił wodzę i żeby jej pokazać przesunął się na bok konia, dotykając dłonią jego boku. - W jeździe konnej głównie operujesz nogami. Tu opierasz nogę, przerzucasz drugą nad jego zadem i wsiadasz. - Zaczął ją powoli instruować, pokazując kolejne elementy siodła i ruchem na zad rumaka. Klacz miała śliczny, kasztanowy kolor - jej sierść lśniła w promieniach słońca. - Utrzymujesz się głównie udami. Naciskiem nogi na bok konia można go instruować, w którą stronę ma skręcić. Naciśniesz prawą nogą - koń skręci w lewo. Adekwatnie w drugą stronę. - Zaczął poprawiać nogi Geraldine w siodle. - Pięty w dół, prostuj się, zawsze patrz między uszy konia. Jeśli koń ma uszy całkiem do tyłu oznaczać to może jego zaniepokojenie, na co warto zwrócić uwagę. Tam, gdzie koń będzie miał uszy, tam będziesz się kierowała. - Proste, prawda? Prawie jak prowadzenie pojazdów! Chociaż akurat o tym to Laurent pojęcia nie miał. - Nie szarp za wodzę. Możesz zranić konia. Są pomocą, by instruować zwierzę, ale trzeba to robić z wyczuciem. Wodza powinna być leciutko napięta. - Przerzucił lejce nad łbem kasztana i podał je w dłonie Geraldine, układając odpowiednio jej palce. - Dużo rzeczy na początek, ale nie martw się, to bardzo mądra klacz. Na imię jej Aizel. - Już nawet nie pamiętał, z jakiego to języka, ale miał oznaczać płomyk, delikatne błyśnięcie - małe źródło światła. - Pojedziemy najpierw do zagrody, żeby Aizel mimo wszystko nam czegoś nie wywinęła.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#7
19.04.2024, 19:52  ✶  

Sama Ger raczej nigdy nie sprawiała pozorów. Wyglądała, jak wyglądała nie bez powodu. Była całkiem prostym człowiekiem, który cenił sobie prawdę, tak po prostu. Nie należała do tych osób, które świetnie odnajdywały się e gierkach towarzyskich, była bezpośrednia, nie owijała w bawełnę. W ten sposób została wychowana, może prawda bywała czasami bolesna, jednak wolała to niżeli kłamstwa, nawet te drobne. Nie zależało jej, żeby kreować swój wizerunek w jakikolwiek sposób, taka po prostu była, miała jednak świadomość, że nie wszyscy byli jak ona. Niektórzy po prostu sprawiali pozory, nosili maski, próbowali się dopasować. Mimo wszystko wydawało jej się, że Laurent jest szczery w swoim zachowaniu, może zbyt śmiało to założyła? Może pod tą śliczną buzią aniołka również mogło kryć się coś innego? W końcu był selkie, one potrafiły czarować, jak nikt inny, trudno było im się oprzeć, zwodziły na pokuszenie, zachęcały do złego, przynajmniej w jej mniemaniu. Mimo wszystko na tyle, na ile udało jej się go poznać wydawało jej się, że nie gra, przynajmniej nie w jej towarzystwie, mogła się mylić, oczywiście. Jeśli chodzi o kontakty między ludzkie niestety nie należała do tych najbardziej bystrych, nie zawsze potrafiła ocenić ich intencje. Jednak miała twardą dupę, dzięki czemu większość niepowodzeń związanych z nawiązywaniem jakichkolwiek relacji spływała po niej, jak po kaczce. Znaczy jak do tej pory, bo ostatnio trochę za dużo się tego wszystkiego zebrało, przez co trochę cierpiała, ale wiedziała, że nie powinna, bo ludzie tacy są, zazwyczaj myślą tylko o sobie.

To był komplement, oczywiście. Nie miała problemu z tym, żeby mówić o atutach innych osób, uważała, że każdy był dobry w czymś innym i warto to było podkreślić.

- Nie boję się zębów. To mogłoby być ciekawe doświadczenie. - Dodała z uśmiechem. Ogólnie to tak naprawdę wolała towarzystwo zwierząt niż ludzi, mimo, że po części zabijała też magiczne stworzenia, jednak uważała, że są zdecydowanie mniej niebezpieczne od człowieka, paradoksalnie. Może czas najwyższy zmienić przedmiot swojej walki? Nie, nie potrafiłaby najpewniej zabić człowieka, potwory przychodziły jej całkiem naturalnie, chociaż, czy niektórzy ludzie również nie byli potworami? Trochę za bardzo filozoficzne pytanie.

- Może nawet nie sztuczka, a po prostu prawda. Każdy lubi dostawać nagrody. - Dodała jeszcze. Szklaneczka whisky zawsze brzmiała dobrze, bez względu na to z kim miała być wypita, zresztą kto by to nie był, zawsze było to lepsze od picia w samotności, a tak ostatnio zdarzało jej się kończyć najczęściej. Dzisiaj przynajmniej miała pewność, że skończy ten dzień w całkiem miłym towarzystwie.

- Dziękuję za tę obietnicę, to doda mi pewności siebie. - Nie miała specjalnego problemu z tym, żeby się przed nim zbłaźnić, ale faktycznie trochę źle by brzmiała opowieść, w której potężna łowczyni nie jest w stanie dosiąść konia. Mogłoby to nieco zaszkodzić jej reputacji, a tego zdecydowanie nie chciała.

- Mam nadzieję, że twoje założenie jest słuszne. - Jego słowa faktycznie sprawiły, że jeszcze bardziej uwierzyła w siebie. Przecież od lat podglądała najróżniejsze stworzenia w ich naturalnym środowisku, wiedziała, jak się poruszają, na co powinna zwrócić uwagę, a teraz jeszcze trafiła na tak wspaniałego nauczyciela, nie mogło być lepiej.

Z podziwem obejrzała konia, którego przyprowadził do nich stajenny. Te zwierzęta były naprawdę majestatyczne i miały w sobie coś niesamowitego, wzbudzały szacunek.

Uważnie obserwowała Laurenta, gdy zaczął tłumaczyć jej podstawy, musiała zapamiętać jak najwięcej, żeby niczego nie pominąć, nie było to wcale trudne, bo Yaxley była całkiem bystra, chociaż może nie sprawiała takiego wrażenia.

Nadszedł moment, w którym dosiadła konia. Nie miała z tym większego problemu, bo Ger była naprawdę w świetnej formie fizycznej, wyprostowała się przy tym niczym struna. Była spokojna, właściwie to nawet się nie bała, chociaż było to zupełnie coś innego. Tyle, że na miotle również znajdowała się nad ziemią. Koń może i był żywym stworzeniem, jednak nie powodowało to u niej lęku. Pięty w dół, od razu wykonywała każde jego polecenie, bo przecież Laurent znał się na tym jak nikt inny. Spoglądała między uszy konia, tak jak mówił, a po chwili w jej dłoniach znalazły się lejce, czyli to już? - Miło mi się poznać Aizel, mam nadzieję, że współpraca przebiegnie nam całkiem sympatycznie. - Odezwała się jeszcze do zwierzęcia.

- Tylko jak się ruszyć? - Zapytała jeszcze Prewetta, bo nie do końca wiedziała, co zrobić, żeby koń zaczął iść.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#8
20.04.2024, 18:05  ✶  

Było takie mądre powiedzenie, którego Laurent by nie powtórzył ze względu na jego brzydkość. Albo powtórzyłby, ale będąc w odpowiednim towarzystwie i po paru łykach alkoholu, bo jakkolwiek Geraldine była prawdziwym samcem wśród kobiet, tak dla niego nadal było damą, którą należało szanować. Nawet jeśli to prędzej ona by do niego wyciągnęła dłoń, żeby podnosił się połamany z ziemi niż on do niej, jak to mężczyźnie wypadało. Nawet nie miałby nic przeciwko. Gdyby tak ustawić komfort ich stref i obedrzeć to ze wszystkiego, czego się wymaga w towarzystwie, to idealnie by się dopasowali. Laurent mógłby być księżniczką z wieży, a Geraldine jego rycerzem na... kasztanowym rumaku. Albo kasztanowej klaczy. To mądre powiedzenie mówiło, że jeśli masz serce miękkie to dupy nie możesz mieć szklanej. Niestety często jedno z drugim szło właśnie w parze. Kobieta z krwią olbrzymów, którą właśnie posadził na konia mogła być prostoduszna, mogła szastać wulgaryzmami i bić mocniej, niż Laurent kiedykolwiek będzie w stanie, ale uważał, że wcale nie miała przez to twardego serca. Tak jak nie miała szklanych pośladków, to na pewno. Tworzyła wokół siebie dużą strefę komfortu, w której człowiek mógł się czuć bezpieczniej z samego faktu, że Geraldine tutaj była i nawet jak palniesz jedno czy dwa słowa za dużo, to nie obrazi się na ciebie, nie pobiegnie szeptać za twoimi plecami, żeś nieudacznik i nie zrobi tego wszystkiego, czego spodziewałeś się w negatywie po ludziach... pokroju Laurenta. Tak, Laurent się nawet nie bał tego przyznać, w końcu wbrew obiegowej opinii do świętości było mu bardzo daleko. Pozory, pozory... Geraldine przynajmniej, w przeciwieństwie do swojego brata, nie była aż tak negatywnie uprzedzona do selkie i na powitanie nie groziła mu śmiercią i nie wykręcała rąk.

- To możemy przyjść z whiskey do moich ulubionych abraksanów. - Skoro uważała to za ciekawe doświadczenie - nie ma problemu. Zabiorą szklankę, zabiorą butelkę i odwiedzą rumaki, które były jego zdaniem równie piękne co jednorożce. Miały jedynie inny rodzaj uroku. Potężne, wielkie stworzenia, podczas gdy jednorożce prezentowały sobą światło i filigranowość. Zgadzał się z nią jednak co do tego, że zwierzęta były... lepsze. One nie oszukiwały. Jeśli rozumiałeś ich instynkty, jeśli uważałeś na ich ostrzeżenia to zwierzę nie zaatakuje cię bez powodu, dopóki wszystko jest dobrze, ono jest zdrowe i nic mu nie grozi. A jeśli cię ugryzie to czasem przypadkiem - bo za mocno chciał się bawić. - Moja droga, mam zapchany grafik, gdybym w ciebie wątpił powierzyłbym cię w ręce instruktora jazdy. - Aż błysnęły mu oczy z rozbawienia, bo powiedział to żartem, ale tak połowicznie - bo naprawdę nie wątpił w Geraldine, natomiast wcale by jej nie wepchnął w ręce jakiegoś instruktora, chyba że sama by chciała. Wtedy jednak nie potraktowałby tego jako pretekstu na spotkanie i rozliczyliby się normalną drogą za usługi.

- Operujesz piętami i lekko poruszasz biodrami w przód w siodle. Naciśnij ją w bok, ale nigdy nie uderzaj tymi piętami. Z wyczuciem. - Zapiął lonżę do ogłowia i rozwinął ją, puszczając właściwie Geraldine. Nie chciał zrobić pierwszego kroku bo wiedział, że Aizel pójdzie wtedy za nim. Dlatego chciał go zrobić Geraldine, żeby sama poczuła, z czym się je cała ta zabawa. - Kiedy ruszycie nie dociskaj dalej, bo Aizel będzie sądziła, że chcesz jechać szybciej. - Uprzedził zawczasu, bo by się zdziwili, jakby im klacz nagle wyrwała do dzikiego galopu. A jeszcze nie poinstruował Geraldine, jak bezpiecznie z konia spadać. Tak, do tego też była technika z prostego powodu - było zbyt niebezpiecznie, kiedy koń na oślep pędził do przodu. - Tam jest padok. - Wskazał gestem biały płot z udeptaną ziemią, żeby Geraldine wiedziała, gdzie się skierować. I kiedy ruszyła - ruszył razem z nią.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
21.04.2024, 00:16  ✶  

Yaxley miała różnych przyjaciół. Byłaby hipokrytką, gdyby wyskoczyła do Laurenta z łapami, bo w czymże był gorszy od Erika, o którego wilkołaczej klątwie wiedziała już od lat, czy samego Astarotha, który nieco skomplikował im życie tym, że stał się wampirem. Kto to w ogóle mógłby pomyśleć o tym, że wśród łowców kryje się taka bestia, ba ona sama ukrywała go w swoim mieszkaniu, pieszczotliwie mówiąc, że go dogląda. Nie miała przecież pojęcia, co głupiego może zrobić. Była zdecydowanie jednym z bardziej tolerancyjnych łowców, na których można było trafić, miała swoje zasady, jakąś określoną moralność, którą się kierowała. Wiadomo, że była też bezwzględna dla tych potworów, które uprzykrzały innym życia, jednak naprawdę była bardzo tolerancyjna. Selkie, nie zaufałaby nigdy w pełni, wiedziała, że potrafią w sztuczki, bardzo różne sztuczki, dlatego podchodziła do Laurenta z lekkim dystansem, była trochę ostrożniejsza niż w kontaktach ze zwykłymi ludźmi, bo wiedziała, że może zaczarować jej umysł, gdyby tylko chciał. Musiała być ostrożna, inaczej byłaby głupcem.

Mimo, że byli niby z podobnych światów, to jednak Ger potrafiła się od tego odciąć, pewnie przez to, że wiele czasu spędzała wśród zwyczajnych zjadaczy chleba, podczas swoich licznych podróży. Nigdy nie oceniała ludzi, nie miała tego w zwyczaju, bo wiedziała, że często potrafią zaskoczyć.

- Dlaczego one są twoimi ulubionymi? - Była ciekawa, co takiego jest w abraksanach, że to właśnie one skradły serce Laurenta, mimo wszystko sądziła, że to raczej będzie coś morskiego, z racji na jego przypadłość. Znaczy, wiedziała oczywiście, że jego rodzina była znana z hodowli właśnie tych stworzeń, jednak sądziła, że ją w tym przypadku może zaskoczyć, a może jednak geny te czystokrwiste po prostu były silniejsze od tych selkie?

- Twe słowa to miód na moje serce. - Dodała rozbawiona. Wiedziała, że z racji na swoje pochodzenie ma spore ułatwienie w załatwianiu pewnych spraw, spełnianiu swoich zachcianek. Nazwisko się czasem jednak do czegoś przydawało, i to było tego idealnym potwierdzeniem. Nie mogła przecież lepiej trafić, miała przed sobą panicza Prewetta w całej okazałości, nie wiedzieć czemu jej się kojarzył z takim wymuskanym paniczykiem, nie uważała też tego za coś złego, taki po prostu był.

- Z wyczuciem, dobra. - To wcale nie było takie proste, bo ona była narwana, we wszystkim, co robiła. Zazwyczaj brakowało jej wyczucia, jednak tym razem zamierzała się na tym skupić, musiała się skupić, bo bardzo chciała, żeby jej się udało. Nogi miała silne, powinna sobie poradzić. Delikatnie nacisnęła klacz w bok, poruszyła się w siodle i ruszyła przed siebie, to znaczy koń ruszył. Była wyprostowana, skupiona, aż za bardzo na tym, żeby wszystko szło idealnie. Jednak zwierzę, przynajmniej póki co wydawało jej się słuchać.

Nie dociskała, bo nie chciała jechać szybciej, bo to były dopiero początki i wydawało jej się, że w tym momencie warto mierzyć siły na zamiary, nie była jeszcze przecież praktycznie wcale pewna, ale przyjemnie jej się siedziało w tym siodle. Czuła, że mogłaby z koniem stworzyć naprawdę piękną więź, bo trochę byli jednością, kiedy na nim siedziała.

- Czyli jedziemy tam, słyszałaś kochaniutka? - Powiedziała jeszcze do konia, po czym złapała mocniej lejce, żeby przypadkiem nie wypuścić ich z dłoni, nadal, powolnym tempem zmierzała w kierunku, który wskazał jej Laurent. - To całkiem fajne uczucie. - Dodała, nie ukrywając wcale, że jazda konna zaczyna się jej podobać.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#10
22.04.2024, 14:51  ✶  

Ludzie, którzy mieli posturę Geraldine, byli dla niego potencjalnie największym zagrożeniem. Nie dlatego, że ona była łowczynią. Dlatego, że wystarczyłby pewnie jeden jej ruch, którego nawet by nie zdążył zauważyć, a już z jego płuc wydobywałby się ostatni oddech. Ten ostatni oddech, na który było go stać. Ostatni, którym mógł się zachwycić z myślą, że nie poczuje ani jednej orzeźwiającej bryzy na swojej twarzy. Za pierwszym razem spoglądał ostrożniej na tę kobietę, brał pod uwagę to, czym się zajmuje i nakreślenie granic, co jej odpowiada a co nie uważał za konieczność. Szczególnie, że sam był istotą, na którą mogłaby potencjalnie polować. Większość z selkie była niegroźna zupełnie, nawet niezainteresowana ludźmi. Zbierały swoje skarby, wyjadały ulubione owoce morza i wylegiwały się w słońcu, czasem śpiewając dla siebie, czasem dla innych, żeby przynieść im lepszy dzień. Ale potem była ich druga strona, jak strona każdego człowieka. Ta, w którym wabiły do morza, rozrywały na kawałku i wgryzały się niepozornymi kłami w szyję. Słodka foka potrafi się bardzo szybko zamienić w przerażającego drapieżnika, jeśli tylko dasz jej do tego okazję czy powód. Laurent nie myślał o walczeniu z Geraldine i przez myśli mu nie przechodziło, że ona może się go obawiać. Coś, co tobie wydaje się oczywiste, przekładało się na nasze spoglądanie na innych ludzi. Bo przecież jak tu myśleć, że ona naprawdę mogła sądzić, że mógł czarować czymś więcej niż słowem, skoro przecież nigdy nie użyłbyś tego daru w złym celu! Nastawało pytanie: czym był ten zły cel..? Błogo nieświadomy więc uśmiechał się z ulgą, że może zapomnieć o swoim nędznym poranku i dalej nieco bolącym brzuchu i zająć czymś przyjemnym. Skupić na towarzystwie osoby, która kiedyś wydawała mu się groźna, a teraz tylko admirował grozę, jaką mogła siać u innych.

- Są moimi przyjaciółmi, towarzyszami. Wygrały dla mnie kilka zawodów, włożyłem w ich wychowanie ogrom wysiłku. - Szczególnie Michael, który był jego... najlepszym przyjacielem? Chyba na zdrowie mu wyszło, że pojawiła się też Victoria, której mógł powierzyć więcej sekretów i czuł się przy niej swobodnie w swojej rozbrojonej formie. Każdy powinien mieć taką osobę przy sobie. Absolutnie każdy. Trzymanie tego wszystkiego w sobie dusiło człowieka. Tak jak Yaxley nie powinna się topić w szklance whiskey w samotności. Nie zrozumiał pytania w takim odniesieniu, w jakim zadała je Geraldine, bo sam miał na myśli kilka bardzo konkretnych abraksanów spośród wielu, jakie się tutaj wałęsały. Jeden z nich właśnie rzucił na nich cień, przelatując wysoko nad ich głowami. - Hahaha, bardzo się cieszę. - Przymknął aż oczy w uśmiechu, czując przyjemne ciepło rozpełzające pod jego skórą, które nie miało niczego wspólnego ze słońcem. To słońce tylko dopełniało uczucie, a nie je budowało. - Przyznam ci, tak między nami, że tworzysz wokół siebie bardzo swobodną atmosferę gawędziarstwa. Mówił ci to już kiedyś? - Taką, że miałeś wrażenie, że możesz powiedzieć wszystko, najwyżej Geraldine zrobi dziwną minę, albo wzruszy ramionami na potwierdzenie, że okej, słyszała, ale w sumie ni chuja nie wie, co ty do niej pierdolisz. Nie potrafił strzelić, czy już to słyszała, czy może nie, ale powinna.

- Początek może być bardziej nudny niż trudny. Jeżdżenie w kółko za ogrodzeniem nie jest zbyt ekscytujące. - Nie chciał, żeby pomyślała, że od razu przejdą do szalonych gonitw - to było niebezpieczne i dla konia i dla Geraldine. Niektórzy też mieli wielkie oczekiwania, kiedy jazdę zaczynali, tymczasem jak wszystko - wymagało to nauki, a nauka wymagała odrobiny cierpliwości. Nie wiedział, jak sama łowczyni do tych spraw podchodziła. - Porobicie kółka na wyciągnięcie lonży, żebyś mogła wyczuć konia. Każdy jego krok ma znaczenie. To do niego musi się dopasować twój rytm ciała. A na wyższym poziomie - to ty dopasujesz konia do siebie. - Przy odpowiednim wyczuleniu wszystko to działo się naturalnie. I dlatego uważał, że Geraldine bardzo szybko sobie poradzi. Ona to wyczucie miała. - Potem cię odepnę i nie krępuj się poeksperymentować co się będzie działo, kiedy spróbujesz skręcać klacz. Tylko nie naciskaj jej boków, żeby nie przyśpieszyła. - Przypomniał. Laurent zamknął za nimi bramę ogrodzenia, rozwinął lonżę i stanął na środku. - Na początku zazwyczaj i koń i jeździec się poznają. Koń próbuje zobaczyć, na ile może sobie pozwolić. Będzie próbował zabierać ci lejce, wydłużając je sobie, nie reagować na twoje dociskanie nóg, czy ignorować to, gdzie chcesz skręcić. Nie możesz na to pozwolić. Koń musi wiedzieć, że możesz go kochać, głaskać i bawić się z nim, ale kiedy przychodzi co do czego to ty tutaj dowodzisz. To nie jest robienie koniu krzywdy, wręcz przeciwnie. Natomiast należy to robić z szacunkiem. Ludzie sięgający po baty to ludzie, którzy nie rozumieją jeździectwa. - Bardzo prosty sposób na przyśpieszanie konia i wywieranie na nim presji, ale to nie budowało wcale więzi. Przecież nad dzieckiem nikt nie stawał z batem... choć w przypadku społeczności czystej krwi to wcale nie było oczywiste.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (5499), Laurent Prewett (5880)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa