• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[21.08.72. Księżycowy Staw] Tajemnice księżyca i wody

[21.08.72. Księżycowy Staw] Tajemnice księżyca i wody
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#1
19.04.2024, 20:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2025, 12:10 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz VI
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Kampania Zakonu Feniksa: Zagłada Domu Juliusów. Etap I, sesja nr 5.
Sesję prowadzi Brenna L.


Księżycowy Staw.
Posiadłość, której dawni właściciele – Juliusowie – nie żyli już od bardzo dawna. I w której od dekady nikt nie mieszkał. Wciąż pełna rzeczy dawno wymarłego rodu. Kurzu i nieprzyjemnych niespodzianek, z którymi trzeba było się uporać, nim będzie mogła zacząć służyć Zakonowi Feniksa. Przybyli tu nad ranem, by zacząć ją porządkować i usunąć to wszystko, co mogłoby być niebezpiecznie.
Pierwsze godziny upływały pod znakiem walki z brudem, boginami oraz coraz dziwniejszymi znaleziskami.

*
Bardzo proszę, nie odchodźcie za daleko, poprosiła Brenna, chyba trochę nerwowa po tym, jak ona i Thomas Figg natknęli się na boginy, Millie i Nora też natknęły się na boginy, na piętrze domu znaleziono nieco dziwne rzeczy i zapiski, a wreszcie sama stoczyła niewielką walkę z kilkoma bahankami, które zagnieździły się w zasłonce.
Spodziewali się drobnych problemów – w starych domach czarodziejów często zamieszkiwały różne stwory albo zostawały jakieś „niespodzianki” po dawnych lokatorach – i niby nie wydarzyło się nic aż tak nadzwyczajnego… ale liczba boginów i zniszczeń oraz coś jeszcze, jakaś nieokreślona atmosfera, napawały chyba Brennę niepokojem.
Millie i Thomas byli jednak dorośli, wyszkoleni i ostatecznie mieli jedynie rozejrzeć się po ogrodzie. Tak żeby sprawdzić, czy nic nie spróbuje ich zeżreć, kiedy zaczną wynosić zasłony, koce, pościele, rzeczy, które dało się jeszcze uratować, ale które musiały zostać uprane, wysuszone, wywietrzone. Ogród był spory, zarośnięty, zaniedbany. Kiedyś – dawno temu – musiało tu być pięknie. Żywopłot tworzył zapewne zadbany labirynt, w którym skrywały się fontanny, ławki i rzeźby. Teraz zieleń rozrosła się ponad miarę, znikały w niej ławki i rzeźby, w fontannach stała pozieleniała woda, marmur pokrył się warstwami brudu. Dach szklarni na tyłach zawalił się i tam mieli absolutnie nie wchodzić, bo jeśli są tu jakieś groźne rośliny, to pewnie tam. Była tu i altana, bardzo podniszczona – rośliny, niegdyś się po niej pnące, zeschły. W pobliżu wciąż jednak były krzewy białych róż, w większości wymagających przycięcia, niektóre uschnięte… ale były i takie, które wciąż rozkwitały.
Za altaną zaś ciągnęła się ścieżka, wiodąca gdzieś między drzewa. Zawędrowali na jej początek, obchodząc budynek. Oboje mogli wiedzieć, że wiodła nad duży staw, od którego zapewne cała posiadłość wzięła swoją nazwę – tam, na jego drugim brzegu, kończyły się tereny należące do Księżycowego Stawu.
Ścieżka wyglądała…
Jakby ktoś czasem wciąż z niej korzystał…?

Tura do: 22.04.24, godzina 20.

@Thomas Hardwick @Millie Moody
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#2
20.04.2024, 09:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.04.2024, 09:40 przez Millie Moody.)  
– Ja bym to wszystko puściła z dymem. Ja pierdole co za dziura – podparła swoje słowa charakterystycznym cyknięciem zapalniczki, gdy odpalała papierosa. W drugiej dłoni obracała srebrną papierośnicą. Na jej wieku trwał nieustanny sztorm, a mały bryg pośród nieregularnie unoszących się fal, musiał mierzyć się z burzą i rozpościerającym się co jakiś czas piorunem. Prezent od brata z okazji przeżycia bliskich spotkań trzeciego stopnia z wyładowaniem elektrycznym. To i rozległa blizna na lewym barku - takie miała pamiątki. Jedna cenniejsza od drugiej.

– No dalej Tommy, zacznijmy od szklarni, tam na pewno czai się jakieś zło, nikt przecież nie będzie się gniewał – podpuszczała go, a może mówiła całkiem poważnie zaciągając się mocno fajką. Biała jak papier skóra dziewczyny, która nie niedawna leżała nieprzytomna w Lecznicy Dusz kontrastowała z krwistoczerwonym swetrem. Z jednej strony była nieco przygaszona, leki robiły swoje, a w porównaniu z Starą-Dobrą-Miles mówiła mniej, śmiała się mniej i przeklinała - powiedzmy - mniej. Starcie z boginami w bibliotece sprzed kilku godzin zdecydowanie jednak wpłynęło na ożywienie dziewczyny. Nawet jakieś rumieńce pojawiły się pod złocistymi kocimi oczyma.

– A tam, ta ścieżka? To nie miało być tak, że od dziesięciu lat tu nikogo nie ma? Myślisz wydeptana przez gnomy, czy jakiś dzikich lokatorów?– odłożyła zapalniczkę i wyciągnęła różdżkę. Przerwa dobiegała końca i czas było zabrać się za robotę. Od razu ruszyła w kierunku ścieżki od niechcenia rozpraszając ewentualne zaklęcia maskujące, bo co jak co, ale tym razem nie da się wciągnąć w pułapkę jak debil. Rozglądała się też za kolejnymi anomaliami, tropami, nawet jeśli zdecydowanie lepszym łowcą była w mieście, aniżeli pośród pałętających się pod nogami chwastów.

– Wiesz kurwa, teraz wszystko zaraz zarasta, jak tu jest ta jebana ścieżynka, to co... przecież nikt z naszych jeszcze dzisiaj tu nie łaził? – och jak cieszyła się, że Thomas jest z nią. Tak na zaś. W sumie, powinna mu powiedzieć... – Nie mów mojemu lekarzowi ok, ale czasem widzę rzeczy, których nie ma. Nawet na lekach. Więc em... no, mówmy sobie na bieżąco jakby było coś pojebanego, ok? – pociągnęła znów tytoniu, mocno, jebało ją ostro, że będzie miał ją za wariatkę. Mieli na sobie polegać, co nie? A zatajanie takich rzeczy byłoby kretynizmem z jej strony. No powiedzmy, że Brennie tego nie powiedziała, ale umówmy się, Lonbgottomówna nigdy nie pozwoliłaby jej tu przyjechać, gdyby wiedziała jak się sprawy mają. A wtedy przegrałaby zakład z papciem Morfiną i musiała nosić jakieś lepiące się do twarzy paskudztwa i - o zgrozo - sukienkę. Yayks.



Rozproszenie x2 bo nie chcemy niespodzianek
Rzut Z 1d100 - 53
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 20
Akcja nieudana


Percepcja bo czemu nie
Rzut Z 1d100 - 88
Sukces!
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#3
20.04.2024, 18:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.04.2024, 18:58 przez Thomas Hardwick.)  
Podobał mu się pomysł stworzenia dla Zakonu kolejnych miejsc, gdzie mogliby się spotykać, przeczekać ewentualne  zagrożenia, czy ewentualnie przechować tych, którzy tego potrzebowali.
Fakt jednak, że musiał nieco z Millie zgodzić. Ten dom był akurat jedną wielką dziurą, a im dłużej w niej przebywał, tym bardziej zastanawiało go, czy Brenna na pewno przemyślała ten akurat zakup. Dotarł na miejsce co prawda trochę później niż reszta towarzystwa, wracając prosto z patrolu, zdążył się jednak nasłuchać o przygodach, które wszystkich tu spotkały.
Przez nie spacer po zapewne kiedyś imponującym ogrodzie wcale nie był taki przyjemny.
Starał się dostrzec jednak jakieś pozytywy, na przykład to, że porządki jako tako szły w dobrym kierunku i pojawiała się drobna nadzieja na to, że  jeszcze budynek nada się do użytku. O ile Moody nie zdecyduję się jednak rzucić w niego tą swoją zapalniczką.
- Nie no, jak przekrzywisz głowę, przymrużysz jedno oko i zamkniesz drugie, to nie wygląda to tak źle. Zobacz na ogród. Jeszcze nas nic nie zeżarło na przykład. Jeszcze - uśmiechnął się z przekąsem, podsuwając swojego papierosa, w niemym geście prosząc o ogień. Brenna zakazała mu palić w tej ruderze, dlatego tak chętnie zgodził się na wyjście na zewnątrz.
Spojrzał na Millie z kwaśną miną, gdy ta skupiła się na szklarni, która wyglądała, jakby miała się rozpaść od najmniejszego dotknięcia.
- Tak, a potem się będę tłumaczył, dlaczego nas trzeba wyciągać z gruzów, dziękuję bardzo, postoję, Alastor pewnie by mnie znalazł i tym razem ja bym siedział w szpitalu - prychnął.
Trochę nie wiedział, czy powinien poruszać ten temat. Millie wydawała się jednak wracać w miarę do siebie, co niezwykle go cieszyło. Lubił dziewczynę, znali się od dzieciaka, gdy wylądowali w na tym samym roku i w tym samym domu, nic dziwnego, że przejął się, gdy usłyszał, co stało się w Beltane. Była jednak tu teraz z nimi i chyba to było najważniejsze. Że przetrwała i stanęła na własne nogi. No, powiedzmy.
- Rzeczywiście, ścieżka jest trochę podejrzana. Co prawda może się okazać, że prowadzi w jakieś miejsce romantycznych schadzek lub libacji młodzieży, nie zaszkodzi jednak tego sprawdzić - wzruszył ramionami. Na wszelki wypadek wyjął z kieszeni kurtki różdżkę, woląc ją mieć w ręku.
Zaciągnął się papierosem, zaraz jednak zakrztusił się dymem, słysząc wyznanie, na które zrzuciła na niego kobieta.
- To ten. Mam zacząć się martwić, jak oboje zobaczymy coś dziwnego, tak? - rzucił z załzawionymi oczami, nie będąc pewnym, jak ma na takie rewelacje zareagować. - Widzisz coś konkretnego, czy to ogólne, ten no, zwidy? - zapytał, nie potrafiąc tak nagle zrzuconej na niego informacji.
Podszedł pod altanę, ciekaw całej tej ścieżki. Spróbował poszukać ewentualnych śladów, które mógłby ktoś zostawić, dostrzec dziwne zachowanie roślin, lub inne niespodzianki, które mogłaby przeoczyć Moody.

Rzut na percepcje
Rzut N 1d100 - 35
Akcja nieudana
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
20.04.2024, 21:56  ✶  
Sama w sobie posiadłość była w dobrym stanie – wymagała wielkiego sprzątania i wyrzucenia wiele rzeczy, tu i ówdzie wymiany okien oraz na pewno zerwania starych tapet, ale nie była zrujnowana. Jej odosobnienie, rozmiary oraz fakt, że powinna być zapomniana przez ogół czystokrwistego świata, gdy jednocześnie nie było w pobliżu zbyt wielu mugoli, stanowiły kolejne zalety.
Działy się tu jednak dość dziwne rzeczy, a niektóre znaleziska były odrobinę niepokojące.
Takie jak ta ścieżka.
Zaklęcie rozpraszającego nie przyniosło żadnego efektu. Nie dlatego, że się nie udało, ale dlatego, że nie było zaklęć do zdjęcia. Nikt nie zabezpieczył tej dróżki, nikt niczego tu nie ukrywał. Kiedyś może na dworze Juliusów ciążyły potężne czary, one jednak wyczerpały się z czasem i wymagały odnowienia. Ktoś jednak bez wątpienia tędy chodził, w gąszczu ta wydeptana ścieżka rzucała się w oczy. I to… chyba ktoś przeszedł tędy całkiem niedawno – może już nawet, kiedy byli w domu? Najbliższa wioska znajdowała się spory kawałek piechotą stąd, ale kto wie – może młodzież stamtąd z czasem odkryła jednak dom Juliusów i jakoś przedostawała się od strony stawu, gdzie nie było ogrodzenia? Jeśli tak, warto było to sprawdzić, by nie było potem przykrej niespodzianki…
Ścieżka prowadziła ich między chwastami i krzewami, a potem pośród drzew, aż ku stawie. Był tak idealnie okrągły, że chyba nie został stworzony przez naturę – być może dawni panowie tego miejsca mieli fantazję stworzyć tutaj coś takiego? Był duży, chyba głęboki, a woda iskrzyła się w blasku słońca.
W oddali zobaczyli, że ktoś idzie jego brzegiem. Wiatr szarpał spódnicę: jakaś kobieta.
To w tamtą stronę wiodły ślady, za którymi tu przyszli.
Ta osoba była z pewnością pod domem Juliusów.

Tura do: 24.04.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#5
22.04.2024, 21:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2024, 08:17 przez Millie Moody.)  
Dobrze, bardzo dobrze, pod tym względem chociaż mieli spokój, że nie czekały ich magicznie skitrane zasadzki.

Szli ścieżką, Miles miała dobry nastrój po tych boginach. Nawet wybitnie dobry. Nie pamiętała kiedy czuła się tak zajebiście.

– Nie no Morfina mówił, że to może wcale nie z głową coś nie tak, tylko wpływ limbo na krew Trelowneyów czy inne tam gówno. – fakt, że nie była jasnowidzem jak matka był bolesny dla Miles. Kiedy o tym mówiła, była najczęściej w chuj pijana i co gorsza – w ogóle nie przeklinała. Był też ten jeden raz, jak w ogóle o tym nie mówiła, tylko poszła do drugiego pokoju coś rozjebać, a potem wróciła i zmieniła temat. Bolesna sprawa, odcisk większy niż fakt, ze będąc w BUmie tyle lat nie była nawet detektywem, przy jej wielkich deklaracjach z początku kariery, że czeka ją aurorski stołek. – W ogóle to jest mega spoko uważam, że w końcu trafił do Zakonu. Mega ma łeb od tych wszystkich czarnoksięskich pojebań, dobrze jest mieć kogoś takiego po swojej stronie nie sądzisz? – zagadnęła, bo wcześniej nie było do tego okazji.

Ale potem... ale potem zobaczyli tę babeczkę i akcja momentalnie się zagęściła. A Miles... zareagowała tak jakby zobaczyła znicza.
– Też ją widzisz? – padło krótkie i dzikie, całe jej drobne ciało było napięte gotowe do skoku. Oblizała wargę, gdy usłyszała potwierdzenie. Dzisiaj było dużo łowów, podobało jej się to. A potem się teleportowała prosto na jej plecy.
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#6
24.04.2024, 16:57  ✶  
Brak zabezpieczeń był miłą odmianą, choć coś w środku Tomasza mówiło, że może jednak nie był to dobry znak. Miał jakieś dziwne przeczucie, że idzie na razie za łatwo jak na jego życie, grzecznie jednak szedł ścieżką, wyglądając ewentualnych spadających znikąd jabłek czy innych przyjemności.
- Czyli co, widzisz rzeczy, które w jakimś sensie jednak istnieją, ale inni ich nie widzą? - zapytał ostrożnie, czując się lekko nieprzyjemnie z tą świadomością. Owsze, żyjąc w Hogwarcie musiał przyzwyczaić się do duchów i innych rzeczy, którymi wcześniej straszyło go starsze rodzeństwo, nie oznacza to jednak, że nie scierpła mu skóra.
Szybko więc przeszedł do rozmowy o Morpheusie.
- Tak, zawsze może przewidzi, że któreś z nas kopnie w kalendarz, to przynajmniej da radę na czas wykorzystać zaległy urlop i uregulować ewentualne długi. Do tego, cóż, im lepiej zrozumiemy te wszystkie czarnomagiczne zabawy, tym lepiej wyjdzie nam obrona przed nim. W teorii, praktykę może jednak już sobie darujmy. - Uśmiechnął się niemrawo, wiedząc, że Millie pewnie najlepiej o tym wiedziała.
Jezioro wyglądałoby całkiem ładnie, nawet mimo zaniedbania, widok kobiety jednak sprawił, że Thomas stanął przez chwilę jak wryty. Nie miał pojęcia, skąd się wzięła i jak nikt wcześniej jej nie zauważył, co sprawiło, że przeszło go nagłe zimno.
- Tak, to chyba akurat nie jest jakiś zwid - odpowiedział, choć może tym jednak razem powinien skłamać.
Millie skoczyła nagle do przodu, a on mógł tylko przekląć przed nosem, próbując dobiec do dwójki kobiet jak najszybciej i nie poślizgnąć się przy tym na brzegu jeziora.
Nie miał dziś ochoty na kąpiel.
- Przepraszam! - krzyknął do kobiety, mając nadzieję, że zdąży, zanim ta zostanie powalona przez jego towarzyszkę. Co jeśli to niczego nieświadomy i przypadkowy przechodzień (w co do końca nie wierzył)?
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#7
24.04.2024, 22:09  ✶  
Wszystko działo się szybko.
Trzasnęło, gdy Miles się deportowała.
Thomas krzyknął – kobieta zaczęła się odwracać.
Millie aportowała się, dokładnie tak, jak chciała: wpadła na osobę, idącą brzegiem jeziora. A chociaż ta była wyższa i mocniej zbudowana od Moody, to nie spodziewała się takiego ataku i impet uderzenia sprawił, że obie upadły wprost na trawę, porastającą okolicę stawu. Kobieta, która zdążyła się częściowo odwrócić, uderzyła o ziemię bokiem, a z jej ust wydobył się zdławiony okrzyk i zaczęła szarpać się, usiłując zrzucić siebie napastniczkę.
W tej chwili Miles tego nie widziała – wszystko działo się zbyt szybko – ale ta była od niej dobre kilkanaście lat starsza. Mogła być po czterdziestce albo po pięćdziesiątce, zależy, czy była czarodziejką czy mugolką – ci drudzy w końcu starzeli się trochę szybciej i nie dysponowali eliksirami upiększającymi. Jej włosy siwiały tu i ówdzie, a na twarzy znaczyły się pierwsze zmarszczki, choć wciąż kobieta charakteryzowała się bez wątpienia dużą urodą. Ubrana była w suknię, skromną i czarną, co w taki upał sugerowało albo dziwne zamiłowania modowe, albo noszenie żałoby i zaplątała się w fałdy spódnicy, gdy się przewróciła i zaczęła walkę z Miles.
Thomas pozostał z tyłu – dzieliło go od nich kilkadziesiąt metrów, chociaż na przebiegnięcie tego dystansu i zobaczenie szarpaniny, rozgrywającej się nad stawem, potrzebował zaledwie dwóch minut.

Na zepchnięcie z siebie Millie:
Rzut N 1d100 - 36
Akcja nieudana


@Thomas Hardwick @Millie Moody
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#8
27.04.2024, 08:49  ✶  
Tak na prawdę Mildred nie zamierzała atakować kobiety. No może trochę. Była jak kociak, który zobaczył mysz, upolował mysz, a teraz za bardzo nie wiedział co z nią zrobić. Kobieta krzyknęła, obie upadły na miękką trawę. Mózg młodszej z nich nigdy nie pracował tak normalnie (czymkolwiek ta norma, zwłaszcza wśród czarodziei była), a teraz iskrzył. Trzeba było coś wymyślić i to szybko.

Tak jak na nią wpadła, tak odskoczyła zszokowana, zupełnie jakby to kobieta ją zaatakowała niespodziewanie.

– Thomas?! To nie Ty?! Kim pani jest?! Co pani tutaj robi? – Jej zwyczajowo jadowite czujne oczy przybrały minę absolutnego zestresowanego niewiniątka, różdżka w tym zamieszaniu dawno została ukryta w kieszeni spodni. Mills wyglądała nawet dziewczęco, gdy wyciągnęła rękę do staruszki, żeby pomóc jej wstać.

– Przepraszam my... bawiliśmy się z narzeczonym w chowanego, opatrznie wzięłam panią... Ale zaraz, co pani tu robi, przecież to teren posiadłości? Och kochanie tu jesteś!– zareagowała na widok nadbiegającego Thomasa z tak zmartwioną i zestresowaną miną, jakby wcale a wcale nie odjebała tego numeru absolutnie celowo przed chwilą. Tylko że no... Mildred celowość miała analogiczną do pioruna zdobiącego jej plecy.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#9
07.05.2024, 23:46  ✶  
Powinien więcej biegać, zdecydowanie. Może te całe gadanie Alastora o porannych przebieżkach wcale nie były takie głupie, nie licząc godziny, o której Thomas musiałby się zwlec z łóżka, by na takie się złapać. Pokonanie drogi dzielącej go od kobiet trochę mu jednak zajęło, w sam raz, by pojawić się przy Millie akurat wtedy, gdy nazwała go narzeczonym.
Spojrzał na nią z szeroko wytrzeszczonymi oczami, otworzył usta, a potem nagle je zamknął, przywołując na twarz niepewny uśmiech, zaczynając łapać, o co dziewczynie chodzi.
Odchrząknął, nie wiedząc, gdzie ich to wszystko zaprowadzi, skoro powiedziało się jednak A, to należało też powiedzieć B.
- Przepraszam za moją ukochaną - jego uśmiech poszerzył się, mimo lekko zaciskających się zębów, gdy spojrzał na Moody - Ma tendencję do tego, że czasem ją ponosi. Nic się pani nie stało? - zaczął, przyglądając się starszej kobiecie, starając się ewentualnie znaleźć w niej coś, co mogłoby wzbudzić jego podejrzenia. Wbił jedną z rąk do kieszeni spodni, delikatnie zaciskając palce na różdżce.
Plusy? Millie nie przeleciała przez nią na wylot. Minusy? No właśnie, problem był materialny i nie wiadomo było, czy to nie gorzej.

Rzut na percepcje na ewentualne znalezienie czegoś niepokojącego w wyglądzie kobiety
Rzut N 1d100 - 69
Sukces!
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#10
08.05.2024, 09:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.05.2024, 09:39 przez Bard Beedle.)  
Kobieta, puszczona przez Millie, odczołgała się rakiem, a potem podniosła się, z pewnym trudem, zgarniając poły sukni. Przypatrywała się im, a na jej twarzy mieszały się zaskoczenie, przestrach i chyba odrobina gniewu tym, jak ją potraktowano. Thomas nie wypatrzył w wyglądzie nieznajomej niczego szczególnie podejrzanego, ale… gdy przyjrzał się jej uważnie, na głębokiej kieszeni, niezbyt pasującej do kroju sukni, dostrzegł charakterystyczne wybrzuszenie.
Bardzo prawdopodobne, że kobieta miała przy sobie różdżkę, była więc czarodziejką. Jej strój od biedy mógł uchodzić wprawdzie za mugolski – ale nic dziwnego, w okolicach w końcu było parę mugolskich domów, chociaż w oddaleniu od Księżycowego Stawu – kieszeń jednak pewnie doszyto, aby mogła bezpiecznie nosić ukrytą różdżkę. I chociaż wyraźnie nie spodziewała się, że ktoś rzuci się jej nagle na głowę, to nie wydawała się zszokowana tym, że ktoś pojawił się za jej plecami znikąd.
– Spacerowałam w okolicach stawu, mieszkam w pobliżu i lubię wyprawiać się nad wodę – powiedziała, obserwując ich czujnie, a dłoń układając w pobliżu kieszeni. – Nie miałam pojęcia, że ktoś znowu sprowadził się do posiadłości. Wy… kupiliście Księżycowy Staw? – zapytała, a głos zadrżał jej lekko, kiedy wypowiadała tę nazwę. – Jeśli możecie jeszcze odstąpić od umowy, to powinniście to przemyśleć. To miejsce jest przeklęte. Właściciele tego domu nie byli miłymi ludźmi – oświadczyła, po czym dochodząc do wniosku, że para chyba jednak jej nie zaatakuje, zabrała się do otrzepywania spódnicy.

Odpisy do 11.05
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1794), Millie Moody (1605), Thomas Hardwick (1720)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa