Londyn
Drogę do aurolandii, jak ją w sercu nazywała, znała już doskonale na pamięć. Odkąd tylko została zaprzysiężona na BUmerkę (BUmowczynię? Funkcjonariuszkę BUma?) wydeptywała regularne ścieżki kawałek dalej, do biura wszechzajebistych aurorów, a konkretniej do biurka swojego ukochanego brata.
Sny o zamieszkaniu koło niego w aurolandii odwiedziały ją we śnie (czasami) oraz na jawie (bardzo często), ale rzeczywistość była sroga. Aurorzy to najlepsi z najlepszych, a tymczasem sukcesem Mildred było to, że jeszcze nie zdechła z przepalenia, przepicia, przeruchania albo ogólnie jakiejkolwiek innej kabały w którą się wplątała. Złośliwi mówili, że nie wyjebali jej dzięki szerokim barom Alastora, Ci co jednak z nią pracowali, zwykli cenić jej refleks, nieszablonowe myślenie i bardzo, bardzo kreatywne wykorzystanie zaklęć z zakresu translokacji. Szkoda, że reszta kulała zwłaszcza prowadzenie regularnej dokumentacji, czy też ostentacyjne olewanie procedur tam gdzie jej to nie pasowało.
Niemniej, Mills utrzymywała się na powierzchni, może nie awansowała, ale też nie została wypieprzona na swoją zapadniętą szczurzą mordkę. I znała ścieżkę do aurolandii doskonale na pamięć, a konkretniej do biurka swojego ukochanego brata.
I jego kurwa nie było.
Ręka zacisnęła się na gazecie mocniej, pięść mięła biedny egzemplarz Proroka Codziennego, chłodny pot trawionych ją emocji wsiąkał w papier. Aż dziw że nie waliło od niej ozonem, aż dziw, że nie towarzyszył jej osobie trzaski elektrostatyczne z głębokim zapotrzebowaniem jebnięcia gdzieś. Złociste rozbiegane oczy prześlizgnęły się po otwartej przestrzeni biura i zatrzymały się na Cainie.
Piorun ruszył pozostawiając za sobą świetlisty blask.
JEB
Z hukiem trzepnęła gazetą o blat biurka Caina.
– Słyszałeś co te kurwy jebane wymyśliły znowu? – grom przetoczył się pod sufitem niskiego biura. Mildred milczała, ale całe jej ciało zalane było furią, która niby znalazła uziemienie, a jednak można było się spodziewać, że za moment znowu gruchnie i przewali jakieś drzewo. Jak tak drobna istota mogła mieć w sobie tyle energii? Tego nikt nie wiedział. Może rzeczywiście ten piorun co ją jebnął w Hogwarcie został w niej w jakiś sposób i teraz nie ona mówiła a duch burzy.
Szarpnęła stronnicami gwałtownym burzowym podmuchem szukając właściwej strony.
– Zobacz, zaraz kurwa napiszą, że porwał angielską królową, żeby jej wlać w gardło amortencję i przeruchać w wolnej chwili! – zagrzmiało znów. Artykuł, paskudny paszkwil przedstawiał zapadniętą górnicza wioskę. Oczywiście autorzy tak jak wcześniej sugerowali maczanie palców Ministra Magii Nobby'ego Leach'a w Mistrzostwach Świata Piłki Kurwa Nożnej, tak teraz Ci sami ludzie ochoczo obciążali go tragedią w Walii i nieobecnością Królowej Elżbiety na miejscu tragedii.