Pociąg do wszystkiego, co zakazane, wpisane było w DNA Laurenta Prewetta. To pewnie przez to, że mówili, że jest aniołem. Tak, to dlatego. Pierwszy grzechem uniósł się nie człowiek, a anioł - ten, który odmówił oddania pokłonu przed ludźmi, którzy byli niższymi bytami niż on. Tak upadł pierwszy - i zarazem ostatni tak piękny jak On. Albo to nie to? Grzech wpisywał się w niego na pewno dlatego, że był w połowie selkie. Syreny, nie trzeba daleko sięgać w legendy i opowieści, wodziły na pokuszenie, ściągały marynarzy na dno, rozbijały statki, kontrolowały fale i namawiały do niepoprawnych uciech. Na pewno? W końcu samym posiłkiem dla karmienia listy niegodziwości było samo bycie człowiekiem. Mógł zgrzeszyć pierwszy anioł, mogły syreny być niezdrowymi kusicielkami, ale koniec końców to człowiek zerwał jabłoń z rajskiego ogrodu. To on udowodnił, czym jest uleganie pokusom. Nie jestem przekonany... To było wszystko. Spis grzechów na rachunku sumienia skryty pod anielską kopułą. Diabłem był ten, który siedział przed nim i chyba bawił się w wywołane przesłuchanie. Jak to więc Diabeł - stawał się tym, przed którym anioł się nie pokłoni. Tym elementem zakus, który był wiedziony przez syreni głos. Zakazanym jabłkiem, po które chciało się wyciągnąć dłoń.
Jaką rolę pełnił tu Laurent i którą z ról chciał przyjąć na siebie Astaroth?
- W porządku. - Laurent założył nogę na nogę, przesunął palcem po garniturze, żeby rozchylić jego poły na bok. W końcu dotarł do szyi i rozpiął jeden guzik... ale zrezygnował z rozpinania drugiego. Usiadł wygodnie, bo tylko wygoda mogła uchronić przed zatopieniem się w niekomfortowych słowach. Brak spokoju mentalnego nie musiał być przecięty brakiem spokoju ogólnego. Bo nie musiał, tak? Prowadźmy więc dalej to, co on sam nazwał przesłuchaniem. Zbyt wiele już takich rozmów przeprowadził. Herbata stawała się wezwaniem do odpowiedzi, nie przyjemną chwilą.
- Przepada pan w takim razie za uczuciem bólu? - Zapytał o to tak, jakby naprawdę go interesowało. To była bardzo niebezpieczna nitka, która została pociągnięta. - Chyba nie wie pan, co mówi. Nie ma nic gorszego od mężczyzny, który najpierw przyciąga cię do siebie, a potem odpycha, zanim dobrze zdąży rozgrzać twoją skórę. - Temat tabu poruszany przy herbatce, podczas przesłuchania, z wampirem, łowcą stworzeń magicznych... A jednak Laurentowi nawet brewka przy tym nie drgnęła. Czymkolwiek to spotkanie nie było i czymkolwiek by nie mogło być, to Astaroth sam tym razem wszedł w objęcia morza. Laurent bardzo chętnie zatopiłby w morskich otchłaniach kolejne serce. To, co zakazane. Choć na razie był zaledwie uważny. - Przepraszam. - Laurent nie miał najmniejszych problemów ani z tym słowem, ani z przyznawaniem się do winy. Mówił szczerze, ale to, czy mu Astaroth uwierzy to, ha! Dwie zupełnie inne sprawy. Więc to nie było trafione z męczeniem. - To był karygodny błąd, który Pana naraził i skoro już się spotkaliśmy na tym przypadkowym przesłuchaniu to jestem gotów usłyszeć, czy mogę to panu wynagrodzić. - W jakiś sposób. Pieniędzmi, słowem, czynem. Łowcy potworów raczej korzystali ze wsparcia finansowego, czyż nie?