• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 9 Dalej »
[14.08.1972] I wonder what I look like in your eyes | Nora & Sam

[14.08.1972] I wonder what I look like in your eyes | Nora & Sam
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#11
18.04.2024, 20:04  ✶  

Wszystkie troski wydały się odejść w zapomnienie, kiedy trzymał ją w swoich silnych ramionach. Bez zbędnych słów, tak po prostu. Nie mógł jej tego robić, traciła przy nim zmysły, nie myślała jasno, ale może to i lepiej? Najważniejsze, że nie wypuszczał jej z rąk, może aż tak go nie skrzywdziła? Może jej wybaczy, może była jeszcze nadzieja? Wydawał się potrzebować tej bliskości, tak samo jak ona. Najwyraźniej ich ciała bardzo mocno za sobą tęskniły, mimo upływu lat.

Wiedziała, że prędzej, czy później będą musieli porozmawiać, bo wiele mieli sobie do wyjaśnienia, im później jednak, tym lepiej, bo mogło to spowodować niepotrzebne uniesienie, ich ostatnia rozmowa nie zakończyła się dobrze, znaczy częściowo, bo właściwie to doprowadziła do ponownej bliskości, za którą przecież tak bardzo tęskniła.

Miała już doświadczenie w rozmowie z niedźwiedziem i wiedziała, że powinna mniej się unosić, bo to nie sprzyjało w konwersacji. Każde z nich cierpiało na swój sposób, najwyraźniej nie zdołali tego wszystkiego przetrawić, a rany, które pojawiły się przy ich rozstaniu nie zasklepiły się do dzisiaj.

Nie odzywała się, bo nie wiedziała od czego powinna zacząć, mądre rady, które dostała niby były proste. Porozmawiaj z nim, wszystko wyjaśnij, powiedz co czujesz, gdyby to było takie proste. Zbierała myśli w głowie, jednak żadne słowa nie opuściły jej ust, jeszcze nie była chyba na to gotowa, nie chciała psuć tej chwili, która to im się przytrafiła, po raz kolejny, najwyraźniej zupełnie przypadkiem.

Nadal tkwiła w silnym uścisku, nadal przytulała swoją głowę do jego piersi, kiedy się do niej odezwał. Nadal nie wypuszczał jej z rąk, może to i lepiej, bo była dzięki temu spokojniejsza, bo czuła, że może słowa tym razem nikogo nie skrzywdzą? - Kichnąłeś? - Przypomniało jej się, że też miała podobną sytuację, całkiem niedawno. Zdarzyło jej się kichnąć, a później zniknęła. Tylko dlaczego pojawił się przed nią, ją to poniosło ku Mabel, bo to o niej myślała podczas tego kichnięcia. Czyżby jemu na myśl przyszła właśnie ona? Czy to oznaczało, że nie tylko Nora wracała do tych chwil, które razem spędzili? Najwyraźniej jeszcze jej nie skreślił.

- Zdarzyło mi się coś podobnego, też kichnęłam i się teleportowałam, chociaż nie umiem tego robić. - Mówiła spokojnie, nadal tkwiąc w jego uścisku. - W Proroku pisali o podobnych przypadkach, podobno istnieje jakaś anomalia, łączą to z tym, co wydarzyło się podczas Beltane. Ponoć wielu osobom się to przytrafiło i zawsze lądowały przed kimś kto był im bliski. - Ostatnie zdanie powiedziała nieco ciszej, jakby trochę się bała, że mu zaprzeczy.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#12
19.04.2024, 19:30  ✶  
Tulenie było proste, tulenie sprawiało, że jakoś trudniej było na siebie pokrzykiwać i wyrzucać sobie odległość, skoro teraz tej dużej odległości nie było. Tulenie czyniło cuda. Dołączył głaskanie. Szorstkie palce położył delikatnie na jej jasnej głowie i zaczął niespiesznie głaskać ją, jak małą spłoszoną łanię, choć sam był mocno spłoszony całą zaistniałą sytuacją.

Skinął głową, gdy zapytała czy kichnął, a potem przycisnął ją mocniej do siebie, bo mu odpowiedziała, nie krzyczała, nie mówiła mu smutnych rzeczy, więc najprawdopodobniej działało.

– Tak – dodał jeszcze, na wypadek, gdyby nie poczuła jego ruchu.

A potem dał jej mówić dalej i w sumie też poczuł się taki malutki, że tego wszystkiego tak nie rozumie. Jak wtedy, gdy Bee wyjaśniła mu, że po Beltane wszędzie tak rosną rośliny i to nie była jego wina, że ogrody, którymi się opiekował zarastały tak bardzo...

– Ach tak. – skomentował tylko, bardzo neutralnie, głaszcząc ją w ten sam sposób jak przed chwilą, tuląc ją w ten sam sposób jak przed chwilą. Czemu miałby cokolwiek zmieniać? Skoro wiedziała co takiego się zadziało, nie widział powodu by się wobec tego sprzeciwiać. Szczególnie, że była to prawda. Wszakże Nora była mu kiedyś bliska. A czy teraz jest? Serce nie zwalniało, rozterki ostatnich dni dały się we znaki. Tak by chciał pójść z nią powoli, do końca wszystkiego, żeby zacząć na nowo. Przecież radzili sobie kiedyś bez słowa, bez snów, zachwyceni nocą widzianą szeroko otwartymi oczyma tętniącej rozkoszy. Ta bliskość rozpraszała strach przed ciemnością, strach przed przyszłością, liczyli się w tamtych chwilach tylko oni... Mogli biegać nago po łąkach, mogli być okryci przez drzewa, wolni, prawdziwi...

A jednak, pośród tych małych, drobnych żółtych kwiatów okalających jej głowę, czując ją obok milczał. Nie opowiedział nigdy o tym jak bardzo będąc obok niej czuje się nikim. Nie chciał widzieć jej łez, nie chciał by każda z kropel spływających po jej jasnym policzku miażdżyła mu serce. Tak jak wtedy na dworcu, przy oleistej maszynie sprowadzającej na nich własną prywatną małą apokalipsę. Koniec. I opadał i wzbijał się i chciał jej więcej gnając w krogulczej formie, śledząc czarną smugę sadzy, wciąż myśląc o tym, że wpadnie przez uchylone okno i porwie ją, ukradnie jej własnym marzeniom i zaklnie w swym sercu, w zielonym sercu.

Wrócił tamtego dnia do Kniei, ale nie powrócił do domu.

Poleciał daleko, na najwyższe wzgórze, by wykrzyczeć swój ból, by dotknąć dna widząc to wszystko, czego ona nie chciała, a co on umiłował całym sobą.

Podjął decyzję za nią.

– Czy jesteś szczęśliwa? – zapytał nagle, wciąż ją tuląc, wciąż miarowo głaszcząc jasną głowę. Nie pamiętał ich jeziornej rozmowy, ponad oślepiającą krwawą łunę walki o życie swoje i jej, łunę która później nabrała słodko-gorzkiego posmaku, kiedy znów odnaleźli się po tylu latach, pośród dawnego łoża uformowane im przez łagodne fale jeziora i minionego deszczu.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#13
19.04.2024, 20:22  ✶  

Ta bliskość sprawiała, że Norka była bardzo łagodna, zresztą bardzo rzadko pozwalała komukolwiek zbliżyć się do siebie na taką odległość. Utrzymywała dystans, żeby myśleć jasno, teraz jej tego brakowało, ale czy było w tym coś złego? Nie czuła, że tak jest. Jej ciało potrzebowało tego ciepła, które jej dawał, okropnie jej tego brakowało przez te wszystkie lata, kiedy nie było go obok. Tęskniła za nim, to był fakt, nie zamierzała nawet udawać, że jest inaczej.

Jeszcze przyjemniej jej się zrobiło, kiedy dołączył do tego głaskanie, przymknęła oczy i pozwoliła sobie odpłynąć, gdzieś daleko, do tych wszystkich miłych wspomnień, jakby wcale nie wydarzyło się między nimi nic złego, jakby jej serce kiedyś nie pękło przez niego na milion kawałków. Nie na tym się teraz skupiała, to nie było ważne, nie w tej chwili.

Potwierdził jej słowa, tak naprawdę ułożyła sobie już to wszystko w całość przed tym, kiedy o tym wspomniał. Może też ją to nieco uspokoiło, bo to by oznaczało, że nie znalazł się tu przypadkowo, znaczy trochę tak, bo było to kichnięcie, ale nie bez powodu właśnie przed nią. Może nie tylko ona nadal coś czuła?

Może nie byli już tymi samymi dziećmi, które spotkały się przed laty, najwyraźniej jednak niektóre rzeczy się nie zmieniały. Mogli tak tkwić w tym uścisku, byleby znajdować się obok siebie, bo przecież im to służyło, bo przecież razem czuli się dobrze, może jeszcze mogli to wszystko wyjaśnić? Coraz bardziej nabierała takiej pewności, chociaż to wcale nie było takie proste, bo Norka podjęła wtedy pewne decyzje, skrywała tajemnice, których wyjście na światło dzienne mogło przynieść jeszcze więcej komplikacji. Nie chciała jednak o tym myśleć, nie w tej chwili, bo tak spokojnie czuła się w jego objęciach, że nie miała zamiaru teraz tego psuć.

W ogóle chyba nie wyciągnęła wniosków ze zdarzeń z przeszłości, bo przecież ukrywanie prawdy im nie służyło, bo to prowadziło do cierpienia, które pojawiało się przez niedopowiedzenia. Najwyraźniej musieli popełnić te same błędy wiele razy, żeby czegoś się nauczyć.

Pytanie, które jej zadał niby było całkiem proste, jednak nie do końca wiedziała, jak na nie odpowiedzieć. Przecież była szczęśliwa, spełniła swoje marzenie, jednak ciągle czuła jakiś niedosyt, jakby kogoś, albo czegoś w jej życiu brakowało. Nieraz rozmawiała o tym z Erikiem, dlaczego więc nie mogła dać tych odpowiedzi i Samowi? - Czasami tak, chociaż łapię się na tym, że czegoś mi brakuje do tego szczęścia. - Trudno jej przychodziło mówienie wprost, nie umiała się tak łatwo otworzyć, chociaż na pewno byłoby to bardziej skuteczne. Nie chciała zresztą mówić mu o tym, że czuła, że straciła poczucie tego, że może być w pełni szczęśliwa, wtedy, kiedy zostawił ją samą na dworcu, kiedy świat się dla niej skończył. Nadal do tego wracała, nadal nie potrafiła się pogodzić z tym, że tak się wydarzyło, nieco łatwiej jej było teraz, kiedy wiedziała, jaki był powód. Żal jednak pozostał, że wtedy nie chciał jej o tym wszystkim powiedzieć, że uznał, że lepiej jej będzie bez niego. Jakby wcale nie był jej całym światem.

Sztafaż
wiek
7
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Przedszkolak
Przeciętnie wysoka (125 cm), jak na swój wiek siedmiolatka o prostych blond włosach za ramiona i niebieskich oczach. Jej włosy są zazwyczaj rozpuszczone, a ubrania kolorowe. Często można ją spotkać w towarzystwie swojego srebrno-białego maine coona Karla. Ona wygląda sympatycznie. Kot już nie za bardzo.

Mabel Figg
#14
19.04.2024, 22:21  ✶  
Siedziała w swoim pokoju wraz z Karlem, leżąc na podłodze i układając puzzle, gdy nagle... Usłyszała dziwne odgłosy. Odgłosy... Czy jej się wydawało, czy coś skrzeczało jak ptak i uderzało o ściany chyba w kuchni, a potem... Przestało. Dziwne. Bardzo dziwne. Gdyby to chociaż były kocie odgłosy...
Spojrzała pytająco na Karla, który swoimi zmysłami filozofa-drapieżnika próbował wywęszyć, co się właśnie działo, ale ostatecznie jedynie pokręcił głową.
– Nie mam pojęcia, co wyprawia twoja matka. Ale coś tam dziwnie pachnie. Albo ptakiem, albo człowiekiem – stwierdził tylko, więc Mabel uznała, że musi, jak najszybciej wpaść do kuchni, by zobaczyć o co chodzi i czy jej mama przypadkiem nie potrzebuje ratunku.
I umh... Nie spodziewała się tego. Jej mama tuliła się do jakiegoś blondwłosego mężczyzny, a on głaskał ją po głowie. Zaraz. Czyżby... Czyżby... Czyżby jej mama...
– Mamo? – spytała najpierw normalnie, a potem nie wytrzymała i wykrzyknęła na cały głos. – TO TY MASZ CHŁOPAKA?
Podeszła do nich bliżej z rozdziawioną buzią, ubrana w, o ironio,  kolorowe spodnie i czerwoną bluzkę z niedźwiedziem, nie do końca wiedząc, co jeszcze powiedzieć. Karl, który oczywiście przyszedł za nią, najwyraźniej też nie, bo wyjątkowo milczał. Zaraz... Ona przecież znała tego blondwłosego mężczyznę. – PAN SAM JEST TWOIM CHŁOPAKIEM!? TEŻ GO ZNASZ!?
To było... To było... Chyba była zbyt zaskoczona, i poedkscytowana, by wiedzieć, jakie to wszystko dokładnie było.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#15
20.04.2024, 21:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.04.2024, 21:56 przez Samuel McGonagall.)  
To chyba tak właśnie było, tak działało szczęście, że zawsze coś do niego brakowało. Bo gdyby było wszystko, to człowiek nie miałby kierunku do dążenia, do wzrostu. Samuel nie zrozumiał tego jako zaproszenie, nie widział w tym wyznania, tęsknoty, pragnienia Nory, aluzji, że może ten brak w szczęściu jest jego kształtu. Samuel tego nie rozumiał, ale tulił Norę dalej, choć tak bardzo chciało mu się płakać. Bo usłyszał, że Nora jest szczęśliwa i go nie potrzebuje, bo usłyszał znów kłamstwa, którymi się karmił tyle lat, by uzasadnić swoją decyzję, by powtarzać sobie, że tak było lepiej dla nich obojga.

I serce znowu bolało i na prawdę trudno byłoby Samowi powiedzieć, że przy Norze czuje się dobrze, bo jakoś zawsze tak cierpiał, nie rozumiał, nie wiedział. Ale przytulanie pomagało i nawet przez stwardniałą robotą skórę czuł jej jasne jak len włosy pod palcami, czuł jej zapach perfum, całego dnia zmagań i drożdżowego ciasta, o którym wszyscy zapomnieli, czuł jej bliskość i ten ból był jakoś mniejszym bólem. Wyłomem w korze, który w końcu się zaleczy, a można... możnaby zaszczepić inne drzewo, poszukać możliwości, możnaby tak jak ze zbyt mocno sheblowanej erikowej deski zrobić po prostu coś innego niekoniecznie płot.

Drzwi otworzyły się, a do środka weszła Mabel. Wiedział już, że jest córką Nory, wiedział to z korespondencji, którą wymienił z Brenną, ale jakoś zapomniał, że powinna tu być, nigdy też nie widział ich obu na raz. Trochę się napiął, ale nie poluźnił uścisku. Brwi miał wysoko uniesione na te rewelacje mówione ustami rozentuzjazmowanej najwidoczniej dziewczynki. Czy to oznaczało jej akceptację? Czy to oznaczało, że nie miałaby nic przeciwko?

Oczywiście to nie jej zdanie było tu decydujące, ale jakoś to proste pytanie otworzyło Samuelowi klapkę w umyśle na ewentualność, której w sumie nie rozważał. Dla niego było wszystko albo nic, dla niego wybór nic przed laty oznaczał nic na zawsze. Ale przecież... ale przecież z deski powstał piękny jeleń, ludzie się zmieniali a Nora... tęskniła za nim, prawda?

Pochylił się ku kobiecie trzymając ją wciąż bardzo mocno, nie dając odsunąć się od siebie, chyba, że rzeczywiście nagle zaczęłaby się spłoszona wyrywać. Odsunął się nieznacznie i spojrzał na nią zaskoczony, zagubiony i bardzo, bardzo niepewny.
– Chciałabyś...?– zapytał sucho, właściwie wyszeptał niemalże bezgłośnie. Przełknął boleśnie ślinę i spróbował powiedzieć jeszcze raz: – Chciałabyś spróbować?... hah... spróbować jeszcze raz? – nie uśmiechał się, ale patrzył, tylko patrzył i czekał na to co powie, choć mówili sobie tak mało. Żałował, że nie był jak pan Morpheus jasnowidzem, żeby móc już wiedzieć, żałował, że nie był tak silny i pewny siebie jak Erik czy mądry i znający odpowiedzi na wszelkie wątpliwości jak Brenna. Nie był Longbottomem, ale też to nie żadne z Longbottomów trzymało teraz w ramionach najpiękniejszą kobietę, jaką nosiła ziemia. Cóż mogło się stać... najwyżej powie nie i będzie miał pewność.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#16
20.04.2024, 23:34  ✶  

Nie umiała podzielić się tym wprost, pewnie dlatego, że bała się odrzucenia. Co jeśli powiedziałaby mu, czego dokładnie brakuje jej do szczęścia, a on by to zupełnie zignorował? Nie znała jego zamiarów, mogła się nieco domyślić, zważając na to, że pojawił się tutaj po tym kichnięciu, jednak miała to do siebie, że raczej zakładała, że nic nie ułoży się po jej myśli. Tak było łatwiej, być gotowym na rozczarowanie, wydawało się jej, że wtedy mniej bolało, a ona już wystarczająco cierpiała, nie chciała czuć tej pustki ponownie.

Nie wypuszczał jej nadal z niedźwiedziego uścisku, i dalej jej było tak zwyczajnie miło i przyjemnie, może więc nie powinna się niepotrzebnie martwić, tylko podążać za radą tego, który wydawał się jej być najmądrzejszy. Powinna mu wyjaśnić, co czuje, przynajmniej po części, choć trochę się otworzyć na nowe, chociaż, czy do końca nowe, przecież kiedyś już przechodzili podobną przeprawę, i wydawać by się mogło, że powinno im to pomóc, ale wcale tak nie było. Zranieni raz byli w tym wszystkim nieco bardziej ostrożni. Nawet była gotowa się odezwać, powiedzieć, co miała na myśli, tyle, że drzwi do kuchni się otworzyły.

Było wiele możliwości, tak naprawdę. Mogło się tam pojawić naprawdę wiele osób, w końcu klubokawiarnia była miejscem, w którym często pojawiali się różni ludzie. Jednak nie mogło być łatwo, prawda? To musiała być Mabel, jakby los chciał z niej zakpić. Mimo, że była dorosła, była jej mamą to poczuła się tak, jakby robiła coś złego. Nie wiedzieć czemu, zrobiło jej się cieplej, serce zaczęło bić szybciej, bo musiała to wyjaśnić tej małej księżniczce. Delikatna jak zawsze, uderzyła idealnie. Wprost w sedno.

Nie uciekła jednak, chociaż zazwyczaj to był jej pierwszy wybór, bo to jej najłatwiej przychodziło. Głupio było jednak teraz tak po prostu zniknąć, szczególnie, kiedy znaleźli się tacy, którzy oczekiwali jej odpowiedzi. Tulenie Samuela ją uspokajało, powodowało, że nie chciała stąd odejść, chociaż nie do końca znała odpowiedź na pytanie córki. Co właściwie powinna jej powiedzieć? Że nie wie, że nie ma pojęcia, co robi. To by nie przeszło, przecież musiała wiedzieć wszystko, bo kto inny da jej odpowiedzi, jeśli nie jej własna matka.

Sam przyszedł jej z pomocą, bo zadał pytanie, które trochę naprowadziło ją ku odpowiedzi. Czyżby on też chciał? Nie zapytałby jej o to, gdyby myślał inaczej, a przynajmniej tak to sobie tłumaczyła. Wcale nie było w tym presji spowodowanej przez obecność pewnej młodej damy.

- Chciałabym. - Mruknęła cicho i uniosła przy tym głowę, żeby spojrzeć na twarz mężczyzny, którego kochała tak bardzo, że nie była w stanie o nim zapomnieć przez tak wiele lat, ten który ciągle pojawiał się w jej myślach, który tak wiele dla niej znaczył. Najwyraźniej było im dane spróbować jeszcze raz. Szkoda tylko, że jeszcze nie wiedział wszystkiego, ale jakoś nie znalazła się sposobność, by mu opowiedzieć o tym, co stało się, gdy ich drogi się rozeszły. Będzie się tym martwić później.

Wypadałoby też coś powiedzieć Mabel, skoro już zadała pytanie wprost. - Tak, Sam jest moim chłopakiem. - Ktoś musiał jej dać tę odpowiedź, postanowiła wziąć tę odpowiedzialność na siebie, chociaż nie wiedziała, jak zareaguje mężczyzna na takie konkretne nazwanie tego wszystkiego, bo to przecież również przynosiło zobowiązanie, że w pewien sposób są ze sobą na wyłączność, nie miała pojęcia, czy tego właśnie chciał. Najwyraźniej dzisiaj znowu miała stać się czyjaś, chociaż zupełnie się tego nie spodziewała.

Trochę bała się reakcji Mabel na to wszystko, bo nie przywykła ona raczej do tego, żeby ktoś znajdował się tak blisko Nory, znaczy jasne, miała całą masę wujków, jednak kobiety nigdy dotąd nie połączyła z nikim żadna relacja romantyczna, to było coś zupełnie nowego.

Sztafaż
wiek
7
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Przedszkolak
Przeciętnie wysoka (125 cm), jak na swój wiek siedmiolatka o prostych blond włosach za ramiona i niebieskich oczach. Jej włosy są zazwyczaj rozpuszczone, a ubrania kolorowe. Często można ją spotkać w towarzystwie swojego srebrno-białego maine coona Karla. Ona wygląda sympatycznie. Kot już nie za bardzo.

Mabel Figg
#17
21.04.2024, 14:16  ✶  
Mabel w pierwszej chwili zupełnie nie wiedziała, co powiedzieć. Podobnie jak Karl, dla którego było to chyba zbyt dużo rewelacji, bo wyszedł z kuchni, mamrocząc coś pod nosem, prawdopodobnie po to, by na spokojnie wszystko przemyśleć i włączyć się do rozmowy później.
Młoda Figg patrzyła się to na pana Sama (Sama? Wujka Sama? Tatę Sama? Ojczyma Sama? Chłopaka mamy Sama? Nie wiedziała, jak teraz ma o nim myśleć) to na mamę. Tak cieszyła się. Tak była zaskoczona i chyba z tego wszystkiego jedynie stała z wciąż otwartą buzią i przez dobra chwilę milczała.
– Super! – wyrzuciła z siebie w końcu uśmiechając się jeszcze szerzej, bo przecież to była super wiadomość. Mamie naprawdę przydałby się chłopak, a pan Sam na pewno będzie super chłopakiem. W tej chwili jeszcze w sumie nie do końca rozumiała, że taka sytuacja zmieni sporo w życiu całej trójki, skoro nigdy tak naprawdę nie widziała mamy w związku z kimkolwiek. – Czy pan Sam pokazał ci już jak się zmienia w niedźwiedzia? I pozwolił na nim jeździć? – Aj, chyba miała o tym mamie nie wspominać, o ile nie zrobił tego już wujek Erik. Właśnie... Wujek Erik i reszta. Będzie musiała im jakoś powiedzieć. Jak podejrzane to będzie jeśli teraz poprosi mamę, czy może wysłać list do Warownii? Aaaaaaaaa. Mama ma chłopaka. Mama ma chłopaka. Ale fajnie! – Zamieszkacie razem? Weźmiecie ślub? Pójdziecie teraz na randkę? Chcecie iść na spacer? Ja sobie z Karlem poradzę jak coś jak chcecie iść teraz na spacer?
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#18
21.04.2024, 18:46  ✶  
To było... nieoczekiwane. Może właśnie o to chodziło z tym całym rozmawianiem, żeby weryfikować co się komuś wydaje z tym co druga osoba ma na prawdę w głowie. Zamyślił się i... tak, cały czas tulił ją do siebie, cały czas głaskał ją po głowie, jakby wcale roziskrzona kometa nie wpadła do środka kuchni sprawdzić co się wewnątrz niej dzieje.

I ów kometa nie zatrzymywała się ani na sekundę. Wspólne mieszkanie, ślub, randki, spacery...? Nagle ta próba rozrosła się gwałtownie, jak jemioła na ciężkiej bukowej gałęzi. A jednak oddychał zaskakująco spokojnie, jego serce nie załopotało w panice, bo przed chwilą Nora powiedziała, że chciałaby spróbować. Nora powiedziała, że jest jej chłopakiem i miał wrażenie że absolutnie nic nie będzie w stanie mu zepsuć tego przedziwnego dnia.

– Nie wiem, czy Twoja mama panienko chciałaby zamieszkać w Dolinie Godryka. – zaczął powoli patrząc się gdzieś w dal, jakby jego błękitne oczy wcale nie widziały kuchennej ściany tylko przestrzenie rozciągające się pod lotkami. – I spacer... ja... ja chyba nie jestem gotowy, żeby zobaczyć co jest... mm.... co jest na zewnątrz. Jak byłem taki mały jak Ty, to nie polubiliśmy się z Londynem. Bardzo. – smród kadzidła, labirynt widmowych zaułków i śmiech bzyczących mechanicznych twarzy. To miał być głupi żart pewnie, teraz tak sobie myślał, a jednak chichot zwidów śnił mu się czasem, wyrywając go z najgłębszego snu.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#19
21.04.2024, 22:43  ✶  

Obecność Mabel spowodowała trochę zamieszania, pewnie gdyby nie ona, to żadna z tych deklaracji by nie padła, tylko tkwili by sobie nadal przy sobie, tak po prostu. Dziewczynka jednak okazało się potrafiła bardziej ubierać rzeczy w słowa niżeli dorośli, gdyby wszystko było takie proste...

Czuła, że jest to winna Samowi, szczególnie po tej ucieczce bez słowa, której się podjęła po nocy spędzonej wspólnie. Nie zamierzała znowu udawać, że go nie zna, wiedziała, że wtedy go to zabolało, nie zamierzała tego powtórzyć. Bardzo też nie chciała, żeby znowu zniknął z jej życia, może nieco szybko, ale tak jakoś wyszło, że nazwała go swoim chłopakiem przed Mab. Jeśli coś pójdzie nie tak, to pewnie i ona to odczuje, zawsze starała się ją bronić przed ewentualnym przywiązaniem do obcych mężczyzn, dlatego też nie pozwalała sobie na to, aby ktokolwiek się do niej zbliżył, jednak Samuel tak do końca nie był obcy, tyle, że oni o tym nie wiedzieli. Kiedyś będzie musiała im o tym powiedzieć, póki co jednak wydawało jej się, że ukrywanie prawdy jest najlepszym, co może im dać.

Zaciekawiły ją słowa Mab, to by oznaczało, że jej również było dane już poznać specjalne umiejętności McGonagalla, ciekawe, powinna się jednak spodziewać podobnych rewelacji, szczególnie po takim długim pobycie dziewczynki w Dolinie.

Kolejna seria pytań spowodowała lekkie skonfundowanie nawet na jej twarzy. Za dużo tego było, przecież dopiero nazwali to w jakikolwiek sposób, a Mabel miała tak wiele pytań. Nie umiała na nie odpowiedzieć, bo co właściwie zmieniało to, że nazwała Samuela swoim chłopakiem? Przecież nie zamieszkają razem, nie ściągnie go siłą do Londynu, a i ona sama nie miała zamiaru teraz, kiedy spełniła swoje marzenie stąd wyjeżdżać. Były to tematy, które powinni przemyśleć, jednak nie sądziła, żeby znaleźli jakiekolwiek rozwiązanie, nie zamierzała się jednak tym martwić. Nie teraz. - Mabel, wiem, że to coś nowego, ale na spokojnie, proszę cię, trochę cię poniosło. - Szczególnie, że sprawa była bardzo świeża. Starała się zrozumieć jej entuzjazm, jednak to trochę za dużo, nawet jak dla Norki.

- Małymi krokami, jakoś sobie to ułożymy. - Powiedziała do Sama, bo czuła, że go również musi uspokoić, miała świadomość, że znalazł się w bardzo obcym dla siebie świecie.

Sztafaż
wiek
7
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Przedszkolak
Przeciętnie wysoka (125 cm), jak na swój wiek siedmiolatka o prostych blond włosach za ramiona i niebieskich oczach. Jej włosy są zazwyczaj rozpuszczone, a ubrania kolorowe. Często można ją spotkać w towarzystwie swojego srebrno-białego maine coona Karla. Ona wygląda sympatycznie. Kot już nie za bardzo.

Mabel Figg
#20
22.04.2024, 13:53  ✶  
Cooooo? Zamieszkać w Dolinie Godryka? Pan Sam chyba nie zrozumiał o co jej chodziło. Dolina Godryka była fajna, to prawda, ale ona już za bardzo polubiła się z Londynem, by z niego wyjeżdżać. O nie, nie. Chodziło jej o to, by pan Sam zamieszkał tutaj z nimi, a nie one gdzieś indziej. Całe szczęście mama raczej też się na to nie zgodzi.
– Jeśli się pan boi to mogę iść na spacer z panem – wyrzuciła z siebie nagle, trochę spontanicznie jednocześnie patrząc na mamę wzrokiem mówiącym proszę i obiecuję, że go nie zgubię. Nie robiła mu złośliwości. Po prostu szczerze chciała, by polubił to miasto – Albo możemy iść we trójkę.
Ponownie zerknęła na mamę nieco zdziwiona. Że ją poniosło? Naprawdę? No może rzeczywiście przesadziła z tym ślubem. O to chyba mogła spytać się dopiero jutro.
– Przepraszam – posłała mamie najszczerszy uśmiech z możliwych. — Czyli eeee... Co będziemy teraz robić? – Trochę nie rozumiała o co chodziło z tymi całymi małymi krokami. W książkach to wszystko brzmiało logiczniej. Była para, zakochiwała się w sobie, potem brali ślub a małymi krokami tańczyły co najwyżej pingwiny na ich weselu.
W tym momencie do kuchni powrócił Karl, wciąż chyba nieco skołowany.
– Noro... To był najwyższy czas – rzucił w stronę mamy i skinął łbem na znak uznania. – Samie... – ślepia kota przeniosły się na mężczyznę. – Daję ci mój kredyt zaufania, ale pamiętaj, że koty mają większą strefę auroduchofilozomyślową, niż niedźwiedzie, więc miej się na baczności.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Mabel Figg (720), Nora Figg (3357), Samuel McGonagall (2889)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa