Czerwone jabłuszko po ziemi się toczy.
Takie dziewczę kocham, co ma czarne oczy.
Gęsi za wodą, kaczki za wodą,
Trza je rozpędzić bo się pobodą,
Ja ci buzi dam, ty mi buzi dasz,
Ja cię nie wydam i ty mnie nie wydasz.
Nuciłam sobie w myślach losową piosenkę, nie zwracając specjalnie na nią uwagi. Sploty przemyśleń płynęły swobodnie, powoli zapominałam o nieprzyjemnej sytuacji. Praca fizyczna relaksowała i dawała ukojenie.
Dlatego podskoczyłam na dźwięk uderzenia kozika, a mój nożyk poleciał w górę i spadł na podłodze tuż obok mnie. Niespodziewane wyznanie Sama przestraszyło mnie nie tylko nagłością, ale też swoją głębią. Absolutnie nie nadawałam się do rozmów o ludziach. Potrafiłam ludzi rysować. Tworzyć ich przygody. Ale nie odczytywać ich emocje i przewidywać zamiarów.
Dopiero gdy Sam znalazł się przy oknie, zebrałam się na odwagę, by na niego spojrzeć. Podniosłam z podłogi swój nożyk i zastanowiłam się, co mu odpowiedzieć.
— Wiesz... Czasem trudno jest odgadnąć myśli i uczucia innych osób... Mnie to bardzo stresuje, jak nie jestem pewna, czy dobrze odczytuję intencje rozmówcy... I wtedy po prostu pytam. To jest niesamowicie niezręczne, ale... robię to bez myślenia. I z jednej strony czuję się jeszcze gorzej jak spytam, a z drugiej lepiej, gdy dostaję odpowiedź.
Zamilkłam zastanawiając się, czy nawiązać do tej konkretnej sytuacji, która miała miejsce. Wygodniej było rozmawiać o ogólnikach, ale to nie zawsze było aż tak pomocne. Nie chciałam jednak jeszcze bardziej denerwować Sama — z mojej perspektywy to on był zbyt uparty i nachalny, ale byłoby to niemiłe, gdybym mu to teraz powiedziała. Stukałam nożykiem o kolejne jabłko, zastanawiając się, co tu zrobić.
— Wydaje mi się... Że między tobą, a... twoim kolegą doszło do nieporozumienia. Ty myślałeś, że on pamięta o wspólnej pracy przy jabłkach, a niestety tak nie było. Myślę, że... nie ma co się złościć. Sytuacja była przykra, ale przecież czasem tak się zdarza. — Wzruszyłam ramionami. Spojrzałam na niego. Nie wyglądał teraz tak dziko, jak na naszym pierwszym spotkaniu, ale to wciąż był ten sam leśny druid. Wyglądał trochę zbyt schludnie z takimi krótszymi włosami. Trochę jakby ktoś na siłę chciał zrobić z niego bohatera komiksu z wątkiem romantycznym i z tego powodu dodał mu cechy wyglądu nie pasujące do charakteru. Trochę jak odwrotność "Pięknej i Bestii". Ciało przystojnego księcia, chowające w sobie dziką istotę. Całkiem dobry pomysł.
Zamyśliłam się, wpatrując się wciąż w Sama.