• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[1.06.1972] Vampire song | Laurent & Astaroth

[1.06.1972] Vampire song | Laurent & Astaroth
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
13.04.2024, 00:15  ✶  

Pociąg do wszystkiego, co zakazane, wpisane było w DNA Laurenta Prewetta. To pewnie przez to, że mówili, że jest aniołem. Tak, to dlatego. Pierwszy grzechem uniósł się nie człowiek, a anioł - ten, który odmówił oddania pokłonu przed ludźmi, którzy byli niższymi bytami niż on. Tak upadł pierwszy - i zarazem ostatni tak piękny jak On. Albo to nie to? Grzech wpisywał się w niego na pewno dlatego, że był w połowie selkie. Syreny, nie trzeba daleko sięgać w legendy i opowieści, wodziły na pokuszenie, ściągały marynarzy na dno, rozbijały statki, kontrolowały fale i namawiały do niepoprawnych uciech. Na pewno? W końcu samym posiłkiem dla karmienia listy niegodziwości było samo bycie człowiekiem. Mógł zgrzeszyć pierwszy anioł, mogły syreny być niezdrowymi kusicielkami, ale koniec końców to człowiek zerwał jabłoń z rajskiego ogrodu. To on udowodnił, czym jest uleganie pokusom. Nie jestem przekonany... To było wszystko. Spis grzechów na rachunku sumienia skryty pod anielską kopułą. Diabłem był ten, który siedział przed nim i chyba bawił się w wywołane przesłuchanie. Jak to więc Diabeł - stawał się tym, przed którym anioł się nie pokłoni. Tym elementem zakus, który był wiedziony przez syreni głos. Zakazanym jabłkiem, po które chciało się wyciągnąć dłoń.

Jaką rolę pełnił tu Laurent i którą z ról chciał przyjąć na siebie Astaroth?

- W porządku. - Laurent założył nogę na nogę, przesunął palcem po garniturze, żeby rozchylić jego poły na bok. W końcu dotarł do szyi i rozpiął jeden guzik... ale zrezygnował z rozpinania drugiego. Usiadł wygodnie, bo tylko wygoda mogła uchronić przed zatopieniem się w niekomfortowych słowach. Brak spokoju mentalnego nie musiał być przecięty brakiem spokoju ogólnego. Bo nie musiał, tak? Prowadźmy więc dalej to, co on sam nazwał przesłuchaniem. Zbyt wiele już takich rozmów przeprowadził. Herbata stawała się wezwaniem do odpowiedzi, nie przyjemną chwilą.

- Przepada pan w takim razie za uczuciem bólu? - Zapytał o to tak, jakby naprawdę go interesowało. To była bardzo niebezpieczna nitka, która została pociągnięta. - Chyba nie wie pan, co mówi. Nie ma nic gorszego od mężczyzny, który najpierw przyciąga cię do siebie, a potem odpycha, zanim dobrze zdąży rozgrzać twoją skórę. - Temat tabu poruszany przy herbatce, podczas przesłuchania, z wampirem, łowcą stworzeń magicznych... A jednak Laurentowi nawet brewka przy tym nie drgnęła. Czymkolwiek to spotkanie nie było i czymkolwiek by nie mogło być, to Astaroth sam tym razem wszedł w objęcia morza. Laurent bardzo chętnie zatopiłby w morskich otchłaniach kolejne serce. To, co zakazane. Choć na razie był zaledwie uważny. - Przepraszam. - Laurent nie miał najmniejszych problemów ani z tym słowem, ani z przyznawaniem się do winy. Mówił szczerze, ale to, czy mu Astaroth uwierzy to, ha! Dwie zupełnie inne sprawy. Więc to nie było trafione z męczeniem. - To był karygodny błąd, który Pana naraził i skoro już się spotkaliśmy na tym przypadkowym przesłuchaniu to jestem gotów usłyszeć, czy mogę to panu wynagrodzić. - W jakiś sposób. Pieniędzmi, słowem, czynem. Łowcy potworów raczej korzystali ze wsparcia finansowego, czyż nie?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#12
21.04.2024, 18:55  ✶  
Może i stałem się Diabłem. Może faktycznie. Miałem nieczyste myśli. Starałem się o tym nie myśleć, szczególnie że jeszcze nie tak dawno temu się karmiłem, ale... Nie umykały moim oczom drobne gesty, którymi obdarzał swoje ciało Laurent Prewett. Delikatne palce muskające miękką skórę szyi, niepozorne rozchylenie kołnierza, dopuszczenie powietrza do tej części ciała, sprawienia, że w moich ustach rozgorzał pożar, a ślina pojawiła się znikąd. Nie na niewinne flirty, nie z powodu mokrych, łóżkowych wizji, tylko ze względu na głód, potężny i nienasycony głód.
Przełknąłem ciężko tę ślinę. Z prawdziwym trudem. Nie powinienem był zaczynać czegokolwiek bez obecności Geraldine czy Kim w domu, ale... się skusiłem. Tak, skusiłem się. Pewność siebie mnie zgubiła, a teraz gdzieś umknęła, uleciała. A on pozostawał dumny i pewny... Może tak naprawdę nic nie poczuł, a może zapomniał, może nie miał czasu przemyśleć sprawy? To lepiej czy może gorzej? Powinien wiedzieć, co mogło mu grozić, ale... jednocześnie nie mogłem zdradzić swojej rodziny. Ktoś taki jak Laurent Prewett miał kontakty, miał mnóstwo kontaktów. Wieść rozeszłaby się w mgnieniu oka. Wieść, że młody Yaxley od dumnych łowców był potworem. Nie mogłem na to pozwolić.
Ale mówił, kontynuował. Zamrugałem kilka razy oczami, zastanawiając się, co jeszcze miałem okazję chwilę temu powiedzieć... Myśl o krwi wypierała wszystko inne, a nie powinno tak być. Mogłem nad tym panować. Mogłem również panować nad rozmową, jeśli tylko dostatecznie się postaram.
Chwilę się mu przyglądałem, zastanawiając się, czy przeprosiny były prawdziwe, czy tylko wymuszone grzecznością, czy może jednak farsą, ale wydawały się być bardziej pierwszym czy drugim, z pewnością nie żartem, kpiną ze mnie, więc skinąłem głową. Poważny. Już uśmieszek spełzł z mych warg. Zastąpiło go uciążliwe mrowienie w zębach, które starałem się zlekceważyć.
- Nie ma potrzeby wynagradzać. Przeprosiny wystarczą... - zapewniłem, po czym sam poprawiłem się również na fotelu. Ten u mnie z kolei zaczął mi być niewygodnym, jakby mnie wypychał do rzucenia się na Laurenta. Ciało krzyczało bym pchnął się do przodu, doskoczył, pomknął, ugryzł... Tak tylko raz, bo przecież krew Laurenta musiała być jeszcze lepsza od jego śpiewu, jeszcze bardziej słodka i nęcąca. Może na swój sposób doskonała? Nigdy się o tym nie przekonam, jeśli nie spróbuję, no nie? - Jedynie preferowałbym, aby pan więcej nie stosował względem mnie tego śpiewu - dodałem jeszcze tak dla pewności, bo już niejednokrotnie myślałem o tamtej chwili. Wracała do mnie, kiedy zamykałem oczy. Kusiła by poprosić o jeszcze jeden śpiew, jedną nutę, krótki występ. Bo to, co wtedy czułem... Było takie intensywne i czyste, byłoby fajną utratą kontroli, możliwością niemyślenia o aktualnym położeniu, a jednak... Musiałem twardo stąpać po ziemi, więc warto było zabezpieczyć się przed podobnymi pokusami.
Tematu bólu już nie pociągnąłem, bo przypomniał mi się ból rozrywanej szyi, woń krwi oraz gorzki smak poczucia, przegranej, obezwładniającej niemocy i definitywnej przegranej.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
21.04.2024, 19:36  ✶  

Był przystojny. Bardzo przystojny. To urodziwe lico kryło za sobą polot, a inteligencja była o wiele bardziej intratną inwestycją emocjonalną niż sama uroda. Nie przeszkadzało mu angażować się w coś jednowątkowego - jeden wieczór dla przyjemności, jeden oddech dla ulgi, trochę nacisku na skórę, żeby zbliżyć się do łaski Boga. Kiedy jednak masz przed sobą kogoś, kto oferuje coś więcej poza ładną buźką serce brzmiało inaczej. Nie uderzało tylko one i nie tylko krew w żyłach szumiała o zauroczeniach. Dokładany był puzzel z zapytaniem co kryje jego wnętrze..? Pytanie, które mogło być zgubne, mogło być dominantą, a mogła submisyjnie zająć swoje miejsce na dole wszystkich tych kawałeczków, z których próbujesz stworzyć obraz. Tutaj nie miała pierwszorzędnego znaczenia - na pierwszy miejscu było wspomnienie ich spotkania, a na drugim to, że właśnie siedział przed nim wampir, który jakby nigdy nic zaprosił go na herbatę. Wampir, który był bratem Geraldine Yaxley. Gdyby kobieta nie mówiła mu o swoim bracie i nie przewinął się on parę razy między zdaniami to o wiele mniej wierzyłby w wyśpiewaną przez Astarotha gadkę. Łatwo było nakryć to woalem zaitrygowania.

- W porządku. Dziękuję w takim razie za pańską wyrozumiałość. - Działa się tutaj przedziwna zamiana, bo Laurent nabierał na spokoju, a przynajmniej tak to można było odebrać. Dla Laurenta Astaroth natomiast wydawał się kilka punktów pewności siebie utracić. Jakiś dyskomfort w niego wstąpił? Nie zamierzał w pełni rozluźnić się przy tym człowieku, to brzmiało głupio, nazbyt ryzykownie, ale zaczynał czuć, że ma jakąś kontrolę nad sytuacją. Że odzyskał kontrolę nad białymi pionkami, przed którymi go posadzono. Nieopacznie zrobił pierwszy ruch, jakim był śpiew. Kolejne musiały być już wykalkulowane. Więc - strata pewności siebie? Nie, to nie to. Pytanie o powód było raczej nie na miejscu. Padło dopełnienie wypowiedzi mężczyzny i Laurent aż uniósł brwi na moment w zdziwieniu. - Zapewniam, że w normalnych warunkach nie zbliża się nawet do ryzyka związanego z zatopieniem się w morzu. - Uśmiechnął się delikatnie, łagodnie. Nie wiedział, czym były te słowa podyktowane, natomiast zamierzał uszanować granicę. - Jeśli sobie pan życzy to tak będzie. Żaden ze mnie publiczny śpiewak, druga taka sytuacja jaka miała miejsce już się zaś nie wydarzy. - Wydarzy, nie był do końca szczery, bo wcale nie zamierzał przestać śpiewać do Matki Wody. Natomiast zamierzał bardziej pilnować tego, żeby było to bezpieczne i w pobliżu jego domu, a nie na dzikich plażach. - Gdyby zmienił pan zdanie chętnie posłużę pomocą. - Bo kochał śpiewać. Niektórzy mieli obsesję na punkcie kontroli własnego umysłu, innymi kierował strach - nie jesteś w stanie przewidzieć, co ludziom strzeli do głowy.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#14
23.04.2024, 22:43  ✶  
Zguba. Uciążliwe świergotanie. Szaleństwo. Marnie widziałem swoją przyszłość, jeśli właśnie tak miała ona wyglądać. Jak mogłem wciąż i wciąż, wciąż na okrągło powstrzymywać się przed słodkim odlotem, uszczknięciem kolejnych kropel krwi, nieco więcej, więcej, bo przecież zawsze było jej za mało, a szczególnie przed poczuciem się ponownie żywym? Nic nie było mi aktualnie na tyle wartym uwagi, jak ten krótki moment, kiedy czułem w sobie życie... A, o zgrozo, powodowała to tylko jedna rzecz na świecie - ta krew, świeża krew wypełniająca mnie od środka, ciepła, gęsta i mokra.
Ale to ich bolało. Tak jak bolało mnie również. Wtedy. Tamtej podłej nocy, kiedy utraciłem życie. Tej myśli, tego wspomnienia, bezdusznego uczucia powinienem się trzymać, kiedy chciałem usilnie wyrwać się do przodu i dorwać najbliższą ofiarę. OFIARĘ. Bo to ja wtedy byłbym bestią, gwałtem skradającą coś, co do mnie nie należało.
Poprawiłem się ponownie na fotelu i przejechałem językiem po zębach. Kusiło.
- Nie kuś. To się źle skończy dla nas obu - ostrzegłem krótko, nie wdając się w szczegóły. Poważny jak diabli, o ile diabli bywali poważni...? Miałem wrażenie, że wciąż śmiali się z niczego winnych śmiertelników. Z tych nieśmiertelnych właściwie już... Z nich również. Z nas wszystkich.
Cóż, po tej - mniej lub bardziej - niewinnej wymianie zdań i przekonań, postanowiłem zarysować granicę między nami. Nie było już mowy o flircie czy kuszeniu... Myślę, że nadszedł czas by przejść do rzeczy. Jakby nie patrzeć, Prewett nie przyszedł tu na podrywy, tylko w konkretnym celu.
- Geraldine wspominała, że potrzebne wam jakieś konkretne informacje... - podjąłem po chwili milczenia, uważnie ważąc słowa. Wam, nie tobie. Nie robiłem nic dla tego bubka, tylko dla siostry. Na tym świecie pozostałem dla hermetycznego grona bliskich, niestety. Uwielbiałem towarzystwo, zabawę, wrzawę, ciągły ruch. Teraz miałem zastygać niczym kamień, marny posąg... Który przysłuży się bliskim - to była dobra cena dla mordęgi siedzenia nad książkami... Na co też miałem więcej czasu niż zwykle, też więcej czasu niż inni. - Nie raczyła jednakże wspomnieć, czego miało to dotyczyć... Podobnie o terminie pańskiej wizyty... Więc nie jestem pewien, czy będę w stanie jeszcze dziś zaspokoić pańską potrzebę wiedzy... - zacząłem i właściwie zrobiłem pauzę na napicie się herbaty. Bardziej z własnej niepewności i wewnętrznej walki ze sobą, ugaszenia tego pożaru w ustach, zamiast faktycznej potrzeby zmoczenia warg. Były martwe. Niczego już nie potrzebowały.
Nie traciłem Laurenta z oczu, jak gdyby każda jego reakcja, każdy ruch był na wagę złota.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
24.04.2024, 17:57  ✶  

Unosisz lekko brwi, bo zrozumienie tego, że śpiew mógłby się skończyć źle wykraczał poza jego zrozumienie. Nie było złej intencji, nie mogło być złej reakcji. Nie w warunkach kontrolowanych, nie tam, gdzie chcesz tylko pokazać coś pięknego, zabrać w podróż przez cały świat i nawet do samych niebios. Kochał pokazywać podwodny świat i jego cuda, których nigdy by czarodzieje nie poznali gdyby nie jego piosenki. Przecież tak się potrafili zachwycać twoim głosem, chcieć więcej, albo doceniać w ciszy i z rozmarzeniem na twarzy to, że przeżyli nic innego jak sen na jawie. Tymczasem tobie przyszło usłyszeć, że to by się źle skończyło. Nie dla samego Astarotha, jak podejrzewałeś, ponieważ mógł nie lubić tracić kontroli nad własnym umysłem - takim człowiekiem ci się przez moment jawił. Nie. To, co złe, miało dotknąć również ciebie. Zaskoczenie było elementem, który czasami nie pozwalał od razu, racjonalnie, odpowiedzieć.

- To tylko piosenka, panie Yaxley... - Odezwał się cicho, łagodnie. Czy ten człowiek miał jakieś złe z tym doś... ach, no tak. Oczywiście, że miał! Gdyby nie miał to nie spotkalibyście się w tak specyficznych warunkach na tamtej plaży i nie wyciągałbyś go z wody. Nie byłoby tyle napięcia na starcie, które uległo lekkiemu rozluźnieniu i teraz... teraz znowu wróciło. Czemu? Co się zmieniło? Nie potrafił zauważyć, w którym momencie Astaroth zaczął się tak przesuwać na tym fotelu, nieco napinać przez to, kiedy jego spojrzenie stało się intensywniejsze, a głos ostrzejszy. Cofał się więc myślami po kolei w słowach wypowiedzianych i... czy to ten flirt? Czy to do tego to wszystko piło? - Nie wyrządzi szkody. Naprawdę. - Dokończył jeszcze ciszej i jeszcze spokojniej. Jeśli głos mógł być kaszmirem, to jego właśnie się nim stał. Mimo to nie było w tym próby przekonania, a raczej kropla smutku, że ten człowiek ma taki uraz i tak się przed tym wzbrania. Nawet jeśli nie rozumiał zupełnie, dlaczego. Racjonalizował sobie to wyłącznie przypuszczeniami, a te bywały bardzo złudne. Za łatwo było wpaść w pułapkę oszukania siebie samego.

- Rozumiem. - Och, czyli sprawa była... w trakcie. To dobrze, bo chyba nie chciałby potem świecić oczami przed samą Geraldine, że chciał do niej zajrzeć i stało się tak... właśnie tak, że zaczął wpadać od wbijania sobie szpilek z jej bratem, przez flirt do tej konwersacji siedząc sobie na tym fotelu, nawet przez sekundę nie zerkając na kanapę. Astaroth absorbował go całego. Wampir. Człowiek. Gdzie była różnica? W instynkcie. W tym, że dla tej osoby był selkie, ale był też pojemnikiem z krwią. A instynkt potrafił być bardzo groźną bronią, kiedy nie rozumiałeś drapieżnika przed sobą. - Nie ma problemu. Cieszę się, że zrozumiał pan, skąd moje odwiedziny, bo skoro ma pan dla mnie taką odpowiedź to nie ma potrzeby kłopotać Geraldine. - Przestał się poruszać tak, jak przestał się poruszać Astaroth. Rzeźba. Piękna rzeźba, która... - Wyglądałby pan pięknie w ogrodzie karminowych róż. - W blasku księżyca. Uśmiechnął się, ale bardzo ulotnie, pozwalając sobie na ten komentarz tylko ze względu na wcześniej rzucane słowa. Miał problem z wyczytaniem atmosfery pokoju, a uważał się za całkiem dobrego w tym. Może gdyby nie to, że Astaroth był jeszcze bardziej agresywny i gburowaty na tamtej plaży to zacząłby myśleć zupełnie innymi kategoriami. Choć to i tak, jak latająca koło ucha pszczoła, ciągle bzyczało mu do ucha... Uważaj. - Skoro już powymienialiśmy się tymi... uprzejmościami - tutaj znowu na moment się uśmiechnął, dość smętnie, bo przecież ta rozmowa była naprawdę dziwna - i dopełniliśmy spraw formalnych to nie będę pana niepokoił. - A jednak miał takie przeczucie, że nie powinien się ruszyć. Albo powinien, tylko w określony sposób. - Czy życzy pan sobie tego, panie Yaxley? - Miał ochotę pstryknąć palcami przed jego twarzą. Jakby dusza Astarotha znajdowała się w innym miejscu niż ten pokój. Ale tylko jego klatka piersiowa unosiła się w równie ostrożnym oddechu i trzepotała kurtyna rzęs.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#16
26.04.2024, 21:22  ✶  
Utrata kontroli... Czy wiązała się zaledwie z traceniem wątku? Czy ta kontrola była jeszcze zachowana? Jak blisko było do zerwanie ostatnich nici, trzymających mnie w bezpiecznej strefie? Czy dam radę? Czy może jednak przegram również własne nieżycie? Miałem słabość do zakładów, a to już smakowało mi ryzykiem... Słodką pokusą by zrobić coś zakazanego, żeby uczynić ten drobny krok i...
BÓL. BÓL. Nie mogłem zapominać o BÓLU, który ze sobą niosłem. I brak kontroli, kompletny brak kontroli, bo wciąż miałem z nią poważny problem, kiedy ponosiłem się fantazjom podczas picia krwi.
- Nie to miałem na myśli - zaprzeczyłem, bo nie bałem się śpiewu samego w sobie. Nie mogłem o nim zapomnieć, odkąd go usłyszałem. Wbił się głębiny mojego umysłu, wyrył się tam zapewne na wieczność, ale... Obawiałem się konsekwencji. Byłyby zapewne śmiertelnie poważne. Przy czym byłyby DOSŁOWNIE śmiertelne. - Z tym śpiewem. Powiedzmy, że chronię pana przed bólem, za którym, jak też ustaliliśmy, pan nie przepada - odparłem powoli, starając się dobierać słowa ostrożnie. Czy mi się udało? To się okaże. Z pewnością nie chciałem świecić informacją na czole, wypisaną może na dodatek krwistoczerwoną kaligrafią, że jestem wampirem. Politycznie jednakże starałem się trzymać innych z daleka... i tym samym wpuszczałem delikatnie, prowokujące mnie osoby do mieszkania, kiedy nie było w nim ani Geraldine, ani Kim, ani kogokolwiek, kto by mnie oderwał od tej bladej szyi, która swoją drogą musiała pachnieć drogimi perfumami. Brzmiało smakowicie? Czemu brzmiało mi to smakowicie? Nie powinno takim być!
BÓL. Myśl o B.Ó.L.U.
- A wracając do Geraldine, nie raczyła mi wyjaśnić sedna... Właściwie niczego, więc jeśli mogę prosić o wprowadzenie mnie w temat waszego zainteresowania, byłbym wdzięczny. Jak widać, mam wolne popołudnie, więc mógłbym szukać interesujących was informacji - zauważyłem, starając się usilnie trzymać prawdziwego celu tej wizyty, ale nietypowa uroda Laurenta oraz jej elegancki szyk... Nadnaturalny śpiew, który przypominał się za każdym razem, kiedy tylko docierał do mnie jego delikatny głos. Może nie używał tym razem magii selkie, ale to wystarczało, bym popadał w obsesję. Ta odsłonięta szyja była niczym wisienka na torcie. Mówiła: JESTEM TU KURWA, WIĘC MNIE BIERZ PIĘKNĄ, CZERWONĄ I LŚNIĄCĄ.
Tak, mogłem powiedzieć, żeby mnie nie niepokoił, żeby wyszedł stąd, poszedł do swojego zamku, ale prawda była taka, że coraz bardziej chciałem zatrzymać go przy sobie. Nie byłem w stanie wyrzucić z siebie nawet potwierdzenia, mruknięcia, machnięcia ręką by sobie poszedł. Mój umysł krzyczał: JESZCZE CHWILA, JESZCZE SEKUNDA, JESZCZE POROZMAWIAJMY O TYM, bo przecież tak bardzo chciałem załatwiać twoje problemy, gościu.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#17
27.04.2024, 11:27  ✶  

Tam toczyła się walka, a największą walką, jaką prowadził Laurent, była ta, czy to jego osoba sprowadza teraz dyskomfort, czy dzieje się coś poza jego pojęciem. Coś związanego z tym, że skóra tego człowieka była zimna. Właśnie, Zimna. Zdążył mu to wytknąć, nie było zaprzeczenia, nie było potwierdzenia, a może on był jednym z tych... jednym z Zimnych? Nie był teraz pewien, ilu ich było, ale chyba... chyba Yaxleya nie kojarzył z gazet jako jednego dotkniętego tą dziwną przypadłością. Nawet nie klątwą, po prostu przypadłością. Cynthia świetnie sobie radziła z zagadnieniami nekromancji, nawet lepiej od niego, a nawet ona nie rozumiała, co się dzieje. Heh, z tego co rozumiał, to nikt nie wiedział, co się z Zimnymi dzieje. Chwila więc trwała. Przeciągała się. Niepokój i ciekawość przeplatały się wzajem, potrafiły budować całkiem ekscytującą mieszankę... i może to było to. Poruszył się. Przełożył nogę na nogę, odetchnął, przymrużył oczy jakby w lenistwie, a ruch ten - równie leniwy - był jakoby odpowiedzią na słowa, które padły. Całkiem poważne słowa i nie zamierzał ich lekceważyć, a jednocześnie przeciągnął tę chwilę i podważył własne bezpieczeństwo. Nieświadomie. Astaroth, przyszło mu do głowy, mógł jeszcze należeć do tych osób mających problemy z agresją, jak jego kochany kuzyn.

- Są różne rodzaje bólu. Ustaliliśmy, że nie przepadam za tym, kiedy przystojna mężczyzna łapie mnie w ramiona i wypuszcza, choć dobrze nie zaczął. - Uśmiechnął się nieco figlarnie, chociaż nadal z tym błyskiem w oku i pomimo słów, to unoszenie się kącików Laurenta wygładzało jeszcze bardziej jego twarz, powodując, że promieniała ciepłem. Nie było w jego spojrzeniu i tonie złośliwości, to wszystko wydawało się niewinnie figlarne, a przecież zdanie, jakie sformułował, było od niewinności bardzo dalekie. Byłoby kłamstwem, gdyby powiedział, że nie podobała mu się atencja, jaką dostał od Astarotha. Podobała. Jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tego, że pożerać kogoś wzrokiem mogło mieć o wiele głębsze znaczenie a nie tylko bardzo intensywny flirt. Drgały nitki sieci wokół pajęczych odnóży. Pająk nie wiedział, że tak naprawdę wpadł w oczy rosiczce. Ten myślał o bólu, tamten myślał o słodkim miodzie. A przecież... ból mógł być jak słodki miód.

Propozycja Astarotha nieco zdziwiła Laurenta. Przez chwilę jeszcze siedział tak rozłożony na fotelu, jakby to on był tutaj panem i władcą. Wpatrywał się w swojego gospodarza i zastanawiał czy on mówi na serio. Wymierzał poziom szczerości. Kłamie? Nie kłamie? Zdawał się szczery. Wręcz... zadziwiająco szczery.

- Oczywiście. Nie ma problemu. - Spoważniał nieco, bo nie przepadał za mieszaniem przyjemności z pracą, za ich przeplataniem. Przesunął się na swoim miejscu bliżej stolika - i samego Astarotha - wyciągając z kieszeni swój niewielki dziennik. Było w nim sporo notatek, rysunków - nie były ładne, były ledwo technicznym studium, albo jakimiś diagramami. Otworzył na odpowiedniej stronie i położył na stoliku, nachylając się bardziej. Tak, pachniał drogimi perfumami. Delikatną wersją piżmowo-drzewnym perfum. - Chodzi o widma, być może miał pan okazję o nich słyszeć albo czytać. - Albo Geraldine mu ten ogólnik powiedziała. - Pożerają energię, więc są podobne nieco do dementorów, szukałem ich porównania do Śmierciotuli, ale one... cóż, nie wygląda jakby miały fizyczną formę i jednocześnie są w stanie oddziaływać na nasz świat, dokładnie jak poltergeist. - Pokazał mężczyźnie konkretny fragment tekstu - miał eleganckie, pochyłe, równiutkie pismo, którego nie powstydziłby się żaden poeta. Przesunął dziennik w stronę Astarotha. Tam znajdował się fragment tekstu:


Widmo, klasyfikacja Magicznego Stworzenia nieznana, zalicza się do pokrewnych gatunków dementora oraz śmierciotuli. Jego obecność nie pozostawia po sobie żadnych śladów fizycznych. Brak zapachu oraz odcisków. Mimo posiadania niematerialnego ciała potrafi nawiązać kontakt fizyczny z przedmiotami. Mimo założonego związku z duchami nie posiadają wyraźnej formy, są niemal niezauważalne, ich ciało ma nieokreślony, przejrzysty kształt. Nie posiadają zdolności przenikania przez obiekty (w pierwszych obserwacjach). Obecność tych stworzeń objawia się poczuciem zimna, wrażeniem przygasania światła, narastającym strachem, poczuciem samotności i pustki. We wstępnym założeniu poruszają się stadami i nie atakują większych grup. Chętnie atakują pojedyncze osoby. Posiadają niezaspokojony apetyt. Wystarczy im kilka sekund, żeby pozbawić ofiarę sił życiowych, co klasyfikuje je jako istoty skrajnie niebezpieczne oraz niemożliwe do walki bez strat. Pożywianie się tych stworzeń prowadzi do gwałtownej utraty sił i błyskawicznego procesu starzenia, aż w końcu do pozbawienia całkowicie ciała. Pozostawiają jednak wysuszoną skórę pozbawioną organów a nawet kości. Pobierają energię życiową z ofiary (do sprawdzenia: czy pochłaniają ducha?). Odpowiednio szybka reakcja pozwala przed nimi uciec (co pokazuje przypadek Mildred Found). Stworzenia nie są zdolne do nawiązania kontaktu (w przeciwieństwie do dementorów). Skuteczną metodą walki zee stworzeniami jest Patronus (oczywiście czysto teoretycznie przez wzgląd na wyraźne powiązanie z dementorem czy też śmierciotulą). Założenie: proces powstania oraz pochodzenie stworzeń jest bezpośrednio związane z wpływem Czarnego Pana na Beltane. Być może są to wypaczone dusze z Limbo.


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#18
28.04.2024, 18:14  ✶  
Może z zewnątrz to tak nie wyglądało, ale wewnątrz byłem bestią, która łapała takie smaczki. Laurent założył nogę na nogę, rozpostarł się na fotelu, poczuł się bardziej rozluźniony. A ja nie byłem pewien, kiedy moja niechęć do jego osoby oraz jego pochodzenia przeistoczyła się w chorą fascynację. W moim martwym ciele zachodziły procesy, takie niebezpieczne procesy, które już nie były jedynie pragnieniem krwi, ale ogólnie nastawieniem do świata. Zapisałbym to, gdybym był sam, gdybym mógł zachowywać się swobodnie, gdybym nie miał gościa. Obserwowałem uważnie swoje zachowania, a przynajmniej starałem się to robić... Niestety, nie zawsze to było możliwe, bo moją głowę z reguły zaprzątało jedno. Tak, dokładnie to.
Wypuściłem ze świstem powietrze z siebie. Nie było mi lekko, nie było mi komfortowo, nie miałem głowy do tej rozmowy, a jednak coś we mnie ciągnęło mnie do przodu, nie tylko fizycznie, ale też w kwestii tego spotkania. Nie chciałem by się kończyło. Pragnąłem by trwało w najlepsze. Zapewne powód był prosty, bo miałem usta pełne śliny, jadu czy co to tam sobie było. Aż przemknąłem językiem po zębach... Płonęły, a teraz zapłonęły jeszcze bardziej. To było gorsze od pożądania seksualnego. Tamto pożądanie można było chociaż ugasić.
- Schlebia mi, że jestem w kręgu pana zainteresowania, jednakże to inny rodzaj bólu. Taki, którego nie da się zapomnieć i którego nie chce się czuć... - przyznałem z pewnym strachem, może odrobiną nostalgii. Byłem pewien, że Kimi również tego nie znosiła, chociaż się nie skarżyła, a ja starałem się być delikatny, przynajmniej do momentu, kiedy mi nie odwalało. A Laurent, pomimo swojej mieszaniny krwi, nie zasługiwał na taki los, w którym mogłem go potraktować niczym worek świeżej krwi. Czemu więc nie ukróciłem tego spotkania, tylko je dalej ciągnąłem...? Powinienem to zrobić, nim będzie za późno.
A może ta bestia we mnie była widoczna już na zewnątrz? Może to pożądanie krwi wypływało ze mnie w wyrazistym spojrzeniu, w rozchyleniu warg, w niespokojnym obyciu. Bo to właściwie się działo nie tylko w mojej głowie. W moim postrzeganiu świata, w uczuciach, więc czemu również nie w gestach?
Swoją drogą, żałowałem, że nie pamiętam już tego momentu, jakie to było dokładnie uczucie trzymać Laurenta w ramionach... Ciekawe, czy był wtedy ciepły, czy może chłodny od wody? Teraz był ciepły. Pamiętałem to, ale miałem okazję dotykać tylko jego dłoni. Tylko jego dłoni.
Pochyliłem się w stronę stolika i zaraz w panice zamknąłem oczy. To tak, jakbym się łudził, że wraz z zamkniętymi oczami, zamknę również w ryzach swoje kły. Domagały się przebicia skóry. Laurent tak słodko pachniał drogimi perfumami. Nie pomyliłem się. Tak słodko, smakowicie. Miałem słabość do drzewnych nut. Dodawały do męskości. I ten... człowiek był coraz bliżej mnie. Czułem to, więc otworzyłem oczy, bo właśnie pokazywał mi coś, coś, na czym powinienem się skupić, ale jak mógłbym... Fala czerwieni zalewała mój umysł. Wstrzymywałem oddech, żeby tego nie zrobić. Powtarzałem sobie w głowie, żeby nie utracić kontroli, żeby nie oszaleć, ale... ale im intensywniej o tym myślałem, tym było ze mną gorzej.
Widmo - zacząłem czytać w tej panice. Normalnie trudno było mi czytać notatki, ale tym razem... Przy względnej równowadze trzymało mnie jedynie to pismo i drobna ciekawość. Bardzo drobna w obliczu tego zapachu, który był wszędzie wokół. Zacisnąłem dłonie w pieści i cały się spiąłem, ale czytałem. Przeczytałem. Mało skutecznie. Powinienem jeszcze raz... I raz, do skutku.
Nic nie mówiłem, bo nie chciałem pozwolić sobie na oddech.

Rzut na wiedzę o świecie, czy wiem coś o widmach, czy już gdzieś coś o nich czytałem?
Rzut N 1d100 - 65
Sukces!

Rzut N 1d100 - 79
Sukces!
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#19
29.04.2024, 18:54  ✶  

Kiedy ktoś spogląda na ciebie tak, jak spoglądał na niego teraz ciągle Astaroth Yaxley, to nie dało się nie czuć docenionym. Niepotrzebne były słowa. Jego spojrzenie było melodią. On był klawiszami. Wygrywał nuty swoimi palcami - nie - całą osobą, każdym ruchem, każdym dźwiękiem, a Astaroth patrzył jak oczarowany. Nie było w tym jednak żadnego nadnaturalnego czaru. Nie było żadnych podchwytliwych ruchów, które zawierałyby w sobie magię, a nawet żadnych podchwytliwych fizycznie. Z jakiegoś powodu nadal uważał na spojrzenie, które było jemu, mistrzowi nut, posyłane. Głodne, pełne pragnienia. Na jego ruchy, które były niespokojne, jakby zmuszał się do siedzenia na tym fotelu. Nie był pewien, czy dobrze odczytuje te ruchy - nie miał najbystrzejszego spojrzenia, ale niektóre rzeczy wyczuwało się... w powietrzu. Tak on tutaj wyczuwał to napięcie. Przed nim nie było utartego schematu, układu nutowego, do którego mógłby się odnieść, żeby poprowadzić to spotkanie statycznie i spokojnie. Poza tym czy to spokoju właśnie szukał? W obliczu ostatnich tragedii i ekscytacji mógłby powiedzieć, że tak, jak najbardziej. Więc grał. Naciskał klawiszki. Reakcje? Kolejne poruszenia, kolejne spojrzenia, niby głodne, spragnione, ale chmurne. Wystarczyłoby powiedzieć: weź mnie..? Czy tylko można zaufać komuś, kto tak mocno go ostrzega raz za razem? Bo to już któryś raz. Tylko dlatego Laurent jeszcze do niego nie podszedł i nie oparł swoich dłoni na jego kolanach. Skupiał się więc na grze, a wampir skupiał się na nim. Wręcz jakby nie słuchał, chociaż słyszał. Wręcz jakby wiedział, że nie ma czego szukać w nutach, kiedy prawdziwą atrakcją jest on... nie. Jego krew. Bo czy to nie bestia szeptała o tym, że krew tam jest i czeka? I chce więcej, pragnie chłeptać...

- Nie będę się o to wykłócał. - Poddał się Laurent, bo chociaż nie miał pojęcia, co targało tym człowiekiem, to lekceważenie jego słów było zupełną głupotą. Nie rozumiał, oj nie. Chciał zrozumieć. Zastanawiał się tylko, z której strony miałby zacząć i jak pytać, żeby dostać odpowiedzi? Gdzie pojawiłby się niemiły nacisk, a gdzie byłby on niemal słodki? - Mam problem ze zrozumieniem granicy, jaką Pan rysuje. - Wypowiedział się więc najbardziej szczerze i jednocześnie nieco okrężnie. Bo to prawda, to był jeden z kłopotów, ale on po prostu nie rozumiał.

Klikanie klawiszy. Niezrozumiałe puknięcia i niezrozumiałe dźwięki dla tych, którzy nie wiedzieli, co grają. Bach? Beethoven? Nie, to była jego własna melodia, którą mógłby wynucić, tylko że radzono mu, żeby nie śpiewał. Dlatego, że... jeśli dobrze rozumiał, to te wpatrzone w niego oczy były głodne tego śpiewu. Tak głodne, że gotów był go pożreć w całości, jeśli tylko odważy się podnieść dźwięki o kilka tonów, jeśli naprawdę powstanie muzyka. Grajmy więc w głowie - przecież już i tak jesteśmy zaangażowani. Zaczął więc zamiast tego spoglądać na niego, kiedy czytał. Spodziewał się, że zaraz kropla potu spłynie po skroni mężczyzny i sam nie wiedział, czy sięgnąć jednak dłonią do jego kolana, czy może wycofać się stąd zupełnie. Gdyby miał więcej rozsądku w swoim życiu to z wielu sytuacji wyszedłby bezpieczniejszy i oszczędziłby Florence i Basiliusowi problemów z koniecznością zlepiania go z powrotem w jedną całość, żeby jego palce dalej mogły grać, a usta czarować.

Laurent sięgnął dłonią do tych zaciśniętych kurczowo pięści, żeby delikatnie położyć na nich palce.

- Astaroth... - Wypowiedział ciepło, miękko, jego imię. - Co się dzieje?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#20
30.04.2024, 21:39  ✶  
Nie, to nawet nie był Bach ani Beethoven, ani nawet jego własna melodia. To dźwięk zapowiadający nadchodzącą katastrofę, pełen bólu, udręki i niemocy. Płakałbym nad sobą, gdybym mógł. Zabiłbym się, gdybym był w stanie. Wygrałbym, gdybym był chociaż trochę silniejszy.
Niestety, ulegałem. Musiałem to w końcu przed sobą przyznać. Cała ta maskarada z rozmową, jakieś zalążki flirtów, nieco rysowania granicy i konkrety... by ostatecznie jednak zakończyć na niczym. Albo właściwie na wszystkim...? Pytanie, w jaki sposób powinniśmy potraktować akt śmierci? Była wszystkim czy może niczym? Czy nie była ani jednym, ani drugim? Jedynie zabierała wszystko, pozostawiała po sobie wielkie nic. Ja, po swojej śmierci, byłem niczym, marną istotą utrzymaną przy względnym życiu jedynie przy użyciu magii. To nawet nie było życie. To było funkcjonowanie jako trup. Nie chciałem by Laurent również się o tym przekonał, jak to jest, kiedy już nie żyjesz.
Jego delikatny dotyk jedynie to potwierdzał. Kusił, ale jednocześnie kruszył moje sumienie na drobne kawałki. Krwawiłbym, płakałbym. Ostatecznie jedynie siedziałem pochylony nad tymi przeklętymi słowami, których nie byłem w stanie przeczytać ze zrozumieniem, a przecież już czytałem nie raz o widmach! Przewinął mi się ten temat kilka razy... Gdzieś, kiedyś. Teraz miałem wrażenie, że całe milenia temu.
Zęby chciały poczuć wiatr, wyjść na wolność. Dziki charkot próbował gwałtem opuścić moją pierś. Dłonie świerzbiły by złapać ofiarę w silny uścisk, nie pozwolić jej się wyrwać. Tak, nie pozwolić się jej wyrwać. Wgryźć się. Chciałem wgryźć się i znowu poczuć życie. Ciepłe, płynne, rozświetlające moje serce i moją duszę. Mógłbym... chociaż trochę?
Może poruszyłem się nieco zbyt gwałtownie, ale uniosłem pięść, którą Laurent zdecydował się dotknąć. Nie czekałem na reakcję, tylko rozłożyłem sztywny wachlarz z palców i go odepchnąłem. Może za mocno, może zbyt chaotycznie, ale miał szczęście, miał fart... Prawdopodobnie, bo nie ręczyłem za siebie. Nie mogłem za siebie ręczyć. Czemu nie mogłem za siebie ręczyć? Kiedy w końcu będę mógł? Byłem, kurwa, przeklęty! Bałem się, że te moje palce jednak go pochwycą, złapią za perfekcyjnie wyprasowaną koszulę, przyciągną do mnie i...
- Otwórz okno - zaskrzeczałem przez ściśnięte gardło, tak na dobrą sprawę starając się nie oddychać. Wciągałem nosem absolutne minimum, byleby wydusić z siebie chociaż krótki komunikat, ostrzeżenie, rozkaz. Mógł to traktować wedle uznania. W tej chwili o to nie dbałem.. Nie chciałem za bardzo otwierać ust by nie kusić losu, by nie kusić pary ostrych kłów. Nie było chwili na kulturę albo dumę. - Albo uciekaj. Cokolwiek - wyjęczałem pełen bólu, którego nie czułem. Jedyne, co było, to tylko ten pożar-pożar-pożar i myśl o krwi-krwi-krwi, pokusa ponownego poczucia życia-życia-życia. Tak blisko, a zarazem tak daleko.
A na zewnątrz świeciło słońce. Pomimo głodu, pomimo pragnienia, nie odważyłbym się stanąć w promieniach słońca. Prawdopodobnie bym tego nie zrobił. Ale kto uzależnionego szaleńca podejrzewałby o rozwagę?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astaroth Yaxley (7951), Laurent Prewett (9524)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa