• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[10.66] We are the Champions | Cain & Millie

[10.66] We are the Champions | Cain & Millie
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#1
06.04.2024, 20:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2025, 11:57 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty

sierpień 1966

Londyn

Drogę do aurolandii, jak ją w sercu nazywała, znała już doskonale na pamięć. Odkąd tylko została zaprzysiężona na BUmerkę (BUmowczynię? Funkcjonariuszkę BUma?) wydeptywała regularne ścieżki kawałek dalej, do biura wszechzajebistych aurorów, a konkretniej do biurka swojego ukochanego brata.

Sny o zamieszkaniu koło niego w aurolandii odwiedziały ją we śnie (czasami) oraz na jawie (bardzo często), ale rzeczywistość była sroga. Aurorzy to najlepsi z najlepszych, a tymczasem sukcesem Mildred było to, że jeszcze nie zdechła z przepalenia, przepicia, przeruchania albo ogólnie jakiejkolwiek innej kabały w którą się wplątała. Złośliwi mówili, że nie wyjebali jej dzięki szerokim barom Alastora, Ci co jednak z nią pracowali, zwykli cenić jej refleks, nieszablonowe myślenie i bardzo, bardzo kreatywne wykorzystanie zaklęć z zakresu translokacji. Szkoda, że reszta kulała zwłaszcza prowadzenie regularnej dokumentacji, czy też ostentacyjne olewanie procedur tam gdzie jej to nie pasowało.

Niemniej, Mills utrzymywała się na powierzchni, może nie awansowała, ale też nie została wypieprzona na swoją zapadniętą szczurzą mordkę. I znała ścieżkę do aurolandii doskonale na pamięć, a konkretniej do biurka swojego ukochanego brata.

I jego kurwa nie było.

Ręka zacisnęła się na gazecie mocniej, pięść mięła biedny egzemplarz Proroka Codziennego, chłodny pot trawionych ją emocji wsiąkał w papier. Aż dziw że nie waliło od niej ozonem, aż dziw, że nie towarzyszył jej osobie trzaski elektrostatyczne z głębokim zapotrzebowaniem jebnięcia gdzieś. Złociste rozbiegane oczy prześlizgnęły się po otwartej przestrzeni biura i zatrzymały się na Cainie.

Piorun ruszył pozostawiając za sobą świetlisty blask.

JEB

Z hukiem trzepnęła gazetą o blat biurka Caina.
– Słyszałeś co te kurwy jebane wymyśliły znowu? – grom przetoczył się pod sufitem niskiego biura. Mildred milczała, ale całe jej ciało zalane było furią, która niby znalazła uziemienie, a jednak można było się spodziewać, że za moment znowu gruchnie i przewali jakieś drzewo. Jak tak drobna istota mogła mieć w sobie tyle energii? Tego nikt nie wiedział. Może rzeczywiście ten piorun co ją jebnął w Hogwarcie został w niej w jakiś sposób i teraz nie ona mówiła a duch burzy.

Szarpnęła stronnicami gwałtownym burzowym podmuchem szukając właściwej strony.
– Zobacz, zaraz kurwa napiszą, że porwał angielską królową, żeby jej wlać w gardło amortencję i przeruchać w wolnej chwili! – zagrzmiało znów. Artykuł, paskudny paszkwil przedstawiał zapadniętą górnicza wioskę. Oczywiście autorzy tak jak wcześniej sugerowali maczanie palców Ministra Magii Nobby'ego Leach'a w Mistrzostwach Świata Piłki Kurwa Nożnej, tak teraz Ci sami ludzie ochoczo obciążali go tragedią w Walii i nieobecnością Królowej Elżbiety na miejscu tragedii.
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#2
15.04.2024, 23:12  ✶  

Świat byłby lepszym miejscem, gdyby wynaleziona w nim sprawiedliwość traktowana była z większą powagą. Bądź gdyby w ogóle była jakkolwiek traktowana.

Żyliśmy w świecie plugawym, głodnym wyzwań i głodnym świeżej krwi. Rozpruj swoje żyły i wylej z nich posokę na krawężnik - przekonasz się, jak wiele hien i sępów zleci się do krwi, którą nazwą wodopojem. Otwórz swoje żyły, kochana Millie i przekonasz się, ilu gotowych było przyjmować opioidy z twojego ciała. Zwyrolstwo przypisywano tylko tym, którzy kręcili się pod gwiazdą Nokturnu, a jeszcze większe szczurom z Głębokich Ścieżek. Znów coś przychodziło łatwo, bo przecież rozganianie i szufladkowanie istot żywych należało do hobby społeczeństwa. Czytasz o tym z gazet, słyszysz o tym z plotek, small talki zabawiają cię zgodnie z normami kultury, a potem za plecami słyszysz kurwę za kurwami. Nic ładnego. Nic sprawiedliwego. Okazuje się, że człowiek, który był twoim sąsiadem i pracował w BUM zgwałcił tamtą dziewczynę, którą znałeś z Hogwartu, a człowiek, któremu zawsze mówiłeś "dzień dobry" w drodze do Ministerstwa zarżnął swoją żoną nożem do masła. Cain miał ledwo 22 lata i spoglądał na ludzi z ciekawością i smutkiem. Jeszcze smutkiem. Jeszcze ciągle moralność stała po właściwej stronie, nawet jeśli miał predyspozycje do zjeżdżania w dół. Zaufanie szarości, bo w bieli było za dużo kleksów, brudów, nieścisłości. Wiedział to chyba od pierwszego momentu, kiedy pamiętał świat - a pamiętał go od całkiem dawna. Może od zawsze czuł, że możesz zaufać złotej rybce w akwarium, ale nie możesz zaufać drugiemu człowiekowi. Nie ważne, ile miłości ten człowiek ci wyzna, nie było nic bardziej niestabilnego ponad ludzkie emocje.

Zaufanie nie było walutą, na którą byłoby go stać.

Podskoczył, a wraz z nim podskoczył prawie pusty kubek z zimną już kawą, którą trzymał na biurku obok papierów, teczek, wszystkiego na co oczy nie powinny patrzeć, bo i tutaj nie powinien żaden czarodziej wejść. Chyba że byłeś jednym ze "swoich" albo z brygady uderzeniowej. Wtedy robiło się wyjątki, a brygadziści po prostu mogli się tu pojawić. Przecież nie zawsze brygadzista zajmował się wystawianiem mandatów za złe zaparkowanie abraksana, prawda? Podniósł zaskoczony wzrok na kuzynkę, a potem przechylił się, żeby spojrzeć za nią. Na twarze pozostałych aurorów, które zaglądały do jego pokoju, wpatrując się z niemałym zdziwieniem w kobietę, która tu wtargnęła. Ale to zdziwienie nie było szokiem, bo nie było wyważone tym, że ta kobieta nigdy nie zrobiła tutaj wejścia smoka, skoku tygrysa. Raczej było to zdziwienie podyktowane pytaniem w ich głowach: o co jej znowu chodzi...

- Przeklinanie daje zły przykład społeczeństwu co do pracy BUMu. - Drgnęły mu kąciki ust ku górze i sięgnął po tę gazetę, którą został niemal zdzielony jak słownikiem języka angielskiego od gramatycznych nazistów. Ale ten uśmiech mu zrzedł, kiedy zobaczył gazetę i kolejny atak skierowany w stronę ich obecnego Ministra Magii. Cofnął się i oparł na krześle, różdżką zamykając za kobietą drzwi. Niekoniecznie każdy musiał słyszeć, o czym rozmawiali, chociaż potencjalnie sporo osób i tak mogło usłyszeć. - Ludzie mają problem z akceptacją prawdy, Milli. - Co mógł jej powiedzieć? Pocieszyć? Podważać jej gniew, albo może go podsycać? Najlepiej wybrać opcję z uspakajaniem jej, bo przecież gotowa była zaraz zrobić coś głupiego. Złapał gazetę i przesunął oczami po literach, żeby znaleźć osobę odpowiedzialną za ten artykuł. - Usiądź. - Wskazał jej skinięciem krzesło obok - puste biurko jego partnera, który akurat zajmował się swoimi sprawami. Cain był prawdziwym wyjadaczem biurowej praczy - i ją naprawdę lubił.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#3
21.04.2024, 16:01  ✶  
Była kiedyś taka jedna, która próbowała zatrzymać Mildred przy wejściu do biura aurorów. Była taka jedna, która próbowała ją powstrzymać i och nieliczni widzowie tej sytuacji już byli w połowie zakładów ile pierza poleci, ile włosów zostanie wyrwanych a paznokci złamanych, gdy tymczasem Mi zrobiła najsłodszą minę na świecie, przeprosiła i odeszła. A potem zamieniła życie biedaczki w piekło... Po dwóch tygodniach przeniosła się na drugi koniec kraju.

Teraz ciężko było nie znać panoszącego się co jakiś czas pieruna. On nie podglądał dokumentów, on co prawda pięknie ściemniał przełożonym na różne tematy, ale nikt nie mógł odmówić jej żarliwości w wyłapywaniu magicznego ścierwa z Londyńskich ulic. Tylko jakoś wszyscy z jej roku byli już detektywami, a ona pozostawała krawężnikiem zarzekającym się, że złoży papiery na następny nabór. A potem ups zapomniała, ups błąd w nazwisku no co zrobić z tą biurokracją, ups akurat byłam na wyjeździe z Cutty Stark, no zaplanowany urlop co zrobić.

– Weź przestań pierdolić, bo Ci staw biodrowy zaraz wyskoczy – sarknęła a jej złociste oczy przeturlały się po wnętrzu czaszki. Zaiste, dzień w którym Mildred przestałaby przeklinać byłby zdecydowanie tym zwiastującym koniec czasów. Podobnie jak ten w którym zamiast glanów jej drobne stópki były wbite w ekskluzywne szpilki. Obie sytuacje były mocno surrealistyczne.

– Edgar Winterfell. – rzuciła przez zaciśnięte zęby. – Półkrwi, ale nie odpuszcza. On też nakręcił tą aferę z mistrzostwami. Jego notowania mocno przez to windują, ze szpalty podcierania dupci z pokątnego kółka gospodyń wiejskich wleciał na okładkę. I jeszcze to zdjęcie. Ja na prawdę kurwa nie wiem jak ludzie mogą takie ścieki czytać. – powiedziała Mildred Piję Tylko Swój Bimber i Odpierdol Się Od Skręcanych Fajek Kurwiu Moody. A potem usiadła, a właściwie rozwaliła się na wskazanym krześle jak nadąsana nastolatka, którą w sumie chyba cały czas była, pomimo kolejnej wiosny na karku.
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#4
30.04.2024, 10:31  ✶  

Cain był zawsze dokładnie taki - nadmiernie spokojny. Sympatyczny. Chciałoby się powiedzieć: dojrzały, dbający o swoje sprawy, dbający o rodzinę, nigdy niemal o nic nie prosił zwrotnie, kiedy była potrzeba, dopóki nie kolidowało to z jego pracą - był. A jak kolidowało to brak urlop żeby robić dla rodziny zamiast samemu odpocząć. Sińce pod oczami były elementem jego urody, nie znakiem przepracowania, chociaż tak naprawdę było zupełnie na odwrót. Millie była jego przeciwieństwem. Nie myślała o tym, co pomyśleć mogą inni. Wybuchała emocjami i pozwalała sobie na to, żeby wybuchać. Nie bała się krzyczeć i nie bała się o to, co pomyślą inni. Cain zawsze brał na to poprawkę. Zawsze mocno przyglądał się temu, co mogli mówić ludzie o jego rodzinie, o Moodych jako autorach i o Bletchleyach. Pakował prawdę w śliczne prezenty i układał z nich matrioszkę tak pokrętną, że przestawało mieć znaczenie, co znajduje się w środku. Prawdą stawało się opakowanie. Millie rozerwała by paroma ruchami cały ten papier, zerwała wstążki. W amoku gotowa była zdeptać to wszystko, bo dlaczego miało istnieć na tym świecie coś, co miało służyć do mówienia jej, jak żyć? Żeby nie przeklinać i żeby się hamować?

- Chciałabyś w tym pomóc? - Jego uśmiech zabarwił się na delikatnie ironiczny, ale to tylko przez moment. Jeszcze na głowę nie upadł (aż tak mocno) żeby widzieć swoją kuzynkę w kategorii innej niż rodziny. Z drugiej strony jego życiowy sukces związków nadal wynosił: jeden. Nie była to raczej liczba imponująca.

Nie od razu odpowiedział. Zamknął teczkę, odsunął ją na bok - wszystko tutaj było może nie w idealnym porządku, ale miało swoje miejsce. Dla ułatwienia. Żeby nie musiał ogarniać swoją pamięcią całego chaosu i w nim się poruszać w pracy. W domu to zupełnie inna sprawa.

- Ludzie czytają różne gówna. - Mógłby się na ten temat wypowiedzieć: dlaczego, co nimi powodowało, jakie emocje wywoływało, ale w tej sytuacji nie miało to żadnego znaczenia. - Jeden samiec i całe kółko gospodyń. Ciekawe, co oni mogą tam robić. - Uśmiechnął się pod nosem spoglądając na gazetę i przesunął ją teraz w swoim kierunku. - Nie ważne, jak mocno będziesz się pieklić nie zmienisz tego, co się dzieje. Ponieważ nie zmienisz sposobu myślenia wszystkich ludzi. - Zmiął kraniec papieru w palcach w zastanowieniu. - Gdybyś chciała coś zrobić z kimś takim jak Edgar - od czego byś zaczęła. - Jego uśmiech znów stał się tym bardzo Cainowym uśmiechem - spokojnym i zwyczajnie miłym. Jak ten koleś z sąsiedztwa, który zawsze pomoże ci z ciężkimi zakupami.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#5
01.05.2024, 22:01  ✶  
Jeśli on był chłopakiem z sąsiedztwa, ona była tym jebanym punkiem, który znów zasprejował witryny warzywniaka, pieprznął kamieniem w szybę drogiej limuzyny, a potem napierdolił się z koleżkami i narzekał na to jak nienawidzi systemu. Los zadrwił z panny Moody i umieścił ją po drugiej stronie barykady, kazał ubrać się w szarą pelerynkę i szerzyć Prawo i Sprawiedliwość na ulicach magicznego Londynu, a czasem też poza jego granicami. Los próbował wbić ją w ramy, ale buntownik adaptował się, szukał enklaw wyjebanych jajców na nakazy i nadużycia, pozwalające wybrzmieć kotłującej się w sercu agresji i niezadowoleniu. Wiecznemu kontestowaniu. Gdy jednak było za dużo i za ciasno, gdy drobne ciało nie mogło pomieścić już tego całego gniewu, trzeba było przyznać, że bimber pomagał. I niezobowiązujący seks, niekoniecznie z członkami rodziny, obojętnie czy po mieczu czy po kądzieli.

Teraz jednak słodki, pierdzący tęczą Cain wypuścił swoje wabiki na nią. Może i opakowanie, te wszystkie śliczne fatałaszki, błyszczące sreberka i zakręcone wstążeczki Millie miała w głębokim poważaniu, ale uwielbiała jak przez jego wąskie usta wyciekały takie brzydkie pytania, które wskazywały jasno na to, że nie traktuje tych ust jako bram niebios. Że też od czasu do czasu, w przeciwieństwie chociażby od takiego czystokrwistego pizdusia Bulstrode'a, się ubrudzić. Zwabił ją jak płomień ćmę. To było tak proste jak zaszeleszczenie przy głodnym dzieciaku torebką pełną cukierków.

Z głośnym skrzypnięciem przesunęła krzesło bliżej kuzyna, zamaszczyście odwracając je tak, żeby oparcie było przodem do niego. Zaraz potem usiadła na tym krześle okrakiem pochylając się konspiracyjnie ku niemu, o 180 stopni zmieniając wolumen wypowiedzi z rozemocjonowanego wrzasku do równie rozemocjonowanego szeptu.
– Gdybym mogła, zakradłabym się do niego nocą i przeskoczyła na szczyt Big Bena, dwa cale od krawędzi. Szepnęłabym wprost do jego obleśnego uszka, że jeszcze jeden taki paszkwil, a będę bardziej rozkojarzona przy wyznaczaniu koordynatów tego skoku. A potem bym go tam zostawiła. W piżamce bez różdżki. – uśmiechnęła się jak uczniak zachwycony swoim wypracowaniem o ulubionym zwierzątku, w którym znalazła się plejada martwych ptaków z poucinanymi lewymi nóżkami. Żartowała. Z pewnością był to żart.

Przecież chwilę po tym podciągnęła nosem i podrapała się po głowie uciekając wzrokiem nad jego lewe ucho.
– Znalazłabym brudy na niego i zaczęła go szantażować! Nie, znalazłabym brudy i uczyniła z niego temat na pierwsze strony proroka! Albo... dałabym mu inny, równie obrzydliwy temat, żeby w końcu zszedł z tego Leacha. Temat zastępczy. Mmm... Kurwa najchętniej sprałabym mu ryj no nie poradzę, wkurwia mnie chuj strasznie. – poddała się, iskrzyło w tej głowie, ale energia elektrostatyczna była tego dnia w niej silna. Aż dziw, że śmierdziała fajkami a nie ozonem, jak przystało na piorun kulisty.
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#6
07.05.2024, 10:01  ✶  

Brakowało mu teraz papierosa. Chciał zapalić, ale w biurze nie wypadało. Jeszcze ktoś gotów byłby pomyśleć, że traktuje jeszcze bardziej lekko swoją pracę niż już do niej podchodził. Podobno dobrze mu było w tych czarnym mundurze ze srebrnymi odznaczeniami wskazującymi jawnie na to, z którego Departamentu tego Ministerstwa wypełzał, ale prawdę mówiąc sam nie do końca zwracał na to uwagę. Gdyby wszystko było różowe miałby do tego tak samo ambiwalentne podejście - kolor to tylko... kolor. Upodobania ludzi co do nich potrafiły zmieniać się nawet nie powoli i stopniowo, ale zajmowały neutralną pozycję i ustosunkowywały się do ogólnie panującej mody. Dlaczego więc miałby przywiązywać do tego większą wagę? Kiedy był w pracy mógł się rzucać w oczy. Poza nią szarości, brązy i czerń były odpowiednie, bo pozwalały nie rzucać się w oczy. Być cieniem człowieka, którym chciał być - nic więcej.

- Zrób to. - Czy Millie Moody byłaby do tego zdolna? Mógłby zapytać, czy to w ogóle było jakiekolwiek pytanie, bo przecież odpowiedź była oczywista, a i Cain ze swoją jakoś stanowczo długo się nie wahał. Przechylenie granicy postępowania karnego mogło być mieczem obusiecznym, ale tutaj za dobrze znali tych, którzy siedzieli na górze. Za dobrze wiedzieli, po której stronie biły serca. Nie dodamy do tej sykstyńskiej mieszanki, fałszywie oświeconej i ukulturowionej, niczego nowego. Ledwo mała szpileczka wbita w samo serce problemu. - Tylko zadbaj, żeby cię nie rozpoznał. - Jeśli to też musiał mówić, ale wolał powiedzieć to zdanie za dużo niż potem zobaczyć twarz Millie na pierwszych stronach gazet. Mógł po niej posprzątać, właściwie jeśli zamierzała to zrobić - tak zamierzał. Upewnić się, że mężczyzna będzie bardziej niż MOCNO podatny na zabiegi, jakim jego kuzynka chciała obdarzyć tego piśmaka. Czy zasłużył? Cóż... moralność miała przedziwne walory, ale jak z tymi kolorami - każdy miał własne i potrafiły się zmieniać zależnie od mody. - Różdżkę mu zostaw, żeby mógł wrócić. - Teleportować się z powrotem, albo zawołać kogoś o pomoc. Dzięki temu impakt zostanie osiągnięty, ale jednocześnie zbrodniarz działający przeciwko Leachowy zostanie ukarany. - Zostawienie go tam wzbudziłoby za dużą sensację i szukaliby sprawcy. - Na pewno bardzo intensywnie, to chyba byłby głośny artykuł. Cain nie przepadał za sensacjami, a tym bardziej kiedy negatywnie wpłynąć mogły na jego rodzinę, o którą starał się dbać jak najmocniej.

Zastukał o siebie powoli palcami w zamyśleniu. Znajdowanie brudów na takiego człowieka...

- Myślisz, że to Winterfell jest problemem? - Zapodał myśl dalej, z ciekawości. To był tylko dziennikarz, który pisał artykuł, jasne. Być może sam go wymyślił, wyssał z palca, poniosła go fantazja i z niej skorzystał. Wszyscy korzystali na niemal każdej tragedii świata teraz, żeby obwinić za to Leacha. Próby bronienia go stawały się płonne, był ofiarą, której ledwo można było nadać tragiczny wydźwięk, żeby stała się bardziej wartościowa dla przyszłych opowieści. - Ktoś zaakceptował jego artykuł. Ktoś je publikuje w Proroku. Nie on to znajdzie się kolejny piśmak. - Jeśli chcesz dobrać się do króla to najpierw zabij jego konia. W tym wypadku czy Winterfell był w ogóle koniem? Kojarzył się bardziej z Azorem podwórkowym, który ujada i robi zamieszanie - nikim bardziej wartościowym. Ze zdrowego punktu widzenia nie powinien Millie dawać głupich pomysłów do głowy, bo była ona skłonna je wykonać. Potem była ta druga strona medalu - Cain był gotów ją zmanipulować, pokierować, żeby właśnie to zrobiła. Leach nie zasługiwał na to, co mu się przytrafiało. Zasługiwał na to, żeby siedzieć na tym tronie i o niego walczyć. Alastor by go pewnie zabił. - Zamiast niszczyć takiego pionka lepiej przejąć nad nim kontrolę. Nawet jeśli będzie tylko minimalizowała straty. - Tylko z ludźmi było tak, że jeśli naciśniesz za mocno - wyłamią się. Jeśli zbyt lekko - nie będą posłuszni.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#7
24.05.2024, 21:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2024, 22:02 przez Millie Moody.)  
Z każdym słowem Caina jej oczy rozbłyskiwały coraz bardziej. To było do zrobienia. To było do ruchnięcia i jeszcze on jej pozwolił. Znaczy pewnie jak opowiadałaby o tym bratu to by dostała absolutny zakaz ruszania tej sprawy, narażania się, ale Cain jej pozwolił, no przecież powiedział jej (wcale nie), że to będzie dobre jak zadziała. Właściwie, widział to w rosnącym napięciu, w tym że siedział jak na szpilkach, że właściwie powiedziałby "go!" i ona by się teleportowała pod same drzwi tego chujka, co obrażał pana bogu ducha winnego ministra. Może i wybielała Leacha, ale kurwa czemu sam fakt, że ktoś pochodzi od mugoli miałby świadczyć, że wykorzystuje magie w mugolskim świecie. W gruncie rzeczy każdy mógł to zrobić, co nie?

I by to zrobiła. By przeskoczyła i zgodnie z instrukcją zadbała by nikt jej nie widział, by został z różdżką, by groźba głęboko zalęgła mu się w głowie. Oczyma wyobraźni widziała już siebie, czuła tę adrenalinę, czuła powiew wiatru, gdy stała z tym parszywym gównem na szczycie bigbena i szeptała wprost do ucha kilka słodkich słów. Widziała to, czuła każdą komórką siebie. To ryzyko. A co jeśli jednak się omsknie? Czy ktoś miałby jej to za złe? Jeden karaluch mniej.

A potem Cain przebił ten balon igłą i to nie tak z wielkim BUM, tylko wsadzając tę igłę w nienapiętą gumę, o tuż przy suple.

pfff

Powietrze uciekło bezgłośnie a ona tak klapła i klapła coraz bardziej na krześle.

– Kurwa, masz racje – powiedziała markotnie. Była smutna, była w chuj smutna bo nie było nic gorszego od bezsilności. Chwilę jeszcze tak potrwała w napięciu, a potem zwiesiła głowę dramatycznie na oparciu krzesła. – Pierdole to, przecież jestem mrówką nic nie możemy zrobić prawda? To jest w chuj niesprawiedliwe, że na nim tak psy wieszają. Nie podoba mi się to po prostu chciałabym nie wiem... zrobić cokolwiek. No ale dobra. Wpadniesz po służbie do nas się napić? Alik ostatnio narzekał, że z tymi babami blablabla nie wytrzyma blablabla. Oczekuje że będziemy mu prać skarpetki i dupę podcierać. Jak ja z własnymi skarpetkami mam problem. Z dupą nie wiesz, dupa czysta, nigdy nie wiadomo, kiedy wpadnie dobry seks. – Mówiła cicho, markotnie, bez iskier i płomienia, jakby zalał dogasające ognisko wodą, i po chwilowym syku nie zostało już absolutnie nic żaru. Nic nadziei. Tylko czarny, mokry, bezużyteczny węgiel. Podniosła się i zgarnęła gazetę, choć jej ruchom brakowało już tej werwy co z początku rozmowy. – Wpadnij i poutyskujemy na czym stoi świat, co? Że nie każą nam polować na tych dupków – powiedziała jeszcze smętnie na odchodnym i wyszła, zdecydowanie ciszej niż weszła. I w sumie, jakby się tak głębiej zastanowić... nie wiadomo która wersja Mildred była gorsza.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cain Bletchley (1593), Millie Moody (1599)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa