- Nie wiem - odpowiedziała szczerze, zgodnie z prawdą. Nie miała pojęcia co powinni zrobić i jak. Rzucenie się w wir emocji było ryzykowne - zbyt łatwo mógł ich pochłonąć. Ale z drugiej strony czy potrafiliby pływać wokół niego, starając się trzymać z daleka, z głowami na powierzchni, udając po prostu znajomych? Wciąż ją kochał - i chociaż ona nie powiedziała tego na głos, to ona również wciąż go kochała. - Ale to… To co robimy teraz, to dobry start.
Chyba. Naprawdę chciała w to wierzyć. Rozmowa, odkrywanie swoich wątpliwości i słabych punktów, spokojne analizowanie przyszłości, bacząc na przeszłość i teraźniejszość. Dla wielu osób taka miłość nie byłaby w żaden sposób romantyczna czy atrakcyjna, lecz to nie o to chodziło - chodziło o to, by czuć się bezpiecznie.
- Mam na myśli rozmowę zamiast ucieczki i chowania się za sztucznie wzniesionymi murami - nie chciała mu nic obiecywać, bo sama nie wiedziała, jak to wszystko się potoczy. To, że ją skrzywdził nie oznaczało, że chciała skrzywdzić jego. - Możemy zacząć od odprowadzenia do domu, co ty na to?
Wreszcie jej twarz się rozluźniła, a oczy nabrały nieco blasku. Jakby jakiś wyjątkowy ciężar spadł nagle z jej barków, powodując że te się lekko uniosły, nadając sylwetce spokojnej, dawnej postawy. Nie tak zestresowanej, jak jeszcze chwilę temu.