• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [12.06.72]Doppelganger. Jestem częścią twojej duszy

[12.06.72]Doppelganger. Jestem częścią twojej duszy
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#1
10.05.2024, 09:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2025, 23:16 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz VI
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic IV

Thorana Yaxleya odgrywa Brenna.
Na podstawie tej kości


Posiadłość Yaxleyów




Oczywiście, że Thoran Yaxley przybiegł, gdy Geraldine zaczęła krzyczeć.
Był w końcu jej bratem.
Jej bliźniakiem.
Drugą połową jej samej.
Ich życia były ze sobą splecione. Na zawsze.
A przynajmniej dopóki oboje pozostawali na tym świecie.
Znalazł się w pokoju jako jeden z pierwszych. Spoglądał na Geraldine wyraźnie zaniepokojony, rzucił się nawet do okna, rozsunął zasłony, i sprawdził, czy przypadkiem ktoś nie wszedł tędy do pokoju. Po prostu wzór braterskiej troski i miłości!
– Nikogo tu nie ma, Ger, okno jest zamknięte, do domu nie mógłby wejść nikt obcy, na korytarzu nikogo nie zauważyłem, musiało ci się coś przyśnić – oświadczył w końcu, a potem obrócił się na zbiorowisko, powstałe w pokoju, na ludzi szeptem wymieniających między sobą uwagi i do nich zwrócił się już znacznie mniej przyjemnym tonem. - I po co kurwa robicie takie zamieszanie? – spytał, przybierając najbardziej odpychający wyraz twarzy, jaki tylko się dało. Taki już był Thoran: raczej niezbyt uprzejmy w obyciu, chociaż kiedyś nie objawiało się to tak wyraźnie. I Geraldine, i Astaroth nie pamiętali z czasów młodości, aby zachowywał się aż w taki sposób, ale jego zainteresowanie czarną magią nie było przecież dla Yaxleyówny zaskoczeniem – czy to nie po części właśnie przez nie zaczęli się od siebie odsuwać? Dopiero jego zaginięcie podczas Beltane i później ten dziwny list Louvaina (może szaleństwo Geralda było zaraźliwe) sprawiło, że zaczęła się nad tym zastanawiać.
Poza tym czy było dziwne, że karci służących za szeptanie w sypialni córki pana domu? Jeszcze zaczną ją oskarżać o to, że podobne jak ojciec zaczęła szaleć…
– Nie słyszycie, co mówi moja siostra? No już, wynocha stąd – polecił służbie, ledwo Geraldine zaczęła wszystkich wypraszać. Nie trzeba im było dwa razy powtarzać. Późna pora, nagłe przebudzenie, wszyscy byli zmęczeni, zwłaszcza po wieczornych wyczynach pana domu, a przecież jeszcze nikt nie chciał narażać się na złość Thorana. W magii był dobry, w walce na pięści lepszy, a każdy wiedział tutaj, że panicz Yaxley łatwo wybucha gniewem. – Jasne, Ger, chętnie z tobą porozmawiam – zapytał, już znacznie łagodniejszym tonem i wyciągnął rękę, by jeszcze schwycić za łokieć jedną z uciekających służących. – Ej, ty, przygotuj nam herbatę, dwa kubki – zarządził, a speszona dziewczyna kiwnęła głową, spuszczając wzrok. Thoran Yaxley nie był uprzejmym człowiekiem. Geraldine pewnie nie miała szans zdać sobie sprawy z tego, jak bardzo.
Przy niej był przecież trochę inny.
Przy niej pokazywał prawdziwego siebie, wyzierającego zza maski paskudnego gościa. Uwarunkowanego przez dorastanie w dość konserwatywnej rodzinie, przez mrocznych krewnych ze strony matki, przez jego niezbyt przyjemnych kolegów że Slytherinu.
Na pewno?
– Może przejdziemy do salonu i pogadamy tam na spokojnie? – zaproponował jeszcze, kompletnie ignorując początkowo Astarotha. Jakby ten w ogóle nie istniał. Już przecież ta ignorancja widoczna była nawet w poleceniu, jakie wydał służącej: dwie filiżanki. Piciem herbaty z młodszym bratem nie był zainteresowany i nawet chyba nie pomyślał o tym, że ten może zejść na dół do salonu razem z nimi. - Będę rozmawiał z moją siostrą - powiedział z naciskiem, spoglądając na niego na moment, i to była cała uwaga, jaką mu poświęcił. Jakby zadowolony, że Geraldine powiedziała mu, by zostawił ich samych. A potem wyciągnął dłoń ku siostrze, by pomóc jej wstać z łóżka i poprowadzić do salonu.
- Opowiedz mi o tym – poprosił, idąc z nią na dół. – Możesz mi opowiedzieć o wszystkim.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#2
10.05.2024, 10:24  ✶  

Dlaczego wczoraj nie zjadł z nimi kolacji? Pewnie późno wrócił, załatwiał jakieś swoje sprawy, ale był tu teraz. Przybiegł jej na ratunek, jej kochany brat. Jak oni mogli w niego wątpić, dlaczego nikt nie zauważał, że praktycznie się nie zmienił, nadal mu na nich zależało, na niej mu zależało. Wiedziała, że jej nie zostawi, ich życia były ze sobą splecione na zawsze.

Więź jaka łączyła bliźniaki była najsilniejszym uczuciem, jakie pojawiło się w jej życiu. Nigdy na nikim jej tak mocno nie zależało, miłość, przyjaźń, inne więzi były nieznaczne, gdy w grę wchodziło uczucie do rodzeństwa, szczególnie do Thorana, bo zawsze byli razem, od samego poczęcia.

- To musiał być tylko sen, przepraszam. - Głupio jej się zrobiło, że przez nią stało się takie zamieszanie, że postawiła cały dom na nogi, że niemalże wszyscy się tutaj znaleźli, poza rodzicami, ani Jen, ani Gerard nie pojawili się w jej sypialni.

Nieco skrzywiła się, kiedy Thoran odezwał się do służby, mógł to zrobić delikatniej, cóż, nigdy nie należał do tych osób, które potrafiły obchodzić się z ludźmi, szczególnie, kiedy widział głównie swoje racje. Taki już był, przywykła do tego, najważniejsze, że w stosunku do niej potrafił okazywać troskę.

Posłała jeszcze przepraszające spojrzenie Astarothowi, gdy złapała Thorana za dłoń i ruszyła z nim w stronę salonu. Miała nadzieję, że będzie wyrozumiały. Musiała porozmawiać z bliźniakiem, nie chciała, żeby ktokolwiek inny dowiedział się o jej koszmarze. Nie powinna też póki co mówić nic ojcu, bo ten i bez tego nieco oszalał, co zresztą pokazał też wczoraj. Z tyłu głowy miała słowa, które napisał do niej Louvain, może czekało ją to samo co ojca, może nie była to wina upadku z konia, tylko zupełnie coś innego? Może ona także zaczynała wariować?

Zeszli do salonu, czekała tam na nich przygotowana herbata. Służba nie zwlekała, szczególnie, kiedy polecenia wydawał Thoran, nie ma się co dziwić, mało kto był w stanie przyjmować jego uwagi. Taki już był, chyba wszyscy do tego przywykli.

Usiadła na kanapie. Przesunęła się tak, aby zrobić miejsce bratu, nie chciała, żeby ktokolwiek podsłuchał tę rozmowę.

- To głupie, wiesz? - Nie do końca wiedziała, jak powinna zacząć, ale musiała to z siebie wyrzucić. - Śniło mi się, że coś się do mnie zbliża, nie mogłam się ruszyć, nie mogłam zareagować, byłam zupełnie bezradna. - To ją chyba najbardziej w tym wszystkim bolało, bo nie przywykła do tego, że nie może się obronić. Zawsze potrafiła o siebie zadbać, mimo, że to był tylko sen, nie do końca jej się to podobało. - To coś wyrwało mi serce. - Sięgnęła po filiżankę z herbatą, kiedy zbliżyła ją do ust strasznie żałowała, że w środku nie ma alkoholu. - Ten stwór mówił twoim głosem. - Odważyła się wreszcie to z siebie wyrzucić.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#3
10.05.2024, 10:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.05.2024, 10:46 przez Bard Beedle.)  
- To był tylko sen, Ger - zapewnił Thoran, kiedy siedzieli już na kanapie, a speszona służąca, wciąż ubrana w koszulę nocną (i chyba tym speszona jeszcze bardziej), przyniosła na tacce czajniczek z herbatą, dwa kubki i kilka ciasteczek, ułożonych na talerzyku. Wysłuchał opowieści Yaxleyówny, ale jego pierwsze zaniepokojenie ustąpiło jak ręką odjął.
- Koszmary to koszmary, się przydarzają, to nie byłem ja, przecież widzisz, że wyglądam jak zwykle. Moja buzia jest przystojna jak zawsze - zażartował, wskazując na swoją twarz.
Thoran faktycznie mógłby być przystojny. Ale ostatnio zmienił się: jakby to, co spotkało go podczas Beltane, odcisnęło na nim swoje piętno. Spierzchnięte usta, często wykrzywione w nieładnym grymasie, powieka, która czasem lekko mu drgała, niezadbany zarost... Wciąż jednak umiał być czarujący.
Kiedy chciał.
A potem odrzucał tę maskę i wychodziło z niego wszystko, co najgorsze.
W każdym razie trochę się zmienił od czasu, kiedy wykonano ten wielki portret rodzinny, wiszący na ścianie: ojciec i matka po środku, po ich prawej twój najstarszy brat z dumną miną, Astaroth, ledwo po ukończeniu Hogwartu, uśmiechnięty, wciąż jeszcze żywy, ty z lewej, i prawie przy ramie już, Thoran, u twojego boku, oczywiście.
Zawsze z tobą.
Zawsze u twojego boku.
- Nikt ani nic nie zdołałaby się wedrzeć do tego domu bez naszej wiedzy. Jesteśmy przecież łowcami potworów - powiedział i na jego ustach przy tych ostatnich słowach pojawił się uśmiech, jakby trochę ironiczny. Może chodziło o to, co spotkało ich brata: polowali na stwory, a teraz w ich domu mieszkał wampir. Nie było sekretem, że Thoranowi się to nie podobało, chociaż on i Astaroth nigdy nie mieli najlepszych kontaktów, wiecznie zazdrośni o siebie nawzajem. – Nie spałem. Jak jakiś stwór miałby przejść obok mojej sypialni i bym tego nie wyczuł? Ty też byś od razu to wyczuła. Nie wygłupiaj się, koszmar to jeszcze nie powód, żeby panikować. Bardziej mnie interesuje…
Tu pochylił się i spojrzał Geraldine w oczy z niewielkiej odległości.
– Jak się z tym wszystkim czujesz, Ger? – zapytał. – Wydawałaś się wstrząśnięta tym snem. A może zamierzasz z tym coś robić?

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
10.05.2024, 10:55  ✶  

- Dawno nie miałam takiego snu. - Tak bardzo realne, takiego który by nią aż tak wstrząsnął. Nie zdarzało jej się to często, koszmarów raczej nie miewała, dlatego to było dla niej takie wyjątkowe. Niespotykane, a może to była przyczyna dlaczego tak bardzo nią to poruszyło.

Uśmiechnęła się do brata ciepło, potrafił spowodować, że wszystkie lęki odchodziły gdzieś w niepamięć, uspokoiła się już trochę. Dobrze, że był obok. - Ten głos, brzmiał jednak tak bardzo rzeczywiście, nie zdarzyło mi się to jeszcze nigdy. - Odstawiła na stół filiżankę z herbatą. - Ale tak, jesteś tu, wyglądasz jak zawsze, to nie mogłeś być ty. - To przecież był tylko sen, wyobraźnia płatała jej figle.

Zauważyła zmianę, jaka zaszła w jego wyglądzie po Beltane, ale wydawało jej się to być spowodowane tym, że po prostu był zabiegany. Nie wtrącała się w to, co robi w wolnym czasie, to nie była jej rola. Był dorosłym człowiekiem i mógł robić, co mu się tylko podobało, nawet jeśli jej niekoniecznie.

Przeniosła wzrok na obraz, który wisiał na ścianie, jakie życie wtedy było lekkie. Nie mieli żadnych problemów, wszystko się skomplikowało później, ojciec miał nie po kolei z głową, a Astaroth został wampirem, przez nią. Nadal nie potrafiła sobie wybaczyć tego, że nie była wtedy szybsza, że nie zdążyła upolować bestii nim ta zanurzyła w nim swoje zęby.

- Masz rację, żaden potwór nie wejdzie do środka, zresztą po co miałby się tutaj pakować wiedząc, że czeka go jedno - śmierć. - No chyba, że miałby zamiar popełnić samobójstwo, wtedy wizyta w ich rezydencji była naprawdę wyśmienitym pomysłem.

- Dlaczego nie spałeś? - Zapytała jeszcze jak gdyby nigdy nic. To, że Ast nie spał było logiczne, w końcu wampiry nie śpią, dlaczego jednak Thoran tak wcześnie się obudził? Była to przecież zabójcza godzina.

- To też się zgadza, wyczulibyśmy każdego potwora, który by się tutaj pojawił. Niepotrzebnie się tak wystraszyłam. - Ich zmysły nigdy nie zawodziły, dlaczego tym razem miało być inaczej?

Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, kiedy się nad nią pochylił, nie wiedzieć czemu, pewnie przez to, że nie potrafiła wyrzucić z pamięci tego uczucia, gdy dotykało ją to dziwne stworzenie. - Sama nie wiem, co czuję, wystraszyłam się, wiesz? Nie dzieje się to często, więc mnie to niepokoi. - Mogła mu o tym powiedzieć, komu, jak komu, ale swojemu bliźniakowi ufała, nie powinien jej wyśmiać. - Wiem, że to głupie, ale naprawdę bardzo się zlękłam. - Rzadko kiedy opowiadała komukolwiek o swoim strachu. - Co zamierzam z tym zrobić? Poczytam o tym, czy jest możliwe, żeby sny były takie realne, zasięgnę informacji, w razie gdyby jednak coś było na rzeczy. - Musiała jakoś zareagować.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#5
10.05.2024, 11:44  ✶  
- Dokładnie. Dlaczego jakiś potwór miałby wchodzić do domu łowców potworów? - rzucił Thoran beztrosko, spoglądając na Geraldine i mrużąc przy tym lekko oczy. Może odpowiedź na to pytanie kobieta odnajdzie za jakiś czas: gdy młodszy z jej braci pogalopuje na koniu ku wschodzącemu słońcu, mogącemu obrócić go w kupkę popiołów.
Ale to była przyszłość, a Geraldine nie była jasnowidzem...
- Powiedzmy, że... realizowałem ambicje literackie - powiedział Yaxley i jego oczy zalśniły czymś na kształt złośliwego rozbawienia. Nowa wersja książki "Thoran Yaxley i Komnata Tajemnic" przecież nie mogła napisać się sama. Inna sprawa, że niekoniecznie właśnie tym zajmował się przez całą noc, prawda? Ale Geraldine pewnych rzeczy nie musiała wiedzieć. Jeszcze nie.
- Nie przywykłaś do tego, żeby się bać, ale w snach nie zawsze nad sobą panujemy - stwierdził Thoran, kiedy Geraldine podzieliła się z nim swoimi odczuciami i wyciągnął dłoń, by dotknąć jej ręki: tej wolnej, w której nie trzymała filiżanki z herbatą. Sam nie pił. Przypatrywał się siostrze, cały czas jej, jakby tylko ją widział w tym pokoju, jakby tylko ona się tutaj liczyła, a cała reszta nie istniała. I nieważne, jak paskudnie czasem zachowywał się wobec innych, było widać, że naprawdę ma teraz jego pełne zainteresowanie: że bardzo chce wiedzieć, jak bliźniaczka czuła się z tym snem, co zamierzała dalej robić.
- To był tylko koszmar, Ger - westchnął, z pewną rezygnacją, kiedy okazało się, że kobieta ma zamiar drążyć temat. – Twoje serce przecież jest na swoim miejscu, nie? Mnie też czasem śnią się dziwne rzeczy. Chociaż wczoraj to miałem całkiem przyjemny sen, wiesz, były w nim takie trzy młode czarownice i eee… nie będę opowiadał o takich rzeczach siostrze – urwał zaraz, obdarzając ją nieco psotnym uśmiechem. – Czy to cię uspokoi? Jeżeli poczytasz trochę o snach? – dopytał zaraz, znów wracając od tematu jej emocji, jakby traktował go jak najważniejszy na świecie.
Portret na ścianie.
Wspólne zdjęcia.
Chociaż było tam jedno, z rodzinnych wakacji w Egipcie, gdzie brakowało nie Astarotha, nieobecnego na niektórych fotografiach, a właśnie Thorana…
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
10.05.2024, 12:09  ✶  

- Nie znam odpowiedzi na to pytanie. - Jeszcze. O ile faktycznie miałby się tutaj znaleźć jakiś potwór to na pewno dowie się dlaczego, tyle, że póki co tak naprawdę uważała, że te rozważania nie mają sensu, bo to przecież był tylko bardzo zły sen. Jeden z wielu. Nic nadzwyczajnego.

- Nie wiedziałam, że jakieś masz. - Spojrzała na brata nieco zdziwiona. Nigdy jej się to tego nie przyznawał, może to kolejna rzecz, która przyszła niedawno, o której zapomniał jej wspomnieć. Powinni spędzać razem więcej czasu, chciała wiedzieć o nim jak najwięcej, zawsze robiło jej się przykro, gdy dowiadywała się, że czegoś nie wie.

- Tak i to mnie właśnie przeraziło, nie znoszę takiego uczucia bezsilności, wiesz? - Uspokoiła się już praktycznie całkowicie, szczególnie, że brat dawał jej takie ogromne wsparcie. Zawsze mogła na niego liczyć, dzisiaj przynosił rozsądek, którego jej zaczynało brakować, tego dokładnie potrzebowała. Dobrze się czuła z tym, że okazywał jej takie zainteresowanie, może faktycznie nie był taki najgorszy, skoro nadal ona miała specjalne miejsce w jego życiu.

- Gdyby nie było na miejscu, to pewnie i mnie by tutaj nie było. - Kolejny argument za tym, że to wszystko to tylko bujda, senne koszmary, które zdarzały się każdemu.

- Wolałabym, żeby mi też się przyśniły trzy czarownice, albo czarownicy, to na pewno dużo przyjemniejsze. - Niż koszmary o swojej rychłej śmierci, do tego z rąk własnego brata, a raczej czegoś, co mówiło jego głosem. - - Myślałam, że nie mamy przed sobą tajemnic, wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim. - Nie skomentowałaby przecież w żaden sposób jego fantazji, nawet jeśli przeszedłby do ich realizacji.

- Myślę, że jeśli poczytam, to będę spokojniejsza. - Lubiła mieć wiedzę, szczególnie, kiedy coś nie dawało jej spokoju.

Przeniosła spojrzenie na ścianę. Zdjęcie z Egiptu. Pamiętała ten wyjazd, musiała być w pokoju z jednym z młodszych kuzynów, co strasznie ją zirytowało, próbowała sobie przypomnieć dlaczego Thorana tam z nimi nie było, jednak nie potrafiła. - Dlaczego nie było cię wtedy z nami, w Egipcie? - Pokazała nawet dłonią w stronę zdjęcia. - Nie mogę sobie przypomnieć, za to pamiętam, że byłam wtedy w pokoju z Duny'm, wiesz, naszym kuzynem od strony ojca, tym co gadał w nocy i darł się przez sen. - Na samą myśl o tym sie irytowała, ten wyjazd miał być cudowny, a przez współlokatora, którego jej wybrali okazał się strasznym doświadczeniem.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#7
10.05.2024, 14:03  ✶  
- Też nie widziałem, ale ostatnio przeczytałem parę ciekawych książek i poczułem się zainspirowany - wyznał jej Thoran z najbardziej niewinną miną, na jaką było go stać. I przecież, wyjątkowo, mówił prawdę. Powieść Giovanniego była bardzo inspirująca, doskonale nadawała się do wprowadzenia w niej kilku drobnych poprawek, a potem zrobienia idealnego figla przyjacielowi bliźniaczki.
Geraldine nie musiała jednak znać szczegółów.
- Dla kogoś takiego jak ty to jedna z najgorszych emocji - przyznał Yaxley. Rozumiał to. Doskonale rozumiał Geraldine. Jej uczucia, jej drobne nawyki, zachowania, myśli, gesty, miny.
Jej wspomnienia.
Mógłby bez trudu naśladować Geraldine, gdyby tylko wypił odrobinę eliksiru wielosokowego…
- Nawet na pewno, więc tym bardziej masz pewność, że to tylko głupi sen – zapewnił ją Thoran i wygodniej rozsiadł się na kanapie. – Ger, skarbie, o pewnych rzeczach nie opowiada się jednak siostrom z nadmiernymi szczegółami, wiesz – roześmiał się, spoglądając na nią nieustannie. – Ale znasz mnie na tyle, że na pewno domyślasz się, co to za sen… I jeśli ma cię to uspokoić, to czytaj sobie, ale jestem pewien, że to nic takiego, ten mój sen z czarownicami był naprawdę realny, no, ale mnie żadna nie wyrywała w nim serc.
Oderwał od niej wzrok zaledwie na moment i tylko po to, by też spojrzeć na egipskie zdjęcie, na twarze młodziutkiej Geraldine i małego Astarotha. I zacisnął na chwilę szczęki, bo niemal natychmiast zauważył konsternację Geraldine – zdawał się bardzo wyczulony na jej emocje i zachowania.
– Coś nie tak? – zapytał, a potem milczał przez chwilę, jakby zamyślony, kiedy Yaxley spytała, dlaczego go z nimi nie było. – Chyba faktycznie tam nie pojechałem, nie pamiętam, żebym kiedyś był w Egipcie. Nie jestem pewien, dlaczego nie zabraliście mnie ze sobą – powiedział w końcu, po czym zbyt to wzruszeniem ramionami. – Coś kojarzę jak przez mgłę, że tuż przed wyjazdem się trochę pochorowałem? Chyba opiekowała się mną ciotka, bo było za późno, żeby wszystko odwoływać? Byliśmy w końcu gówniarzami, słabo to pamiętam. To ma jakieś znaczenie? – dopytał, znów utkwiwszy w niej spojrzenie jasnych oczu.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#8
10.05.2024, 14:20  ✶  

- To dobrze, czasem przychodzą do nas takie rzeczy, zupełnie znienacka, miło słyszeć, że rozwijasz kolejne talenty. - Naprawdę cieszyło ją, że znalazł sobie kolejne zajęcie, szczególnie, że pisanie wydawało się być całkiem rozwijające. Nie spodziewała się nawet, że kiedykolwiek przyjdzie mu się zajmować czymś podobnym, nie miała go nigdy za taką osobę, która mogłaby czerpać przyjemność z podobnych zajęć. Najwyraźniej nadal potrafił ją zaskakiwać.

- Cieszę się, że to rozumiesz, mało kto jest w stanie, ale ty często najlepiej wiesz, co czuję, w końcu łączy nas więź, bardzo wyjątkowa. - Lubiła to podkreślać, może po prostu widziała w tym coś niezwykłego, co nie każdy mógł mieć. Bliźniaki nie zdarzały się przecież bardzo często i nie każdy mógł doświadczyć podobnych uczuć względem rodzeństwa.

- Tak, głupi sen, bardzo głupi. - Powtórzyła za nim. Miał rację, w tym wszystkim co mówił. Patrzył racjonalnie na tę sytuację, musiała go posłuchać, bo jej strach nie miał najmniejszego sensu.

- Jasne, co racja to racja, też wolałabym ci oszczędzić szczegółów jeśli chodzi o podobne sytuacje. - Musieli mieć swoje tajemnice, nawet jeśli byli tak blisko, nie można było się wszystkim dzielić. - Nigdy nie zaszkodzić zasięgnąć dodatkowych informacji, chociaż pewnie to nic takiego. - Coraz bardziej była tego pewna dzięki słowom swojego brata.

- Nie, po prostu mam dziwną dziurę w pamięci, wiesz jak to jest z tymi dziecięcymi wspomnieniami, niektóre uciekają nam przez palce, a inne pamiętamy, aż za bardzo dokładnie, tak jak chociażby wtedy kiedy ojciec rugał mnie za to, że źle trzymam kuszę. - Nigdy nie interesowała się tym, jak dokładnie działa pamięć, ale niektóre rzeczy pamiętała zdecydowanie bardziej szczegółowo, kiedy innych zupełnie. Tak, jak chociażby powodu dla którego Thoran nie był z nimi wtedy w Egipcie.

- Pewnie tak było, musiałeś być mocno chory, to miałeś gorzej niż ja z kuzynem Dunym, wolałabym nie skończyć na wakacjach u ciotki. - Powiedziała jeszcze z uśmiechem. Zapytałaby ojca jaką chorobę wtedy złapał, ale trochę się obawiała jego reakcji, szczególnie po tym, co wydarzyło się wczoraj. Ojciec, dobrze byłoby go znaleźć, chciała zobaczyć, czy wszystko u niego w porządku. - Dziękuję ci za herbatę, chyba muszę się doprowadzić do porządku. - Uśmiechnęła się jeszcze ciepło do brata nim wstała, a później ruszyła do swojej sypialni.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1597), Geraldine Greengrass-Yaxley (1663)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa