- Masz rację, trochę tylko nie mogę się z tym pogodzić. - Dom rodzinny zawsze wydawał jej się najbezpieczniejszym miejscem na świecie, a słowa Florence niestety spowodowały, że straciła pewne poczucie bezpieczeństwa, no bo jeśli nie tu? To gdzie mogła poczuć ulgę, gdzie szukać miejsca, w którym będzie mogła odpocząć na chwilę bez ciągłego uważania. Pozostawało jej mieszkanie, zawsze jednak uważała, że w Londynie nie jest, aż tak bezpiecznie, jak tutaj - u rodziców.
- Tak, ten sam. - Florence powiedziała w głos to, o czym myślała sama Geraldine. Musiała pogodzić się z tym, że powinna unikać tego miejsca.
- Obyś nie miała racji. - Nie zamierzała się poddawać i godzić z losem, jaki widziała w jej przyszłości Florence. Musiała dorwać bestię pierwsza, ale najpierw w ogóle powinna wiedzieć z czym ma do czynienia. Wizja Bulstorde na pewno przyspieszy jej działanie, nie miała pojęcia, kiedy potwór postanowi zrobić sobie z niej obiad, wolałaby więc zająć się nim pierwsza, szczególnie, że jeszcze nie zdawał sobie sprawy, że ona wie, że była jego celem.
- Nie mam jakichś wielkich zasług, dlaczgo ja, a nie mój ojciec? - Ona przecież dopiero rozwijała skrzydła, jej ojciec od lat był sławny. - Na pewno to ma coś wspólnego z moim bratem. - Niepokoiło ją to, co zobaczyła przyjaciółka, wizja tych wszystkich, różnych intencji, o których mówiła Flo.
- Tak, zrobię to wszystko, muszę się zorientować co właściwie się dzieje, bo ciężko działać po omacku. - Na pewno wykona te wszystkie rzeczy, o których mówiła jej przyjaciółka.
Podziękowała jej jeszcze za pomoc, a później teleportowały się do Londynu, Yaxley wolała, żeby nikt ich nie zauważył.