• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[16.08.72, wrzosowiska] Szukając granic magii

[16.08.72, wrzosowiska] Szukając granic magii
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
07.05.2024, 09:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:15 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Florence nie była wielką orędowniczką przebywania na łonie natury. A raczej - lubiła to, ale pod postacią wolnych spacerów przez park albo siedzenia na ławce w letniej posiadłości rodziców pod owocowymi drzewami niż wędrówek przez las albo przedzierania się przez wrzosowiska. Po wyczerpujących dyżurach w Mungu rzadko miała energię na wysiłek fizyczny, a puszcze kojarzyły się jej z pajęczynami, robactwem, kolczastymi gałęziami, czepiającymi się ubrania.
A jednak, w sierpniowy, ciepły dzień, stała na skraju wrzosowisk właśnie, a wiatr bawił się jej szarą, luźną spódnicą (rzecz jasna, jak zwykle w przypadku Florence, dobrze dobraną do jasnej, lnianej koszuli z krótkimi rękawami i butów, i tylko torba trochę odstawała od tego eleganckiego stroju, bo znajdowały się w niej eliksiry i różne przybory uzdrowicielskie). Kasztanowe włosy zaczesała w gładki warkocz, a twarz, blada nawet w lecie, była pozbawiona choćby śladu makijażu, przez co widać było jasne piegi, znaczące nos oraz policzki.
Do takich miejsc sprowadzić mogły ją dwie rzeczy.
Po pierwsze, krewni i najbliżsi przyjaciele, którym zależało właśnie na takich okolicznościach przyrody.
Po drugie, pacjenci.
Bulstrode prywatnych pacjentów przyjmowała rzadko, ale w tym wypadku nie chodziło o leczenie - chodziło o badania naukowe. Ambicje Florence były duże, i sięgały nie tylko myśli o awansach w Mungu i przeorganizowaniu pewnych rzeczy w szpitalach. Uważała, że każdą klątwę da się złamać: potrzeba jedynie znaleźć na to odpowiedni sposób.
Chciała znaleźć sposób na przynajmniej kilka klątw, o których mówiono, że są nie do zdjęcia.
I dlatego Florence Bulstrode czekała tego dnia na Samuela McGonagalla. Zgodziła się na spotkanie poza szpitalem, przyjmując do wiadomości, że pobyt w mieście może utrudnić mu panowanie nad klątwą żywiołów, i sama zaproponowała, by wybrać miejsce z dala od zabudowań – tak na wszelki wypadek. On chciał kilku wskazówek, co do tego, jak lepiej radzić sobie z ciążącym nad nim przekleństwem, ona chciała dowiedzieć się więcej o rzadkiej klątwie żywiołów. Stworzył ją irlandzki czarodziej Wilius, a to, co jeden mag stworzył, inny powinien być w stanie unicestwić.
Nie dziś. Nie jutro. Nie za miesiąc, pewnie nie za rok. Może nigdy.
Ale Florence nie byłaby sobą, gdyby chociaż nie spróbowała, prawda?
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#2
08.05.2024, 11:34  ✶  
Samuel zdecydowanie nie był przyzwyczajony do atencji, jaką go obecnie obdarzano. Chwilowy tygodniowy kryzys przeszedł jak za dotknięcie hehe carodziejskiej różdżki, ale to może była bardziej kwestia nieoczekiwanego splotu wydarzeń, dziwnej kichającej anomalii, która ledwie dwa dni temu zmusiła go do konfrontacji z najbardziej nieszczęśliwą miłością swojego życia, która bardzo dla niego nieoczekiwanie wytraciła to "nie" z równania. Samuel więc unosił się pół metra nad ziemią, będąc do bólu wręcz zakochaną osobą. Wciąż niepewną. Wciąż przerażoną jutra. Ale szczęśliwą.

Jedną z rzeczy, która martwiła go obecnie najbardziej to fakt, że Knieja mogła zrobić krzywdę tym, którzy byli dla niego tak ważni, a tych osób było coraz więcej i więcej. Incydent nad jeziorem sprawiał, że wróciły koszmary i choć pierwszej nocy po zejściu się z Norą nic się nie zadziało (spał jak dziecko) to drugiej niestety naruszył konstrukcję domku ogrodnika. I tak jak już chciał mówić, że z żadnym lekarzem się nie spotka, bo i tak mu ów lekarz nie pomoże, tak teraz był tak niecierpliwy spotkania, że gdy tylko uprzątnął szkody, to wyleciał na wrzosowisko pełen obaw i nadziei. Oraz braku spokojności w ptasim sercu. Znaczy ludzkim, bo siedząc na ramie ślepego okna ruin i drobiąc łapkami niespokojnie, szorując pazurkami o kamień, jakby to była jego grzęda, gdy tylko poczuł pojawienie się kobiety sfrunął pomiędzy obrośnięte kamienie i zmienił się znów w człowieka. Spotkanie jednak wymagało mówienia, a też łatwiej byłoby pokazać skalę problemu w ludzkiej, a nie zwierzęcej skórze.

– Pani Bulstrode? – zagadnął wygrzebując się z krzaków. We włosach utkwiły mu jedna czy dwie gałązki. Był onieśmielony, ale próbował się uśmiechać, nawet jeśli wzrokiem uciekał od jej wyniosłej twarzy. – To ja, emmm... Sam. Samuel właściwie no tak to... mieliśmy się tu spotkać i myślę że no... cieszę się, że nie naciskała pani na szpital, bo nie wiem, raz w życiu tam byłem jak to się wszystko zaczęło i cholibka, chyba nie chciałbym więcej. – Spróbował się wyprostować, palcami poszorował się po karku w kojącym geście. Trochę się zaśmiał, niezręcznie, jakby jego słowa były wybitnie zabawne, a nie wcale takie o, rzucone bezmyślnie, z potrzeby wypełnienia czymkolwiek ciszy.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#3
08.05.2024, 12:25  ✶  
Gdy Samuel wyłonił się nagle z krzaków Florence drgnęła, nieco niespokojnie, bo spodziewała się raczej, że mężczyzna nadejdzie ścieżką albo aportuje się, a nie wyłoni nagle gdzieś z chaszczy. Zmierzyła go spojrzeniem, chłodnym i uważnym – jej baczne oczy od razu wychwyciły te gałązki we włosach, ogólne rozczochranie i pewne zaniedbanie. Nie dała jednak po sobie poznać, jakie wrażenie robił na niej jego stan, ponieważ w tej chwili był w pewnym sensie jej pacjentem – a wobec pacjentów winno się zachowywać pełen profesjonalizm. Okazywanie im niechęci albo dezaprobaty nie było dopuszczalne podczas sytuacji służbowych, chyba że akurat wyliczałam im, dlaczego bardzo głupie będzie odmówienie przyjęcia eliksiru albo wypis na własne życzenie.
– Florence Bulstrode, klątwołamaczka z Munga – potwierdziła. – Jestem zainteresowana badaniami na temat klątwy żywiołów.
Nie odpowiedziała nawet na jego podziękowania i niechęć do szpitali. Zupełnie nie pojmowała, czemu ludzie tak upierali się ich unikać – a potem pojawiali się za późno, przez co wszystko komplikowało się i dla nich, i dla służby zdrowia. Leczenie było trudniejsze i często nie miało już szans przynosić rezultatów, co tylko utwierdzało krewnych w przekonaniu, że szpital to samo zło…
– Chcę porozmawiać na temat tego, jak objawia się klątwa, w jaki sposób się zaczęła i czy ma pan jakieś pojęcie odnośnie tego, po kim została odziedziczona – powiedziała rzeczowo, od razu przechodząc do sedna. Oboje pojawili się tutaj w konkretnym celu i Florence właśnie na tym celu chciała się skupić. – Poza tym wykonać podstawowe badania, jakie są możliwe w tym miejscu, także pobranie krwi.
To był zaledwie początek. Oczywiście, studiowała już historię i okoliczności tej klątwy, jako przykład jednego z nieprzewidywalnych przekleństw oraz klątwy warunkowanej genetycznie i – prawdopodobnie – zaburzającej funkcjonowanie magii kształtowania w ciele. To był jednak tylko… wierzchołek góry lodowej, pod którym znajdowały się badania osób, których dotknęła ta klątwa, studia odnośnie linii ich krwi i wreszcie sięgnięcie do historii irlandzkiego czarodzieja, który wszystko rozpoczął.
Wilius chciał przekroczyć poza granice magii.
Florence w pewnym sensie dążyła do tego samego, ale miała zamiar – tak przynajmniej liczyła – podejść do sprawy znacznie ostrożniej niż zrobił to on.
– Zanim zaczniemy, czy pan ma jakieś pytania?
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#4
12.05.2024, 17:59  ✶  
Florence miała mało przystępne obycie, które tylko uwydatniało surowość i przenikliwość aparycji. Jej głos, służbowy głos, bardzo konkretny głos mroził krew w żyłach niejednemu. W głowie Sama jednak kojarzył mu się z czymś bardzo dobrze znanym, z czymś za czym bardzo tęsknił. O ile Ginny zapachem przypominała mu matkę, o tyle Florence zdawała się być mu obecnie, przez pryzmat pierwszego wrażenia, niejako jej inkarnacją.

To wbrew oczekiwaniom wpływało na jego poczucie komfortu i zwiększało do lekarki zaufanie. Była jak drapieżny ptak upatrujący swojej ofiary, ale Sam wiedział, że nie on jest celem, a jego choroba, zmartwienie, klątwa. I pomimo wtłaczanego braku zaufania do lekarzy, ta myśl w ogóle nie przyszła mu do głowy, że pani Bulstrode mogła by chcieć mu zaszkodzić. Przyświecał mu wyższy cel - bezpieczeństwo Nory i Mabel stanowiło teraz dla niego wartość ponad dawno przebrzmiałe uprzedzenia rodziców.

– Mmm... tak... tak w sumie to mam. – przyznał prostując się, bo przecież matka nienawidziła, kiedy się garbił, kiedy okazywał komukolwiek w tak oczywisty sposób uległość. Nie chodziło o dominacje, a o szacunek. Nawet w podartych ubraniach i z gałązkami we wlosach.

– Chciałbym wiedzieć czy mogę coś zrobić, żeby uchronić bliskich poza unikaniem konfliktów? Zmiana otoczenia bardzo mocno odcisnęła na mnie swoje piętno i łatwiej wpadam w emocje, boje się, że mogę komuś zrobić krzywdę, a nie chcę... nie chcę unikać ludzi i... mm.. przyjaciółka powiedziała mi, że jest ważne żeby rozmawiać a nie unikać konfrontacji, więc chciałbym nie bać się, że pnącza i trujące kwiaty staną się argumentem w dyskusji. Znowu. – odkaszlnął rumieniąc się na wspomnienie jeziornego incydentu, o którym też pewnie przyjdzie mu zaraz opowiedzieć podczas tego badania.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#5
13.05.2024, 17:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.05.2024, 17:25 przez Florence Bulstrode.)  
Florence wobec pacjentów była zwykle uprzejma: przynajmniej jak długo nie musiała tłumaczyć im trzeci raz, dlaczego naprawdę muszą przyjąć lekarstwo albo że coś może ich zabić – wtedy dobór słów i ton stawały się ostrzejsze. Nigdy niemal nie pokazywała po sobie niechęci, ale pewna surowość obycia i rzeczowość, rozpływające się tylko w rzadkich przypadkach, gdy dostrzegała, że pacjent naprawdę potrzebuje wsparcia, często nastawiały do niej negatywnie.
Zawsze jednak liczyło się przede wszystkim dobro pacjenta, nie to, w jaki sposób ten będzie na nią reagował.
Wobec Samuela przyjmowała więc tę samą postawę, co w Mungu. Spokój, profesjonalizm, rzeczowe informacje, przekazane możliwie jasnym tonem. Nie traktowanie jak idioty, póki pacjent jak idiota się nie zachował, ale też nie spoufalanie się. I w ten sam sposób udzieliła mu odpowiedzi: zwłaszcza, że zdało się jej, że właśnie po tę przyszedł.
– Klątwa żywiołów jest w tej chwili niewyleczalna – odpowiedziała Florence. Ton wciąż miała bardzo rzeczowy, a jej spojrzenie było raczej uważne niż współczujące. – Co nie oznacza, że nie istnieją sposoby na to, by radzić sobie z jej efektami. Jeden z dwóch najważniejszych...
Umilkła i wyciągnęła różdżkę. Machnęła nią: w powietrzu zatańczył płomyk. Kolejne machnięcie – ogień zgasł, zalany przez wodę. Następny czar: tam, gdzie padła woda, wyrósł kwiat.
– Źródła klątwy żywiołów leżą w eksperymentach, których celem było przekroczenie granic magii. Konkretnie magii kształtowania. Osoby nią obarczone wyczarowują bez różdżki i bez zaklęć ogień, błyskawice, wodę, lód, rośliny – podjęła Bulstrode. Mówiła niezbyt szybko, spokojnym głosem. – Nie mogą nad nią zapanować tak, jak chciał autor tych eksperymentów, i w efekcie dowolnie manipulować żywiołem, ale mogą powstrzymać atak. Kiedy żywioł atakuje, w istocie traci się panowanie nad magią kształtowania. Niech pan ćwiczy tę magię. Nauczy się wyczarowywać rośliny, które pojawiają się podczas ataku, za pomocą zaklęć. Opanuje to w mistrzowskim stopniu, a szanse, że kogoś skrzywdzisz, zmaleją niemal do zera. Jeśli nauczy się pan czarów z tej dziedziny, jeżeli będą posłuszne woli, nawet jeżeli nadejdzie atak, moc zostanie opanowana.
Florence po raz ostatni machnęła różdżką i kwiat znikł bez śladu, a uzdrowicielka znów zwróciła spojrzenie jasnych oczu na Samuela.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#6
15.05.2024, 19:27  ✶  
– Och – wyszło z jego zaokrąglonych ust, które takie były przez większość rozmowy. Zdziwione, przejęte, zachwycone. Tego nikt mu nie powiedział, ale rzeczywiście przecież zdarzało mu się wypuszczać nieszkodliwe pędy. Zdarzało mu się w chwilach dobrych i bezpiecznych, nawet przy bardzo dużej ilości emocji odpuścić i dać przepłynąć fali, sprawić że stokrotki zakwitały. Nagle te kropki mu się połączyły. Oddychał coraz szybciej w przejęciu.
– I... i to wystarczy, że będę ćwiczył z różdżką, żeby potem i bez różdżki to zadziałało? – chciał się upewnić, ale widać było że całym sobą jest wypełniony entuzjazmem i radością, jest wypełniony nadzieją, którą ktoś mu odebrał wiele lat temu zamykając go przed ludźmi w małej chatce po środku Kniei.

– Ja... ja zrobię wszystko czego Pani potrzebuję pani Bulstrode. Ja... – czy to mogło być aż tak proste? Rozemocjonowany złapał się za głowę i zaczął walczyć z poczuciem winy, które oblewało go chłodną falą. Nigdy nie uczył się kształtowania az tak bardzo, bo i niby po co. Wszystko mogł osiągnąc praca swoich rąk, a poza podstawami transmutacji oboje rodzice pielęgnowali w nim miłość do pracy fizycznej. Jak najmniej magii, jak najmniej a mógł, móglby nigdy nie zaatakować Nory, mógłby już teraz nie martwić o szczęście Mabel. Samuel zdecydowanie nie był stabilny, z każdym krokiem jego serce biło coraz mocniej, a spirala myśli nakręcała się sama – Jużteraz mógłbym nad tym panować! Ile potrzeba miesiąc, rok, dekadę? Czy pani wie jaki to jest ciężar, lęk, żeby nie zasnąć bo byle koszmar może przywołać atak! Lęk przed tym, żeby się nie kłócić, kiedyś nawet ha! Kiedyś nawet śmiać się bałem! – opowiadał jej w przejęciu, jak pacjent, który w końcu ma być szansę wysłuchany. – I teraz to co sie dzieje z roślinami że tak szybko rosną, byłem przekonany ja... ja myślałem że to wszystko moja wina! – chciało mu się płakać, chciało mu się krzyczeć, chciało mu się zniknąć. Normalna sprawa. Ludzie tak mają. Inni ludzie to badają! Jak to mogło być aż tak proste!? Kształtowanie dobre sobie...
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#7
17.05.2024, 14:42  ✶  
– Klątwa ziemi nawet komuś mistrzowsko władającemu kształtowaniem nie daje kontroli nad ziemią: to skaza, błąd w badaniach Wiliusa. Ale opanowanie jej w wysokim stopniu pomoże też opanować atak w chwili, gdy nadejdzie – wyjaśniła Florence. Chciała, by było to jasne: klątwa zawsze będzie problemem, dopóki nie uda się znaleźć sposobu na jej zdjęcie lub uśpienie, nie mogła dawać tu fałszywych nadziei.
Ale z tym problemem dało się sobie radzić.
Wzrok uzdrowicielki znów powędrował ku Samuelowi. Przypominał jej początkowo Thorana Yaxleya: tak bardzo, że przez ułamek sekundy, gdy ten się pojawił, nawet sądziła, że to jakiś kolejny dowcip. Podobieństwo nie uderzyło jej aż tak głównie dlatego, że z Yaxleyem spędziła najpierw jakieś pięć minut, a potem patrzyła na niego raz z daleka, nie zapamiętała więc go w każdym drobnym szczególe, ale dostrzegała je.
Uspokoiło ją nie to, że fryzura była zupełnie inna, że Samuel zdawał się chudszy, że miny miał inne, a że jego przyszłość biegła tak, jak w przypadku innych ludzi, że pośród intencji szukając czegoś odnośnie siebie nie znajdowała żadnych oszustw. I teraz też – jego miny, ton głosu, gesty, to jak ewidentnie mocno ulegał emocjom – zupełnie nie przypominały mężczyzny ze szpitala. A cóż, dalekie pokrewieństwa i pewne podobieństwo bywało wśród czarodziejów normalne…
– Nie wiem, ile to zajmie, bo nie znam pańskich umiejętności ani nie jestem w stanie powiedzieć, jak szybko może się pan uczyć. Doradzam znalezienie nauczyciela, kogoś, kto zna tę magię naprawdę dobrze i będzie mógł wskazać kierunek. Ale to oczywiście tylko początek – podjęła. Zmarszczyła nieco brwi, gdy oświadczył, że to jego wina… jak niby? – Nie wiem, skąd przyszło to panu do głowy. To nie jest efekt, który mógłby wywołać pojedynczy czarodziej – oświadczyła stanowczo. Można to było poczytać za obrazę, nazywała go w końcu zwykłym czarodziejem, ale cóż, to było dla niej oczywiste: ona przecież też nie mogłaby sprawić, że rośliny jak Anglia długa i szeroka zaczęłyby szaleć. Nikt nie mógłby tego sprawić.
Jedynie Voldemort naruszający prawidła świata.
– Kolejna sprawa. Unikanie czynników stresogennych nie jest w dzisiejszym świecie możliwe, ale można uczyć się z tym stresem sobie radzić. Dla niektórych dobry sposób to medytacje, być może warto spróbować. Poza tym dobrze nosić przy sobie fiolkę eliksiru na nerwy. Czasem nadejście ataku można przewidzieć wcześniej i spróbować go wypić. To jednak środek doraźny, nie wolno przewidywać tej mikstury za często, bo dojdzie do uzależnienia – zrelacjonowała Florence.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#8
22.05.2024, 23:28  ✶  
Samuel zdawał się nieco tymi wszystkimi informacjami skołowany. Nie było problemem to, że mówiła, że jest zwykły, och nie, wiadomość o tym, że zaburzenia w rozroście roślin są wszędzie i są dziełem czarnoksięskiej mocy były o tyle uspokajające, że zdejmowały z jego barków bardzo dużo poczucia winy i odpowiedzialności za bieżący stan. Nie to był problem... Jego brwi były ściągnięte przez cały czas jak mówiła, błękitne oczy lśniły brakiem zrozumienia. Jakiś mag, robił jakieś eksperymenty i najwidoczniej to wpłynęło na to, że Sam przyzywał rośliny. To nie miało sensu? Berenika bardzo mocno ugruntowała wiarę w swoim jedynym synu, że jest to błogosławieństwo puszczy. Oczywiście, uderzało w to przekonanie wiele rzeczy już wcześniej. Jak na błogosławieństwo (zgodnie z resztą ze słowami jego przyjaciółki Bee) było to bardzo niemiłe, że atakowało i jego i bliskich, że nie mógł wybrać, czy jest to obrona. Znajomość z Roselyn Greengrass, jakkolwiek niegdyś powierzchowna by nie była, teraz nabrała rozpędu, gdy miał kontakt z ludźmi częściej niż dwa razy do roku. I Rose, jako opiekunka puszczy, znała wiele jej tajemnic, ale nie słyszała o takiej właśnie, by ktoś urodzony w lesie miał moc przyzywania roślin do siebie. Aby to była forma rozmowy Kniei z nim. Jej zazdrość.

Samuel czuł się z tego powodu bardzo nieswojo, a i tak te dwa słowa nie oddawały skali wewnętrznego konfliktu. Zupełnie jakby rdzeń jego osobowości właśnie kruszał. A przecież pani Bulstrode wypowiadała się bardzo rzeczowo, przecież i Bee i jej brat mówili coś o takiej przypadłości, o tym, że mają koleżankę, która notorycznie oblewa się wodą. Jak to możliwe, że jego matka o tym nie wiedziała? Przecież... nie wprowadziłaby go celowo w błąd prawda? Nie okłamałaby go? Dlaczego miałaby to robić? Zimny dreszcz spacerował po jego kręgosłupie, był przejęty tym odkryciem i już wiedział, że po tym spotkaniu będzie musiał to wszystko "wylatać". Nie eliksiry, a właśnie ruch był jego sposobem na rozładowanie napięcia, emocje w ciele zwierząt były prostsze do spalenia. Ale ten eliksir to byłby jednak dobry pomysł na czas spędzany z Norą i Mabel. Podwójne zabezpieczenie.

– Ja też nie wiem... nie wiem jak mi pójdzie to kształtowanie. Zazwyczaj wszystko transmutuje nigdy nie myślałem, że będę potrzebował innej szkoły. – Odetchnął głęboko, uziemiając się. Dobrze, że spotkali się tu na wrzosowisku, blisko drzew. Łatwo mu było odzyskać przejrzystość myśli w znanym dla siebie terenie. Będzie musiał o tym z kimś porozmawiać tylko nie miał absolutnie pojęcia z kim. Nie chciał martwić Nory, a Brenna była bardzo surowa zazwyczaj w ocenie wielu sytuacji i czuł, że to nie takiej pociechy i rozeznania w tym wszystkim by potrzebował. Przez myśl przeszedł mu Erik, który bardzo przypominał mu ojca, szczególnie po czasie, który wspólnie spędzili nad jeziorem. Może to byłby dobry pomysł chociaż nie wiedział jakby to zrobić teraz, kiedy był zaręczony z jego przyjaciółką i sprawy się pokomplikowały bo może nie chciałby z nim się widzieć na żywo i rozmawiać. To wszystko było takie trudne...

– Rozumiem. Ja... mm... mam nadzieję, że uda mi się znaleźć jakiegoś nauczyciela i obiecuje nie przedawkować eliksirów. Mam, miałem sposoby w sumie od lat nie miałem ataków, nie w takiej częstotliwości no ale inaczej było w lesie, a inaczej teraz, gdy w koło dużo ludzi i tez no... dużo konfliktów. Nie zawsze wypada zmienić się w niedźwiedzia i porzucać drzewami, żeby adrenalina zeszła. Czy coś. W każdym razie, ja chętnie pomogę, ale jeśli to możliwe, to wolałbym spotykać się tutaj, bo Londyn bardzo... bardzo mnie stresuje a wtedy to ha! To nawet eliksir nie pomoże. Mogę pani wysyłać listy z informacjami jak się zmieniają ataki wobec postępów w magii, mogę oczywiście mogę tu krew dać na badania, wziąć udział w... w tym no... procesie. A jeśli... jeśli byłaby możliwość kiedyś spotkania się z kimś, kto też cierpi z powodu roślin to ja bardzo chętnie bym się spotkał. Z kimś kto ma ten sam żywioł co ja. Jeśli pani ma możliwość, a ta druga osoba by chciała... em... wymienić się doświadczeniami. Mogę też zbierać próbki roślin one są dziwne, inne niż te które występują w regionie. Prowadzić, jak mój dziadek dziennik obserwacji? Myślę, że to też mogłoby pomóc. – mimo że był nieokrzesany społecznie, Sam był wychowany przez parę intelektualistów, którzy po prostu postanowili zaekpserymentować na własnym dziecku odcięcie od społeczeństwa, z drugiej strony jednak wkładając mu do głowy dużo wiedzy i naukowych metodologii. Kto wie, kim byłby teraz McGonagall, gdyby dali mu szansę podjęcia nauki w Hogwarcie? Kto wie, czy nie prowadziłby tych badań razem z Bulstrode z poziomu kogoś, kto jest bardzo biegły w temacie klątw. – M... i jeśli mogłaby pani polecić jakąś książkę o tej klątwie i o Wiliusie, to ja też chętnie poczytam. Ja... ja chce wiedzieć o tym jak najwięcej. – podjął nagle z determinacją kruszonych w głowie przekonań i świadom, bądź nie, był to jego kolejny krok ku dorosłości, kolejny krok pomagający mu w końcu stanąć na własne nogi.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#9
23.05.2024, 15:24  ✶  
Florence była klątwołamaczką, uzdrowicielką, do pewnego stopnia badaczką - przynajmniej w zakresie klątwołamania. Klątwa była dla niej klątwą. Żadnym błogosławieństwem, darem, nie miała nic wspólnego z Knieją. Objawiłaby się u Samuela z powodu jego krwi, bo gdzieś pośród jego przodków znalazł się ktoś, kto dotknął posągu Wiliusa - może, tylko może, zamiast ziemi pojawiłby się inny żywioł, ale to na ile ten pojawiał się losowo, a na ile wynikał z charakteru nosiciela przekleństwa, nie było pewne.
Być może ta klątwa była błogosławieństwem w oczach matki chłopca, bo syn nie wyrwał się spod jej kontroli, Florence patrzyła jednak na nią jak na coś, co trzeba uspokoić i złamać.
- Jeśli zależy panu na opanowaniu ataków, proszę próbować - powiedziała krótko. Nie mogła sprawić, że Samuel stanie się mistrzem tej magii: mogła jedynie wskazać mu drogę, a już od niego zależało, jak daleko tą zajdzie. Od jego umiejętności, talentu, ale także determinacji.
- Zamiana w niedźwiedzia i niszczenie drzew to rzeczywiście nie jest zachowanie akceptowalne towarzysko - przytaknęła, wciąż niewzruszona, przynajmniej pozornie, mimo tego nieco dziwacznego wyznania, odnośnie dotychczasowych sposób radzenia sobie z klątwą. Samuel zresztą, zdaniem Florence przynajmniej, chyba nie pojmował za bardzo zasad towarzyskich obowiązujących zwykle wśród czarodziejów. Być może rzadko opuszczał Dolinę Godryka. – Jeżeli spotkam kogoś obarczonego żywiołem ziemi, przekażę mu, że chciałby się pan z nim spotkać. Na razie miałam okazję wyłącznie do kontaktu z osobami związanymi z błyskawicami oraz z wodą.
Ostatecznie klątwa żywiołów była rzadkością. Być może także dlatego, że w przeszłości jej przedstawiciele byli niebezpieczni dla siebie i otoczenia.
– Zapiszę dla pana tytuły, które polecam.
Nie zastanawiała się nawet, ile będzie w stanie z nich zrozumieć: to nie była jej sprawa. Zamierzała po prostu zanotować na pergaminie i tytuł absolutnie podstawowy, i nieco bardziej skomplikowany. Nie mogła zakładać, że był nieukiem czy głupcem, tylko z powodu tego, jak się prezentował, a skoro był jej pacjentem i prosił o informację, to właśnie takie dostanie.
– Wszelkie zapiski będą bez wątpienia przydatne. Na razie zaczęłabym od pobrania pańskiej krwi… – powiedziała Florence sięgając do swojej torby. Zamierzała zacząć od pobrania tej krwi właśnie, a potem wypytać Samuela McGonagalla o pierwszy atak żywiołów sprzed lat, o to, czy wiedział coś o podobnej przypadłości u swoich przodków, o ostatnie ataki.
I zanotować wszystko, co mogło być przydatne.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1836), Samuel McGonagall (1770)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa