18.05.2024, 15:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2024, 23:52 przez Millie Moody.)
– Ten lowelas, najpierw musi przetrwać ze mną miesiąc. Jesteś w stanie wymienić chociaż jedno nazwisko, chociaż jedną osobę, której się to udało? JA mam problem, żeby ze sobą wytrzymać, a co dopiero ktoś zupełnie z zewnątrz. Poza tym hej, wiesz jaką mamy robotę, wiesz jakie mamy hobby, szczerze nie wierzę... hmm... po prostu nie wierzę, żeby Brenna musiała z kimkolwiek rozmawiać o czymkolwiek. Już no, temat zamknięty, bo nie będziesz mi bratem krwi, a jebanym wujkiem na yule, co się dopytuje czemu jeszcze dzieciaków nie mam – prychnęła, zła na siebie, że w ogóle dała się wciągnąć w tą rozmowę, która z drugiej strony miała pewnie być tylko zaczepką, jakimś jebanym testem czy znów będzie nadawać o tym, że jednak zmieniła zdanie i chciałaby zostać panią Longbottom.
– To nie jest krzyż tylko gwóźdź, więc równie dobrze możesz sobie rozjebać palec młotkiem, męczenniku, albo przyjebać palcem od nogi w szafkę. Albo nie wiem... rzygać tak długo, aż Ci żołądek przenicuje na drugą stronę, bo zjesz jakieś gówno na mieście. Z resztą zobacz... ten gwóźdź jest na górze filiżanki, to znaczy, że będzie to krótkotrwałe, przejściowe. A tu w słońcu– podsunęła mu pod nos pierwszą, którą wybrał. – Jebaniutkie na samym dnie, co znaczy, że wiesz... ten spokój i szczęścia. Długotrwały efekt.
Odetchnęła gdy sięgnął po przedostatnią z filiżanek, przez moment zastanawiając się, czy po tej małej degustacji jej "klient" będzie dłużej sikał niż ona opowiadała mu co też w tych fusach widzi. A potem zobaczyła...
...balon. Zamknęła oczy, a jej twarz wyrażała irytację, kpinę i prawdziwie Millie nie wiedziała czy się śmiać, czy wkurwiać, rzucić filiżanką o ścianę, czy też pogodzić się z faktem, że w Warowni nawet herbata ma uszy. Już chciała powiedzieć, że już wystarczy, ze to nie ma sensu, bo każdy symbol najwidoczniej jest odbiciem ich rozmowy, kiedy usłyszała dudlenie piątej, ostatniej filiżanki. No dobrze....
– Cztery. Ten gwóźdź jest po to, żeby przebić balon. Jak widać, ja nie musze tego robić, bo los przejmie sprawy w swoje ręce. Krótkotrwałe kłopoty, też widzisz fruwa przy obrzeżu, więc to taka blotka, żadne wielkie arkana. – umilkła, szukając w jego twarzy zrozumienia dla tego co mówiła. Jak tyle przebywał z Morpheusem, żeby zacząć śpiewać ku chwale Heliosowi, to na pewno umie już rozróżniać arkana małe od wielkich. – A w ostatniej...
zajrzała i rozpromieniła się momentalnie. Finisz jednak był dobry. – Ha słońce dwa kropka zero! Koło, czyli zasłużony sukces i dobry los. Czyli... podsumowując Twój sierpień – nie jest źle, na pewno nie tak źle jak było. Los będzie Cię kopał w dupę, zawiedziesz się na kimś, będzie bolało, pojawią się jakieś przejściowe kłopoty, ale w ostatecznym rozrachunku to dobrze Erik. To dobrze, bo wypracujesz sobie zasłużoną nagrodę. A taka zasłużona, zapracowana nagroda smakuje bardziej, niż gwiazdka z nieba, nie sądzisz? – Och, chciałaby mu kiedyś opowiedzieć o tym jak w lecznicy każdego dnia walczyła o to, by otworzyć oczy, by przypomnieć sobie jak się udaje normalną na tyle, by w końcu ją wypuścili. Chciałaby mu powiedzieć jak tęskni za niebytem i jak słowa brata zabraniające jej marzyć o śmierci trzymają ją stalową kotwicą. Chciałaby. Może kiedyś.
– Jestem kiepska w fusy, ale cieszę się, intuicja podpowiada mi, że sierpień będzie dla Ciebie łaskawy. Mm... chcesz, ja... chcesz żebym zapytała o coś karty, czy masz dosyć na dziś. Mm... może babeczke? – wyciągnęła do niego ciastko, jakby bała się, że bez słodkiej zachęty Erik zaraz sobie pójdzie. Znaczy... w sumie nie dziwiła się, jakby pęcherz za moment wezwał go na ważne spotkanie, ale może jeszcze uda jej się ukraść dwie minuty.
– To nie jest krzyż tylko gwóźdź, więc równie dobrze możesz sobie rozjebać palec młotkiem, męczenniku, albo przyjebać palcem od nogi w szafkę. Albo nie wiem... rzygać tak długo, aż Ci żołądek przenicuje na drugą stronę, bo zjesz jakieś gówno na mieście. Z resztą zobacz... ten gwóźdź jest na górze filiżanki, to znaczy, że będzie to krótkotrwałe, przejściowe. A tu w słońcu– podsunęła mu pod nos pierwszą, którą wybrał. – Jebaniutkie na samym dnie, co znaczy, że wiesz... ten spokój i szczęścia. Długotrwały efekt.
Odetchnęła gdy sięgnął po przedostatnią z filiżanek, przez moment zastanawiając się, czy po tej małej degustacji jej "klient" będzie dłużej sikał niż ona opowiadała mu co też w tych fusach widzi. A potem zobaczyła...
Rzut Symbol 1d258 - 5
Balon (krótkotrwałe kłopoty)
Balon (krótkotrwałe kłopoty)
...balon. Zamknęła oczy, a jej twarz wyrażała irytację, kpinę i prawdziwie Millie nie wiedziała czy się śmiać, czy wkurwiać, rzucić filiżanką o ścianę, czy też pogodzić się z faktem, że w Warowni nawet herbata ma uszy. Już chciała powiedzieć, że już wystarczy, ze to nie ma sensu, bo każdy symbol najwidoczniej jest odbiciem ich rozmowy, kiedy usłyszała dudlenie piątej, ostatniej filiżanki. No dobrze....
– Cztery. Ten gwóźdź jest po to, żeby przebić balon. Jak widać, ja nie musze tego robić, bo los przejmie sprawy w swoje ręce. Krótkotrwałe kłopoty, też widzisz fruwa przy obrzeżu, więc to taka blotka, żadne wielkie arkana. – umilkła, szukając w jego twarzy zrozumienia dla tego co mówiła. Jak tyle przebywał z Morpheusem, żeby zacząć śpiewać ku chwale Heliosowi, to na pewno umie już rozróżniać arkana małe od wielkich. – A w ostatniej...
Rzut Symbol 1d258 - 89
Koło (dobry los/zasłużony sukces)
Koło (dobry los/zasłużony sukces)
zajrzała i rozpromieniła się momentalnie. Finisz jednak był dobry. – Ha słońce dwa kropka zero! Koło, czyli zasłużony sukces i dobry los. Czyli... podsumowując Twój sierpień – nie jest źle, na pewno nie tak źle jak było. Los będzie Cię kopał w dupę, zawiedziesz się na kimś, będzie bolało, pojawią się jakieś przejściowe kłopoty, ale w ostatecznym rozrachunku to dobrze Erik. To dobrze, bo wypracujesz sobie zasłużoną nagrodę. A taka zasłużona, zapracowana nagroda smakuje bardziej, niż gwiazdka z nieba, nie sądzisz? – Och, chciałaby mu kiedyś opowiedzieć o tym jak w lecznicy każdego dnia walczyła o to, by otworzyć oczy, by przypomnieć sobie jak się udaje normalną na tyle, by w końcu ją wypuścili. Chciałaby mu powiedzieć jak tęskni za niebytem i jak słowa brata zabraniające jej marzyć o śmierci trzymają ją stalową kotwicą. Chciałaby. Może kiedyś.
– Jestem kiepska w fusy, ale cieszę się, intuicja podpowiada mi, że sierpień będzie dla Ciebie łaskawy. Mm... chcesz, ja... chcesz żebym zapytała o coś karty, czy masz dosyć na dziś. Mm... może babeczke? – wyciągnęła do niego ciastko, jakby bała się, że bez słodkiej zachęty Erik zaraz sobie pójdzie. Znaczy... w sumie nie dziwiła się, jakby pęcherz za moment wezwał go na ważne spotkanie, ale może jeszcze uda jej się ukraść dwie minuty.