16.05.2024, 13:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 17:08 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V
O tej porze roku zmrok zapadał szybko, a angielska jesień postanowiła udowodnić chyba, że wszystkie krążące o niej stereotypy są prawdziwe: było chłodno, deszczowo i mgliście, i powoli zamieniała się w chłodną, błotnistą zimę, z opadami deszczu zmieszanego ze śniegiem. I Brenna zastanawiała się mimowolnie, czy data, jaką wybrał Voldemort na ujawnienie światu swojej obecności, była związana z tym, że dopiero teraz poczuł się dość silny, czy też może celowo zrobił to w samym sercu jesieni: kiedy świat ogarniały zimno i ciemność, kiedy łatwiej było poddać się beznadziei... i kiedy mieli przed sobą całą zimę pełną długich, mrocznych nocy.
Idealnego czasu na przepuszczanie ataków.
Yule tego roku nie zapowiadało się zbyt wesoło. Przynajmniej nie w czarodziejskim świecie. W mugolskim Londynie, przez który wędrowała jakiś czas po zmierzchu, tuż po tym, jak skończyła swoją zmianę, pojawiały się już świąteczne ozdoby, a ludzie biegali za sprawunkami i prezentami, zupełnie nieświadomi, że tuż obok nich zaczyna się wojna. Brenna mijała całe tłumy przechodniów, łatwo ginąc w tłumie mugoli, odziana absolutnie nijako, w brązowy, bezkształtny płaszcz, bury szalik i ciemne spodnie. Zerkając w swoje odbicie w jednej z mijanych witryn, widoczne w blasku latarni, pomyślała, że Jonathanowi Selwynowi to się bardzo nie spodoba. Nie, żeby to miało znaczenie. Zresztą, Brenna naprawdę umiała się ubrać stosownie do okazji, a ta okazja to akurat „nie chcę, by ktoś zwrócił na mnie uwagę”.
Wysłała karteczkę z prośbą o spotkanie wcześniej, bo Selwyn był zajętym człowiekiem. Tu praca, tu randka, tam spotkanie z przyjaciółmi, tam kolejna randka, a później jakaś premiera w teatrze, czy co on tam jeszcze nie wymyśli. I głównie przez to, że już ten list wysłała, w ogóle się tu pojawiła, bo miała ochotę wycofać się w ostatnim momencie. Wcale nie była pewna, że to dobry pomysł. Jonathan był Gryfonem z krwi i kości, o tym, że nie ma niczego przeciwko mugolakom, poinformował cały świat dwadzieścia trzy lata temu, a w Warowni bywał, dokąd właściwie tylko Brenna była w stanie sięgnąć pamięcią. Umiał się bronić i miał bardzo szerokie znajomości, które mogły się im przydać – a Brennie mgliście zaczęło się wydawać, że wiele to nie osiągną, jeśli wszyscy ludzie Dumbledore’a co do jednego będą aurorami albo Brygadzistami.
Jonathan Selwyn był jednak także kimś, kto lubił błyszczeć, a to jak dobrze kłamał, stanowiło broń, która mogła razić w dwie strony.
Na szczęście Brenna nie zdążyła jeszcze dorobić się zaawansowanej paranoi - ta dopiero kiełkowała w jej głowie i sercu - ostatecznie więc stanęła na progu kamienicy należącej do Selwyna.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.