• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[30.07.1972] Daylight | Laurent & The Edge

[30.07.1972] Daylight | Laurent & The Edge
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#21
19.05.2024, 18:10  ✶  

- Oksymoron. - Bardzo wolno i lekko poruszył ramionami, jakby mógł powiedzieć "no i co my z tym zrobimy?". Zanotował sobie w głowie, że może nie powinien takich słów używać, ale jednocześnie miał wrażenie, że niekoniecznie uda mu się tego postanowienia dotrzymać. Nie powinno mieć to takiego negatywnego wydźwięku, ale go złapało. Czy może dało się to obrócić, żeby... nie, stop. Rozgonił chmury myśli we własnej głowie. Nie każdą rzecz można ścisnąć w dłoniach, a uczenie się na ciągłych i nieustających błędach przecież musiało być wpisane w pasmo poznania.

Czy kogoś naprawdę pomijał? Zamyślił się nad tym. Nad słowami do niego kierowanymi. Nie było w jego twarzy poczucia zranienia, obrazy majestatu - tylko czyste zamyślenie nad tym, co słyszał. Pomijasz kogoś. Pomijanie osób takich jak The Edge... tylko że ty go nie pomijałeś. Był tam, był tutaj, wkomponowywał się w świat do niego nienależący. Jak bardzo kusiło zniszczenie wszystkiego dookoła siebie, zostawienie gruzów - tylko on sam wiedział i jeden Philip Nott, któremu zdradził ten sekrecik, a z którym relacja rozpadała się już naturalnie. Chyba musiała się tak zakończyć przy wszystkich bolączkach, jakie sobie mieli do zaoferowania. Sekret o tym, że Laurent chciał to zostawić wszystko za sobą, że chciał złapać kogoś za dłoń, przejść się uliczką miasta, wypić razem kawę i przytulić się na plaży o zachodzie słońca, nawet kiedy dziesiątki oczu będą w nich wpatrzone. Poświęciłby wszystko dla osoby, która by mu to dała. Lecz to wszystko przecież musiało mieć też równowartość wymiany, by nadal mówić o szczęściu. Słodkiej bajce księżniczki i królewicza.

- Ach tak... - Tyle niepewności i tyle prób złapania stabilności na tym podmywanym falami piasku. Rozumiał to. - Musisz mi dokładniej wymalować tę linię, bo ja jej nie widzę. - Ludzie tacy jak on - czyli kto? Pierwszą osobą, która podbiła jego serce był zwykły skurwiel, bandzior z Nokturna. Kiedy wpatrywał się w niego błękitem oczu wiedział, że to nie jest grzeczny mężczyzna pod zawiązanym krawacikiem. Był wtedy bardziej łatwowierny. Teraz zwyczajnie bał się większości ludzi. - Zapytałeś mnie, czy mógłbym cię pokochać. - Odsunął się od Flynna i spojrzał na te kwiaty zastanawiając się jednocześnie, czy powinien jeszcze któryś zebrać, ale musieliby przejść dalej. Więc zrezygnował. Może później, albo zaraz... Wrócił wzrokiem na rozmówcę. - Moja odpowiedź ciągle jest taka sama. Tak. - Złość... bał się tego, że się na niego zezłości? To może i dobrze, że ta początkowa złość szybko mu przeszła. - Tylko sądzę, że nie dasz mi takiej okazji. Sądzę, że takie spotkania jak te będą tylko dodatkiem do twojej codzienności. Czy może chciałbyś, żebym naprawdę postawił linię? Jak ją postawię to nie będzie dzielić mnie od ciebie. Będzie dzielić nas od świata. - Tego chciał? Czy może Crow po prostu nie potrafił się zdecydować? Nie wiedział, z kim tam sobie żył i mieszkał... ale czy to na pewno była jego sprawa. - Tak, chciałem zebrać kwiaty. Dać ci kwiaty. Żebyś każdy zobaczył, powąchał, dotknął. - Zabrał ze sobą, wyrzucił do śmieci jak tamten bukiet. Cokolwiek. - Nie martw się, jak widzisz z korzystaniem z twoich rąk dobrze sobie radzę. - Pił tutaj do kwiatka - na razie jednego. Pociągnął go w kierunku tarasu tylko po to, żeby zanieść do środka swoje dokumenty - weszli do salonu, gdzie rozciągało się to nocne niebo nad stolikiem kawowych zawalonym ofertami kupna nieruchomości i działek, wycinkami z gazet takowych dotyczących i atlasem Wielkiej Brytanii. Sprawdził, czy ciało Flynna było ciepłe i zdecydował się jednak przejść kawałek po ogrodzie, żeby zebrać z niego kilka kwiatów, więc bez już pytań Flynn został poprowadzony z powrotem. I jak zostało przykazane - nie puścił dłoni Fleamonta. Pokazywał mu niektóre kwiaty, żeby sam je zerwał, kucając z nim przy nich. Przy niektórych brał jego dłoń, którą trzymał i kierował opuszki na jedwab płatków i łaskoczące języki ich wnętrz. Każdy płatek miał w zasadzie inną strukturę. Każdy kwiat pachniał inaczej. Właściwie bardziej starał się wygładzić i uspokoić Flynna tą głupią, w swoim mniemaniu, zabawą. Ale przyjemną. I miał nadzieję, że dla niego też była choć trochę przyjemna, zanim w końcu z bukietem w rękach (a raczej ręce Flynna) wrócili do domu przez pogodę. Lub przez to, że Fleamont stracił zainteresowanie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#22
19.05.2024, 21:38  ✶  
- Mogę ci ją wyrżnąć ostrzem, żebyś widział ją dokładnie, ale ta rozmowa przestanie być miła - a wcale tego nie chcę. Znów zwątpił w samego siebie. Oksymoron. Tak powinien dać sobie na imię? Oksymoron. Cały się składał ze sprzeczności. Głuptasek też do niego pasowało, bo w ogóle nie powinno go tutaj być, a jednak był. Bo w ogóle nie powinno go to obchodzić, a jednak go to obchodziło.

Przestał się garbić, ale wciąż miał pełne smutku spojrzenie. Ten tekst o miłości dodatkowo pogorszył jego stan. No bo jak miał interpretować „dodatek do swojej codzienności”? O nietraktowanie tego poważnie? On przecież traktował to całkowicie poważnie, dlatego pluł sobie w brodę za każde słodkie słówko, jakie padało z jego strony w kierunku Laurenta. Nie było żadnej linii dzielącej ich od świata. Nie potrafiłby w nią uwierzyć. Słyszał za to opowieści o faktycznych, a nie metaforycznych liniach łączących ze sobą wszystkich ludzi. Widział jak Bletchley śledził wzrokiem coś, czego nie potrafił dostrzec i teraz sam przejechał wzrokiem po ziemi i zastanawiał się, co ta łącząca ich nić musiała mówić o tym, co się tutaj działo. Skoro mógłby go pokochać, to była... chociaż odrobinę, ociupinkę czerwoną? Czy była po prostu brudna od jego potwornych myśli, od obrzydliwych wyobrażeń, że jeżeli nie mógł go mieć - a nie będzie go miał, bo nigdy nie porzuci dla niego osób, do których zdążył się przywiązać, a gdyby oni porzucili jego to pewnie zaćpałby się na śmierć - to... mógłby mieć jego uznanie. Oczy pełne zadowolenia z jego działań były prawie tak piękne jak oczy pełne miłości.

- Ah - sapnął, spoglądając na tę różę. Na kolce, na których wcześniej zaciskał pokłute teraz palce. - Myślałem, że mam ci go potrzymać. - Zasługiwał za to na tytuł najgorszego trzymacza kwiatów na świecie, wygięta od napięcia łodyga była dosłownie zgnieciona. Najgłupsze było to, że w pierwszej chwili chciał zrobić coś, czego tak nie lubił - przeprosić - a potem do niego dotarło, że przeprosić powinien za to co najwyżej siebie, skoro to dostał. Czym powinien przejąć się facet dostający od kogoś kwiatka? Ciężarem patriarchalnego społeczeństwa? Flynna najwyraźniej bardziej ruszało to, że trzymał mu to przez kilka długich minut bez żadnego komentarza, trochę jak mężowie noszący żonom ciężkie torebki. Nie wpadł też na dziękuję, nawet jeżeli normalnie nie miał problemu z dziękowaniem.

Nie kłamał wtedy - mówiąc o lubieniu kwiatów - ale nie spodziewał się zbierania ich razem. Lubił kwiaty głównie jako gest, bo był beznadziejnym wręcz przypadkiem romantyka. Spacer po ogrodzie? Gdyby miał to jakoś podsumować, użyłby słowa dziwne. To było cholernie dziwne, ale przynajmniej stabilne - ten sam rytm, ten sam nastrój, te same gesty. Mógł nawet nie lubić tych róż, ale lubił rękę, która na nie wskazywała. I z każdą kolejną minutą spędzoną z nim w tym ogrodzie, do Flynna coraz mocniej docierało, że to mógł być jeden z ostatnich razów, kiedy mógł na nie patrzeć. To było okropne, ale też był na to gotowy - miał niebywałe doświadczenie w uczynieniu innej osoby całym swoim światem tylko po to, aby zniknąć z dnia na dzień i milczeć. Nie mógł usunąć się stąd całkowicie, nie chciał zresztą, ale... To naprawdę mógł być jeden z ostatnich razów.

Prewett poświęcił mu więc naprawdę długą chwilę swojego życia. Bardzo przemyślaną, uspokajającą, pełną ciepła chwilę w ogrodzie, który kochał i istniała możliwość, że tym, czego się spodziewał w podzięce, był przynajmniej ten wyczekiwany uśmiech, ale kiedy Edge zrobił krok do przodu, a drzwi za nim zamknęły się samoistnie, odbijając pierwsze krople deszczu, jego mina była wciąż taka sama - piekielnie smutna. Naprawdę wyglądał jak ten pies - przybłęda niepewna tego, czy na pewno może wejść do domu, z którego spodziewała się być wygoniona nogą.

- Laurent - zaczął wreszcie, przerywając absurdalną wręcz ilość ciszy ze swojej strony, ciszy będącej dla niego czymś bardzo charakterystycznym, ale rzadko spotykanym u ekstrawertycznego i zaczepnego Crowa - czy ty myślałeś, że przyszedłem tutaj na seks? - Nie krył się wcale z tym, o czym myślał podczas tej przygody wśród kwiatów. Cały czas mielił w środku jego słowa, próbując ubrać je w coś powiedzianego wprost, jego językiem.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#23
19.05.2024, 22:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 23:00 przez Laurent Prewett.)  

- Możesz. - Smutny uśmiech pojawił się i zaraz po tym przeminął. Powinien się tym bardziej przejąć, powinno go to mocniej wstrząsnąć, powinien to mocniej przeżyć, ale czuł tylko zblazowanie po zimnym dreszczu, który przeszył jego ciało i zostawił po sobie gęsią skórkę. Mógł to zrobić on i znów powiedziałby, że mogło to zrobić też wiele innych osób. I niektórzy to nawet robili. Na jego ciele były przecież blizny. I dopiero teraz zdecydował się coś z nimi zrobić. Przyzwyczaiłem się do gróźb. Przyzwyczaił się też do swojej bezradności.

Wiatr szumiał i coraz głośniej szumiało też morze. Laurent słyszał jego zew - gniewne pomruki, które niechętnie teraz przyjmowały istoty morskie na swoje brzegi, ale zachęcała do krycia się w głębinach. Od zawsze wiedział, że to najlepszy sposób - uciec stąd na zawsze. Tylko nie potrafił. Ciągle mu czegoś brakowało... brakowało mu ciepła. Brakowało mu chwil takich jak ta. Nawet jeśli spędzał je samotnie to zawsze istniał mały, chociaż malutki cień szansy na to, że pojawi się ktoś, z kim mógłby tę chwilę dzielić. Nie sporadycznie, nie z rzadka, bo niewiele osób zapraszał do tego miejsca, między kwiaty, żeby go nie splamić. Jedyny prawidłowy krok to zabranie kogoś, kto tak potrzebował delikatności jak Crow do tego miejsca. Potarganie włosów przez zbliżającą się burzę, kiedy każdy zapach był bardziej intensywny i w końcu miało się dość od nadmiaru bodźców - tych woni i tych kaszmirowo-jedwabnych płatków. Kto był tutaj większym głuptasem pewnie mogli urządzić zawody. Nagroda była tylko jakaś taka nędzna i nic nie znacząca. O co w ogóle się bić? I po co w ogóle się starać..?

Po co się starać...

Niebo było już grafitowe od ciężkich chmur i nad światem zapanowała ciemność mimo tego, że dni były ciągle długie. Duma przeszedł do salonu i uwalił się na swoim legowisku, zupełnie nie interesując się tym, co się dzieje wokół niego i tam się wyłożył. Blondyn przeszedł po tym cichym, pustym domu do kuchni, którą od salonu dzieliła otwarta jadalnia z wielkim stołem, na którym stały słoneczniki i w końcu wyspa, na której stał piękny, szklany pegaz. Miejsce pełne pamiątek. Salon zaś stanowił sofę ze stolikem przed nią i dwoma fotelami do kompletu, a za stolikiem, w pewnym oddaleniu, kominek. Nad kominkiem wielki obraz przedstawiający kobiece piękności skąpane w morskich falach - jedna z nich była bardzo podobna do Laurenta. Miała nawet ten sam kolor włosów. Chciał powiedzieć, żeby usiadł, jeśli ma ochotę i zabrał ten swój nóż. Z jednej strony nie chciał tego noża w domu, z drugiej to była część tego człowieka. Przychodziłby na każdy jego nowy występ, nawet jeśli potem siedziałby w łóżku i odchorowywał te pokazy. Tak był zbudowany Crow. Lubił te sztuczki z nożami, nawet jeśli się ich bał. Lubił jego zmieszanie, nawet jeśli nie chciał go wprawiać w zakłopotanie. Lubił nawet te jego prostackie teksty i zaczepki, kiedy odpowiednio do nich podchodził. Jeśli nie jesteś w stanie zaakceptować tych złych cech drugiej strony to czy w ogóle można mówić o tym, że da się kogoś polubić? Według Laurenta... nie. Dlatego sam troszczył się o to, żeby być tylko ślicznym snem dla ludzi, którzy ślicznych snów potrzebowali. Flynn nie mógł sobie wyobrazić, jakim zbawieniem był dla niego ten jeden, jedyny sen. Nikt nie mógł sobie tego wyobrazić. Nie powiedział jednak nic. Zatrzymał się, obrócony plecami do Edga.

- Nie. - Odpowiedział, nie odwracając się do niego. - Najpierw myślałem, że przyszedłeś mnie poobrażać. Potem, przez moment, że przyszedłeś się upewnić, czy ty i twoi bliscy są bezpieczni. Potem uświadczyłeś mnie w przekonaniu, że szukasz u mnie tego, czego nie może ci dać twój partner. - Jak wszyscy. - W końcu przestałem się nad tym zastanawiać. - Wszedł do tej kuchni - wziął wazon, nalazł do niego wody i postawił go na stoliku kawowym przy Flynnie. - Proszę. Wstaw do niego kwiaty. Rozgość się.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#24
19.05.2024, 23:43  ✶  
Flynn zajebiście lubił burze. Uwielbiał to powietrze, ten hałas. Uwielbiał tak dużą ilość wody walącą o szkło, spływającą strumieniami po szybie. Uwielbiał błyski jasnego światła przecinające niebo i świadomość tego, że burze stanowiły jedno z niewielu ciekawiących go rzeczy, które mógł doświadczać tak samo jak inni. Kiedyś jakiś mugol zobaczył piorun uderzający w metalowy drut i wpadł na pomysł, który stał się rewolucją. W każdej innej chwili wpatrywałby się w niebo z zachwytem i milczał, a później opowiedział jakąś piekielnie nudną, powtarzaną wielokrotnie historię o tym, co przeczytał w opasłym podręczniku do fizyki, leżąc w ciasnym korytarzu i czekając na znak, że ma wchodzić głębiej.

W swojej wizji domu leżeli razem wśród szklanych ścian, obserwując spływającą wodę. Mogliby robić to teraz, gdyby mężczyzna w ogóle zauważył, że zbliżała się burza. Zrobiło się ciemno, ale punkt, w który wpatrywał się z taką intensywnością, pozostawał taki sam. Jasny, smutny.

- To wciąż cię kurwa nie rozumiem. - Tym razem nie zaciskał ręki na samej róży, tylko na całym bukiecie kwiatów. Wybranych i zebranych dla niego. Powinien to bardziej docenić, ale na ten moment jego głowa była wdzięczna głównie za to, że nie wbijał sobie teraz paznokci w skórę. - Ani trochę. - Pokręcił głową. - Pokazałem ci, że będę cię wielbił jak pies, ty mi mówisz, że cię odpycham. A potem kompletnie z dupy zabierasz mnie do ogrodu i dajesz mi kwiaty. - Nie chciał go. Wcale nietrudno było domyślić się dlaczego - powiedział to sobie już wcześniej - nikt nie chciał być jednym z wielu. - Kurwa mać. - Nie powstrzymał się od przekleństwa. - Obrażanie cię to bonus bycia tutaj, a moi partnerzy dają mi więcej, niż na to zasługuję. - Ukrywanie tego, jaką przyjemność przynosiło mu droczenie się, uznał za bezcelowe. Był wredny. Rzucał chamskimi tekstami. Powstrzymywał się przy Alexandrze, ale w sumie tylko z powodu biegających wokół dzieciaków. - Informacje to dobry powód, ale przecież musisz domyślać się, że to był tylko pretekst. - Musisz. On nie potrafił przyznać tego przed samym sobą, ale Laurent musiał. - Jak dostałem list, to wiedziałem, że nic ci nie jest, bo inaczej byś tego listu nie napisał, ale i tak chciałem cię zobaczyć. Ciebie i te twoje pieprzone drzwi, przez które można wejść tak po prostu i ci najebać. - Zafiksował się na ich punkcie, pieprząc o nich już... trzeci raz? Teraz mówił dosłownie do pustki - do framugi, za którą znajdowała się kuchnia, nie poszedł za nim przecież, liczył po prostu na to, że Prewett go słyszy. A później bardzo posłusznie wsadził je do wazonu. Cholernie zmęczony, a to on zawsze wciągał ludzi w jakieś durne gierki i nakręcał ich na przeróżne rzeczy. Głównie na siebie.

- Laurent... - Wciąż kompletnie bezradny wobec łamiącego mu się głosu, zatrzymał go przy tym wazonie, łapiąc za rękaw koszuli i nie pozwolił iść dalej. Dotarło do niego, że tęsknił. Do tego Laurenta opowiadającego mu z podnieceniem o jakiejś głębinie, jak mu się wtedy wydawało - bez fałszu. Plotącego jakieś bzdury o tym co widział w snach, jakby to miała być prawda, a nie wytwór jego zboczonej wyobraźni. Wydawało mu się przez moment, jakby w pewnym momencie mógł do tego dojść - przywrócić im smak tej chwili, ale to sypało się jak domek z kart i... - Zapytam jeszcze raz - odetchnął, po czym pocałował go w policzek, na krótki moment ujmując bladą twarz w swoje szorstkie dłonie - dziękuję - za te kwiaty - i co się stało - z Dante i czymkolwiek jeszcze - i czy wszystko w porządku? - A jeżeli wszystko w porządku to dlaczego wydawało mu się, że wszystko tutaj jest... nie takie jak być powinno.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#25
20.05.2024, 00:25  ✶  

Wszystko było nie tak. Powinien więcej czuć. Tylko że wpadł w jakiś marazm i wszystko było takie... dalekie. I jednocześnie wszystko było bardzo proste. Świat był ułożony i poukładany już we wszystkim, jak powinien wyglądać. Już ustalił, jak powinna wyglądać jego obecność na Lammas, potem na ślubie Perseusa. Już wiedział, że zaprosić Nicholasa na randkę, bo chciał przed śmiercią pójść na chociaż jedną taką prawdziwą... i wiedział nawet, że ta wcale nie będzie prawdziwa, że miała małe szanse powodzenia. I tak, dokładnie tak będzie. Tragedia. Chciał więc jeszcze przed śmiercią skończyć swój nowy dom. Chciał się tam zdążyć przeprowadzić i chciał schować się tam przed światem tak, żeby nikt o nim nie wiedział. Chciał... chciał ominąć urodziny macochy i chciał uniknąć kolejnego spotkania z nią. Zamierzał iść na spotkanie z Dante, cokolwiek miałoby się nie stać i uporać się z tym problemem dokładnie tak samo, jak zrobił to kiedyś.

Żyjemy w końcu tak, jak śnimy.

Samotnie.

Drgnęły mu ręce bo miał ochotę zakryć nimi uszy i przestać słuchać. Moi partnerzy dają mi więcej, niż na to zasługuję. Wyłączyć się całkowicie. Na szczęście tylko drgnęły - byłaby przecież szkoda, gdyby rozbił ten piękny, kryształowy wazon idealny do tych letnich kwiatów. Powinien je najpierw przyciąć, oderwać listki, ale zrobi to potem, tak. Zanim Edge wyjdzie, może już zaraz, tylko żeby nie zapomniał tego pierdolonego bukietu bo chyba utopi go w oceanie. Jeszcze nie zdecydował tylko, czy bukiet czy jednak Edga. Wpadał w jakiś... w jakąś pułapkę. Mógł albo zepchnąć ją w dół i pozwolić jej odpłynąć, albo... nie, nie było żadnego albo. Po prostu musiał nad nią przekroczyć, tak jak nad wieloma innymi sprawami. Będzie się nimi zajmował - każdą po kolei, bo przecież wcale nie zamierzał umierać. Po prostu... po prostu wszędzie nagle były te noże, krew i śmierć. Wszędzie. Mogły też bez problemu przyjść tutaj - bez znaczenia, jak wyglądały próby zmienienia tego. Utrzymywanie tego pięknego zdania nic się nie stało bądź nic mi nie jest było taką samą mantrą jak listy do Florence o treści "zdarzył się mały wypadek" - napisał Laurent Prewett niemal wykrwawiając się na śmierć. Cóż tu po domyślaniu się? Tak, domyślał. Dlatego, między innymi, wędrowali drogą między różami.

Zatrzymał się więc przy wazonie, przenosząc wdzięczne spojrzenie z kwiatów na Fleamonta. Przymknął na moment powieki czując dotyk jego warg na policzku, a potem przyjemnie szorstkich dłoni. Deszcz stukał coraz częściej w wielkie okna pokazujące rozgniewane niebo i kotłującą się nad nimi burzę. Za co dziękujesz? Nawet nie zadał tego pytania. Nie odpowiedział też na resztę, bo głos by mu się też załamał i nie otworzył również powiek, żeby spojrzeć na Edga, bo po policzkach popłynęły mu łzy. Wszystkich stąd wyganiał, kazał dać sobie święty spokój, bo nad niczym już nie panował. To wszystko było jednym, wielkim burdelem. Kpiną. Wszystkich wyganiał, ale stał tutaj Flynn. I ciągle jednocześnie szukał towarzystwa, żeby tylko przez chwilę czuć się bezpiecznie. Ostatnio nawet tu nie sypiał.

- Słodki jesteś. - Wargi mu zadrżały w uśmiechu, kiedy otworzył powieki, ale zaraz ten uśmiech zniknął. - ... nic nie jest w porządku. - Starał się nad głosem zapanować, ale zupełnie mu się załamał w płaczu, który nim wstrząsnął.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#26
20.05.2024, 01:23  ✶  
Zawsze wydawało mu się, że szarobury życiorys, jaki miał wypisany na pociętej skórze, pomagał mu otwierać ludzi o podobnych doświadczeniach. Wszyscy upadli, śmierci, wariaci, brudne jednostki z dna domu społecznego, w jakim żyli jako mieszkańcy Londynu - łatwo im było do niego lgnąć i oddawać się dotykowi człowieka noszącego na swoim ciele zapis dramatycznych doświadczeń. Niektórzy mówili mu, że widzieli to nie w bliznach, a w oczach, w tym jak na nich patrzył, ale tego nie łapał, bo zawsze kiedy rzucił na siebie okiem w zabrudzonych lustrach barów, dostrzegał tylko i wyłącznie płomienną niechęć. Ale musieli mieć rację, bo przecież ciągle ryczał. Dzisiaj zobaczył w kimś innym swoje odbicie - jeden moment wydawał się złamać Laurenta w połowie, rzucić nim o ścianę jak szmacianą lalkę i nagle płakał - a Flynn jedynie wygłosił swój wredny monolog mający uświadomić mu, że nie przyszedł tutaj robić mu na złość.

Cóż, znalezienie się w roli Alexandra okazało torturą - od razu, panicznie wręcz, wrócił dłońmi do jego twarzy, żeby zetrzeć z nich te łzy, ale taki gest nie miał prawa mu pomóc. I wiedział, co mówili ludzie w takich sytuacjach - że hej, wszystko będzie dobrze, przestań płakać, jesteś bezpieczny, no już już... jeżeli byli zdenerwowani - przestań wyć, albo zamknij mordę, nienawidzę tego, jak zaczynasz ryczeć. Nasłuchał się już tylu tego typu tekstów, aby móc recytować je godzinami, jak najsmutniejsze poematy, jakie mogli zapamiętać tylko ludzie regularnie wybuchający płaczem. On tego nie lubił. Jeżeli płakał, to miał powód. Więc Laurent też miał powód, a ludzie z powodami do płaczu potrzebowali się... wypłakać. Czasami tak mocno, żeby paść ze zmęczenia i zasnąć. Czasami lepszy nastrój przynosił dopiero nowy dzień. Czasami kiedy byłeś zrozpaczony albo rozgniewany nic nie potrafiło cię zatrzymać i to właśnie wydawało mu się być normalne - potrafił to zrozumieć. Nie powiedział więc nic, co mogłoby zasugerować, że blondyn miał przestać. Wręcz przeciwnie.

- Możesz to z siebie wyrzucić, Laurent. - On mógł tego posłuchać. I nie musiał nigdzie iść. Znał cały układ na Lammas na pamięć, a w cyrku... w cyrku na niego poczekają. Puścił go więc, ale po to, żeby objąć go w pasie, niezbyt sugestywnie, po prostu przyciągnął go ze sobą na tę sofkę tuż obok i posadził tak, żeby przesunąć rękę z jego pleców na głowę, gdzie mógł przeczesywać palcami jasnoszare włosy. Drugą ręką ściągnął z siebie kurtkę przewiązaną w pasie i z braku lepszych opcji przewiesił ją sobie przez kolano. - Całkiem dobry moment na zawodzenie - zauważył, dopiero teraz dostrzegając deszcz uderzający o okno - jak zacznie grzmieć, to już na pewno nikt cię nie usłyszy oprócz mnie. Chyba że mam odwrócić twoją uwagę?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#27
20.05.2024, 09:59  ✶  

Nie Fleamont powinien go trzymać teraz w swoich ramionach na tej kanapie. Na jego miejscu powinny być osoby, którym ufał od dawna, co do których intencji nie musiał się zastanawiać i nie musiał na nich uważać. Dopowiedzenie którym ufał było zupełnie na miejscu - czy mógł powiedzieć, że Fleamontowi ufa? Człowiekowi, którego znał i nie znał jednocześnie, który potrafił być agresywny, gwałtowny, ale i potrafił być łagodny i delikatny, wpływać na człowieka jak letnie mleko przed zaśnięciem. Usypiające, łagodzące, obniżające stres. Nie powinien go trzymać ten mężczyzna, a jednak go trzymał. Usiadł razem z nim na kanapie, Laurent już niewiele widział przez łzy i drżenie, może dałby się nawet wyprowadzić z tego domu na deszcz i zaprowadzić bogowie jedni wiedzą gdzie. Wędrowały jednak tylko myśli i słone krople.

Nie bardzo wiedział, co zrobić z samym sobą - czy chować swoją twarz w jego ramieniu, czy może jednak próbować nad sobą zapanować jeszcze mocniej, otrzeć łzy chusteczką i powiedzieć już jest w porządku, przepraszam. Chciał powiedzieć to drugie, ale kiedy tylko o tym pomyślał to rozpłakał się tylko mocniej, gubiąc oddech między tymi myślami, całym tym żalem. Gubiąc się między tym, co powinien robić, co chciał robić i jak ciągle powtarzał sobie, że do tego wszystkiego wystarczy sił i każdego dnia trzeba zaczynać od nowa jakby wczoraj zupełnie nie istniało. Każdego. Pieprzonego. Dnia. Jak miał w ogóle się czuć? Kiedy zapomniał już, jak to właściwie jest być naprawdę szczęśliwym. Zaliczając kolejne cięcia raz po raz i udając, że pewnych rzeczy nie było i się nie wydarzyły, ale one wracały - uderzały w złych chwilach, albo kiedy Crow kolejny raz mówił kilka zdań za dużo. Nie był nawet na niego o to zły, nie potrafiłby się złościć. Miał rację. Właściwie czy mógł powiedzieć, że to on go odpychał? Laurent sam się odpychał i wolał tak sobie tłumaczyć zastałą sytuację. Wolał się odpychać niż znów rodzić sobie jakieś nadzieje i widzieć przyszłość niemożliwą. Więc pochylił tę głowę, podparł czoło na ramieniu Edga i zacisnął trzęsącą się pięść na tym materiale jego kurtki na udach. W takim stanie ciężko było o słowa, kiedy człowiek krztusił się nawet powietrzem. Pokiwał tylko głową twierdząco na wspomnienie o tym deszczu i o burzy, a zaraz po tym pokręcił przecząco na to zajmowanie uwagi. Duma zebrał się ze swojego siedziska i z niepokojem przybiegł do salonu, kręcąc się po podłodze, jakby on sam panikował. W końcu wskoczył na sofę po drugiej stronie Laurenta i przylgnął do jego pleców, kładąc łeb na jego udach i wlepiając te swoje zaniepokojone, złote ślepia diabła w swojego pana. Na moment blondyn się uśmiechnął i spojrzał załzawioną twarzą na bestię, dotykając jego łba swoją dłonią. Już w porządku. Już dobrze. Wybrzmiało z jego ust, ale tylko po to, żeby wrócił dłońmi do Flynna, jakby to on i jego pies potrzebowali pocieszenia i ze swoich prób pozbierania się zapłakał dalej.

Z takim płaczem działo się rzeczywiście tak, że w końcu człowiek się męczył. Nastawała cisza. Pustka.

- Miałem zrobić czekoladę. - Wyszeptał w końcu, spoglądając pustym, tępym wzrokiem za okno. W pokoju panowały cienie - resztki światła ze świata zewnętrznego. - Przepraszam za tę scenę. - Podniósł się trochę, żeby wyciągnąć chustkę z kieszeni i ogarnąć nieco swoją twarz, doprowadzić się do porządku. Spojrzał w górę, na to rozgwieżdżone niebo stworzone przez Crowa przeniesione tutaj z sypialni, a potem spojrzał na stolik, na którym leżały te wszystkie papiery dotyczące nieruchomości. Pochylił się, włosy opadły na jego twarz i podparł głowę na zgiętej ręce z łokciem na kolanie. - To niesprawiedliwe, że więcej kwiatów dostanę na swój grób niż do rąk. - Odetchnął i podniósł głowę. - Poszedłem do lekarza i powiedziałem mu, że tak, bukiet kwiatów to taki miły prezent. Tak, kocham słoneczniki. Więc przysłał mi bukiet kwiatów. Mężczyzna, który żeni się za tydzień i wiem, że w myślach zerżnął mnie przynajmniej kilka razy, kiedy na mnie patrzył. - Nawet jego wargi drgnęły w uśmiechu, ale nie było w tym uśmiechu niczego ciepłego. - Nie przynosi się bukietów kwiatów takim jak ja. - Spojrzał w dół, na złoty pierścionek na swoim palcu, który przesunął mozolnym ruchem kciuka.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#28
20.05.2024, 15:40  ✶  
Nie odezwał się już nic, jedynie ułożył się wygodniej, bardziej na niego otwarcie, dając mu w ten sposób przyzwolenie na zanurzenie się w swoich ramionach. Kiedy pochylał się do przodu, tę samą rękę ułożył na jego plecach, chociaż on nie wydawał się pragnąć tego dotyku tak jak Flynn. Mężczyzna nie potrafił jednak nie patrzeć na niego przez pryzmat własnych doświadczeń. Paniczny płacz nigdy nie był piękny - daleko mu było od teatralnych, pojedynczych łez spływających po zaczerwienionych policzkach - człowiek w takim płaczu tonął niczym w nurcie rwącej rzeki i jeżeli czegokolwiek nauczyła go jego emocjonalność to właśnie tego, że nic tak człowiekowi nie dawało w tym chaosie bezpieczeństwa, jak trafienie w tej wodzie na kogoś, kogo mogli się chwycić. Sunął więc tymi palcami po blond włosach, głównie po to, żeby nie czuł się sam, ale oczy wlepił w płynącą po szybie wodę. Nie tak wyobrażał sobie ich pierwszą, wspólną burzę. Miała nadejść w tym domu, który chciał mieć, a nie w domu, który chciał porzucić. Mieli być tu sami, a nie z wielkim psem mogącym w każdej chwili odgryźć mu rękę. No i najważniejsze - Laurent miał być tam szczęśliwy. Zamiast tego siedział tutaj na tej sofce i kiedy pierwszy piorun przeszył ciemne niebo, uderzając w morze, zagłuszył nie delikatny śmiech, a rozpaczliwe łkanie.

To było okej. Wstanie z miejsca również. Ucieczka do kuchni - klasyk. Ale nie spodobały mu się przeprosiny.

- Nie musisz przepraszać mnie za to, że coś czujesz - powiedział, marszcząc przy tym brwi. Co to był za powód do przeprosin? Robienie sceny? - Mam być zły, bo nie dałeś się temu pożreć? Poza tym mamy całkiem ciekawą historię tego jak przy mnie płaczesz. Jeżeli bogowie istnieją, to pewnie spodobał im się sequel.

Ależ on zjebał, wywalając te kwiaty do śmietnika. Gdyby mu je przyniósł przed tymi wylanymi łzami, Prewett potraktowałby to jako dobry gest. Teraz żyli w świecie, w którym to wszystko pozostało powiedziane i niezależnie od tego jak bardzo Flynn się postara, ten gest nie będzie odczytany jako coś pięknego tylko akt łaski. Dlatego zawsze trzymał gębę na kłódkę. Jak on cholernie nie lubił mówić, jak on nie lubił kiedy... rzeczy się działy. To już zawsze będzie wyglądało tak, jakby ulitował się nad tym biednym, małym, płaczącym Laurentem i kupił mu dokładnie to, co Laurent chciał dostać - on już nigdy nie pomyśli, że dostał kwiaty, bo ktoś szedł jedną z londyńskich alejek i widząc najjaśniejszy z bukietów, pomyślał akurat o nim i chciał sprawić mu radość. On zawsze przynosił prezenty ludziom, których kochał, bo taki już po prostu był i... przykro by mu było, gdyby to zostało tak odebrane.

No i jeszcze... Jak dużo lekarzy brało ślub w przyszłym tygodniu? Miał nadzieję, że więcej niż jeden. Przełknął ślinę, odwracając spojrzenie w kierunku wazonu ze słonecznikami. Zrobiłby to pewnie i bez myślenia o Perseusie Blacku, ale faktycznie rozzłościło go to podwójnie, więc to on pierwszy wstał, żeby ruszyć w kierunku stołu, przy którym Laurent musiał jeść posiłki. Kurtkę pełną szmelcu zostawił na sofce, opartą o nogę Laurenta.

- I to są te kwiaty od zaraz-żonatego gościa? - Zapytał, tak dla pewności, a później chwycił ten wazon, poszedł z nim do drzwi, otworzył je szybkim ruchem i brutalnie, z całej siły (a miał jej naprawdę dużo) wypierdolił go tak daleko jak się tylko dało. Porcelana rozbiła się z głośnym brzdęknięciem zagłuszonym przez kolejny piorun. Edge trzasnął drzwiami, ale nie celowo - chciał zamknąć je normalnie, tylko szarpnął nimi wiatr. - Jak przestanie padać to to posprzątam - oznajmił, ignorując posiadanie przez Prewetta domowego skrzata. - Wyniosłem ci śmieci, żebyś miał jeden powód do płakania mniej. Były jeszcze brzydsze od twoich. Co jeszcze mogę dla ciebie zrobić, masz jakąś listę?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#29
20.05.2024, 16:37  ✶  

Wstydził się tego nieustannie. Swojej słabości, swoich rozczuleń, tego, jak łatwo płakał, bo w końcu załamywał się pod naporem wszystkich sił z zewnątrz i najgorszego wroga, jakiego posiadał - siebie samego. Crow miał rację - czasami słowa, że już wszystko będzie dobrze, że cicho, przestań płakać, uspokój się, były najgorszymi, jakie można było usłyszeć. Nie wspominając o tych, które naprawdę cięły i raniły. Słowa takie, jakie miał zarezerwowane na przykład Edward Prewett. Z tym obrzydzeniem w oczach, z tym prostym zwrotem, że wstydzi się mieć takiego syna. Jak mógłby narzekać? Przynajmniej miał ojca, który chociaż się starał. Crow został porzucony, zagubił się już jako dziecko i teraz nosił te wszystkie blizny na rękach, które były takie straszne, takie brzydkie... które chciało się ukoić palcami i chłodnym dotykiem (tym gorącym), jakby to były ciągle otworzone rany. Wstydził się tego, że tak pękł na tysiące małych kawałków i myśli, że nie chciał zostawiać skóry Flynna mokrej. Nie chciał gnieść jego kurtki i nie chciał zajmować mu czasu tym żałosnym biadoleniem, które już sam przed sobą krytykował. Męczył sam fakt, że istniało. Istniało, bo był zmęczony. Był zmęczony, bo... zamknięte, ślepe koło. Kto inny jak nie ten czarnowłosy wyrzutek społeczeństwa miał to koło zrozumieć? Tak jakoś wyszło, że nadal płakanie przy nim było jakieś... lżejsze. Nawet jeśli pluł sobie w brodę, że wpadał przy nim w histerię, zamiast próbować jakoś ukoić poszarpane rany tej błądzącej Wrony.

- Hah... - Zmemlał chustkę w dłoni, którą teraz trzymał i uśmiechnął się nikle na jego słowa. Miał przepraszać mniej, albo nie przepraszać wcale - starał się to robić. - Przepraszam, bo moje wyobrażenie spędzonego wspólnie czasu miało piękniejsze kolory niż... to. - Podobno nie było niczego takiego, czego jeszcze się udało odbudować, ale czy na pewno chciał przy tym pierdzielić o swoich problemach? Tak licznych, a większość z nich pewnie by... znudziła Flynna..? Spojrzał na Flynna - w końcu się odważył. Czuł się tak, jakby dopiero teraz go widział. Albo jakby poznał zupełnie innego człowieka - kolejną z masek, albo ciągle tą samą, tylko pod zupełnie innym kątem? Lub wszystko z nim było w porządku, to tylko jego mózg tak świrował. Crow wstał i pomaszerował w stroną jadalni, a głowa Laurenta za nim. Aż się wyprostował, patrząc z niezrozumieniem na to, co ten wyprawia. - Tak... - Przytaknął odruchowo. I wytrzeszczył te wielkie oczy na Edga, kiedy ten złapał ten wazon, rozchylił usta, w proteście, ale żaden dźwięk się z jego gardła nie wydobył. Podniósł się wręcz, kiedy Crow podszedł do drzwi i miotnął tym wazonem..! Stanął zaraz obok Flynna, który już zamknął taras jakby dla pewności, że Laurent za nimi nie wyleci. A Laurent się na to gapił w otępieniu. Perseusowi byłoby przykro... Sam chciał wyrzucić te słoneczniki. Ryczał jak głupi nad tym bukietem, kiedy minęła pierwsza fala euforii i przyszło zrozumienie tego, co się właściwie wydarzyło. Nie chcę cię zawieść - tak napisał w liściu załączonym do kwiatów. Albo coś podobnego.

Ulga była obezwładniająca. Jakby coś bardzo ciężkiego zostało odcięte od jego nogi. Formy podziękowania miały różną formę - Laurent obrócił się do Flynna i sięgnął wargami do jego warg. W przypływie emocji, które były zupełnie niestabilne w jego sercu. Oparł się czołem o jego czoło.

- Mam. - Przyznał szeptem. - Zbudujesz mi dom? - Wtedy to były jakieś półsenne majaki. Teraz wydawało się to całkiem realne. Wiedział, że ma pracę w cyrku, że ma swoje życie, swoje zajęcia.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#30
20.05.2024, 23:50  ✶  
Czy dało się wyrzucić przez drzwi prowadzące na taras słowo przepraszam?

- Zapomniałeś przeprosić mnie jeszcze za to, że oddychasz. - Objął inną taktykę wytykania mu przepraszania za absolutnie kuźwa wszystko. Jak typowa baba. Przepraszam, że robię cokolwiek. Oh kurwa, on nie miał na to siły - te szorstkie ręce stworzono do trzymania pędzla smarującego po ścianach obelg skierowanych do ludzi, których nie lubił i obijania gęb próbujących mu się odszczekać - wieczne przepraszanie kłóciło się z jego wizją dobrego życia, tak jak z wizją dobrego życia Laurenta kłóciła się chęć poderżnięcia Dante gardła. Pewnie nie mieli szans dojść tutaj do porozumienia, ale Crowowi było naprawdę ciężko zamknąć mordę, kiedy coś go tak bulwersowało.

Jak kreda sunąca po tablicy, drażniąca przy tym głośnym piskiem.

Jak to brzęknięcie pękającego wazonu przebijającego się przez huk, dobitnie przypominającego mu kim był - człowiekiem łatwo tracącym nad sobą kontrolę.

Odetchnął głęboko, spoglądając to na ciemną przestrzeń za oknem, to na stojącego obok Laurenta. Potrzebował kilku długich sekund na stwierdzenie, że okej - teraz o minutę spokojniejszy nadal był zadowolony z tego co zrobił - z wypierdolenia zbędnego badziewia z tego pięknego salonu. Wypierdoliłby stąd każdy inny przedmiot, o którym wiedział, że przypomina Laurentowi o czymś złym. Nawet to rozgwieżdżone niebo, jego projekt wymagający tygodni ciężkiej pracy, skończyłby rozbity o bruk, gdyby tylko blondyn wskazał na niego palcem. Czyste otoczenie, czysty umysł. Lekarze byli od pomagania, nie od sprawiania, że ich pacjenci zanosili się takim płaczem, jaki widział przed chwilą. Wcale nie musiał nikogo kochać, żeby pomóc mu w taki sposób - to wydawało mu się zwyczajną, ludzką powinnością. Samolubność względem ludzi o mniejszych zasobach nie czyniła go jeszcze złym człowiekiem, na pewno nie takim zasługującym na głębokie cierpienie - Crow byłby gotowy iść pod dom tego chuja i pierdolnąć mu w niego kilkoma koktajlami mołotowa, jeżeli to miało sprawić, że Prewett będzie zasypiał w tym domu spokojnie. Chuja...? Ha, tak naprawdę to nie różnili się od siebie aż tak bardzo. Też chciał przyjść tutaj z kwiatami i chociaż był człowiekiem niewierzącym, wcześniej modlił się wręcz o to, żeby ta opowieść skończyła się w łóżku.

Tylko... po tym jak go wysłuchał, po tych wszystkich słowach o zrywaniu kwiatów z ogrodu, o delektowaniu się jego ciałem przez ludzi, którzy... mieli go chyba za nikogo, jakby przywarła do niego łatka prostytutki z Nokturnu... Ten pocałunek, wyczekiwany przez niego przez całe to spotkanie... Dlaczego on smakował tak źle?

Jak coś, czego zwyczajnie nie powinien mieć. Nie wiedział, co się dzieje. Miało być kompletnie inaczej. Objął go ręką, zadarł głowę do góry, chcąc patrzeć w jego oczy, a nie na jego usta i odpowiedział.

- Tak - oczywiście, że mógł zbudować mu dom - ale takie rzeczy trwają długo - a on nie potrafił ich przyspieszyć i najprawdopodobniej nie miał tyle czasu, ile Laurent potrzebował - więc ułóż tę listę rozsądnie. Czujesz się tutaj bezpiecznie?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (23374), The Edge (19404)


Strony (8): « Wstecz 1 2 3 4 5 … 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa