• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[30.07.1972] Daylight | Laurent & The Edge

[30.07.1972] Daylight | Laurent & The Edge
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#31
21.05.2024, 00:21  ✶  

Ludzie, którzy potrafili dać ci coś od siebie i nie chcieli cię dotknąć stawali się bogami w oczach samego Prewetta. Istotami wynikającymi się z jego dłoni, dlatego mógł czerpać z nich siłę i wiarę w to, że nadal był tym, kim stworzył go świat - aniołem z drobinami ciepła. Samolubnie pragnącym opływać złotem i płaczącym jak dziecko bez cukierka, kiedy ktoś chciał mu je odebrać, ale gdyby ktoś tych pieniędzy naprawdę potrzebował, gdyby ktoś bliski potrzebował... Cholera, nie zastanawiałby się nawet chwili. Po to było to złoto, żeby w godzinie potrzeby posłużyć czemuś lepszemu. I po to, żeby się w nim kąpać. Było też coś uświęconego w tej chwili. Nie wiedział jeszcze, co to takiego, ale nie chodziło nawet o ten rozbity wazon - przecież on też warto był pieniądze! Nie zastanawiał się nawet nad tym. Nie chodziło do końca o sam gest ani o to, co zostało powiedziane przed kilkoma chwilami. Chodziło o tu i teraz. O to, co miał w swoim spojrzeniu. O ten rodzaj dotyku, który nie szukał niczego więcej. To jest świętość. Prawdziwe czczenie drugiej osoby. Nie momenty, w której padasz na kolana i muskasz każdy kawałek skóry, ani nie chwila, kiedy próbujesz to udowodnić słowem. Laurent miał ciężką głowę i zaczynała pulsować nieprzyjemnym bólem od tego wybuchu płaczu. Zaraz przejdzie, w końcu przeminie, jak każda taka bolączka. One były tylko czasowe. To, co bolało serce, było o wiele bardziej trwałe. O czym myślisz? Co kryje się w twojej głowie, Flynn? I skąd w ogóle bierzesz te pokłady empatii? Po co? Dlaczego?

- Nie. - Naprawdę nie sądził, że to spotkanie między nimi dojdzie do skutku, a już na pewno nie sądził, że będzie wyglądało... Właśnie tak. - Dlatego szukam innego domu. - Niestety wcale nie czuł się wiele lepiej poza tym miejscem. W Keswick, rodzinnej posiadłości Prewett, było koszmarnie. Nie chciał też siedzieć na głowie kogokolwiek bliskiego, Bulstrode wystarczająco już go ugościli. Więc wracał tu. Ułożył dłoń na barku Flynna. - Czemu wtedy byłeś w takim stanie na tamtej plaży?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#32
21.05.2024, 02:27  ✶  
Czy to był ten przypadek, kiedy powinno się czcić kogoś jak księżyc? W ciszy i z dystansu obserwować zachodzące na nim zmiany, ale nie wyciągać rąk po coś, co zostało stworzone do oglądania? Nie. W jakim sensie może tak, ale nie w każdym... Bo księżyc wisiał nad nimi i istniał mimo wszystko, a Laurent zdawał się sypać - potrzebował pomocy, ale sam najwyraźniej nie wiedział jakiej. Co mu po nowym domu, jeżeli zaprosi do niego tych samych ludzi? Co mu po nowym domu, jeżeli urządzi go tak samo, jeżeli będzie trzymał w nim takie cholerne wazony z czystego sentymentu, jeżeli... ah no tak.

Znowu to robił.

Znowu zakładał na niego swój obraz. Ale jego namalowano tak, żeby takie wazony kupować tylko i wyłącznie jeżeli nie było szkoda ich stłuc. Wszystko dobierał tak, aby nie było przykro zniknąć, odejść. Nie miał żadnych planów innych niż bycie wśród ludzi, a on miał ten cholerny rezerwat i na pewno mu na nim zależało. Przyzwyczajał się. Chciał mieć swoje miejsce. To było coś, czego Flynn nigdy nie potrafił w pełni pojąć. U niego wszystko było na chwilę. Wszystko oprócz ludzi - ich chciał mieć na zawsze.

- I znalazłeś jakiś? - Wydawało mu się, że niebo znowu przeciął piorun, a później usłyszał potwierdzający to grzmot. Nie drgnął jednak, pozostając w pozycji, jaką Laurent najwyraźniej uznał za komfortową. Sam by jej w życiu za taką nie uznał - ten obraz przedstawiający Flynna zawierał też kanapę, na której mógł wyłożyć się z paczką czekolady i oglądać telewizję. A dlaczego był w takim stanie? Czemu go to w ogóle obchodziło? - Eh? - Rozproszyło go to, więc drgnął jednak i na kilka sekund przestał zadzierać głowę do góry. - Spiłem się, bo miałem focha. - Nie dostrzegał w tym nic szczególnie głębokiego. Nigdy przecież nie porzucił używek - swój stan uznawał więc za względnie normalny, zwłaszcza w kontekście tego ile razy chlali z Alexandrem wódkę przed zaśnięciem. Mogli mu mówić co chcieli, ale po alkoholu naprawdę łatwiej się mówiło i milej zasypiało. - Nie spodziewałem się tylko, że ktoś mi tam zacznie śpiewać, huh.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#33
21.05.2024, 08:20  ✶  

Musiał mieć swoje królestwo. Musiał nad nim odzyskać kontrolę i musiał je bronić. Tylko że zaczął robić też wszystko, żeby móc je porzucić. Dobrze prosperujące, zdrowe, silne, zdolne sobie poradzić, kiedy jego nie będzie, jak dziecko, które dopiero ma stawiać pierwsze kroki. I było też w tym coś zupełnie wstrząsającego, kiedy zobaczył, że on nie jest wcale temu miejscu niezbędny, a jego rezerwat nie jest już dzieckiem. Poukładał swoje klocki, poukładał zabawki i zobaczył, że one doskonale grają bez jego pociągania za sznurki. Takim sposobem sam doprowadził do tego, że poczuł się tu niepotrzebny. A kiedy człowiek był niepotrzebny to nic go nie trzymało w miejscu. To był tylko wymysł głowy, która miała za dużo kompleksów, bo to miejsce, gdyby go w ogóle nie było, to i w ogóle by nie powstało i dalej - być może ktoś by je naprawdę przejął, ale kiedy przychodziło co do czego to jego obecność była wręcz niezbędna. W porządku, przecież tego chciał - żeby się uwolnić. Myślał, że może robić coś innego. Skoro Fleamont z bandziora przeszedł do cyrkowca... czy ta droga była bliska? W cyrku też kradną. Nie myślał w kategoriach porównywania się do kogoś, bo tak gładko skakał z kompleksów do pewności siebie samego, że sam od tego wariował. Porównywanie się mogło być dobre, jeśli było budujące - i tak czasem robił. Zdecydowanie nie powinien się zaś porównywać do osoby, która mieszkała w przyczepie. A jednak to zrobił - i to wcale niezdrowo. Był zazdrosny. Był ciągle zazdrosny o Fleamonta, choć nie była to zazdrość paląca i nie była to zazdrość istniejąca dlatego, że miał swoje miłości daleko, daleko stąd. Zazdrościł tego, że Crow do kogoś przynależał, a on sam nie potrafił nikogo zatrzymać. Wszystko dlatego, że najbardziej chciał tego, czego nikt mu dać nie chciał.

Wydawało mu się więc, że widział, jakiego leku potrzebował i tonął, bo wiedział, że nikt mu tego leku nie da. Tak się człowiek poddawał i ponoć nie było niczego gorszego od przegranego mężczyzny, ale w swojej mentalności Laurentowi zawsze było o wiele bliżej do kobiety. Jakby Matka z niego zakpiła i celowo ukuła mu złe ciało, żeby na pewno był nieszczęśliwy. I żeby nigdy nie znalazł miejsca między morzem i lądem. Wiedział też, że potrzebował zmian. Sądził, że będzie szczęśliwy przykuwając się do tego miejsca, ale tak nie było. Szczęście istniało, ale w końcu zaczęło gasnąć, a on nie bardzo wiedział, gdzie teraz odwrócić swoje ręce, czym dokładnie się zająć. Tworzyć coś nowego. Musiał w coś zainwestować swój umysł, swoje możliwości. Tylko w natłoku tego, co się działo, nie bardzo było na to miejsce lub czas. Więc chciał stworzyć dom, który będzie jego. Gdzie będzie tylko on, Księżniczka z Wieży, Smok i... i brak księcia, ale może kiedyś.

- Znalazłem. - Przytaknął znów, czując, jak powoli te jego myśli zbierają się do kupy i chociaż były ociężałe to stawały klarowniejsze. Przymknął na moment oczy, a po otworzeniu ich spojrzał raz jeszcze na ten stłuczony wazon i piękną burzę. - Uwielbiam burzę. - Wyznał cicho. W końcu przerwał bezruch, złapał Flynna za dłoń i pociągnął go do kuchni. Puścił go dopiero, kiedy zaczął przygotowywać rzeczywiście - gorącą czekoladę. Sam musiał się napić, choć niekoniecznie słodkości. Bo sam sobie wyciągnął przygotowaną wodę z miętą i cytryną. Zaproponował również spojrzeniem Crowowi. - Moim najbardziej absurdalnym problemem stało się to, że chciałbym ten dom schować przed całym światem. Tylko jak budować bez ludzi? - Uśmiechnął się przelotnie, trochę go to bawiło. Ale tylko wtedy, kiedy jego umysł nie zakrywały te okrutne myśli, które czasami niebezpiecznie mocno grały na jego strunach. - O co był ten... foch? - Nie, nie zapomniał pytania, ale go odsuwał. Tego o swoją listę. Bo jednym z punktów tej listy było wypełnianie jakiejś codzienności. Nawet jeśli względnie zakazanej. - Lubisz muzykę?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#34
21.05.2024, 15:58  ✶  
Flynn wydał z siebie dźwięk świadczący o uldze, jaka rozeszła się po jego ciele.

- Chociaż tyle.

A tej burzy nie skomentował, bo wciąż nie podobało mu się to, jak bardzo Laurent był do niego podobny i jak dużo wiedzy o nim posiadał, jak wiele się domyślił... z perspektywy Flynna - chuj wie skąd. Nie widzieli się tyle pieprzonych lat i nagle jeden gościu zdawał się wiedzieć o nim wszystko. Okej, istnienie Widzących to nie był jakiś ewenement na skalę światową, ale nie potrafił dojść do tego, który z odłamów przebudzonego oka był tym jaki posiadał Laurent. Jasnowidz? To by nie zadawał tylu pytań i wcale nie szokowało go jego przybycie. Aurowidz? Zbyt wiele razy widział, jak Cain odczytuje wiszące wokół niego kolory, żeby teraz tego nie zauważać. Widmowidz? Do tego musiałby rozkładać jakieś świece. Grzebanie w snach wydało mu się najbardziej prawdopodobnie - zresztą on sam dużo o nich pieprzył - ale jego sny od zawsze były dziwne, inne, z jego rozumienia tego jak działało to w głowach innych - niespotykane. Zadając tyle pytań, zadałby pytanie i o to.

Poszedł za nim do kuchni, ale z zaproszenia do napicia się wody nie skorzystał.

- Czyli chcesz mieć kryjówkę - zauważył, szukając sobie miejsca, w którym mógłby stanąć. Ostatecznie oparł się biodrami o jedną z szafek, splótł swoje ręce na wysokości klatki piersiowej i spoglądał na niego zza roztrzepanych kosmyków, które opuściły luźno zaciśniętą frotkę pod wpływem szalejącego wcześniej wiatru. Był już całkowicie pewny, że następnego dnia zetnie włosy. Denerwowały go coraz bardziej. - Uhh, zadajesz mi za dużo pytań jednocześnie - wywrócił oczami. - Zależy jaką - odpowiedział najpierw na drugie z nich. - A ten foch czemu cię w ogóle obchodzi? Pokłóciliśmy się, bo ja chciałem iść potańczyć, a on był zmęczony. - Nie wydawał się być tym głęboko poruszony, ale wtedy... cóż. I jeszcze ta rozmowa z wczoraj, w której Alexander powiedział mu, że nie będzie się nim publicznie chwalił, bo muszą zachować pozory. Heh. I robili mu to oboje. Strasznie się o to oburzał, póki nie zrozumiał, jak bardzo bolało to też ich dwójkę. Aktualnie miał zamiar dać temu czas.

Pociągnął nosem dwa razy, aż wreszcie kichnął, zasłaniając nos i usta łokciem.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#35
21.05.2024, 18:03  ✶  

Doprawdy, co Crowa to obchodziło? I dlaczego to tak przeżywał? Czego on w ogóle chciał, co to było za spotkanie? Przyszedł tutaj, bo się martwił, zgoda. Pomagał mu zabić tę samotność, która chyba w trakcie burzy nie byłaby taka zła. Albo byłaby w ogóle lepsza, gdyby Crowa nie było od samego początku i po raz kolejny nie wstrząsnął nim i nie rozbił bańki z palonego szkła. Widok na rzeczywistość był konieczny do życia, ale wcale nie był miły do wglądu. Każdemu było lepiej zza różowych okularów. Żyjąc trochę obłudą, trochę nadzieją, trochę sobie mówiąc, że niby jesteś pogodzony. Teraz będzie, że to niesprawiedliwe, ale za godzinę Laurent powiedziałby, że to jego wina. Sam jest sobie winny - kiedy już nie miał szansy i siły się szamotać. Teraz nie miał. Fleamont też miał te chwile, kiedy nie gryzł, nie szarpał, kiedy jego dłonie nie zaciskały się do ciosu, tylko wciskały we własne ciało. Zobaczyć drugiego człowieka w takiej rozsypce... Laurent nigdy czegoś takiego nie doświadczył i naprawdę nie chciał doświadczać. Nawet nie dlatego, że doświadczenia się bał - dlatego, że żaden człowiek nie powinien tak cierpieć i skazywać siebie na taką mękę. Fleamont był pełen miłości i pełen pragnienia do bycia kochanym.

- Jest to lepsza alternatywa od zniknięcia w morskiej pianie. - Z której wyłoniła się sama Afrodyta, więc gwałtowne morze musiało być zdolne do zrodzenia czegoś pięknego. Kobieta bez rodziców, bez przeszłości, obiekt westchnień i pożądania, za którą upadłabym Troja, gdyby nie miała swojej Heleny. Stworzą kolejną i to ta kolejna dla niej upadnie. Mogło to brzmieć enigmatycznie, a może nie brzmiało? Nie był pewien, czy kiedyś, te lata temu, padły słowa o tym, że jest selkie. - Początkowo myśląc o wyprowadzce tak o tym nie myślałem, ale w tym domu stało się już tyle złego... wmawiam sobie, że następny nie będzie taki pusty. Będzie, ale przynajmniej będzie czysty od wspomnień. - Nie będzie w nim tych wszystkich rzeczy, które stały tutaj, nie będzie w nim ludzi, którzy przeszli przez to miejsce... Postawił mleko na kuchence, żeby się gotowało. Zapalił świece stojące przy szklanym pegazie. Wyciągnął dwa kubki. Dopił szklankę wody. Wszystkie te ruchy w czasie tej rozmowy i kiedy Flynn zaplótł ręce na klatce piersiowej były płynne i miały dać mu czas. Skupienie się na czymś, co nie było zawsze tą samą beznadziejną potrzebą szukania czyichś ramion, w których dobrze było tylko przez chwilę. No i kogo mógł za to winić? Tylko siebie. Miał w sobie coś, co łatwo wzbudzało zauroczenie ludzi. Traktowali go dobrze... w większości. Czasem nawet zbyt dobrze i zbyt słodko. Ale on z siebie robił życiową ofermę i nieszczęśnika - przecież nikt tego nie robił za niego, prawda? Fleamont układał sobie życie rozdzierają je na kilka kawałków. Miał dwóch wspaniałych mężczyzn, którzy o niego dbali. Tak, na swój sposób, bo każdy miał swoje granice, które należało uszanować. A jednak nadal dzielił to serce. Nadal udawał, że pewne problemy istotne dla nich nie istniały dla niego, żeby w pewnych momentach samemu sobie wbijać za to szpile.

- Ponieważ chcę cię poznać, interesuję się tobą. Ciekawi mnie, co myślisz i jak patrzysz na świat. - To było dobre słowo. Fascynacja. - Ponieważ chciałbym, żebyś był szczęśliwy, żebyś się prężył i jednocześnie uginał pod moją ręką. - Człowieka można zmienić i człowiek może się zmienić, ale nie można oczekiwać zmian na siłę. Rozciągać - nigdy nie łamać. - Ponieważ mam głupie serce, które mięknie w twojej obecności i się w tobie rozkochuję. Więc buduję więź. - Obrócił się przodem do Flynna i zajrzał w te śliczne, brązowe oczy, które śledziły tutaj każdy jego ruch i krok i które już tyle swojego czasu mu poświęciły. - Pewnego dnia ta więź będzie tak silna, że już nie wrócisz. Co ty na to? - W jego własnej głowie zabrzmiało to prawie jak prowokacja. Niekoniecznie się jednak nad nią zastanawiał.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#36
21.05.2024, 19:58  ✶  
Pokiwał głową w odpowiedzi, ale jego mina nie wyrażała głębszych emocji. Tej piany najzwyczajniej w świecie nie zrozumiał, więc nie miał pojęcia co mógłby dodać. Potrzebę zmiany miejsca zaakceptował bez żadnego komentarza, te bowiem wydały mi się zbędne. Uciekanie nie było głupie. Rozpoczynanie wszystkiego od początku wyszło na dobre jemu, dlaczego nie miało wyjść na dobre również Laurentowi? Flynn podchodził więc do tego pomysłu z uznaniem i nie zamierzał go zniechęcać. Zwłaszcza, że Prewett zdawał się mieć zasoby do realizacji wszystkich swoich zachcianek - musiał tylko podjąć decyzję. Nawet jeżeli okaże się zła - to chyba było warte próby? Uważał, że tak - dał mu więc tylko ten jeden znak - słuchał go i był z nim myślami.

A później te myśli zaczęły się rozbiegać. To co słyszał stanowiło jednocześnie spełnienie marzeń, z którymi tutaj przyszedł i największy, najpotworniejszy kurwa koszmar. Czyste świadectwo jego ostatecznej upadłości jako człowieka wartego jakiegokolwiek szacunku. Serce nie powinno zabić mu tak mocno, ale zabiło - ledwie sekundy po tym, jak mówił o Alexandrze. W jaki niby sposób miał nie czuć się potworem? Nigdy nie chciał ich krzywdzić, nie chciał żeby przez niego płakali, nie chciał żeby się ze sobą porównywali, ale tak bardzo chciał mieć ich obu. Mijały tygodnie odkąd przyznał się Alexandrowi do prawdy i teraz... Teraz robił mu to znowu. Tym co Laurent zobaczył w tych brązowych oczach była panika - ta sama, jaką czuł w chwili, kiedy usłyszał to nieznośne, dudniące mu w głowie „tak”.

- Laurent... - Nie było w nim teraz tego człowieka rzucającego odważnymi tekstami w brudnej od własnej krwi pościeli. Uciekał spojrzeniem w bok, bo w tej chwili poczuł się najprawdziwszą wersją siebie, walczącą z siłą mającą nad nim nieoczekiwaną kontrolę. - Ja... - On też czuł to napięcie, nie potrafiłby tego ukryć, ale to nie zmieniało nic w tym, że serce Flynna nie należało tylko do niego. Bardzo dobrze pamiętał kiedy ostatnio czuł takie napięcie w cholernej kuchni. Z Bletchleyem mówiącym mu, że rzeczą jaką ma zapamiętać do końca życia jest bycie przez niego kochanym. Ułożył więc rękę na klatce piersiowej Prewetta, spoglądając na niego z dołu z przygarbionej pozycji. - Jeżeli nadejdzie dzień, w k-którym nie będę odliczał g-go-odzin do swojego powrotu do F-ffantasmagorii - do ramion kogoś, kto uratował mu życie - w którym ani razu nie spojrzę t-tęsknie w niebo zastanawiając się, czy człowiek będący moją bratnią duszą też o-o mnie myśli - a przynajmniej uważany za nią, bo czuł przy nim, że żyje i być może nie wszystko musiało mieć tak cholernie złe zakończenie, nawet jeżeli robił to na przekór temu co widział - to nie jestem szczęśliwy. Nie będę się prężył ani uginał pod niczyją ręką. Jestem martwy. - Zabrał tę rękę po to, żeby przejechać nią po swojej spoconej teraz twarzy. Bardzo niepewnie powrócił spojrzeniem do jego oczu. W tej jednej rzeczy pozostawał bardzo uparty - zawsze do niego wróci i zawsze będzie pamiętał.

I najwyraźniej zawsze da się wytrącić tym z równowagi. Zacisnął pięść, wbijając paznokcie w skórę ręki. Oddychał. Oddychał, ale jakim kurwa kosztem.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#37
21.05.2024, 20:39  ✶  

Ciepły blask świec komponowany przez błyski burzy pokazywał człowieczeństwo w martwym. Ten ciepły blask świec podkreślał upiornie zmęczone lico anioła i światłocieniem malował rogi na zgarbionym szczurze. Ach nie, to tylko krańce skrzydeł tej figurki odbijały się na ścianie ponad głową Crowa... Przysiągłbym, że to były jednak rogi. Blask, który miał wygrać z ciemnością, jaka powoli pożerała świat kawałek po kawałku, sprawiał tylko, że cienie stawały się głębsze i gęstsze. Jeszcze bardziej wyraźne, gdy oczy przestawały się do nich przyzwyczajać. Burza, która powinna chronić prywatność i gubić wszystkie słowa, każdy z płaczy, teraz sprawiała, że głos jakoś był zniżony. Nie musieli go chronić przed samymi upiorami strzelającymi z czarnych chmur, a jednak wydawało się to być właściwe.

Nie było potrzeba odwagi. Nie potrzeba było ślicznych słów, pięknych metafor. Laurent wiedział, czego chciał. Zawsze niemal wiedział, czego oczekuje od drugiej strony, dopóki nie zaczynała się gra, która mieszała w głowie. Nie wiem czy wiesz, ale każdy z twoich kroków niósł siłę tajfunu, który mieszał w moim sercu. To było poetyckie. I zarazem zbyt mocne. Bo tak jak zawsze, tak i teraz Laurent się stopował. Wstrzymywał z przeświadczeniem, że nie może siebie samego zainwestować, żeby znów nie przeżyć rozczarowania. Zebrał więc kosz wszystkich słów i zapewnień Flynna, jego niezrozumienia i jego frustracji i ułożył go w słowa zwrotne. Doceniał te słodkości, potrzebował jego pomocy, był wdzięczny. Tylko czy to było odpowiednie, żeby spoglądali na świat zza tego przypalanego szkła? Zza szyby zalanej wodą, przez którą ledwo widać błyski i wzburzone morze? Może rzeczywiście Laurent był po prostu fatalnym panem serca?

To był ten Flynn, który pękał. Status zawrócił koło. Rysowanie linii, odsuwanie się, czczenie na ołtarzu jak pies - wszystkie słowa i gesty po kolei, żeby zawrócić do tej chwili.

- Stoisz tu i odliczasz godziny do powrotu? - Było wiele bolesnych ostrzy, które można wbić w brzuch człowieka i wyznaczyć tą krwawą linię, o której wcześniej wspominał. To był jeden z takich noży. Tylko że z jego przyjmowaniem ran na siebie blondyn jeszcze się wzbraniał, odbijał na tarczy, która była ochroną "niezrozumienia". Bo może jednak ten głuptasek ujął coś nie tak, nie to miał na myśli. Złapał te jego dłonie, żeby znów sobie czegoś nie zrobił. Zacisnął swoje palce na jego rękach, żeby je zająć. Pewnie nie powinien tego robić, bo dlaczego niby miałby pomagać temu Szczurowi? Czemu w ogóle miałby się nim przejmować? I tak wracają do pytania: co cię to obchodzi? - Flynn. Ty już to robisz pod moimi dłońmi. - Uginał się, troszkę, delikatnie, a jednak. Dawał mu coraz więcej mechanizmów mogących uruchamiać konkretne punkty zapalne - Laurent uczył się tego błyskawicznie. Więc teraz znów... czy rozumiesz, że mogę stać się bardzo złym człowiekiem? Muszę się bronić przed samym sobą, nosić tę wrażliwość jak miecz i tarczę, bo przecież inaczej nie zostanie już nic. Tylko ten mrok, ta głębia, ta pustka, w której trzeba panować. - Nad Śmiercią też można zapanować. - Tak, można. Laurent wiedział o tym wiele, więcej niż powinien. I to nie tylko tą prawdziwą... bo jak się domyślał - Edge mówił o śmierci społecznej. W końcu był kimś, kto żył pod Nokturnem. - Powinieneś być dumny, że nosisz takie silne uczucia do tej... tych osób. Skąd więc w tobie tyle niepewności?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#38
23.05.2024, 09:28  ✶  
Wspominając chwile spędzone w kuchni domku, do którego wyjechał na te z różnych powodów pamiętne wakacje, Flynn zaczerwienił się jeszcze mocniej, ale tamto wyobrażenie jakie miał w głowie szybko rozmyło się, kiedy został złapany za ręce. Dłonie zaciśnięte teraz na jego skórze były zupełnie inne - delikatne, nie budowały tego samego napięcia nawet mimo tego jak łatwo przyszło mu się skulić przy tej szafce kuchennej. Czuł się mniejszy niż zwykle, jednocześnie Laurent nie był kimś, przy kim mógłby poczuć się całkowicie uległy.

- P-powiedziałem ci, że zawsze do niego wrócę. Chciałbyś mieć kogoś, kto nie do-otrzymuje takich obietnic? - Chciałby mieć dla niego jakieś dobre wieści, coś kojącego serce, ale miał dla niego tylko to - przykry fakt, że to nie jemu złożył tę obietnicę. - I znasz odpowiedź na to pytanie, Laurent. To, że kocham mocno, nie znaczy, że jestem łatwy do kochania. - Powiedział mu to tam... wtedy, w tym łóżku. Ale najwyraźniej jak każdy potraktował to jako żart. Nie było łatwo go kochać, a to przecież męczyło. Po jakimś czasie wszyscy chcieli od niego odpocząć. Odkrywali, że można być w relacji przynoszącej spokój, a nie wieczną sinusoidę skrajnych nastrojów demolującą ich życie. Docierało do nich jak przyjemny mógł być seks, po którym nie czułeś się zniszczonym. - Mogę być twoim psem, ale to nie znaczy, że będę posłuszny i nie przegryzę łańcucha. Wiesz... - Splótł ze sobą ich palce, bo bał się, że Laurent pod wpływem tych słów ucieknie. Niby nie mógł go zatrzymać, ale mógł przynajmniej dać znać, że tego nie chce. - Lubię to jak na mnie patrzysz. Lubię słuchać o tych pierdołach, które opowiadasz. Lubię cię, jak się uśmiechasz i jak płaczesz. Lubię to nawet mimo tego, że dostrzegam pod tą pierzyną twojej osobowości coś, co mnie przeraża. Coś zdolnego do zdarcia sobie gardła od darcia się, żeby wymusić ułożenie wszystkiego na swoim miejscu, ale... - Nabrał więcej powietrza, trochę jakby się dławił, ale okazało się, że żeby to powiedzieć potrzebował jeszcze kilku długich sekund. - Prawda jest taka, że ja uginam się pod cudzym wpływem tylko na tyle, w jakim stopniu na to pozwolę. - Nawet próbując spełniać cudze zachcianki żył według własnych zasad. Rozciągał dane mu zadania tak, aby wpisywały się chociaż minimalnie w jego kulawy system wartości. - Myślisz, że nad śmiercią da się zapanować? - Oh, bardzo mu się to nie spodobało, bo to brzmiało jak ciągoty do magii, która go odrzucała. - Ktoś - Fontaine oczywiście - kto powiedział mi to dziesięć lat temu ma dzisiaj wszystko, czego chciał oprócz mnie. Zgadnij dlaczego. - Mimo widocznego na jego twarzy dyskomfortu wciąż się nie odsunął. Zamiast tego bawił się biżuterią, jaką Laurent nosił na palcach. - Daj mi jakiś pierścionek. Taki, który dobrze ci się nosi. Oddam ci go szybko.

Sam nie zauważył, kiedy zaczął szeptać. To było na początku, czy przy końcu tej wypowiedzi? Ostatnie zdanie na pewno wypowiedział szeptem, a resztę... Pewnie tym łamliwym głosem brzmiącym, jakby zaraz miał się gdzieś schować.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#39
23.05.2024, 10:13  ✶  

Zabawne, albo tragiczne, było to, że nie oczekiwał nawet od niego tych wszystkich słów, obietnic, tych... wyznań, jakie Flynn potrafił z siebie wyrzucić. Jego zdaniem - całkowicie niepotrzebnych. Fałszywych. Prawdziwe było może rzeczywiście tylko to, że wróci. Że kochał? Tak, pewnie kochał - dokładnie to samo, co kochali wszyscy wokół, kiedy kochali. Albo kiedy kochali to kochali dokładnie tak, jak można kochać przyjaciółkę, z którą czasami dasz sobie buzi i się przytulisz, żeby wasz dzień stał się fajniejszy. Jednak Flynn postanowił mu napakować głowę tymi wszystkimi słowami, które nie miały prawa pokrywać się z rzeczywistością. Bo dla Flynna był dokładnie tym, czym dla innych. Tym ślicznym chłopaczkiem, którego trzeba bronić. Gratulował prawie samemu sobie, że na to uważał i że nie wpadał w tę sieć - w końcu sam był pająkiem, wiedział, czym była tkana. Rozumiał te drgania. Rozumiał te manipulacje, chociaż nie wydawało mu się, że czarnowłosy robił je świadomie. Raczej wydawało mu się, że on czuł całym sobą i to, co czuł, wypluwał z siebie na bieżąco nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Nie żyjąc w przeszłości, nie patrząc w przyszłość - tkwiąc w tu i teraz.

- Tak, znam tą odpowiedź. A ty znasz? - Bo może też zapomniał, albo nie chciał wiedzieć, albo... cokolwiek miało się tam wydarzyć w tej głowie. Tylko ze to zupełnie nie o to chodziło. Nie o jego nastroje, nawet nie o to, że kochał kogoś jeszcze. Rozumiał, jak to jest dzielić serce i przeżywać jego zrywy - były częścią jego samego, były częścią tego, jak wiele i mocno czuł. Pierwsze pytanie potraktował jako pytanie, które samo się odpowiadało - przecież było oczywiste, tak? Ale Flynn potrzebował słów, więc postanowił, że nawet jeśli było retoryczne to nie pozwoli mu odpowiadać sobie samemu w głowie. - To, że ich dotrzymujesz, czyni cię piękniejszym. - Pogładził kciukiem jego dłonie, w końcu złożył je ze sobą, żeby zamknąć w tych swoich słabych rękach. I zaraz po tym ich palce zostały ze sobą splecione. Zacisnął je na ręku Flynna - żeby nie miał wątpliwości, że jest. Że przecież nie rozpłynie się w morską falę, jak niektórzy się tego obawiali. I słuchał. Dotykał jego skóry, przesuwał leciutko palcami. Patrzył na niego. Na osobę, która chyba uważała, że gotów był naprawdę z batem nad kimś stać... może byłby. Ale na pewno nie dziś, nie jutro i nie pojutrze. - Wiem o tym. - Wiedział? Zgadywał. Nie, nie zgadywał... czuł. Widział. Widział to w jego zachowaniu - w tym, że niektóre rzeczy chciał robić jak mały piesek, a w innych przypominał wściekłego wilka, który był odchowany w lasach i nie zapomniał, czym jest smak i ekscytacja polowań. Wiedział o tym, bo widział to nie raz. Rozumiał to i podobało mu się to. - Powiem ci coś, co mnie bardzo zawstydza. Co sprawia, że sobą gardzę, ale jest częścią mnie. Jak wiele aspektów, na które wolę nie patrzeć. - Włącznie z tym, o którym Crow mówił, że go przerażało. - Nudzę się ludźmi, którzy są plasteliną pod moimi palcami. - Kontrola miała wiele form. Laurent wiedział, że nie ma żadnej postury człowieka zdolnego zaskarbić sobie posłuch głosem czy wypiętą piersią. I wtedy Laurent zaczynał szukać czegoś nowego. Chyba dokładnie to samo, co działo się z New Forest. - Tą, której jesteś poddany, na pewno. - Uśmiechnął się w tych półcieniach świec, chociaż bardzo nikle. Niemal niezauważalnie.

Na moment zapanowała cisza po jego prośbie. Nawet wolałby, żeby nie nastąpiło po tym zapewnienie, że go szybko odda. Puścił ich dłonie, spojrzał na to mleko, które się gotowało i odstawił je na bok, żeby nie wykipiało.

- Wiem też, że jest ci przykro.- Przykro mi, Laurent. Bo to zawsze będzie "przykro mi, ALE mam kogoś innego". Było w tym wszystkim coś okropnie pustego. W Laurencie. Jego głos ciągle miał w sobie to ciepło, które oddawał Flynnowi, bo... bo sam nie wiedział, dlaczego. Just want to fit in. Już nie miał po prostu na to wszystko siły, już się wypłakał, ciągle miał czerwone oczy i ciągle ciężką głowę. - Chodź. - Złapał go za dłoń i zabrał do swojej sypialni, ale nie w niej się zatrzymał. Stuknął w ścianę sypialni, by otworzyć magiczną ścianę swojej garderoby. Bardzo dużej garderoby. Tam też stała toaletka z wielkim lustrem. Przysiadł przy niej i sięgnął po jedną ze szkatułek. Przez moment przeglądał jej zawartość - złoto, srebro, klejnoty. Dominowały barwy błękitu. W końcu wyciągnął jeden z nich i obrócił się do Flynna, żeby włożyć mu go w dłoń. - Proszę. Nie oddawaj mi go. - Obrócił się znów, by pozamykać szufladki tych ślicznych szkatułek. Wszystko warte było krocie. Pierścionek, choć drobny, w dłoni Flynna również. - I nie możesz być moim psem, Crow, bo nie jesteś psem. - Położył nacisk na ostatnie słowo, zamykając ostatnie wieczko. - Jesteś człowiekiem, który za dużo w życiu wycierpiał i potrzebuje miłości. - Wstał i obrócił się do niego.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#40
23.05.2024, 11:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2024, 11:51 przez The Edge.)  
- Wyryła mi się w głowie bardzo wyraźnie.

Myśl o byciu człowiekiem trudnym, wymagającym uwagi i cierpliwości. Którego wręcz nie dało się kochać bez przemilczenia pewnych rzeczy, bez powstrzymania się przed zadaniem konkretnych pytań, czego Prewett najwyraźniej nie potrafił zrobić. Ciężko było go kochać i ciężko było być przez niego kochanym, bo ciągle coś wymyślał, bo ciągle chciał gdzieś iść i coś robić, miał ochotę opowiadać o różnych rzeczach, ale kompletnie nie potrafił tego robić, bo wyciągał innych z ich stref komfortu, w jakich się zamykali, a nie zamykali się w nich bez powodu, bo pokazywał im jak odnaleźć innego siebie, a później potrafił zniknąć z dnia na dzień i miał wrażenie, że nigdy tego nie odpokutuje, więc nieustannie się tym zadręczał. Zawsze krzywy i nieidealny. Chciałby być takką plasteliną. Może gdyby był nienagannie takim, jakim od niego oczekiwano, to ten strach, że jutro każą mu się spakować (dobry żart, przecież poza kurtką i dosłownie jedną książką nie miał nic), albo do Fantasmagorii dotrze list o byciu zajętymzajętymZAJĘTYM przez kogoś innego, może... może to wszystko minie. Gdyby był taką plasteliną, gdyby dało się wygnieść w nim to, co chciało się mieć, przestałby w końcu żreć tyle słodyczy, jadłby normalnie, porzucił używki, ubierał się normalnie, a nie jakby chciał sprowokować wszystkich i wszystko, nie wyłączał się nagle i nie siedział cicho, bo nie miał już energii na socjalizację. Bycie ciekawym miało przecież swoje zalety, ale główną z nich wydawało się być to, że dało się znudzić nim później niż wcześniej, ale i tak w końcu się nim znudzisz, a on pozostanie wspomnieniem. Wspomnieniem, które nigdy nie przestało czuć. Psy też czuły, więc zamiast być czymś, co czuje... oh jak miło byłoby być czyjąś wyśnioną koncepcją. Kimś na swoim miejscu.

Ale on nie był taką plasteliną. Nie wiedział do końca, kim jest, ale zauważał przecież te rzeczy. Posiadanie w sobie więcej esencji, niż by chciał. Zasady, których nie potrafił dla niej złamać, bo brzydziłby się rąk splamionych krwią kogoś niewinnego. Jakaś taka beznadziejna potrzeba buntu. Zły gust. Zamiłowanie do słodkich smaków, do muzyki, do dziwnych opowieści. Do tłumaczenia sobie świata fizyką, bo pomagało mu to odnaleźć coś będącego zastępstwem bogów, w których nie wierzył. Miał głupie marzenia o wyjechaniu poza granice kraju jeszcze raz, o zobaczeniu na żywo czegoś takiego jak palma rosnąca dziko, przejechaniu się na kolejce górskiej, tylko musiał odłożyć na to pieniądze. Musiał, bo wiedział też bardzo wyraźnie jakich rzeczy nie lubił - jedną z nich był niepotrzebny przepych. W przeciwieństwie do Laurenta nie potrafiłby posiadać takiej szafy (?) pełnej błyskotek, kompletnie nie rozumiał, po co coś takiego gromadzić, nawet jeżeli nosił na ciele różne ozdoby. Rzeczy pokazywane mu przez Perseusa, cholernie drogie wina, jakie mu wtedy polewał - takie rzeczy miały swój urok, ale jednocześnie wydawały się tak obce. Tak jak on musiał się wydawać tym wszystkim rzeczom w ukrytej garderobie... Spoglądał na te przedmioty z takim samym zmieszaniem co one na niego.

- Czemu nie chcesz go z powrotem? - Prawdę mówiąc to nie wiedział, bo miałby z nim zrobić. Potrzebował dać Viorice jakiś rozmiar, tak? Pierścionki miały różne rozmiary. On by tego nawet nie wcisnął na swój palec. Stał za nim spokojnie, z podkulonym ogonem słuchając tego, że jednak nie mógł. - Szkoda. - Odparł cicho. - Lubiłem, jak mnie tak nazywałeś. - Nie pamiętał już nawet, kto pierwszy rzucił tą zaczepką, ale był na tyle uzależniony od pornografii i wyuzdany, że naprawdę mógłby leżeć na tym tarasie pod jego nogami. Leżeć i milczeć. - Łudziłem się, że dasz mi obrożę, a ty dajesz mi biżuterię. - Mógłbyś przynajmniej klęknąć, przeszło mu przez łeb, ale nie dodał tego głośno. Ostatnio... żarty o małżeństwie nie bawiły go tak bardzo. Przez ostatnio miał na myśli głównie wczorajszy dzień.

Miękkie teraz spojrzenie brązowych oczu było wlepione tylko i wyłącznie w Laurenta.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (23374), The Edge (19404)


Strony (8): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa