• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[7.8.72, wczesny ranek. Warownia] Nić zielona jak nadzieja

[7.8.72, wczesny ranek. Warownia] Nić zielona jak nadzieja
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
20.05.2024, 09:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2025, 12:08 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic

O czymś zapomniała.
Ta myśl tłukła się Brennie po głowie od chwili, w której wstała - o absurdalnie wczesnej porze, zwłaszcza po tym, jak wczoraj poszła spać absurdalnie późno. Coś jej uciekło. Ta myśl towarzyszyła jej, gdy się ogarniała, kiedy szybko robiła śniadanie i wreszcie prześladowała ją też teraz, gdy wyszła na zewnątrz i przysiadła na werandzie, z kubkiem gorącego kakao w ręku, zapatrzona na czereśniowe drzewa.
Świt wstał dopiero niedawno, niebo było jeszcze blade, jakby wyssane z kolorów, tym najjaśniejszym rodzajem błękitu. W promieniach wschodzącego słońca iskrzyła się rosa na trawniku, który ledwo wczoraj wycięto niemal do zera, a który zdążył znów wybujać ponad miarę. Ptaki ćwierkały głośno pomiędzy gałęziami drzew w sadzie, a Brenna robiła nerwowy przegląd wszystkiego, co miała załatwić.
Ciastka? Zamówione. Dekoracje? Czekały w pudłach w przedpokoju, na wyładowanie i ułożenie pomiędzy drzewami. Lustro na imprezę? Dostarczone wczoraj. Koordynaty wyspy, która pojawia się i znika? Wyuczone na pamięć. Łódź, której mieli jutro użyć? Tak, potwierdzała to jeszcze wczoraj, zanim poleciała do Olivii... Może więc chodziło o coś w pracy? Wzięła w sierpniu trzy dni wolnego (drugi raz tego lata, skandal, wykorzystała w ciągu tych ośmiu miesięcy aż pięć dni wolnego, wprawdzie z zeszłego roku, ale i tak), i poprzestawiała trochę grafik w pracy, by znaleźć miejsce na zorganizowanie potańcówki i sprawę wyspy. Może czegoś nie ogarnęła? Raport o sprawie morderczy mugolaczek zdany Caspianowi, sprawa kłusowników chwilowo czekała na jeden nakaz, porwane pisklaki wciąż ją gryzły w metaforycznym sensie, ale tutaj musiała czekać na pewną informację...
A może nie zapakowała ładnie prezentu dla Millie?!
Odwróciła się gwałtownie, i omal nie wylała kakao na bluzkę Mildred, która najwyraźniej też wpadła na pomysł, aby rankiem wyjść na zewnątrz, korzystając z pięknej pogody, ewentualnie chciała zabrać się do szykowania dekoracji.
- Przepraszam! - powiedziała Brenna, cofając się. Omal przy okazji nie spadła ze schodka, prowadzącego na ganek. - Jak się spało solenizantce? - spytała, odzyskawszy równowagę. I przy okazji przypomniała sobie, że przecież zamówiła dla Mildred płótna, która były opakowane w ochronne papiery, i ona wczoraj dołożyła do nich czarne wstążeczki. Nie, to jednak nie to jej uciekało... - Jadłaś już śniadanie?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#2
24.05.2024, 14:10  ✶  
Millie spała bardzo krótko, choć tak na prawdę bardzo dobrze, jak na to ile potrafiła sypiać przed Beltane. Leki pomagały, inna rzecz, że przespała cały miesiąc i teraz zwyczajnie nie chciała spać wcale. Chciała żyć. Chciała sycić się każdym momentem wolności. Wczorajszy dzień był już za nią, nadchodził kolejny i kolejny i kolejny...

W godzinie wilka, gdy było najciszej, gdy słońce jeszcze nie wstało, wyszła w białym podkoszulku ukradzionym bratu z szafki, gdy przez moment byli w Londynie, wyszła jak zjawa podeptać trawę, dotknąć ziemi, popatrzeć na mgłę w pierwszych promieniach pudrowego różu budzącego się słońca. Ogród był piękny. Zarośnięty. Dziki. Tajemniczy. I była tylko ona i mgła i taniec, w końcu, gdy nikt nie patrzył, nikt nie pilnował, nikt nie oceniał wariatka czy normalna. Była tylko ona i sen pierzchający przed jawą, tylko ona i koszmar pełgający wśród ździebeł trawy, tylko ona i ulotna myśl o świcie, o nowym początku, każdego dnia gdy decydowała się wstać. Mimo wszystko.

Gdy Brenna pojawiła się w jej zasięgu, Millie już nie tańczyła, choć czuła że jest ubraną w mgłę rusałką, która zaraz miała stać się wojownikiem w twardej zbroi, nawet jeśli to nie był dzień na walkę. Rozciągała się, próbując nie zwracać uwagi na kostki otarte korą. Musiała wrócić do formy, musiała wrócić na służbę, a w szpitalu dziwnie patrzyli gdy ćwiczyła, gdy szukała starej rutyny pozwalajacej skutecznie bawić się w kotka i myszkę ze śmiercią. Gdy pojawiła się Brenna, Millie chciała się zakraść i ją wystraszyć co niemalże się udało.

– Nie przepraszaj stara, kilka plam w tą czy drugą... – wyszczerzyła do przyjaciółki dwa rzędy białych ząbków. – Spałam doskonale dziękuję. Mam nadzieję, że Alik też, bo przedwczoraj to.. nie wiem, on chyba mysli, że jak ja zasnę to znowu no ten... zasnę, wiesz o co chodzi. – sposępniała na moment, bo dzień wcześniej nie wchodziła aż tak w detale swojej prośby by nocować w Warowni. Znaczy wchodziła o tyle o ile "bla bla bla przygotowania bla bla". – Mm... dzięki że miałaś na niego oko przez ten czas kiedy wiesz, kiedy miałam odsiadkę – dodała, a potem speszyła się na pytanie o śniadanie. – Ja? No tak oczywiście, znasz mnie przecież ja z domu nie wychodzę posilenia się parówką i dwoma jajkami jak każda szanująca się angielska pannica. – cmoknęła i od razu spróbowała odwrócić jej uwagę od tematu. – Co robisz? Pomóc Ci jakoś?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
24.05.2024, 20:18  ✶  
W sadzie Longbottomów zawsze panował pewien… chaos, chociaż w tej chwili ten wyrywał się spod kontroli nawet jak na gusta Brenny. Trzeba było jednak przyznać, że w porannej, rozwiewającej się już powoli mgle i promieniach słońca prezentował się faktycznie jak z krainy baśni. Brenna to dostrzegła, ale jednocześnie odnotowała pragmatycznie, aby pamiętać o wycięciu części roślin, które wyrosły tak od wczoraj, zanim pojawią się goście.
Może to o tym zapomniała.
– Kakao jednak jest lepsze w żołądku niż na ubraniu – powiedziała, obdarzając Millie uśmiechem. Uśmiech nie zgasł i wtedy, kiedy wspomniała o tym, że Alastor boi się, by znów nie zasnęła: chociaż nie mogła go winić, bo sama trochę się tego bała. I jakoś cieszyła się, że Mildred chwilowo jest u nich, nie w jednym z mieszkań Moody’ego. Nie żeby chciała oceniać warunki mieszkaniowe przyjaciół, ale wolała, by Millie nie była sama zaraz po wyjściu z Lecznicy Dusz i żeby skrzat mógł w razie czego szybko zareagować. – Myślę, że Alek nie potrzebował opieki i obawiam się, że nie zrobiłam wiele – stwierdziła, całkiem szczerze zresztą. Alastor nie był człowiekiem, który chciałby się zwierzać, a ona z kolei nie mogła spędzać u jego boku tyle czasu, ile by chciała. Pęd, w jaki popadła, sprawiał, że miała wyrzuty sumienia: poświęcała za mało czasu przyjaciołom. – Ale dbałam o to, aby nie zabrakło mu kanapek i sałatek z kurczakiem – dodała zaraz, a jej mina stała się nieco figlarna. Latem z przyczyn oczywistych Millie ich nie dostawała, ale już wcześniej się zdarzało, że podsuwała jedzenie obojgu Moodym. – Cholera. Zjadłam tylko tosta. Chyba za mało się szanuję jak na angielską pannicę – westchnęła teatralnie i upiła łyk z kubka.
– Zaraz możemy zacząć szykować rzeczy – mruknęła, rozglądając się jeszcze raz po ogrodzie. Lekki wiatr zmierzwił jej włosy, a ona głęboko w płuca wciągnęła rześkie, poranne powietrze. – Wydaje mi się, że o czymś zapomniałam. Pomyślałabym, że czegoś nie kupiłam, ale nie ja robiłam zakupy… – stwierdziła z zamyśleniem. Miała cholerną nadzieję, że chodzi o coś prozaicznego, a nie związanego z wyspą. O tym jednak nie chciała wspominać przy Millie: mogłaby zapragnąć iść z nimi, a Brenna wiedziała, że ta nie jest gotowa iść do miejsca, które na kilka osób sprowadziły śmierć, a na inne szaleństwo.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#4
24.05.2024, 23:13  ✶  
– To fakt, mogę łyka? – zapytała. Nie chciała brać więcej, nie chciała też iść, uciekać z ogrodu, bo był taki piękny o świcie. Mildred była miastową pannicą i kochała Londyn ponad wszystko, jednak czasem dobrze było wyjść na zewnątrz i dotknąć ziemi. Zwłaszcza jak ostatnie trzy miesiące (plus jeden w pamięci) nie były zbyt kolorowe. Lecznica dusz nie dbała za bardzo o komfort swoich pacjentów, a może zwyczajnie dbała o to w inny sposób, niekoniecznie kolorystyczny. I fakt, że mogła rysować tylko węglem... nie pomagał, choć teraz, och te akwarele od Perygrinusa w końcu pójdą w ruch!

– Dobrze, że mu dawałaś jeść, on sam by pewnie zapomniał wiesz... my Moody tak mamy. – uśmiechnęła się słabowicie, wspominając pakiety posiłków, które musiała w siebie wmuszać o stałych porach. Były za to punkty, widziała sanitariuszy, którzy czujnie patrzą i notują. I mówią O hej, panna zjadła, znaczy leki działają. Nienawidziła tego, jeszcze chwila i zaczęliby ją ważyć. W zdrowym ciele zdrowy duch ja pierdole powinni to wymalować na każdej ścianie, żeby było w co celować podczas żygania. Z jedzeniem od Brenny było inaczej. Brenna o nich dbała a to było lepszą przyprawą niż głód o którym się tak łatwo zapominało w ciągu dnia.

– Na pewno wszystko jest a jak nie to chuj z tym w sensie no... Bertie rano przyniesie torta, Nora dostarczyła już dzisiaj ciasta i babeczki, jeże poklejone, blamingi ustawione. Myślisz, że ludzie się nie zesrają, że trzeba się przebrać? Znaczy, że można się przebrać? W ogóle Thomas coś kręcił nosem to się z nim założyłam, o jeden strój którego ten męski mężczyzna na pewno nie założy. Ale sobie pomyślałam, że podbije stawkę, to może chociaż wiesz... karciany tabardzik narzuci na dupę, czy coś. – rozmyślała, mimowolnie łapiąc się za stopę i rozciągając zastałe ścięgna nóg. Czuła się jakby zmuszali ją do leżenia rok, a nie ledwie jeden kwartał. – Kiedy w ogóle jest jakaś akcja? Mm... wróżyłam wczoraj z fusów Erikowi i trochę się martwię o nadchodzący miesiąc.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
25.05.2024, 23:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2024, 18:57 przez Brenna Longbottom.)  
– Jasne – odparła Brenna, wyciągając do Millie kubek. Nie była to pewnie prośba często słyszana w domach czystej krwi, ale Brenna nie miała większych oporów wobec wyjadania z cudzych talerzy albo podsuwania własnego (talerza czy kubka) innym.
Poza tym ciężko byłoby jej teraz odmówić Millie czegokolwiek. Nie tylko łyka kakao.
– Jestem pewna, że pamiętał o jedzeniu – zapewniła, chociaż prawda była taka, że Alastor faktycznie o siebie specjalnie nie dbał. A Brenna bardzo się starała go o to nie nagabywać, bo był dorosłym człowiekiem, i tylko czasem podsuwać mu kanapkę, nieodmiennie albo osobiście, albo z liścikiem, z niewielkim, ledwo zauważalnym znaczkiem, który dla kogoś postronnego był ot przybrudzeniem na pergaminie, a Moody’emu miał potwierdzać, że podarek pochodzi faktycznie od Brenny, nie kogoś, kto sfałszował jej pismo. – Może więc zapomniałam o czymś innym. Nie wiem, napisać jakiś raport albo coś… – westchnęła. Przyglądała się Millie uważnie, gdy zaczęła się rozciągać, chociaż na razie nic nie wskazywało na to, że działo się cokolwiek złego.
Kiedy jakaś akcja?
Już za moment, Millie…
Brenna nie była może mistrzynią kłamstw, ale na pewno doskonale umiała poprzestawać na półprawdach. Nie czarowała poetyckimi słowami jak Morpheus, nie umiała zwodzić urokiem jak Jonathan, ale za to przeinaczanie słów… tak, to wychodziło jej całkiem dobrze.
– Mamy trochę planów – powiedziała, Mildred zresztą nie uwierzyłaby, gdyby powiedziała, że nie. – Szukamy pewnego artefaktu, poza tym trzeba dostosować do naszych potrzeb Księżycowy Staw, a to pochłonie trochę czasu.
Zadarła na moment głowę, spoglądając na ptaka, zrywającego się do lotu. I gdy wiatr zmierzwił jej włosy, przypomniała sobie…
(To było tak dawno temu.)
(W innym życiu?)
I…
Brenna zamarła, wpatrując się gdzieś przed siebie, a wspomnienie – obce, znajome, utracone – wciskało się jej do głowy tylko po to, by zaraz spróbować się z niej wyrwać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#6
27.05.2024, 18:51  ✶  
Brenna zaczęła się motać. No tak.
– Aj weź, no mam wolne co nie? W sensie, nie pytam dla siebie, po prostu się martwię, bo kurwa, te filiżanki nie były najmilsze no... Jakieś gwoździe, balony, zawody, bóle, cierpienie... nigdy przy krańcu naczynia, ale zawsze. Zrobimy tak jak miałyśmy umówione, że se pojadę do Księzycowego na generalne porządki. Tego nie możesz mi odmówić. – och, zdecydowanie nie mogła, ponieważ papcio Morfuszko był przekonany, że Brenna się nie zgodzi. Zakład trwał, zakład istniał, więc kurwa musiała jechać, bo nie mogła pozwolić, aby ten stetryczały dziad ją ubrał. Już wystarczyło jej ładnych kiecek na jakiś czas po balu maskowym i tym cholernym ślubie, wystarczyło jej przyklejonej do twarzy maski, nawet jeśli była taka skuteczna.

Rozciągała barki, rozciągała nogi, potruchtała trochę w miejscu. W końcu nikt jej nie ganił, pierdolnięta "koleżanka" z sali nie zanosiła się śmiechem. Nikt nie patrzył, nikt nie kontrolował. Pokusa odstawienia leków znów się pojawiła.

A potem Brenna zawiesiła się na moment, wzbudzając w tym srogi niepokój Millie. To ONA była tu od tego żeby odjebywać takie rzeczy.

– Brenna? Wszystko ok? – zapytała mocno zaniepokojona i złapała ją za ramiona potrząsając nimi przez chwile. Czy ciemność była zaraźliwa? Czy skoro ona widziała rzeczy, to nagle wszyscy zaczną widzieć rzeczy? A może Longbottomówna nie była prawdziwa, może to był sen, koszmar, który zaraz zacznie zapadać się w sobie i w nią. Moody poczuła dreszcz przerażenia, niepewności, duszności, jakby coś bardzo ciężkiego usiadło jej na klatce. Nigdy wcześniej nie czuła się w ten sposób, krew odpłynęła jej z głowy, z mózgu, z serca, gdzie jest krew? Gdzie ona siępodziała? – Brenna? – zapytała jeszcze raz drżąco czekając reakcji.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
27.05.2024, 19:11  ✶  
– Nie żyjemy w miłych czasach, Millie – westchnęła Brenna, pozwalając, by Moody wzięła od niej kubek. Moody była od niej starsza, pełna energia, pracowała od dawna, umiała walczyć. A jednocześnie Brennie czasem zdawało się, że to ona – mająca opinię biurowego pajaca i tej absolutnie nieodpowiedzialnej – jest tą starszą. I czasem jakoś odruchowo wchodziła przy Miles w rolę kogoś, kto musiał tę przyhamować, nakarmić, zaapelować do rozsądku, jak nigdy nie robili tego jej rodzice. Jasne, pilnowała, by się nie zagalopować, Millie była jej koleżanką, nie córką. Ale teraz patrzyła nad nią z namysłem, zastanawiając się, na ile mądre będzie zabranie jej do Księżycowego Stawu. Ostatecznie jednak spodziewała się tam co najwyżej bachanek, jakiegoś przeklętego przedmiotu i zagubionego bogina, nie armii śmierciożerców, a jeżeli spróbują stale trzymać Millie z boku, ta w końcu zrobi coś głupiego. W domu Juliusów będzie dość osób, by mieć ją na oku. – A Erik… przejmuje się teraz wieloma rzeczami. I dobrze. Możesz jechać z nami do Księżycowego Stawu.
Chwilę później jednak nie była już wcale tutaj, teraz. Czuła inny wiatr, rozwiewający włosy, wiejący w twarz, widziała inne niebo nad głową. Słyszała inne głosy, a w ustach czuła smak nie kakao, a serwowanego tamtego wieczora kremowego piwa. Było to tak żywe w jej pamięci, że Brenna przez chwilę zapomniała, że ma dwadzieścia siedem lat, że stoi w sadzie Longbottomów z Millie Moody u boku.
Tym razem to przynajmniej było radosne wspomnienie. Po zakończeniu i melancholii, rozdzierających niemalże serce. Pełne dawnej radości, beztroski czasów, zanim Brenna dorosła, a potem zaczęła się ta cholerna wojna i wszystko zaczęło się powoli rozpadać.
Dlatego Brenna nie odpowiedziała Moody od razu – wczepiła się w ten obrazek, który usiłował się jej wymknąć, chociaż to było takie zwykłe wspomnienie, po prostu ognisko w ich sadzie, sprzed wielu lat, na którym byli nie tylko domownicy, ale też przyjaciele. To jednak było… ważne. Radosne, nawet jeśli zaraz ta radość miała zabarwić się goryczą, bo niektóre głosy umilkły, bo nie każdego z tamtych ludzi mogła już ot tak, po prostu, zaprosić do Warowni bez wahania.
To był okruch jej samej.
I nie pozwoliła mu uciec.
Odetchnęła, a potem spojrzała na Mildred i uśmiechnęła się.
– Wszystko w porządku – powiedziała i wyciągnęła wolną rękę, aby na moment ją do siebie przygarnąć. – Po prostu przypomniałam sobie o czymś radosnym.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#8
30.05.2024, 22:49  ✶  
No żyli w niespokojnych czasach żyli, Brenna trochę jak Alastor przypomniała Mildred, że nie wolno się przejmować, bo gdyby się przejmowali to w ogóle nie mogliby działać. I była to poniekąd prawda, ale prawdą też było to, że poza walką na śmierć i życie mieli też inne potrzeby inne obawy. A filiżanka jak kurwa wół pokazała jej rozczarowanie i było jej z tego powodu smutno, zwłaszcza że Erik (bez względu na to czy na poważnie, czy tylko w żartach) domagał się ważnego miejsca w jej życiu. Głupi był. To miejsce już dawno zajmował, jak cały Zakon. Jak całe jej stado.

Ale Brenna powiedziała, że ma się nie przejmować, więc się nie przejmowała. Zacisnęła zęby, zacisnęła swój strach i gniew na to że bliskie jej osoby nie mogą być po prostu szczęśliwe. Dzisiaj na urodzinach zadba żeby byli, żeby zapomnieli w jak niebezpiecznych czasach żyją. Dzisiaj zadba o to by wszystkim śniły się króliki i słodkości Bertiego.

A potem Brenna odpłynęła i powróciła i wraz z powrotem zderzyła się z zaciśniętymi na swoim ciele ramionami dygoczącej Mildred. Przez moment czarnowłosa krucha istota pomyślała, że nie może okazywać jaka jest krucha, ale ulga rozlewała się po zesztywniałych członkach.
– Ni....ni...nie rób mi tak więcej p...p...proszę. – wyszeptała we włosy Brenny, próbując rozpaczliwie zahamować łzy. Lecznica Dusz odcisnęła na niej swoje piętno, Lecznica Dusz prócz zdrowia przyniosła jej pogłębienie choroby, sny których nie chciała widzieć. Lecznica Dusz zmieniła jej duszę na zawsze. Bo Brenna odpierdalała rzeczy, ale też była motorem wielu spraw, podejmowała wiele decyzji, jakby ciemność wciągnęła ją... Czy ciemność tak działała? Mildred nie wiedziała, chciała o tym kiedyś porozmawiać z Morpheusem w końcu był Niewymownym powinien znać się na wielu sprawach. A Millie nie chciała ciemności tutaj, między nimi, Millie potrzebowała kolorów, potrzebowała różowych promieni słońca rozpraszających mgłę. – Nie wyglądało to na radosne wspomnienie. Na radosną wizję. Na radosne cokolwiek. Dla mnie. W ogóle – marudziła pod nosem z twarzą wlepioną w odzież Longbottomówny, ściskając ją wciąż mocno. Dreszcze przechodziły już coraz rzadziej.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
31.05.2024, 09:40  ✶  
Pozwoliła kubkowi upaść na ziemię, reszta kakao rozlała się na pokrytej rosą trawie. Przygarnęła do siebie Mildred mocniej, jakby tuliła dziecko, potrzebujące pocieszenia. Drobna, niziutka Millie zresztą prawie jak dziecko przy niej wyglądała. Nie miała wpływu na to, że wspomnienie postanowiło wrócić właśnie teraz, a z całych sił pragnęła je zatrzymać, ale i tak poczuła wyrzuty sumienia. Przecież wiedziała, że Moody nie jest do końca stabilna, nie może być, po tym, jak oberwała podczas Beltane jakąś klątwą lub urokiem, i później długie miesiące dochodziła do siebie w Lecznicy Dusz.
– Już dobrze, Mills – powiedziała łagodnie, nie wypuszczając jej z objęć. – Przysięgam, że to było tylko wspomnienie i że było dobre. Sprzed wielu lat. Zamyśliłam się. Przepraszam.
Jak łatwo bawić się prawdą?
Brenna rzadko kłamała. Ale była mistrzynią ujawniania tylko części prawdy, bawienia się słowami albo wyrzucania z siebie tak wielu informacji, że to co istotne ginęło gdzieś pomiędzy innymi. Nie chodziło o to, że nie ufała Moody, ale nikomu nie chciała mówić, że straciła parę wspomnień i te czasem wracają – może poza osobami, co do których wiedziała, że doświadczają tego samego fenomenu. Nie zamierzała też martwić Millie, przyznawać, że ogień majowego święta pochłonął część jej wspomnień, że to samo być może spotkało jej brata, przywoływać wspomnienia tamtej nocy, która omal nie odebrała Mildred życia lub zdrowych zmysłów.
Trzymała ją po prostu, póki ta się nie uspokoiła, i dopiero wtedy cofnęła się, ale chwyciła kobietę za rękę.
– Chodź, usiądziemy może na chwilę? – zaproponowała, wskazując drewnianą huśtawkę. – Opowiem ci, co działo się na potańcówce. Drinki okazały się trochę za mocne i niektórzy na przykład biegli na scenę śpiewać. A mój brat latał nad tłumem. Możesz mi opowiedzieć, co robiłaś ostatnio. Wychodziłaś gdzieś?
Nie powinna, bo nie tak dawno temu wyszła z Lecznicy, na wszelki wypadek nie przychodziła na tańce, gdzie miała być masa ludzi i bardzo głośno… Ale Millie ciężko było utrzymać na miejscu.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#10
02.06.2024, 15:36  ✶  
Uspokojona, popadła na moment we własne zamyślenie. Jej iskrzący umysł był zmuszany przez zażywane eliksiry do tego by zwolnić, by myśleć wolniej, widzieć i czuć mniej. Nienawidziła tego, ale pan Black przekonywał ją, że tak jest lepiej, że tak powinno być. Szczególnie, że tak na prawdę one nie pomagały jej aż tak, nie pomagały jej tak bardzo. Bo przecież i tak teraz siedząc tutaj o poranku w przydomowym ogrodzie widziała rzeczy, których nie ma. Snujące się dusze, marzenia, umarłych, ale może wcale nie, bo czy może umrzeć coś co nigdy nie istniało? Mówili, że sny, marzenia, że to może umrzeć. Że mogą umrzeć opowieści. Czy była to prawda?

– Czekaj chyba... chyba zostawiłam papcie pod drzewem. – powiedziała na moment i pobiegła przed siebie pośród ledwie widoczną już mgłę, nieuchwytną jak nocne widziadła. Próżno było szukać jej dotyku, próżno było szukać słów cichszych niż poszum strumienia. A jednak gdy podniosła trzewiki i oparła na moment czoło o korę drzewa, dostrzegła go, a serce jej zamarło. Było to dziwne doznanie, bo przecież postać nie była zapodzianą duszą z limba, nie była upiorem ani straszydłem. Mildred spięła się na myśl o miękkim puchu, o zapachu morza, o pieśniach i nostalgii, która kłębiła się w gardle nieistniejącego bytu. Wyciągnął do niej rękę, w bezgłośnym syrenim zaśpiewie. Rzadko widywała swoje marzenia, ale... ciepło rozlewające się po ciele, ciepło i przerażenie, niepokój wynikający z faktu nienormalności tego doświadczenia.

Kim jesteś?

Chciała powiedzieć, ale zamilkła i szybko zabrała rękę speszona.
– Jebana perspektywa, cały czas nie umiem dobrze nadać głębi swoim szkicom wiesz? – krzyknęła do Brenny, żeby udawać normalną. Twarz kochanka rozpłynęła się w dominującym przestrzeń brzasku. – Ani koloru świtu, ale to dlatego, że kurwa pozwalali mi tylko na węgiel. – dodała oddychając dobrze uciekającym pragnieniem. Obawą. Oboma. Będzie musiała spytać kart... Jebane dziewiąte pole w celtyckim krzyżu.

– Ja Cię przepraszam, że nie dotarłam na potańcówkę... – trzewiki zwisały na palcach, gdy wróciła do przyjaciółki. – Z tej całej imby na Blackowym weselu zapomniałam o dawce porannego leku, a jak ją wzięłam później i potem wieczorną to mnie tak zmogło, że zasnęłam u Bertiego na kanapie. – Dowód na to że eliksiry szkodziły. Kolejny. Nienawdziła lecznicy dusz, a miała wrazenie, że teraz zmuszana jest ją wypijać każdego dnia. DWA RAZY!
– Drinki tak, jakaś moda na trucie ludzi. Na weselu można było zamienić się w kapibarę. I mówić jakieś takie rzeczy... dasz wiarę, że Bulstrode mi niemal miłość na parkiecie wyznał? A nigdy się nie lubiliśmy za bardzo. – "nie lubiliśmy" przyjemny eufemizm na pielęgnowaną latami niechęć. – No i w ogóle obrzydliwie się czułam, bo Christopher dał się sprowokować i zaczęli się szarpać i... chyba nie lubię tego typu imprez. Niepotrzebnie dałam się namówić Rosierowi, to... to totalnie nie moja bajka. Wolałabym być z wami w stodole. Na pewno było pięć tysięcy razy lepiej. – Na ślubie wydarzały się też inne, boleśniejsze rzeczy, ale łatwiej było zasłonić się tą opowiastką o parze czyściuszkowych kogutów. Nie żeby Brenna nie była czystokrwista, ale o tym Mildred skutecznie zapominała. Za długo się znały i Moody wiedziała, że jej przyjaciółka zbyt wiele razy się ubrudziła, by ją wyzywać od czyściucha.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2315), Millie Moody (2297)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa