• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[02.03.1972r.] Posiadłość Longbottomów, Dolina Godryka || Erik & Brenna

[02.03.1972r.] Posiadłość Longbottomów, Dolina Godryka || Erik & Brenna
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#1
20.10.2022, 00:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2023, 15:26 przez Morgana le Fay.)  
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie "Piszę, więc jestem"

—02.03.1972r.—
Posiadłość Longbottomów, Dolina Godryka
Erik A. Longbottom & Brenna Longbottom


          Czasami zaczynam mieć wątpliwości, czy zdanie tych egzaminów na detektywa to był taki dobry pomysł, pomyślał, wertując raporty z ostatnich tygodni, które postanowił zabrać ze sobą z pracy. Wprawdzie przyzwyczaił się do tego, że miał dużo więcej roboty papierkowej niż zwykli brygadziści, jednak naprawdę liczył, że jednostki znajdujące się pod jego opieką zaadaptują jego zwyczaje. Niektóre dokumenty związane z prowadzonymi sprawami naprawdę mogłyby być nieco konkretniejsze. Westchnął cicho.
          Przynajmniej udało mu się uciec z Londynu. Tego dnia w biurze panował niezły bajzel i nawet gdyby chciał, to nie udałoby mu się tam doprowadzić nawet połowy dokumentacji do porządku. Mężczyzna postanowił więc skorzystać z przywilejów, które otrzymał wraz ze swoim awansem sprzed paru lat i ewakuował się do rodzinnej posiadłości w Dolinie Godryka.
          — Spokojnie. Przecież już dawno do tego przywykłeś. — Zmrużył oczy, starając się odczytać niedbałe pismo jednego ze swoich podwładnych. Eh, nie powinien narzekać. W gruncie rzeczy robota papierkowa była czasami lepsza niż kręcenie się bez większego celu na patrolu. Teraz przynajmniej mógł pracować we własnym domu i mógł się minimalnie zrelaksować.
          Podczas przeglądania kolejnych raportów, Erik odnalazł pośród swoich dokumentów małą białą kopertę. Zmarszczył brwi i sięgnął po nią z lekkim zdziwieniem. A to skąd się tutaj wzięło? Przyjrzał się uważnie listowi, aż po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, że ma do czynienia z korespondencją z jednego z bardziej poczytnych magazynów. Skrzywił się z lekkim niesmakiem. Oby to nie było kolejne zaproszenie na wywiad w sprawie jakiejś dawnej sprawy. Czy naprawdę w Wielkiej Brytanii nie było innych detektywów? Nawet mieszkam z jedną panią detektyw, pomyślał.
          Rozpakował list i przejechał wzrokiem po tekście. Merlinowi niech będą dzięki, nie było to zaproszenie, a bardziej... zapytanie. Dziennikarka, z którą parę razy współpracowała rodzina Longbottomów w ramach różnych działań charytatywnych, chciała wiedzieć, czy mają zamiar w najbliższym czasie zorganizować jakieś wydarzenie pokroju zbierania datków. Huh, chyba skończyły się im już tematy.
          Erik zgrabnie podniósł się z miejsca i ruszył spokojnym krokiem w stronę kuchni, licząc, że znajdzie tam swoją siostrę Brennę. Ostatnio był trochę zalatany, ale młodsza Longbottomówna powinna być na bieżąco ze sprawami rodzinnymi. Może rodzice coś jej o tym wspominali? Zatrzymał się przed wejściem do kuchni, gwałtownie wyhamowując. Spojrzał kwaśno w głąb pomieszczenia. Od dłuższego czasu miał kategoryczny zakaz zbliżania się do domowej kuchni z uwagi na hmm nietypowe wypadki, które miały tam miejsce w jego obecności.
          — Bren? Jesteś tam? — rzucił dźwięcznym głosem w głąb pomieszczenia, cofając się parę kroków, aby zwrócić swój wzrok w inny zakamarek posiadłości. Może jednak przeczucie go myliło? Chociaż nie, jego przeczucia się nie myliły. Po prostu były... niedokładne. Tak, to brzmiało dużo lepiej. — Przyszedł list do mnie... Do nas... W sensie do rodziny?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
20.10.2022, 00:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2022, 15:31 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna faktycznie była w kuchni. Nie była, niestety, na tyle utalentowana w dziedzinie gotowania, aby przyrządzać szczególnie wymyślne potrawy, ale też nie dysponowała antytalentem Erika: patelnie przy niej nie stawały w ogniu, garnki nie wybuchały, a czajniki nie postanawiały, że oto pora oblać wszystko dookoła wrzątkiem. Przygotowanie paru tostów więc nie stanowiło dla niej wielkiego problemu, póki...
- Jasny szlag! - syknęła, gwałtownie cofając rękę, bo w tym samym momencie, w którym Erik stanął na progu kuchni, gorące krople zaczęły strzelać z patelni, choć jeszcze sekundę wcześniej wszystko było w porządku. Brenna cofnęła się, porywając różdżkę i ugasiła jednym ruchem ogień.
- Możesz już wejść. Jak ty to robisz, braciszku? - spytała na poły z bezbrzeżnym zdumieniem, na poły z podziwem. Podparła się pod boki, mierząc Erika uważnym spojrzeniem, jakby oczekiwała, że zobaczy wypisaną odpowiedź na jego czole.
Podobnież jak Erik, była wysoka. Nie tak wysoka jak on i dobrze, bo jako kobieta byłaby wtedy olbrzymką. Przerastał ją jednak ledwo o jakieś dwanaście centymetrów, co przy jego metro dziewięćdziesiąt dwa oznaczało, że Brenna górowała nad większością znanych sobie kobiet. Ciemne, dość krótkie włosy Longbottomówmy były rozczochrane, a na domowe ubranie, zwykłe getry i bluzę - już dawno odkryła, że są dużo wygodniejsze niż szaty czarodziejów - narzuciła fartuch. Ot tak na wszelki wypadek, bo nawet nie mając niezwykłych mocy swojego brata, mogła łatwo się ubabrać, gdy coś poszłoby nie tak. Co poradzić, do kuchennej czarodziejki Nory było jej daleko…
- Musimy cię kiedyś zabrać do klątwołamacza, bo ktoś jak nic rzucił na ciebie klątwę - zagderała, podchodząc do patelni, by zrzucić z niej ostatnią partię tostów. - Chcesz tosta? Przypalone są tylko te ostatnie. Zaczęły się palić, gdy tylko się zbliżyłeś - dodała, na wypadek, gdyby wcześniej nie rozumiał, o czym mówiła. - Zgłodniałam podczas przeglądania raportów - dorzuciła, przy okazji po raz kolejny udowadniając, że Erik nie mógłby wyprzeć się pokrewieństwa z młodszą siostrą, nawet gdyby bardzo chciał. Bo tak, po pracy ona także zabrała ze sobą trochę papierów. Chciała dokończyć pisanie raportu z trudnej sprawy, a z kolei w Biurze po pierwsze, ktoś zaraz by gderał, żeby nie siedziała po godzinach, po drugie, nie mogła się skupić, przez te wszystkie fruwające jej nad głową samolociki. Co poradzić, pracoholizm mieliby chyba we krwi. Gdyby nie to, że Brenna potrzebowała też czasu na mnóstwo innych rzeczy, jak dbanie o grono licznych znajomych, wyszarpywanie fantów na charytatywne licytacje i od czasu do czasu czytanie mugolskich książek, być może wcale nie wychodziłaby z biura.
Dobrze, że nie miała w zwyczaju dużo sypiać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
20.10.2022, 15:29  ✶  
          Podskoczył, gdy z gardła Brenny wydobył się lekki okrzyk. Cóż, przynajmniej tym razem nic nie wybuchło. W gruncie rzeczy miała szczęście, że tym razem kombinowała przy... patelni? Gdyby dziewczyna postanowiła zapoznać się z zasadami działania piecyka w jego obecności, mogliby się pożegnać z połową skrzydła rodzinnej posiadłości.
          — To nie jest moja wina. To się dzieje samo z siebie. — Wbił pełen pewności siebie wzrok w młodszą siostrę, a po chwili pokonał dzielący ich dystans w kilku szybkich krokach. Stanął za nią i zajrzał przez jej ramię, aby dowiedzieć się, co też próbowała przygotować. Słuszny wzrost potrafił się jednak na coś przydać. — Może po prostu zalągł się u nas wyjątkowo podstępny poltergeist, który upodobał sobie akurat to pomieszczenie? Pomyślałaś o tym?
          Tak jak spora część uczniów, tak i on miał dosyć żywe wspomnienia dotyczące Irytka, który rezydował w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Nawet najwięksi żartownisie byli świadomi tego, że nieprzyjazny duszek uwielbiał wpędzać innych w kłopoty. Gdyby uznać, że inne zjawy jego pokroju również zachowują się w podobny sposób, byłoby to całkiem niezłe wytłumaczenie problemów, jakie nękały Erika podczas praktycznie każdej wizyty w kuchni. W końcu co byłoby zabawniejsze? Otwarte granie na nerwach całej rodzinie czy próba zrzucenia winy na jednego z domowników ku własnej uciesze?
          — Trzeba by było znaleźć kogoś zaufanego. Raczej nie potrzebujemy artykułu pod tytułem „Tylko u nas! Wilkołak-detektyw odwiedził popularnego klątwołamacza w centrum Londynu? Przyjacielska wizyta? Romans? Biznes? … A może mroczny sekret? Dowiedz się więcej tylko na stronie 5!” — Wykrzywił usta w krzywym uśmiechu, nie mogąc się powstrzymać przed zabarwieniem swych słów sporą dawką sarkazmu.
          Wprawdzie nie należał do grona największych gwiazd ich społeczności, jednak był... rozpoznawalny. Chyba wolał już robić sobie żarty z tej jakże dziwacznej trasę obranej przez jego życie, niż zmienić się w gwiazdę show-biznesu rodem z tych kolorowych magazynów mugoli, które widywał w niemagicznej części Londynu. Wypada zachować, chociaż pozory normalności, pomyślał, kiwając ochoczo głową na ofertę Brenny dotyczącą tostów.
          — Rany, ty też? Myślałem, że tylko mi z dnia na dzień zrzucili na głowę całą górę raportów — mruknął, poniekąd niezadowolony z tej sytuacji. Wiedział, że Brenna wolałaby robić cokolwiek, niż nie robić nic, jednak biorąc pod uwagę, że sam miał mnóstwo roboty, nie miałby nic przeciwko temu, gdyby ona mogła nieco odsapnąć. — Mam wrażenie, że z każdym nowym naborem, brygadziści coraz gorzej piszą. Niedługo będą mazać po dokumentach, jak najlepsi magomedycy w kraju.
          Mężczyzna przycupnął na krawędzi stołu, podsuwając w stronę siostry list od dziennikarki. Był szczerze ciekawy, czy faktycznie był jako jedyny do tyłu z planami rodziny na najbliższe tygodnie. Bądź co bądź działania Longbottomów nie były zwykłym hobby, a niemalże obowiązkiem. W jakiś sposób należało się zaangażować, jeśli była szansa przyniesienia komuś pomocy. Wolałby nie dowiedzieć się jako ostatni o ewentualnym przyjęciu, do którego mogłoby dojść w rezydencji.
          — Przyszedł list z gazety. Pytają, czy wyprawiamy w najbliższym czasie jakieś wydarzenie. Chyba nie mają o czym pisać, skoro już sami się zgłaszają, zamiast czekać na nasz ruch — skomentował, dzieląc się otwarcie swoimi przemyśleniami.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
20.10.2022, 15:54  ✶  
- Rozumiem, że ten podstępny poltergeist działa tylko przy tobie, bo się w tobie zakochał i chce zwrócić twoją uwagę? – spytała Brenna, półżartem, półserio. Właściwie nawet by się nie zdziwiła, gdyby jakiś duch zakochał się w jej bracie. Jak na siostrę przystało, zupełnie nie rozumiała tej prawidłowości, ale jej brat przyciągał uwagę jak ogień ćmę. Ba, kiedyś jeden pan usiłował aktywnie ją uwieść tylko po to, by – jak się okazało – zbliżyć się do jej brata, którego uznał za nieosiągalnego… - Musimy zamontować system wczesnego ostrzegania. Jakiś alarm, który dzwoni, gdy zbliżasz się do kuchni – parsknęła. Schowała różdżkę do kieszeni fartucha, po czym również usiadła na blacie, pomiędzy sobą a Erikiem stawiając talerz z tostami. Zgodnie z jej słowami, większość z nich nie była przypalona: tylko te dwa ostatnie, których nie zdążyła zdjąć z ognia, zanim się zbliżył…
- Miałam powiedzieć, że najlepszy byłby żonaty mężczyzna, koniecznie z dziećmi, ale mam wrażenie, że o tobie zawsze coś wymyślą. I czemu dopiero na stronie piątej? Ostatnio pisali o tobie na stronie trzeciej. Obniżasz standardy, braciszku? – spytała. Trochę ją to bawiło, trochę jednak momentami irytowało. Artykuły do pewnego stopnia utrudniały życie Erika, nawet jeżeli podchodził do wszystkiego z filozoficznym wręcz spokojem, właściwym ich gałęzi rodziny.
- W sumie to sama przyniosłam papiery – przyznała. – Raporty Brygadzistów to akurat sprawdziłam w robocie, ale dopieszczam własny. Muszę wspiąć się na wyżyny kreatywności, żeby jasno podkreślić, że dziewczyna się broniła i takie tam… - westchnęła, machając przy tym ręką. Jakby chciała powiedzieć, że to było nieważne, choć było. Ot napadnięta panna zmasakrowała trochę napastnika. Udało się udowodnić, że to on był agresorem, ale że dziewczę pochodziło z mugolskiej rodziny, natychmiast ten i ów zaczynał fikać, że przekroczenie granic obrony koniecznej i w ogóle… - Czyli co, kurs kreatywnego pisania raportów i zaklęć poprawiających charakter pisma?
Posłała mu przy tym taki uśmiech, że ciężko było powiedzieć, czy się zgrywa, czy też jutro w biurze pojawi się tablica, karteczki i Brenna instruująca Brygadzistów w zakresie ortografii, znaczenia przecinków oraz uwzględnienia wszystkich danych.
- Hej, to świetnie – powiedziała, porywając list. Brenna tak naprawdę wcale nie miałaby ochoty organizować wielkich fet. Ale traktowała działalność Longbottomów jak coś, czym po prostu p o w i n n a się zajmować. Nie tylko dlatego, że tak wypadało. Po prostu… Tak było. – Właściwie to rozmawiałam już z mamą. Bal połączony z licytacją charytatywną. Albo to będzie wielki sukces, albo spektakularna klapa, ale jeśli to drugie, to po prostu rozdamy gościom twoje zdjęcia z autografem i o wszystkich wpadkach zapomną – oświadczyła, rozwijając wiadomość i zabierając się za czytanie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
20.10.2022, 17:51  ✶  
          Parsknął cichym śmiechem. Wprawdzie w ciągu swojego życia zaangażował się w parę poważnych, nawet względnie trwałych związków, jednak do tej pory żaden duch nie wyraził nim większego zainteresowania. Może to kwestia tego, że jego ciało było za mało przezroczyste? Kto wie, kto wie... Mimo wszystko nie zamierzał tak po prostu odpuścić, więc postanowił brnąć dalej w swoją historię.
          — Rozważałem tę wersję — przyznał powoli, kiwając potakująco głową, jakby uwaga Brenny w żaden sposób go nie zaskoczyła. Przeczesał teatralnie palcami włosy na drugi bok, jakby chcąc w ten sposób podkreślić, że jest w pełni świadomy atrybutów, jakimi obdarzyła go natura. Sięgnął po tosta, wgryzając się w niego z satysfakcją. — Tyle że gdyby faktycznie zależało mu na mojej uwadze to prędzej czy później objawiłby się w moim pokoju. A tak to buszuje tylko tutaj. Może trafił tu przy okazji któregoś przyjęcia, gdy dużo się tu działo.
          Bądź co bądź poltergeisty lubowały się we wszechogarniającym chaosie, a trudno było zaprzeczyć, że dom, w którym akurat przebywali, do najspokojniejszych nie należał. Owszem, można było tutaj odpocząć i się zrelaksować, jednak w momencie, gdy cała rodzina zaczynała pracować nad jakimś projektem, to nie działali z zaangażowaniem na poziomie 10% czy nawet 100%. Dużo bardziej prawdopodobne było to, że pracowali na 110%. Dodać do tego jeszcze ekscytację potencjalnych gości, a rezydencja malowała się na doskonałe schronienie dla spragnionego psot duszka.
          — Co racja, to racja. Chociaż osobiście mam wrażenie, że żonaty facet, nawet i z siódemką dzieci mógłby wzbudzić podejrzenia co poniektórych dziennikarzy — mruknął, biorąc kolejnego gryza, uważając przy tym, aby nie ubrudzić swojej koszuli okruchami. — Przydałby się ktoś w okolicach 80 lat, najlepiej znanego, żeby główny temat artykułu przeszedł w razie czego na klątwołmacza np. „Młody Longbottom widziany u szanowanego klątwołamacza znanego z XYZ, który może się poszczycić wieloma nagrodami z zakresu pozbywania się uciążliwych klątw. Kolejny dowód na efektywność starej szkoły nauki łamania klątw?”.
          Na sugestię, że mógłby w jakikolwiek sposób obniżyć swoje osobiste standardy, złapał się wolną ręką w okolice serca, klepiąc się parę razy po piersi, jakby chciał się uspokoić. Przecież to był czysty skandal! Oczywiste było, że przy wspomnieniu o stronie numer pięć podawał jedynie p-r-z-y-k-ł-a-d, a nie odnosił się do tego, jak by wyglądała rzeczywistość! Eh, niby siostra znała go odkąd tylko przyszła na ten świat, a czasami kompletnie go nie rozumiała.
          — Nie najgorszy pomysł, siostrzyczko. — Uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu. — Może trzeba będzie poruszyć tę kwestię przy spotkaniu z komendantem. Może uda mu się coś wyłuskać z budżetu, żeby posłać młodych na szkolenie. Niektórym by się przydało lekkie zejście na ziemię. Zrozumieliby, że nie tylko uganiamy się za przestępcami, ale też mamy potąd roboty papierkowej.
          Wypuścił głośno powietrze z płuc. Kiedy pracowało się w departamencie dłużej niż te dwa, trzy lata, to można było zauważyć, że właściwie spędzali równie dużo czasu, doprowadzając papierologię do porządku, co siedząc w terenie. Cóż, takie było życie, gdy w każdej chwili w życie mógł wejść nowy dekret, ustawa, czy jeszcze Merlin jeden wie co, czym zajmował się departament przestrzegania czarodziejskiego prawa.
          — Nie umieszczaj tej ostatniej informacji na zaproszeniach. Jeszcze się podniecą i będą zawiedzeni, jak licytacja pójdzie zgodnie z planem — wyrzucił z siebie, wlepiając wzrok w bliżej nieokreślony element kredensu naprzeciwko.
          Na wieść o licytacji, zaczął przeglądać w głowie listę kontaktów. Było parę osób, do których mogliby się zgłosić o wsparcie w tym przedsięwzięciu. Jedną wielką niewiadomą było jednak to, czy potencjalni sojusznicy mieli ochotę na angażowanie się w akcje charytatywne. Zerknął kątem oka na siostrę. Z drugiej strony, jeśli to Brenna pójdzie zbierać fanty, to ma sporą szansę przekonać do tej akcji całkiem sporo osób.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
20.10.2022, 18:12  ✶  
Brenna tak naprawdę nie brała pod uwagę wersji z poltregeistem. Z klątwą już prędzej, bo to naprawdę było zbyt absurdalne, jak na zjawisko naturalne. Mimo to zrobiła taką minę, jakby poważnie rozważała słowa Erika.
- Może to duch kuchennej i dlatego nie wychodzi z kuchni. Ale musi być to jakoś związane z tobą, bo gdy wczoraj gotowałam makaron, wszystko było w porządku. Za to przedwczoraj, kiedy robiłam śniadanie, a ty zajrzałeś, czy jestem gotowa do pracy…
Wyrzuciła w górę ręce, jakby chcąc w ten sposób zobrazować: BUM! Wprawdzie wybuch nie był poważny, ale ledwo Erik zbliżył się do środka, patelnia, na której robiła jajecznicę, zaczęła się palić. Tak, Brenna nie bez powodów zawsze gotując miała pod ręką różdżkę… I żeby to dotyczyło tylko jej! Ale kiedy ich biedna skrzatka gotowała albo matka przyrządzała ciasto, a Erik znajdował się w pobliżu, też działy się różne dziwne przypadki...
- Wybacz, ale nic z tego. I tak zamieszczą twoje zdjęcie, właśnie dlatego, że nie masz osiemdziesięciu lat. Pozostaje iść w kamuflażu. Damy ci perukę ze złotymi lokami i różową sukienkę, jestem pewna, że nikt się nie zorientuje – oświadczyła z poważną miną. Sto dziewięćdziesiąt dwa centymetry wzrostu, zapewne jakiś olbrzym wśród przodków. Nikt nic nie będzie podejrzewał. Ani trochę.
Ale całkiem na poważnie Brenna odnotowała sobie w myślach, aby dorwać w Biurze kogoś, kto zna się trochę na klątwach i dowiedzieć się, czy takie klątwy dało się rzucić. Zapach spalenizny wciąż wwiercał się w jej wrażliwy nos, a patelnia… Cóż, nie, nie będzie jej szorować ręcznie.
- Chłoszczyć – rzuciła wyciągając różdżkę. Ręcznie by się tego przypalenia nie pozbyła. A raczej by się pozbyła, ale nie miała ochoty przeznaczać na to godziny. – Po kiego z budżetu? Sama mogę je przeprowadzić. Tak ich wytresuję, że żaden przecinek im nie umknie. Wprowadzimy specjalny system nagród i kar. Ładnie napisałeś raport, ciocia Brenna daje ci cukierka. Źle napisałeś raport, ciocia Brenna wysyła cię do kąta i wszyscy wiedzą, czemu tam trafiłeś…
Być może marnowała się w BUM.
Może powinna robić karierę przedszkolanki.
- Ale pomyśl, ilu gości by to sprowadziło! – stwierdziła z rozbawieniem, doskonale słyszalnym w głosie. – Ale dobrze, pozostawię je te zdjęcia w szufladzie, jako plan awaryjny. Mam zresztą inne pomysły. W każdym razie, ty możesz oczarować tego i owego, żeby dorzucił coś jako fanty do licytacji… Myślałam, że torty zamówimy u Nory i może zatrudnimy kelnerów, bo skrzat nie da sobie rady sam z obsługą całego przyjęcia. Przydałoby się też znaleźć kogoś do dodatkowej ochrony. I porozmawiać z głową rodu, o zapieczętowaniu przejść w głąb domu. Masz jakąś ideę na dekoracje?
Zasadniczo „inne pomysły” to była diabelska idea, jaka przyszła jej do głowy.
Wystawi na licytację kolację z Erikiem.
Uniosła tosta do ust. Biorąc gryza, spojrzała na brata z namysłem, rozważając, czy informować go, że właśnie został gwoździem programu. Ale wtedy popsułaby niespodziankę…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#7
20.10.2022, 19:18  ✶  
          — Mam nadzieję, że nie opowiadasz o tych incydentach wszystkim w pracy? — Zmrużył oczy, starając się wyczytać prawdę z mowy ciała dziewczyny. — Wystarczy, że mam zakaz przebywania tutaj bez drugiej osoby. Jak plotki rozejdą się po Ministerstwie Magii, to jeszcze dostanę zakaz wstępu na stołówkę.
          Tam wprawdzie ciężko było o wiekowy piec, który potencjalnie mógł samoistnie wybuchnąć na jego widok, jednak wolałby, żeby ludzie nie zaczęli się go dodatkowo obawiać. Już i tak mogli mieć ku temu parę powodów. A to wszystko dzięki tobie futrzaku, pomyślał, odnosząc się do swojego wilczego alter-ego. W gruncie rzeczy i tak mogło być dużo gorzej. Gdyby wychowywał się w mniej znanej rodzinie, mógłby się spotkać z dużo większym ostracyzmem. Lub gdyby miał słabszy charakter. Była to jakaś pociecha.
          — Na strychu chyba dalej mam tą rzymską szatę z któregoś Halloween. Jak dobrze poszukam, to jeszcze znajdę złoty laur. Czy takie przebranie jest według pani wystarczająco satysfakcjonujące, panno Longbottom? — spytał, zbliżając niewidzialny mikrofon do jej twarzy.
          Co się zaś tyczyło klątwy, która mogła towarzyszyć Erikowi... Miał parę pomysłów, które potencjalnie mogły posłużyć jako klucz do samej zagadki. Ktoś faktycznie mógł go przekląć, jak chociażby ktoś z kim się umawiał w przeszłości, a nie zaangażował się w stały związek. Fanka, która stwierdziła, że w ten sposób „przywiąże” go do siebie.
          Nie można było także wykluczyć tego, że była to robota ugryzienia wilkołaka. Wprawdzie od ataku minęło wiele lat, tak ciężko było w stu procentach stwierdzić, że czarodzieje wiedzieli wszystko o tej przypadłości. Opóźnione efekty? A może konsekwencje, że powoli wkraczał w kolejną dekadę życia? Pokręcił głową, aby odpędzić natrętne myśli.
          Przechylił lekko głowę w bok w charakterystycznym dla siebie goście, po czym sięgnął po kolejnego tosta i wgryzł się w niego głośno, ignorując spalone kawałki pieczywa, które chrzęściły mu w zębach. I tak był to całkiem dobry posiłek. Zachował ciszę na jeszcze dłuższą chwilę, wyraźnie chcąc w ten sposób nadać większej wagi swoim słowom.
          — Popraw mnie, jeśli się mylę, ale chyba przemawia przez ciebie tęsknota. System kar i nagród, „ciocia Brenna”.... Ktoś tu chyba tęskni za chrześnicą, co? — rzucił z niewinnym uśmiechem. — Wiesz, nie musisz się powstrzymywać, żeby ją pożyczyć od Nory. Na pewno obie się ucieszą, jeśli czujesz, że potrzebujesz więcej kontaktu z nią.
          Cóż, jak bardzo bogaci by nie byli, tak jako dorośli ludzie mieli całą masę obowiązków. Rezydencja, chociaż obłożona wieloma zaklęciami, nie prowadziła się sama i o wiele aspektów jej funkcjonowania trzeba było dbać na własną rękę. Do tego dochodziła jeszcze praca zawodowa oraz współpraca z resztą rodu na rzecz tych, którym się mniej powiodło w życiu. Czasami doba miała po prostu za mało godzin.
          — Przynajmniej łatwo się dostosowujesz do zmieniających się warunków — skomentował, chwaląc poniekąd Brennę. Szkoda, że nie wiedział, jaką rolę w tym przedsięwzięciu mu szykuje. Eh, biedny był ten Erik, oj biedny. — Zależy, w jaki klimat celujemy. Jeśli na większość gości będzie się składać elita w wieku naszych dziadków, to elegancka klasyka byłaby najbezpieczniejsza. Jeśli zaś bierzemy na cel młode pokolenie, to moglibyśmy zainspirować, do pewnego stopnia, trendami mugoli...
          Urwał zdanie, orientując się, że trochę zapędził się w swych rozmyślaniach. Jego wzrok powędrował ku Brennie. Wprawdzie podzielał jej zainteresowanie wieloma aspektami popkultury mugoli, tak nie był przekonany, czy konserwatywni czystokrwiści czarodzieje, którzy mogliby się pojawić na aukcji, byliby zachwyceni, gdyby zamiast rodowego żyrandola podwiesili pod sufitem srebrną kulę dyskotekową. Z drugiej strony, już zaczął temat, więc mleko się już rozlało.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
20.10.2022, 19:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2022, 21:30 przez Brenna Longbottom.)  
- Oczywiście, że opowiadam, ale nikt mi nie wierzy – oświadczyła Brenna w przerwach pomiędzy kolejnymi gryzami tosta. Czy była to prawda? Po części. Zażartowała w ten sposób raz czy dwa, mówiąc o tym tak, jakby Erik był Aniołem Zagłady Kuchennej, więc większość sądziła, że Longbottomówna wyolbrzymia albo, co jeszcze bardziej prawdopodobne, zmyśla w ramach żartu. A że żartowałam i opowiadała nieprawdopodobne historie dość często, większość to kupowała.
- Jeśli chcesz się znaleźć nie na trzeciej, a na pierwszej stronie, to oczywiście, że tak, paniczu Longbottom. To na pewno zagwarantuje ci podium w najnowszym plebiscycie najbardziej pożądanych kawalerów w Wielkiej Brytanii. Czekaj, z kim rywalizowałeś tam w głównej trójce ostatnio? Z młodym Blackiem? Czy z Yaxleyem? – zastanowiła się na głos. Jakby nie wiedziała. Brenna była tylko młodszą siostrą, ale czasem zachowywała się niemalże jak matka kwoka albo jak dumna matka. Większość artykułów o Eriku obie z mamą wycinały.
Może dlatego biedak nie miał jeszcze stałego związku. Wszystkim ciężko było wytrzymać konkurencję, gdy matka, siostra i kuzynka tak panoszyły się w jego życiu.
- No wiesz?! – obruszyła się, z wrażenia omal nie wypluwając kawałka tosta na podłogę. Spojrzała na Erika z oburzeniem wypisanym na twarzy. – Nigdy nie postawiłabym Królowej Mab w kącie! – oświadczyła, po czym wolną ręką trzasnęła Erika w ramię. – A do Nory się wybieram, obejrzeć jej lokal i zamówić te torty, więc przy okazji zobaczę Mabel.
Jej doba faktycznie zwykle miała niewiele godzin. Praca, działalność charytatywna, znajomi i to, że Brenna faktycznie była tą urodzoną ciocią, co na prawo i lewo rozdaje ciasteczka, i pierwsza biegnie, by się każdym zająć. Nawet jeśli ten ktoś był starszy od niej. Próbowała żonglować piłeczkami tak, aby żadnej nie opuścić.  Na razie świetnie sobie z tym radziła. Po prostu mało spała. Chociaż oczywiście istniała szansa na to, że to się zemści po trzydziestce. Póki co jednak mogła sobie jeszcze na to pozwolić… Po prawdzie nie musiała pracować. Sama nie była pewna, ile ma galeonów w skrytce bankowej. Ruszyła ją głównie wtedy, kiedy kupowała prezenty chrześnicy, a pensja wpływała tam, i wpływała, podobnie jak środki dostawane czasem od rodziców, podczas gdy mieszkając tutaj, Brenna nie musiała wiele wydawać…
- Oj, trendy mugoli będą niebezpieczne. Nie to, że miałabym coś przeciwko wystrojowi prosto z „Hobbita”, ale jak chcemy zebrać dużo pieniążków na biedne dzieci i biedne psidwaki, to celujemy głównie w rody czystej krwi… Co nie znaczy, że tych półkrwi wykluczę z zaproszeń. Nie ma mowy. A w ogóle, co myślisz o adopcji psidwaka? – spytała. Mówiła szybko, trochę niewyraźnie, bo w międzyczasie przegryzała tosta. – Robimy licytacje na schroniska, a żadnego nie przygarnęliśmy. Dawno bym to zrobiła, ale sama jedna miałabym dla niego za mało czasu. Z drugiej strony, jak jesteś ty, ja i będzie Mav… bo właśnie, czy ja ci mówiłam? Mavelle też chce, żebyśmy ją przygarnęli. Znaczy się myślała, żeby tu zamieszkać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#9
20.10.2022, 21:26  ✶  
          Na początku jego twarz wyrażała czyste niezadowolenie, gdy usłyszał wyznanie Brenny. Po chwili jednak nieco się rozpogodził, ponieważ zdał sobie sprawę, że w gruncie rzeczy taki obrót spraw działał poniekąd na jego korzyść. Wprawdzie wciąż stanowił obiekt dziwnych historyjek siostry, jednak były to najwyraźniej opisy, w które mało kto traktował poważnie. Z tym mógł jakoś żyć, bo i łatwiej byłoby wymyślić jakąś wymówkę dla jakoby podkoloryzowanych historyjek.
          — Prawdopodobnie z obydwoma. Chociaż... W sumie mógł tam też być któryś z Potterów. — Zmarszczył brwi, mrużąc jednocześnie oczy, jak gdyby zanurzał się w głębokiej studni swoich wspomnień. Pokręcił powoli głową, aż po chwili westchnął. — Mam nadzieję, że branża rozrywkowa w tę wiosnę przeżyje poważny rozkwit. Miło by było, gdyby uwaga mediów zwróciłaby się na parę chwil w inną stronę, nie sądzisz? Ugh, liczę, że wystawią w teatrze jakieś arcydzieło w tym roku.
          Trudno było z całą pewnością stwierdzić jaki wpływ na życie uczuciowe Erika miała rodzina. Owszem niektórzy byli niekiedy zaskoczeni tym, jak blisko trzymają ze sobą Longbottomowie. W wielu kręgach społecznych powiązania spajające familię w jedną całość czasami się rozpadały wraz z upływem lat. W ich przypadku było wręcz odwrotnie, co mogło pewne osoby onieśmielać. Jakby na to nie patrzeć ich przyjazne usposobienie sprawiało, że niemalże zapraszali do swojej rodziny osoby szczególnie im bliskie, nawet jeśli nie łączyły ich więzy krwi. Tym właśnie skutkowała ich polityka otwartych drzwi i okien.
          — Spokojnie! Spokojnie! — Uniósł dłonie w górę w geście poddania się. — Po prostu miałem na myśli to, że być może czujesz potrzebę rozładowania swojej tęsknoty na nowych brygadzistach. Nie ma co się obruszać! Poza tym nie posądziłbym cię o posłanie Mabel do kąta. Raz, że prawdopodobnie zasmuciłoby to bardziej ciebie niż ją, a dwa, że i tak by się nie dała. Za łatwo się nami manipuluje.
          Nie mogła się z nim spierać. Ich zamiłowanie do pieczołowitego wypełnienia obowiązków służbowych zasługiwało na nie lada pochwałę, ale miękkie serca często potrafiło im dać w kość. Oferowanie pomocy bez poznania pełnego obrazu sytuacji, angażowanie się w skomplikowane i ryzykowne projekty, tylko dlatego, że innym nie szło i potrzebowali przewodnictwa, kierowanie się emocjami, a nie rozumem. Gdyby nie to, że w rodzinnej krwi zachowała się jakaś cząstka instynktu samozachowawczego, ród mógłby już dawno wymrzeć.
          Pokiwał głową. Co prawda to prawda, skoro już wzięli na swoje barki pomoc schronisku, to powinni pokazać, że są gotowi przysłowiowo ubrudzić sobie ręce. Łatwiej było promować akcje i instytucje, gdy w gruncie rzeczy wiedziało się tylko tyle, ile się wyczytało z gazet, notek czy dokumentów. Zainteresowanie się sprawą głębiej i poznanie bliżej danego środowisko mogło bardzo mocno wpłynąć na ich opinię. Wtedy mówiliby szczerze i z serca odnosząc się do własnych obserwacji niż tylko z chęci udzielenia pomocy.
          — Dobry pomysł. Zawsze chciałem mieć psa — przyznał, widząc już oczyma swojej wyobraźni magicznego psiaka ganiającego z jednego końca rezydencji na drugą. — Wprawdzie raczej nie uda się go wytrenować na tyle szybko i dokładnie, aby jego obecność przypieczętowała sukces licytacji, ale to wciąż dobry pomysł. Ożywiłoby to trochę te stare cztery ściany. Trzeba będzie się skontaktować z pracownikami tego ośrodka.
          Posiadanie psa było jego małym marzeniem, odkąd był dzieckiem, jednak w gruncie rzeczy nigdy nie miał okazji, aby je spełnić. W Hogwarcie nie można było takowego wychowywać, a potem poświęcił się w pełni swojej pracy. Teraz ich życie było jako tako unormowane. Być może wspólnymi siłami mogliby zapewnić takiemu zwierzakowi odpowiedni dom. Na pewno miałby tu lepiej niż w schronisku.
          — Ooo, Mave przyjeżdża? — Uśmiechnął się lekko na tę wieść. Kuzynka była tu zawsze mile widziana, tak samo, jak i reszta rodziny. W końcu ich gałąź rodu nie posiadała rezydencji na własność. Każdy Longbottom, a czasami nawet i nie Longbottom, mógł znaleźć tutaj schronienie. — Poproszę później skrzata, żeby przygotował pokój z wyprzedzeniem. Niech się poczuje, jak w domu.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
20.10.2022, 21:46  ✶  
- Nie… ale był chyba któryś Bulstrode. Tylko nie pamiętam który.
Naprawdę nie mogła sobie przypomnieć. Brenna, zasadniczo, była już niemal starą panną. Na najbardziej pożądanych kawalerów nie zwracała uwagi nawet nie dlatego, że nie była zainteresowana mężczyznami, bo może i by była. Ale nie miała na nich czasu. I jej ogarnięcie w tym temacie oscylowała w okolicach zera. W Hogwarcie o tym, że kolega z roku chciał ją zaprosić na bal, a nawet zrobił to trzy razy, tylko ona się nie zorientowała, aż w końcu poddał się i poprosił inną dziewczynę, powiedziała jej koleżanka.
Może i dobrze, zważywszy na to, że gdy już z kimś się umówiła, ten ktoś wolał jej brata.
- Nie, ja po prostu lubię się znęcać nad nowymi pracownicami – oświadczyła Brenna już radośnie, pakując sobie do ust kolejny kawałek tosta. Kłamstwo, kłamstwo, wierutne kłamstwo. Nowych pracowników traktowała zazwyczaj dokładnie tak, jak kiedyś młodszych uczniów w Hogwarcie. Wciskała im cukierki, kiedy widziała, że są smutni i czasem podpowiadała, co gdzie jest albo co uwzględnić w raporcie.
- Ej, jeśli przyznajesz, że siedmiolatka jest zdolna nami manipulować, to chyba nasz kraj jest skazany na zagładę. Jego bezpieczeństwa bronią Detektywi, którymi sterują dzieci – parsknęła, uporawszy się z posiłkiem. Niestety, brat miał rację. Brenna potrafiła być niezłomna, wiedział o tym każdy, kto chciał, aby anulowała mu mandat. Ale nie potrafiłaby posłać chrześnicy do kąta. A ta pewnie świetnie o tym wiedziała.
Rozpromieniła się na deklarację Erika odnośnie psa. Dla niej nawet nie musiał to być psidwak, zwykły, niemagiczny pies też by się nadał. Ot również chętnie przygarnęłaby jakiegoś zwierzaka poza swoją sową, ale jakoś zawsze się bała, że nie znajdzie dla niego dość czasu… ale gdyby zajmowali się nim we troje…
- Nie myślałam o braniu go na licytację, po prawdzie. Niepotrzebny stres. Tak naprawdę chcę po prostu zaopiekować się biednym, małym pieskiem – przyznała szczerze. Zaczęła kopać lekko piętą w nogę stołową: Brenna nie umiała usiedzieć długo na miejscu w bezruchu. A teraz jeszcze pomysł własnego zwierzaka działał na nią ekscytująco. – Oficjalnie będę się upierać, że to dlatego, że skoro propagujemy pewne idee, musimy być im wierni… Ale jak chcesz go użyć podczas licytacji, to mam doskonały sposób. Piszemy do Czarownicy albo Proroka, oferujemy wywiad z tobą, fotograf robi twoje zdjęcie z psidwakiem. Trafia na pierwszą stronę. Reklama na cały kraj!
Czy mówiła poważnie, czy na serio? Kto wie. Brenna czasem trochę dokuczała bratu z powodu jego ogromnej popularności, chociaż robiła to zawsze raczej po przyjacielsku. I to mimo tego, że sama była tylko trochę słabiej kojarzona… choć po prawdzie głównie jako „siostra Erika”.
- Chyba nie zrozumiałeś, Erik. Ona nie chce przyjechać. Chce tu zostać. Miałyśmy wczoraj razem dyżur i no, wychodzi na to, że jakiś palant nie daje jej spokoju, nachodzi ją w mieszkaniu, które wynajmuje w Londynie… więc no, od słowa do słowa, zaproponowałam, żeby zamieszkała z nami… Wspomniałam rano mamie, ponoć nie mają nic przeciwko.
Westchnęła, spoglądając na kolejnego tosta i zastanawiając się, czy go zjadać, czy nie.
- Musimy chyba kupić wreszcie dom, bo w końcu głowa rodu nas stąd wywali za sprowadzanie tutaj innych. Zaraz będziemy zbierać nie na schronisko psidwaków, tylko schronisko Longbottomów. Takie dla ludzi. Mam nadzieję, że to nam ujdzie, przecież ciocia Aurora to też Longbottom, a dziadek raczej Mav lubi... Zasadniczo więc ma pełne prawo, bo należy do rodziny.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (4153), Erik Longbottom (5286)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa