• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[22.06.72] Młodzi duchem

[22.06.72] Młodzi duchem
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#1
11.06.2024, 21:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2024, 03:26 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Jonathan Selwyn - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Suma przypadków. Poltergeist III.

Mieszkanie Jonathana Selwyna
Niemagiczny Londyn



Charlotte Crouch - Kelly czuła się ostatnio nieco staro. I może świat miał dość jej czarnych myśli na ten temat, i postanowił ją ukarać, a może wręcz przeciwnie, jakieś życzliwe bóstwo zdecydowało, że spełni jej marzenie o wiecznym pięknie i ciągłej młodości. Do kary i/lub błogosławieństwo doszło na londyńskiej ulicy, kiedy skoro świt przed Charlotte ni z tego, ni z owego wyrósł złowieszczo śmiejący się poltergeist.
Nie przestraszyła się. Nie bała się duchów, poltergeistów i całej masy innych istot, stanowiących obiekt jej zawodowych zainteresowań. Nie zdołała też niczego zrobić - istota przemknęła po prostu obok, a Charlotte poprawiła ubranie i ruszyła dalej ulicą, jak gdyby nigdy nic. I pewnie dotarłaby do celu, do którego zmierzała, gdyby nie to, że po drodze dostrzegła swoje odbicie w jednej ze sklepowych witryn.
Nie zobaczyła Charlotte Kelly, czterdziestotrzyletniej matki, wdowy, pracownicy Ministerstwa Magii.
Widziała szesnastoletnią blondyneczkę o wielkich, zielonych oczach i niewinnej twarzy, wciąż noszącą jeszcze ślady dziecięcej krągłości: młodą Charlotte Crouch.
Co było silniejsze, Charlie, ta panika, czy ta radość, które nawiedziły cię na myśl o tym, że czas zmienił dla ciebie swój bieg i możesz przeżyć życie drugi raz?
Nigdy nie miała nikomu odpowiedzieć na to pytanie, także samej sobie. Zwłaszcza, że zaledwie po kilkunastu sekundach zrozumiała, że chociaż jej dłonie też są delikatnymi dłońmi nastolatki, że unosząc je ku twarzy czuje pod palcami gładką, dziewczęcą skórę, a jej włosy znów są złociste, nie nieco przygaszone - zmieniły kolor z wiekiem - to ma na sobie sukienkę, jaką założyła tego ranka, że mijają ją ci sami ludzie, że stoi przed sklepem otwartym w roku 1970. Żaden czas się nie cofnął. Po prostu ją trafił czar, który na jakiś czas odmienił jej ciało.
I to też przyjęła z odrobiną ulgi, i odrobiną rozczarowania, zmieszanych w równych proporcjach.
Nie miała ochoty pokazywać się tak na znajomym. I wolała, by nie wpadły na nią dzieci. Dziś Jonathan pewnie nie pracował. Charlotte zawróciła się więc po prostu i ruszyła do mugolskiego Londynu, ku mieszkaniu przyjaciela.
Ciemne, burzowe chmury, zbierały się nad Londynem i nad głową Selwyna.
*

Z dużym wyczuciem czasu zagrzmiało gdzieś złowieszczo dokładnie w chwili, w której na progu Jonathana Selwyna stanęła Charlotte Crouch.
Nie byłoby w tym nic specjalnie dziwnego. Zwykle wprawdzie Charlotte zapowiadała się z wizytą, ale pojawienie się ni z tego ni z owego nie byłoby znowu aż tak zaskakujące... Gdyby właśnie nie fakt, że dziewczyna stojąca na progu była faktycznie Charlotte Crouch, nie Kelly. Tą osóbką, którą mógł pamiętać z piątego czy szóstego roku w Hogwarcie, a nie tą, którą widywał czasem w Ministerstwie i średnio jakieś trzy razy w miesiącu w sytuacjach prywatnych.
To jednak z pewnością była ta sama osoba, dało się to rozpoznać ledwo otworzyła usta.
- Nie mogę się tak pokazać dzieciom - oświadczyła Charlotte nie witając się nawet, ledwo jej otworzono, i bezceremonialnie przepchnęła się obok Jonathana. Miała na sobie buty na obcasach i krótką sukienkę, która dorosłej Charlotte doskonale pasowała, ale na dzieciaku wyglądała nadmiernie prowokująco i trochę tak, jakby została ukradziona z szafy starszej siostry. Zwłaszcza, że w międzyczasie popadało nieco i teraz materiał lepił się do ciała. - Masz wino? Potrzebuję dużo wina. Ewentualnie szampana, nim też nie pogardzę, ale wolałabym wino

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#2
12.06.2024, 21:30  ✶  
Gdy zbliża się letnie przesilenie, moje myśli zawsze uciekają do Ciebie miły.
Tej nocy nie spał dobrze. To znaczy, Jonathan ogólnie już od jakiegoś czasu nie spał dobrze, walcząc z bezsennością za pomocą różnych kadzidełek i wywarów, ale dzisiaj było gorzej. Dzisiaj śniły mu się zbrukane krwią przysypujące go trupy róż, które zwiędły, gdy tylko na nie spojrzał.
Zastanawiam się, kiedy przejdą Twoje idiotyczne dąsy, kiedy zatęsknisz za moją dłonią zaciśniętą na Twojej duszy.
Westchnął cicho i włożył list do szczelnie skrywanej w jego pokoju czerwonej skrzyneczki, wraz z resztą listów o tym samym paskudnym różanym zapachu, które dostawał przez te wszystkie lata i nigdy na nie nie odpowiadał. Jeszcze chwilę popatrzył na wiadomość, aż wreszcie zatrzasnął z hukiem skrzyneczkę, wsuwając ją w najgłębszy kąt szafy. Czego nie widział, tego nie było, czy coś takiego.
Zastanawiam się nad tym, o czym myślisz, gdy patrzysz w lustro i widzisz kolejną zmarszczkę żłobiącą Twoje czoło, kolejną rysę na perfekcyjnej twarzy.
Nigdzie dzisiaj nie wychodził, a i tak założył na diebie najlepsze ubrania, z tych które jeszcze można byłoby uznać za codzienne i potraktował swoją skórę, jak i włosy, zdwojoną dawką tych wszystkich preparatów, które miały gwarantować mu przedłużoną młodość, piękno i zjawiskowość, a następnie stanął przed lustrem.
Nie było źle. Naprawdę nie było źle. Zresztą pogodził się z tym co nieuniknione, gdy podjął decyzję, ale i tak nie było źle. Czterdzieści dwa lata, a dopiero w sierpniu czterdzieści trzy. Dla czarodzieja to i tak nie była jeszcze nawet połowa. Poza tym nie było źle, a to co go raziło w wyglądzie i tak dało się zamaskować.
Odszedł od lustra zadowolony wynikami tej inspekcji. Wrócił do lustra. Znowu zaczął się przyglądać, jakby aby na pewno chciał się upewnić, czy tylko mu się nie wydawało. Odszedł kilka kroków. I znowu powrócił do lustra.
Ktoś zaczął pukać do drzwi o czym poinformował go jego skrzat.
Moja oferta jest nadal aktualna. Czekam na Ciebie, nim będzie za późno.
No to ten przeklęty wampir poczeka sobie w nieskończoność. Ostatni raz zerknął w lustro i ruszył w stronę drzwi. Przynajmniej nie starzał się w tym wszystkim sam.
Gdzieś w oddali uderzył piorun.
W drzwiach stała Lottie. Młoda Lottie. Lottie, którą widywał na korytarzach Hogwartu, nawet jeśli niekoniecznie tak ubraną. Natomiast, w przeciwieństwie do sukienki, złowieszcze dźwięki burzy, który towarzyszył jej przybyciu zdecydowanie pasował do czarownicy w każdym wydaniu.
– Minus dziesięć punktów dla Hufflepuffu za pryszcza na twarzy – powiedział w pierwszym odruchu, zanim jego mózg był w stanie dokładnie pojąć co się właśnie działo. – Co ci się stało? To trwałe? – spytał zamykając drzwi.
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#3
13.06.2024, 07:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.06.2024, 10:54 przez Charlotte Kelly.)  
- Minus dziesięć punktów od Gryffindoru za bezczelność i kolejne minus dziesięć za ślepotę. Ja nigdy nie miałam żadnych pryszczy.
A przynajmniej nie dłużej niż przez pięć minut. Charlotte już w szkole dbała o swój wygląd niemal obsesyjnie, i spora część jej kieszonkowych trafiała do punktu wysyłkowej sprzedaży specyfików Potterów. Cierpiała okrutnie, że umundurowanie uczniowskie nie pozwalało jej rozwinąć skrzydeł i w efekcie przykładała ogromną wagę do fryzur oraz dbałości o cerę.
Wpakowała się do środka, z kieszeni wyciągając różdżkę. Już w drodze do salonu osuszyła nieco ubranie i włosy, zrzuciła buty, a potem usadowiła się na kanapie. I dopiero teraz zmierzyła Jonathana uważnym spojrzeniem.
- Randka? - spytała, bo włosy miał jakby bardziej błyszczące niż zwykle, a ubranie jakby nieco bardziej eleganckie niż w te dni, gdy zostawał w domu. - A co, wolisz mnie w tej wersji? - zapytała na pytanie o to, czy tak zostanie. z uśmiechem sugerującym, że to jedno z tych pytań pułapek, w których i odpowiedź twierdząca, i przecząca może spotkać się z jednaką karą. Oczywiście, to był bardzo słodki uśmiech, ale słodkie uśmiechy Charlotte bywały mylące. Póki się jej nie znało.
Nie, żeby nie wiedziała, że Selwyn z tego wybrnie.
Wydobyła z torebki papierosy i odpaliła jednego z nich, a potem wygodniej rozwaliła się na kanapie. Najwyraźniej randka czy nie, nigdzie się nie wybierała. Dom Jonathana był duży, zawsze mogła schować się w jakimś pokoju gościnnym. Znaczy się, wyświadczyć mu uprzejmość i tam posiedzieć, by wtargnięciem nie psuć mu spotkania, bo przecież Charlotte Kelly przed nikim się nie chowała.
- Poltergeist i klątwa - wyjaśniła i zaciągnęła się dymem. - Samo powinno przejść. Zastanawiałam się, czy go nie dorwać i nie zmusić, by powtarzał zaklęcie, ale tak sobie idąc tu uświadomiłam, że wtedy mogłabym spotykać się albo z chłopcami młodszym od mojej córki, albo z facetami o bardzo dziwnych gustach. Byłam już bliska skręcenia tu po drodze w ciemny zaułek, może ten jeden by za mną poszedł i mogłabym połamać mu ręce - westchnęła z pewnym żalem. Pewnie przez strój i sposób poruszania wziął ją za pannę wątpliwej moralności, i za nią wędrował. Charlotte ostatecznie zrezygnowała z zamysłu łamania go zaklęciem przez tę burzę, i tak okropnie zmokła. - Nigdy nie zrozumiem, czemu tak lubisz mieszkać wśród mugoli, Johnny.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#4
13.06.2024, 22:08  ✶  
No cóż. Niestety z niektórymi faktami kłócić się nie mógł, a nawet gdyby i tak się kłócił, to pewnie spędziliby ten dzień na staniu w korytarzu i wymienianiu się złośliwościami.
Pokrecił głową.
– Randka? Nie, po prostu niektórzy wyglądają dobrze, nawet gdy zostają w domu moja droga. Taki dar od bogów. – Mógł jej zaufać we wszystkim, opowiedzieć o każdym swoim problemie, ale... Ale chyba nie był w stanie powiedzieć jej o tej drobnej sprawie, przez którą wyglądał dzisiaj, tak jak wyglądał. Było mu zbyt głupio. Może gdyby zdobył się na odwagę, gdy tylko wrócił z Francji, lub gdy dostał pierwszy list... A tak to nie dość, że musiałby się tłumaczyć z tego wszystkiego, to jeszcze z faktu, że tak długo to przed nimi ukrywał. Lepiej było milczeć. Listy kiedyś przestaną przychodzić.
O nie, nie, nie. Znał ten uśmiech. Za żadne skarby nie odpowiadał na to pytanie wprost. Nie z nim takie numery.
– Lottie, jestem zdania, że nawet w wieku stu lat będziesz w stanie znaleźć się na okładce Czarownicy, jako najbardziej olśniewająco czarownica Wielkiej Brytanii, ale jednak kiedy teraz z tobą rozmawiam odczuwam pewny błąd poznawczy. – A tak poza tym to młodziutka twarz przyjaciółki, wręcz boleśnie przypominała mu o tym, że on młodszy już nie będzie. Z całej siły powstrzymał się, aby nie unieść palców do czoła i dotykiem nie sprawdzić, czy jedna ze zmarszczek nagle się nie pogłębiła.
– Hm... Jestem pewny, że nikt i tak by mu nie uwierzył, gdyby powiedział, że to nastolatka to zrobiła, więc... – Zawiesił głos podchodząc do ukrytego w globusie barku, taki był ekstrawagancki, by wyciągnąć z niego dwa kieliszki i szampana. On jak coś mógłby potwierdzić, że Charlotte cały czas była tu z nim. – Ludzie bywają obrzydliwi.
Jednak na wzmiankę o miejscu zamieszkania, Selwyn, w przeciwieństwie do pogody za oknem, nieco rozchmurzył się.
– Tu nie chodzi o samych mugoli Lottie – powiedział, podając jej napełniony już alkoholem kieliszek, a sam usiadł na fotelu obok. Może powinien mieć więc obiekcji wobec dawania nastolatkom szampana, ale po pierwsze, to nie była nastolatka, a Charlotte, która za takie wahania pewnie by go zabiła, a po drugie gdy oboje byli w jej wieku, to sami podkradali alkohol z barków rodziców, gdy ci akurat postanowili się spotkać. Jonathan zerknął przez okno. Na dworze panowała burza, ale miasto nie traciło nic ze swojego uroku. – Jesteśmy w samym sercu Londynu. Niedaleko West Endu i... Wszystkiego. Nie mów, że nie czułaś tego życia, które bije z tego miejsca! Tego śpiewu!
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#5
14.06.2024, 19:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2024, 19:23 przez Charlotte Kelly.)  
Spojrzenie Charlotte było pełne powątpiewania. Och, jasne, Selwyn był tym denerwującym rodzajem mężczyzny, który mógł wyglądać dobrze nawet uchlany niemal do nieprzytomności, i wiek póki co wcale nie odcisnął na nim swojego piętna w znaczący sposób, ale ona też znała te wszystkie specyfiki od Potterów, tak samo jak doskonale orientowała się w jego garderobie. (Zajrzenie mu do szafy, by popatrzeć, co kupił sobie ostatnio, wcale nie było czymś, czego by się nie dopuściła, z szacunku do prywatności gospodarza.)
No cóż, może postanowił po prostu się wystroić. Jej też zdarzało się założyć najlepszą sukienkę tylko dlatego, że uznała, że będzie malowniczo wyglądać stojąc w niej na balkonie i popijając wino.
– Sprytna odpowiedź, Johny. Nie żebym się nie spodziewała – roześmiała się, przyjmując od niego szampana, teraz w jednej dłoni trzymając papierosa, a w drugiej wysoki kieliszek. Jonathan nigdy nie wpadał w takie pułapki, bo był może Gryfonem i czasem – zdaniem Charlotte przynajmniej – po gryfońsku wyłączał myślenie, ale potrafił być też niesamowicie sprytny. – Nie martw się, nieważne, czy wyglądam na szesnaście czy trzydzieści lat… - …bo oczywiście na czterdzieści trzy absolutnie nie wyglądała, przynajmniej nie we własnym mniemaniu… - …zawsze jestem równie urzekająca, błyskotliwa oraz zabawna – wyrecytowała i uniosła naczynie do ust. Mogłaby też wspomnieć, że zawsze jest równie okropną osobą, ale przecież tym nie zamierzała się przechwalać. – Och, czy to nie ten prezent od stryjenki Octavii? – zapytała, gdy wypiła zawartość i obejrzała naczynie pod światło.
– Pewnie, że nikt by mu nie uwierzył, zwłaszcza gdyby opowiadał o magii.
Do kodeksu tajności Charlotte miała bardzo lekki stosunek. Mianowicie uważała, że nie używa się magii przy mugolach, kiedy istnieje duża szansa, że cię za to złapią. A prawdę powiedziawszy, szansa zwykle była mała. Dzisiaj natomiast? Wyglądała na szesnaście lat! Kto skojarzyłby wybryki nastolatki z pracownicą Ministerstwa po czterdziestce?
– Czy nie lubimy kogoś w Ministerstwie? Mogłabym pójść dziś do jego żony i powiedzieć, że szukam mojego taty – oświadczyła w przypływie natchnienia, podsuwając Jonathanowi kieliszek bardzo sugestywnym gestem i sygnalizując, że chce więcej alkoholu. Potrzebowała całego, cholernego morza alkoholu. – Obawiam się, że na ulicy nikt nie śpiewał, za to gdy tutaj szłam, minęłam jakiegoś bezdomnego, sikającego w bramie – powiedziała Charlotte bezlitośnie. Jak na kogoś, kto wyszedł za mugolaka, patrzyła na mugoli i mugolski świat trochę z góry. Ale cóż, nie biegała za nimi ciskając cruciatusy i pierwsza rzucała się z zębami i pazurami na jakieś tam próby ograniczania praw mugolaków, bo w końcu jej dzieci nie były czystej krwi.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#6
15.06.2024, 14:40  ✶  
Uśmiechnął się i sam upił łyka szampana, uznając, że zarówno kryzys pod tytułem Muszę wyjaśnić czemu tak się ubrałem, nie wspominając o prawdziwej przyczynie, jak i Charlotte zadała mi właśnie bardzo podchwytliwe pytanie zostały zażegnane.
– A przy tym widzę, że opanowałaś mistrzowstwo skromności – odparował rozbawiony, doskonale wiedząc, że ich dwójka skromności niemal w ogóle nie znała. Zabawne, bo w takim wypadku ludzie jednak częściej kłócili się, chcąc pokazać, kto jest tym bardziej wspanialszym, a jednak im się udało jakośuniknąć tego losu. Może po prostu czasem raźniej było, gdy nie musiało się samemu nosić ciężaru wspaniałości.
– Kieliszki? Tak – Skinął głową, samemu przyglądając się szkłu ozdobionego drobinkami złotego. – Twoja rodzina strasznie naciskała na ich oddanie, więc oficjalnie wzięłaś je ze sobą do krainy jankesów, gdzie biedne sę pewnie zgubiły.
Zbyt dobrze wyglądał z tymi kieliszkami w dłoni, aby się z nimi rozstawać i to jeszcze na prośbę swoich niedoszłych teściów.
– Poza tym ty przecież cały czas byłaś u mnie – zgodził się na jej słowa, potencjalnego atakowania niektórych.
Zamyślił się na chwilę. Rozmowa z Charlotte skutecznie odpychała od niego myśli o liście, zwłaszcza, gdy na jej propozycje zareagował dźwięcznym śmiechem.
– Mam kilku kandydatów, ale obawiam się, że ich biedne żony nie zasłużyły na taki los. – Mogliby zrobić przyjacielski kawał, taki ze szczerej miłośc,  Morpheusowi, ale zakładał, że ich przyjaciel po śmierci brata miał już zbyt dużo zmartwień na głowie, aby jeszcze ktoś mu mówił, że szuka go zaginiona córka. Anthony z kolei z oczywistych powodów od razu odpadał, a Jonathan nie był okrutny, aby zaproponować, że mogą w ten sposób podniszczyc zdrowie psychiczne szefa Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, aby ułatwić tym samym awans Shafiqowi.
– Tu przecież chodzi o metaforycznej śmiech. Naprawdę Lottie. Czasem mam wrażenie, że resztki wrażliwości na sztukę, które w sobie miałaś, zmusiłaś w sobie jakoś w wieku... – Machnął ręką. – No na jaki teraz wyglądasz. Jakie to w ogóle uczucie? – Chyba trochę jej zazdrościł. Sam chciałby chociaż raz spojrzeć w lustro i zobaczyć oznaki odmłodzenia, a nie nieustannego starzenia się. Za oknem zagrzmiała burza, jakby w drwinie dla jego pragnienia.
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#7
15.06.2024, 23:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2024, 15:10 przez Charlotte Kelly.)  
– Ależ skąd, ja jestem skromna z natury – zapewniła Charlotte, po czym odłożyła kieliszek i sięgnęła po różdżkę. Po to, by przywołać szampana i potraktować drogi trunek absolutnie barbarzyńsko czyli napić się prosto z butelki. Kelly nie była może alkoholiczką, ale po prawdzie piła odrobinę za dużo (i tylko stalowa wola oraz pogarda dla słabości sprawiały, że cienkiej granicy dzielącej „piję dużo” od „jestem uzależniona” nigdy nie przekroczyła), a teraz czuła, że jeśli nie dostanie odpowiedniej ilości alkoholu, to zacznie krzyczeć. – Jak to nieładnie z mojej strony – westchnęła, odnośnie tych biednych, zagubionych gdzieś w Ameryce kieliszków, po czym najpierw zaciągnęła się dymem, potem go wydmuchała, a następnie wzięła kilka łyków szampana.
Nic dziwnego, że biedny Jonathan odczuwał pewien dysonans, kiedy na nią teraz patrzył.
Jeszcze większy dysonans pewnie odczułby ktoś, kto wszedłby do jego salonu i zobaczył tutaj nastolatkę w skąpej sukience, z butelką alkoholu w jednej dłoni i papierosem w drugiej.
– Och, szkoda. Żadnego wdowca? Albo kogoś z bardzo wredną żoną? Albo konserwatysty, którego chciałbyś wplątać w skandal? To naprawdę przykre, nie wykorzystać takiej okazji. Cholera, jakoś tak teraz przypominam sobie samą siebie w tym wieku, i w sumie to szczęście, że dzieci nie wdały się we mnie aż tak mocno, jakby mogły, bo chyba bym oszalała – westchnęła, upijając jeszcze łyk szampana. – Wrażliwość, wrażliwość… wrażliwość zostawiam Anthony’emu i Morpheusowi, na sztukę i całą resztę.
To nie tak, że była zupełnie obojętna sztukę: lubiła teatr, lubiła muzykę, lubiła ładne obrazy, bo lubiła i ładne rzeczy. Ale pozostawała istotą mało skromną do wzruszeń, która w dodatku bezlitośnie wyłapywała wszelkie potknięcia aktorów albo muzyków, a i czasem potrafiła potem złośliwie je skomentować. (Choć gdy już widziała występ prawdziwego artysty, to i tu umiała oddać sprawiedliwość.)
– Wiesz, że sama nie wiem? – zastanowiła się, unicestwiając niedopałek za pomocą zaklęcia, a potem wygodniej rozkładając się na kanapie i unosząc wyżej niemal pustą już butelkę, żeby przyjrzeć się etykiecie.
Przez chwilę, gdy sądziła, że czas odwrócił swój bieg, była wręcz podekscytowana. Mogła na nowo przeżyć życie. Urządzić je w inny sposób, gdyby tylko zechciała.
A potem była przerażona, bo pomyślała o dzieciach i poza tym wcale nie była pewna, czy chce być nastolatką.
– Może gdyby odmłodziło mnie dziesięć lat, byłabym całkiem zadowolona, ale chyba nie mam ochoty wracać do nastoletnich czasów.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#8
18.06.2024, 00:50  ✶  
Uśmiechnął się na jej słowa. Oboje byli tak samo skromni, jak dyskretne było cwałujące ciele i każdy kto ich znał chociaż trochę lepiej doskonale o tym wiedział.
– Obawiam się, że nikt taki nie przychodzi mi na myśl. A przynajmniej nikt kogo takie strasznie ujdzie nam na sucho. Chociaż może... – zamyślił się na chwilę. – Nie. Chyba jednak nie.
Zerknął na nią rozbawiony. Charlotte miała absolutnie wspaniałe dzieci i w każdym z nich widział chociaż odrobinę jej charakteru. Może jednak rzeczywiście wrzechświat wiedział co robił, stawiając jej na drodze pewnego mugolaka i geny Neda zadziałały jako pewien katalizator, który uchronił świat przed trzema kopiami siejącej postrach Puchonki.
– Myślę, że i tak wdały się w ciebie na tyle, by świat ich nie przygniótł – powiedział, delektując się kolejnym łykiem szampana, wyraźnie nad czymś zamyślony. – Z drugiej strony nigdy nie byłaś swoją matką, więc nie miały po co być takim koszmarem.
Po ucieczce Charlotte usłyszał zarówno od swoich niedoszłych teściów, jak i rodziców, że mają nadzieję, że jego przyszłe dzieci wdadzą się w niego i kiedyś urządzą mu dokładnie to samo, co on i Lottie urządzili im. Z tym, że gdyby miał mieć kiedyś dzieci, w co raczej zaczynał powątpiewać patrząc na to, że jego ostatni poważny związek był z nistabilnym panem wampirem, nigdy nie zmusiłby ich do małżeństwa, ani nie wydziedziczył za ślub z mugolakiem, więc "karma" tutaj nie miała jak do niego wrócić.
Wywrócił oczami.
– Kiedyś jeszcze pokaże ci sztukę, która dotknie twą zimną duszę, Lottie. Zobaczysz – zapewnił ją pewny siebie, nawet jeśli ta pewność siebie nie miała żadnego pokrycia w rzeczywistości. A jednak, co by nie mówić o jej zimnej duszy, to ona właśnie skutecznie blokowała wspomnienia o chłodzie, który niósł ze sobą ktoś inny. Jonathan dopił kieliszek do końca.
– Hm... – mruknął zapadając się głębiej w fotelu. – Ja chyba też nie. Dziesięć lat brzmiałoby miło, ale... – Dziesięć lat temu był jeszcze ambasadorem we Francji. Dziesięć lat temu... – Ale tylko z wyglądu. Nie ma co się cofać w czasie. To byłoby strasznie nudne. Lepiej wyczekiwać tego co jeszcze nieodkryte.
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#9
19.06.2024, 12:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.06.2024, 14:12 przez Charlotte Kelly.)  
– Koszmarem? Jestem najsłodszym ze snów – oburzyła się Charlotte, udawanie czy szczerze. Ale nie wydawała się naprawdę zła. Gdyby była naprawdę zła, być może rzuciłaby ta butelką w głowę Selwyna, a tak wypiła tylko kolejny łyk. I kolejny. I odpaliła następnego papierosa.
Zapewne picie w takim tempie nie było zbyt rozsądne, biorąc pod uwagę, że miała w tej chwili ciało nastolatki, nienawykłe tak do alkoholu.
– Ale na całe szczęście, moje dzieci nauczyły się, żeby nie dawać sobą pomiatać. Zwłaszcza Rita – dodała, odchylając głowę do tyłu i przymykając nieco oczy. – Proszę, niech to tylko nie będzie coś w stylu tej okropnej, mugolskiej sztuki, Romeo i Julia. Znajomi w USA zmusili mnie, żebym z nimi na to poszła i wyszłam okropnie zirytowana. Wszyscy byli tam absolutnymi kretynami. Czy naprawdę nie prościej było uciec oknem niż zażywać jakieś trucizny?
A to był tylko jeden z wielu jej zarzutów wobec tej sztuki. Romeo zmienił obiekt westchnień wybitnie szybko i Charlotte jakoś wątpiła, aby szesnastoletni chłopiec był doskonałym kandydatem na męża, który zadba o czternastoletnią żonę po ucieczce. Och, ona by już im wszystkim tam pokazała!
– Uchowaj Merlinie! – przeraziła się, aż otwierając oczy, gdy wspomniał o cofaniu się o dziesięć lat. Dzieci miały wtedy jakieś jedenaście, szykowały się dopiero do pójścia do Hogwartu, a ona musiała ogarniać je i pracę. A kiedy wszystkie poszły do szkoły, najpierw okropnie tęskniła, a potem z kolei odetchnęła z ulgą, bo jakby… odzyskała trochę własnego życia. Niemniej wciąż musiała dbać o ich potrzeby i wychowanie, i o to, żeby wujkowie nie zepsuli ich doszczętnie.
Może chciała powiedzieć coś jeszcze, ale w drzwiach salonu stanął jakiś mężczyzna.
– Panie Selwyn, skrzat prosił, żebym poczekał, ale to sprawa nie cierpiąca zwłoki, ambasador Francji… – zaczął, a potem zamilkł, gdy jego wzrok padł na kanapę. Prosto na szesnastoletnią Charlotte Kelly, która siedziała tam boso, w kusej sukience, z butelką szampana w jednej ręce, z papierosem w drugiej i policzkami różowymi od trunku.
– Co się gapisz? – spytała słodko i wydmuchała kłąb dymu, gdy rozpoznała w mężczyźnie jednego ze stażystów ministerialnych.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#10
24.06.2024, 09:19  ✶  
– Oh, nie kochana, bycie słodkim snem to akurat moja rola w życiu każdego, kto mnie spotkał na swojej drodze  – odpowiedział jakże skromnie, ale prawdę mówiąc z ich dwójki to jednak on miał większe szanse na pojawianie się w dobrych snach ludzi. Charlotte natomiast idealnie pasowała do roli koszmarów i mówił to jako komplement.
– Po pierwsze nie obrażaj Shakespeara, Lottie, to że nie miał magii, zrekompensował sobie geniuszem słowa, po drugie kiedy musieliśmy być zaręczeni próbowałem cię zabrać na tę sztukę, a ty daład się dopiero namówić jakimś Amerykanom, a po trzecie mam więc rozumieć, że nawet przez myśl ci nie przejdzie, aby zażyć truciznę jeśli kiedyś umrę? – spytał drocząc się z nią, w tonie sugerującym, że oczekiwał od niej jedynie kolejnych złośliwości, a nie poważnych przemyśleń na ten temat.
Sam nie był wielkim fanem akurat tej sztuki angielskiego dramaturga, bo nawet jeśli Jonathan może i w życiu bywał nieco dramatyczny, to jednak należał do grupy romantyków, którzy woleli psuć własne śluby, bo ktoś inny się zakochał, niż wspierać umieranie.
Już miał coś jeszcze powiedzieć na temat tych dziesięciu lat, gdy nagle w drzwiach, wraz z kolejnym hukiem pioruna dla podkreślenia dramatyzmu tej sytuacji, stanął jego skrzat wraz ze stażystą.
– Ja... – wymamrotał młody mężczyzna, patrząc na Charlotte nie wiadomo czy bardziej zakłopotany jej słowami, czy tą całą scenką, a Jonathan już widział te nagłówki gazet Najbardziej czarujący zastępca OMSHMu rozpija nieletnie dziewczyny w kłusych sukienkach. Po tym już raczej w opinii publicznej taki urokliwy nie będzie. – Czy... Ona potrzebuje pomocy?
Zdecydowanie – pomyślał Jonathan, ale oczywiście nie powiedział tego na głos, a zamiast tego szybko wstał ze swojego miejsca i podszedł do stażysty. Liam. Tak mu było na imię.
— Liamie – zaczął, starając się ostrożnie dobierać słowa. Że też naprawdę ambasador Francji potrzebował czegoś akurat dzisiaj. Czego? Jonathan w pełni zdawał sobie sprawę z faktu, że nigdy wcześniej nie było, ani nigdy później nie będzie tak wprawnego ambasadora w kraju przeklętych croissantów, jak on sam i oczywiście był gotowy dzielić się wiedzą ze swoimi następcami, ale czy naprawdę musiał robić to akurat dzisiaj? – To... Moja przyjaciółka z Departamentu Tajemnic. – Zwalaj wszystko na Departament Tajemnic. Ludzie zaskakująco zaczynali mieć mniej pytań kiedy zwala się wszystko na Departament Tajemnic. – Dotknęła ją klątwą regresu wieku, nie wiadomo czy to uleczalne i jak widzisz dość mocno to przeżywa.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charlotte Kelly (2989), Jonathan Selwyn (2642)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa