Na szczęście nikt nie wymagał od nich tego, że będą się tłumaczyć z tej dziwnej więzi jaka ich połączyła. Miała świadomość, jak to wygląda, ludzie mogli sobie pomyśleć o nich naprawdę wiele. Najgorsze w tym wszystkim było to, że żadne z tych myśli nie były prawdziwe i wniosków, które same się nasuwały. Nie łączyła jej relacja z żadnym z mężczyzn, z którymi została związana rytuałem. Był to dziwny zbieg okoliczności, pewnie nikt by nie uwierzył w takie wytłumaczenie, ale Florence nie oczekiwała od nic, nie pytała. To dobrze, bo Norka na pewno czułaby się głupio, gdyby musiała to wyjaśnić.
Dym zaczął wypełniać pomieszczenie, uderzał w płuca, to dobrze, świece miały pomóc zerwać więź. Miała wrażenie, że czuje ciepło ogniska, jak w Beltane. Czyżby oznaczało to, że wszystko idzie po ich myśli? Nie miała pojęcia, w końcu pierwszy raz brała udział w czymś takim.
Miała zamknięte oczy, nie dostrzegła więc tych nici, które się pojawiły. Nie widziała reakcji Florence, nie wiedziała, że musiała się spieszyć. Liczyła na to, że jakimś cudem będą mieli szczęście - jak zawsze.
W końcu kobieta się odezwała. Chyba było po wszystkim. Nie takie to straszne, praktycznie nic nie poczuła.
- Nie takie to było straszne. - Wysiliła się na komentarz, chociaż nie do końca wiedziała, co mówić. Zastanawiała się, czy czuje jakąś różnicę, czy coś się zmieniło? Póki co nie. Pewnie później dopiero będzie mogła oczekiwać efektów. Teraz przecież żadne z nich nie dawało drugiemu powodu do zazdrości, czy strachu.
- Ja czułam ogień. - Powiedziała po tym, jak Erik się odezwał. Może faktycznie więc, skoro czuli coś związanego z Beltane to mogli mieć nadzieję, iż cała sytuacja zakończyła się sukcesem Florence, która przecież była doświadczonym uzdrowicielem. Nie mogło być inaczej.
- Tak, ale lepiej mieć z tyłu głowy, że na sabatach dzieją się cuda, o których nikt nic nie mówi. - Na pewno będą ostrożniejsi po tym, co się im przytrafiło. Kto wiedział, co kapłani wymyślą następnym razem.