• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[Bal Longbottomów 18.03.1972] William & Florence

[Bal Longbottomów 18.03.1972] William & Florence
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#1
04.01.2023, 17:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2023, 22:29 przez Morgana le Fay.)  
Rozliczono - Florence Bulstrode - Piszę, więc jestem.

Muzyka wciąż grała, ludzie wciąż dobierali się w pary, a materiały co dłuższych sukienek sunęły po parkiecie w rytm kolejnych dźwięków.
Ciasto było dobre, na pewno pomogło w przyswojeniu alkoholu wypitego na pusty żołądek - nierozsądnie, acz z braku innej możliwości, aby zatonąć w rozmazanym wszechświecie własnych myśli i nie czuć się aż tak wyobcowanym. William westchnął, gdy towarzystwo, któremu pomógł zajęło się sobą. Mieli swoje sprawy, znali się od dłuższego czasu, a on sam niezbyt wiedział co mówić w takich sytuacjach. Zajmowanie sobie głowy 'small talkiem' wydawało mu się niesamowicie nudne, do tego stopnia, że podnosił się i opadał na palcach stóp, aby w ostatnich momentach powstrzymać się po prostu od odejścia bez słowa.
Wrócił do sali z balkonu i odstawił talerzyk na jednym ze stołów, omiótł salę spojrzeniem szukając kogoś znajomego, a w międzyczasie złapał kolejny kieliszek, tym razem z białym winem - te zawsze, nawet jak nie lubiło się danego szczepu czy rodzaju, było bezpieczniejszą opcją niż czerwone. Upił łyk mrużąc oczy, widząc, że żona znalazła sobie towarzystwo. No tak, mógł się tego spodziewać, czy był zły? Niekoniecznie na sam fakt, że Eden tańczyła z innym mężczyzną. Już przy pierwszym spotkaniu powiedział jej, że może spotykać się z innymi ludźmi, jeżeli ma potrzeby, którym on nie mógłby zaspokoić. Teraz jednak, w perspektywie ostatniej rozmowy i dzisiejszej kłótni czuł jakby taniec i każdy ruch wykonywany przez blondynkę był wykonywany przeciwko niemu. Nie lubił tego uczucia, było nielogiczne i brało się znikąd, ale żyjąc z byłą Panną Malfoy, nauczył się, że niektóre czyny wymierzone są w innych nawet jeżeli nie są odpowiednio wokalne. Może faktycznie nie widział czego chciał? Albo przyzwyczaił się do statusu Quo, w którym Eden zawsze była pewnym punktem w jego życiu. Ona, dom, kłótnia w jadalni. Przedziwne jak zarażając ta rutyna działała na jego zmysły, chociaż nie każdy aspekt związany z tymi czynnościami był pozytywny.
Odwrócił spojrzenie postanawiając zignorować nieprzyjemne uczucie, jakie gromadziło się na dnie żołądka i popił je winem, które opłukało podniebienie i na chwilę przyniosło uczucie lekkości.
Skupił się na całkiem innej osobie, której twarz przynosiła na myśl tematy i rewiry o wiele lepiej mu znane i zbadane - szkolne mury, krukońską ciekawość i samo uzdrowicielstwo. Zauważając, że kobieta nie ma przy sobie nikogo, z kim mogłaby aktualnie prowadzić rozmowę wypił resztkę wina w sporym łyku, można by pomyśleć, że na pewność siebie i przeszedł odległość jaka ich dzieliła.
- Florence, cieszę się, że em. - właściwie to z czego się cieszył? Że mogli porozmawiać? Że w końcu znalazł kogoś, przy kim nie będzie musiał udawać, że interesuje go cała ta szopka? Nie, tego chyba nie powinien mówić - że udało mi się ciebie złapać w całym tym zamieszaniu. Dawno nie ... rozmawialiśmy. - pomimo różnicy wieku Will wciąż nie wiedział jak powinno się zagadywać czy zwracać do ludzi w sytuacjach, które nie były zjazdami naukowymi, wykładami czy po prostu, pracą. Uśmiechnął się nawet, bardzo koślawo, ale hej, liczyło się, że chociaż spróbował.
- Znalazłaś czas żeby przyjść? - zaciekawił się, pomijając całą resztę 'small talku', jaką mógłby wepchnąć w tę rozmowę i przeszedł prosto do tematu, w jakim, wydawało mu się, obydwoje będą się dobrze czuli.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#2
04.01.2023, 20:58  ✶  
Florence po całym tym zamieszaniu na sali, sprowadzeniu ze sceny Faye, znalezieniu jednego z Longbottomów i wysłania do zdezorientowanej piosenkarki, zgubiła gdzieś w tłumie kuzynkę i Astorię. Obiecała sobie, że do tej pierwszej wkrótce napisze i zaproponuje jakieś spotkanie… o ile zdoła wcisnąć to w grafik… ale zamiast błądzić pomiędzy ludźmi również zjadła kawałek rozdawanego tortu, zamieniła kilka słów z jednym znajomych, a potem stanęła nieco z boku. Starała się wypatrzyć na sali brata. Tak na wszelki wypadek.
Trochę w duchu się bała, że albo zostawi narzeczoną samą sobie, zamiast jak Merlin przykazał poprosić ją do tańca.
Albo że to on stworzył tę kapibarę, szczura czy inne stworzenie, które przemknęło przez salę, siejąc zamęt i popłoch, a gospodarze postanowili go za to aresztować. (Nie była pewna, czy mogliby to zrobić. Może powinna kiedyś zapytać Oriona? Co Atreus, jako auror, musiałby wykręcić, aby można było go ot tak aresztować?)
- William. Witaj – powiedziała, gdy usłyszała głos Lestrange’a. Niezbyt ją zdziwiło, że podszedł, wszak w takim miejscu pojawiało się w dużej mierze po to, by przypomnieć swoim znajomym o tym, że się istnieje. I zapozować dla gazet. (Ewentualnie, bo zmusiła cię do rodzina albo jakieś pokrętne poczucie obowiązku lub odruch sprawdzenia, czy będziesz się dobrze bawił, a potem odkrywałeś, że chcesz być wszędzie, tylko nie tutaj, więc i tak rozpaczliwie rozglądałeś się za znajomymi twarzami. Florence na szczęście była trochę zbyt pewna siebie na taką desperację.)
- Jak widać na załączonym obrazku, chociaż nie powiem, wciąż się zastanawiam, czy Mungo jutro będzie stał beze mnie– odparła półżartem, półserio, bo jednak zdarzał się jej dzień bez dyżuru. Czasem. Nie to, że mieli marzec, a ona ciągle miała do odebrania cały zeszłoroczny urlop. - A ty? Zainteresowało cię coś na licytacji, czy przyszedłeś pod groźbą cruciatusa albo dwóch?
Może się myliła, ale Lestrange jakoś zawsze kojarzył się jej podobnie jak w Hogwarcie - z chowania w ciemnym kącie z książką, nie z dużych imprez. Odruchowo rozejrzała się za Eden, bo podejrzewała, że właśnie ona mogła namówić męża na udział w zabawie. (Albo postawić go przed faktem dokonanym. Takie podejście z kolei zdawało się bardzo pasować do Eden.)
A gdy Florence przeniosła wzrok z tłumu na Williama, co zobaczyła?
Niektórzy może zwróciliby uwagę na jego twarz. Inni na ubiór, elegancki, zwłaszcza jak na Williama (być może zadbała o to żona). Jeżeli chodziło o Florence, odnotowała jedno i drugie, ale jej uwagę pochłonęło coś zupełnie innego. Odstawiła swojego drinka, na wpół wypitego, na tacę przechodzącego w pobliżu kelnera i bezceremonialnie chwyciła Lestrange’a za rękę, obracając ją wierzchem do góry.
Tak. Była na niej krew.
- Jak to zrobiłeś? – spytała krótko, poddając oględzinom rękę, na całe szczęście przeciętą dość płytko, ale podejrzanie wyglądającą na ranę od szkła, a w takiej lubiły zostawać drobne, niewidoczne bez przyjrzenia się odłamki…
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#3
04.01.2023, 21:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.01.2023, 21:44 przez William Lestrange.)  
Na dźwięk swojego własnego, szczerego śmiechu wzdrygnął się niezauważalnie, bo ten wyszedł z niego niesamowicie niespodziewanie. Nie spodziewał się, po tygodniach spędzonych albo na kłótniach, spotkaniach naukowych czy samemu w pracowni, że rozbawi go tak trywialny, prosty żart. Niezrozumienie odbiło się w jego oczach, ale tylko na chwilę - nie potrafił zbyt dobrze panować nad wyrazami twarzy, słowami czy nieokazywaniem uczuć, był w tym wszystkim bardzo szczery, przede wszystkim w zagubieniu.
Florence nie wydawała się nawet w połowie tak niezorientowana, co on - kwestia priorytetów i charakteru, tak zakładał, no, przede wszystkim tego pierwszego. Nie przeszkadzało mu to, że ludzie myśleli o nim jako o nierozgarniętym, często też ułatwiało sprawy, jak, chociażby tę z bobrem. Kto posądziłby go o zapoczątkowanie takiego zamieszania? Nikt - chyba, że wszczęto by dochodzenie.
- Aż tak bardzo są niezorganizowani? I nie mówię tu o stażystach, bo ci z zasady, zazwyczaj, tacy są, w końcu jeszcze się uczą - wzruszył lekko ramionami. Miał swój porządek pracy, przy eliksirotwórstwie oraz pracy z różnymi substancjami trzeba było uważności, ale przy rygorze Florence nawet to nie stało, prawdopodobnie szybko by się poprztykali, gdyby mieli dyżur przy jednym stanowisku - Szpital cały czas stoi, więc chyba boją się, że byś go wybudowała od nowa i rozniosła, jakbyś wróciła na ruiny. -   oczywiście, że żartował, ale nigdy nie był w tym delikatny, nie posiadał filtra, więc wrażliwi na swoim punkcie rozmówcy bardzo szybko tracili przy nim cierpliwość.
- Jestem tu... - bo jestem okropnym mężem? Bo nie nadaję się do relacji międzyludzkich i próbuje wszystkim oraz sobie udowodnić, że tak nie jest?
Widać było, że się na chwilę zawiesił, ale zaraz też zaaferował, nie chcąc zdradzać faktycznego powodu, dlaczego w ogóle zdecydował się przyjść. Dla osoby nie znającej sytuacji w jego małżeństwie mogło to oznaczać tak naprawdę cokolwiek.
- Przepraszam, jestem tu, bo wypadało przyjść. To idiotyczne. - skrzywił się nieznacznie jakby brzydził się sam sobą, że jest to prawdziwy powód. Czuł się ostatnio, jeżeli nie przesiadywał w labolatorium, zagubiony, jakby zostawił sporą część siebie w przeszłości, a teraz po prostu funkcjonował na autopilocie. Coraz bardziej mu to doskwierało, ale nie wiedział dokładnie co takiego z tym zrobić i czy w ogóle powinien cokolwiek. Świat, zwłaszcza ten towarzyski, okazywał się zazwyczaj nazbyt wymagający. Chciał mieć kogoś, kto pomógłby zaprezentować, to co miał w głowie - wszystkie pomysły, idee - za niego, ale dotychczas nie był w stanie nawiązać relacji, która by mu to przyniosła.
Zdziwił się zdecydowanym ruchem, który Bulstrode wykonała. Zamrugał i spojrzał to na nią, to na rękę. Wyraz jego twarzy się nie zmienił, pozostał raczej neutralny, ale w oczach błysnęło zrozumienie.
- Ścisnąłem kieliszek. To nic takiego. Przez tę całą sytuację z bobrem całkowicie o tym zapomniałem. Krew starłem chusteczką, bo tylko to miałem pod ręką, pewnie zająłbym się tym w domu, albo przed tym jak usiadłbym do jakichś eliksirów. - wyjaśnił po krótce, był rzetelny, nie tłumaczył co wywołało w nim takie emocje, aby skruszyć szkło, bo też nie takie było pytanie jego rozmówczyni.
Nie zabrał ręki, nie spiął się też na dotyk, jakby nie wiązał z nim niczego znaczącego, tak samo jak lata temu nie udało mu się dotrzeć do faktu, dlaczegoż to przesiadywanie w opuszczonej łazience dziewcząt mogłoby ukazać go w złym świetle.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
04.01.2023, 21:54  ✶  
Florence raczej nie myślała o Williamie jako nierozgarniętym. Prędzej roztargnionym. Był w jej oczach mężczyzną, który zakładał skarpetki nie do pary, bo podczas ich dobierania pochłaniały go ważniejsze sprawy, takie jak teorie strun czy coś podobnego. Sama ze swoim pedantyzmem nie dałaby rady pewnie funkcjonować tak jak on, ale też inna sprawa, że ona nie była geniuszem. Tylko bardzo dobrą uzdrowicielka i łamaczką klątw.
Uśmiechnęła się mimowolnie, odruchowo, gdy on się roześmiał. Wbrew temu, co sądzili niektórzy jej stażyści, poza szpitalem uśmiechanie się wcale nie przychodziło Bulstrode ciężko.
- Niektórzy tak. Kiedy ostatnio sprawdzałam magazyn, poważnie rozważałam dokonanie zabójstwa doskonałego. I najpierw znalazłabym winnych i zmusiła ich, żeby przy tej odbudowie pomogli – sprostowała, bo akurat jeżeli szło o nią, takie żarty zupełnie jej nie przeszkadzały. A, chyba że były wygłaszane na sali wykładowej albo kiedy akurat odkrywała, że ktoś pomieszał etykietki na eliksirach w składziku. Wtedy nie. Mogłaby nawet za nie podgryźć gardło. Obecnie na szczęście w pobliżu nie było śladu po eliksirze.
- Dlaczego to miałoby być idiotyczne? – zdziwiła się szczerze Florence. – Zdecydowana większość ludzi robi sporo rzeczy, bo „tak wypada”. Jestem pewna, że tak z jedna trzecia ludzi jest tu głównie, by poplotkować i potańczyć, jedna trzecia, bo lubią Longbottomów, a prawie cała reszta po prostu uznała, że należy tu być albo ktoś ich zaciągnął siłą. Moja krewna kazała kupić swojej córce obojętnie co z licytacji, bo wypadało znaleźć się na liście ofiarodawców – dodała. Sama przyszła tu wprawdzie trochę dlatego, że wypadało, trochę, w nadziei na spotkanie znajomych, a trochę ot z myślą, że czasem dobrze znaleźć się gdzieś, gdzie jeżeli ktoś do ciebie macha, to prawdopodobnie nie dlatego, że jego palce zamieniły się w galaretkę.
Pochodziła z rodu czystej krwi. I wiedziała, że majątek każdej z tych bogatych rodzin uległby najmniej potrojeniu, gdyby jej członkowie dostawali sykla za każdym razem, kiedy robią coś tylko dlatego, że tak „wypada”.
Jeżeli szło o Florence, nawet przez sekundę nie pomyślała, że w złapaniu ręki Lestrange’a jest coś niewłaściwego, bo ot podchodziła do tego jako uzdrowicielka. Jeżeli zresztą komuś nawet miałoby przyjść do głowy, że oto następowała jakaś scena nieszczęśliwych kochanków, to wystarczyło spojrzeć na minę, jaką przybrała, gdy dowiedziała się, że William zapomniał o ranie i pewnie zwróciłby na nią uwagę dopiero w domu.
Sekundę później zresztą w dłoni kobiety znalazła się różdżka.
- Doprawdy. A gdybyś ją czymś zabrudził? Albo jeżeli w środku jest szkło? – zganiła go, bo po prostu Nie Umiała Się Powstrzymać.
Dlatego w szkole uważano ją za przemądrzałą.
Nie pytając o zgodę stuknęła lekko różdżką w dłoń, najpierw szepcąc jedno zaklęcie, z nadzieją, że usunie ewentualnie szkło, a potem poruszyła nadgarstkiem, rzucając standardowej episkey. O to, dlaczego spokojny z natury Lestrange wpadł na to, by ściskać kieliszek tak mocno, aby pękł, wolała nawet nie pytać.
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#5
04.01.2023, 22:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.01.2023, 22:33 przez William Lestrange.)  
Pomimo tego, że zazwyczaj był dość wycofany w towarzystwie, tak przy rozmowie z kimś bliższym potrafił dać ponieść się żartom, czasami nawet i monologom, ale tego drugiego, jak na razie, wolał Florence oszczędzić. Miewał już momenty, gdzie ludzie albo błagali go, aby przestał mowić, albo zasypiali - wtedy nauczył się, że powinien lepiej dobierać widownie i nie skupiać się na tych, których nie interesuje to, co ma do przekazania, a przede wszystkim samo jego towarzystwo. Nawet jeżeli miał mieć tylko małą grupą ludzi, z którymi spędza czas, wydawało się to znacznie lepszą perspektywą niż próba dopasowania uśmiechu do każdej rozmowy.
- Doskonałego? Chyba, żadne nie może być, ale jeżeli już jakieś miałoby być to tylko twoje. W razie czego daj znać które sekcje jak opisać. - mrugnął do niej, wciąż ciągnąć żart, bo przecież nikogo nie miała zamiaru zabijać za przestawienie eliksiru na niższą półkę. Przynajmniej taką miał nadzieję, dopadła go pewna wątpliwość, bo perfekcjonizm Florence pamiętał jeszcze ze szkoły i wiele osób jak i przedmiotów padło jego ofiarą.
Chwilowe zwątpienie nie ujmowało wcale ognikom rozświetlającym jego spojrzenia, kiedy mógł z kimś pożartować bez doszukiwania się złośliwości ani strachu, że kolejnym słowem naciśnie na temat, na który nie powinien. Czuł dziwną ulgę, gdy odpowiedzi Bulstrode były proste i bezpośrednie. Gdyby nie fakt, że nie chciał jej odrywać od pracy to zaprosiłby ją może na jakieś spotkanie poza balem, gdzie otaczało ich mnóstwo ludzi, kto wie, być może nauczyliby się obydwoje oderwać się od swojej pracy raz na jakiś czas... lub rozmawialiby o niej ze sobą, ale poza produktywnymi godzinami.
- Bo zawsze wydawało mi się to idiotyczne. Jeżeli nie lubię gdzieś chodzić, to nie idę, oczywiście jeżeli mowa tutaj o poświęceniu na to mojego wolnego czasu. Praca czy inne obowiązki to kompletnie co innego - zaznaczył na samym początku, bo przecież życie nie składało się tylko z rzeczy przyjemnych - Nie lubię tej całej gry pozorów, nigdy nie lubiłem, ale z drugiej strony, jakbyśmy wszyscy byli dobitnie szczerzy to też nic by nie działało. Nie ma złotego środka, ale definitywnie za duża ilość osób robi lub nie robi czegoś, bo 'tak wypada'. Mamy tylko jedno życie, bez sensu je marnować na coś, co nie przynosi satysfakcji. - wyjaśnił swój punkt widzenia, ale nie przedłużał tej wypowiedzi, jeżeli Florence będzie chciała na ten temat usłyszeć więcej to pociągnie dialog.
Uniósł brwi widząc jak szybko w dłoniach kobiety znalazła się różdżka i jak zwinnie nią operowała, aby pozbyć się niewielkiego zadrapania. Dokładnie o to by ją posądzał - o idealne wykonywanie swojego fachu, ale jednocześnie przyglądał się temu procesowi, trochę jakby był wyjątkową nocą spadających gwiazd. Nie powiedział ani słowa, dając jej pracować i też przyjął naganę bez większego przejęcia - w młodości bardzo dużo osób traktowało go w ten sposób, więc nauczył się to wpuszczać jednym uchem, a drugim wypuszczać. Zabrał dłoń dopiero, gdy cały proces był skończony.
- Minęło wiele lat odkąd ktoś faktycznie użył na mnie zaklęć uzdrawiających, zazwyczaj robię to sam. - wyznał bez ogródek, bo to głownie dlatego ta sytuacja wydala mu się tak nieszablonowa - A odpowiadając na twoje pytanie, to cóż, chyba wtedy musiałbym cię odwiedzić na dyżurze, więc nie byłoby tego złego, co by na dobre nie wyszło - nie wiedział skąd wzięły się w nim te nagłe pokłady pewności siebie, ale te, od czasu do czasu po prostu brały kontrolę nad jego językiem, a William na pozwalał.
Nigdy też sama Florence nie wydawała mu się przemądrzała, chociaż słyszał jak inni ją tak nazywali, najcześciej za jej plecami, czego też, z początku nie rozumiał. Bardzo nienaturalnym było dla niego plotkowanie, bo jeżeli posiadał jakikolwiek zatarg z kimkolwiek to starał się go wyjaśnić. Takowy delikwent albo sobie odpuszczał, albo Lestrange kończył z podbitym okiem. Po części potrafił się sam wyleczyć lub zagadywał potem pielęgniarkę o przeróżne specyfiki. Tak czy siak, Bulstrode była kimś, kto nie bał się wyrazić swojej opinii, miała wiedzę w danym zakresie i na te tematy się wypowiadała, szanował to, a nie traktował jako coś, przez co chciała zdegradować innych. To nie była jej winna, ze inni byli niepewni swojej wartości, gdy ona swoją doskonale znała.
- Chcesz zatańczyć? - wypalił nagle - Skoro już tu jesteśmy, 'bo wypada', to można przynajmniej wykorzystać parkiet. Aczkolwiek będziesz musiała prowadzić, nie pamiętam kiedy ostatnio tańczyłem. - uprzedził, czysto informacyjnie. Nie przeszkadzała mu 'zamiana roli', wręcz odwrotnie, w ogóle o nich nie myślał.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#6
05.01.2023, 11:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2023, 11:57 przez Florence Bulstrode.)  
Florence w towarzystwie radziła sobie... po prostu przyzwoicie. Nie była nigdy królową pszczół, na ogół za sztywna, za mało charyzmatyczna, aby przyciągać do siebie ludzi. Ale w sytuacjach prywatnych, zwykle z licznym kuzynostwem i rodzeństwem (których kochała, wbrew pogłoskom w Mungu, jakoby nie miała serca) czy przy znajomych Krukonów z bliskich sobie roczników potrafiła rozmawiać całkiem wesoło. Miała też dość dużą tolerancję i monologi Williama, których świadkiem w wieku nastoletnim czasem już bywała, pewnie zniosłaby całkiem nieźle.
Przynajmniej zazwyczaj nie mówił głupot i jeżeli już zaczynałeś nadążać, mogłeś wyłowić z nich dużo sensu. A Florence najbardziej na świecie nie znosiła głupoty i niekompetencji. Choć sama bywała dość rzeczowa, to nadmiar słów jej nie przeszkadzał, o ile akurat to jakiś stażysta nie grał na czas podczas odpowiedzi.
- Sekcja? Zakładasz, że znaleźliby ciało. To już przeczyłoby zabójstwu doskonałemu. Najlepsze jest wtedy, gdy nikt nie wie, że do niego doszło - powiedziała Florence z powagą, chociaż tak naprawdę pewnie nie byłaby zdolna do morderstwa.
Ale gdyby miała się do takiego zabrać, na pewno zaplanowałaby je bardzo starannie, krok po kroku, wybierając odpowiedni moment, zapewniając sobie alibi i dbając o to, aby taki delikwent znikł na wieki. I najlepiej nikt go przesadnie nie szukał.
- Bo to rodzaj umowy społecznej. Pozwalającej nam funkcjonować w społeczeństwie. Przewidzieć cudze zachowania. Chociaż przyznaję, że zazwyczaj robię właśnie to, co chcę albo uważam za konieczne – skwitowała, z lekkim wzruszeniem ramion. Florence zasadniczo większość czasu spędzała w szpitalu, bo uważała, że jest w tym dobra i miała swoje ambicje. Resztę najczęściej poświęcała albo na odpoczynek, albo krewnym i nielicznym znajomym.
Ale zdarzało się jej robić coś, „bo tak wypada”. I nie myślała o tym zbyt wiele. Była, mimo wszystko, „produktem” jednej z najstarszych rodzin czystej krwi, poddawanym pod pewnymi względami starannej tresurze od najmłodszych lat. Może ta nie sięgała tak daleko jak u Lestrangów czy Malfoyów, jej ojciec wszak był dość liberalny, a matka wywodziła się z Prewettów i lubiła zabierać dzieci choćby na tory wyścigowe. Ale wciąż istniała.
- Jestem absolutnie pewna, że gdybyś przeszedł się po Mungu pytając, czy ktoś chciałby odwiedzić mnie na dyżurze, dostałbyś bardzo dużo odpowiedzi „nie” i przynajmniej parę „prędzej wpadnę na herbatkę do niedźwiedzia grizzly” – powiedziała, uśmiechając się lekko. Prawie jakby z takiej reputacji, jaką sobie zapewniła, była dumna. Bo może trochę była. W szkole doskonale wiedziała, kto nazywa ją przemądrzałą i ani trochę nie skłaniało ją to do przemyślenia własnego postępowania (choć może zrobić to powinna). Obecnie świetnie wiedziała, że część pacjentów uważa ją za jędzę, a stażyści między sobą nazywają ją Generałem Ład i Porządek i… uważała to co najwyżej za powód do dumy. Ale tak, mało kto chciałby odwiedzać ją na dyżurze. Florence w sytuacji prywatnej była absolutnie inną osobą niż Florence siedząca w swoim gabinecie albo – o zgrozo – Florence sprawdzająca, jak stażystom poszło porządkowanie magazynu. Pouczenia, których właśnie całkowicie odruchowo udzieliła Williamowi, nie były wcale spowodowane tym, że William był Williamem. A tym, że przez moment potraktowała go jako pacjenta.
I tak potraktowała go nieco ulgowo, wszak sam miał dostateczne wykształcenie, aby wiedzieć, Dlaczego Żadnej Rany Nie Powinno Się Bagatelizować.
- Dlaczego nie – odparła na propozycję. Po raz pierwszy przez ułamek sekundy prawie zrobiło się jej żal Lestrange’a, bo uznała, że propozycja wynika z tego, że William czuje się tu tak źle i nie ma pojęcia, co ze sobą zrobić. Kompletnie nieświadoma kłótni z Eden zakładała, że ot żona zostawiła go na chwilę samego, by porozmawiać z kimś znajomym albo przedyskutować zmowę cenową w kwestii wynajmu mieszkań i lokali na Pokątnej z jakimś potentatem, a on był przez to trochę zagubiony.
Prowadzenie w tańcu ani trochę jej nie przeszkadzało. Nie była wprawdzie tancerką roku, ale umiała tańczyć, bo to było właśnie „coś, czego nauczyć się wypadało” i właśnie co gorsza zwykle odruchowo próbowała przejmować prowadzenie, nawet gdy tego robić nie powinna.
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#7
08.01.2023, 00:19  ✶  
Rozciągnął usta w uśmiechu, a w oczach odbiło się szczere rozbawienie, być może pewien podziw, co do tego w jaki sposób Florence poprawiła go przy definicji morderstwa doskonałego. Sam, jeżeli miałby do takowego się zabrać, pewnie miałby mało cech ze swojej codziennej chaotyczności. Tak samo, zresztą, działo się w laboratorium. Na długich stołach czy w szafkach miał pedantyczny porządek, bo wiedział, że tworzenie roztworów i mieszanie ich wymaga odpowiedniej precyzji oraz higieny, tak samo było z jakimkolwiek, wcześniej planowanym, morderstwem. Głównie dlatego podjął dorywczą pracę jako Antropolog w Ministerstwie, bo poza uzdrowicielskimi zdolnościami był również w stanie wywnioskować w jaki sposób mogłaby myśleć osoba, która nie zabiła akurat w afekcie. Czy go to przerażało? Niekoniecznie. Czy rozumiał pobudki takowych delikwentów? Rownież nie zawsze, więc niespecjalnie się przejmował. Liczyło się, że potrafił rozwikłać i dopasować wzór, było to dla niego zagadką składająca się z wielu czynników, które dopasowane z odpowiednią precyzją dawały wyśniony efekt - satysfakcjonujący i jakże wciągający.
- Lubię twoją pewność siebie - odparł bez zastanowienia i uniósł trochę brwi, bo wydało mu się to niesamowicie odważnym stwierdzeniem - W sensie, sposób myślenia. - poprawił się, chociaż nie był pewien dlaczego, może uznał, że tak będzie bezpieczniej. Nawet jeżeli znał Florence i czuł się stosunkowo komfortowo w jej towarzystwie, nie chciał sprawić, że ona poczułaby się niekomfortowo, a wiedział, że potrafił swoimi, niektórymi, nieprzemyślanymi wypowiedziami przekroczyć granice.
- Śmiało zakładasz, że zapytałbym kogokolwiek o zdanie zanim bym odwiedził. A jeżeli chodzi o to jak takowa sytuacja odbiłaby się na mojej 'reputacji', to muszę zaznaczyć, ze chyba jej nie posiadam, a jeżeli już to kręci się wokoło 'ten mąż Eden, który mało mówi, dziwnie się na mnie patrzy i widuje jego nazwisko w dziwnych artykułach naukowych' - mimo przesiadywania w piwnicy, wiedział co się o nim mówiło, nie był aż tak ślepy i głuchy na takie rzeczy, po prostu mu nie przeszkadzały, a to też było kością niezgody pomiędzy nim, a żoną, ale nie chciał teraz o tym myśleć. W końcu przyszedł tutaj, aby się bawić, korzystać z 'umowy społecznej' na swoją korzyść, przynajmniej przed chwilą podsumowali w rozmowie, że tak to właśnie działa i inaczej zacząć działać nie może.
Nie bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić przez chwilę, ale ostatecznie po prostu podał jej rękę i pozwolił, aby to ona prowadziła.
- Nie żartowałem z tym prowadzeniem. - przestrzegł jeszcze zanim znaleźli się w centrum sali, gdzie otaczały ich inne, skupione na siebie pary. Jedne tańczące w rytm muzyki, inne kompletnie o nim zapominając. Lestrange zamrugał pare razy, spojrzał na Bulstrone, na jej dłonie, na twarz, na sukienkę. Gdzie właściwie powinien położyć ręce? Ostatecznie myślenie pochłonęło go całkowicie i jeżeli byłby obrazkiem w nowoczesnym komputerze to na jego czole pojawiłby się symbol buforowania.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#8
08.01.2023, 00:45  ✶  
- Dlaczego nie oba? - spytała Florence natychmiast, nieurażona nawet w najmniejszym stopniu. - Bardzo lubię i moją pewność siebie, i sposób myślenia. Obu nie mam nic do zarzucenia.
Na pewności Florence nie zbywało. Albo tylko się tak wydawało. Kto wie, może udawała ją tak długo, że ta stała się w końcu jej drugą naturą, że uwierzył w nią nie tylko świat, ale też po części sama Bulstrode. Niezależnie od tego, jaka była prawda - Bulstrode można było zarzucić bardzo wiele, ale na pewno nie brak pewności.
- Pewnie kierując cię w odpowiednie miejsce, i tak wyraziliby swoje zdanie - stwierdziła, tym razem już czysto żartobliwie, bo jednak kiedy ktoś posyłał pacjenta do gabinetu, niekoniecznie informował go, żeby porzucił wszelką nadzieję, nim przestąpi jej skromne progi.
Po co było psuć niespodziankę?
- Naprawdę? Myślałam, że to raczej "ten, który opracował eliksir pomagający na nocną marę", ale pewnie za wiele czasu spędzam w otoczeniu uzdrowicieli. Ewentualnie „ten Krukon, którego wielbił nauczyciel eliksirów”.
Było to nawet możliwe, bo Florence zwykle rozmawiała albo z magomedykami, albo z członkami rodziny, albo z hazardzistami. A właściwie to w przypadku krewnych i hazardzistów zazwyczaj na jedno wychodziło.
- "Mąż Eden" w pewnych kręgach nie dziwi, natomiast nie bardzo rozumiem, o co chodzi z dziwnym patrzeniem?
Część mężczyzn byłaby zapewne urażone, będąc postrzeganymi jako mężowie swoich żon, ale cóż, Eden wywodziła się z bodaj najbardziej znanej rodziny czystej krwi w Anglii, jej ojciec był jakiś czas Ministrem Magii, a ona sama brylowała na salonach. Mignęła już wcześniej Florence i na dzisiejszym balu strojem, makijażem oraz fryzurą też na pewno wyróżniała się w gronie gości. Bulstrode miała doprawdy sporo szczęścia, że jej pragnienie dążenia do doskonałości kierowało się ku łamaniu klątw, nie perfekcyjnemu wyglądowi, bo mogłaby ulec paskudnemu uczuciu zazdrości. Nie dość, że w prostej, ciemnej sukni wyglądała przy Eden blado, to jeszcze nikt nie uwierzyłby, że są rówieśnicami i tą, której ujmowano by w tym porównaniu lat, na pewno byłaby pani Lestrange.
Na całe szczęście, odnotowała ten fakt jako zwykłą obserwację. Co innego, gdyby dowiedziała się, że dawna koleżanka z ławy szkolnej zdjęła z kogoś klątwę, jakiej Florence nie podołała. Wtedy zzieleniałaby z zawiści.
- Ja nie żartowałam, że to żaden problem - stwierdziła, widząc jego zagubienie po prostu jedną dłoń ujmując i opierając na łopatce, drugą biorąc w swoją dłoń i unosząc na odpowiednią wysokość. - Plan kwadratu, ruch obrotowy, przeciwny do wskazówek zegara, prawa noga do przodu - poinstruowała cicho rzeczowym tonem, jednocześnie własną, lewą stopę kierując do tyłu, może odrobinę wolniej niż nakazywałby rytm wygrywanej właśnie melodii, ale naprawdę wątpiła, by pośród wielu par ktoś na nich zwracał uwagę, a obawiała się, że zbyt szybkie tempo zakończy się zdeptaniem.
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#9
08.01.2023, 01:29  ✶  
Jej odpowiedź wprowadziła go w chwilową zadumę na temat własnej pewności siebie. Jeżeli chodziło o interakcje międzyludzkie i odgadywanie tego, co kto o nim myśli, to praktycznie ona nie istniała. Nigdy nie był w tym dobry, więc i nie próbował. W czasach szkolnych miał jednego bliższego przyjaciela, który opuścił ten świat zanim jeszcze ukończyli Hogwart, później przesiadywał sam z książkami. Odrzucał zaproszenia na wyjścia i przyjęcia, bo nigdy nie czuł się dobrze w miejscach, gdzie otaczali go ludzie. Zazwyczaj nie przez brak pewności siebie, a po prostu nieumiejętność podjęcia tematu. To wszystko było dla niego zbyt męczące, musiał przyznać przed samym sobą, że poszedł na łatwiznę, gdy Florence wyrobiła sobie tak mocne zdanie na swój temat, że niewielka ilość rzeczy mogłaby je podważyć. Możliwe też, że dawał sobie zbyt mało kredytu, bo przerost ambicji bywał rodzinny, zwłaszcza w kontekście eliksirów.
- Opracował nie opracował... sam ten proces był prosty, ale wypuszczenie tego w obieg, aby faktycznie pomagało ludziom już jest trudniejsze. Ja poza wykładem na temat działania różnych rozczynów to niewiele mogę powiedzieć na głos przy grupie ludzi, niesamowicie mnie to stresuje, a co dopiero jakbym miał pokazywać ten. W jaki sposób jakaś firma miałaby na tym zarobić. - wyżalił się, bo taka była prawda. Zamykał się w piwnicy i dawał pochłonąć pracy, czasem, aby zapomnieć jak bezużyteczne będzie jego 'odkrycie' jeżeli nie wyjdzie ze swojej strefy komfortu. Zacisnął usta.
- I wcale nie taki ulubieniec, trochę się kłóciliśmy, wiesz, ze napisałem mu list pare lat temu, że miałem racje w jednym zagadnieniu na piątym roku? Musiał być mną zirytowany - zaśmiał się pod nosem, wyraźnie dumny z tego, co zrobił. Jeżeli coś wiedział i był w czymś dobry to musiał postawić na swoim, nie liczył się żaden autorytet ani struktura... głównie dlatego też nie lubił wychodzić spoza laboratorium, w jego głowie wszystko działo się szybciej, przyjemniej.
- Akurat dzisiaj wyglądam dobrze, ale zdarza mi się z domu wyjść bez butów - odparł znacząco w kontekście jej pytania o 'dziwne patrzenie', bo, w zasadzie nie kłamał. Zdarzało mu się o butach zapominać, a fakt, że Eden z domu wyniosła niesamowicie chłodną dyscyplinę nie pomagał w tym jak William patrzył na różne tego typu swoje 'dziwactwa', które może w innych sytuacjach przeszłyby jako żart bądź drobnostka.
Pokiwał głową i spojrzał w pierwszym momencie na ustawienie ich rąk, aby potem skoncentrować spojrzenie na nogach. Powtarzał sobie w głowie instrukcje, jaką podzieliła się z nim Florence i starał się podążać za rytmem, który wyznaczała. Fakt, robili to wolno, ale jak na razie nikt nie był zdeptany, bo Will niesamowicie się spiął i wymierzał odległości między ich butami. Zaraz podniósł na chwilę głowę.
- Chyba nie jest tak źle - podsumował, ale ostatecznie nie był w stanie nie patrzeć na ruch nóg. Fakt, to nie był jego pierwszy taniec w życiu i to tez na pewno dało się wyczuć, ale tez nie był jakiś doświadczony.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#10
08.01.2023, 13:46  ✶  
- Rozumiem, że nie chcesz po prostu sprzedawać patentu firmie? – spytała Florence z pewnym zamyśleniem. – Nie myślałeś o jakimś asystencie? Wspólniku? Albo prawniku? Który faktycznie zaprezentuje to innym? A jeżeli sądzisz, że duża firma nie uzna tego za dostatecznie przydatne, może powinieneś spróbować u Lupinów? – zasugerowała Bulstrode. Nie znała się na takich sprawach jakoś szczególnie dobrze, ale ot od razu zaczęła zastanawiać się nad potencjalnymi rozwiązaniami. Jak mogłoby być inaczej, skoro chodziło o specyfik, mogący pomóc chorym, a ona była uzdrowicielką? Poza tym miała taką osobowość, że jeżeli leżała przed nią kłoda, szukała sposobów na jej przeskoczenie, ominięcie albo zniszczenie. – Mają własną aptekę, część lekarstw robią sami, wprowadzili na rynek eliksir tojadowy, być może mógłbyś opatentować przepis, a potem za niewielki procent zysków dać im na przykład na wyłączność możliwość sprzedaży mikstury w ich aptece przez określony czas, pod warunkiem utrzymania rozsądnych cen? Dzięki temu znalazłby się na rynku szybko, ludzie mieliby czas go przetestować, a w tym czasie mógłbyś myśleć o czymś szerszym. A apteka Lupinów, nawet jeżeli nie zarobiłaby kroci, zyskałaby reklamę jako jedyny punkt, gdzie dostępne jest lekarstwo.
Nie mogła powstrzymać uśmiechu, kiedy wspomniał o tym, że napisał do nauczyciela list o tym, że miał rację w jednym z zagadnień.
W jakiś sposób bardzo pasowało do Lestrange’a.
- Czy ja wiem? Podobno nie ma większej radości dla mistrza niż dzień, gdy uczeń go przerasta – skwitowała. Sama nie miała okazji wypróbować tej maksymy, bo jak dotąd uczyła dopiero od czterech lat, więc jeszcze nikt z jej podopiecznych nie zyskał dość doświadczenia, aby ją przerosnąć.
Chociaż w przypadku Florence było możliwe, że odebrałaby to jako znak, że starała się za mało. I że oczywiście powinna starać się bardziej. Ale nauczyciel eliksirów z Hogwartu niekoniecznie miał aż tak szaleńcze ambicje jak sama Bulstrode.
- Jestem pewna, że spojrzenie kogoś bez butów i w butach niespecjalnie się od siebie różni – oceniła krótko, chociaż jeżeli chodził o nią, to kiedy wychodziła z domu zazwyczaj dbała o to, aby buty pasowały do płaszcza albo do torebki. Ewentualnie do obu. Nie, nie musiała prezentować się oszałamiająco, ale na pewno schludnie. A nerwica natręctw wymagała tego, aby wszystko było… po prostu do siebie dopasowane.
- Nie jest. I nie przejmuj się, Williamie, nie rozerwę cię na strzępy, jeśli nadepniesz mi raz na nogę – zapewniła, bo ciężko było przegapić i sztywność, i zerkanie w dół. Lestrange tańczył na pewno już z żoną, ale też widać było, że raczej nie robił takich rzeczy często. Ewentualnie nie miał talentu akurat do tańca, bo gdy go rozdawano, on stał w kolejce po umiejętność przygotowywania eliksirów. – Do mordowania przechodzę dopiero przy trzeciej pomyłce – dodała jeszcze żartobliwie. Prowadziła dość powoli, chcąc w miarę bezboleśnie przeprowadzić go przez ten jeden utwór. Na trzy błędy raczej nie miał szczególnie dużych szans, bo i muzyka nie miała grać już długo.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (2956), William Lestrange (3675)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa