Co gorsza nie chodziło o odwiedzenie grobów jakichś krewnych czy nawet o to, że stary cmentarz w Little Hangleton był szczególnie malowniczy (nie był: jego atmosferę wielu określało jako odrobinę upiorną). Nie, Charlotte po prostu usłyszała, że w jednym ze starych grobowców pochowano ghula, po ostatecznej śmierci. I leżał tam sobie ten ghul, zupełnie nikomu niepotrzebny, tak zostawiony na zmarnowanie, kiedy znacznie bardziej przydałby się w Komnacie Śmierci. To było okropne marnotrastwo, które niemożebnie ją irytowało. Jemu przecież i tak było już wszystko jedno, dlaczego więc tak samolubnie ukrył swoją cenną tkankę gdzieś w grobie? Ghul jednak szczęśliwie nie miał rodziny, bo przeżył ją o wiele lat, grobowiec był stary, nic tylko wchodzić i go sobie obejrzeć.
Obejrzeć, niestety. Może, tylko może, pobrać próbki. Charlotte chętnie zabrałaby całe ciało, oczywiście, nic to, że było to nielegalne, bo do prawa miała stosunek bardzo swobodny, czyli stosowała się do niego, kiedy jej to pasowało albo kiedy ktoś mógł ją złapać. A w Departamencie Tajemnic rzadko zadawano tak niewygodne pytania jak "ale Charlotte, skąd wzięłaś te szczątki?" (Częściej padało: dałabyś radę załatwić ich więcej?) Niestety, transport trupa z Little Hangleton do Ministerstwa Magii nie był łatwy, wymagałaby zaplanowania, odpowiednich przygotowań... Na razie więc była gotowa zadowolić się oględzinami. Może próbą przywołania ducha. Też tak na krawędziach legalności, ale Brygada Uderzeniowa jednak rzadko kręciła się po cmentarzach przed zmierzchem, a oni tylko obejrzą sobie grobowiec, prawda? Nic nie zostanie ukradzione, no może jakaś mała kosteczka, to i po co się przejmować...
Niestety, na grobowcu ciążyła klątwa. I po to potrzebny był jej syn.
- Piękny dzień na spacer - powiedziała pani Kelly pogodnym tonem, gdy przemierzali cmentarne alejki. Przeczesała palcami włosy, czarne, o kolorze odmienionym eliksirem, ot na wypadek, gdyby ktoś jednak potem miał absolutnie nieuzasadnione pretensje o jakieś świętokradztwo, i zastanawiał się, kto chodził po okolicy. Nie zbliżyli się jeszcze do właściwego grobowca, najpierw Charlotte chciała przejść się i upewnić, że w pobliżu nie kręcą się akurat zadni czarodzieje. I najlepiej też by nie było mugoli, mugole to w ogóle tylko przeszkadzali.