• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[11.08.1972] nie spać! | Ger & Flo

[11.08.1972] nie spać! | Ger & Flo
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#1
23.07.2024, 13:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 19:00 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Wizyta w Windermere nie do końca poszła po jej myśli. Zakładała, że odpocznie tam ze swoim kaletnikiem, nabierze nieco dystansu do codzienności, będzie się wyśmienicie bawić. Z początku właśnie tak było, wszystko układało się nad wyraz dobrze, ba sama nie spodziewała się, że aż tak się oderwie od rzeczywistości, i że z Esme połączy ją coś więcej niż tylko praca, ale był to naprawdę tylko krótka chwila zapomnienia. Później wszystko musiało się spieprzyć, ona oczywiście nie mogła odpuścić i jak zawsze wplątała się w jakieś gówno. Cała Geraldine.

Pierwszej pomocy udzielił jej Perseus już na miejscu, trytony okazały się nie być dla niej łaskawe i udało jej się im ugryźć łowczynię w ramię, na całe szczęście one skończyły gorzej, z czego była dumna. Wiedziała jednak, że powinna skorzystać z pomocy medyka, bo mogło się wdać jakieś zakażenie, czy inne gówno (widać, że miała doświadczenie w podobnych urazach).

Nie zastanawiała się nad tym specjalnie długo, zamiast wrócić od razu do siebie teleportowała się pod drzwi mieszkania panny Bulstrode. Nie zakładała w ogóle, że może jej tu nie być, chociaż przecież jako uzdrowicielka pracowała też nocami.

Panna Yaxley opierała się o jej drzwi wejściowe i zaczęła w nie uderzać bardzo głośno, tak, że pewnie byłaby w stanie obudzić i sąsiadów. Cóż, najwyżej i jej bracia zostaną postawieni na nogi, czy coś. Była zdesperowana, ręka ją piekła, miała nadzieję, że Flo wybaczy jej ten kolejny wjazd na chatę.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#2
23.07.2024, 14:18  ✶  
To nie tak, że nocne, niespodziewane wizyty nie zdarzały się im nigdy. Ojciec pracował w Departamencie Tajemnic, bracia w Biurze Aurorów, bywało więc, że otrzymywali jakieś pilne wezwanie. Niekiedy jakiś członek rodziny stawał na progu, by prosić o połatanie, bo wolał odwiedzić Florence niż klinikę. Takie rzeczy nie były tu jednak normą: kamienica Bulstrodów była miejscem spokojnym, i mało kto wiedział, jak sforsować ukryte wejście, nie mówiąc już o otworzeniu zabezpieczonych drzwi.
Florence sen miała czujny, hałas przebudził więc ją szybko. Tkwiąc jeszcze pomiędzy snem a jawą, z pewnym przerażeniem pomyślała, że jest w szpitalu, że przysnęła podczas dyżuru i że właśnie umarł jakiś pacjent – ale ledwo poderwała się z łóżka, dotarło do niej, że ktoś bardzo głośno wali w drzwi na dole, a nie do jej pokoju. Mimo to wstała, sięgając po drodze po szlafrok.
Serce podeszło jej do gardła, gdy pomyślała o tym, że może chodziło o któregoś z braci.
Przyświecając sobie różdżką szybko wyszła na korytarz i zeszła po schodach tak prędko, jak tylko mogła. Joker też już wypełzł ze swojego łóżeczka, ustawionego dla niego w niewielkim pomieszczeniu przy kuchni i zaspany stał przy drzwiach w swoim wdzianku uszytym z poszewki na poduszkę na kształt karcianego tabardu, chyba niepewny, co robić i czy wpuszczać niespodziewanego gościa, czy może zaczarować drzwi, aby nie przepuszczały hałasów.
– Kto to?
– Panienka Yaxley, panno Florence.
– Och.
Florence minęła skrzata i otworzyła przekładnię, odblokowując drzwi, a potem zmierzyła spojrzeniem kobietę, stojącą na progu. Uzdrowicielka miała teraz na sobie błękitny szlafrok, narzucony na jasną koszulę nocną, kosmyki włosów wymykały się z warkocza, do snu zaczesanego bardzo luźno, była z niewyspania bledsza niż zwykle.
– Jak bardzo jest źle? – spytała, wpuszczając Geraldine do środka, a pierwszą myślą, jaka przychodziła jej do głowy było: Thoran Yaxley ją zaatakował. Albo zrobiła to ciemność, którą Florence zobaczyła w swojej wizji.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#3
23.07.2024, 22:20  ✶  

Nie chciała jej wystraszyć, nie chciała, żeby to wyglądało dramatycznie, ale trochę ją wszystko bolało i faktycznie potrzebowała pomocy uzdrowiciela. Florence nigdy jej nie odesłała do domu, nim nie udzieliła jej pomocy. Znały się od lat, Gerry jej ufała. Nie mogła pójść do kogoś innego. To musiała być panna Bulstrode. Miała ona zresztą do niej cierpliwość, a Yaxley, która podchodziła do innych uzdrowicieli z dystansem naprawdę w pełni ufała Flo.

Faktycznie nim ją zobaczyła przyjaciółka mogła zakładać różne wersje, różne powody jej wizyty. W końcu wiedziała o tym, jak wygląda jej sytuacja, miała świadomość, że coś chciało ją zeżreć, jako jedna z nielicznych. Oczywiście wyimaginowany brat bliźniak jednak nie spowodował, że Yaxleyówna zamknęła się w domu, że unikała innych starć. Nie byłaby sobą gdyby zaszyła się na dłużej w mieszkaniu. Musiała polować, żeby nie zwariować.

Drzwi się otworzyły, a w nich Geraldine zobaczyła zaspaną Florence. Miała trochę do siebie żal, że wyrwała ją ze snu, ale nie wiedziała do kogo innego mogłaby pójść.

- Bark, jest rozszarpany. - Bulstorde mogła zobaczyć krew na flanelowej koszuli. Perseus udzielił jej pierwszej pomocy, jednak to nie wystarczyło. Dwa trytony zdołały ją ugryźć, więc była nieco pocharatana. Wolałaby mieć jednak sprawną rękę, bo kto wie, kiedy będzie musiała być w pełni sił. Thoran nie spał i mógł próbować ją zabić w każdej chwili, miała to gdzieś z tyłu głowy.

- To trytony, byłam w Windermere, zabiłam ich władczynię, ale zdążyła mnie ugryźć. - Nie tylko ona, ale o tym już nie wspominała. Wgramoliła się do środka mieszkania, żeby nie rozmawiać na korytarzu, lepiej, aby nikt nie zwrócił na nią uwagi. - Piecze mnie i boli, boję się, że zostanie tak na dłużej. - Czego zdecydowanie wolałaby uniknąć, bo musiała być w pełni sił. - Przepraszam. - Że znowu ją niepokoiła, że była problemem, wrzodem na tyłku, że pojawiała się zawsze wtedy, kiedy było z nią źle.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
24.07.2024, 20:21  ✶  
Rozszarpany bark. Źle, zwłaszcza że krew plamiła koszulę, ale mogło być znacznie gorzej.
– Chodź – zażądała Florence, ruszając prosto do kuchni. Nie chciała prowadzić Geraldine na górę, by nie pobudzić reszty domowników: o ile był w domu ktoś, kto jeszcze nie został wyrwany ze snu. – Musimy pomyśleć nad jakimś sposobem komunikacji.
Nie tylko by nie przeszkadzać reszcie jej rodziny, ale także aby Yaxleyówna nie biegała regularnie po ulicy w ubraniach całych we krwi. Jeszcze trochę i sąsiedzi zaczną plotkować, że w okolicy mieszka seryjna morderczyni.
Florence rozpaliła światła w pomieszczeniu i wskazała Geraldine jedno z krzeseł, zamarła jednak w pół ruchu i pobladła jeszcze bardziej, kiedy Yaxleyówna wyznała, co się stało. I nie chodziło nawet o to, że pogryzła ją trytonka, chociaż takie urazy nie były specjalizacją Bulstrode.
– Zabiłaś władczynię trytonów? – powtórzyła. Rzadko dawała się wytrącić z równowagi, ale tym razem jej jasne oczy były szeroko otwarte, pierzchły wszelkie oznaki senności. – Jak…? Przecież możesz za to stanąć przed Wizengamotem – wyszeptała, wstrząśnięta, bo to było coś zupełnie innego niż walka z magicznymi stworzeniami, obojętnie czy legalna, czy nie. Trytony były istotami humanoidalnymi, a tu nie była mowa o jakiejś przypadkowej trytonce, wciągającej rybaków w wodne odmęty, lecz o władczyni plemienia. Miały własny język, kulturę, porozumiewały się z ludźmi i prowadziły politykę z ministerstwem, i Florence nie mogła sobie wyobrazić ani jak Geraldine stanęła przed panią trytońskiego klanu, ani jak doszło do zabicia tej, ani wreszcie jak Yaxleyówna wyszła z tego żywa, skoro istota bez wątpienia miała poddanych. Nie bodło jej teraz zupełnie to, że została nocą wyciągnięta z łóżka, nie potrzebowała przeprosić, ale rewelacja, skąd wzięły się rany Geraldine, wyraźnie ją zdumiała i mocno poruszyła.
– Zdejmij koszulę, muszę obejrzeć ranę – powiedziała jednak, zaraz wracając do roli uzdrowicielki: opatrzenie pacjenta miało pierwszeństwo przede wszystkim. – Byłaś pod wodą, kiedy zostałaś ranna?
Jeśli tak, łatwiej mogło dojść do jakiegoś zanieczyszczenia, chociaż trytony zwykle wybierały te przyjemniejsze, podwodne rejony.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#5
25.07.2024, 08:55  ✶  

Kiedy Florence wspomniała o jakimś sposobie komunikacji, to ją tknęło. - Wiesz co, wylosowałam na Lammas takie lusterka, myślisz, że to by wystarczyło? - W sumie z tego, co jej się wydawało to powinny wystarczyć, może faktycznie to nie był taki głupi pomysł, mogłaby informować pannę Bulstrode o swoich niezapowiedzianych wizytach, albo prosić ją dyskretnie o to, by pojawiła się w jej mieszkaniu.

Yaxley zdawała sobie sprawę, że na dłuższą metę jej pojawianie się tutaj, całej we krwi może wzbudzić kontrowersje, faktycznie lepiej by było trochę zmienić przyzwyczajenia.

Weszła do środka, szła za Flo powoli, naprawdę była wymęczona tym pływaniem, walką, wszystkim. Nawet Ger miała swoje granice i potrzebowała odpoczynku.

- Musiałam ją zabić, bo inaczej zabiłaby nas. - Trochę nie wiedziała, jak zacząć opowieść, bo była naprawdę długa i nie sądziła, żeby Florence chciała ją całą wysłuchać. - Tam byli aurorzy, znaczy Lestrange tam była, widziała co się działo, nie powinni mnie usadzić. - Ktoś musiał zabić bestię, która próbowała przejąć władzę nad okolicą, padło na nią, nie zamierzała się tym specjalnie przejmować. Zdecydowanie też nie do końca mogła zebrać myśli, jej tłumaczenie było raczej średnio jasne, ale no źle się czuła, była zmęczona, musiała się położyć.

Bez słowa więc ściągnęła przez głowę koszulę, aby uzdrowicielka mogła zobaczyć dokładnie ranę po ugryzieniu. Cóż, były tam na pewno widoczne dwa zestawy zębów, bo Gerry padła ofiarą dwóch trytonów, jakiegoś przydupasa i samej Adrii.

- Tak, byłam pod wodą, pierwszy raz w ogóle trafiłam do trytońskiej wioski, wiesz, one są całkiem podobne do naszych miast. - Nie miała pojęcia, czy Bulstrode kiedykolwiek miała sposobność odwiedzić trytońską wioskę, więc chciała się z nią podzielić tym, co tam zobaczyła.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#6
26.07.2024, 10:39  ✶  
– Na pewno będą skuteczniejsze niż kominek. Jeśli będziesz chciała je komuś później oddać, po prostu powiesz i ci je zwrócę – stwierdziła Florence. Nie zgodziłaby się na prywatną linię medyczną z kimś obcym, ale Geraldine była jej bliska i Bulstrode nie chciała widzieć kobiety martwą. A i wolałaby nie przeszkadzać rodzinie niespodziewanymi wizytami czy to przez nocne pobudki, czy inne niedogodności. Nie wspominając już o plotkach. Gdyby Geraldine mogła ją wezwać, nie musiałaby chodzić cała we krwi po ulicy, a Florence nie dawałaby jej ubrań braci. – Atreus mocno przeżył tę koszulę.
Na tyle mocno, że we własnej szafie zrobił półkę na kobiece ubrania, a przynajmniej twierdził, że to specjalnie dla panny Yaxley.
Stanęła za Geraldine i zaczęła oglądać obrażenia. Zacisnęła na moment szczęki, ale zaraz rozluźniła mięśnie twarzy, a potem wyciągnęła z kieszeni różdżkę, by zaklęciem usunąć większość krwi z pleców Yaxleyówny. Rany nie zagrażały życiu, na całe szczęście, ale pozostawione same sobie nie tylko goiłyby się długo i babrały, mogłyby też trwale rzutować na sprawność.
– Zjedz to – zażądała, wyciągając z jednej z szuflad czekoladę z Miodowego Królestwa: jedną z tych, które szkolna pielęgniarka wręczała czasem uczniom, sprawiającą, że nagle zaczynało ci się robić cieplej i czułeś się jakoś tak… lepiej. Nie miały właściwości leczniczych może, mogły jednak pomóc w takiej sytuacji jak teraz: gdy ktoś był przemarznięty, stracił sporo krwi i nie miał sił. – Będzie bolało. Nie chcę czekać aż eliksir przeciwbólowy zacznie działać, zwłaszcza że musisz wypić kilka innych – ostrzegła, wyciągając eliksir odkażający, a także od razu kilka kolejnych i ustawiając je na blacie w równym rządku, w kolejności, w której będzie je stosowała. Odkorkowała fiolkę i ostrożnie wylała jej zawartość na obie rany: ugryzienie trytona właściwie gwarantowało zakażenie (nic niezwykłego, gdyby człowiek zdołał ugryźć dostatecznie mocno byłoby podobnie), a dochodziły do tego jeszcze wodne zanieczyszczenia.
Piekło. Ból był do zniesienia, ale nagły i palący.
– Zaleczę rany Vulnerą Sanentur. Żeby utrzymać efekt, będziesz musiała pić wiggenowy co sześć godzin przez najbliższą dobę.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#7
30.07.2024, 21:20  ✶  

- To naprawdę dobry pomysł, Floret przyniesie ci jutro jedno z nich, powinny bez problemu sobie poradzić z taką odległością, w końcu jesteśmy sąsiadkami. - Z tego, co jej się wydawało lusterka, które miały mogłyby bez problemu działać na terenie całego Londynu, może i więc jak Florence będzie w Mungu to uda jej się odbierać jej wiadomości. To naprawdę świetna myśl, w końcu nie chciała też sprawiać przyjaciółce problemów, wiedziała, że to może przynieść plotki, których obie wolałyby uniknąć. - Zauważyłam, nie omieszkał mnie o tym poinformować, nie sądziłam, że tak mocno jest przywiązany do swoich rzeczy. - Jeszcze nie miała pojęcia, że będzie się dopraszał o odesłanie mu jej, to wszystko dopiero przed nią.

Bez chwili zawahania dała się obejrzeć Florence, bardzo dokładnie, współpracowała z nią ruszając się tak, aby umożliwić jej pełne zbadanie problemu, który pojawił się na jej ciele. Miała świadomość, że bez tego może być ciężko, a ona naprawdę potrzebowała szybkiego leczenia - zresztą jak zawsze.

- Jasne. - Nawet nieco zdziwiła się, gdy zobaczyła czekoladę. Panna Bulstrode zazwyczaj karmiła ją zdecydowanie mniej smacznymi rzeczami. Dzisiaj chyba miała sporo szczęścia. Jadła więc, jak jej przykazała, czekolada powodowała, że czuła się lepiej, nie wiedziała dlaczego, przecież nie miała żadnych właściwości leczniczych, a może przynosiła po prostu spokój ducha?

Obserwowała przyjaciółkę, gdy ta zaczęła wyciągać cały zestaw eliksirów. Spodziewała się, że nie będzie lekko, trytony dosyć mocno ją poturbowały. - Rób, co musisz, wiesz, że nie jestem miękka. - Gdyby trzeba było mogłaby ją szyć bez znieczulenia, Yaxley pewnie nawet by nie dała po sobie znać, że ją to boli.

Gdy Flo oblała rany eliksirem zacisnęła zęby, zapiekło, ale nie był to wcale najgorszy ból, jaki dane jej było odczuwać w całym swoim życiu. Osoba, o jej profesji musiała przyzwyczaić się do tego, że często obrywa. Taki już urok bycia łowcą.

- Jak mniemam dostanę od ciebie wiggenowy? Skończył mi się zapas. - Wolała się upewnić, że przyjaciółka ma w domu odpowiednią dawkę eliksiru.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#8
31.07.2024, 07:52  ✶  
- Nawet najsłabsze lusterko powinno działać w obrębie Horyzontalnej.
Oczywiście, większy zasięg byłby przydatny, na przykład gdyby Yaxley znowy walczyła gdzieś pod ziemią ze zmutowanymi stworami, ale to na Londyn już było udogodnieniem. Mogło choćby przydać się w sytuacjach, w których Florence nie byłoby w domu - Geraldine przynajmniej będzie wiedziała, że musi pofatygować się od razu do kliniki.
- Atreus jest... uparty - powiedziała dyplomatycznie Florence, która była jedną z najbardziej upartych istot na świecie. - Na szczęście dziś to ubranie wystarczy - wycelowała w koszulę i szepnęła zaklęcie: krew została "wyssana" z materiału, a potem jednym machnięciem różdżki posłana do zlewu, który następnie Bulstrode potraktowała chłoszczyć. Na rozdarcia nic nie mogła poradzić, ale w tej chwili w ubraniu dało się już przejść te kilkanaście metrów ulicą.
- Pij - zażądała zaraz, podsuwające Yaxley łyżeczkę, na którą nalała eliksiru wiggenowego. - Potem ta czerwona, pękata, uzupełniający krew. Dam ci butelkę wiggenowego, ale jutro pamiętaj iść do apteki i uzupełnić zapasy - powiedziała, a w jej ton wkradły się surowsze nuty. Ze swoim trybem życia Yaxley jej zdaniem powinna nosić przy sobie całą, podręczną apteczkę, tymczasem zapominała kupić podstawowe specyfiki do domu. Na szczęście Florence uzupełniła zapasy na Lammas, ale te u nich też szybko topniały, zresztą co gdyby akurat tej nocy miała dyżur? Albo gdyby Geraldine była zbyt ranna, by tutaj dotrzeć? - Nie ruszaj się teraz - dodała, celując w plecy Geraldine.
Swędziało niemożliwie, trochę też piekło. Uczucie było nieprzyjemne, ale po paru minutach ból ustąpił. Rany zostały zaleczone: pozostawało pić eliksiry, aby po przeminięciu działania czaru nie doszło do ich otwarcia.
- Ta ostatnia fiolka też jest dla ciebie, wypij ją za godzinę. Wzmacnia odporność, na wypadek, gdyby już zaczęło się wdawać zakażenie. Geraldine, dlaczego w ogóle znalazlaś się w wiosce trytonów z aurorami? - spytała, teraz, kiedy rany zaleczono, mogąc już zadawać pytania. Odsunęła sobie krzesło, odruchowo poprawiła szlafrok i włosy. Sądziła, że Yaxley będzie zajmować się sprawą swojego obłąkanego brata, tymczasem... walczyła z trytonami w jeziorze.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
31.07.2024, 11:31  ✶  

- Tak, to prawda. Mam szczęście, że jesteśmy sąsiadkami, to sporo ułatwia. - Jak tylko przyjdzie do domu, to na pewno podeśle jedno z lusterek do Florence, będą mogły być w stałym kontakcie.

- Cóż, nie on jedyny. - Dodała uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Florence przecież też była uparta, co w rodzinie to nie zginie, czy coś. Miała wrażenie, że Orion był z nich najspokojniejszy, a może to jego po prostu kojarzyła najmniej, więc mogło to być złudne wrażenie.

Bulstrode całkiem zgrabnie wyssała krew z jej koszuli. Ona potrafiła różne sztuczki, o których Gerry nie miała pojęcia, nawet trochę ją za to podziwiała.

Otworzyła paszczę, aby Florence mogła wsadzić jej do buzi łyżeczkę, wypiła oczywiście wszystko, co się na niej znajdowało. Przyjaciółka była jedną z nielicznych osób, których polecenia wykonywała bez zająknięcia. Wiedziała, że jest specjalistką w swojej dziedzinie i mało kto może jej dorównować, zresztą nieraz też ratowała jej życie, więc miała dowody na to, by potwierdzić jej umiejętności.

- Piękny kolor. - Dodała jeszcze, po czym sięgnęła po fiolkę, o której mówiła Flo. Wypiła jej zawartość jednym haustem, aby jak najszybciej mieć to za sobą.

- Tak, tak uzupełnię, oczywiście. - Wiedziała, że powinna to zrobić, tylko tak wiele ostatnio się działo, że nie miała nawet czasu, aby dojść do apteki... Powinna to zmienić, bo przecież nigdy nie wiedziała, kiedy może przydać jej się takie wsparcie.

- Jasne, nie będę się ruszać. - Wyprostowała się też jakoś tak odruchowo. Flo cisnęła w nią zaklęciem. Trochę zabolało, trochę zapiekło, ale to chyba dobrze? To by oznaczało, że działa.

- Pojechałam odpocząć nad jezioro, z moim znajomym, wiesz, mieliśmy tam spędzić trzy dni, nic nie robić, takie krótkie oderwanie od tego, co się dzieje. - Skoro Flo ją o to zapytała, to zamierzała jej opowiedzieć, jak faktycznie było. - Później okazało się, że potrzebują pomocy, więc jakoś tak wyszło, że postanowiłam się zaangażować, wiesz, że nie umiem siedzieć na tyłku, jak coś się dzieje, jakimś cudem wylądowaliśmy pod wodą, gdzie walczyliśmy z buntującymi się trytonami. - Dziwna sprawa, no ale jakoś tak wyszło...

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#10
02.08.2024, 08:18  ✶  
Florence czasem zastanawiała się, czy gdyby nie mieszkały tak blisko siebie i nie zaskutkowało to pewnym koleżeństwem, opartym na wspomnieniu hogwarckiej znajomości, gdy pomagała w skrzydle szpitalnym i zmuszała Geraldine do picia eliksirów leczniczych, to Yaxleyówna byłaby jeszcze żywa. Kobieta miała skłonności do bagatelizowania zarówno niebezpieczeństwa, jak i własnych obrażeń, a w dodatku cierpiała na niemal patologiczną niechęć do szpitali.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz - odparła po swojemu, jak zwykle w takich chwilach, chociaż zaiste była równie uparta jak brat, po prostu trochę w innych sprawach. - Kolor krwi.
Właśnie z tego powodu nie lubiła czerwieni. Za często widywała krew w szpitalu. Dla Geraldine była to jednak barwa przede wszystkim Gryffindoru.
Florence transmutowała jeszcze koszulę: za jakiś kwadrans zaklęcie zacznie puszczać, ale drażnił ją sam widok tych rozdarć, poza tym teraz łatwiej było wrócić do domu, bez zwracania uwagi. W innych okolicznościach może zaproponowałaby Yaxleyównie coś do zjedzenia i picia, ale teraz uważała, że ta przede wszystkim powinna iść odpocząć. Historia o buntujących się trytonach i walce pod wodą tylko Florence w tej myśli utwierdzała.
Pokręciła głową, z lekkim niedowierzaniem. Niewiele rozumiała, co, jak i dlaczego, ale uznała, że wiedzieć nie musi, może nawet nie chce - przynajmniej nie teraz. Rany Ger może i zostały zaleczone, ale organizm pozostawał osłabiony bólem, utratą krwi oraz długim pływaniem: nawet najbardziej sprawne fizycznie jednostki musiały odczuć taki czas pod wodą. Zaklęcie ułatwiające oddychanie to jedno, ale wodny chłód i walka o wykonanie każdego ruchu to drugie. A Florence…
Florence zawsze pozostawała z boku takich przygód. Była tą, do której ich bohaterowie przychodzili po opatrzenie ran, nie tą, która pojawiała się jako część historii.
– Jeśli nie masz czasu, poślij skrzata – powiedziała, spoglądając na Geraldine w taki sposób, że było widać: żadnej wymówki wobec pustej apteczki nie przyjmie. – A jeżeli chcesz szybko się pozbierać, teraz powinnaś wrócić prosto do łóżka, przespać sześć godzin, wziąć kolejną porcję wiggenowego i pójść spać na kolejne sześć. Obie wiemy, że nie możesz pozwolić sobie na niedyspozycję, bo nie chciałaś należycie wypocząć. I zabezpiecz zamek.
Bo jeżeli Thoran Yaxley albo przedziwna, ciemna istota spróbują ją dopaść, to Geraldine musiała być w pełni sił.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1651), Geraldine Greengrass-Yaxley (1785)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa