• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4
[10.04, nieopodal Little Hangleton] Mgliste Mokradła

[10.04, nieopodal Little Hangleton] Mgliste Mokradła
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#1
09.01.2023, 10:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2023, 15:05 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - Piszę, więc jestem

Powinnam była lecieć na miotle.
Właśnie taka myśl nawiedziła Mackenzie Greengrass, kiedy zamiast aportować się w Hogsmeade, gdzie miała odwiedzić matkę (na miotle ta podróż niestety zajmowała parę godzin), aportowała się... gdzieś. Od razu wpadła w błoto aż po kostki, a wokół siebie widziała głównie mgłę. Gdyby wiedziała cokolwiek o mugolskim kinie, mogłaby uznać to wszystko za scenerię jak z horroru.
Tkwiła przez moment jak wmurowana, rozglądając się, próbując zrozumieć, co właściwie się stało. Dezorientację potęgował fakt, że dziewczyna nigdy nie znosiła dobrze teleportacji i teraz jej żołądek zwijał się w ciasny supeł. Podparła się o najbliższe drzewo i zwymiotowała. Niewiele na szczęście. Wiedząc, że czeka ją teleportacja, darowała sobie śniadanie.
Mackenzie otarła usta wierzchem dłoni. Adrenalina, która wystrzeliła na moment pod niebo, opadła, kiedy Greengrass zdała sobie sprawę z tego, że rozwiązanie zagadki jest banalne. Nieudana transmutacja. Zdarzało się jej to bardzo rzadko, ale jednak kiedyś zamiast w mieszkaniu kolegi z drużyny aportowała się u jego sąsiada. A raz chcąc pojawić się przed domem matki, zamiast przed furtką, z jakichś powodów trafiła na dach.
Tak. Zdecydowanie powinna lecieć na miotle.
Mackenzie odetchnęła i spróbowała się ponownie teleportować. Gdy jednak odbiła się nogą od podłoża, wykonała jedynie niezgrabny piruet, aż zawirował jej płaszcz, ale nie zniknęła z miejsca. Powtórzyła próbę i tym razem omal się nie przewróciła.
W porządku. Czyli teleportacja odpadała.
Greengrass ponownie oparła się o drzewo. Nie wpadała w panikę łatwo. Nie dlatego nawet, że była szczególnie odważna, ale raczej ot tak mocno zamknięta w sobie, że nawet jej emocje były jakoś zamknięte, nieważne, czy te negatywne, czy te pozytywne. Niemniej poczuła ukłucie niepokoju, kiedy wyjęła różdżkę, spróbowała rzucić po kolei lumos, accio i protego, i żaden czar nie zadziałał. Pozwoliła sobie na całą minutę stania po prostu w miejscu, gdy ogarnęła ją niemoc i niepewność, do dalej robić.
A potem...
...potem schowała różdżkę. Podparła stopę obutą w - na szczęście - bardzo porządnego, choć znoszonego buta o grubą gałąź drzewa, a ręką pociągnęła ku sobie, aż ta po paru próbach się złamała. Chociaż Mackenzie nie była zbyt wysoka, ustawiczne treningi, nie tylko na miotle (wszak biegała, by móc lepiej trzymać się miotły i ćwiczyła siłowo, by mocniej rzucać kafla), sprawiły, że jej siła fizyczna była prawdopodobnie większa niż niejednego mężczyzny. I teraz dziękowała za to wszystkim bóstwom, bo w takim miejscu mogła natknąć się na wszystko, a skoro nie działała tutaj magia... Potrzebowała jakiejkolwiek broni.
A potem, z gałęzią w ręku, ruszyła przed siebie. Rozglądała się przy tym uważnie, to zadzierając głowę w nadziei na dostrzeżenie nieba, to pod nogi, to obserwując drzewa i kamienie, czy na którymś nie dostrzeże mchu. Byłoby dobrze ustalić choćby kierunek świata, żeby wiedzieć, w którą stronę idzie. By nie kręcić się w kółko.
Bo jeżeli pójdzie przed siebie, prędzej czy później gdzieś trafi. Jeżeli nie do cywilizacji, to przynajmniej do miejsca, gdzie znowu zacznie działać magia.
Prawda?
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#2
09.01.2023, 15:36  ✶  

Geraldine zamierzała dzisiaj pojawić się w Dolinie Godryka. Doszły do niej słuchy, że może tam znaleźć stado puszków pigmejskich, które stały się ostatnio hitem wśród czarodziejskich dzieciaków. Miała zamiar złapać ich trochę i sprzedać. Gdyby jednak wszystko było takie proste...

Teleportowała się, jednak jak na złość, nie znalazła się w Dolinie. Zazwyczaj korzystała z miotły, jednak chciała załatwić to szybko, a teleportacja była zdecydowanie korzystniejsza, jeśli chodzi o oszczędność czasu. Oczywiście dopóki wszystko szło po jej myśli. Dzisiaj niestety się nie udało. Myślała, że nie może być źle. Jednak znalazła się właściwie nie wiedziała gdzie. Rozejrzała się po okolicy, ale wcześniej poczuła, że w jej skórzanych butach pojawiło się błoto. Nie było to przyjemne uczucie, szczególnie, że wiosna niedawno się zaczęła.

- Na brodę Merlina.- Mruknęła do siebie. Nie do końca rozpoznawała miejsce, w którym się znalazła. Sięgnęła po różdżkę, chciała wyjść z błota i osuszyć buty. Różdżka niestety ani drgnęła. - CO TO MA BYĆ DO CHOLERY- Powiedziała głośniej, nadal do siebie. Jak to możliwe, że magia nie działała? Czyżby coś popsuła pojawiając się w tym miejscu? Spróbowała się teleportować, jednak to też jej nie wyszło. Chyba miała przesrane.

Usłyszała dziwny dźwięk. Jakby ktoś wymiotował? Próbowała dostrzec skąd dochodził, albo jej się wydawało, albo mignęła jej z przodu jakaś sylwetka. Nie czekając na cud postanowiła ruszyć przed siebie, żeby zobaczyć, kto to jest, może będzie w stanie jej pomóc. - Ej Ty!- Krzyknęła jeszcze, aby zwrócić na siebie uwagę tej osoby. Nie miała pojęcia kim jest. Nie obawiała się jednak, że może jej coś zrobić, potrafiła sobie w końcu poradzić z najróżniejszymi stworami, w razie coś będzie i w stanie obronić się przed człowiekiem nawet bez magii. Tak sobie przynajmniej powtarzała, choć może i mało było w tym prawdy. - Poczekaj.- Krzyknęła jeszcze, miała nadzieję, że nie wystraszy tej osoby.

Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#3
09.01.2023, 17:13  ✶  
Mackenzie nie zdążyła odejść daleko. Krzyk „ej ty” należał do trudnych do przegapienia. Greengrass obróciła się gwałtownie w stronę, z której dobiegał. Nie była pewna, czego się spodziewać. Napotkanie człowieka na mrocznych bagnach zapewne niejedna zagubiona osoba przyjęłaby z ulgą. Kenzie jednak… po pierwsze przyszło jej do głowy, że nigdy nie przykładała się do ONMS ani OPCM i być jakiś demon albo inne, bagienne stworzenie, mogło podszywać się pod człowieka.
Po drugie, kto wie, może nie trafiła tu bez powodów, a ktoś bawił się jakąś dziwną magią?
W dodatku sylwetka, która wyłoniła się z mroku, była olbrzymia. A przynajmniej taka wydawała się Greengrass przez chwilę, kiedy jeszcze tylko majaczyła pośród mlecznych oporów.
Mackenzie nie należała do niziołków, nie była jednak bardzo wysoka - i nie traktowała tego jako wady, na miotle niższy wzrost pozwalał jej na bycie szybszą. Yaxley przerastała więc ją o półtorej głowy. Nawet gdy Geraldine znalazła się dość blisko, by Mackenzie mogła zobaczyć twarz i przekonać się, że prawdopodobnie nie ma do czynienia z żadnym potworem, pozostała podejrzliwa. Kenzie nie miała szans rozpoznać panny Yaxley z prostych powodów: ta była od niej dużo starsza, a Mackenzie nie obracała się w towarzystwie rodów czystej krwi.
Stała przez chwilę w milczeniu, obserwując kobietę. Geraldine miała przed sobą jasnooką, piegowatą blondynkę, kilka lat od siebie młodszą, w starym płaszczu. Na szyję miała narzucony czarny szalik, z białą podobizną sroki: emblemat Srok z Montrose.
- Kim jesteś? – spytała. Omal odruchowo nie sięgnęła po różdżkę, ale przypomniała sobie, że ta jest bezużyteczna. Lepiej było mieć wolne ręce.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
10.01.2023, 10:16  ✶  

W takim wypadku sposób, jaki wybrała Gerry okazał się być odpowiedni. Mało kto był w stanie przegapić jej donośny głos, na całe szczęście. Zwrócenie na siebie uwagi się udało. Yaxley w ogóle nie bała się konfrontacji, może powinna? Kto bowiem normalny sam pojawiłby się na tych mokradłach? Nie do końca wiedziała, co się tutaj dzieje, dlaczego magia nie działa, ale nie powodowało to u niej strachu. Wiedziała, że jest sobie w stanie poradzić z różnymi przeciwnikami w różny sposób, bez magii wcale nie była taka bezużyteczna.

Yaxley zbliżała się do osoby, którą zauważyła szybkim tempem. Teraz już mogła stwierdzić, że była to kobieta, choć może bardziej dziewczyna? Na pewno młodsza od niej. Zatrzymała się tuż przed nią i oparła sobie ręce na biodrach. Spoglądała na nią z góry, ale to nic nowego, miała tak z większością osób które spotykała. Krew olbrzymów gdzieś na początku linii jej rodziny robiła swoje. Przyglądała się jej uważnie, na pierwszy rzut oka Gerry wydawało się, że dziewczę nie pasuje do tego miejsca. Sama, w lesie, na bagnach? Nie sądziła, że chciała się tam znaleźć, nie pasowała zupełnie do otoczenia. Nie powiedziała jednak o tym na głos, przynajmniej póki co.

Nie zauważyła szalika na jej szyi, może to i lepiej, bo Yaxley była kibicem Harpii, więc jeszcze mogłyby się posprzeczać o swoją ulubioną drużynę. Geraldine ubrana była jak zawsze do pracy. Skórzane spodnie, buty za kostkę - sznurowane (jak się okazało nawet one nie sprawdziły się na tych bagnach), do tego sweter i długi, skórzany płaszcz, który miał lata świetności dawno za sobą. Włosy zaplotła w długi warkocz, żeby włosy nie fruwały jej po twarzy. - Jestem Twoim wybawieniem.- Powiedziała uśmiechając się szczerze. - Nie wyglądasz, jakbyś wiedziała, gdzie jesteś.- Postanowiła stwierdzić to, co jej się wydawało. Yaxley była bardzo pewna siebie. Nie zamierzała też od razu rzucać nazwiskami, w czasach jak te było to przecież niebezpieczne, nie wiedziała z kim ma do czynienia, choć przez chwilę miała wrażenie, że kojarzy twarz dziewczyny.

Może sama Gerry też nie do końca wiedziała, gdzie się znajduje, ale wydawało jej się, że ma większe doświadczenie od tej blondynki do wychodzenia z czarnej dupy. Zamierzała połączyć z nią siły, choćby jej się to nie podobało.

Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#5
10.01.2023, 11:34  ✶  
Na twarzy Mackenzie nie malowały się żadne emocje. Zamknęła się w tej chwili za swoją skorupą, mniej więcej tak, jak w momentach, gdy ich drużyna miała jakieś zbiorowe zdjęcia, rozmowy z prasą albo bankiety. A tym, co pod nią kryła, wciąż była podejrzliwość. Owszem, kiedy Geraldine wspomniała, że pewnie nie wie, gdzie jest, obudziła się w niej nadzieja, że trafiła faktycznie na człowieka, kogoś, kto to wiedział i był tu… cholera wie, po co. Zbierać składniki alchemiczne? Polować? Trzeba było przyznać, że Geraldine wyglądała jak ktoś, kto ubrał się odpowiednio na bagno. O ile strój odpowiedni na bagno w ogóle istniał.
Ale ostrożność pozostała. Wciąż nie wykluczała omamów, jakiegoś podstępu (po paru numerach, jaki wykręcił jej ten drań, z którym umawiała się pół roku, byłaby nawet w stanie uwierzyć, że wynajął kogoś, by ściągnął ją i utopił na bagnach) albo tego, że kobieta jest maskującym się stworzeniem. Była gotowa cofnąć się albo rąbnąć gałęzią w tej samej chwili, w której Yaxley zbliżyłaby się nadmiernie.
- Nie wiem – przyznała. – To nie wygląda na Hogsmeade. Podejrzewam, że leży gdzieś między Londynem a wioską, co daje setki tysięcy mil możliwości.
Albo sama spieprzyła teleportację, co było możliwe, bo Mackenzie nigdy nie była w tym mistrzem, albo tutejsza anomalia antymagiczna wyciągnęła ją z kursu. Nie powinna była w ogóle aportować się na taką odległość. Durna ona. Lepiej zrobiłaby używając kominka.
Kenzie faktycznie nie wyglądała jak ktoś, kto nadawałby się na bagna. Miała twarz wiecznego dzieciaka, a wzrost, jasny koloryt włosów i skóry sprawiał, że można by ją wziąć za wypieszczoną księżniczkę. Płaszcz dość skutecznie ukrywał mięśnie nabyte podczas treningów. Na całe szczęście, jeśli ktoś nadawał się na taki wypadek na bagnach tylko trochę mniej niż Gerry, to prawdopodobnie była to Mackenzie. O przyrodzie wiedziała odrobinę więcej niż przeciętna osoba i miała dość sił, aby nie paść bez ducha po godzinie albo dwóch wędrówki.
I prawdopodobnie nie miałaby chęci kłócić się o ulubioną drużynę. Choćby dlatego, że zanim przeszła do Srok i dołączyła do reprezentacji, przez rok grała i w Harpiach. Brak rozpoznania zupełnie jej nie dziwił – nie każdy śledził mecze, a nawet jak je śledził, kojarzono często bardziej jej szatę i blond kucyk niż twarz.
- A ty wiesz? – spytała ostrożnie.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
10.01.2023, 11:44  ✶  

Gerry dobrze czuła się w lasach, dziczy, aczkolwiek wolałaby wiedzieć, gdzie jest. Tutaj nie do końca leżało jej to, że nie mogła korzystać z magii i się stąd teleportować w tempie natychmiastowym. Pozostawało korzystać z nóg, co nie do końca byłoby jej pierwszym wyborem, gdyby jakiś w ogóle miała. No, ale nie ma co marudzić, nie była jakąś pierwszą lepszą laską zagubioną w lesie, miała doświadczenie w takich miejscach, jakoś uda jej się stąd wyjść. Może zajmie to trochę więcej czasu, niż by chciała, ale była pewna, że nie zostanie tu do usranej śmierci.

- Ja zamierzałam znaleźć się w Dolinie, widzę więc, że też nie miałaś dzisiaj szczęścia.- Czyli dobrze założyła. Dziewczyna stojąca przed nią również nie chciała się tu znaleźć. Teleportacja bywała kapryśna, jak widać na załączonym obrazku. - Grunt, że nie wyrzuciło nas do jakichś amazońskich lasów, tam jest o wiele niebezpieczniej.- Przynajmniej tak się jej wydawało. Jak to mówią, zawsze może być gorzej, trzeba szukać pozytywów.

- Jedyne co wiem, to to, że są to jakieś bagna, ale chyba każdy by się zorientował.- Odparła rozglądając się wokół. - No i nie jest o Hogsmead ani Dolina Godryka, a to już coś. - Właściwie to mogły się znaleźć gdzieś pomiędzy, skoro każda z nich tutaj trafiła w skutek nieudanej teleportacji do powyższych miejsc. - Wiem również, że magia tutaj nie działa, jesteśmy więc skazane na naszą siłę fizyczną, mam nadzieję, że nie męczysz się zbyt szybko?- Wolała sprawdzić, czy jest gotowa na dłuższy spacer. - Czeka nas wycieczka przez te mokradła, nie wiem jak długi będzie to marsz, ale pewnie chwilę to potrwa.- Próbowała określić kierunek, w którym powinny się udać. Najważniejsze to wyjść stąd jak najszybciej.

- Poszłabym w tamtym kierunku, tylko uważaj, nie wiadomo jak głęboko może być, wolałabym aby żadna z nas nie utknęła w błocie, wygląda ono tak, jakby chciało pochłonąć każdego, kto pojawia się w tym miejscu.- Samą siłą wcale nie tak prosto byłoby stąd kogoś wyciągnąć. - Obyśmy też nie trafiły na jakieś zwierzęta lubiące się w błocie, nie powinno tu być żadnych aligatorów, czy krokodyli, ale nie wiadomo, co innego może się czaić.- Gerry ruszyła przed siebie całkiem żwawym tempem, nasłuchiwała jednak uważnie, aby nie dać się zaskoczyć.

Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#7
10.01.2023, 11:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2023, 11:57 przez Mackenzie Greengrass.)  
Mackenzie rozluźniła się trochę, kiedy kobieta wyjaśniła, że też miała zamiar się aportować gdzieś indziej. A gdy mówiła więcej, nie brzmiała jak żaden opętaniec albo bagienny stwór, usiłujący zdobyć zaufanie, aby cię zjeść.
- Wiem. Że nie ma tu magii – mruknęła, przy okazji demonstrując grubą gałąź, którą ułamała… w jej głowie ciąg przyczynowo skutkowy był jasny, chociaż pewnie objawiała się tutaj jej nieumiejętność komunikacji. – Myślałam, że spieprzyłam teleportację. Ale skoro wyleciałyśmy tu obie, anomalia musiała zakłócić tor lotu.
Magia tu nie działała, więc jeżeli „przemieszczając się” znalazły się blisko, może na moment straciły możliwość używania magii? To, że Yaxley też nie mogła czarować, sprawiało, że Greengrass ulżyło. Bo w głębi ducha obawiała się trochę, że może nagle straciła magiczne zdolności.
Samo w sobie było to przerażające, a gdyby jeszcze okazało się, że czarodziejka miotła przestałaby ją z tego powodu słuchać? Chyba rzuciłaby się z molo do jakiegoś jeziora, by umrzeć w odmętach wody, której zawsze się bała.
- Dam radę. Też urwij sobie kij – poradziła, kiedy Yaxley zaznaczyła, że mogą utknąć w błocie. Chociaż utknięcie w błocie bardziej groziło Greengrass, bo była po prostu sporo niższa. – Można nim sprawdzać podłoże.
Tak zresztą też zrobiła. Ruszyła przed siebie, niezbyt wolno, chociaż też nie biegła, bo jak powiedziała, tak uczyniła – czasem uderzała dolną częścią kija przed sobą, upewniając się, że ten nagle nie zapadnie się w mokrą ziemię do połowy. Kojarzyła taką scenę z jednej z książek, którą kiedyś przeczytała w Hogwarcie.
Nie chciała utonąć na bagnach.
- Aha – podsumowała, gdy usłyszała o „krokodylach” i „aligatorach”. Nie miała pojęcia, czym jest krokodyl, ale brzmiało to nieprzyjemnie. – Uważaj na pnącza i mech. Taki, który poruszy się pod stopami. Paskudne rośliny lubią rosnąć na bagnach. Zwłaszcza diabelskie sidła – dodała od siebie cicho. Cóż, tego żadna z nich nie zdawała sobie z tego sprawy, ale jedna z nich wiedziała co nieco o magicznych stworzeniach, a druga znała jakieś podstawy zielarstwa.
Może razem nawet wyjdą z tego żywe.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#8
10.01.2023, 12:16  ✶  

Usługi Geraldine można było sobie wykupić, jednak nie atakowała ludzi. Kenzie mogła tego nie wiedzieć, pewnie by się roześmiała, gdyby usłyszała, jakie obawy miała dziewczyna, kiedy ją zobaczyła. Czasy jednak nie należały do najbardziej bezpiecznych, także rozumiała ten początkowy dystans, który zauważyła.

- Myślisz, że ten patyk Ci w czymś pomoże?- Roześmiała się, kiedy tamta zademonstrowała jej kij, który chyba miał jej służyć za jakiś element obronny. Niby mogła nim kogoś uderzyć, jednak nie sądziła, że będzie to trwałe rozwiązanie. W końcu było to tylko i wyłącznie drewno. - Tak, coś jest specyficznego w tym miejscu, ciekawe, że magia zupełnie tutaj nie działa.- Chyba jeszcze nie zdarzyło jej się trafić na podobny problem. Cóż, różne dziwne miejsca można było spotkać na świecie, najwyraźniej to było kolejne z nich.

- W sumie tak, można sprawdzać nim podłoże, to chyba jedyne zastosowanie takiego kija.- Nie był to wcale taki głupi pomysł, jak się jej na początku wydawało, aczkolwiek sprawdzanie podłoża zdecydowanie spowalniało ich wyjście z tego miejsca, a Yaxley chciała jak najszybciej się stąd oddalić. Z początku nieco sceptycznie nastawiona do tego nieszczęsnego kija sięgnęła po gałąź, która miała być jej własną.

Szła więc teraz powoli przed siebie, badając miejsca na których miała stanąć patykiem. Nie chciałaby zakopać się w błocie, tym bardziej, że miała świadomość, że była zdecydowanie cięższa od tej blondynki, którą spotkała. Miałaby problem, żeby ją wyciągnąć, gdyby błoto postanowiło ją pochłonąć. - Spokojnie, nie w takich miejscach już bywałam, mam trochę doświadczenia w pracy w trudnych warunkach.- Rzekła jeszcze, chociaż zaczęła zwracać uwagę na rośliny, które znajdowały się pod jej stopami. Zastanawiała się jedynie nad tym, czy skoro one nie mogły korzystać z magii, to i roślinom nie powinno być trochę trudniej żyć w tym miejscu? Wolałaby jednak tego nie sprawdzić na własnej skórze.

Szły więc razem przez te mokradła poszukując wyjścia. Yaxley miała nadzieję, że powoli się do niej zbliżały, nie chciałaby mierzyć się z żadnym dzikim stworem bez magii.

Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#9
10.01.2023, 12:42  ✶  
- Jeśli uderzysz końcem w odpowiednie miejsce, możesz kogoś bardzo skutecznie powalić – zapewniła z powagą Mackenzie, która kiedyś walnęła tak końcówką miotły pewnego chłopaka. Ot trochę siły i trochę wprawy w walce wręcz i kij się całkiem przydawał. Poza tym lepiej się czuła mając w rękach cokolwiek, skoro różdżka na nich nie miała się przydać, a jakoś w jej zwyczajach nie leżało podróżowanie po Anglii z nożem myśliwskim w kieszeni.
Oczywiście, po tamtej sytuacji długo głaskała swoją miotłę i upewniała, że ta nie ucierpiała. Greengrass była bardzo, bardzo zła, inaczej użyłaby przecież pięści, nie miotły.
Wędrowała głównie w milczeniu, nie narzekając i utrzymując stałe tempo. Buty, choć dość wysokie, dość szybko pokryły się błotem, podobnie jak część spodni. Jeżeli coś opóźniało marsz, to głównie to, że starała się mieć oczy dookoła głowy. Musiała wszak i patrzeć pod nogi, i czasem rozglądać, czy coś nie czai się gdzieś w mroku. Raz czy dwa przystanęła, by przyjrzeć się jakiemuś charakterystycznemu punktowi, chociaż nie miało to na celu podziwiania krajobrazów, wyłaniających się z mgły – chciała upewnić się, że nie krążą w kółko. Zwłaszcza, że czas mijał, a błoto wciąż chlupało pod stopami i mgła nie stawała się ani trochę rzadsza. Raz czy dwa Greengrass zmieniła nieco kurs, kiedy kij zapadł się za mocno, sugerując, że postawienie kroku w danym miejscu mogłoby zakończyć się utknięciem w mokrej pułapce.
Po godzinie albo dwóch marszu przystanęła nagle.
- Czy ja dobrze widzę, czy to trup? – spytała z pozornym spokojem, wbiwszy spojrzenie w jedno z drzew.
Nie była pewna, czy to tylko mgła, która zdawała się niespokojnie poruszać, tańczyć, że drzewa zyskiwały aż fantastyczne kształty, kiedy z niej się wyłaniały, czy faktycznie z gałęzi ktoś zwisał. Może jakiś nieszczęśnik, który tak jak one zabłądził na bagnach i w końcu w poczuciu beznadziei, nie mogąc znieść dalszej wędrówki, odebrał sobie życie?
Albo nie.
Może ktoś mu pomógł.
Mgła, która na moment ujawniła ciało... a może tylko szmaty, gałęzie, które je przypominały? - znów się skłębiła, przysłaniając widok.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
10.01.2023, 12:56  ✶  

- Na początku ćwiczeń szermierki walczyłam z ojcem kijami, zdecydowanie jednak wolę kiedy kij ma ostry koniec, bardziej boli gdy kogoś dosięga.- Odparła z powagą. Geraldine od dzieciaka była uczona walki, potrafiła bardzo zgrabnie machać bronią białą, o czym nie wszyscy wiedzieli, kije może już dawno wyrzuciła, jednak powinna i z taką bronią sobie poradzić, choć wolała mieć coś cięższego w dłoni, co nie rozsypało by się przy pierwszym uderzeniu.

Yaxley wcale nie przeszkadzała cisza. Była do niej przyzwyczajona. Kiedy obserwowała zwierzynę milczała godzinami, nawet jeśli towarzyszył jej Theseus, cisza była ich przyjacielem. Musieli pozostać niezauważeni. Tak samo zachowywała się tutaj. Nie chciała zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi, w końcu nie miały pojęcia, co czai się na tych mokradłach. Tym bardziej wolała nie ryzykować, a do tego czuła się odpowiedzialna za tę dziewczynę, którą spotkała. Wszak to Gerry wyglądała na taką osobę, która miała doświadczenie w podobnych sytuacjach. Musiała więc wyprowadzić je dwie, w jednym kawałku.

Narzucone tempo było dość szybkie, uważała, że to dobrze, będą mogły w miarę sprawnie opuścić to miejsce, o ile tylko znajdą koniec mokradeł, jak na razie jednak tego nie było widać. Nie zamierzała jednak rezygnować, wiedziała, że prędzej, czy później uda im się stąd wyjść, przecież z każdego miejsca było jakieś wyjście.

- Trup?- Przeniosła wzrok na drzewo. Przyglądała mu się uważnie, jednak był zbyt daleko, aby mogła to ocenić. - Sprawdźmy to.- Nie zamierzała zwlekać, musiała zaspokoić swoją ciekawość. Podeszła pod drzewo, które wskazała jej Kenzie. Spoglądała na to coś. Skorzystała z patyka, którego miała w dłoni, aby poruszyć tym, co znajdowało się na drzewie, nie spodziewała się jednak, że to coś spadnie. Odsunęła się gwałtownie do tyłu, w końcu nie wiedziała z czym ma do czynienia, kiedy jednak to coś wylądowało podeszła bliżej, aby się temu przyjrzeć, dotknęła zlepka materiałów kijem. - Nie wydaje mi się, żeby to był trup. Ktoś robi sobie żarty, może chce wystraszyć wszystkich którzy trafiają w te miejsce.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (2270), Mackenzie Greengrass (2714)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa