Wizyta w Windermere nie do końca poszła po jej myśli. Zakładała, że odpocznie tam ze swoim kaletnikiem, nabierze nieco dystansu do codzienności, będzie się wyśmienicie bawić. Z początku właśnie tak było, wszystko układało się nad wyraz dobrze, ba sama nie spodziewała się, że aż tak się oderwie od rzeczywistości, i że z Esme połączy ją coś więcej niż tylko praca, ale był to naprawdę tylko krótka chwila zapomnienia. Później wszystko musiało się spieprzyć, ona oczywiście nie mogła odpuścić i jak zawsze wplątała się w jakieś gówno. Cała Geraldine.
Pierwszej pomocy udzielił jej Perseus już na miejscu, trytony okazały się nie być dla niej łaskawe i udało jej się im ugryźć łowczynię w ramię, na całe szczęście one skończyły gorzej, z czego była dumna. Wiedziała jednak, że powinna skorzystać z pomocy medyka, bo mogło się wdać jakieś zakażenie, czy inne gówno (widać, że miała doświadczenie w podobnych urazach).
Nie zastanawiała się nad tym specjalnie długo, zamiast wrócić od razu do siebie teleportowała się pod drzwi mieszkania panny Bulstrode. Nie zakładała w ogóle, że może jej tu nie być, chociaż przecież jako uzdrowicielka pracowała też nocami.
Panna Yaxley opierała się o jej drzwi wejściowe i zaczęła w nie uderzać bardzo głośno, tak, że pewnie byłaby w stanie obudzić i sąsiadów. Cóż, najwyżej i jej bracia zostaną postawieni na nogi, czy coś. Była zdesperowana, ręka ją piekła, miała nadzieję, że Flo wybaczy jej ten kolejny wjazd na chatę.