Upadłość ludzkiej duszy była jak smutek - niepoliczalna. Dla jednego dramatem będzie zadanie śmierci, dla tego, co śmierć zadaje - sprzedanie swojego ciała. Upadek, degeneracja, śmierć moralności. Obraz bawiącego się rozpustnika w migających światłach knajp, zasłuchanego w mugolskiej muzyce, oglądający się za zgrabnymi biodrami panien i wyłapującego, która z nich da sobie postawić drinka - wszystko to, czego Laurent nie widział. Wojownik o narowistym temperamencie i czuły człowiek - to widział. Zagubienie, smutki i determinację, żeby się w tym odnaleźć - tyle zostało mu pokazane. I żądza, która nie zachęcała do pocałunków. Oj nie. Ona od nich odstręczała.
- Bujna wyobraźnia jest seksowna. - Chciał, żeby to wszystko brzmiało bardziej szarmancko, bardziej słodko, a było tak wyszeptywane, wypowiadane smętnie z jego ust. Tak myślał, tak uważał, ale czy to w ogóle normalne, że po tym, co się stało w Windermere, rozmawiali w taki sposób? Stali tutaj i... rozmawiali o zdegenerowaniu jak we flircie? On mu opowiadał o swoich wizjach Laurenta w sukni i gorsecie - Laurent bardzo chętnie by się w tę wizję wpasował. Podobały mu się przedziwne kreacje, których nie zakładał na co dzień, w które mógł się stroić ledwo przed sobą i bardzo wąskim gronem znajomości. Nie żartuje sobie ze mnie..? Podobałoby mu się to? - Bardzo mi to pochlebia. Czy to naprawdę degeneractwo? - W oczach społeczeństwa - na pewno. I chociaż czarodzieje byli o wiele bardziej tolerancyjni to nadal... to nadal straszne rzeczy potrafiły czekać tych degeneratów, którzy zby śmiało patrzyli na męskie ciało. Tym bardziej tych, którym nagle bawić się w przebieranki chciało.
Miał słabość do tych pocałunków, nawet jeśli były zimne i towarzyszyły im dreszcze. Słabość do chłopców, którzy normalnie dostawali miotłą po głowie, bo nie byli zbyt grzeczni. Do bestii, które można oswoić, wytresować, a potem ogrzewało ci nogi i klękali przed nimi, żeby zostawić na nich pocałunki. Być może to był AŻ pocałunek, kiedy dopuszczenie do siebie bliskości wiązało się z takim ryzykiem. Ono pulsowało w głowie Laurenta, ale nie miał już siły na strach. Chyba zostało mu już miejsce tylko na łzy od widoków z Windermere. Ale łzy też nie leciały.
- Ach tak... - Lodowate. Przy odczuciu temperatur te dłonie na jego plecach były naprawdę jak sopelki, gdy nawet jego policzki zdołały nabrać rumieńca. Chyba nie musiał dopowiadać, co chodziło po jego głowie. jakie to pragnienie, jaka ulga, gdzie było jej poszukiwanie. Tak, domyślał się. Nie musieli to ubierać w paradę tych falbanek i gorsetów. Śliczna bajeczka w słowach - jak wszystkie bajki tego świata. - Liczę tylko na pozbycie się tych brudnych, śmierdzących ciuchów. - A nie na dokładnie kolejnej... - Z nas obojga. - Cofnął jego ręce ze swojego ciała tylko po to, żeby z tymi słowami ściągnąć z niego koszulę tuż po tym, kiedy on zsunął ją z niego. Brudny materiał opadł na ziemię w kałuży równie brudnej wody. Przez moment milczał, patrząc na dłoń na swoim nadgarstku. Czując nacisk na żyłę. - Wiem, co się może zdarzyć. Boję się tylko bólu. I widoku krwi.