![[Obrazek: 7d8MAnk.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=7d8MAnk.png)
- Gdybyś chciał wyjść, po prostu wyjdź. Nie musisz się tłumaczyć ani zostawać - powiedziała Charlotte, kiedy wchodzili do oceanarium Shackleboltów. Bo tak, doskonale pamiętała, że Jessie bał się pływać, ale z tego, co wiedziała, Shackleboltowie nie trzymali tutaj żadnych utopców, a chociaż sami podobno lubili pływać pod wodą, nie zmuszali do tego odwiedzających. Ci spoglądali na wodę, rośliny, ryby, delfiny oraz egzotyczne okazy z dalekich mórz i oceanów przed grube, zaklęte szyby, z korytarzy wypełnionych mdławym, błękitnym światłem. To znaczy mogli wejść i do specjalnej sali, gdzie za pomocą czarów tworzono taką iluzję, jakby spacerowało się po dnie oceanu, ale tam Charlotte nie zamierzała syna wlec. Nigdzie zresztą nie planowała go wlec: sama nawykła robić to, na co ma ochotę, więc chociaż oczywiście ona zawsze wiedziała najlepiej, i znacznie lepiej niż Jonathan, to jej dzieci też miały prawo decydować.
Była tutaj po próbki.
Ku wielkiej rozpaczy Shackleboltów, i wielkiemu podekscytowaniu Charlotte, zmarł ostatnio jeden z magicznych, egzotycznych, długowiecznych okazów. I zgodzili się przekazać parę próbek Departamentowi Tajemnic. Charlotte nie była specjalistką odnośnie okazów magicznej fauny, a nawet odnośnie okazów zwykłej fauny, za to była bardzo zainteresowana tematem śmierci, długowieczności i tym, jaka cholerna magia sprawiała, że ten potwór żył tak długo. Na całe szczęście - w Departamencie była specjalistka od wiedzy przyrodniczej, razem więc być może mogły dojść do jakichś sensownych wniosków.
Ponieważ musiała poczekać aż pojawi się jeden z Shackleboltów, bo podobno jakiegoś rekina bolały zęby (to znaczy mówili coś innego, ale Charlotte rozumiała piąte przez dziesiąte, i chociaż uśmiechała się miło, kiwając głową, to wywnioskowała z tego, że robi jakiś przegląd dentystyczny), postanowiła wykorzystać ten czas na pokręcenie się po słynnym kompleksie. A Jessie mógł iść z nią, jeśli tylko miał ochotę popatrzeć na te wszystkie żółwie i rafy koralowe, bez nurkowania na dnach oceanów.
– Podobno mają tutaj specjalną salę, gdzie imitują warunki z Arktyki. I taką, gdzie trzymają okazy, które w naturze wyginęły kilkaset lat temu. A przynajmniej tak mi się chwalono, nie żebym potrafiła odróżnić.