• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
Wiosna 1966 | Girls just wanna have traumas

Wiosna 1966 | Girls just wanna have traumas
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#1
04.11.2023, 14:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2023, 17:09 przez The Edge.)  
Girls just wanna have traumas
@Septima Ollivander & Crow

Żeby myśleć, że nie zadajesz się z typami spod ciemnej gwiazdy, a jedynie z „niezrozumianymi przez prawo handlarzami” człowiek potrzebuje jakiegoś porównania, jakiejś skali pomagającej stanąć w miejscu, w którym faktycznie chciało się stać. Niestety Septima Ollivander, jako córka delikatnego różdżkarza i uczennica jednej z najbardziej prestiżowych szkół z internatem na świecie, miała właściwie mało okazji, aby wyrobić sobie taki obraz świata. Taki, który by ją uczynił bezpieczną, który pozwoliłby uniknąć niemożliwie pechowych dni spędzonych u boku Crowa.

Żeby zrozumieć, w jaki właściwie sposób znaleźli się w zamkniętym przedziale pociągu pędzącego na północ kraju, trzeba było wiedzieć czym oboje się obecnej sytuacji zajmowali. Crow, aktualnie zwijający sobie papierosy w naprawdę pokraczny sposób (z użyciem śliny), wiedział o Septimie niewiele. Wczorajszego ranka Fontaine kazała mu przyjść do sali narad i poinformowała go, że stojąca obok dziewczyna będzie potrzebowała jego pomocy w... Pożyczeniu, bo przecież nie kradzieży, części zasobów ugrupowania zajmującego się eksportem nielegalnych w świetle prawa rdzeni, którymi nieszczególnie chcieli podzielić się z Ollivanderami. Septima bardzo chciała poznać ich sekrety, ale... No właśnie, istniało bardzo duże ale, szybko wyłapane przez wprawionego w bandyctwie mężczyzny - to była jakaś młoda naukowczyni, albo nawet nie naukowczyni - ubierała się jak te stare guwernantki nauczające w domach bogatych paniczyków, co opowiedziało mu w gruncie rzeczy całą historię. On nie miał zielonego pojęcia czym są rdzenie, bo trzymane w dłoni różdżki co najwyżej łamał, ona nie miała pojęcia w jaki sposób mogłaby się tam dostać, bo jej umysł obejmował tylko to, czego nauczyli ją ludzie żyjący zgodnie z prawem. Czy się mylił?

Być może tak. W jakimś przynajmniej stopniu. W końcu współpracowała z Fontaine już od jakiegoś czasu. Zapłatą za pomoc w zdobyciu tej wiedzy, była (zdaniem Fontaine przynajmniej) doskonała różdżka, jakiej właściwości opisywała mu wczorajszego wieczora nie pozwalając zasnąć. Crow absolutnie nienawidził w kobietach tego, jak odpalały się już po powiedzeniu sobie „dobranoc” i gadały na jakiś temat, szturchając go w ramię dla pewności, czy na pewno ich słucha, więc wszystkie te słowa wpadały jednym uchem tylko po to, żeby wypaść drugim, ale jakieś szczątkowe informacje o jej radości wyłapał. Bardziej niż właściwości tejże różdżki, zadziwiało go jednak to, że nawet ktoś, kogo większość osób brało za potwora, potrafił cieszyć się jak dziecko z kawałka drewna. On tego oczywiście nie rozumiał, bo jakby miał to rozumieć - magii nauczyli go Bellowie, a nie nauczyciele tych ich akademii ukrytych w wysokich zamkach. Na temat różdżek był pewien tylko jednego: jeżeli pozbawić ich przeciwników, walki stawały się dziecinnie łatwe.

A teraz siedział wyłożony na siedzisku naprzeciwko członkini jednej z najbardziej znanych rodzin zajmujących się ich wytwórstwem. Odkrył, że nie wzbudzało to w nim żadnych emocji, nie postrzegał tego w kategoriach zaszczytu.

Wyglądała nieco inaczej niż wczoraj, kiedy go informowali o tej wyprawie-niespodziance. Poznał ją głównie po włosach kojarzących mu się z sierścią (tak się na to mówiło?) pudla jego dziewczyny. No i po tym, że się na niego na tym dworcu gapiła, bo on wyglądał identycznie jak wcześniej. Miał nawet tak samo ułożone włosy, co mocno sugerowało, że nie mył się co najmniej od jednego dnia. Przywitali się ze sobą, zajęli swoje miejsca, ale poza tym... Towarzyszyła im cisza. Crow potrafił ciąć językiem tak samo precyzyjnie jak nożem, ale jego dusza była nieco bardziej złożona, wcale nie był taki wygadany, kiedy nie miał nic do powiedzenia. Nicość pomiędzy nimi przerywały więc tylko dźwięki lokomotywy.

- Zaraz będziemy na miejscu - stwierdził nagle, wyglądając przez okno. Kiedy się poruszył, absurdalna ilość żelastwa, którą nosił przy sobie, brzdąknęła ocierając się o łańcuch. To pewnie trochę zastanawiało - jak ktoś tak głośny ubiorem, noszący przy sobie tyle przedmiotów, mógł być dobrym złodziejem. Crow lubił w sobie te zagadki. - To twój pierwszy raz? - Upewnił się, wychodząc już z pewnym założeniem, którego się nie wstydził.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#2
10.11.2023, 03:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2023, 03:52 przez Septima Ollivander.)  
Sama Septima nie do końca pojmowała swoich ciągotek do pakowania się w kłopoty. Urodziła się w normalnej, raczej przyzwoitej i o wieloletnich tradycjach rodzinie. Posiadała, do niedawna nawet dwójkę, kochających rodziców, którzy oddali jej tyle miłości ile byli w stanie; nauczona szacunku do drugiego człowieka, nie przepadała za łamaniem, ani zasad, ani tym bardziej kodeksu prawnego.
Taka przynajmniej była oficjalna wersja.
Nigdy nie nauczyła się wierzyć w śmierć – w dzieciństwie odwracała od niej załzawione spojrzenie, a gdy kostucha przyszła odebrać życie matki i brata, nawet lata później nie potrafiła odnaleźć emocji pogodzenia się z paskudną prawdą, że najbliższych jej osób nie ma wśród żywych.
Nie ma ich już - tego jakby nie rejestrowała; tęskniła najcięższym brzemieniem serca, ale ta głupia, paskudna prawda nigdy głośno nie zatrajkotała i nie obwieściła się na kartach jej świadomości. Tęskniła za matką – za jej błyszczącymi oczami, kiedy siadała tak blisko kominka, że gorące powietrze łaskotało ją w powieki, za tym, jak układała niekiedy głowę na jej kolanach, nie wiedząc, że prawie nie zauważała jej obecności. Głaskała ją po głowie instynktownym, ludzkim odruchem dotykania tego, co było ciepłe i miękkie, za jej łagodnym, cichym głosem, który nigdy nie zrywał się do krzyku i brzmiał jak poemat napisany na fortepian.
Tęskniła za bratem, kradzionymi pluszakami, za droczeniem, przepychankami, szerokimi uśmiechami i niekończącymi opowiadaniami o głupich meczach Quidditcha. Tęskniła za tym, że nigdy nie zobaczyła jak dorósł i stał się równie irytującym kawalerem na wydaniu, który rozpijał się w pubach i wracał do domu o piątej nad ranem.
Równie dobrze w każdej dowolnej chwili mogli przekroczyć drzwi ich warsztatu i choć minęłoby tak wiele lat rozłąki, nie doświadczyłaby żadnego dysonansu, jakby tak właśnie miało być.
Jednakże choć w śmierć nie wierzyła, z pewnością nie goniła za nią po obskurnych zakątkach Nokturnu. Zawsze ukrywająca się pod płaszczem pannicowej naiwności, tak naprawdę chyba szukała guza, bo innego wytłumaczenia postronna osoba by nie posiadała. Każda wycieczka na Nokturn, każda współpraca z podejrzaną gębą, którą na dobrą sprawę powinny obserwować odpowiednie służby, kryła w sobie ciężką mieszaninę strachu, ekscytacji oraz dziwnego, ciepłego podniecenia rozpływającego się po ciele. Czasem nawet zaczynało się gdzieś w okolicach podbrzusza, ale Timmy o tym starała się zbyt długo nie myśleć.
Fontaine znała już od jakiegoś czasu i o ile Crow do tej pory przewijał się gdzieś tam jako losowa postać zza kulis, to tym razem przydzielono mu niezwykle nobliwe miejsce tuż u jej boku. Dla Ollivanderówny wszystko było jedną wielką przygodą, ale jednak z jakiegoś powodu nie poświęcała mężczyźnie zbyt dużo uwagi. Nie wzbudzał zaufania, ale nie zapalał również każdej pojedynczej czerwonej lampeczki w jej głowie (fakt faktem, ten system potrzebował solidnego inżyniera do przeglądu). Jeśli nie leciał od razu do niej z tłustymi łapami to i tak wygrywał konkurs przyzwoitości z większością zbirów. Co prawda, niektóre z jego stawianych kroków obudzały cudowną melodią obijającego się żelastwa, ale wolała wrócić do domu ze skradzionym zegarkiem, niżeli nerką, albo co gorsza, dziewictwem. 
Przywitawszy się z nim na peronie, zamachiwała się i wyciągała już rękę z torbą w jego kierunku, bo nawet gdyby nie był chłopcem na posyłki, to ona wciąż uznawała się za damę, którą etykieta uprawniała do wyznaczania samca od noszenia. Ale cholera, co jeśli złapałby i uciekł? Miała w środku kilka drogocennych okazów, których nie byłaby w stanie uzupełnić. I mówiąc o okazach, gdy tylko weszli do pociągu to zdjęła tweedową marynareczkę, którą zawiesiła na wieszaczku przedziału i od razu wyciągnęła jeden z nich - książkę. Była całkiem wdzięczna za ciszę, ale po pewnym czasie stwierdziła, że gapienie się bezproduktywnie w dal przez faceta było nie tylko dosyć kretyńskie, ale i rozpraszające.
— Chcesz coś poczytać? Znajdę jakieś przygodówki jeśli lubisz takie klimaty — wysunęła, otwierając skórzaną torbę, zaczarowaną tak aby pomieścić kilka ciężkich tomiszczy i nie nadwyrężyć wątłego, kobiecego ciała.
Niczym pani z reklamy, zaprezentowała mu okładkę Don Kichota i nawet podała do ręki (kątem oka obserwowała czy aby na pewno są w miarę czyste), żeby sobie obejrzał.
— Pierwszy raz czego? — miała zapytać z ironicznym ozdobnikiem, ale głos jej jakoś na to nie pozwolił i koniec końców zabrzmiała zdecydowanie bardziej tępawo niż mrocznie.
Żałowała rozpoczęcia dialogu, czując działalność jakiejś galaktyczna klątwy siejącej spustoszenie w jej poczuciu winy. Niewidzialna siła kazała jej ciągnąć rozmowę, choć nawet nie wiedziała jak, o czym i dlaczego.
O czym ona miała z nim rozmawiać?
O co mogła zapytać?
Gdzie kupował ciuchy?
Od jak dawna znał Fontaine? Co ich łączyło? (bardzo nie chciała znać szczegółów tej historii).
Koniec końców, eureka przyszła sama. Przełknęła głośno ślinę, czubek nosa wystawiając poza swoją książkę.
— Uhmm, to... lubisz tę pracę?
Fontaine ją zapewniła, że na facecie można polegać, w co Septima głęboko wątpiła. Czy mu ufała? Absolutnie nie. Czy ufała Fontaine? Nie.
Czy ufała sobie?
Również nie.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#3
11.11.2023, 01:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2023, 01:36 przez The Edge.)  
Sam nigdy by tej walizki do ręki nie wziął, gdyż zupełnie nie zwracał na takie rzeczy uwagi - savoir vivre kojarzył mu się co najwyżej z zasadami wybierania przy stole odpowiedniego widelca; nie było to zagadnienie, które go zajmowało, a gdy coś go nie zajmowało, to nie tracił na to czasu. Nie był jednakowoż człowiekiem, który nie rozumiał cudzych oczekiwań, ani też nie miał problemu z pomocą słabszym, a dziewczyna wyglądała... Cóż, jakby miała złamać się przy pierwszym powiewie wiatru. Bez słowa uchwycił więc tę walizkę, wszedł z nią do pociągu z niewymuszoną lekkością i wtem zdał sobie sprawę z tego, że to było bez sensu, bo bagaż nie był ani trochę ciężki przez rzucone na niego zaklęcie. Założył więc, że problemem nie była jego waga, tylko mus wykonania dużego kroku z czymś wielkich gabarytów - wielokrotnie widział panienki wahające się pięciokrotnie, zanim zrobiły krok i przekroczyły „przerażającą” przestrzeń pomiędzy krawędzią peronu i wagonem. Odwrócił się więc i podał Septimie rękę, żeby było jej łatwiej, ale wciąż - darował sobie przy tym jakiekolwiek słowa. Najwyraźniej był człowiekiem niezwykle skrytym, ale nie mógł być niemową, bo się kilka razy odezwał do Fontaine.

Kiedy panna Ollivander postanowiła zaproponować mu jakąś lekturę, Flynn leniwie podniósł wzrok znad bletek, które zwijał i zmierzył ją spojrzeniem pełnym zdziwienia (ale nie pogardy). Tak naprawdę lubił czytać, lubił też tworzyć historie, a nie tylko je poznawać, ale książki i tak nie przyjął. No bo dlaczego robiła to dopiero teraz? Don Kichot? Ile to miało stron, tysiąc? Musiałby porzucić lekturę nagle, gdzieś w pół zdania, a on tego bardzo nie lubił - chciał takie dzieła połykać w całości.

- Przecież już nie przeczytam całej - odparł, marszcząc przy tym nos, choć nie miał już żadnych papierosów do zwijania. Przez resztę podróży zamierzał albo spać lub je palić, ostatecznej decyzji jeszcze nie podjął. W propozycji odkrył jednak coś, co go zainteresowało - dobór tejże lektury. Nawet nie konkretny tytuł podawanego mu tomiszcza, tylko to pytanie, czy mu się podobają powieści przygodowe. Czemu? Czy ona wiedziała o nim cokolwiek, chociaż strzępek informacji o tym, czym się jako Crow od lat zajmował? Nie to, żeby się miał za kogoś, w kogo aparycji wybrzmiewał geniusz i ta myśl konstrukcyjna, ale musiała słyszeć cokolwiek? Czy nie słyszała nic? - Co we mnie mówi, że wybrałbym przygodówki? - W pierwszej chwili bowiem pomyślał, że to ona pomyślała o nim, jakby nic innego nie miało go zainteresować, a potem dotarło do niego, że to on mógł pomyśleć o niej za wysoko i Septima po prostu nic innego w tej walizce nie miała.

Kiedy zadała mu pytanie, zmarszczył brwi. Nie potrzebował wiedzieć nic więcej. To było oczywiste, że nigdy by się jej bez pomocy takiego Crowa nie udało, przynajmniej w jego odczuciu. Ale to było w porządku. Nie myślał o niej w sposób pogardliwy ani prześmiewczy, miała przecież prawo żyć w taki sposób, w jaki chciała, on sobie indywidualność i prawo do wolności bardzo cenił. Po prostu pojął swoją pozycję, zrozumiał, czego wymagał od niego los.

Wszystkiego.

- Skok - wyjaśnił, nie mając zamiaru rozważać tego, czy był to z jej strony nieudany dowcip, czy w komiczny sposób wyrażona szczerość. - Zastanawiałem się, dlaczego postanowiłaś zadrzeć akurat z nimi. - Ile warte były rdzenie różdżek? Czy to naprawdę był biznes wart aż takiego zachodu, czy nie wystarczyło jej zbierać piór coraz to bardziej egzotycznych ptaków? To była kolejna wyrwa w jego obszernej wiedzy o świecie - znał jakieś ciekawostki, nie samo meritum, w końcu jak miało to ująć serce kogoś, kto tej różdżki nigdy nie dostał ani nie kupił.

Usłyszawszy pytanie, które zadała mu po długim rozważaniu nad tym, w jaki sposób przerwać tę ciszę, Crow uśmiechnął się, cudem powstrzymując żałosny rechot. Praca? Znał tak wiele jej definicji, w kilka się jego działalność wpisywała, ale jeszcze nikt przenigdy nie ujął tego takimi słowami, kiedy od samego początku wiedział, czym się trudzi. Tak, można było uznać pracę za wysiłek włożony w wykonanie jakiejś czynności, w takim kontekście można było uznać za nią nawet poderżnięcie komuś gardła, ale w jego głowie to słowo przywarło do działań ludzi uczciwych. On się włóczył, on kradł dla Bellów, on wykonywał polecenia kobiety, której był utrzymankiem. Uczciwie nie przepracował godziny życia, a co dopiero dnia. To też nie była w jego mniemaniu praca. To był napad. Jeżeli mówił, że pracował dla Fontaine, to najpewniej ironizował, albo się zgubił w gęstwinie własnych myśli.

- Moja co? - Może nie dosłyszał? - Praca? - Nie, tego po prostu nie można było nazwać pracą, ale może nie powinien burzyć jej światopoglądu. - Czasem.

@Septima Ollivander


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#4
26.12.2023, 02:45  ✶  
Wbiła wzrok w język, który oblepiał bletki; chociaż mlaśnięcie nie było specjalnie głośne, to cierpki dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa.
— Myślisz, że w życiu chodzi wyłącznie o kończenie? — nie podobało jej się jak zabrzmiało to pytanie, ale było już za późno. O dziwo, nie przejęła się tym jakoś specjalnie; pretensja wysnuta w głosie była raczej słyszalna wyłącznie dla niej samej, rejestrowana przez czujniczki niespełnionych ambicji, o których przecież nikt nie miał prawa wiedzieć, a na pewno nie Crow.
— Ta akurat podobno jest zabawna. Ja tego do końca nie widzę, ale ciekawa bym była twojej opinii. Porusza wątki idealizmu, rzeczywistości startej z fantazją, a także kreśli naturę bohaterstwa. Nie z każdym to rezonuje, ale z wieloma czytelnikami chyba tak — poczęstowała go brednią, dosyć tanią, ale lepszy wydrapany, stary knut, niż żaden, pomyślała.
Szybko się zreflektowała. 
— Wiesz co, tak naprawdę to nie wiem.
Mogła przebąknąć coś o prowadzeniu przepełnionego adrenaliną życia, o nudzie, o weryfikacji faktów, cokolwiek. I gdy tylko sobie zaczęła układać resztę swoich wysublimowanych, przesiąkniętych pseudo erudycją formułek, doznała olśnienia.
Zdała sobie sprawę, że nie próbowała go ani testować, ani analizować. Szczerze szukała punktu zaczepienia, jednej małej iskierki, która by jej powiedziała, że oprócz tego, że urodzili się pod tym samym niebem (wnikając w szczegóły – no nie do końca) , łączyło ich coś więcej, choćby małego, filigranowego w swej masie. Może przeczytałby tę książkę i powiedział, że główny bohater to debil (faktycznie, nie był rozsądny), może powiedziałby, że pisarz ma śmieszne nazwisko (Hiszpanie zasługują na wszelkie niepochlebne słowa). Nie była pewna dlaczego szukała między nimi nitek podobieństwa, bo raz, przed chwilą miała go tak naprawdę gdzieś, dwa, wcale nie zależało jej na wymianie przepisów na świąteczne ciasteczka, ani prężnie artykułowanych dziękuję i przepraszam. Mógłby jej nawet powiedzieć spierdalaj i rzucić tą jej torbą pod nogi i nie wzięłaby tego za coś absurdalnie nienormalnego.
A może chodziło o coś innego. Może szukała pod tą zbirowatą kopułą czegokolwiek, jakiegoś sygnału, impulsu, że wewnątrz coś się dzieje, przepływa, wysycha, popada w korozję.
Żyje, jeszcze nie zgniło.
Bo jeśli na Nokturnie każdy kończył z przegnitym sercem, to co miało stać się z nią samą?
Oczy zanurzyła w migawkach i splotach krajobrazu, obserwowanego zza mglistej szyby. Myślała o tym co dziś ją czeka i z czym przyjdzie jej się zmierzyć. Trzymała swój rozsądek głęboko w kieszeni, pomiędzy fałdami cienkiego materiału i obracała go w palcach jak monetę; jej się wydawało, iż jest to talizman ściśle strzeżony, ale wyglądało na to, iż dziś zdecydowana była oprzeć swoje życie o przypadek, wyrok podrzuconego w powietrze pieniądza, który lądował na grzbiecie dłoni srebrzystym rewersem.
Czasem.
Praca. Świat nokturnu, choć tak inny od jej własnego, działać miał na tych samych zasadach co jej własny i takiej odpowiedzi oczekiwała. Ziewnęła dyskretnie, choć przecież sama nie chciała się w żadną rozmowę angażować. Ta niezwykle pasjonująca rozmowa przypomniała jej o tym jednym specyficznym spotkaniu - kujonie z biblioteki, który sam za nią łaził, zaprosił ją na kawę, a potem przez czterdzieści minut, w milczeniu, gapił się w denko filiżanki. Odprowadziwszy ją do domu i zorientowaniu się, iż zaiste, nadszedł już koniec gry w pomidora, spojrzał na nią nienawistnie i obrzucił powietrzną piąstką, a potem wysyłał sowy z listami i pokrętne grafomanie próbujące imitować poezję.
Była to najbardziej emocjonująca randka tamtego roku.
Ale Crow przecież nie wyglądał na skrycie temperamentnego świra (ani sam nie zaczął gadki, więc skojarzenie było trochę niesprawiedliwie) i gdy tylko pociąg zajeżdżał na miejsce, a Septimka naciągała na siebie swoją marynareczkę, rzuciła na niego ostatnim, decydującym spojrzeniem. Obstawiłaby dużo pieniędzy na to, że miała rację.
Zaraz, a co jeśli to ona była kujonem z biblioteki w tej historii?
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#5
06.01.2024, 20:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.01.2024, 20:27 przez The Edge.)  
Crow zaśmiał się. Tym okropnym, bezczelnym śmiechem, który od razu sugeruje ci - albo masz coś na twarzy, albo powiedziałeś coś niewyobrażalnie durnego, albo istnieje multum rzeczy, jakimi się tobą nie podzieli nawet po kilku kieliszkach wódki, a ty mogłeś albo go olać, albo czuć się jakiś gorszy i wybrakowany, w zależności od zawiłości twojego własnego charakteru. Niezależnie od tego można było zapisać w pamięci, że Crow był kimś, przy kim mogłeś w losowym momencie poczuć się gorzej.

Czy zakończenia były najważniejsze? Tak. Były. Bo nawet największa historia stawała się otwartą, pulsującą raną, jeżeli nie zakończyło się jej w odpowiedni sposób. On sam stanowił chodzący dowód tego stwierdzenia.

- Nie. Ale to cholernie męczy, jak się w coś wciągniesz, a potem dusi cię niepewność. - Oczywiście, że nie miał zamiaru dzielić się z nią żadną głęboką filozoficzną rewelacją, bo dotyczyłaby jego, a on się sobą nie dzielił. To znaczy, w pewnych okolicznościach zdarzało mu się uszczknąć jakieś minimalne fragmenty siebie, ale to już wola rozmówcy, żeby je poskładać w jedną całość, a to do prostych rzeczy nie należało - bo on był z tej grupy osób, które często przeczyły same sobie. - Idealizm, bohaterstwo. Nieźle. Jeżeli miałbym czytać jakąś powieść, to byłby to pewnie jakiś Poe. - Jakiś Poe, bo niekoniecznie on sam, może ktoś podobny, może ktoś zupełnie inny, ale potrafiący przemówić swoim głosem do duszy tak ciemnej jak jego (i tak, naprawdę myślał o sobie w ten sposób - nie jest to wcale dowcip narratora).

Cóż miał założyć? Że miał rację, podejrzewając Septimę o skrajną niewiedzę jeżeli chodziło o to, czym zajmowała się Fontaine i kim były jej szczury, jaką pozycję wśród nich miał Crow? Oczywiście, że mógłby, ale życie na Ścieżkach nauczyły go ostrożności w kwestii wysuwania takich daleko posuniętych wniosków - tutaj ludzie nie zwykli obdarowywać się nawzajem każdą rewelacją, ani prędko obnażać z ciążących na duszy sekretów. To było momentami absurdalne, dziwaczne w tym kierunku, gdzie ludzie niepozorni okazywali się być tymi najbardziej popapranymi. I tak - w przypadku panny Ollivander to było zupełnie niepotrzebne, bo trafnie wyczytał większość jej biografii w tym jak się ubierała i jak mówiła, ale nie mógł tego wiedzieć - jego dalsze poczynania były częścią grania w grę niedomyślności.

Crow pozbierał swoje bletki, kiedy pociąg zaczynał hamować przed zbliżeniem się do miasta. Wszystkie elementy wcisnął do pojedynczej kieszeni w swojej skórzanej kurtce, ta zaś w ogóle nie wyglądała na przepełnioną - musiał wszyć w nią coś nadającego wnętrzu głębszy wymiar, być może obszył ją skórą wsiąkiewki. A kiedy z piskiem kół zatrzymali się na dworcu dwie stacje przed Southampton, ściągnął walizkę Septimy z wyższej półki i wyszedł z przedziału bez słowa, kierując się na peron. Podobnie jak wcześniej, jeżeli tego zechciała, użyczył jej swojej ręki przy wychodzeniu z wagonu. Uczynił to nieco mechanicznie, bez większych emocji - trochę jak wytresowany pies, któremu podawszy coś raz i nakazując mu to nieść, wyrył to sobie w głowie tak mocno, aby robić to za każdym następnym razem.

Na dworcu przywitał ich dość miły widok mniejszej miejscowości usytuowanej nieopodal niewielkiej rzeki. Wraz z nimi wysiadły losowa starsza pani i kobieta z wózkiem i drobnym dzieckiem, której Crow mógłby pewnie pomóc z wyciągnięciem wózka, ale całkowicie zignorował jej egzystencję. Cała jego uwaga była skupiona na dwóch rzeczach (a to już pewnie dla mężczyzny było spore osiągnięcie), to jest idącej obok Septimie i odpaleniu zwiniętego przed chwilą, trzymanego w ustach papierosa od zacinającej się zapalniczki. Kiedy mu się to wreszcie udało, zaciągnął się dymem i mógł przełożyć papierosa pomiędzy palce, zwrócił się do dziewczyny obniżonym tonem głosu.

- Wiem, gdzie znajduje się ich kryjówka, przejdę się tam i upewnię, że mój plan wypali. A ty... - Skinął głową na wąską alejkę prowadzącą na niewielki rynek w centrum miasteczka. - Spotkamy się gdzieś tam za dwie godziny, ok? Znajdę cię. - Z jakiegoś powodu wydawało mu się, że to zadanie będzie wyjątkowo proste.

@Septima Ollivander


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#6
22.01.2024, 03:59  ✶  
Rechot.
Podciągnęła kąciki ust w bladym świetle uśmiechu, czując zakłopotanie i niesmak zarazem; machinalnie, ręką odgarnęła kosmyk uczesania, który wcale nie był zagubiony i wcale nie potrzebował pomocy. Spojrzeniem zezowała między nim, a połaciami migawek zza okna pociągu, który nieubłaganie zbliżał się do punktu ich misji.
— Też lubię Poe — odparła cicho, wciąż ewidentnie zdeprymowana, łapiąc się za kciuk, tak jakby ciągnęła za jakąś wyimaginowaną wajchę, mającą jej zesłać pomoc w starciu ze skrępowaniem. Jeśli do tej pory przez głowę Crow'a przeszło wrażenie, iż dziewczyna patrzy na niego z góry, to to wrażenie musiało kompletnie wyparować z eteru.   
Ewidentnie była frajerką, o czym facet miał przekonać się tego dnia (najprawdopodobniej) wielokrotnie.
Powstała z siedzenia wraz z piskiem szyn, zakładając marynareczkę i odbierając od niego drogocenną walizkę. Jeszcze przed wyjściem wygładziła nieistniejące marszczenia na tkaninie, po czym ruszyła za Crow'em na zewnątrz. Nawet nie zauważyła wyciągniętej dłoni; czy to z zamyślenia, czy przestymulowania — może również nie spodziewała się wielu grzecznościowych gestów z jego strony (chociaż z walizeczką pomagał...)
Znajdę cię.
Wlepiła w niego owcze spojrzenie, przyłapana na kompletnym zgaszeniu systemu. Skinęła jedynie głową, bo w porę nie zdążyła odtworzyć tonu zdecydowania i gotowości, takiego którego sobie skonstruowała kilka minut później, gdy facet już się zdążył zmyć. Zupełnie tak jakby cisnął w nią paskudną obrazą, a ona w całej swojej krasie rozbabrania, nie odparowałaby mu jakąkolwiek ripostą na dzień dobry.
Ale przecież to było tylko pożegnanie.
W porządku, do zobaczenia!
Odpowiedziałaby niczym żołnierz gotowy do boju.
Zalała ją kolejna fala zażenowania samą sobą, a misja jeszcze się przecież nie zaczęła. Obserwując jego oddalającą się sylwetkę, przyłapała się nawet na myśli, że Crow tak właściwie wyglądał całkiem cool – czy mógłby zostać jej kolegą? Nie oszukiwała się, wiedząc, że wizualnie (bo myślami nie wykraczała poza inne wymiary) od siebie odstawali. Przypominał jej jednostki ze Slytherinu, zawsze przylepione do siebie w grupach, zawsze niedostępne, chłodne, intrygujące. Odkąd pamiętała, wyrażała głośną pogardę przeciwko takim jak on, ale z czasem coś w niej topniało, frapowało i kusiło do zastanowienia się jakby to było być jednym z nich.
Bo przecież może nie byli tacy źli, a wyglądali na takich, którzy zawsze się dobrze bawili. Tak jak Levi, który sprawiał wrażenie aroganckiego paniska, a był... no był Levim.
Oddaliła się niespiesznie, bez planu i celu. Krążąc nieznanymi sobie ulicami, przystanęła w pewnym momencie na dziedzińcu, pod jedną ze strzelistych sukiennic i oparła się ramieniem o cegłę, trochę znudzona, ale przynajmniej elegancka. Pochyliła lekko głowę, spoglądając dalej, między kamienice, w szpary kolejnych wąskich ulic. Nie sposób było nie zauważyć lokalnego pubu, do którego sama za nic w świecie by nie zajrzała, lecz pod niewidocznym, ale wszechpotężnym opactwem Crowa, poczuła wewnętrzną, elektryzującą moc. 
Bez wahania, ruszyła do środka.
— Dzień dobry... poproszę piwo— powiedziała nieco drżącym głosem, nonszalancko opierając się o lepki blat speluny.
— Jakie?
— Najmocniejsze.
Też potrafiła być cool.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#7
10.02.2024, 05:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2024, 18:59 przez The Edge.)  
Kiedy ona przeżywała każde słowo tak, jakby zależała od tego cała jej reputacja, Crow po prostu milczał. Nie przytaknął nawet na ten tekst, że też lubiła Poe - przyjął to w jakiś sposób, bo patrzał na nią kiedy dzieliła się tą rewelacją, a później odwrócił spojrzenie w kierunku szyby*. To, że mu nic nie odpowiedziała? Najwyraźniej również spłynęło to po nim jak woda po kaczce, bo odszedł bez słowa, spokojnym tempem i wyglądał na całkowicie wyluzowanego. Oczywiście, że mógł sprawiać wrażenie kogoś cool, o to też chodziło w tej całej maskaradzie, ale dzisiaj to wszystko było grą. Dzisiaj nie był tutaj przecież po to, żeby bawić się w najlepsze, tylko po to, żeby wykonać robotę... ta natomiast nawet z planem, nad którym tyle siedział, mogła nie okazać się taka prosta. No ale czego by nie zrobił dla Furfur? Cóż... no dobra, istniała stała lista rzeczy, jakich by dla niej nie zrobił, ale kradzieże się na niej nie znajdowały, kradzieże to on miał we krwi od dzieciństwa. Był na tyle zarozumiały, aby wierzyć, że dostanie się do każdego pomieszczenia, poza tymi za szyfrownicą, ale one też były tylko kwestią czasu.

Wyszło więc na to, że oddalając się od budynku dworca, nieszczególnie o tej Septimie myślał. Analiza jej osoby pojawiła się w jego we łbie dopiero kiedy wracał. Zdążył już wtedy przemielić wszystkie możliwe ścieżki, jakie się im mogły ukazać w trakcie tego, co określił mianem skoku. No a jak przestrzeń pomiędzy uszami nie miała już na czym się skupić a jedynym co musiał zrobić było odnalezienie panny Ollivander, to siłą rzeczy wrócił do scen w pociągu. Do tych min, do zmieszania, do zabrania w to miejsce tomu Don Kichota chuj wie po co, no i wniosek wysunął prosty - albo naprawdę zajebiście udawała, albo te całe rdzenie różdżek to musiał być naprawdę mocny biznes, skoro paniusia jej pokroju wybrała się na wycieczkę krajoznawczą ze zwyczajnym oprychem. No dobra, nie był najgorszym, co się dało spotkać w czeluściach Podziemnych Ścieżek, ale żył też w złudnym przekonaniu, że już sama jego aparycja nie obiecywała wspaniałej przygody, a była sygnałem ostrzegawczym - miał się za kogoś nad wyraz mrocznego. Nad wyraz, bo nawet stojąc obok swojej dziewczyny, miał w sobie nutkę uroku kogoś zniewieściałego i kompletnie odklejonego od rzeczywistości, a jak zaczynał pierdolić na jakiś lubiany przez siebie temat, to cały ten teatrzyk sypał się jak domek z kart, bo na skorupie Crowa pojawiały się pęknięcia, przez które widać było charakter kogoś, kogo skrzętnie ukrywał pod wieloma warstwami czarnych piór.

- Kurwa mać...

Zacisnął piąstkę, kiedy opuścił trzecią kawiarnię i Septimy nie było ani tam, ani w żadnej z poprzednich, ani w muzeum, ani w bibliotece. Do tego pubu wszedł z czystej desperacji, bo naprawdę nie spodziewał się tego, że ktoś by przed takim wydarzeniem poszedł pić cokolwiek innego niż piwo kremowe, nazywane dla niego alkoholem dla przedszkolaków.

Ale była tam! Do diabła - była tam!

Odetchnął i ruszył w jej kierunku, omal nie wpadając na jakiegoś typa. Typ się tym nieco zdenerwował, ale musiał obejść się ze smakiem jeżeli liczył na bitkę, bo został tak samo jak Septima zupełnie zignorowany. I to chyba zbiło go z tropu na tyle, żeby się poddać, bo Flynn usłyszał tylko „daj spokój Carl”, a potem on i jego koledzy wrócili do rozmowy przy stole bilardowym. To właśnie była jedna z tych wymian, kiedy jemu się wydawało, że ta cała aparycja działała doskonale, a potencjalny przeciwnik odpuszczał mu, bo jego żona miała takiego kuzyna geja i w radiu mieli rację, powinni im dać żyć ze sobą tak samo jak w Anglii, prawo na północy było posrane...

- Wziąłem tu niedaleko pokój, żebyś odpoczęła i zostawiła tę walizkę... - Wzrokiem jej jeszcze poszukał, bo w sumie... może ogarnęła to sama? I czy ktoś nie stał obok? Co ona tu w ogóle robiła?

* - Tak jak Michał Szpak w słynnym fanfiction.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#8
21.06.2024, 11:55  ✶  
Była damą, a przynajmniej za taką się uważała. Dorastała pod opiekuńczymi skrzydłami ojca, łagodnego człowieka, i wychowywały ją Pokątna, nie ciemność Nokturnu oraz Hogwart, gdzie dnie spędzała w błękitno brązowym pokoju wspólnym Krukonów, zawsze pełnym książek. Może to przez te książki, nie zawsze przecież traktujące o zaklęciach, eliksirach i różdżkarstwie, w głębi ducha pragnęła czegoś więcej: odrobiny ekscytacji, przygód i, do czego nie przyznawała się nawet sama przed sobą, romansów, w których ten zły chłopiec zawsze okazywał się w istocie spadkobiercą księstwa, łagodniejącym w dodatku przy swojej wybrance. Może nie współpracowała z Fountain od dziś ani od wczoraj, ale miała dopiero dwadzieścia dwa lata i na razie nie poznała jeszcze dobrze świata poza tymi bezpiecznymi granicami. Rdzenie były ważne, trudne do zdobycia, mogły nie tylko pomóc w realizacji ambicji i stworzeniu czegoś niezwykłego, prawie jak ta różdżka śmierci z historii Beedle’a, ale i w zarobieniu dostatecznie wiele, by wybrać się w podróże, o których śniła jako mała dziewczynka. Przede wszystkim jednak liczyło się wyrwanie z domu i robienie czegoś, czego te nudne dziewczynki z dobrych domów nie robiły. Nie chciała być nudną dziewczynką.
Chyba nie brała pod uwagę, że ten zwykły oprych mógłby zrobić jej krzywdę. Trochę nim pogardzała, a trochę ją intrygował. I weszła do tego pubu chyba głównie po to, by udowodnić, że może – że odnajdzie się w takim miejscu, że wcale nie musi tkwić w tych nudnych kawiarniach, w których szukał ją w pierwszej kolejności.
Kiedy się pojawił, zaczynała właśnie trzecie piwo. Było gorzkie, zupełnie inne niż znane jej słodkie wina popijane czasem do kolacji, niż kremowe piwo, zapamiętane z wypadów do Hogsmeade, czy to z sokiem, które zamawiała podczas wyjść z przyjacielem. I właściwie nie smakowało jej ani trochę, ale jakoś to miejsce, tak daleko od Londynu, w którym nikt jej nie znał, sprawiało, że miała ochotę pokazać sama sobie, że Septima Ollivander jest kimś, kto może popijać takie piwo w podłym pubie. Że potrafi być kimś innym niż sprzedawczynią zza zakurzonej lady.
Walizka, z Don Kichotem wciśniętym pomiędzy inne rzeczy, wciąż leżała u jej stóp, a przed chwilą dosiadł się do niej jakiś mężczyzna, odziany całkiem podobnie do Crowa – i Septima sama nie była pewna, czy pochlebia jej to, czy powinno niepokoić. Ale smak piwa i lekki szum w głowie (nie była jeszcze pijana, ale gdyby wypiła to trzecie piwo, to pewnie już znalazłaby się na samej granicy tego stanu) przytłumiały niepokój.
– Cześć – powiedziała, uśmiechając się do Edge’a znad kufla, a potem wyprostowała się, nagle przypominając sobie, co właściwie poszedł zrobić. – Eee… wszystko gotowe? Chcesz piwa? Jest doskonałe – skłamała.
– Jesteś z nim? – spytał mężczyzna siedzący obok, mierząc najpierw Crowa, później ją oceniającym spojrzeniem. Jakby zastanawiał się, czy w ogóle warto wdawać się w jakieś przepychanki.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Za zgodą graczki, która zrezygnowała z postaci, bardem wkracza Brenna.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#9
12.08.2024, 21:02  ✶  
Crow nie oczekiwał od osób, z którymi wysyłała go w wyprawy jego dziewczyna, aby potrafili wykonać robotę za niego. Po coś tu przecież był, nieprzydatność w danych okolicznościach stanowiła marnowanie jego cennego czasu, ale... Cóż, dotychczas nigdy nie trafił jeszcze na osobę, która robiłaby pod górkę samej sobie. Część jego umysłu trwała wciąż w narracji, że czegoś się nie domyślał, a część cóż - powoli obnażała Septimę Ollivander z nieco żałosnej prawdy o jej dziwacznej naturze. Może się za dużo naczytała tych swoich książeczek i teraz nie ogarniała powagi sytuacji?

Zmierzył tego faceta nieprzyjemnym spojrzeniem, jakby zadał pytanie, na które odpowiedź była wręcz oczywista. W swojej masce był całkowicie przekonany, że powinno być zadane jemu, a nie Septimie. Ociekając niechęcią i agresją do obcej osoby, odburknął jedynie krótkie „wypieprzaj”, nie mogąc wykrzesać w sobie charyzmy na coś więcej. Szybkim i nieco bardziej zdecydowanym niż słowa krokiem zbliżył się do dziewczyny i pokręcił głową na propozycję napicia się. Zamiast tego podniósł z podłogi pubu walizkę i książkę, którą umieścił pod swoją pachą, żeby mieć wolną rękę i podać ją pannie Ollivander. Bardzo sugestywnie, w sposób wymuszający wręcz, żeby podała mu swoją. Nie wyszarpał jej oczywiści na zewnątrz na siłę, po prostu... niekoniecznie dopuszczał do siebie ewentualny sprzeciw i był w stanie odchrząknąć głośno, żeby ją pospieszyć.

Chciał znaleźć się znów na zewnątrz. Na tym malutkim, miejskim ryneczku obleczonym teraz delikatnym półmrokiem. Powoli zaczynało zmierzchać, ale daleko jeszcze było do głębokiej nocy.

Mógłby się jej zapytać o detale tego co zastał, ale zamiast tego znalazłszy się na zewnątrz puścił jej rękę zmieszany i odetchnął. Dlaczego czuł się przy niej tak głupio, jakby była jego młodszą siostrą albo coś w ten deseń? On już nie miał żadnych młodszych sióstr, porzucił je lata temu i nie żałował znalezienia się w miejscu, w którym się znajdował - ludzka bezradność powinna kłuć go w duszę o wiele bardziej, niż robiła to teraz.

- Naprawdę... musiałem wyjść na zewnątrz - wyjaśnił więc, nie do końca wierząc w to, dlaczego próbował kłamać. - Chodź - skinął głową w stronę, w jaką mieli się udać, żeby zostawić jej rzeczy.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#10
14.08.2024, 10:34  ✶  
Septima Ollivander miała dwadzieścia dwa lata, i znakomitą część swojego życia spędziła pod czułą opieką rodzica, w hogwarckich murach, a wreszcie za zakurzoną ladą sklepu Ollivanderów. Nie tylko nie ogarniała powagi sytuacji, ale chyba w jej głowie nawet nie postała myśl, że to wszystko mogło być niebezpieczne – nie tylko planowana akcja, ale też siedzenie w tym barze czy nawet towarzystwo Crowa, kochanka Fountain, który nosił przy sobie więcej noży niż drobnych.
I chyba faktycznie czuła się teraz trochę jak bohaterka książki. Piwo, nawet jeśli nie wystarczyło, aby się nim zupełnie upiła, było tak mocno, że pomogło utopić poczucie niedopasowania i niepewność, a szum w głowie dodawał animuszu. Tylko dzięki temu zdołała nie poddać się zakłopotaniu i myśli, że chyba jednak głupio zrobiła, zamawiając tutaj alkohol: że mogła poszukać jakiejś kawiarni i wypić w niej lemoniadę. Podała mu dłoń takim gestem, jakim damy dworu królowej musiały podawać ręce rycerzom, mającym stawać w szranki w ich imieniu, choć z niej żadna była arystokratka, a Crow był ptakiem śmierci z Podziemnych Ścieżek, sługą Fountain, nie cnym rycerzem. A potem wyszła z nim z baru z dumnie uniesioną głową, nie oglądając się za siebie.
– Towarzystwo i tak nie było zabawne – odparła, kiedy znaleźli się na zewnątrz, kolejna kwestia w ustach aktorki, która bardzo chciała być równie cool jak Crow. – Sprawdziłeś wszystko? – spytała zniżając głos, i ruszając za nim pośpiesznie, próbując dotrzymać mu kroku. Nie było to łatwe, bo nawet buty, choć niby wygodne na podróż, nie były najlepiej dobrane do szybkiego przemieszczania. Septima nigdy dotąd nie musiała nigdzie biegać. – Twój plan wypali? – dopytała, i choć bardzo chciała brzmieć na niewzruszoną, tym razem w jej głos wkradły się nuty ekscytacji. Mogłoby się wydawać przez tę wizytę w barze, że zapomniała, po co tutaj w ogóle przyjechali, w istocie jednak myśl o rdzeniach ani na chwilę nie opuściła jej głowy. (Podobnie jak ta, że ojciec nie byłby zadowolony: ani z tego, że tu była, ani że zamierza eksperymentować z nielegalnymi rdzeniami, ale być może robiła to po części także dlatego. Bo miała trochę dość bycia idealną córeczką tatusia.) – Nie muszę odpoczywać. Zostawię walizkę i będę gotowa za kilka minut – obiecała, kiedy zatrzymali się przed hotelem, w którym Crow wynajął pokój.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (841), Septima Ollivander (1863), The Edge (3162)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa