Miał wrażenie, że spada lot trwał nieznośnie długo, ale znał to uczucie, tak samo czuł się na szóstym roku w Hogwarcie, kiedy nie radził sobie z emocjami i jako rozwiązanie problemu wybrał skok z wieży. Dobrze pamiętał ten dziwny ssący ucisk w żołądku i wiatr owiewający całe ciało. Teraz jednak upadek nie zakończył się boleśnie i miesiące w Skrzydle szpitalnym. Czuł, że wszystko wokół niego stało się czarne, a potem nagle wszystko pojawił się w dziwnych barwach, zupełnie jakby stracił możliwość rozróżniania kolorów. Na dodatek wszystko było jakieś dziwne, stał na czworaka z nad tyłkiem czuł jak coś mu wyrasta z pleców.
-Co się dzieje? - próbował powiedzieć, ale z gardła wydobyły m się jedynie przerażone miauknięcia. Przerażony popatrzył na siebie i to co zobaczył sprawiło, że przeraźliwie miauknął ponownie. BYŁ KOTEM, ale jakim cudem?! Przecież jeszcze chwilę temu był człowiekiem, a teraz? Wyglądał jak kocia wersja krowy, biały kot w białe kropki. Rozejrzał się wokół i to co zauważył, że nie jest sam i są tu też inne koty, i są w jakimś zaułku.
Czy mu się dobrze wydawało? Nie mógł wyjść z wrażenia, że rozumie inne koty dlatego podszedł bliżej nich i zrozumiał, że rozmawiają o tym, co dzisiaj zjadły: że trafiły na resztkę ryby, a drugi, że jakaś starsza kobieta dała mu nieco mokrej karmy i jutro mogą iść do niej razem, może da im więcej. Zakręciło mu się w głowie, aż musiał przysiąść.