Na pierwsze pytanie Olivii, Tristan nie wiedział co ma odpowiedzieć. Odpowiedź najpewniej brzmiałaby, że nie był pewny. Na dwóch ostatnich sabatach nie był. To, co wydarzyło się na Beltane, było dla niego jakby ponownym przeżyciem traumy z przed paru miesięcy. Gdyby nadal pracował jako auror, nie wiedziałby, czy dałby radę pełnić służbę w terenie. Litcha była może spokojniejsza, ale nadal nie chciał się z nikim widzieć oraz integrować. Dopiero kiedy bliżej poznał Olivię, wyznał jej co czuje na tej niespodziewanej wycieczce, którą zorganizowała, postanowił spróbować. To dzięki niej, otworzył się na nowo. Poczuł, że żyje. Że w jakiś sposób przecież może z ludźmi jeszcze jakoś się komunikować. Że nie będą dziwne na niego patrzeć. Lammas miał być też dla niego testem pracy przy zatłoczonym miejscu. Wznowienia integracji z ludźmi.
Olivii jednak nie o jego sytuację psychiczną chodziło, ale o produkty. Był na to przygotowany. Dokończył swój posiłek i sięgnął zaraz po notes, aby zapisać kilka słów odpowiedzi. Przerwał jednak, kiedy od siebie coś zasugerowała. Od razu wzrok z kartki skierował na jej oblicze twarzy a jego oczy aż napromieniały radością. Czy mówiła poważnie? Nie zastanawiając się dłużej, dopisał coś jeszcze, kiedy kończyła swoją wypowiedź. Podsunął jej zapisaną treść.
"Nie wiem czy to dobry pomysł. Chcę spróbować. Zaryzykować. Część produktów już mam.Twoje eliksiry to świetny pomysł!
Zechcesz wystawić się ze mną i pomóc ze sprzedażą?"
Z uśmiechem na twarzy, wyczekiwał jej decyzji, reakcji, chcąc zobaczyć i usłyszeć zgodę. Poświęciłby te wolne popołudnia po pracy w księgarni, aby spędzić nieco więcej u kowala w celu przygotowania biżuterii i innych produktów z metalu. Testowaliby działania eliksirów na przykład w sklepie czy pracowni u Olivii.