- Spoko, rozumiem, że to się tak nie da, że od razu wszystko będzie gotowe. - Może nie znała się sama jakoś specjalnie na kucharzeniu, ale wiedziała, że jest to jedna z tych dziedzin, która potrzebuje cierpliwości. Miała nadzieję, że uda im się wspólnie (znaczy, ona tylko patrzyła, ale to i tak dużo, jak na nią) upiec faktycznie coś zjadliwego.
- Ja mam same zajebiste pomysły, jeszcze tego nie zauważyłeś? - Jak on mógł w ogóle w to wątpić. W sumie dobrze, że z takim entuzjazmem do tego podszedł, przynajmniej nie będzie miała wyrzutów sumienia, że namawia go do złego, bo przecież tylko grzecznie zapytała, a on od razu wyraził zainteresowanie jej pomysłem. No i co najważniejsze, nie musiała pić sama. Nie lubiła tego robić, więc idealnie się złożyło.
Wyglądał całkiem zabawnie z tym cygarem w gębie, skoro mieli tyle czasu mógł sobie je na spokojnie popykać, wiedziała, że takie cuda palą się zdecydowanie dłużej od fajek. Sama zresztą właśnie skończyła jarać swoją i przygasiła ją w popielniczce.
- Cokolwiek? Nie jesteś specjalnie wymagający. - Musiała przez chwilę się zastanowić, czym mogła się z nim podzielić. Oczywiście całą opowieść o Thoranie musiała póki co przemilczeć, bo nie zdołała jeszcze do końca rozwikłać zagadki.
- O, wiesz, że jutro, podczas Lammas będę występować na scenie, nasz ojciec mnie poprosił, żebym zrobiła pokaz łuczniczy, trochę się cykam, bo nie jestem gwiazdą, ale oczywiście mu nie odmówiłam. - Zaczęła od spraw bieżących, bo to wydawało jej się najprostsze.
- Ejjj! - Nagle ją olśniło. - Może w między czasie jeszcze udekorujemy chatę lampkami, skoro już w tym roku zamierzamy tak hucznie świętować Lammas? - W między czasie sięgnęła po swój kubek z kawą i wkładką, upiła spory łyk, nawet się przy tym nie skrzywiła, zdecydowanie alkohol jej smakował.