• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[ranek 26.08.72, Warownia] Echo pieśni morza

[ranek 26.08.72, Warownia] Echo pieśni morza
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
02.09.2024, 18:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2024, 21:44 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI

Brenna położyła się spać o świcie, niedługo po tym, jak odprowadziła Eden do jednej z gościnnych sypialni – jakoś koło piątej. Nocna zabawa i szykowanie do niej były na tyle męczące, że nawet mimo gonitwy myśli zasnęła ledwo jej głowa dotknęła poduszki.
Śniła o niedźwiedziach, majowych wieńcach, mewach i spadających gwiazdach.
Obudziła się po dziewiątej, z głową bolącą mimo tego, że wypiła ledwo pół drinka, i z myślą, że to była udana zabawa, a zarazem dziwny wieczór – finał przedziwnego lata, które nastąpiło po wiośnie jeszcze dziwniejszej i strasznej, które gdy zapłoną ognie Samhain może będzie wspominać z tęsknotą. Nie pozwoliła jednak sobie na siedzenie i roztkliwianie, a ogarnęła się jak najszybciej mogła i niedługo potem zeszła na dół, w domowym ubraniu, z włosami wciąż wilgotnymi, lepiącymi się do policzków i szyi, mocno pachnących szamponem jabłkowym. Dom tonął jeszcze w ciszy: większość domowników i gości odsypiała nocną zabawę. Wkrótce jednak zapewne zaczną wstawać, szukać śniadania albo środków na kaca, i przede wszystkim kawy, Brenna więc zajrzała do kuchni. Skrzatka Malwa już się tam kręciła, kończąc sprzątać naczynia i rzeczy, które przynieśli w nocy z plaży. Brenna mrugnęła do niej łobuzersko, otworzyła na oścież okno – czy się jej zdawało, czy w powiewach powietrza czuć było już zapowiedź nadciągającej jesieni – i zabrała się za nastawianie wody. Szczęśliwie tego dnia dyżur zaczynała wieczorem, miała więc dość czasu, aby zająć się gośćmi.
Kilka minut później na długim stole, ciągnącym się przez pomieszczenie, stały już dzbanek wypełniony kawą, zaczarowany, aby utrzymywał ją ciepłą, drugi z zieloną herbatą, dla tych, którzy cierpieliby na kaca, a w trzecim czerwienił się sok pomidorowy, także przygotowany z myślą o tych, co za dużo wypili, w czwartym zaś kompot z owoców z ich sadu, tak dla tych, którzy nie przyjdą tutaj w trybie zombie i będą chcieli po prostu coś do picia. Miska kefiru czekała już na tacy na przeniesienie do salonu, podobnie jak stosik talerzy, a Brenna pogwizdując przygotowywała pierwszą porcję tostów, bekonu oraz smażonych plastrów pomidorów.
Słysząc czyjeś kroki odwróciła się ku wejściu i jednocześnie ucieszyła się na widok Millie, i coś w jej żołądku zwinęło się boleśnie.
Bo chciała z nią porozmawiać.
Bo bała się tej rozmowy.
Bo tak bardzo nie wiedziała, co robić, a wiedziała co innego: że nie może tego po sobie pokazać.
I że coś zrobić musi.
Czasem myślała, że jest cholernie wielką oszustką, która nie za bardzo radzi sobie sama ze sobą, ale koniecznie musi wtrącić się innym. Ale nie umiała odpuścić.
– Cześć. Sprowadziły cię zapachy? Kawa, herbata, sok pomidorowy, kompot? – spytała na dzień dobry, od razu nakładając na dwa talerze po toście, porcji bekonu i paru plastrach pomidorów.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#2
02.09.2024, 20:13  ✶  
W normalnych okolicznościach, spałaby pewnie u Bertiego i odpowiedziała mu że ma się pierdolić i zrobić sobie z soku pomidorowego lewatywę. No ale Brence kochanej swojej przyjaciółce, która wpychała w nią kanapki jak w tuczną gęś rurką wprost do gardła, Brence się tak nie mówiło.

Mildred była blada, miała wielkie zaczerwienione oczy i tylko jej włosy opadały żałośnie, nieskołtunione rzucaniem się po łóżku. Nie spała w ogóle. Jej głowa nie dotknęła poduszki. Mildred przyszła bowiem z ogrodu, gdzie siedziała pod zamkniętym domkiem ogrodnika (czy to nie był ten dom, gdzie Longbottomowie okazjonalnie się ruchali, jak nie wypadało ruchać się w domu?) i okazjonalnie pacyfikowała jakieś dziwaczne śmierdzące kwiaty i inne zdecydowanie zbyt ciekawskie pnącza. Potem obejrzała wschód słońca. Potem przestała płakać.

Było super.

Nie miała pojęcia, że Eden gdzieś sobie smacznie chrapie w Warowni i może szczęśliwie dla niej bo jeszcze by w histerii zrobiła coś głupiego. A tak wyryczała się. Wyśniła spokój zmęczeniem, którego nie zapewniał jej żodyn eliksir.

W milczeniu wzięła kawę, czarną jak jej serce. Dobra kawa. W Warowni była zawsze dobra kawa. Widać, że było to miejsce w którym mieszkało dużo glin.

– Mam nadzieję, że nie martwiłaś się jak trochę zabalowałam z Twoim chłopakiem na klifach. Selki nas potraktowała swoim darciem mordy i mieliśmy problem żeby nie umrzeć, ale hej, sprowadziłam go do Ciebie w jednym kawałku. – powiedziała po chwili patrząc wciąż w swoje odbicie w kubku palonej czerni, myśląc o papierosie, którego by zapaliła, ale nie miała przy sobie fajek. – Świetne party, cudne drinki – dodała, parząc sobie wargi. Bała się spojrzeć na Brenkę. Bała się, że jeśli ich spojrzenia się skrzyżują to łzy powrócą a wraz z nimi bilet w jedną stronę do Lecznicy Dusz.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
02.09.2024, 20:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.09.2024, 20:41 przez Brenna Longbottom.)  
– Spałaś w ogóle, Miles? – spytała, lustrując ją spojrzeniem: włosy zmierzwione raczej wiatrem niż od poduszki, ubranie, wciąż to samo co wczoraj, zaczerwienione oczy. Podsunęła Moody talerz, drugi stawiając przed sobą. Nalała kawy i sobie, a potem usiadła naprzeciwko Moody i wypiła łyk: mocna, gorzka, czarna, bez mleka i cukru – te dodatki czekały na tacy, gdyby ktoś miał na nie ochotę – pobudzająca umysł do myślenia. Ale Brenna nie była pewna, czy nawet wypicie całego dzbanka podsunie jej właściwe słowa. Opuściła jednak kubek i już, już miała zamiar zadać kolejne pytanie, kiedy Milie zaczęła opowiadać o klifach, o selkie i… o jej chłopaku?
Brenna nie pomyślała nawet, że Millie mówi o Basiliusie. Jakby mogła? Lubiła Prewetta, ale przecież między nimi nie działo się nic poza wspólnym pechem, wiecznie plączącym ich ścieżki, a Brenna była pewna, że Basilius wolałby raczej się z tych klifów rzucić do morza i zginać pośród fal niż iść na nie na romantyczną przechadzkę w jej towarzystwie. Nie, pomyślała zamiast tego o Atreusie, bo tak jakby to jego zaprosiła na tę plażę i jego całowała nad brzegiem morza.
– Nie jesteśmy parą – stwierdziła. Powiedziała mu, że może wpaść, jeśli ma ochotę, a on przyszedł, i nie zamierzała się teraz tego wypierać, ale nie byli parą… Tyle że nie byli też niczym, więc nie mogła zarzekać się teraz, że nie, skąd, nic się nie dzieje, balujcie sobie do woli. Nie miała tak naprawdę pojęcia czym są, a czym nie są, i nie wiedziała nawet, jak czuć się z tym, że najwyraźniej poszli we dwoje na klify z Millie. Nie było w tym zazdrości – chyba raczej jakaś niepewność i zdziwienie, bo to był kolejny element, którego nie rozumiała, zwłaszcza gdy przypominała sobie plotki o bójce u Blacków i co o tym opowiadała Moody. A naprawdę nie rozumiała już dostatecznie wielu rzeczy. Nie sądziła, by faktycznie Mildred przystawiała się do kogoś, kogo miała za jej chłopaka. I może była naiwna, ale nie uważała mimo wszystko, że Atreus przystawiałby się do dwóch przyjaciółek w ciągu dwóch godzin, może i był bezczelny, ale gdyby wierzyła, że ot tak łatwo by się nimi bawił, trzymałaby się przecież z dala. Tyle że... to wciąż dodawało odrobinę chaosu w głowie. – Nic się wam nie stało? Próbowała was zwabić do wody? – spytała, przypominając sobie pieśń, która zmusiła ją do skoczenia z molo. Młodego Mulcibera, wyciągniętego z wody.
Kolejny łyk kawy, na pobudzenie, by zająć czymś ręce, by uporządkować myśli, bo nieważne, jak czuła się z tym, co Miles mówiła, ani ogólnie z całym wczorajszym wieczorem. Miała skupić się na tym, że odstawiła leki i że znikła wczoraj tak całkiem… chociaż czy naprawdę ot przepadła i coś było źle, skoro najwyraźniej po prostu poszła gdzieś z Bulstrodem?
Tak, było, odpowiedziała sobie zaraz. Gdyby nie było źle, nie wyglądałaby teraz tak, jak wyglądała.
Czy wszystko w porządku?
Nie spytała o to: wiedziała, że nie, i że odpowiedź będzie brzmiała tak.
Chciała spytać o Eden – ale jeden rzut oka na twarz Millie wystarczał, aby odgadnąć, że to zły pomysł.
– Miles? Co chciałabyś robić w najbliższych dniach, gdybyś mogła zrobić wszystko?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#4
03.09.2024, 13:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.09.2024, 13:45 przez Millie Moody.)  
Kiwnęła tylko głową potwierdzając obawy Brenny, nie było co udawać, że spała skoro nie spała, a potem podniosła głowę na wzmiankę o tym, że nie są parą. No jak nie byli jak byli.
– Słuchaj, no mi możesz powiedzieć. Obserwuje Was od lat, co chwila wozicie się ze sobą a przecież na plaże miało być plus jeden. Ja wiem, że... że Alik przyprowadził Bertiego i to wygląda nieco pedalsko, ale skoro go zaprosiłaś, to co... czekasz, aż przestanie mu krew z nosa lecieć i ogarnie dla Ciebie jakieś kwiaty? Mogę mu podpowiedzieć, że powinien Ci przynieść. Jest taki nieogarnięty z babami, przecież nie mówiłabym, że jest gejem, gdyby był ogarnięty. – Łatwo mówiło się o Bazyliszku. Wątły uśmiech powrócił na jej twarz, a dłońmi mimowolnie przejechała po ramieniu w które dzień wcześniej był wtulony. W przerażeniu, w panice... no nie ważne, przytulał się i było jej miło, że na coś się przydała. Że nie zleciał z klifu dzięki niej.

– Wyjebała podwodny ogród na szczycie klifu zapominając w swojej piosence umieścić tabliczki ostrzegawcze, że jest dziura w podłodze na pewnym etapie. No ale, wiesz... ogarnęliśmy, że to wizja, bo się nie dusiliśmy tylko Liszek boi się wody i ten no... trochę dłużej nam zajęło dojście do tego co się tak na prawdę dzieje. – Przygryzła wargę nie mówiąc wszystkiego, nie mówiąc tego, że chciała się teleportować do domu i magia zabrała ją nad brzeg Księżycowego Stawu. Nie chciała stresować Brenki, że ktoś spoza Zakonu mógłby dowiedzieć się o domostwie. To w końcu była tajemnica.

Kolejne pytanie zeszkliło jej tylko oczy, a układ od Peregrinusa, tak piękny, tak soczysty, tak pełen nadziei stanął jej przed oczyma. Siedem kielichów. Nie może się zdecydować, za wiele dróg za wiele opcji, nawet jeśli coraz więcej ze złocistych naczyń było przewróconych. Ten pachnący jabłkami wypierdolił się wczoraj. Ten pachnący pomarańczami nigdy tak na prawdę nie miał ze sobą w środku płynu... Czas było ruszyć dalej. Ale gdzie?
– Grin powiedział mi, że przyjdzie mężczyzna dzierżący miecz i wskaże mi drogę. Jebie mnie feminizm na tym etapie, mógłby już z łaski swojej się pojawić i powiedzieć mi co mam zrobić, bo ja... ja nie mam pojęcia. – stęknęła na końcu pochylając głowę, jakby przyznawała się w szkole do srogiej przewiny, której karą mogłoby być zawieszenie lub gorzej... Powrót do więzienia zwanego domem.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
03.09.2024, 14:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2024, 11:05 przez Brenna Longbottom.)  
– Co? O czym ty mówisz, Millie? – spytała Brenna, zamierając z kawą uniesioną do ust, przypatrując się Moody w kompletnym niezrozumieniu. Od lat? Ona i Atreus mijali się raczej, wiecznie w pobliżu, ale nigdy obok siebie – na korytarzach Ministerstwa, na przyjęciach czystokrwistych, czy nawet wtedy, gdy nieustannie stykała się z jego krewnymi. Zamrugała, uświadamiając sobie, że nie mówi o nim, kogo więc mogła mieć na myśli? – Czy raczej o kim? – sprecyzowała, jako żywo, nie mając pojęcia. Większość mężczyzn obecnych na plaży znała od lat, z większością stale się stykała i nigdy z żadnym z nich się nie umówiła. Zaraz jednak wywietrzało jej to z myśli, nawet jeżeli odetchnęła z pewną ulgą, że przynajmniej nie musi sobie tutaj łamać głowy nad tym, o co – do – cholery – chodziło - z - Millie - i - Atreusem, bo skupiła się na reszcie opowieści.
Przez chwilę sądziła, że może też natknęli się na grajka, Jaskra, ale wyglądało na to, że nie zasnęli i jakaś selkie wyczarowała przed ich oczyma prawdziwe dziwy. Brenna odetchnęła i upiła łyk tej kawy, uznając, że było, minęło, wyszli z tego cali, nie ma… Liszek?
Zakrztusiła się trochę, odstawiając ostrożnie kubek, gdy ciepły napój poleciał nie tam, gdzie potrzeba. Liszek? Bazyliszek? Basilius?
Jeżeli Millie zasugerowałaby mu coś takiego, chyba umarłby na miejscu.
– Rozważam wciągnięcie go do sieci, Millie. Patrick miał sprawdzić jego nici i aurę – powiedziała łagodnie. Sięgnęła po tosta, obróciła go w palcach, obserwując Millie, oczy zeszklone, głowę pochyloną, jak mała dziewczynka.
Chciałaby jej pomóc, ale nie wiedziała jak.
Nie była pewna, czy ktokolwiek mógłby jej pomóc.
Już przed Beltane nie wszystko było w stu procentach dobrze: ale to co się wtedy stało rozdrgało ją jeszcze bardziej, i choć opuściła Lecznicę Dusz, jej umysł wcale nie powrócił do normy.
– Żaden mężczyzna i żadna miłość, jeśli to miałabyś na myśli ze wskazywaniem drogi, nie jest lekarstwem na wszystko, co złe – powiedziała w końcu, powoli, wciąż obserwując ją uważnie. Mogłoby się wydawać, że Millie obojętne jest, co ludzie o niej pomyślą: że zachowuje się tak, jak zachowuje, bo ma, nieładnie mówiąc „wyjebane”. W istocie zdawała się zawsze czekać aż ktoś jej tę drogę wskażę. I zawsze chciała spełnić czyjeś oczekiwania.
Brenna próbowała więc tych oczekiwań wobec niej nie mieć, ale to nie zawsze było łatwe.
– Pytam, czego byś chciała. Co chciałabyś zrobić jutro. Pojutrze. Gdzie. Nie co zrobić z resztą życia i tak dalej.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#6
06.09.2024, 14:16  ✶  
– No o Bazyliszku przecież? – powiedziała i od razu pożałowała, orientując się, że przyjaciółka najwidoczniej. Ach tak... sieć. Może i by pożartowała, że hehe sieć tak to się teraz nazywa hehe, ale odpuściła temat, z jednego względu. Brenna chwilę wsześniej tłumaczyła się z innego gościa, zaprzeczała innej relacji. Ach tak...

Temat do zbadania? Być może Milles sprzed dziesięciu lat wsadziłaby w to swój zadarty nosek. Być może brałaby na przesłuchanie każdego chłopka, który był na plaży, insynuując mu cały przegląd mniej lub bardziej ostentacyjnych aktyności, które mógłby robić z jej przyjaciółką. Kto pierwszy by jej jebnął w obronie honoru Longbottomówny, znaczy właściwy i akuratny. Jakie to szczęście, że na tym party nie było Alexa... na całą resztę mogłaby się zgodzić.

...bo serce Alastora i tak leżało gdzie indziej...

Zainteresowała się nagle kawą, zdecydowanie i z brakiem jakichkolwiek oporów wlewając w siebie gorący wrzątek, który wcale nie przynosił ukojenia. Wręcz przeciwnie, rozedrgane serce było jeszcze bardziej rozedrgane. Prychnęła ostro na wzmiankę o zakochaniu i o mężczyźnie, który miałby jej w ten sposób wskazywać drogę.

– Król mieczy nie ma kutasa w dłoni bejb, tylko rozum. Stal, ostrze, to atrybuty mózg nie ruchania. Raczej chodzi o pracę, ale nie wiem jak, bo... ee... Wiesz, chyba nie chcę wrócić na służbę. Więc trochę chujowe to doradztwo zawodowe, skoro się wybieram na bezrobocie. – Nie podniosła głowy, patrząc na swoje odbicie wyniszczonej dziewczyny, którą nie pokonała walka ze śmierciożercami a konfrontowanie się z rzeczywistością punkt po punkcie.

– Chyba...– podjęła ochryple, kiedy dotarł do niej sens pytania, choć pewnie chodziło o super marzenie na wypasie, a nie o żałośną prośbę, która jej się ulepiła na języku zaciągniętym czernią kofeiny/ – Chyba chciałabym zamieszkać w Księżycowym Stawie. Tak na stałe.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
06.09.2024, 14:37  ✶  
Brenna uniosła tost do ust, przeżuwała jak na siebie bardzo powoli, w myślach przetwarzając i analizując. Nie zwracała już większej uwagi na to, co mogło Millie strzelić do głowy apropos jej relacji, tych istniejących i nie istniejących, zbyt skupiona na innych rewelacjach.
Moody chciała więc, aby ktoś wskazał jej drogę. Nic co byłoby zaskakujące. Nie planowała wracać na służbę – to już było zdumiewające, bo zawsze zdawała się lubić tę pracę, zwłaszcza że ta terenowa pozwalała jej na zużywanie energii, która zdawała się wręcz dziewczynę roznosić. Mogła jeszcze zmienić zdanie, mogła pozostać przy tej decyzji – w to Brenna nie miała zamiaru ingerować. Mieli po Beltane za mało ludzi, ale w tej chwili kruche zdrowie psychiczne Mildred Moody było ważniejsze od tego. Nie przydałaby się nikomu i przede wszystkim nie samej sobie, gdyby się rozsypała.
Brenna wsunęła do ust kawałek bekonu, wciąż zamyślona. Czy dom, który był nawiedzony i miał tak mroczną historię, był naprawdę odpowiednim miejscem dla Millie? Ale po prawdzie… nawet gdy inni narzekali, to Brenna polubiła go od pierwszego wejrzenia, chyba dostrzegając w nim to samo co Millie. A raczej część tego, co widziała ona – bo dla niej, widmowidza, była też w tych salach historia, tak samo jak w Warowni.
Patrzenie na to z tego strony, że właściwie właśnie proszono ją o zgodę na zamieszkanie w domu, który kupiła i mogłaby woleć zostawić go tylko dla siebie, nawet nie przyszło jej do głowy. To miała być przystań dla Zakonu Feniksa, przynajmniej w najbliższych latach. A nawet gdyby wojna kiedyś się skończyła, gdyby Brenna faktycznie postanowiła, że pora przenieść się tam z Warowni, budynek był przecież duży.
Dom nie wydawał się jej nic nie znaczącym marzeniem. To nie tak, że Moody nie mieli nieruchomości. Mieli. Ale chyba w żadnej nie zatrzymywali się z myślą o tym, że to ma być coś więcej niż miejsce do noclegów.
– Wiesz, że niezbyt znam się na tarocie – powiedziała w końcu, uśmiechając się do niej znad kubka, po który sięgnęła. – Morpheus miał dla mnie Pazia Kielichów, Koło Fortuny, Głupca i Dwór Denarów: podobno chodziło w dużej mierze o zasoby. Zakładam, że... naszego klubu czytelniczego. Może też o Staw – stwierdziła i upiła ostrożnie kolejny łyk. – Musimy w takim razie zrobić większe zakupy. Spakuj rzeczy, powinnam znaleźć dość czasu pojutrze albo za dwa dni. Powiedzmy, że sprawdzimy jesienią, jak będziesz się tam czuła. Zostanę z tobą, przynajmniej na początku.
Brenna nie mogła zostać tam na stałe, bo gdyby spróbowała wyprowadzić się z Warowni, Erik pewnie spróbowałby zamknąć ją w piwnicy, ale i tak było w Stawie mnóstwo roboty, wszyscy wiedzieli, że Brenna będzie się tym zajmować, gdy znajdzie chwilę wolnego, mogła więc czasem wracać tutaj, czasem tam. Nie chciała odmawiać Millie. Ale nie mogła zostawić jej samej w domu pełnym duchów, szeptów i niewymiecionego jeszcze do końca mroku. Nie, kiedy odstawiła leki. Nie, kiedy szukała Króla Mieczy, który wskaże jej drogę. Przyszło Brennie do głowy, że pewnie powinna omówić to z Alastorem – ale Millie nie była małą dziewczynką, nie mogli decydować za nią, a Alastor też mógł się tam na jakiś czas przenieść, gdyby tak chciał.
– Pamiętaj, że nie możemy tam zapraszać nikogo spoza Zakonu. I pewnie będzie tam hałaśliwie. Jonathan chciał wybrać tapety do salonu.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#8
07.09.2024, 16:51  ✶  
– Co? Tylko cztery karty? – zdziwiła się, tak bardzo przyzwyczajona do celtyckiego krzyża, że nie mająca za bardzo intuicji co do rozpoznawania innych układów od razu, gdy tylko ktoś poda liczbę. Oczywiście mogła każdej z kart przypasować znaczenie z miejsca, ale kluczowe było to jakie miejsce w szeregu mają. Gdyby jej król mieczy był w przeszłości, niechybnie widziałaby w nim ojca i pluła na tę kartę nie bacząc na dobrostan kart. Ale był w przyszłości i niósł nadzieję, na jakikolwiek rozsądek w podejmowaniu decyzji. Choć to był król, to ona przecież mogła dzierżyć miecz. Odciąć przeszłość, ruszyć ku przyszłości.

Siorbnęła kawę raz czy dwa i sięgnęła do własnej kieszeni, wyciągając własne karty.

– Koło Fortuny to dla mnie TOTALNIE Twoja karta, odkąd ją wyciągnęłam przy okazji Bazyliszkowej randki, pamiętasz, z tą jebniętą księgarką. As denarów wskazuje na mienie, głupiec i paziuch na nowe początki. A paziuch kielichów na nowe związki. – Czujne złociste oko przeszyło Brennę, chociaż Millie wiedziała, że jeśli Longbottomówna nie będzie chciała się zwierzać to nie i chuj.

Karty poszły w ruch. Moody po raz pierwszy tego poranka wyglądała na osobę, która była odprężona. Nie... która mogłaby być odprężona za tydzień czy dwa w jakimś luksusowym kurorcie. Był to mimo wszystko postęp w stosunku do punktu wyjściowego.

– Nie przeszkadza mi Johny, dam mu wchodzić na drabinę tak często jak się da. Ma niezły tyłek. –i nie wmusza we mnie jedzenia dodała w myślach, dalej w swojej bezczelności ignorując bekon. - Ja Ci postawię tarota. Może na ten Twój nie-jesteśmy-razem układ hmm? Kilka porad sercowych, daj się odwdzięczyć po starej znajomości. – Erik przed miesiącem odmówił, ale kto wie, może jego siostra nie będzie na tyle mądra, by pójśc w jego ślady. A Millie rozpaczliwie potrzebowała myśleć o czymś innym niż o Eden i Alastorze stojących w pewnym oddaleniu od pozostałych i... rozmawiających. Tak. Na pewno. Na pewno tylko rozmawiali. Ale ale, serduszko Brenny i jej situłejszonszipa, Moody chciała wiedzieć. Nie lubiła jednak mimo wszystko pytać kart bez consentu z drugiej strony więc czekała na jakikolwiek sygnał by zatopić się w świat małych i wielkich arkanów.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
07.09.2024, 17:52  ✶  
Wyglądało na to, że decyzja zapadła. Ot tak, w parę sekund, szast prast, a była to zmiana, spora, w pewnym sensie dla nich obu. Brenna jednak w pewnych sytuacjach po prostu płynęła z prądem i to była chyba właśnie jedna z nich. Żadnego rozważania za i przeciw, żadnego zastanawiania się.
– Nie, było ich więcej, po prostu to zapamiętałam. A, i że Głupiec to była moja karta, ale musi odejść, wujek ma wobec mnie naprawdę duże wymagania. Żebym ja jeszcze wiedziała, co powinno go zastąpić – stwierdziła, absolutnie celowo robiąc przy tym komiczną minę, może w swego rodzaju próbie rozbawienia Millie.
Wyłapała czujność we wzroku Millie, ale posłała jej jedynie uśmiech. Jak na kogoś, kto mówił tak dużo, i kto nie miał zwykle problemów w opowiadaniu o żenujących momentach swojego życia, Brenna była jednostką zadziwiająco skrytą – tylko zwykle ludzie tego nie wyłapywali, choćby dlatego, że przecież ciągle o czymś gadała. Nie lubiła opowiadać o problemach. Nie lubiła przyznawać, gdy coś było nie tak. I nie za bardzo chciała się zwierzać, kiedy nie była pewna, co właściwie miałaby powiedzieć. Ale i nie próbowała się teraz zarzekać, że przecież - nikogo - i - niczego - nie - ma.
– Bogowie, Millie – roześmiała się, już całkiem szczerze, kiedy ta wspomniała o tym nie-związku i od razu wydobyła z kieszeni karty. – Naprawdę nie sądzę, żebym potrzebowała takiego rozkładu.
Nie wiedziała wiele o tarocie: ale była pewna, że nie da jej odpowiedzi, których już nie było w sercu i głowie. To pierwsze rwało się do chłopaka, to drugie podpowiadało najpierw, że to chłopak absolutnie nieodpowiedni, a teraz to już tylko wyświetlało napis „nie mam pojęcia, co się do cholery dzieje”. I chwilowo Brenna po prostu starała się nie zastanawiać za wiele, a po prostu… zobaczyć. Jutro mogła być martwa, więc po co za bardzo się przejmować? Nie była pewna, czy w ogóle chciałaby zobaczyć, co powiedziałyby karty: bo co jeśli zgodziłyby się z tą pierwszą reakcją głowy?
– Ale możesz zadać dowolne inne pytanie, jeśli masz ochotę… jeżeli zjesz ten boczek. Albo tost i pomidory. Albo kefir. Albo jajecznicy – powiedziała Brenna, pochylając się lekko nad stołem i trącając talerz. A potem spojrzała Moody prosto w oczy, myśląc o jej aurze, dla niej niewidocznej: a o której Atreus mówił, że nie jest już przytłumiona przez leki, ale że wciąż nie wygląda dobrze. – Chciałabym czasem wiedzieć, co dzieje się w twojej głowie, Miles – przyznała, unosząc dłoń i tym razem, bardzo, bardzo lekko, trącając ją w czoło.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#10
07.09.2024, 18:07  ✶  
To było mgnienie, ale dla Millie był to długi miesiąc myślenia o tym wszystkim. Miesiąc uciekania z Londynu, miesiąc uciekania z rezydencji Bertiego. Miesiąc bardzo trudny, bo pełen oczekiwań, które choć zostały spełnione, to nie tak jakby sobie tego życzyła dziewczyna. Bardzo. Długi. Miesiąc.

Zgoda Brenny była tylko przypieczętowaniem nowej drogi.

– Ej, nic dziwnego, że nie możesz być Głupcem, teraz to moja nowa fucha! Nawet jeśli Twój słodki braciszek Ericzek mówi co innego. – no dobrze, może nie mówi, ale dał jej portret w roli arcykapłanki, co Millie bardzo, ale to bardzo doceniała, bo nigdy nie widziała siebie w tej fuszce. Rozjebana wieża. Chudziasta kostucha. Ewentualnie - zgodnie z imieniem - babeczka miziająca Lwa. Tymczasem na urodziny widziała siebie na tronie, a pod jej małą stopą księżyc. Pani Snów i Podświadomości. Kto by przypuszczał. Powątpiewała, czy tak dużo empatii i zdolności czytania przemawiało za tym darem, ale doceniała go. Nie był prztyczkiem w nos, nie był patrzeniem z politowaniem i dopytywaniem kiedy zostanie chociaż detektywem. Był komplementem, który potrafiła przyjąć.

Prychnęła na ten szantaż i cisnęła karty na stół jak obrażone dziecko.
– Nie negocjuję z terrorytami, wal się Brenka, nie będziesz mnie zmuszać do jedzenia tym bardziej jeśli nie mogę zapytać o Twój nie-jesteśmy-razem układ. – nadąsała się chociaż wiadomo, nie zamierzała Brenny zmuszać, ale tu wymagała bezwzględnej wzajemności. A nie chciała jeść, bo jej żołądek był zawiązany na supełek odkąd Eden uśmiechnęła się przy niej pierwszy raz... tylko że nie do niej, a do jej pierdolonego brata.

Tak po prawdzie Millie i Brenna stosowały podobne zasłony dymne, może dlatego tak łatwo się czytały, gdy coś było nie tak. Wyznaczały nieco inną skalę rozsądku i brawury gdy były razem, ale potrafiły się dostroić i uzupełniać. Przystopować jedna drugą gdy było trzeba, albo z podwójnym uderzeniem huraganu wbić się komuś na chatę i zrobić porządek. Potrafiły też widzieć gdy druga ściemniała. Millie lubiła to i nienawidziła jednocześnie. Obecnie raczej to drugie.

Zmarszczyła nos, zezując na rękę Brenny. Longbottomowie, tak to z nimi było. Nic tylko macaliby czyjeś czoła sprawdzając czy nie ma gorączki. Czy nie tak właśnie Morpheus ją usadził w Windermere. Swoją drogą... ciekawe czy gdzieś był w okolicy. Jesli ktoś miałby trzymać miecz, to chyba wolałaby żeby to był Papcio Morifna, jeśli by się tak nad tym zastanowić, a wspominał ostatnio, że ma z nią kilka rzeczy do omówienia.

– Ja też. I mój psychiatra też. I kurwa kto nie chce wiedzieć? Co gryzie Mildred Moody? Książki o mnie można by pisać! – zaśmiała się z wymuszoną wesołością i ostentacyjnie dolała sobie kawy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (2958), Brenna Longbottom (5208), Millie Moody (5416)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa