• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 16 Dalej »
[01.1971] Między słowami

[01.1971] Między słowami
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#1
04.09.2024, 00:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2024, 21:38 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI

Spacerował niemagicznym Londynem, chłonąc atmosferę miasta  niedawno wrócił, ale czuł się nadal trochę obco w miejscu, które było przecież jego domem. Przez te wszystkie lata, kiedy zajęty był podróżowaniem i odkrywaniem nowych miejsc - pogonią za zagadkami i ich rozwiązywaniem - tęsknił za tym miejsce, a jednocześnie czuł się jakby nie do końca wrócił. Sięgnął do kieszeni płaszcza i odpalił papierosa, zaciągając się dymem zerknął w niebo. Zastanawiał się chwilę czy z tych chmur będzie padał deszcz czy śnieg? Nie pogardziłyby białym puchem, wojna na śnieżkach czy lepienie bałwana z Mabel byłoby idealnym sposobem na spędzenie popołudnia. Powrócił jednak na ziemię i zerknął na zegarek, miał jeszcze nieco czasu przed spotkaniem z Brenną, postanowił to spożytkować na podróż piechotą do w stronę Dziurawego Kotła, aby przejść na Pokątną bez teleportowania się.

Zapewne nie zwróciłby na nic większej uwagi, gdy nagle jego nos wyłapał bardzo znajomy zapach - mieszankę cytrusów i jaśminu. Aż zatrzymał się, bo przebiło się to przez zapach palonego przez niego papierosa, aż rzucił go na ziemię i przydepnął dogaszając. Zastygł w bezruchu rozglądając się z zaciekawieniem, nie mógł ponownie poczuć tego co przed chwilą ale zaczął rozglądać się wokół siebie. Spojrzenie Figga padło na parze stojącej po drugiej stronie chodnika. Kobieta w czerwonej sukience i mężczyzna w garniturze - niby nie wyróżniało ich nic, ale przykuli jego uwagę. Nie słyszał ich rozmowy wśród gwaru panującego wokół, zresztą nie chciał przysłuchiwać się ich rozmowie, widział ich mimikę, która mówiła mu więcej niż chciałby wiedzieć, aż chciał krzyczeć. Zachowywali się jak bliska sobie para, z uśmiechami przyklejonymi do ust i żywiołową rozmową, zapewne pełną pasji. Jednak widział pustkę w ich oczach, jak twarze na ułamki sekund zmieniają się z roześmianych na pełne obaw, aby odzyskać rezon w oka mgnieniu. Dlaczego taka normalna sytuacja była aż tak dziwna, jakby byli niezdolni do prawdziwego kontaktu wzrokowego i odgradzali się kolejnymi murami przed sobą, zdolni utrzymać kontakt cielesny, jednak zupełnie niezdolni utworzyć więź emocjonalną.
Zasępił się i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i odpalił jednego nie spuszczając wzroku z pary przed sobą. Widział ich, choć dla przelotnego przechodnia zapewne byli kolejną zakochaną parą, która zatrzymałą się prowadzić dyskusję, to on dostrzegał nieco więcej, coś nieuchwytnego na pierwszy rzut oka. Emocjonalne mury, które mimo bliskości cielesnej nie wpuszczają innych oddzielając ich emocjonalnie od siebie - znał przecież to tak dobrze. Smutny uśmiech wkradł się na usta Thomasa, piękny obrazek przedstawiający nie miłość a jej tragizm. Dlaczego ludzie chcieli przebywać w pobliżu osób, którym nie byli w stanie zaufać na poziomie emocjonalnym? Rozumiał, że można czuć potrzebę czyjejś bliskości cielesnej, ale dlaczego wybierać osoby, których nie można wpuścić za swój emocjonalny mur i odgradzać się od nich.
- London city, far from pretty... - mruknął pod nosem zasłyszane jakiś czas temu słowa, choć tak naprawdę nie była to wina miasta, takie sytuacje zdarzają się przecież na całym globie. Zerknął na zegarek i zaklął pod nosem, zmitrężył już wystarczająco dużo czasu. Zerknął jeszcze na parę zakochanych, która mimo cielesnej bliskości żyłą w odrębnych światach emocjonalnych i pokiwał głową  na boki. Szybkim krokiem ruszył w stronę Pokątnej, a jak na zawołanie zaczął puszyć śnieg.

***

Sama droga przez Dziurawy Kocioł przebiegła bez problemu, na szczęście nie było tłumów na samej Pokątnej, w końcu nie był to czas szału zakupów przed nowym rokiem szkolnym czy przedświąteczny. Tym razem już jednak nie miał czasu na to, żeby podziwiać wystawy sklepów, musiał się nieco spieszyć. Nerwowo zerknął na zegarek i uspokoił się nieco, miał trochę zapasu, ale mimo wszystko wolał być przed Brenną na umówionym miejscu.

Po krótkim spacerze stanął w końcu przed kawiarnią, w której byli miał się spotkać ze swoją przyjaciółką. Wszedł do środka otrzepując się ze śniegu, który przyprószył mu ramiona i włosy. Dobrze, że nie złapał go w sumie deszcz, bo by skończył jak mokry pies. Rozejrzał się i zobaczył, że jeszcze jej nie ma.
Zajął miejsce przy jednym ze stolików zamawiając sobie herbatę, aby nieco rozgrzać po spacerze na zimnie. Nawet wcześniej nie czuł jak bardzo wyziębił się podczas tego spaceru, w sumie ile czasu tam spędził? Na pewno kilka godzin. Dlatego z wdzięcznością przyjął ciepły kubek z napojem, który miał go rozgrzać. Objął go obiema rękami, aby to je rozgrzać, przecież nie mógł napić się wrzątku i rozejrzał się po izbie. Specjalnie wybrał ten lokal, bo wiedział, że serwują tutaj całkiem smaczne jedzenie - a Nora kazała mu zadbać, żeby ich przyjaciółka coś zjadła, w końcu umówili się po jej dyżurze.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
04.09.2024, 13:19  ✶  
Brenna pojawiła się w punkcie aportacyjnym, a drogę pomiędzy nim i kawiarnią, w której umówiła się z Thomasem, pokonała pędem. W drzwiach – trochę bardziej rozczochrana niż zwykle, z szalikiem rozchełstanym na szyi, zgrzana po biegu w chłodny, styczniowy wieczór, z policzkami zaczerwionymi od mrozu – stanęła minutę po czasie spotkania. Nie znosiła się spóźniać, ale w pracy musiała zostać chwilę dłużej. Znaczy się chwilę dłużej niż zakładała początkowo, bo zaklepała sobie zapas między końcem dyżuru, a tym spotkaniem, ale i tak nie do końca wyszło.
Nic nowego w Anglii, w której ostatnio zaczął panoszyć się Voldemort i śmierciożercy. Aurorzy mieli pełne ręce roboty, ale tej Detektywom też przybywało, na różnych frontach – pożary, napaści na tle rasistowskim, złodzieje podszywający się pod śmierciożerców czy ta cała siatka, która miała pomóc im działać…
Jeszcze nikt do tego nie przywykł w pełni – i jeszcze, jeszcze w styczniu 71 roku, mimo wszystkich paskudnych wydarzeń, Brenna nie miała wrażenie, że z każdym dniem trudniej jest oddychać. To dopiero miało nadejść.
– Tommy! – zawołała, przeciskając się pomiędzy stolikami i krzesłami, ledwo wypatrzyła Thomasa. Wyciągnęła ręce, i jeśli wstał, uściskała go po prostu, a jeżeli nie, to dość bezczelnie pociągnęła, zmuszając, żeby poderwał się z krzesła i pozwolił się przywitać. Czarodzieje czystej krwi rzadko byli tak wylewni: ale nie byli na żadnym czystokrwistym balu, nie widzieli się od dawna, a po prawdzie większość ludzi przed nią stawiała w takich kwestiach nieco niższe wymagania nawet w socjecie, bo była po pierwsze, Longbottomem, po drugie gliną. – Czy ty jesteś opalony, czy to przez to światło? Ja cię kręcę, dziwię się, że ci się w ogóle chciało wracać do Anglii, pogoda tutaj jest w tym roku wyjątkowo paskudna – powiedziała, wypuszczając go z objęć i odsuwając sobie krzesło. Zabrała się za rozpisanie płaszcza, w wyuczonym odruchu wodząc już jednak spojrzeniem po pomieszczeniu: kto jest w środku, kto gdzie siedzi, kogo mają w zasięgu wzroku, gdzie są wyjścia.
Nie, nie spodziewała się dziś żadnych problemów – i nie, nie mieli rozmawiać o żadnych sprawach mrocznych, tajnych czy nawet ważnych dla kogoś poza nimi. Ale pewne rzeczy stawały się już u Brenny nawykiem, tak jak to, że pewnie gdyby umówiła się z kimś innym, to w tym lokalu napiłaby się co najwyżej wody gazowanej.
Figg był jednak ostatnią z osób, którą podejrzewałaby o cokolwiek, a paranoja jeszcze nie ewoluowała u niej tak bardzo. Rzuciła więc płaszcz na oparcie, zsunęła z szyi szalik i usiadła, chwytając za kartę dań. Nie musiał się martwić, że nie będzie chętna do jedzenia – naprawdę, Brennie nie zdarzało się niedojadać, nawet jeżeli czasem jej posiłki bywały nieregularne.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#3
05.09.2024, 00:24  ✶  
Poderwał głowę, gdy usłyszał znajomy głos, aż mu serce drgnęło mocniej, nawet nie zdawał sobie sprawy, że aż tak się za nimi wszystkimi stęsknił. Może i podczas podróży od wykopalisk do wykopalisk gonił za przygodą, wiecznie coś się działo ,ale jednak brakowało mu bliskości osób, na których mu zależało - rodziny. Co prawda widywał ich co jakiś czas, głównie z okazji świat czy innych ważnych okazji, ale to nie to samo co być tu na miejscu. Szeroki uśmiech wkradł się na jego usta i nie kazał Brennie czekał, gdy się do niego przepychała poderwał tyłek z krzesła i przytulił ją na powitanie.
- Miło Cię widzieć Brenn! - odpowiedział, kiedy już zajęli miejsce przy stoliku. Zaraz się cicho zaśmiał z jej słów. - Nic nie umknie twojemu bystremu spojrzeniu, co? - pokiwał głową zupełnie jakby był zaskoczony, ale w sumie to nie nie był zdziwiony tym, że zauważyła. To była prawda, że obecnie był dość mocno opalony jak na brytyjskie standardy. - Ostatnie miesiące spędziłem w Egipcie i na południu Europy, gdzie pełno słońca, ale wiesz stęskniłem się za domem, wami wszystkimi, no i Nora będzie potrzebowała niedługo pomocy - kto jak kto, ale przyjaciółka jego siostry wiedziała o jej planach otworzenia klubokawiarni. Dla Thomasa byłą to idealny wymówka, dla postronnych. Nie powie jej przecież, że wrócił głównie by zadbać o bezpieczeństwo Nory i Mabel - włócząc się po świecie nie mógł przecież im pomóc w nagłej potrzebie, musiał być tutaj na miejscu - ale o tym nie powie jej w tak zatłoczonym miejscu, nie ufał temu, że mieli tu jakąkolwiek prywatność, na takie rozmowy przyjdzie jeszcze czas.
- Ale to mi przypomina - sięgnął do kieszeni swojego płaszcza, który wisiał przez oparcie krzesła, na którym zasiadał wcześniej. Wyciągnął z niego coś niewielkiego i postawił na blacie ich stolika przed Brenną. - Mała pamiątka z Egiptu - wyjaśnił kiedy oczom kobiety ukazał się maleńki sfinks, który przeciągnął się i poruszył. - Sprzedawca mówił, że czar dzięki któremu się ruszają nie pozwala im daleko odejść, ale jeśli chcesz go unieruchomić wystarczy stuknąć go różdżką w nos i zastygnie na cały dzień - dodał jeszcze kwestią wyjaśnienia z delikatnym uśmiechem. Starał się przywozić ludziom niewielkie drobiazgi ze swoich podróży, zwłaszcza małej Mabel, która już teraz miała naprawdę pokaźną kolekcję rzeczy z różnych zakątków świata. Samemu też zerknął na kartę dań, nie był szczególnie głodny, jednak coś lekkiego zje, bardziej dla towarzystwa, żeby nie patrzeć na nią jak będzie jadła.
- Jak dzisiejsza zmiana? Widząc, że jesteś w jednym kawałku to chyba nie było tak źle? - zapytał ciekaw jej pracy, w końcu należała do BUMu i podejrzewał, że miała ręce pełne roboty ostatnimi czasy.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
05.09.2024, 09:30  ✶  
Thomas wyglądał teraz wręcz jak obcokrajowiec – gdy do naturalnie ciemnych loków dołączyła opalenizna. Brenna nie znając go mogłaby pewnie uwierzyć, że miał jakiegoś ojca Włocha czy matkę Hiszpankę.
– Oj, bardzo bym chciała, żeby tak było, ale obawiam się, że umyka mi całkiem sporo. Chociaż na pewno nie to, że widzę tu w menu naleśniki z szarpaną wołowiną i serem - powiedziała niemalże radosnym tonem i gdy kelnerka podeszła, zamówiła naleśniki oraz herbatę: kawy to już wypiła wystarczająco dużo. Wybrała takie danie, bo gdy sama gotowała, robiła zwykle potrawy najmniej czasochłonne – kanapki, tosty, jajecznicę, zapiekanki, sałatki albo kurczaka – a z kolei Malwa najczęściej robiła to, co mogła w dużych ilościach serwować po kolei wszystkim domownikom. Najczęściej były to więc gary zupy, stosy kotletów (oczywiście z obowiązkowymi zdrowymi surówkami albo marchewką czy brokułami, Malwa była bardzo smutna, jak nie chcieli jeść warzywek), czasem mięsne placki, a na specjalne okazje pieczeń.
Nie pytała, dlaczego wrócił. Mogła się tego domyślać: nad Anglią zawisł cień, a tutaj znajdowali się jego krewni. I ten powrót wymagał znacznie więcej odwagi i poświęcenia niż cokolwiek, co robiła Brenna – zrezygnował z przygód, podróży, odkryć, kariery, i wracał do kraju, który zaczynała trawić wojna.
– Anglia musi być bardzo ponura po Egipcie. Chociaż tam pewnie jest okropnie gorąco, co? – spytała, kiedy kelnerka odeszła. Egipt i Afrykę Brenna znała tylko z opowieści, jej obraz tego kraju i kontynentu był więc bardzo stereotypowy, zwłaszcza że w Hogwarcie nie uczono przecież ani geografii, ani o obcych kulturach. Wiedzę czerpała więc głównie… z mugolskich powieści podróżniczych. To oznaczało piramidy, pustynie, szejków w białych nakryciach głowy, Nil, wielbłądy i straszliwą biedę afrykańskich wiosek. – Ojej, dziękuję! Jest świetny – zapewniła, wyciągając dłoń i pozwalając sfinksowi wdrapać się na swoją dłoń. Sama rzadko kupowała sobie bibeloty, ale kolekcjonowała już chętnie te, które dostawała w prezencie. – Ależ masz o mnie opinię, Tommy, zakładasz, że zwykle wracam ze zmiany w kawałkach? – spytała, unosząc na niego spojrzenie pełne rozbawienia. – Tak naprawdę nic specjalnie ekscytującego. Mamy jednego gościa, podejrzewamy go o złe rzeczy, ale brakuje dowodów, więc spędziłam większość dnia czytając raporty osób, które go obserwują, przeglądając listy miejsc, w których bywa, jego znajomych z rocznika, i tak dalej, i tak dalej…
Praca w Brygadzie wbrew pozorom rzadko była ekscytująca. Brenna miała ogromny talent do pakowania się w kłopoty, ale lwia część jej pracy to były raporty, obserwacje, dokumenty, przesłuchania…
Uniosła głowę, kiedy dostrzegła, że do knajpy weszła kobieta, z daleka zwracająca na siebie uwagę ubiorem. Z kapeluszem w kształcie sępa na głowie – o bogowie, żona jej wuja miała taki sam, Brenna nigdy nie pojmowała, dlaczego tak go hołubi – odziana w kolorową szatę o raczej mało modnym kroju.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#5
05.09.2024, 15:35  ✶  
- Mają tutaj takie naleśniki?! wieki takich nie jadłem - ożywił się, dawno nie jadł czegoś takiego, całe to podróżowanie miało te minusy, ze musiał się przyzwyczajać do kuchni, która panowała w danym miejscu. Co nie zawsze kończyło się dla niego dobrze, niektóre kuchnie były ciężkie do przetrawienia, ale z drugiej strony jedzenie serwowane na Wyspach zahartowały go dość porządnie.
Brenna nie musiała pytać, Thomas jej powie niedługo sam z siebie dlaczego wrócił - była ona przecież jednym z powodów, była dla niego niczym siostra i choć potrafiła o siebie zadbać (inaczej przecież nie pracowałaby jako detektyw w BUMie) to nie była przecież Merlinem, każdemu przyda się pomoc. Zresztą to nie było w jego naturze stać z boku kiedy inni mieliby się narażać, wolał działać żeby móc patrzeć na szczęście swoich bliskich. Dlatego nie zastanawiał się zbyt długo nad tym czy kontynuować swoje podróże czy wracać do Anglii kiedy zakończył ostatnie zlecenie w Egipcie.
- Mniej słoneczna to na pewno, ale przynajmniej nie mam przynajmniej wrażenia, że zaraz się roztopię - ale musiał jej przyznać rację, Anglia wydawała mu się bardziej zasępiona i ponura, choć nie wiedział czy jest to kwestia braku słońca czy innych faktów. - Ale za to Anglia nadrabia tym kogo mogę tu spotkać - dodał z uśmiechem wiedząc dobrze, ze nie musi się przy niej czuć niezręcznie, już dawno odbyli te rozmowę, że fakt faktem kocha ją, ale jak siostrę - nie musiał więc już się bać tego co mówi.
Uśmiechnął się szeroko widząc zachwyt z upominku, który jej ofiarował.
- Co? Nie, ja tylko tak żar... Uhhh, masz mnie - powiedział rozbawiony tym jak sprawnie został pokonany w słownej przepychance, nawet jeśli żadnej nie zamierzał zaczynać jeszcze. Przysłuchiwał się opowieści z pracy i zamylił się, kojarzył, że ktoś mu opowiadał o czymś podobnym. - A nie próbowaliście kontrolowanych prowokacji? W Egipcie słyszałem, ze mogolską policja tak właśnie działała, funkcjonariusze pod przykryciem brali udział w działaniach z podejrzanymi i jeżeli faktycznie potwierdzały się przypuszczenia to ich aresztowano. Albo to nie było w Egipcie? - zapytał sam siebie i podrapał się po brodzie przez chwilę próbując sobie przypomnieć, ale machnął ręką. To nie było tak istotne, gdzie i kiedy o tym usłyszał, ważny był sam przekaz. Ale przez swoje rozmyślania przegapił pojawienie się kobiety w osobliwym kapeluszu.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
06.09.2024, 10:02  ✶  
– Mam nadzieję, że nie zawiodą oczekiwań nas obojga – stwierdziła, chociaż jeśli szło o nią, to wystarczyło, aby dali dużo sera, a wołowina nie była twarda jak zelówki i już będzie zadowolona. Jeżeli szło o jedzenie, Brenna naprawdę nie bywała wybredna – mimo tego, że w domu zawsze serwowano smaczne posiłki, a w Hogwarcie szaty przechodziły wręcz same siebie. – Miałam powiedzieć, że tutaj pewnie atmosfera jest dużo paskudniejsza, ale potem sobie przypomniałam, że Afryka ma chyba jedną z największych umieralności dzieci na świecie i najwięcej tam czarnoksiężników… nie potrzebują nawet Voldemorta – mruknęła, zniżając odruchowo głos, ale zaraz ponura mina znikła i posłała mu promienny uśmiech. – Samolubnie cieszę się, że tu jesteś. Brakowało nam ciebie.
A poza tym czysto pragmatycznie, pomijając to samolubstwo osobiste, to miło było mieć tutaj na miejscu nie tylko przyjaciela, ale też klątwołamacza, specjalistę od pieczęci oraz od pułapek. Zakon nie potrzebował tylko sił bojowych. Czasem Brenna myślała nawet, że siły bojowe są najmniej ważne – skoro i tak nie były wykorzystywane w taki sposób, w jaki de facto powinny, czyli do usuwania celów. Dumbledore nie umiał tak działać, a ona nie była pewna, czy by potrafiła.
Pułapki i mechanizmy mogły być dla nich ważniejsze niż walka na różdżki.
– Znam technikę, stosujemy ją czasem. Najczęściej wielosokowy, nie mamy niestety metamorfomagów. Ale w tym wypadku to nie takie proste. Mamy tropy łączące go ze zbrodniami, ale żadnych solidnych dowodów, a on przecież nie przyzna się przypadkowemu znajomemu, że maczał palce w tym i w tym. To nie handlarz czy coś takiego – powiedziała, nie wnikając w szczegóły, którymi i tak nie mogłaby się podzielić. Umilkła zresztą zaraz, bo kobieta, czy to ściągnięta tym, że Brenna na nią spojrzała, czy też ot tak upatrzyła ich sobie jako „ofiary” skierowała się do ich stolika, a potem odsunęła sobie krzesło bez pytania.
Brwi Brenny powędrowały w górę.
Gdyby to był ktoś, kogo chociaż trochę znała, to nie miałaby nic przeciwko. Nawet gdyby to był ktoś obcy, gdyby zapytał, może i nie przegoniłaby go na cztery wiatry – raczej spytałaby, o co chodzi, bo przecież było parę innych stolików. Ale tak bezceremonialne zachowanie nie spodobało się nawet dość swobodnej w obyciu Brennie.
– Jesteście czystej krwi?
– Nie bardzo rozumiem, co to ma do rzeczy? – spytała Brenna, trochę chłodno.
– Nie powinno mieć – zgodziła się kobieta z sępem, akurat w momencie, gdy kelnerka przyniosła Thomasowi i Brennie ich naleśniki. – Ale czy ludzie kiedykolwiek będą równi bez względu na status krwi?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#7
06.09.2024, 18:11  ✶  
Pokiwał głową wyrażając taką samą nadzieję jak Brenna, w sumie to nie był zbyt wymagający, grunt, żeby naleśnik i mięso nie było jak gumowa podeszwa od buta i będzie nawet zadowolony. Sam nie był mistrzem gotowania, dlatego też po życiu na własnym garnuszku nie miał wysokich wymagań co do jedzenia, grunt, żeby było zjadliwe.
- Cóż, jest to trochę porzucony kontynent, jest niezwykle rozległy i brak tam jedności ludzi, tam nadal żywe są tradycje i podziały plemienne - zasępił się po tym co wspomniała, faktycznie mieli tam problem z tym co powiedziała. Ale tam problem leżał w wielu czynnikach. Oni w europie byli naprawdę uprzywilejowani, zaraz by pewnie rozpoczął z nią dysputę na ten temat, zacząłby mówić dlaczego tak się dzieje, że jest to mniej przyjazny do życia kontynent, że jest trzy razy większy od tego na którym oni żyją a to z czym przyszło się mierzyć urodzonym w Afryce. Na szczęście zmieniła temat.
- Och przestań, bo zaraz się zacznę rumienić - zażartował, ale nie było to dalekie od prawdy, bo komu nie robi się miło od słuchania takich rzeczy? Chyba tylko Voldemortowi, no ale jemu nikt nie mówi, że za nim tęsknił, chyba że jakiś masochista.
- Ohh, no tak, co ja głupi, chciałem wielką kałamarnicę uczyć jak się pływa - teatralnie uderzył się otwartą dłonią w czoło, nie wiedział w sumie czego się spodziewał, wszakże brytyjski BUM nie był zacofany względem innych krajów, wręcz przeciwnie wiele wyprzedzał.
Zerknął zdziwiony, gdy kobieta z sępem na kapeluszu dosiadła się do ich stolika. Brwi Thomasa powędrowały tak wysoko, ze niemal schowały się pod jego grzywką. Nie pamiętał aby ktokolwiek jeszcze miał się tu zjawić, a przynajmniej jemu nic nie było wiadomo, dlatego też zerknął szybko na Brennę, ale ona też nie wydawała się spodziewać się kogokolwiek. Nie zdążył jednak zapytać co tu się odstawia, gdy kobieta pierwsza ich zagaiła i niemal skrzywił się od jej pierwszych słów. Albo mu się wydawało, albo kelnerka podczas podawania im jedzenia zerkała z odrazą na kobietę z sępem na głowie - chyba to nie była jej pierwsza wizyta w tym miejscu.
- Myślę, że nagabywanie przypadkowych ludzi podczas ich posiłku nie sprawi, że równość się pojawi jak po pstryknięciu palcami - stwierdził sucho patrząc na kobietę spod przymrużonych oczu. Wiedział co dzieje się w Anglii, ale czy podejrzewał że coś takiego go spotka niecały miesiąc po powrocie do kraju? Absolutnie nie. Nie wiedział tylko na ile może sobie pozwolić w swoich słowach, sam nie pochodził z czystokrwistej rodziny, być może to dlatego nigdy mu nie przeszkadzało jaki kto ma status krwi, dopóki nie był dupkiem to mógł być nawet potomkiem samego Grindewalda. Dyskretnie rozejrzał się i dobrze zgadł, osobliwa kobieta nie pozostała niezauważona przez resztę bywalców tej knajpy. - Dlatego prosiłbym nas opuścić, jesteśmy zajęci - nie silił się na uprzejmy ton i wykonał ruch dłonią, jakby odganiał natrętną muchę - chciał dać jasno kobiecie do zrozumienia, że nie chcą z nią kontynuować dysputy.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
06.09.2024, 22:00  ✶  
Brenna, jak na czarodziejkę, w mugolskiej historii, geografii i tradycji orientowała się w miarę przyzwoicie, ale nie jakoś wybitnie, co z kolei oznaczało, że prawdopodobnie od przeciętnego mugola wiedziała mniej. Sięgając czasem po mugolską literaturę, wiedziała, że sytuacja Afryki w dużej mierze wynikała z tego, jak masowym zjawiskiem stało się niewolnictwo i uwarunkowań klimatycznych, ale nie rozumiała tego w pełni. Nie przyszłoby jej do głowy obwiniać o to tamtejszych mieszkańców, ale... tak skupiając się na problemach Anglii teraz, gdy w pierwszym odruchu myślała, że Thomas wrócił w paskudnych czasach, w drugim uświadomiła sobie, że właściwie to w Afryce mógł widywać równie wiele albo nawet więcej cierpienia i niesprawiedliwości. Różnica jednak istniała i to znaczna: jemu tam raczej nie groziło poważne niebezpieczeństwo, póki miał różdżkę w dłoni.
Nie mieli tam Voldemorta, jego mrocznych sług, znaku czaszki i węża na niebie. Byli jednak inni tyrani, i imperia budowane na krwi i wyzysku.
– Powinnam bezczelnie nakłamać, że wcale się nie cieszymy? – spytała, posyłając mu rozbawiony uśmiech. O ile były pewne rzeczy, do których nigdy nikogo nie dopuszczała, a zwłaszcza bliskich – jak rzeczy oglądane w dymie kręgu widmowidza, przychodzące w snach, szczegóły co paskudniejszych spraw, momenty zwątpienia, czy gdy było po prostu źle – to o tych pozytywnych uczuciach mówiła zwykle otwarcie. Nie wahała się przed komplementami i zawsze były szczere: nie bała się powiedzieć, że kogoś kocha.
Rozbawienie przeminęło, zamienione w pewną czujność, gdy dosiadła się do nich dziwna kobieta. Brenna wprawdzie sięgnęła po widelec i zaczęła jeść naleśnika, zresztą wykorzystując go jako pretekst, by przez chwilę się nie odzywać, ale zerkała na nią kątem oka.
– Oczywiście, najłatwiej tak mówić i nic nie robić – syknęła kobieta, spoglądając na nich z irytacją. – Patrzycie na mnie z góry, ponieważ nie jestem czystej krwi?
– Chcielibyśmy spokojnie zjeść kolację i porozmawiać o prywatnych sprawach – odparła Brenna spokojnie. Słyszała już gorsze oskarżenia: byli czystokrwiści, wyzywający ją od zdrajców, były mugolaki, oskarżające o żerowanie na uprzywilejowaniu i ich wyzyskiwaniu. Nie denerwowała się nawet: jeszcze nie, chociaż odrobina irytacji pojawiła się w duszy Brenny przy kolejnych słowach intruzki, bo Longbottom pojęła, że nie było szans na spokojny, miły posiłek, w ramach świętowania powrotu kolegi do kraju.
– Właśnie przez takie ignorowanie spraw najważniejszych, w Anglii nigdy nie zapanuje wolność.
– Z pewnością nikogo nie przekona pani do walki, przeszkadzając mu w jedzeniu.
Jakby ona albo Thomas potrzebowali jakiejkolwiek zachęty do takiej.
– Jesteście ślepi. Otworzycie oczy, kiedy będzie za późno.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#9
06.09.2024, 23:38  ✶  
Podróże sprzyjały nie tylko poznawaniu czarodziejskich zwyczajów i kultury w innych krajach czy kontynentach, ale żeby mieć pełen obraz Thomas sięgał bardzo chętnie po mugolski książki historyczne i nie tylko. Lubił mieć pełen obraz i wiedzieć więcej - szczególnie, że nie pochodził z czystokrwistej rodziny, przez co od małego miał zaszczepione zaciekawienie do mogolskich spraw. Nadal uważał, że czarodzieje tracą dużo pięknej muzyki, która jest tworzona przez mugoli właśnie.
Pamiętał ten szok, kiedy po raz pierwszy zawitał do niewielkiej afrykańskiej wioski - brakowało tam wszystkiego, a woda była luksusem, który nie zawsze był dostępny. Podróżując widział niezliczoną ilość cierpienia - nadal nie potrafił zrozumieć jak tak losowa rzecz jak miejsce urodzenia czasami wyznaczał oczy ktoś dożyje dziesięciu lat czy będzie w męczarniach dogorywał w wieku dziecięcym. Potrząsnął głową odganiając od siebie te myśli.
- Tak jakbyś potrafiła, nie jesteście w stanie przestać mnie kochać i za mną tęsknić - powiedział z pewnym siebie uśmiechem, oboje mogli grać w te grę, szczególnie, że Thomas uwielbiał te potyczki. - Tak jak i ja was. - dodał już bez żartu w głosie, aby zaraz rzucić kolejnym, przecież nie mogli tu siedzieć i ckliwie mówić o tym jak to za sobą tęsknili. - Niedługo będziecie mieć mnie dosyć i sami mnie gdzieś wyślecie - chichot jednak ugrzązł mu już w gardle przez nieproszonego gościa.
- Jeżeli już ktoś ma na ciebie patrzeć z góry - zaczął wyraźnie już poirytowany i nie zamierzał tego ukrywać, ta baba nie dość, że naruszyła ich prywatność to jeszcze śmiała rzucać oskarżeniami. Co mówiła o nim miał w głębokim poważaniu, ale nie pozwoli tak bezpodstawnie rzucać słowami w Brennę. - To nie z powodu twojego statusu krwi, którego notabene nie masz wypisanego na czole. Ale przez tego martwego ptaka na głowie. Doprawdy to już nie epoka wiktoriańska - dodał, bo w pierwszym odruchu chciał wyciągnąć różdżkę i położyć na stole dłoń, która ją trzymała. No ale to nie był najmądrzejszy ruch tak otwarcie komuś grozić z tyloma gapiami wokół i przedstawicielką służb strzegących prawa siedzącą naprzeciwko - dlatego postanowił poprzestać na słownym wyrażeniu dezaprobaty. Przewrócił oczami i zerknął na swoją towarzyszkę - gdyby nie fakt, że już zamówili i dostali jedzenie to najzwyczajniej w świecie by ją stąd zabrał.
- Ciężko ignorować kogoś, kto przeszkadza innym, myślisz, ze przyprawiając nieznajomych o zgagę sprawisz, że zyskasz jakichkolwiek sojuszników? - rzucił jeszcze marszcząc brwi, kwestia tego, że ani Brenna ani Thomas nie potrzebowali jakiejkolwiek zachęty do walki nie byłą czymś co pragnął i zamierzał tu poruszać.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
07.09.2024, 10:52  ✶  
– Och, potrafię świetnie kłamać – zapewniła Brenna, chociaż po prawdzie trochę umiała, a trochę nie. Naprawdę dobrze szło jej przekierowywanie rozmowy na inne tory, utapianie prawdy powodzią słów niepowiązanych z tematem albo wypowiadanie takich kłamstw, jak „nic mi nie jest” i „wszystko w porządku”. Reszta była już bardziej problematyczna. – Zamkniemy cię w naszej piwnicy i wypuścimy, jak znowu zatęsknimy.
Niestety, to był koniec przekomarzanek, i nie zaczęła nawet wypytywać, czym ostatnio Thomas się zajmował i jakie ma teraz plany. W towarzystwie kobiety z sępem na głowie ich omawianie nie było możliwe, i nawet naleśniki z wołowiną i serem, choć dobrze wysmażone i z miękkim mięsem, traciły swój smak. Nie dlatego, że Brenna przejmowała się jej oskarżeniami – cudze słowa rzadko ją dotykały, jeśli dotyczyły jej samej, nie raniły jej fałszywe oskarżenia i chyba zaboleć mogłoby tylko to, gdyby ktoś oskarżał ją, że za mało zrobiła, gdy sama czuła, że tak było. Do pewnego stopnia prawie współczuła czarownicy, która ewidentnie miała ze sobą jakieś problemy, a z takim podejściem mogła szybko skończyć martwa.
Ale ta dyskusja zmierzała donikąd, a Brenna naprawdę chciała zjeść spokojny posiłek z przyjacielem.
Tymczasem policzki kobiety z sępem poczerwieniały, oczy zalśniły z gniewu – a Brenna bardzo się ucieszyła, że słów Thomasa nie usłyszała Augusta, tam to Figg chyba by umarł i to w męczarniach – i trzasnęła otwartą dłonią w stół, wyraźnie nie mając zamiaru odpuścić.
– Wydaje ci się, że jesteś lepszy ode mnie i możesz mnie obrażać? Nigdy nie zapanuje równość, jeśli będziecie tak oceniać ludzi!
– Tommy, stolik w rogu? – zasugerowała Brenna, sięgając po swój talerz. Też chyba by po prostu wstała i zasugerowała, by poszli gdzieś indziej, ale skoro już otrzymali zamówienie… mogli przynajmniej się przesiąść. I Brenna zamierzała zająć miejsca tak, aby zablokować krzesłami przejście do ławy pod ścianą. – Opowiesz mi o tych wszystkich egipskich klątwach. Wiesz, że raz oberwałam klątwą, która zdaniem klątwołamacza w sumie to była trochę starożytna i nikt nie powinien potrafić jej rzucić?
Może i bywała czasem zbyt naiwna, i zdarzało się, że dawała się wykorzystywać, ale mimo wszystko nie była popychadłem. Jeżeli kobieta z sępem będzie miała ochotę nagabywać ich dalej, będzie musiała nad nimi stać. I mogła sobie gadać, ile tylko zechciała, Brenna postanowiła przyjąć taktykę absolutnego ignorowania każdego słowa, jakie ta wypowiedziała.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (3795), Thomas Figg (4159)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa