01.09.2024, 15:55 ✶
Electra stała przed drzwiami kawiarni, niepewna czy ma czekać w środku, czy na zewnątrz. Zegarek na jej ręce wskazywał już godzinę 13:50. Umówili się listownie na spotkanie o 14, ale dziewczyna wolała przyjść chwilę wcześniej. Bądź co bądź było to w pewnym sensie spotkanie biznesowe, więc mogłaby zrobić złe wrażenie spóźniając się. Starała się nawet ubrać jak prawdziwa business woman; w długie brązowe spodnie, białą koszulę i luźną kamizelkę. Teraz jednak od stania w takim stroju w popołudniowym skwarze robiło jej się barodzo gorąco.
Kiedy w końcu wybiła 14 a chłopaka dalej nie było widać, Electra uznała, że musi wejść do środka, bo inaczej się roztopi. Szybko podeszła do lady, zamówiła lemoniadę z lodem i zaczęła się rozglądać za odpowiednim stolikiem. Najlepiej byłoby znaleźć jakieś miejsce zapewniające prywatność, ale nie aż tak, jakby chcieli się ukrywać przed wzrokiem innych. Nie byli przecież umówieni na randkę, chociaż Electra nie miałaby nic przeciwko bliższemu poznaniu uroczego chłopaka od świeczek. Ostatecznie zdecydowała się na stolik w rogu, z którego mogła obserwować ludzi wchodzących do kawiarni.
Prewett wybrała właśnie tę kawiarnię, ponieważ nie była droga ale wyglądała wystraczająco schludnie na spotkanie dotyczące pozyskiwania sponsorów dla Charlesa. Albo raczej Pana Mulcibera, bo tak przecież nazwała go w liście Electra. Trochę dziwnie było mówić do chłopaka w jej wieku per pan, więc dziewczyna miała nadzieję, że będą się do siebie zwracać po prostu po imieniu. Język używany w piśmie był przecież zupełnie inny od tego, którym mówiło się na co dzień. A co jeśli przez oficjalny ton jej listu chłopak pomyślał, że Electra jest jakąś starszą panią? Nigdy nie zostali przecież sobie oficjalnie przedstawieni, więc chłopak mógł nie kojarzyć, jak ona wygląda.
Electra rozsiadła się na krześle i przejrzała w myślach listę tematów, jakie mieli dzisiaj poruszyć. Może i nie była specjalistką od marketingu, ale pomagała już paru znajomym rozpromować ich sklepiki na Carnaby Street i wiedziała co nieco o pozyskiwaniu sponsorów w kręgach artystycznych. Co prawda zdobyła swoje doświadczenie pracując dla mugoli, ale Charles wydawał się mieć dość liberalne poglądy, więc raczej nie powinno mu to przeszkadzać.
Spojrzała na zegarek – był już kwadrans po 14. Wyglądało na to, że niepotrzebnie tak spieszyła się ze zjedzeniem obiadu, by zdążyć na czas.
Kiedy w końcu wybiła 14 a chłopaka dalej nie było widać, Electra uznała, że musi wejść do środka, bo inaczej się roztopi. Szybko podeszła do lady, zamówiła lemoniadę z lodem i zaczęła się rozglądać za odpowiednim stolikiem. Najlepiej byłoby znaleźć jakieś miejsce zapewniające prywatność, ale nie aż tak, jakby chcieli się ukrywać przed wzrokiem innych. Nie byli przecież umówieni na randkę, chociaż Electra nie miałaby nic przeciwko bliższemu poznaniu uroczego chłopaka od świeczek. Ostatecznie zdecydowała się na stolik w rogu, z którego mogła obserwować ludzi wchodzących do kawiarni.
Prewett wybrała właśnie tę kawiarnię, ponieważ nie była droga ale wyglądała wystraczająco schludnie na spotkanie dotyczące pozyskiwania sponsorów dla Charlesa. Albo raczej Pana Mulcibera, bo tak przecież nazwała go w liście Electra. Trochę dziwnie było mówić do chłopaka w jej wieku per pan, więc dziewczyna miała nadzieję, że będą się do siebie zwracać po prostu po imieniu. Język używany w piśmie był przecież zupełnie inny od tego, którym mówiło się na co dzień. A co jeśli przez oficjalny ton jej listu chłopak pomyślał, że Electra jest jakąś starszą panią? Nigdy nie zostali przecież sobie oficjalnie przedstawieni, więc chłopak mógł nie kojarzyć, jak ona wygląda.
Electra rozsiadła się na krześle i przejrzała w myślach listę tematów, jakie mieli dzisiaj poruszyć. Może i nie była specjalistką od marketingu, ale pomagała już paru znajomym rozpromować ich sklepiki na Carnaby Street i wiedziała co nieco o pozyskiwaniu sponsorów w kręgach artystycznych. Co prawda zdobyła swoje doświadczenie pracując dla mugoli, ale Charles wydawał się mieć dość liberalne poglądy, więc raczej nie powinno mu to przeszkadzać.
Spojrzała na zegarek – był już kwadrans po 14. Wyglądało na to, że niepotrzebnie tak spieszyła się ze zjedzeniem obiadu, by zdążyć na czas.