• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[18/08/1972] To w końcu kto wie lepiej?

[18/08/1972] To w końcu kto wie lepiej?
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#1
08.09.2024, 21:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.11.2024, 17:23 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - osiągnięcie Piszę więc jestem - Jessie Kelly

-Wiesz, ostatnio spotkałem koleżankę z Hogwartu, kiedy wychodziłem z Benjim. Akurat też wychodziła ze swoim psem. Zaśmiała się, że cierpi na tę samą przypadłość, co ty i wujek Jonathan, że we wszystkim wyglądacie dobrze. I tak trochę o tym myślałem i zacząłem się zastanawiać, czy w końcu ustaliliście między sobą, które z was faktycznie wygląda lepiej? - zerknął na matkę z uśmiechem, zaraz znowu skupiając wzrok na drodze.

Drogę, którą musieli przejechać, Jessie postanowił wykorzystać, by chociaż spróbować wybadać teren. Do Wesołego Miasteczka, o którym Jasperowi opowiedział jego współpracownik-mugolak, mieli jeszcze kawałek, a Jessie uparł się, żeby nie korzystać z punktów deportacyjnych, tylko pojechać tam samochodem. Nie tylko dlatego, że lubił jeździć samochodem i czasami, jeśli tylko mógł, wybierał właśnie samochód, zamiast sieci Fiuu czy deportacji, ale również dlatego, że w czasie jazdy mógł z matką porozmawiać.

Nie mógł otwarcie zapytać, co takiego stało się w Mediolanie, bo musiałby wtedy powiedzieć, że Jonathan go pytał, czy Charlotte nie była na niego zła. Nie mógł więc zapytać ", Czy coś się stało między tobą a moim chrzestnym, kiedy byliście w Mediolanie?". Odpowiedzi zapewne by nie uzyskał, a Jonathanowi pewnie zrobiłoby się przykro, albo byłby na niego zły, że go tak łatwo wydał.

-Wiesz, może to być trochę dezorientujące, kiedy ty mówisz, że wyglądasz lepiej, niż wujek, a on twierdzi, że wygląda lepiej od ciebie. Udało wam się coś ustalić w Mediolanie?

Jeżeli Charlotte zacznie opowiadać, może wymsknie się jej coś, co mogłoby jakoś wytłumaczyć niepokój Jonathana?

-I dlaczego pytałaś, czy wuj kupił mi smoka? Czyżby coś ci mówił? Chciałabyś mi coś powiedzieć? Wiesz, wolałbym wiedzieć wcześniej i potem po prostu udawać zaskoczonego. W końcu musiałbym przygotować dla niego miejsce, a i Benjiego przygotować na to, że będzie miał rodzeństwo. No i przydałoby się zabezpieczyć meble.

Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#2
09.09.2024, 10:00  ✶  
Gdyby ktoś powiedział Charlotte Crouch w młodości, że wsiądzie dobrowolnie do mugolskiego auta, zapewne zabiłaby taką osobę śmiechem. Mugolskie auta były niepraktyczne, głośne, cuchnęły, a poza tym, cóż, były mugolskie. Z czasem jednak pogodziła się z miłością męża do tego środka lokomocji, czasem do niego wsiadała, a potem, niechętnie, pogodziła się i z tym, że Jasper lubił prowadzić. Od czasu do czasu zgadzała się nawet znów wsiąść do auta, chociaż uważała, że teleportacja i sieć Fiuu są znacznie wygodniejsze.
– Johny wciąż nie chce zaakceptować oczywistej prawdy, że to ja zawsze wyglądam najlepiej – odparła Charlotte na pytanie syna, obserwując widoki śmigające za oknem. Zastanawiała się, jak mugole w ogóle to znoszą, że przez całe życie, nawet gdy bardzo się spieszą, muszą korzystać z tak nieefektywnej formy podróżowania. – Na całe szczęście nie potrzebuję niczyjego potwierdzenia.
Charlotte, w przeciwieństwie do chrzestnego Jaspera, zachowywała się po wycieczce do Mediolanu tak samo normalnie, jak zwykle, czyli spędzała dużo czasu w pracy, narzekała trochę, ale tylko trochę na psa, opowiadała, że te włoskie cannoli to już nie takie same cannoli, jak kiedyś, i że mugolom we Włoszech jedno wyszło dobrze, mianowicie pizza, bo w Anglii to na to szkoda słów.
– Jessie, skarbie, nie rozumiem twojej dezorientacji – westchnęła Charlotte, odrywając spojrzenie od szyby, by na moment popatrzeć na syna. – Przecież to absolutnie oczywiste, że mama zawsze wie najlepiej. Nie pojmuję, jak w ogóle możesz się nad tym zastanawiać – oświadczyła, a potem spojrzała tym razem w lusterko, i poprawiła fryzurę.
Wesołe miasteczko było mugolskie, nie założyła więc szat, chociaż rzecz jasna ani myślała ulegać nadmiernie tej obecnej paskudnej, mugolskiej modzie. Mogła więc od biedy uchodzić za mugolkę, choć i tak w tłumie miała się wyróżniać, bo jej lniana, szara spódnica była haftowana w roślinne wzory, podobnie jak pasująca do niej jasna bluzka, a fryzurę zdobiły wymyślne spinki. Jedne z nielicznych, które zachowała z tej ogromnej walizki kosztowności, zabranych kiedyś z domu – większość sprzedała.
– Mówił, a ja mówiłam, że go zamorduję, jeśli spróbuje. Sądziłam, że żartował, ale potem nie odpisał mi na list, w którym przyznałam, że opera nie była aż tak okropna: zagrali lepiej niż się spodziewałam, choć to tylko mugole. Za to spytał przez ciebie, czy nie jestem zła. Chcę tylko powiedzieć, że jeśli sprawi ci smoka, ciebie nie zamorduję, bo jesteś moim synem, ale jego już na pewno, a potem zyskam gustowną torebkę ze smoczej skóry. Rozumiemy się, Jessie?
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#3
10.09.2024, 00:05  ✶  

Samochód Jaspera różnił się od innych samochodów mugoli tym, że nie śmierdział, ani nie był aż tak głośny. Wystarczyło o maszynę zadbać, by nie wyglądała, jakby za dwa dni miała zostać wrzucona na stertę złomu. Najwidoczniej wielu kierowców zapominało o tak podstawowym obowiązku i może to stąd ten osąd Charlotte? Albo po prostu nie lubiła mugolskich aut i po prostu wymyślała powody.

-Nikt z nas nie miał zamiaru temu zaprzeczać - powiedział powodu. -Czyli, rozumiem, nie doszliście z tym do porozumienia. Uroczo.

Na szczęście mugolskie Wesołe Miasteczko nie zamykało się za wcześnie, mieli dużo czasu, więc śpieszyć się nie musieli. Oczywiście, Jasper nie siedział cicho, jeśli Charlotte próbowała przeciągać w domu moment wyjścia, co krok poprawiając fryzurę, makijaż, albo przebierając się po raz kolejny, bo spódnica nie pasuje mi do bransoletki, ale mieli na tyle dużo czasu, że spokojnie mogli zdecydować się na samochód. No i nie musieli szukać najbliższych punktów deportacyjnych, żeby żaden mugol ich nie zauważył.

-To po prostu kolejna przelotna myśl - wzruszył lekko ramionami. -Wiele przyjaźni się rozpadło przez taką rywalizację "Bo ja jestem ładniejsza". Mam prawo się o was trochę martwić.

Prawda była taka, że martwić się raczej nie musiał, bo gdyby drogi Charlotte i Jonathana miały rozejść się z powodu ich "klątwy", to Selwyn najpewniej nie zostałby ojcem chrzestnym Jaspera, a Jeźdźców byłoby trzech, albo nie byłoby ich wcale. Niemniej jednak czasami, w gorszych momentach, zdarzało mu się przez te kilka sekund zastanowić, kiedy któreś z nich przestanie żartować i rywalizacja przestanie być przyjacielską rywalizacją.

Mruknął cicho, słuchając odpowiedzi o smoku, nieodpisanym liście i nie najgorszej operze. A gdy Charlotte wspomniała o liście, zacisnął usta i zaklął w myślach.

-A zrobił coś, przez co miałabyś być na niego zła? - spytał, nie planując nawet pytać, skąd Charlotte wiedziała o tamtej wiadomości. -Dobrze wiedzieć, że już nie myślisz o popełnieniu zbrodni dzieciobójstwa. Będę spał spokojniej.

Na miejsce dotarli zaskakująco szybko, jak dla Jaspera, który nastawił się na dłuższą drogę. Poza nimi Wesołe Miasteczko odwiedziło wiele rodzin z małymi dziećmi i starsze dzieciaki we własnych grupach. Na samym parkingu było dużo samochodów, ale udało im się całkiem szybko znaleźć miejsce.

-Jest mniejsze, niż się spodziewałem - przyznał Jasper, kiedy pracownik wpuścił ich po pokazaniu biletów. -Chcesz watę cukrową?

Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#4
11.09.2024, 09:32  ✶  
Dla Charlotte nawet zadbany mugolski samochód wciąż był samochodem. Silnik było słychać: wszystkie zachodzące w nim procesy, związane ze spalaniem paliwa, zanieczyszczały środowisko. Nie że tego nie rozumiała. Jako kobieta bardzo wygodna, lubiąca komfort, z pewnością nie mogąc się teleportować, nie miałaby ochoty podróżować piechotą czy jakimiś tam wozami, bo to ekologiczne. Ale była czarodziejką, umiała się teleportować i nie szalała za autami.
Mogła jednak czasem do takiego wsiąść.
– Gryfoni to zakute łby – powiedziała Charlotte z niezmąconym spokojem i równie niezmąconą pewnością siebie. Oczywiście, że Jonathan był zakutym łbem i dlatego nie dostrzegał oczywistego. – Na szczęście nie muszę z nim ani z nikim innym ustalać, że jestem najpiękniejsza, nie muszą mi tego też potwierdzać żadne lustra… – rzuciła, a jej myśli pomknęły na moment setki mil stąd, prosto do Mediolanu i zaklętego zwierciadła. Westchnęła z odrobiną żalu: jaka szkoda, że musieli je zniszczyć. – Nie martw się, Jessie, nie przestałam się z nim przyjaźnić mimo jego urojeń przez tyle lat, to teraz też nie przestanę.
Charlotte przy kolejnych pytaniach rzuciła Jasperowi nieco podejrzliwe spojrzenie.
Jej syn drążył.
Jonathan chciał wiedzieć, czy nie jest na niego zła.
I jednak nie kupił smoka.
– Nie, za to zaczynam się zastanawiać, co strzeliło do głowy jemu albo tobie – powiedziała, obrzucając go takim wzrokiem, jakim patrzyła, kiedy był dzieckiem, a ona była pewna, że coś przeskrobał i nie chciał się do tego przyznać. Zmarszczyła lekko czoło, rozważając, o co mogło chodzić. O bogowie, miała nadzieję, że Selwyn nie powiedział dzieciom, że do nich strzelano – na pewno by się zmartwiły. Ale chyba nie sądził, że była o niego zła o tę strzelaninę? Przecież bawiła się całkiem dobrze.
Nie. Nie pomyślała, że uważał, że jest zła o to, że się całowali, biorąc pod uwagę, że sama go pocałowała, a poza tym nie przywiązywała do tego tak straszliwej wagi. Całowanie Jonathana było miłe. Może zastanowiłaby się nad tym, czy nie zrobić tego znowu – i to niekoniecznie tylko na złość matce. Ale byli przede wszystkim przyjaciółmi i nawet nie przyszłoby jej do głowy zachowywać się choć odrobinę inaczej niż dotąd tylko z takiego powodu.
- Nie. Ubrudzę sobie ubranie - poinformowała Kelly, kiedy już wyszła z auta i poprawiła ubranie. - Mam nadzieję, że mają tutaj porządny dom strachów.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#5
11.09.2024, 12:26  ✶  

-A co z Ritą? - Charlotte nie musiała z nikim ustalać, że była najpiękniejsza, ale czy w jej osądzie było miejsce na wpuszczenie córki na to samo, albo chociaż zbliżone podium? -Które miejsce dałabyś jej w waszym rankingu?

W pewien sposób Jessiemu ulżyło. Oczywiście, nie sądził, by jego mama zerwała przyjaźń z Selwynem z byle powodu - przyjaźnili się za długo, by coś błahego było w stanie tę przyjaźń osłabić - ale usłyszenie tego prosto z jej ust zrzuciło nieco napięcia z jego ramion. Nie był również w stanie wyobrazić sobie, co takiego Jonathan musiałby zrobić, żeby Charlotte faktycznie była na niego zła. Z pewnością się sprzeczali, na pewno nie raz, ale pewnie tak samo sprzeczała się z Morhpeusem, z Anthonym i z innymi swoimi znajomymi. Przecież nawet Jasper czasami się z nią droczył, nie raz podważając jej status Najpiękniejszej. Wszystko to były jednak żarty, o czym mama Kelly doskonale wiedziała. Niemniej jednak, skoro Jonathan sądził, że Charlotte mogła być na niego zła, oznaczało to, że w Mediolanie coś jednak się stało.

Charlotte nic na ten temat nie mówiła, co jeszcze bardziej go zmartwiło. Trochę dezorientowało go to, że jego mama zachowywała się właściwie tak samo, jak przed tą wycieczką.

-Dlaczego myślisz, że coś mi strzeliło do głowy? - spytał, niby swobodnie, ale odwrócił wzrok w takim sposób, jak wtedy, gdy był dzieckiem i Charlotte była pewna, że coś przeskrobał, ale nie chciał się przyznać.

Nie lubił, kiedy mama patrzyła na niego w ten sposób. Tym bardziej że tym razem naprawdę nic nie zrobił.

O strzelaninie Jonathan, oczywiście, nic nie wspomniał. Gdyby było inaczej, dzieci Charlotte zachowywałyby się zupełnie inaczej. Padałyby inne pytania.

I Jonathan jednak nie kupił smoka.

Jeszcze.

-Znajomy, który mi polecił to Miasteczko, mówił, że ten Dom Strachów jest całkiem dobry - powiedział, rozglądając się jeszcze.

Jego wzrok zatrzymał się na jednej atrakcji. Po chwili odwrócił się do matki, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

-Nie mówiłaś przypadkiem, że zawsze chciałaś spróbować przejechać się na pegazie? - spytał i wskazał na jedną z karuzel, wizualnie dopasowaną bardziej dla dzieci, ale byli tam również dorośli i nastolatkowie.

Typowa karuzela z siedziskami stylizowanymi na zwykłe konie, pegazy, jednorożce, ale również był tam łabędź, dinozaur, a nawet statek piracki.

Niedaleko była jeszcze jedna karuzela - talerz, na którym kręciły się filiżanki do herbaty z siedziskami. Trochę dalej pięła się kolejka górska, a ich oczy mogły również wyłapać szyldy Domu Strachów i Gabinetu Luster.

-Szkoda, że Rita nie mogła z nami przyjechać.

Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#6
12.09.2024, 19:05  ✶  
– Rita jest księżniczką – powiedziała Charlotte, a po jej ustach błądził uśmiech. – Ja jestem królową.
Na całe szczęście, nie była aż tak okrutna jak ta z bajki o Królewnie Śnieżce i nie planowała wyrwać serca własnej córce w pogodzi za wieczną urodą i nieprzemijającą młodością. Złą Królową bywała raczej dla innych niż dla własnych dzieci, te traktując jak… może nie jak matka normalna, ale taka zwykle całkiem rozsądna, raczej zwykle nie toksyczna, chcąca, by myśleli samodzielnie, choć czasem nadmiernie wymagająca i w niektórych sprawach nadmiernie przekonana o własnych racjach. Jak na czystokrwistą jednak i tak dużo mówiło choćby to, że znajdowała czas na taką wyprawę autem, bo syn miał ochotę zwiedzić wesołe miasteczko.
– Bo już drugi raz pytasz, czy nie jestem na niego zła, synku. Nie mam pojęcia, co Jonathan znowu ci naopowiadał, ale nie przejmuj się tym, średnio raz na sezon dostanie trochę większego ataku szaleństwa niż zwykle. Być może to właśnie objaw jego letniej gorączki.
A poza tym Jessie uciekał spojrzeniem przed jej wzrokiem, to zaś oznaczało, że Selwyn faktycznie coś mu powiedział albo że Jasper sam wbił sobie coś do głowy, i to na pewno było coś bardzo głupiego. Charlotte przywykła do wybryków Jonathana. Bawiły ją do pewnego stopnia, ubarwiały życie, w niektórych nawet brała udział sama. Nie przeszkadzało jej, że pod pewnymi względami ten był jak wieczny Piotruś Pan. Robiła się jednak podejrzliwa, gdy w sprawę wciągnięto najwyraźniej jej syna, i gdy miało to być coś tak strasznego, że mogłoby sprowokować jej gniew.
– Przekonamy się, czy całkiem dobry według jego standardów będzie też taki według moich – odparła Charlotte takim tonem, że jasne było, że w to powątpiewa. Nie robiła jednak kwaśnej miny, chociaż przez moment miała ochotę, bo tylu tu było mugoli… jak to bywało w mugolskich miasteczkach. W końcu i tak rozświetli to miejsce swoją obecnością, więc na pewno nie będzie tak źle. – Nie do końca takiego pegaza miałam na myśli. W każdym razie wybierz coś – rzuciła. Nie przejmowała się, że syn wybierze coś ekstremalnego, bo… no cóż, Charlotte rzadko bała się czegokolwiek.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#7
13.09.2024, 10:12  ✶  

-Spytałem o to pierwszy raz - powiedział zupełnie poważnie. -Nie mam pojęcia, o co ci chodzi. Dlaczego od razu zakładasz, że coś kombinujemy? Po prostu... Jestem ciekawy, bo niewiele o tym wypadzie mówiłaś, a sama powiedziałaś, że ci nie odpisywał.

Czy Jonathan będzie na niego zły?

Brak entuzjazmu Charlotte nieco ostudził ten jego, ale w sumie czego miałby się spodziewać? W końcu jego mama, jako czystokrwista czarownica, zdecydowanie wolałaby spędzać czas w bardziej... magicznym otoczeniu, niż mugolskie Wesołe Miasteczko. Dla Jaspera nie robiło to większej różnicy, chociaż otoczenie magii było zdecydowanie ciekawsze, nawet on musiał to przyznać - w końcu magia urozmaicała wszystko, podczas gdy mugolski rodzaj rozrywki był po prostu... normalny. Bez żadnych niesamowitych ozdobników ani efektów specjalnych. Tylko praca rąk i maszyn. Dobrze było jednak czasami odciąć się od tego "niesamowitego" świata, które było również o wiele bardziej niebezpieczne. A gdyby Charlotte jednak odmówiła tego wypadu, a tym bardziej podróży samochodem, Jasper, oczywiście, uszanowałby to, ale cieszył się, że jego mama jednak znalazła na to czas i była tu z nim.

-Jeżeli nie będzie dostatecznie dobry dla twoich standardów, to sama zaczniesz tam straszyć? - spytał z rozbawieniem zmieszanym ze zdziwieniem, bo w Charlotte nieraz potrafiła zadziwić swoich bliskich pomysłami, których raczej nikt by się nie spodziewał. -Proszę, powiedz mi, że nie wzięłaś nic z waszego biura, na wypadek, gdybyś poczuła potrzebę podrasowania atrakcji.

Czy, według nie, Charlotte była do tego zdolna? No cóż...

Odpuścił im tę karuzelę (nawet jeśli jakaś jego część miała ochotę wsiąść na jednorożca i się na nim pobujać, bo tak) i rozejrzał się, w którą stronę idzie w tym momencie najmniej ludzi.

-Chodź do Gabinetu Luster - zaproponował, wskazując na szyld.

Nie była to może atrakcja ekstremalna, ale na te jeszcze przyjdzie czas. Na początku może uda się mamę chociaż trochę rozbawić jej (albo jego) zniekształconym odbiciem.

Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#8
14.09.2024, 18:14  ✶  
– Poruszałeś już temat listownie – przypomniała Charlotte, mierząc syna spojrzeniem. Jednym z tych, których wydawało się, że matki uczą się w jakiejś specjalnej, tajnej szkole matek. – Jonathan zawsze coś kombinuje, synku, a teraz mam pewne obawy, czy nie zostałeś w to wciągnięty. Nigdy nie zadawaj się z Gryfonami, są zaraźliwy.
Wiedziała o tym w końcu najlepiej. Prawdopodobnie Charlotte wahała się przed mordowaniem ludzi głównie dlatego, że pragmatyzm podpowiadał, że są inne, prostsze rozwiązania, ale też może czasem przez ten cichy głosik, że Jonathan by się potem na nią dąsał.
Kelly nie była bardzo entuzjastyczna, ale umiała też cieszyć się drobiazgami. W pewnym sensie nauczył ją tego chyba mąż, bo jeszcze jako młoda dziewczyna robiła się coraz bardziej znudzona wszystkim, co ją otaczało. Mugolskie wesołe miasteczko… nie brzmiało jak rozrywka, która mogłaby być dla niej szczególe pasjonująca, ale też Charlotte nie zamierzała marudzić już na starcie.
To by robiła, gdyby przyprowadził ją tutaj Jonathan. Tak dla zasady. Anthony i Morpheus oczywiście nigdy nie wybrali takiej rozrywki… chociaż nie, zaraz. Morpheus był Longbottomem. Tutaj nigdy nie można było być pewnym, na czym się stało.
– Och, nie, to nie byłoby żadne wyzwanie – stwierdziła, machając lekceważąco ręką. Dodałaby może jakiś złośliwy komentarz na temat mugoli, ale powstrzymywała się z tym trochę przy dzieciach, które w końcu miały okazję poznać swoich mugolskich dziadków. Wobec nich wykazywała to minimum empatii, którą wobec większości innych ludzi co najwyżej u d a w a ł a. – Zawartość mojej torebki to już moja słodka tajemnica – stwierdziła, szeroki uśmiech przemknął po jej ustach, gdy skierowała się wraz z synem w stronę rzeczonego Gabinetu Luster.
I nawet nie powiedziała, że ten Bletchleyów byłby na pewno dużo ciekawszy.
W środku roiło się od dzieci, choć było i trochę par czy grup nieco starszych osób. Charlotte przesunęła wzrokiem po pierwszym lustrze, które rozciągało sylwetkę, sprawiając, że człowiek w odbiciu wydawał się chudy i nieproporcjonalnie wysoki.
– Nie myślałeś o zabraniu tu kogoś znajomego? – spytała, dostrzegając grupkę osób mniej więcej w wieku Jessiego. – Zaczynam się obawiać, że przez te okropne gobliny i nadgodziny zaniedbujesz kontakty towarzyskie.
Zapewne nie powinna rozmawiać tutaj o goblinach, ale och, kto by ją wziął na poważnie? Na pewno nie mugole.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#9
15.09.2024, 14:24  ✶  

-Za późno - mruknął bardziej do siebie, niż jako odpowiedź na "radę" mamy.

Dora i Electra, z którymi wciąż utrzymywał kontakt, były przecież Gryfonkami.

-Mogę cię z czystym sercem zapewnić, że wujek Jonathan nie wciągnął mnie w nic, co mogłoby komuś z nas zaszkodzić. Po prostu jestem ciekawy, bo nic nie mówiłaś.

Gabinet Luster nie był atrakcją, która znajdowała się na pierwszym miejscu na liście atrakcji, które chciał odwiedzić w Wesołym Miasteczku, ale znajdowało się na tyle wysoko, by go zadowolić. Uśmiechnął się na widok ganiających się dzieci, na swoich mugolskich rówieśników nie zwrócił większej uwagi. Ostrzegł jedną starszą kobietę, by uważała, gdy cofając się od lustra, powiększającego głowę, omal nie wpadła na drugie lustro. Trochę zaskoczony, odwrócił się do matki.

Kogoś znajomego? Czasami plątała mu się ta myśl w głowie, owszem. Może powinien zaprosić Electrę, jej może spodobałyby się takie atrakcje, nawet jeśli nikt nie tchnął w nie magii.

Nawet w otoczeniu mugoli, za bardzo bałby się, że ktoś mógłby rozpoznać Dorę, gdyby zaproponował jej wspólny wypad. Jedno ich spotkanie skończyło się za bliskim spotkaniem z wampirem, a drugie pogonią za złodziejem. Niby nie były to bardzo niebezpieczne sytuacje, ale za bardzo martwiłby się, że i tym razem coś by się stało.

-"Kogoś znajomego" - powtórzył, odwracając wzrok. -Może... Znaczy... - dłuższa pauza. -Nie chciałaś tu przychodzić?

Wspomniała o znajomych dlatego, że faktycznie martwiła się o jego życie towarzyskie, które nie było tak kolorowe, jak jej i Rity, czy może wspomniała o znajomych, których mógł tu zabrać zamiast jej?

-Jeśli chcesz, możemy wrócić.

Powinien był wcześniej zapytać, czy Charlotte na pewno nie miała nic przeciwko tej wspólnej wycieczce. A może zgodziła się tylko po to, żeby się nie dąsał? Nie dąsałby się, przecież o tym wiedziała.

Czekając na odpowiedź, odwrócił się w stronę, z której, jak mu się wydawało, przyszli. Najwidoczniej nie obejrzał się na tyle uważnie, by dostrzec, że przed nim było kolejne lustro, i kiedy postawił już krok, uderzył twarzą w gładką taflę.

Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#10
16.09.2024, 20:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2024, 20:45 przez Charlotte Kelly.)  
– Powinnam była ostrzegać was od początku – westchnęła Charlotte, spoglądając na Jaspera z jakąś taką rezygnacją, kiedy wspomniał, że za późno. Znaczy się, że już wpadł w Gryfońskie towarzystwo? Ale może Gryfońskie towarzystwo było lepsze niż żadne. Chyba że miał na myśli swojego ojca chrzestnego…? Charlotte pozwoliła sobie na kolejne westchnienie, bo cóż poradzić, właściwie to sama wpuściła tego Gryfona do życia swoich dzieci…
Kelly zacmokała, stając przed kolejnym lustrem, na pytanie Jessiego. Nie odpowiedziała jednak od razu, najpierw oglądając się ze wszystkich stron: najpierw z przodu, potem z boku, potem przesunęła się, by zobaczyć drugi bok, a potem obróciła, zerkając na siebie przez ramię.
– Tak, nawet tak pogrubiona wyglądam doskonale – oświadczyła z pewną satysfakcją, a potem spróbowała skontrolować stan nowych cieni do oczu i tuszu do rzęs, ale w pogrubiającym lusterku nie było to łatwe.
– Naprawdę, czy ja k i e d y k o l w i e k miałam problemy z powiedzeniem „nie” w jakimkolwiek przypadku, gdy chciałam je powiedzieć, Jessie? – spytała i pokręciła głową z niedowierzaniem. To znaczy, zdarzało się, że ostatecznie mówiła w takich sytuacjach „tak”, ale gderała najpierw tyle, że uszy od tego więdły i każdy wiedział, że Charlotte ustępowała tylko dlatego, że była oczywiście tak wspaniałą jednostką, skłonną do pójścia czasem na kompromis i zadbania o kogoś innego… i tak dalej, i tak dalej… jak wtedy, gdy postanowili przygarnąć psa.
– Po prostu zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatnim razem widziałam, żebyś wychodził gdzieś ze znajomymi – stwierdziła, machając ręką w stronę grupki młodych ludzi, którzy odchodzili właśnie dalej w korytarz, a potem uniosła jasne brwi, gdy Jessie walnął się nosem prosto w lustro. Inna matka może bardzo by się przejęła, ale póki nie mdlał i nie krwawił, Charlotte nie planowała wokół niego skakać. – Jeśli potłuczesz lustro, czeka cię siedem lat nieszczęścia – przypomniała i żartobliwie pogroziła mu palcem.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charlotte Kelly (2802), Jessie Kelly (2770)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa