15.09.2024, 23:35 ✶
…ehem, bardzo słaba siła fizyczna wampira
Brenna zaiste miała chęć pogryźć wampira, ot w wilczej postaci. Robiła to raczej rzadko, ale w tym wypadku była gotowa zrobić wyjątek i się poświęcić, jeśli naprawdę było to konieczne. Dalej była nie tyleż wkurzona, co mocno zdeterminowana. Nie przyrzekała zwykle, że zdoła rozwiązać sprawę – że wszystko będzie dobrze – ale tutaj złożyła taką obietnicę. Znajdzie go, zanim on znajdzie niedoszłe ofiary. Zaś ciemnego wilka z daleka, w coraz gęściej padającym deszczu, większość mugoli weźmie za ogromnego psa. Bo skąd niby wilk w parku? A zaklęciami zacząć tutaj rzucać ot tak przecież nie mogli, póki sytuacja nie stanie się naprawdę podbramkowa. Nawet jeśli zdawało się, że okolica pustoszała, nigdy nie mogłeś być pewny, czy akurat w chwili, gdy rzucisz czar, zza krzaków nie wyjdzie siedmioosobowa rodzina z aparatami fotograficznymi.
Billy Owens chyba jednak się tego nie obawiał. Może był po prostu bezmyślnym, młodym chłopakiem, może kierowało nim pragnienie krwi, którego zaginiony czy martwy stwórca nie pomógł mu kontrolować (o ile stwórca istniał – i nie chodziło tu o nekromancję…). Gdy Atreus wpadł pomiędzy niego i mugolkę, syknął, chwytając go za przedramiona. Uścisk może i byłby mocny dla kobiety, ale zdecydowanie nie był takim dla aurora.
Billy otworzył usta.
Najwyraźniej nie miał zamiaru dzielić się ogniem, a skorzystać z „okazji”, która sama wpakowała się mu w ręce.
Uszłoby to pewnie uwadze mugola, Bulstrode jednak wiedząc, czego się spodziewać, mógł zauważyć, że kły chłopaka są trochę za długie i zbyt ostre, aby mogły należeć do człowieka.
Mugolka, niczego nieświadoma, rozłożyła parasolkę i odchodziła teraz alejką, zwiększając odległość, nie oglądając się za siebie. Brenna natomiast, która miała właśnie okazję przekonać się, że nie, w lipcu pod tym względem więź nie osłabła, ruszyła biegiem, skracając sobie drogę przez trawnik i krzewy, rozglądając za Atreusem, aż w końcu dostrzegła dwie sylwetki. W półmroku, w deszczu, coraz gęściej padającemu, z odległości kilkudziesięciu metrów, ciężko było rozpoznać w postaci w kapturze Billy’ego, ale już mogła poznać drugiego z mężczyzn, po ubraniach, jakie miał na sobie.
Brenna zaiste miała chęć pogryźć wampira, ot w wilczej postaci. Robiła to raczej rzadko, ale w tym wypadku była gotowa zrobić wyjątek i się poświęcić, jeśli naprawdę było to konieczne. Dalej była nie tyleż wkurzona, co mocno zdeterminowana. Nie przyrzekała zwykle, że zdoła rozwiązać sprawę – że wszystko będzie dobrze – ale tutaj złożyła taką obietnicę. Znajdzie go, zanim on znajdzie niedoszłe ofiary. Zaś ciemnego wilka z daleka, w coraz gęściej padającym deszczu, większość mugoli weźmie za ogromnego psa. Bo skąd niby wilk w parku? A zaklęciami zacząć tutaj rzucać ot tak przecież nie mogli, póki sytuacja nie stanie się naprawdę podbramkowa. Nawet jeśli zdawało się, że okolica pustoszała, nigdy nie mogłeś być pewny, czy akurat w chwili, gdy rzucisz czar, zza krzaków nie wyjdzie siedmioosobowa rodzina z aparatami fotograficznymi.
Billy Owens chyba jednak się tego nie obawiał. Może był po prostu bezmyślnym, młodym chłopakiem, może kierowało nim pragnienie krwi, którego zaginiony czy martwy stwórca nie pomógł mu kontrolować (o ile stwórca istniał – i nie chodziło tu o nekromancję…). Gdy Atreus wpadł pomiędzy niego i mugolkę, syknął, chwytając go za przedramiona. Uścisk może i byłby mocny dla kobiety, ale zdecydowanie nie był takim dla aurora.
Billy otworzył usta.
Najwyraźniej nie miał zamiaru dzielić się ogniem, a skorzystać z „okazji”, która sama wpakowała się mu w ręce.
Uszłoby to pewnie uwadze mugola, Bulstrode jednak wiedząc, czego się spodziewać, mógł zauważyć, że kły chłopaka są trochę za długie i zbyt ostre, aby mogły należeć do człowieka.
Mugolka, niczego nieświadoma, rozłożyła parasolkę i odchodziła teraz alejką, zwiększając odległość, nie oglądając się za siebie. Brenna natomiast, która miała właśnie okazję przekonać się, że nie, w lipcu pod tym względem więź nie osłabła, ruszyła biegiem, skracając sobie drogę przez trawnik i krzewy, rozglądając za Atreusem, aż w końcu dostrzegła dwie sylwetki. W półmroku, w deszczu, coraz gęściej padającemu, z odległości kilkudziesięciu metrów, ciężko było rozpoznać w postaci w kapturze Billy’ego, ale już mogła poznać drugiego z mężczyzn, po ubraniach, jakie miał na sobie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.