14.01.2023, 23:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2023, 22:30 przez Morgana le Fay.)
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie "Piszę, więc jestem".
Minął już miesiąc od mojego powrotu z Paryża. Trudno było mi się zaadaptować. 7 lat nieobecności zrobiło swoje, czuję się jak obca i bez wątpienia tak traktuje mnie otoczenie. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że we Francji czułam się identycznie, każdego dnia od mojego wyjazdu. Miałam nadzieję, że wreszcie poczuję, że jestem w domu. Nawet w Dolinie Godryka nie byłam w stanie się odnaleźć, dlatego zdecydowałam się na Londyn. Miałam nadzieję, że w stolicy uda mi się zarobić na moich wywarach alchemicznych, ale bardzo brakowało mi kontaktów. W Paryżu może też nie miałam ich za wiele, ale wystarczały na moje utrzymywanie się, a 25-letnia czarownica z dobrym wykształceniem, ale bezrobotna i utrzymywana przez rodziców była niewątpliwie czymś niecodziennym. Musiałam znaleźć alternatywę.
Wpatrywałam się w nieruchomego manekina i zastanawiałam się, czy praca w Mungu to na pewno ścieżka, której chcę się podjąć. Jeszcze kilka lat temu powiedziałabym, że tak, ale ostatnimi laty chyba bardziej zaczęło ciągnąć mnie w kierunku alchemii, dlatego moje aktualne działania były tak niepewne. Musiałam pomimo wszystkiego spróbować, potrzebowałam pilnie galeonów, a z moich produktów medycznych nie uda mi się wyżywić. Jest mi też głupio ciągnąć kolejny rok pieniądze od rodziców, szczególnie że jestem w stanie sama się utrzymać. Zdecydowałam się wreszcie odezwać:
- Jestem uzdrowicielką i szukam pracy. - Nie byłam pewna, czy mają jakieś wakaty, ale kukła kiwnęła swoją sztuczną głową, dlatego chwilę potem przeszłam przez lustro i znalazłam się na terenie kliniki.
Zgodnie z tablicą informacyjną skierowałam się do windy, która zabrała mnie na IV piętro - oddział urazów pozaklęciowych. Z tego, co pamiętam pracowała tam moja kuzynka - Florence. Było między nami 7 lat różnicy, przez co byłam często zostawiana u Florence pod opieką. Nie widziałam jej od czasu wyprowadzki, ale zdecydowałam udać się najpierw do niej. Moja matka wspominała, że odgrywa ważną rolę w życiu oddziału, ale gdyby się nie udało, udam się do babki, choć tę opcję traktuję jak ostateczność.
Spytałam się personelu, gdzie mogę znaleźć gabinet krewnej, a następnie pognałam w jego kierunku. Zapukałam pewnie, ale w środku wcale się tak nie czułam. Zdawałam sobie sprawę, że kobieta może mnie nie poznać, tak samo, jak ja jej. Niczym nie przypominałam siebie z czasów Hogwartu, cała moja aparycja się zmieniła. Mimo wszystko zapamiętałam ją jako ciepłą dziewczynę, dlatego nie byłam pewna skąd ten stres. Może podświadomie bałam się, co mogło przez ostatnie 7 lat się w niej zmienić? Nie tylko ja szłam do przodu przez ten czas. Gdy usłyszałam pozwolenie na wejście, weszłam do środka.
- Dzień Dobry... - Nie byłam pewna, jak to wszystko zacząć. Cześć kuzynko, nie widziałyśmy się od 7 lat, ale załatw mi pracę? - Jestem córką Alice. Przepraszam, że nie wysłałam sowy z zapowiedzią, ale chciałam pilnie porozmawiać - Odezwałam się ponownie i powołałam na swoją matkę, gdyby nadal mnie nie poznała, choć na pewno jestem teraz do swojej rodzicielki o wiele bardziej podobna niż kiedykolwiek wcześniej. Wiedziałam też, że zachowałam się zbyt formalnie, ale obawiałam się skrócić ten dystans już na samym początku rozmowy.