• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Irlandia Płn. i Płd. [21.07.1972] Big boom

[21.07.1972] Big boom
Widmo
Lost in the serenity
Found by the water
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Mirabella była czarownicą nieznanego statusu krwi, która zakochała się w trytonie i zamierzała wziąć z nim ślub, czemu głośno zaprotestowała cała jej rodzina. Rozczarowana tym kobieta zamieniła się w rybę (plamiaka).

Mirabella Plunkett
#11
20.09.2024, 10:59  ✶  
Atreus zbliżył się do ściany, by przeczekać falę uciekinierów. To wszystko mogło być faktycznie irytujące: nie mógł wyczuć swądu czarnej magii, bo dym i popiół pachniały tak samo. Brakowało tu jednak jednego aromatu. Jednego konkretnego, szczególnego, który by mówił mu, że to wszystko było dziełem Śmierciożerców - bo przecież brak mrocznego znaku nie był jednoznaczny, skoro to wszystko jeszcze trwało. Brakowało mu tej jednej woni i bynajmniej nie była to woń śmierci. Brakowało mu woni czystego zła, splugawionych intencji, która była charakterystyczna dla czarnej magii. Lecz czy mógł być pewien swojego bez wyciągnięcia różdżki i sprawdzenia tego? Nie mógł. A czy mógł wyciągnąć różdżkę i to zrobić? Też nie mógł, bo mimo iż mugoli było coraz mniej, to wciąż byli obecni. Tak, to było irytujące: nie móc zrobić tego, do czego było się przyzwyczajonym w świecie magii.

Atreus przesunął się bardziej w górę, w stronę rzędów aut. Hałas, który generowały wespół z syrenami karetek i straży pożarnej był okropny. Przeciągłe, wżynające się w bębenki ijo ijo musiało mieć specjalnie takie tony, by nikt nie mógł ich pomylić z niczym innym. Jednak czy musiały być takie głośne? Miał wrażenie, że mugole robili wszystko, by zaznaczyć obecność swoich służb, wprowadzając dodatkowe zamieszanie do tej całej sytuacji. Nie potrafili działać po cichu.

Pik

Czym było to irytujące pikanie, przebijające się momentami przez wstrętne wycie aut, których dosięgnęły spadające dachówki i odłamki? Czy to było jego serce, pompujące krew i adrenalinę? Nie, brakowało tu tego charakterystycznego szumu, świadczącego o zwiększonym przepływie w żyłach.

Pik

Do uszu Aurora dochodziła masa bodźców. Mózg wykręcał się i wyginał, pragnąc wyłapać najważniejsze informacje i przetworzyć je jak najszybciej, by dojść do jakich wniosków. Ale gdy już myślał, że jest pewny swoich obserwacji, to pojawiał się nowy dźwięk, który burzył jego pewność jak domek z kart.

Pik

Gdzie był Cain, z którym miał robić tę misję? Nie widział go nigdzie. Był doświadczonym aurorem, wiedział co ma robić, nie powinien być w niebezpieczeństwie. A jednak jego nieobecność podczas tej całej misji była niepokojąca, bo chociaż się rozdzielili, to przecież gdyby na siebie wpadli mogliby wymienić się spostrzeżeniami i wnioskami, a potem wrócić do Ministerstwa zdać raport.

Pik

Czym były te irytujące, coraz szybsze piknięcia? Atreus dostrzegł kątem oka tłum. Był daleko, biegł od innej strony jak nieposkromiona fala. Żywioł, który zmiecie go z ziemi, jeżeli nie znajdzie kryjówki. Przesunął się na bok, za jedno z aut. To akurat nie wyło, chociaż światła umiejscowione po bokach migały nieprzyjemnym pomarańczem i bielą. Przeczeka tę falę mugoli i chyba będzie czas, żeby wrócić do Moody. Nie widział Caina, pewnie zdążył już wrócić. Zmarnował tylko czas na upewnienie się, że mugole byli obrzydliwie tacy sami jak oni, czarodzieje. To nie była czarna magia, to nie był Voldemort. To ci ludzie atakowali sami siebie, czerpiąc przyjemność z faktu, że ich rodzaj ginie w męczarniach. Niczym się nie różnili od Śmierciożerców, bawiło ich to samo i nawet sposób działania mieli podobny: chaos i śmierć.

A potem nastąpił wybuch

Czy wcześniej słyszał strzał, czy może kakofonia dźwięków sprawiła, że się zgubił w odmętach kosteczek i ślimaków uszu? Jednak głuchy huk był wyraźny, chociaż nie bliski. Usłyszał zgrzyt rozrywanego metalu. Najpierw jeden, potem drugi. Zobaczył ogień, rozrywający samochody na drugim końcu rzędu, przy którym kucał. Odruchowo zakrył twarz ramionami, co nie pomogło w uchronieniu się przed piskiem w uszach i potężnym uderzeniem, które pozbawiło go tchu. Zamroczyło go, on sam wylądował na ziemi. Bolało jak diabli, nie słyszał nic poza tym irytującym piskiem. Jakby strzyga darła mu się wprost do ucha. Najgorsze jednak było to, że nie mógł złapać powietrza. Przyklejony na ślinę wąs odpadł, tak jak jego przykrywka - ale to teraz nie było ważne. Miał wrażenie, że stracił na chwilę przytomność, ale nie był tego pewny. Może faktycznie był nieprzytomny przez kilka sekund? Z drugiej strony miał wrażenie, że pisk w uszach trwał nieprzerwanie od kilkudziesięciu sekund.

Jeden oddech

Bolały go płuca, dym który pojawił się po chwili wdzierał się do jego ust i nosa.

Drugi oddech

Miał dużo szczęścia, że był tak daleko od wybuchu. Musiał oberwać częścią samochodu lub nawet całym autem, które ruszyło się odrobinę pod wpływem impetu z bomby. Bolało jak cholera, ale chyba nic nie złamał? A nawet jeśli to odpowiedni eliksir powinien pomóc. Nie był jednak pewny, czy nie stracił słuchu, bo jedyne co słyszał, to pisk. Irytujący pisk. W jego głowie pojawiła się myśl: jebać to, to nie oni. Czas wracać.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#12
22.09.2024, 22:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.09.2024, 22:21 przez Atreus Bulstrode.)  
Bulstrode roztarł dłonią czoło, licząc na to że tłum ludzi przeleje się obok niego szybciej jak wolniej, bo zwyczajnie nie miał teraz na to czasu. Tak samo pocieszające jak i martwiące było to, że dziejące się aktualnie rzeczy nie niosły ze sobą charakterystycznego swędu czarnej magii, która potwierdzałaby udział śmierciożerców w całym zajściu. Gdyby dało się tu wyczuć, tak wiele rzeczy byłoby prostsze, tym bardziej że o wiele lepiej walczyć z wrogiem, którego się jakkolwiek znało. A brak tego? Wprowadzał dziwną, niestałą atmosferę i poczucie, że miał tutaj walczyć z wiatrakami. Zrozumieć coś, czego nie był w stanie, bo przecież konflikty mugoli nigdy nie interesowały go, nawet w najmniejszym stopniu. To był ich poprany świat, a nie jego, i chciał zabrać się stąd jak najszybciej.

Kiedy przesunął się bardziej w górę rzędu aut, hałas od strony karetek tylko wzmógł się, świdrując niemożliwie uszy i przykrywając w większości resztę ulicznego harmidru. Nie rozumiał, czemu syreny musiały aż tak bardzo się drzeć, ale jego irytację szybko skoncentrowało na sobie coś innego. Ciche, ciężkie w tym wszystkim do wyłapania pikanie.

Pik.

Rozejrzał się, w pierwszej chwili biorąc je za jakąś aberrację jednej z tych głośnych maszyn, które nie dawały o sobie zapomnieć, ale im dłużej się w to wszystko wsłuchiwał, tym bardziej upewniał się że było to coś zupełnie innego.

Pik.

Dobrze, że do tej mieszaniny irytujących dźwięków nie dochodziły jeszcze aspekty wizualne, bo gdyby miał do tego oglądać te wszystkie znerwicowane, przerażone kolory aur, to by chyba faktycznie zwariował. Do tego dochodziło do niego powoli, jak długo już byli z Cainem osobno. Przez ten czas Bletchey pewnie zdążył już sam wyciągnąć podobne wnioski co on, że najlepszym możliwym posunięciem było teleportować się do Biura Aurorów i zdać raport.

Pik.

Nie było tu śladu działania czarnej magii i śmierciożerców. Mugole zrobili to sobie wszystko sami, a oni musieli użerać się z tym wszystkim, szukając wiatru w polu. Oczywiście, ubrałoby się to jakoś ładnie w słowa, bez przekleństw, które Atreus wyrzucał z siebie co i rusz pod nosem, niezadowolony z tego co się działo dookoła.

A potem było już tylko dzwonienie w uszach i ból.

Zmiotło go z nóg, kiedy coś w niego uderzyło, powodując gwałtowną falę bólu w okolicy klatki piersiowej i chwilowe problemy z zaczerpnięciem kolejnego oddechu. Coś piszczało mu ciągle w uszach, a krew szumiała, nie dopuszczając do niego innych bodźców. Przez dłuższą chwilę był zamroczony i skołowany, kiedy ciało próbowało połapać się w tym czy nie było tak źle, czy może powinno przejść w tryb utraty przytomności, by ograniczyć dalsze obrażenia. Ale w końcu umysł przebudził się na tyle, by jedna, wyraźna myśl pojawiła się w nim wreszcie. Złapać za świstoklik i teleportować się do Londynu.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1799), Mirabella Plunkett (2621)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa