• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 9 Dalej »
[26.08.1972 (popołudnie)] Guess Who's Coming to Dinner

[26.08.1972 (popołudnie)] Guess Who's Coming to Dinner
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#1
25.09.2024, 14:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2025, 15:59 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III


—26/08/1972—
Popołudnie w Domu Nory
Nora Figg, Brenna Longbottom, Mabel Figg, Samuel McGonagall, Erik Longbottom & Thomas Figg




Thomas jeszcze nigdy nie czuł się tak dumny i podenerwowany jednocześnie - zazwyczaj nikt nie był na tyle szalony, aby dawać mu zadanie przygotowania obiadu dla kilku osób. Ale dzisiejszy dzień nie był taki znowu normalny. Po wczorajszych rewelacjach - uprowadzeniu dzieciaka i oznajmieniu Samowi przez Norę, że ma dziecko to, że Figg przygotowywał posiłek było najmniejszym problemem. Znaczy problemem był sam fakt, że nie potrafił on gotować - nie chodziło nawet, że nie tak dobrze jak jego siostra, ale umiał przygotować tylko kilka rzeczy tak, aby było zjadliwe. Jednak obiad złożony z takich potraw byłby raczej średnio pożywny i pewnie jedynie Mabel cieszyłaby się z takiego wyboru dań.
Po dwóch nieudanych próbach przygotowania czegoś zjadliwego, obu obkupionych przypalonym garnkiem poddał się i ruchem różdżki wyczyścił kuchnię. Wiedział, kiedy trzeba się poddać, szczególnie, że do umówionej godziny zostało naprawdę mało już czasu i nie mógł więcej marnować go na nieudane próby gotowania. Nie wspominając o tym, ze Nora prześwięciłaby go za marnowanie składników. Dlatego też zrobił to co potrafił najlepiej - teleportował się do niemagicznego Londynu, żeby przynieść jedzenie zamawiane na wynos.
***
Kiedy wrócił po dwóch godzinach niósł ze sobą dwie torby i dwa duże pudełka z pizzą. Kiedy znalazł się w niemagicznym Londynie na początek zamierzał kupić niewielką ilość jedzenia, ale potem poczuł tak wiele dobrych zapachów, ze spanikował i zdecydowanie kupił tego dużo więcej niż zdołają przejeść. Szczególnie, że wcale nie takie małe porcje szczególnie, że niektórzy w Chinatown patrzyli na niego podejrzliwie kiedy brał ich wyroby na wynos. Miał tylko nadzieję, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Westchnął rozkładając się w kuchni z zakupami. Dopiero teraz zerknął na zegarek i jęknął był spóźniony, a musiał jeszcze nakryć do stołu.
- Jednak łatwiej przychodzić na obiad niż go organizować - mruknął do siebie i zaczął szukać po szafkach obrusu, dlaczego nigdy wcześniej nie zadał sobie trudu dowiedzieć się gdzie one są pochowane.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
26.09.2024, 13:34  ✶  
Kiedy Thomas przy okazji Lammas oświadczył, że powie Norze, że Brenna wpadnie wkrótce na obiad, nie za bardzo dając jej szansę na odmowę, ta… po prostu przyjęła to z westchnieniem i sprawdziła kalendarz, szukając jakiejś soboty, podczas której nie ma dyżuru. Nigdy nie umiała za bardzo odmawiać przyjaciołom, a i prawda była taka, że czuła, że poświęca im za mało czasu. W tę konkretną wprawdzie miała go mieć, ale dopiero od wieczora, mogła więc wpaść na obiad do Figgów.
Zresztą biorąc pod uwagę zniknięcie Sama oraz Nory i Thomasa z plaży z poprzedniego dnia, okazało się, że pewnie i tak by na chwilę wpadła, ot tak sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Oj, po tej zabawie Brenna miała o czym myśleć i miała dziwne wrażenie, że to co miało być odskocznią i dobrą zabawą, z jednej strony taką było, z drugiej – pozostawiło zamęt w głowie niejednego uczestnika.
Brenna teleportowała się wraz z Erikiem na Pokątnej w pobliżu klubokawiarni, a potem przeszła z bratem pod lokal, po drodze plecąc – jak to ona – trzy po trzy o wszystkim i o niczym. A potem wpakowała się do mieszkania na tyłach, zajmowanego przez Figgów, z bezczelnością kogoś, kto już przywykł, że znajomi mówią mu, by „czuł się tu jak u siebie”. Wyglądała jak zwykle, gdy wybierała się do magicznych dzielnic – ot typowa szata czarodziejska, mało wymyślna i w wersji letniej, bo choć nadciągała powoli jesień, dni wciąż pozostawały ciepłe. Przebrać się w mundur zamierzała już w pracy, wychodząc po prostu na dyżur wcześniej (co tez nie było żadną nowością). Dźwigała też całkiem spore pudło.
– Cześć, Tommy, zaprosiliście na obiad cały oddział Brygady, czy jak? Ja wiem, że dużo umiem zjeść, ale nie przecenianie mnie odrobinkę? – spytała, od razu kierując się do kuchni, zwabiona zapachami. Uśmiechnęła się lekko, kiedy dostrzegła pudełka z pizzą i chińczyzną. Nie miała zamiaru narzekać na jedzenie na wynos, zwłaszcza że akurat ona lubiła mugolskie przysmaki z Chinatown i knajp w pobliżu Kotła, ale od razu wiedziała, że to nie Nora zdecydowała o dzisiejszym menu.– Widzę, że ty gotowałeś? Pomóc coś poprzekładać albo coś? Nora już wstała?
Sama na nogach była od rana, bo w Warowni wypadało w końcu zająć się gośćmi, a potem przygotować parę rzeczy.
– To dla Lady, to dla Kapitana Pazura, to dla Karla, to dla Mabel, to dla Nory, a to dla ciebie, a to zostało z wczoraj – oświadczyła, ustawiając na skraju stołu pudełko i wydobywając z niego po kolei najpierw kolorowe, zaczarowane zabawki dla kotów, potem książeczkę Przygody Magicznego Kota Tomka dla Mabel, potem różową apaszkę, kolejną książkę Pamiętnik klątwołamacza i wreszcie opakowanie pełne kiełbasek. – Wystarczy je odgrzać, chociaż tak patrząc, ile tutaj tego przyniosłeś, to chyba dostaną je koty… Czego szukasz?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#3
26.09.2024, 20:58  ✶  

Poranek nie należał do lekkich, tak samo jak i noc poprzedzająca ten dzień. Trochę spraw się skomplikowało, na całe szczęście póki co pożar został opanowany. To było najważniejsze. Z tego wszystkiego zapomniała porozmawiać z Thomasem o dzieciaku, którego wczoraj ukradli z plaży i odstawili do babci Lizzy. Głupio wyszło. Napisała do babki, krótki list, w którym wyjaśniła, żeby zajęła się chłopcem jeszcze tego dnia, kobieta oczywiście nie miała nie przeciwko temu, zawsze okazywała wiele serca dla tych, którzy potrzebowali pomocy. Na samą myśl, że będą musieli poruszyć ten temat przy obiedzie robiło jej się gorąco. Wiedziała, że postąpili dosyć mocno lekkomyślnie, ba, ona była prowodyrką tego zachowania, ale tak naprawdę nie miała sobie nic do zarzucenia. Nie mogła zostawić tego dzieciaka z ojcem pijusem i tyle. Kropka.

Thomas postanowił przygotować im obiad. Właściwie było to całkiem miłe. Panna Figg lubiła spędzać czas w towarzystwie swoich najbliższych, a ostatnio nie mieli ku temu wielu okazji. Wszyscy byli zabiegani, zajęci pracą, Zakonem i innymi przyziemnymi sprawami.

Trochę obawiała się tego, co brat zamierza im podać do jedzenia, ale nie miała zamiaru się w to mieszać. To był jego obiad, w jej cukierni z ich wspólnymi przyjaciółmi. Miała nadzieję tylko, że faktycznie uda im się coś zjeść, bo nie oszukujmy się Thomas nie należał do osób, które potrafił wybitnie gotować.

Wyszła z kuchni, w której spędziła sporo czasu, bo musiała sprawdzić, czy ma wszystkie potrzebne składniki na jutrzejszy dzień w klubokawiarni. Udała się do swojej sypialni, bo wiedziała, że zbliża się godzina, w której mieli przyjść goście, chciała pójść po Sama, który był zapewne dużo bardziej wycieńczony po minionej nocy niż ona. Do tego wlał w siebie te wszystkie eliksiry... Stanęła w progu i wpatrywała się w mężczyznę z uśmiechem na twarzy, trochę dłużej niż powinna. - Sam, zaraz obiad, idziemy? - Zapytała spokojnym tonem. Poczekała, aż do niej podejdzie, po czym złapała go za rękę i ruszyła do domowej kuchni, zabawne, że też taką miała zważając na to, że mogłaby jej wystarczyć tylko ta cukiernicza.

- MABEL, OBIAD. - Uniosła nieco ton głosu, aby zawołać też ich córkę, która pewnie bawiła się czymś w swoim pokoju, miała nadzieję, że usłyszy i wyrwie się ze swojego świata.

W końcu dotarli do kuchni, w której zastali już rodzeństwo Longbottom. - Erik, Brenna! Dobrze was widzieć. - Powiedziała z uśmiechem na twarzy, po czym wypuściła dłoń Sama i podeszła do nich, aby przytulić ich na przywitanie.

Dopiero wtedy do jej nozdrzy dotarł zapach jedzenia, swoją drogą całkiem przyjemny. Szukała wzrokiem źródła tego zapachu, ciekawa, co przygotował dla nich Thomas - Widzę braciszku, że się postarałeś. - Wybrał chyba najlepszą i najbezpieczniejszą opcję, czyli zamówienie żarcia na wynos. Jednak nie było tak źle, nikt nie wyjdzie stąd głodny.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#4
28.09.2024, 16:24  ✶  
Spał. Potem porozmawiali. Potem chyba znowu spał, choć tym razem był to sen o wiele bardziej wartościowy, o wiele bardziej... wyciszający.

Ale przyszła pora obiadu. Cały czas nie wiedział co ze sobą zrobić do końca w tym wszystkim, cały czas był też przytłumiony eliksirami, umęczony nocą, umęczony kotłem myśli i rozluźnieniem, które później nadeszło. Miał też w sobie cień niepokoju, bo zapas eliksirów uspokajających, które gwarantowały jego rodzinie bezpieczeństwo skończył się z wczorajszą nocą.

Czy powinien odmówić?

Nie chciał odmawiać. Skinął głową i ruszył za Norą, trzymając ją kurczowo za rękę, garbiąc się tak, jakby chciał się ukryć za swoją drobną, jasnowłosą kobietą. Wyglądał dziwnie, trochę jak pochylone drzewo, o jasnej korze i przekrwionych oczach. Znów miał stare ubranie, niebieską koszulę w kratę sztywną od soli morza i łez, twarde robocze jeasny, które aż dziw, że nie skrzypiły przy każdym kroku.

Podążał za nią wiernie, a gdy ruszyła witać innych sięgnął po różdżkę i zaczął kształtować sobie na dłoni kwiaty. Z układem korzeniowym, z pięknymi liśćmi w pełnym detalu. Zależało mu na tym, by dać upust zgromadzonej przez odpoczynek energii, by spróbować w niegroźny sposób zabezpieczyć się, nim czekać go będzie kolejna walka, kolejne społeczne starcie z bliskimi Nory. Z Mabel.

Przejechał językiem nerwowo po spierzchniętych z nerwów ustach, wciąż manipulując różdżką i nie witając się z zebranymi, w napięciu, w oczekiwaniu, w zagubieniu tym co i jak i kiedy powinno się mówić i w jakich okolicznościach i komu i dlaczego. Gdyby mógł zamieniłby się w drzewo, albo w pnącza, które wrosłyby na stałe w futrynę tego miejsca. Najgorszy był fakt, że jego marzenie zniknięcia można było bardzo łatwo zrezalizować. Wystarczyłoby czuć odrobinę za dużo...

Tupot z górnego piętra wyrwał go z otępienia. Zadarł głowę. Serce waliło mu młotem, a w oczach zebrały się łzy.

Nie dam rady.

Zdołał pomyśleć, nim sięgnął po magię, która zawsze przynosiła ukojenie.

Był człowiek. Nie było człowieka. Na ramieniu Nory przysiadł niewielki krogulec o płowych niebieskich piórkach, nerwowo poprawiając nóżki na jej ramieniu tak aby przypadkiem nie naruszyć delikatnej materii sukienki, a już broń Kniejo zadrapać białą skórę. Pomarańczowym oczkiem łypał to na rodzeństwo Longbottomów, to na Thomasa, przekrzywiając główkę i poprawiając ułożenie skrzydeł.

Zaraz ochłonie, zaraz się przyzwyczai. Zaraz wszystko będzie normalnie.

Czasem dobrze było mieć ptasi móżdżek.
Sztafaż
wiek
7
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Przedszkolak
Przeciętnie wysoka (125 cm), jak na swój wiek siedmiolatka o prostych blond włosach za ramiona i niebieskich oczach. Jej włosy są zazwyczaj rozpuszczone, a ubrania kolorowe. Często można ją spotkać w towarzystwie swojego srebrno-białego maine coona Karla. Ona wygląda sympatycznie. Kot już nie za bardzo.

Mabel Figg
#5
29.09.2024, 15:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2024, 15:38 przez Mabel Figg.)  
Mabel, gdy tylko usłyszała, że dzisiaj na obiedzie będą goście, postanowiła się do niego dokładnie przygotować. Najpierw nie mogła zdecydować się, który wisiorek z tych zakupionych przez wujka Thomasa na Lammas, powinna założyć, więc ostatecznie założyła wszystkie, tak więc obecnie szyję młodej Figg, zdobiła i wisiorkowa wiewiórka, i niedźwiedź i kot i labrador. Zastanawiała się też, czy nie pomalować sobie paznokci, ale... Trochę to jej jeszcze nie wychodziło, więc ostatecznie dała sobie z tym spokój.
Natomiast od momentu gdy została zawołana na obiad, jej mama, jak i reszta zgromadzonych, nie musiała zbyt długo czekać, aż na schodach rozległ się głośny odgłos świadczący o tym, że ktoś właśnie z nich zbiegał i po chwili w pomieszczeniu pojawiła się młoda Figg, tym razem bez Karla co raczej nie było częstym zjawiskiem w tym domu, a na widok przygotowanych potraw rozpromieniła się jeszcze bardziej.
– Wow! Ale super! Mamo czy wujek może częściej zajmować się obiadem? – spytała, wodząc wzrokiem po wszystkich wystawionych na stole pyszcznościach, rozważając co się stanie, jeśli nałoży sobie smażony makaron z warzywami na pizzę i zawinie to w swoistego zawijasa. Pytanie tylko, którego sosu powinna wtedy użyć do tej potrawy?
Zaraz jednak odsunęła swoje kulinarne rozważania na bok i skupiła się na posłaniu szerokiego uśmiechu do cioci Brenny i wujka Erika, do których od razu podbiegła się przytulić.
–  Hej! Słyszeliście już, że mama ma narzeczonego? On... – zmarszczyła brwi i rozejrzała się po kuchni. Mama tutaj była. Pana Sama tutaj nie było. Zamiast tego był tu znowu jakiś ptak i znowu lubił mamę. – Mamo gdzie jest...
Nie zdążyła dokończyć, bo do pomieszczenia, w akompaniamencie dziwnych kocich krzyków, i tupotu, wpadł Karl z przerażeniem w oczach.
– PALI SIĘ POŻAR NA GÓRZE – krzyknął i szybko zanurkował pod stół.
Tymczasem Mabel, zaznajomiona z planem kota, który poprosił ją o pomoc w czymś co nazwał eksperymentem psychologiczno-społecznym, szybko złapała za rękę ciocię Brennę i posłała jej zmartwione spojrzenie, które wcześniej ćwiczyła w pokoju, bo chociaż doskonale wiedziała, że żadnego pożaru nie ma nie chciała psuć przyjacielowi wyników badań.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#6
30.09.2024, 20:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.12.2024, 18:24 przez Erik Longbottom.)  
Erik za bardzo kochał Figgów. Wszystkich. Zgodzenie się na ten obiad tuż po wizycie na plaży było po prostu... mało ekonomiczne. Gdy zbierali się z Warowni, Longbottom narzucił na siebie najbardziej wygodne ciuchy, jakie miał w szafie. Mugolskie spodnie, grubą bluzę i znoszone buty. Po wydarzeniach w nadmorskiej jaskini, w których brał udział wraz z Thomasem Hardwickiem i Isaaciem najchętniej poszedłby na jakiś masaż. Wszystko go bolało po tym, jak wpadł do kilkumetrowej dziury, z której nie był w stanie się teleportować. Wzdrygnął się na samą myśl, gdy wylądowali już w części mieszkalnej klubokawiarni.

— Ciebie też — odparł bezwiednie na powitanie Nory. — Chociaż z tego, co pamiętam z wczoraj, to widzieliśmy się zaledwie... Kilka-kilkanaście godzin temu?

Posłał przyjaciółce słaby uśmiech. Mętne spojrzenie mężczyzny dosyć jawnie sugerowało, że po powrocie z plaży do Warowni nie udało mu się przespać wystarczająco dużej liczby godzin. Jakim cudem Brenna była w stanie funkcjonować tak na co dzień? Nie miał pojęcia. Czuł się obecnie jak jakiś ghoul, który miał trudności z wykrzesaniem z siebie chociaż jednej rozsądnej myśli. A przecież miał jeszcze wieczorem zjawić się na tej imprezie charytatywnej Agnes Delacour.

Czy aby na pewno powinienem tam iść? Bądź co bądź, podczas wyprawy z Hardwickiem i Bagshotem na plażę napotkali miejsce spoczynku pewnego ducha... Czy naprawdę zdołał tak szybko przejść z tym wszystkim do porządku dziennego? Erik stłumił ciężkie westchnienie, które spróbowało opuścić przedwcześnie jego trzewia. Przecież pracował dla Brygady Uderzeniowej - powinien być przyzwyczajony do takich śledztw. Do takich widoków.

Ten miesiąc jest zdecydowanie zbyt krótki, stwierdził bezgłośnie czarodziej, mimowolnie wyobrażając sobie karty sierpniowego kalendarza. Och, ile by to dał, aby wydłużyć ten miesiąc o jeszcze kilka dni. Trzy. Pięć. Siedem. Może to pozwoliłoby mu spojrzeć na pewne wydarzenie z innej perspektywy i wrócić do normalności? Wbić się w swój tradycyjny rytm? Chyba na prawdę potrzebował wolnego.

Tyle, że teraz nie mógł go sobie dać. Mógł wziąć wolne w pracy, ale nie mógł wziąć wolnego od ludzi. Nie przy Warowni pełnej ludzi i nie po tym, jak obiecał Geraldine, że zjawi się na przyjęciu Agnes. W końcu byli wręcz zobowiązani do tego, aby towarzyszyć sobie nawzajem podczas tego typu imprez. A do tego dochodził jeszcze fakt, że mógł się tam natknąć na Anthony'ego. Tak, z nim też dobrze by było spędzić chwilę czasu.

Dobry Merlinie, Geraldine mi nie wybaczy, jeśli się tam nie pojawię, pomyślał ze zgrozą, zdając sobie sprawę, że nijak nie będzie w stanie się z tego wyłgać. Stłumił w sobie ciężkie westchnienie, pozwalając sobie jedynie na ostre pociągnięcie nosem. Może obiad w wykonaniu Thomasa postawi go na nogi? W ostateczności mógłby poprosić Norę, aby ugotowała mu na szybko jakąś miksturę energetyzującą... Zdecydowanie potrzebował małego zastrzyku energii, aby przetrwać resztę tego dnia.

— My... Tak, słyszę... — zaczął odpowiadać niepewnie na pytanie młodej czarownicy, gdy ni stąd, ni zowąd do pokoju wpadł Karl.

Erik popieścił go podejrzliwym spojrzeniem, dalej mając w pamięci ostatni incydent Warowni, kiedy to Mabel ujeżdżała Samuela w formie niedźwiedzia. Och, miał nadzieję, że Nora jeszcze się o tym nie dowiedziała... Nie chodziło już nawet o to, że mogłaby wściec się na czarodzieja z lasu, a to, że mogłaby nagle zacząć wytykać Erikowi, że za słabo się opiekował jej córką podczas wakacji. To... to mogłoby bardzo skutecznie zadziałać na jego niekorzyść.

Na szczęście sprawa ta nie została poruszona na głos, bo zamiast tego dowiedzieli się o... Pożarze. Piętro wyżej. Longbottom powędrował wzrokiem w stronę, z której przybył kot i... ruszył powoli w tamtą stronę. To jest, o ile Brenna nie odsunęła Mabel na bok i sama nie pobiegła przodem, jak to miała w zwyczaju. W tym wypadku Erik ruszył jako drugi, gotów pomóc siostrze w opanowaniu kryzysu.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#7
02.10.2024, 03:33  ✶  
- Brenn, Erik, witajcie! - przywitał się z nimi wylewnie z Longbottomami, którzy zjawili się, no może ciut za wcześnie (dla niego, bo byli o czasie), bo nie zdążył poprzekładać jedzenia na talerze i ustawić wszystkiego na stole.
- Spokojnie, jak nie dojecie to wam zapakuje, żebyście mogli zjeść jak zgłodniejecie potem - wyszczerzył się w odpowiedzi - Wiesz jak to jest poszedłem kupić jedną rzecz, ale potem poczułem tyle ładnych zapachów, że zacząłem robić zakupy nosem - udawał skruszonego, ale tak naprawdę to nie był, mieli tyle potraw do wyboru, że każdy mógłby spróbować czegoś nowego, a i dla każdego by wystarczyło.
- Nie za bardzo nas wszystkich rozpieszczasz? Dziękuje - odpowiedział przesuwając dary nieco na bok, żeby nie utytłać ich jedzeniem podczas przekładania go na talerze.
- Hej! - zawołał oburzony po słowach Brenny i Nory, że widać, że gotował. To nie tak, że mu się nie chciało czy szedł na skróty, ale jeśli chodziło o gotowanie to poza odgrzewaniem przygotowanych potraw najbezpieczniej było jeżeli przyniósł coś do jedzenia z miasta, mniejsza szansa, że się pochorują. - Starałem się najpierw, okej?! Spaliłem jeden garnek nie do uratowania - dodał już ciszej, żeby zaraz dodać. - Kto pomaga nakrywać do stołu? Szukałem obrusu. Gdzie one są? - rozmawianie na dwa fronty z obiema siostrami na raz wymagało, żeby co chwila kręcił głową to odpowiadając jednej, to zadając pytanie drugiej.
- Dokładnie, tyle się może zdarzyć w tym czasie. Opowiadaj co u Ciebie Eriku? - odpowiedział zamiast swojej siostry z szelmowskim uśmiechem na ustach i oddalił się, żeby nakryć do stołu.
Posłał ciepły, pokrzepiający uśmiech Samowi, zdawał sobie sprawę, że obecna sytuacja nie jest dla niego łatwa - nie miał okazji zapytać siostry jak jest między nimi, od porannej rozmowy dał im dwojgu czas dla siebie, aby mogli to rozwiązać jak dorośli bez jego wściubiania nosa. Skinął mu jedynie głową, nie zamierzał go nagabywać czy stroić sobie żartów z tego, że zmienił się w ptaka i siadł na ramieniu Nory obstawiał, że potrzebował po prostu chwili, miał tylko nadzieję, że nie czuł się osaczony tylko nie bardzo miał pomysł w jaki sposób mógłby mu pomóc wybrał więc najlepszą możliwą opcję, zostawić go w spokoju.
W sumie to pojawienie się Mabel i Karla sprawiło, że uwaga Thomasa została na nich skupiona, szczególnie na kocurze, który próbował ich przestrzec przed pożarem. Miał już powiedzieć, zęby nie stroili sobie żartów, że przecież nie czuć żadnego zapachu spalenizny, jednak wtedy z góry zbiegła kolejna torpeda.
- Pali się, pali się! Thomas w Twoim pokoju się pa... - Kapitan wpadł niczym błyskawica do pomieszczenia, gdzie przebywali wszyscy. Nie zdążył jednak dokończyć, bo Figg zniknął z cichym pyknięciem, zapewne żeby pojawić się w swoim pokoju.
- PAAAZUUUUR! - dało się usłyszeć krzyk z góry.
- Ups, chyba zostawiłem mu kłaczek na łóżku, smacznego drodzy państwo, Karl. - main coon jak pojawił się nagle, tak szybko zniknął w pomieszczenia, aby ukryć się przed swoim ludzkim towarzyszem. Głośny tupot ze schodów towarzyszył zbiegającemu Thomasowi.
- Co za kocur. Gdzie on jest? Zwiał? - zapytał retorycznie, bo dobrze wiedział, gdzie podział się Kapitan Pazur, nie zamierzał go gonić za te żarty o pożarze, ani prezent, który znalazł na łóżku, potem sobie z nim pogada. Ale teraz trzeba było wrócić do przerwanych czynności. Szybki ruchem różdżki wylewitował talerze, na które miało zostać przełożone jedzenie, za co też się zabrał.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
02.10.2024, 09:53  ✶  
W niewielkim mieszkaniu Nory zaroiło się nagle od ludzi, a taka ilość ruchu i głosów w ograniczonej przestrzeni sprawiała, że można by odnieść wrażenie, że jest ich dwa razy więcej niż faktycznie było. Brenna przywitała się z Norą, zaś kiedy na jej ramieniu wylądował ptak, uśmiechnęła się do niego lekko, chociaż ten uśmiech był podszyty niepokojem. Wywołanym i wczorajszym zniknięciem Sama, i tym, że teraz występował w tej formie i że tak jak ukrywał ją przez lata, tak teraz zdawał się pokazywać ją nieco nazbyt beztrosko.
– Cześć, Sam – powiedziała jednak tylko, uznając, że cała reszta może poczekać na później. – Cześć Mabel, królowo. Tak, coś mi się obiło o uszy – przyznała, gdy pojawienie chrześnicy odwróciło chwilowo uwagę Brenny od Thomasa i zaginionego obrusu. – Przyniosłam ci…
Nie zdążyła wspomnieć o przyniesionych prezentach, bo oto do kuchni wpadł kot, informując ich o pożarze. I chociaż pożar mógł równie dobrze oznaczać, że jakaś świeczka się spaliła, bo w powietrzu nie czuć było dymu, to Brenna zareagowała trochę instynktownie. Aż za dobrze wiedziała, jak łatwo ogień się rozprzestrzeniał – jak szybko drobne zaprószenie mogło sprawić, że cały budynek zniknie pośród płomieni. Mabel złapała ją za rękę, ale Erik nie mylił się specjalnie w ocenie siostry, bo ta płynnym ruchem zgarnęła dzieciaka, by wepchnąć go w ramiona Nory – bo gdyby płonęło, to przecież oczywiste, że najpierw z płonącego domu wyciągasz dzieci i koty… - a potem rzuciła się ku wyjściu, mijając w drzwiach z drącym się Kapitanem Pazurem, również zapowiadającym pożar.
Teleportacja Thomasa, jego okrzyk, a następnie szybki powrót, pokazały, że żadnego pożaru nie ma, a Brenna wyhamowała gwałtownie, by nie zderzyć się z wracającym Figgiem. Opuściła różdżkę, którą już zdążyła wyciągnąć i odwróciła się przodem do pomieszczenia, szukając spojrzeniem Karla.
– Serio? – spytała kota oskarżycielskim tonem. – Poczekaj, mały draniu, któregoś dnia przyniosę tu tuńczyka, pokażę ci go, a potem całego oddam Lady – zagroziła, z powrotem wchodząc do kuchni, by pomóc nakryć do stołu. Bo nie, no nie miała zamiaru robić kotom wielkiej awantury, szkoda było na to czasu, zwłaszcza że pizza najlepsza była oczywiście na ciepło. – Jakieś ciekawe rewelacje? – rzuciła, ot tak luźno, chociaż od wczoraj to chyba wiele się nie zmieniło.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#9
06.10.2024, 20:51  ✶  

Nawet nie zauważyła kiedy Sam przemienił się w ptaka i usiadł na jej ramieniu. Dopiero gdy poczuła ciężar zwierzęcia, które na niej przysiadło dotarło do niej co właściwie się wydarzyło. Cóż, mogła się tego spodziewać, przeżył sporo tej nocy, zapewne musiał sobie jakoś z tym poradzić. Przynajmniej tym razem został z nią i nie odfrunął w siną dal, to już był jakiś sukces. Dotknęła delikatnie, opuszkami palców krogulca, tak, żeby go nie daj Merlinie nie uszkodzić.

W końcu przytuptała do nich Mabel, Norka powitała ją uśmiechem. Dobrze było ich wszystkich mieć tuż obok siebie. Ostatnio zdarzało się to coraz rzadziej z racji na to, że każdy miał coraz więcej obowiązków.

- Jasne, słyszysz Tommy, częściej ogarniasz posiłki. - Rzuciła jeszcze do brata. Nie miała nic przeciwko temu, w sumie chętnie przekaże mu kolejny obowiązek domowy.

Mrugnęła dwa razy, gdy dotarły do niej słowa córki, jasne, była to dla niej nowość, ale może nie powinna tak na wejściu opowiadać wszystkim o jej życiu uczuciowym, będzie musiała z nią to przegadać. Jasne i tak wszyscy tutaj zgromadzeni wiedzieli o tych zmianach, które pojawiły się w jej życiu, no ale dla samej zasady wypadało powiedzieć, żeby nieco przystopowała z wygłaszaniem takich informacji.

- Może i się widzieliśmy, ale nie za bardzo mieliśmy czas porozmawiać. - Rzuciła jeszcze do Erika. Na ognisku było sporo osób, wypadało porozmawiać z każdym nie miała więc szansy za bardzo nacieszyć się obecnością wszystkich.

Wtedy pojawiła się ta informacja o pożarze, Nora miała już ruszyć do kuchni, żeby szukać Lady, która uwielbiała spać przy piecu, bo było tam przyjemnie i ciepło, kiedy dotarło do niej, że nic się nie paliło.

- Karl, porozmawiam z tobą później. - Powiedziała nieco surowym tonem. Te koty ostatnio chyba nieco się zapominały, szczególnie te dwa kocury, bo Pazur też miał swoje za uszami, dlaczego nie mogły być takie ugodowe jak jej kochana Lady?

Kiedy Brenna zapytała o rewelacje Norka spojrzała na swojego brata. Był to chyba odpowiedni moment, aby poruszyć temat dzieciaka, którego wczoraj ukradli z chaty na plaży. Spoważniała i spojrzała na przyjaciółkę.

- Zrobiliśmy wczoraj coś głupiego Brenn i chyba porzebujemy twojej pomocy. - Miała nadzieję, że Longbottomówna ich za to nie zabije.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#10
07.10.2024, 16:22  ✶  
Chłonął spokój i chłonął ilość ludzi i chłonął co się działo, jakieś krzyki, jakaś teleportacja, ale u Nory zawsze było głośno, buczało jak w ulu, a Brenna przecież była opiekuńczą pszczołą, przy której wszystko wzrastało w złocistym ulepku. Tak. Nie wiadomo kiedy pazurki ptasie ześlizgnęły się i tuż za Norą znów stał Sam, lekko pochylony, niepewnie spoglądający po zebranych, czujący się niezręcznie z faktem, że między nim a jego narzeczoną jest taka różnica wzrostu i nie ma się jak za nią schować.

– Głupiego? Potrzebujemy? To nie od Bee dostanę zapas eliksirów, co tom że ja je wszystkie wczoraj... – zapytał unosząc w zaskoczeniu brwi, ale zaraz potem urwał i dodał o wiele bardziej żywiołowo – No tak potrzebujemy! Przecież pewnie coś trzeba będzie z dokumentami zrobić, w ogóle, czy chcesz, żebyśmy wszyscy mieli to samo nazwisko? Ja w sumie... ja w sumie nie wiem za bardzo jak mam na nazwisko, znaczy wiem jak dziadek miał, ale no w domu nigdy tego nie używaliśmy – przyznał nagle zagubiony w sprawach Systemu, którego szczerze nienawidził, bo tak powiedziała mu kiedyś matka. Ale matka mówiła mu wiele rzeczy...

Zaraz potem kucnął i z bardzo płytkim oddechem wyciągnął ręce do Mabel, przygryzajac sobie jednocześnie wargę. Czy to było teraz jego stado? Czuł się tak obco i nieobco jednocześnie, ale w sumie jak nie teraz to kiedy? Oczy mu się lekko zeszkliły.

– Co tam mała księżniczko? Dzisiaj chyba będzie dobra okazja na tort, co? Jest kilka ee... nowin. Tak. – Mówił do małej dziewczynki, bo tak było mu łatwiej niż do wszystkich zebranych wkoło. Jego stado. Jego, czy Nory? Ich?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1788), Erik Longbottom (1518), Mabel Figg (1294), Nora Figg (1882), Samuel McGonagall (1830), Thomas Figg (2777)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa