Wynikało to głównie z tego, jak jej mama traktowała Icarusa. Elise zawsze bardzo chłodno odnosiła się do bękarta swojego męża, dając mu dobitnie do zrozumienia, że nie jest prawowitym Prewettem. Nigdy nie kupiła Ariemu żadnego prezentu, ani nawet nie pozwalała mu usiąść do oficjalnej kolacji razem z resztą rodziny. Biedny Icarus musiał jeść w kuchni, mając za towarzystwo jedynie skrzatkę. Nic więc dziwnego, że chłopak wolał potem spędzać święta w Hogwarcie niż w domu. Electra bardzo nad tym ubolewała, bo kochała obu braci i chciała spędzić z nimi jak najwięcej czasu, kiedy wracali ze szkoły na ferie. W tych latach, kiedy Ari siedział w Hogwarcie w trakcie Yule, rodzeństwo samo przygotowywało mu prezenty (właściwie to Basil kupował, a Electra robiła kartkę świąteczną). Szczerze mówiąc, gdyby nie najstarszy brat, Electra pewnie miałaby takie samo podejście jak Elise. To Basilius wpoił jej, że nawet jeśli mają różne matki, nie powinni traktować Icarusa gorzej. Dlatego ich trójka zawsze miała ze sobą bliską relację, pomimo starań Elise, by było inaczej.
Tak przynajmniej było do tej pory, ale ostatnie święta wyglądały zupełnie inaczej. Śmierć Dedalusa Prewetta w marcu 1970 roku zatrzęsła podstawami ich nietypowej rodziny. W kolejnych latach, kiedy Electra zdała sobie sprawę z tego, jak okropną osobą był jej ojciec, wydarzenie to było przez nią uznawane za zdecydowanie pozytywną zmianę. Jednak w miesiącach następujących bezpośrednio po pogrzebie, nikt z pozostałych Prewettów nie wiedział do końca jak ma się z tym czuć. Może z tego właśnie powodu udało im się zorganizować kameralne Yule, tylko dla ich czwórki, bez większych spin (chociaż atmosfera i tak była dość napięta).
Electra nie była pewna, czy w tym roku zrobią tak samo, czy wrócą do tradycyjnych obchodów z resztą rodziny. Niezależnie jednak od tego, w jaki sposób je spędzą, dziewczyna zdecydowała, że te święta będą fajniejsze od ostatnich. A to dlatego, że od pół roku pracowała jako modelka i wreszcie miała pieniądze, by kupić wszystkim absolutnie zajebiste prezenty. Nawet jeśli jej wypłata nie była jeszcze zbyt wysoka, mogła poszukać jakiś drobiazgów a potem dodatkowo uszyć coś małego.
Stała więc teraz przed wejściem do Carkitt Market, z zarzucona na ramię torebką, na którą wcześniej rzuciła zaklęcie zmniejszająco-zwiększające. Było wczesne popołudnie, więc centrum handlowe nie zostało jeszcze zalane falą zakupowiczów, którzy podobnie jak ona chcieli załatwić prezenty na Yule. Electra nie spodziewała się, że spotka o tej porze kogoś znajomego (specjalnie wybrała godzinę, kiedy bracia będą w pracy), więc zaskoczył ją widok znajomej sylwetki wewnątrz hali. Wysoki mężczyzna stał tyłem do dziewczyny, ale tej platynowej czupryny nie dało pomylić z żadną inną. Prewettówna zastanowiła się, czy po prostu nie podejść i nie przywitać się jak dobrze wychowana czarownica, ale opcja ze zrobieniem kuzynowi psikusa jednak wzięła górę.
– Hejooo! – znienacka podbiegła do Laurenta i mocno przytuliła go od tyłu. – Też przyszedłeś polować na jakieś prezenty?