Czasami pozory mogą być mylące i słusznie, że ojciec Olivii ostrzegał przed takimi osobami. Całe to spotkanie pokaże, czy można temu czarodziejowi zaufać w kwestii lokalu.
Tristan uśmiechnął się ciepło, kiedy Olivia się przedstawiła jako jego dziewczyna. Nawet podszedł bliżej, aby stanąć obok, mieć ją przy sobie. Nie krył z tym, jak bardzo ją kocha. Wynagrodzi jej dobrym obiadem to, że będzie jego słowem. Jego pytaniami. Może miała więcej pytań niż on, podczas nawiązywania współpracy w poszukiwaniu lokalu.
Marlow pozostawał sobą, z lekkim uśmiechem uprzejmości, słuchając pytań kobiety. Mógł spodziewać się tego pytania. Dlaczego to miejsce stoi wciąż puste.
Tak trochę się zmieszał, ale gestem dłoni zaprosił ich na wąski korytarz, który prowadził do czterech pomieszczeń. Łazienki, pomieszczenia kuchennego, pokoju dla personelu z szatnią i gabinetu.
Tristan ruszył pierwszy w głąb korytarza, który nie był oświetlony. Natknął się na pierwsze drzwi po lewej stronie i otworzył je. Wyjął różdżkę, aby oświetlić pomieszczenie. Łazienka. Jechało z niej kanalizacją. Wyglądała na ogólnie wspólną. Być może przed kawiarnią ten lokal pełnił jeszcze inną funkcję. Ściany były obskurne, jakby tutaj wybuchła jakaś bomba kanalizacyjna. Coś przemknęło pod narożnikiem, za szafką umywalki. Wszedł ostrożnie, krzywiąc się na zapach. Czy on widział tam szczura? Stworzenie słysząc kroki, wymknęło się z pod szafki i pognało w kierunku Olivii szukając ucieczki.