• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[02.03.1972r.] Posiadłość Longbottomów, Dolina Godryka || Erik & Brenna

[02.03.1972r.] Posiadłość Longbottomów, Dolina Godryka || Erik & Brenna
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#11
21.10.2022, 00:33  ✶  
          — Na pewno byliby wniebowzięci, gdyby się o tym dowiedzieli — skomentował z przekąsem, trącając dziewczynę lekko ramieniem. — Ale nie martw się, w przeciwieństwie do co poniektórych, jak zbyt często nie plotkuje. Zazwyczaj. Moje usta będą milczeć jak grób.
          To, że Brenna zaliczyła kilka niepowodzeń w swoim życiu uczuciowym, nie oznaczało, że nie mogła znaleźć kogoś, przy kim będzie mogła poczuć się dobrze i komfortowo. Niektórzy trafiają na swoją drugą połówkę całkowitym przypadkiem, a inni muszą jej poszukać. Kto wie, może najbliższy rok okaże się okresem zmian w tej kwestii i wyjdzie to dziewczynie na dobre?
          — Nienienienie. Pomyśl o tym z innej strony. — Uniósł palec w górę, jakby ten drobny gest mógł powstrzymać Brennę przed kontynuowaniem wywodu na temat Mabel. — Skoro tak dobrze sobie radzi z dwójką względnie dojrzałych dorosłych, to jakie sukcesy ma szanse odnieść, gdy faktycznie zacznie uczyć się prawdziwych uroków w szkole? Może wyrośnie z niej pretendentka do Orderu Merlina!
          Przez krótką chwilę wyobrażał sobie, jak za dziesięć lat córka Eleanory opuszcza szkolne mury Hogwartu i wyrusza na podbój świata, aby zaprowadzić w nim ostateczny porządek i pokój. Parę sekund później Erik powrócił jednak do rzeczywistości, zdając sobie sprawę, że nie tylko była to wizja odległa, ale przy tym mogąca ulec tysiącom, jak nie milionom modyfikacji w zależności od tego, jakie zainteresowania, pasje czy talenty odkryje w sobie mała czarownica. Cóż, miał zamiar jej kibicować bez względu na wszystko, a nawet służyć pomocą w razie możliwości. O ile wcześniej nie wykończy go jego dobre serce.
          Pokiwał głową, biorąc sobie komentarze siostry do serca. Mówił szybciej, niż myślał, zanim przeanalizował wszystkie konsekwencje, jednak powodem takiego postępowania było to, że był razem z Brenną. Byli rodzeństwem, więc wiedział, że może sobie pozwolić na więcej, a dziewczyna świetnie uzupełniała luki w jego toku myślenia, ubogacając go o nowe uwagi.
          — Czy nie myślałaś nigdy o rzuceniu tej pracy w Ministerstwie Magii w kąt i przejściu do show-biznesu? Świetnie poradziłabyś sobie jako agentka lub menadżerka jakiejś wschodzącej gwiazdy. Naturalny talent do obracania okoliczności w taki sposób, by działały na czyjąś korzyść — odparł, przyglądając się siostrze badawczym wzrokiem.
          Może właśnie dlatego była tak dobra w swoim zawodzie? Podczas pracy patrzyła na dostępne dane, izolowała elementy, które mogła wykorzystać do osiągnięcia wymarzonego efektu, a następnie stawiała je w odpowiednim świetle, dzięki czemu wszelkie problematyczne elementy oryginalnego planu odchodziły w niepamięć. Erik niemalże widział, jak trybiki w jej głowie poruszają się, gdy umysł dziewczyny przetwarzał jego pierwotny na lepszy, zacznie korzystniejszy dla nich wariant.
          — Trzeba będzie się rozejrzeć za jakimś fotografem — rzucił, nie mówiąc wprost, że się zgodził na pomysł sesji zdjęciowej. W tej rodzinie każdy miał rolę do odegrania. Jego najwidoczniej polegała na wylądowaniu na ulotkach i okładce kolorowego magazynu dla czarodziejów i czarownic, to musiał to przyjąć z godnością.
          Pokręcił lekko głową, zdając sobie sprawę, jak wiele spraw będą mieli do załatwienia w czasie wolnym od pracy. Schronisko, zebranie fantów, znalezienie kogoś, kto będzie miał wolny termin na sesję zdjęciową... Na pewno zaliczą parę bezsennych nocy, jeśli będą chcieli się ze wszystkim wyrobić na czas. Dobrze, że chociaż przygotowanie wystroju mogli przydzielić skrzatowi domowemu. Zawsze to jakieś odciążenie.
          — Cholera. — Westchnął ciężko, powstrzymując się od cięższego przekleństwa. — Na wszelki wypadek powinna zabezpieczyć mieszkanie przed wyjazdem, gdyby temu gościowi strzeliło do głowy, żeby włamać się do środka pod jej nieobecność. Kto wie, co mógłby stamtąd wynieść.
          Widząc niezdecydowanie malujące się na twarzy Brenny, przysunął bliżej niej talerz z tostami, zastanawiając się jednocześnie nad jej słowami. To nie było coś, co mogliby zmienić w swoim zachowaniu ot tak. Potrzeba pomocy innym była jedną z fundamentalnych cech ich osobowości, więc działanie wbrew naturalnemu instynktowi byłoby niczym sprzeniewierzenie się ich ludzkiej naturze. Nawet gdyby postanowili się wyprowadzić, to bez względu na rozmiar lokum, dalej przyjmowaliby wszystkich z otwartymi ramionami, licząc po prostu na pozytywny rezultat.
          — Dopóki nie mamy w salonie dwudziestu łóżek polowych, myślę, że jesteśmy bezpieczni. Bądź co bądź Mave nie przyjeżdża tutaj na wieczny urlop, tylko ma faktyczny problem w obecnym lokum — mruknął. Nie wyobrażał sobie, aby rodzice do spółki z dziadkiem zignorowaliby możliwość pomocy kuzynce w tak trudnej sytuacji.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
21.10.2022, 08:43  ✶  
- Tylko z dwójką? – spytała Brenna przekornie, chociaż pewnie coś w tym było. Nora już nieraz na nich krzyczała, że za bardzo rozpieszczają dziewczynkę. Ale właściwie sama sobie była winna, czego się spodziewała, wybierając na chrzestnych rodzeństwo Longbottomów? Ogłoszenie zawodów, a raczej wojny, w której nie brano jeńców, a zwycięzcą zostawał ten, kto sprezentował chrześnicy fajniejszy prezent na urodziny albo Wigilię, zajęło im zaledwie rok. – Ma siedem lat, więc nie będę planować dla niej Orderu Merlina. Chociaż jeśli chodzi o to sterowanie dorosłymi, to wdała się w Norę. Ona też okręca sobie ludzi dookoła palca.
Brenna miała to szczęście, że wychowywała się w jednym z najbardziej liberalnych rodów czystej krwi. Ich ojciec wprawdzie był surowym czarodziejem i miał konkretne oczekiwania wobec dzieci, ale daleko mu było do toksycznego rodzica. Nie dzieliła więc traumy wielu czystokrwistych dzieci, którym od małego stawiano wysokie oczekiwania. Poza tym miała komfort bycia chrzestną, nie matką, ta pierwsza mogła tylko rozpieszczać, nie musiała wychowywać. Tym samym Brenna mogła mieć wobec Mabel wyłącznie jedno oczekiwanie: by była szczęśliwa.
- Przejrzałeś mój plan na dzień, gdy mnie wyleją - oświadczyła z powagą, zarzucając sobie nogę na nogę, prostując plecy, przybierając pozę niby to poważnej business women, co pewnie wyglądało komicznie, skoro miała na sobie kuchenny fartuch. – W takiej sytuacji będę zajmować się twoją karierą. Zobaczysz, szast prast, i zrobimy z ciebie gwiazdę. Taką z prawdziwego zdarzenia. Znajdziemy dziennikarza, we troje napiszemy książkę – wywiad o twoich przygodach. Albo jeszcze lepiej całą serię. Ty dasz twarz na okładkę i podstawowe fakty, dziennikarz sprawne pióro, a ja zmysł organizacyjny i promocję… i będziemy bogaci. To znaczy jeszcze bardziej bogaci niż dotychczas.
Zabawna sprawa, że to prawdopodobnie mogłoby się udać, gdyby się uparli. On był popularny, a ona pod maską gadania bzdur i głupiego uśmiechu, kryła umysł, który nieustannie pracował na wysokich obrotach, analizując fakty i składając je w całość, a potem tworząc scenariusze. Ale gdy Brenna spojrzała na Erika, w jej oczach błyszczało rozbawienie. Bo wątpiła, by Erik miał ochotę, przynajmniej w tym momencie, pisać o sobie książki, a ona robiła dokładnie to, czego w życiu chciała.
- Umiem być równie przekonująca, jak Mabel – stwierdziła jeszcze i wyszczerzyła wreszcie zęby w uśmiechu. Właściwie fotografia Erika z pieskiem była niezłym pomysłem. Mogłaby ją umieścić na plakacie reklamowym… A w prasie prawie na pewno by ją przepchnięto na jednej z pierwszych stron. Erik, piesek, to się zgrywało.
- Raczej wypowie umowę wynajmu, zresztą właściciel mieszkania jest chyba trochę zły. Jakby to była jej sprawa – westchnęła, biorąc sobie ostatecznie tego tosta, a ostatniego zostawiając bratu. I tak zrobiła ich trochę za dużo. – Hm, może tak na wszelki wypadek kupię łóżko polowe. Jedno albo dwa – zażartowała. Chyba. Jeszcze przecież mieli wolne pokoje. – Albo yhym, jednak kupię cały domek w pobliżu… - dodała po chwili, jakby z namysłem. Kto wie, może faktycznie o tym myślała. Tylko bardzo bogaci mogli sobie pozwolić na takie fanaberie, ale Brenna była bardzo bogata. I z tej fortuny więcej wydawała głównie na książki, prezenty albo datki na instytucje wspierane przez rodzinę. – Dobra, wracając do imprezy. Oboje możemy spróbować pozyskać fanty. Tylko błagam, żadnych dziwnych rzeczy. A te ofiarowane przez tych, którym nie ufamy, sprawdzimy pod kątem klątw… Kontakt do prasy, poza tą dziennikarką, która napisała do ciebie. Dasz sobie z tym radę? Fotograf, też może być dla ciebie. Zamówienie tortu u Nory… załatwię to w najbliższych dniach. Lista gości, ustalimy ją z mamą, znani i bogaci, nasi znajomi, poza tym może parę zaproszeń in blanko dla ofiarodawców, gdyby chcieli kogoś zaprosić… Tylko absolutnie nie najbliższa rodzina matki Crawleyów, bo nie ręczę za siebie, jeśli wpadnę na ich dziadka. Wzorem zaproszeń też się zajmę, najlepiej zlecić to komuś do wykaligrafowana albo zobaczę w drukarni, nie chcę, żebyśmy wypisywali je ręcznie… Dekoracje… pewnie razem – wyliczała Brenna, odginając palce jeden po drugim. – Zrobię notatki, jak uporam się z zaproszeniem i ci je podrzucę.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#13
21.10.2022, 12:35  ✶  
          — Tak. — W jego oczach zabłysły ogniki pewności siebie i wiary w wypowiadane słowa. — Jesteśmy w grupie największego ryzyka. To przez nasze ugodowe nastawienie do świata.
          Chociaż w towarzystwie być może wyparliby się nazywania ich podejścia do życia zwykłą naiwnością, tak przynajmniej Erik uważał, że chwilami byli aż nadto pobłażliwi. Starali się utrzymywać pozytywne lub w najgorszym razie neutralne stosunki z ludźmi, z którymi wchodzili w kontakt. To był taki sposób na uniknięcie zaognienia ewentualnego konfliktu lub wywołania niepotrzebnej sprzeczki. Woleli się dogadać, niż eskalować sytuację.
          — W takim razie nie będziesz miała nic przeciwko, żebym to ja przygotował uroczystość, jeśli jednak kiedyś go zdobędzie. — Klasnął lekko w dłonie. — Nora to raczej, tak konkretnie, okręca sobie żołądki ludzi wokół palca. Jak raz zjesz coś z jej kuchni, to potem wracasz po więcej i więcej. W sumie całkiem niezły sposób na zapewnienie sobie stałej bazy klientów.
          Jedyne co jego zdaniem ograniczało kobietą to fakt, że skupiała się przede wszystkim na działalności cukierniczej. Gdyby postanowiła poszerzyć nieco kartę swojego lokalu o tradycyjne dania obiadowe, nie mogłaby się opędzić od stałych bywalców. Miała całkiem dobrą lokalizację, więc ludzie ściągaliby do niej z całego magicznego Londynu. Chociaż wiązałoby się to pewnie z dodatkowymi wydatkami.
          Pokręcił głową. Dobrze, że sam nigdy nie próbował założyć własnej działalności. Miał wrażenie, że skończyłoby się to jednym wielkim fiaskiem. Matematyka nie była jego konikiem, co w sumie nie powinno nikogo dziwić, Hogwart nie szkolił ich w tak trywialnych kwestiach. Gdyby chciał poznać tajniki tej sztuki, musiałby zrobić to we własnym zakresie.
          — Czasami mój podziw w stosunkowo do ciebie w ciągu jednej chwili zamienia się w szczery strach — powiedział, przygryzając dolną wargę i wlepiając w siostrę lekko spanikowane spojrzenie. Najwyraźniej miała już wszystko od dawna zaplanowane i tylko czekała na moment, aby wyciągnąć odpowiednie kontakty i pomysły na światło dzienne. — Dobrze, że ten popęd nie objawił się w Hogwarcie. Znając życie, namówiłabyś mnie, żebym został nową gwiazdą quidditcha. A potem kariera w Ministerstwie Magii na pewno zeszłaby na drugi lub trzeci plan!
          Ponownie poklepał się po piersi, jakby na samą myśl, o tym, że mógłby nie trafić na elitarne i w stu procentach pozbawione pracy papierkowej stanowisko, jego serce zaczynało nieregularnie bić. Istny dyshonor. Dyshonor dla niego, rodziny, sowy, a nawet skrzata domowego. Cóż, na szczęście bądź nieszczęście, Brenna nie posiadła jeszcze umiejętności podróży w czasie i nie mogła poprawić tych jawnych niedopatrzeń.
          — Eh, żeby tylko nie robił jej pod górkę przez to, gdyby ten dziwak zaczął go wypytywać o nią — mruknął. Nie życzył nikomu problemów. W razie, gdyby niechciany adorator jednak zaczął jej szukać w Dolinie Godryka i tak byli w dosyć dobrej sytuacji. Zarówno zaklęcia obronne, jak i skrzat strzegący domu stanowiły całkiem niezły system wczesnego ostrzegania. Nie mówiąc już nawet o wścibskich sąsiadach, którzy od razu zauważyliby obcego. — Po co się ograniczać, od razu trzy. Potem postawimy przy drodze tabliczkę „Dzielnica Longbottom”.
          Dobrze, że Erik nie miał dostępu do wewnętrznych przemyśleń swojej siostry, bo chyba parsknąłby śmiechem. Owszem, dziewczyna może i lubiła spędzać długie jesienne wieczory przy dobrej książce, skulona przy kominku, jednak wszyscy domownicy wiedzieli, że dosyć wysoko na liście wydatków znajdowały się zestawy LEGO sprowadzone od mugoli. Wprawdzie w ostatnich tygodniach nie przypominał sobie, aby przyszła do nich jakaś wielka paczka, ale kto wie... Brenna mogła po prostu lepiej się z tym kryć, aby uniknąć karcącego wzroku dziadka, który postrzegał niemagiczne klocki jako „zabawki dla małych dzieci”. Tłumaczenia, że to dla chrześnicy nie mogło działać w każdym przypadku.
          — Ciekawe, bo zawsze mi się wydawało, że na te dziwne rzeczy powinien być największy popyt — skomentował pod nosem. Czyż bogacze nie lubowała się w różnej maści osobliwościach? — Prasa, fotograf, fanty... Postaram się to załatwić. Popytam, może uda się to wszystko ogarnąć we względnie znośnym terminie.
          Byłby najszczęśliwszym człowiekiem w kraju, gdyby okazało się, że udałoby im się ze wszystkim wyrobić tak, aby móc skupić się na organizacji poszczególnych etapów planowanego eventu. Przygotowania i prace wstępne zawsze były najgorsze przez to, że musieli dopasowywać się do innych ludzi i ich kalendarzy. Pieniądze nie zawsze otwierały wszystkie drzwi, co najwyżej pomagały postawić w nich stopę, aby były minimalne uchylone.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
21.10.2022, 12:48  ✶  
- No chyba ty, braciszku. Powinieneś mnie widzieć tydzień temu, kiedy ciotka chciała, żebym anulowała jej mandat – oświadczyła Brenna. No dobrze, nie za bardzo umiała odmawiać przyjaciołom, gdy ci prosili o przysługę, ale jej praworządność sprawiała, że w pewnych sytuacjach stawała się uparta nie tylko jak osioł, ale też jak całe stado osłów.
- No tak, niech będzie, w moim przypadku trafiła przez żołądek do serca. Chociaż żałuję, że nie ma w ofercie pizzy. Muszę jej szukać po mugoskim Londynie. Czarodziejskie restauracje tak bardzo nie nadążają za nowościami w sztuce kuchennej… - westchnęła kobieta cierpiętniczo. Uwielbiała ciasta, ciasteczka i przede wszystkim pączki Nory, i gdy tylko ta otworzy swoją kawiarnię było jasne, że Brenna zostanie stałym bywalcem. Ale ze swoim nieopanowanym apetytem, lubiła też tradycyjne dania.
- Widzisz, ja jestem sprytna. Ludzie myślą, że jestem dobrą dziewczynką i nie trzeba się mnie bać, a ja wtedy… uderzam w najmniej spodziewanym momencie – stwierdziła, posyłając mu kolejny, radosny uśmiech. Niech nie wie, czy ona faktycznie to planuje, czy nie. I spodziewa się, że pewnego dnia w ich domu pojawi się dziennikarz, by spisać historię jego życia… - Ach, gwiazdy quidditcha, przychodzą, odchodzą, wszyscy szybko o nich zapominają. Wobec ciebie mam większe plany.
Najwyraźniej nie planowała kombinować, jakby tu cofnąć się w czasie, aby jednak osadzić brata w drużynie. Poza tym był niestety trochę za wysoki, na miotle wpływało to negatywnie na szybkość. A z kolei Brygadzista… ludzie lubili powieści detektywistyczne, wystarczało popatrzeć na Sherlocka Holmesa!
- Lepiej brzmi „Schronisko Longbottomów” albo „Azyl Longbottomów”. Ale wiesz co, plan jest taki. Ja kupuję jeden, ty drugi, Mavelle trzeci, żebym nie zbankrutowała – oświadczyła z powagą. Bo no dobrze, czasem chciała kupić to LEGO. Ale nie wydawała na nie aż tak dużo!
Głównie dlatego, oczywiście, że miała za mało czasu, aby je potem składać… I to tylko dlatego ostatnio nie przemycała niczego pod okiem dziadka czy innych szacownych nestorów rodu.
- Więc ja ogarnę zaproszenia, listę gości, również fanty, torty i zacznę myśleć o kwiatach.
Westchnęła, jakby nagle opadła z energii i spojrzała na sufit. Najwyraźniej poszukiwała tam odpowiedzi na zagadkę istnienia, a przynajmniej na pytanie…
- Przypomnij mi, właściwie czemu to sobie robimy? – spytała. Jakoś nie umiała sobie teraz odpowiedzieć. Chyba że odpowiedź brzmiała: no mamy taką wadliwą krew, która płynie w naszych żyłach i czasem w związku z nią idziemy się trochę samoudręczać. To nie nasza wina, to wszystko nasi przodkowie, w porządku?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#15
21.10.2022, 17:37  ✶  
          Na środku czoła Erika pojawiła się niewielka zmarszczka, gdy usłyszał o próbie wykorzystania koneksji rodzinnych przez krewną do tego, aby postawić na swoim. Cóż, raczej nie dostała tej kary pieniężnej za nic, a czasami trzeba było wyrobić tak zwaną normę. Mimo wszystko doceniał, że ciotka nie próbowała swoich sił także u niego. Nie był bowiem pewny, czy potrafiłby odmówić.
          — Tyle dobrego, że wlepili jej ten mandat dopiero teraz. Gdyby to się wydarzyło w grudniu, to najpierw czekałyby nas ciche dni z jej strony, a potem awantura podczas kolacji świątecznej. — Chrząknął głośno, modulując swój głos w taki sposób, aby nadać mu bardziej piskliwy ton. — ”Sądziłam, że posiadanie aż tylu funkcjonariuszy prawa w rodzinie na coś się zda!, „Brenno, jak mogłaś zrobić coś takiego swojej cioteczce? Musiałam wydać ostatnie drobne na ten mandat. Czy ty masz pojęcie, ile jest z tym zachodu?”
          Longbottomowie mogli się wydawać istną oazą spokoju na tle innych czarodziejskich rodzin, ale nawet oni mieli swego rodzaju utarczki. Chociaż tyle dobrego, że odznaczali się także cierpliwością i byli w stanie popuścić część uwag mimo uszy. Potakuj, wyraź minimalne ubolewanie i żyj dalej, wiedząc, że i tak postąpiłeś według tego, co nakazywało ci sumienie. Ciężko było o bardziej efektywne rozwiązanie, czyż nie?
          Mruknął potwierdzająco na komentarz odnoszący się do braku różnorodności w lokalach prowadzonych przez rodziny czarodziejów.
          — Chociaż tyle dobrego, że zaadaptowaliśmy lokalne potrawy, więc jak dobrze poszukasz, to znajdziesz jakąś budkę z rybą i frytkami. Gorzej z tymi wszystkimi knajpami pokroju kebabowni. Widząc tempo postępu na Pokątnej, zanim się zainteresują jedzeniem tego typu, to minie ze dwadzieścia lat. —Pokręcił głową.
          Parsknął gromkim śmiechem, słysząc, w jaki to kreatywny sposób Brenna zwodzi ludzi odnośnie do swojego zachowania. Pozory potrafiły mylić i nie zdziwiłby się, gdyby dziewczyna faktycznie miała jeszcze parę asów w rękawie, którymi nie pochwaliła się nawet przed swoimi najbliższymi. Zawsze mogło to dodać delikatnej nutki tajemnicy dla jej osoby.
          — Dobrze, czyli skoro quidditch odpada, to skreśl też przy okazji z listy biuro ministra magii. Nie wyobrażam sobie spędzania większości dnia w sali Wizengamotu.
          Skrzywił się na samą myśl, że miałby poświęcić resztę swojego dorosłego życia polityce. Zdecydowanie wolał aktywnie pomagać społecznie poprzez wpływy, jakie znalazły się pod jego kontrolą, niż spędzać długie tygodnie, negocjując warunki przegłosowania jakiejś ustawy bądź dekretu. Aż dostał gęsiej skórki na samą myśl.
          — Same domy to nic. Jeszcze trzeba wziąć pod uwagę, że gdybyśmy chcieli przyjmować każdą osobę z jakimś problemem, to trzeba by było zapewnić pomoc psychologiczną, może jakichś terapeutów. Medyka też trzeba by było zatrudnić — dodał, mówiąc pierwsze, co ślina przyniosła mu na język. Cóż, Azyl Longbottomów rysował się, na razie, jako inicjatywa otwarta na ludzi, ale przy tym nad wyraz ciężka w utrzymaniu i uruchomieniu pod względem organizacyjnym.
          Może Skeeterowie?, pomyślał, zastanawiając się już, do kogo mógłby się uśmiechnąć o pomoc przy promocji nadchodzącej loterii. Mało kto tak operował słowem, jak oni, więc może będą mieli pomysł, jak ubrać ich pomysły we frazy, które poruszą czarodziejami i czarownicami w całym kraju.
          — Bo mamy zbyt wyśrubowany kompas moralny, a jeśli tego nie zrobimy, to będziemy się zadręczać, że gdybyśmy jednak się zaangażowali, to dana akcja mogła odnieść sukces, co popchnęłoby naszą społeczność ku lepszemu jutru — wyrecytował beznamiętnie. Nie było to pytanie, które słyszał po raz pierwszy. Chyba każdy, kto całym sercem angażował się w różne działania prospołeczne, miał świadomość tego, że poświęcał swój czas, który przecież na tym padole łez był w dużej mierze ograniczony.
          Ciężko było czasami nie wątpić we własne zachowanie. W końcu można było spędzić ten czas pełen stresu i zmartwień o zobowiązania wobec innych, aby żyć komfortowo, z dala od problemów trawiących zwykłych ludzi. Nawet gdybyśmy chcieli, to już trochę za późno na to przedsięwzięcie, pomyślał. Może gdyby jako dzieci byli bardziej niewdzięczni i aroganccy, to wyparliby się po części tradycjom towarzyszącym Longbottomem. Jednak teraz, gdy oboje byli w pełni ukształtowanymi dorosłymi, mogli już tylko kopać ten dół głębiej i głębiej, bo wyjść z tej dziury i tak się już nie dało.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#16
21.10.2022, 19:45  ✶  
- Byłabym wtedy bardzo zajęta pomaganiem w kuchni. Skrzat byłby chory – oświadczyła Brenna bez mrugnięcia okiem. Czy faktycznie tak by postąpiła? Kto wie. Nie kłamała często, a przynajmniej Erik nie miał wielu okazji przyłapać jej na kłamstwie, ale nie oznaczało to, że zawsze mówiła tylko prawdę i całą prawdę…
Chociaż i tak lepiej, niż gdyby chodziło o wujka Freda. On w końcu ani trochę nie był spokojny.
- Jestem pewna, że Nora będzie kreatywna, przynajmniej jeśli chodzi o desery. Będę musiała rano częściej biegać.
W końcu skoro knajpa będzie na Pokątnej, trafienie do niej będzie znacznie łatwiejsze niż odwiedzanie Figg w dotychczasowym miejscu pracy. Brenna westchnęła do wszystkich wyobrażonych pierniczków, pączków z budyniem i torcików czekoladowych, które stanęły jej przed oczyma. Czule obiecała im, że już wkrótce się spotkają i odepchnęła od siebie tę wizję.
- To plan piętnastoletni. Za piętnaście lat możesz zmienić zdanie – powiedziała, zsuwając się z blatu. W końcu Erik był jeszcze młody. Najpierw stanowisko Szefa Brygady, a potem można myśleć o walce o stołek Ministra Magii…
Czy naprawdę myślała o czymś takim? Prawdopodobnie nie. Prawdopodobnie… Bo kto wie, może tylko udawała dobrą dziewczynkę, a skrycie planowała przejęcie władzy nad Anglią i utarcie nosa niejakiemu Tomowi Riddle’owi, który pewnie właśnie planował to samo? No cóż, Erik mógł pocieszać się tym, że jego siostra, podobnie zresztą, jak on, była wiecznie czymś zajęta, więc tak czy inaczej przynajmniej na razie nie miała mocy przerobowych na kampanie polityczne.
- Widzę, że już wszystko zaplanowałeś. Doradztwo w zakresie szukania pracy też? – spytała, uśmiechając się do niego, a potem zabrała za oczyszczanie patelni z mydlin, by wrzucić ją na suszarkę. Zamarła na moment, kiedy wspomniał o tym kompasie moralnym, jakbym głęboko rozważała jego stwierdzenie. Potem jednak pokręciła głową, tak energicznie, aż ciemne włosy zatańczyły w powietrzu.
- Nie, nie, nie. Myślę, że ja po prostu ciągle muszę być w ruchu, inaczej prawa świata zostaną zachwiane i dojdzie do wielkiego wybuchu. Ewentualnie… to wina naszych rodziców. Tak, ich możemy winić.
Brenna chyba nie była aż tak dobra jak Erik. Przynajmniej tak uważała. Najchętniej wprawdzie adoptowałaby wszystkie psidwaki ze schroniska (może to była kariera na emeryturę?) i lubiła małe dzieci, ale prawdopodobnie kompas moralny pozwalałby jej żyć, nawet gdyby sama nie organizowała wielkich akcji. Wychodziło to jednak jakoś tak… odruchowo. Siłą rozpędu. Może przez zapatrzenie na innych członków rodziny.
Pomyślała, że chyba jest jednak konformistką.
- No nic, plany poczynione, pora wracać do naszych raportów, bo same się nie ogarną…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#17
21.10.2022, 22:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2022, 22:33 przez Erik Longbottom.)  
          Pokiwał z namysłem głową, mrużąc lekko oczy, jak gdyby próbował wyobrazić sobie dokładnie, jak taka decyzja wpłynęłaby na przedstawiony wcześniej przez niego scenariusz. Czy dyskusja na temat mandatu mimo wszystko by wypłynęła? A może z uwagi na to, że osoba odpowiedzialna za jego nieanulowanie odeszła od stołu cioteczka postanowiłaby zostawić swoje przemyślenia dla siebie? Tyle opcji, tak wiele możliwości.
          — Jak wysokie są szanse, że jej cukiernia stanie się stałym punktem pielgrzymkowym dla naszych drogich brygadzistów? — Jedna z jego brwi powędrowała górę w komicznym geście, zupełnie, jakby nie znał odpowiedzi na to pytanie.
          Plotki szybko się rozchodziły w Ministerstwie Magii, a te dotyczące miejsc, które można odwiedzić tuż po służbie, również do nich należały. Niektórzy decydowali się na sprawdzenie okolicznych barów i pubów, czy to tych bardziej obskurnych lub ekskluzywnych, a inni skupiają się na namierzeniu najbliższego miejsca, gdzie mogą wrzucić w siebie taką ilość słodkich wypieków, na jaką Merlin im pozwoli. Jak razem zaczną chodzić w odwiedziny do Nory, to niektórzy mogą pójść za nimi, słysząc historie o niespotykanej dotąd jakości wypieków czarownicy.
          — Musiałoby dojść do naprawdę poważnej katastrofy, żebym uznał siebie za osobę, która powinna wytyczać drogę całemu społeczeństwu czarodziejów na wyspach brytyjskich — odparował z niezłomnym przekonaniem. — Robię wystarczająco dobrą robotę tu, gdzie teraz jestem. Bez względu na to, czy mowa o pracy, interesach rodzinnych, czy ekhm naszych innych zobowiązaniach.
          Na wszelki wypadek strzelił oczami na boki. Miał oczywiście na myśli ich powiązania z Zakonem Feniksa. Wprawdzie ciężko było powiedzieć, czy byli na ten moment wystarczająco „głęboko” w organizacji, aby znać jej wszystkie sekrety, tak ciężko było tego nie nazwać trzecią pracą. A cichy głosik w jego głowie podpowiadał mu, że w najbliższych dniach propozycje pomocy, które złożyli, mogą zostać faktycznie zaakceptowane.
          — Cóż, robisz dobre uczynki bez względu na pobudki, siostrzyczko. Czy to przez wewnętrzną potrzebę pomocy, która telepie twoje ciało, żeby tylko się ruszyło do roboty, czy przez zwykłą chęć wsparcia innych.
          Kiedy Erik naprawdę chciał, to potrafił moralizować, jednak nie sądził, aby w tym przypadku było to potrzebne. Raz, że byli w kuchni, więc z jego szczęściem w każdej chwili coś mogło wybuchnąć, a dwa... Chyba po prostu lubił wierzyć, że faktycznie robią to wszystko przez to, że taka była ich natura. Łatwiej byłoby zaakceptować ewentualne niebezpieczeństwa i problemy związane z podejmowanymi przez nich działaniami.
          Westchnął cicho i spojrzał pełnym cierpienia wzrokiem w kierunku jadalni, gdzie zostawił swoje dokumenty. O ile nie chciał nadrabiać zaległości przez najbliższy tydzień, to faktycznie powinien to skończyć, jak najszybciej.
          — Musimy? — spytał bez przekonania, zeskakując ze stołu i bardzo powoli zmierzając w stronę wyjścia z kuchni. Zerknął za Brenną. Może udałoby się odsunąć powrót do szarej rzeczywistości jeszcze na jakieś pół godzinki? Teoretycznie mogliby przejść się na spacer i nacieszyć się budzącą się powoli do życia naturą. Czyż zieleń nie robiła dobrze na oczy?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#18
21.10.2022, 22:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2023, 15:27 przez Morgana le Fay.)  
- Czekaj… Biorąc pod uwagę układ planet… porę roku… i przepis Nory na ciasto czekoladowe… daję dwanaście na dziesięć. Szybkie wycieczki kominkiem z Ministerstwa prosto na Pokątną.
Jeśli szło o nią, było jasne, że będzie tam stałym gościem. Zarówno z powodu umiłowania pączków, jak i by ot wpaść do znajomych. Albo kupić coś na wynos. Poza tym często patrolowali Pokątną albo mieli tam jakieś interesy, więc wpaść po służbie…
…no kogo chciała oszukać, policjant, magiczny czy niemagiczny, zawsze wywącha najlepsze pączki w okolicy.
- Może gdybyś wytyczał drogę całemu społeczeństwu czarodziejów na wyspach brytyjskich, nie musielibyśmy mieć naszych, ehm, innych zobowiązań. No ale wiesz, bez presji… - powiedziała Brenna lekko. Tak naprawdę wcale nie zamierzała go namawiać, no ale, ich ministrem nie tak dawno temu był Malfoy. Była pewna, że Erik poradziłby sobie lepiej. Niestety, pewnie nawet tytuł najbardziej pożądanego kawalera nie byłby tutaj pomocny, stare rody czystej krwi bardzo by się starały, aby nie dostał tej posady...
...chociaż za piętnaście lat...
Podeszła do czajnika. Wyciągnęła ku niemu rękę i zamarła.
Nie, to nie był dobry pomysł. Niby Erikowi czasem nawet udawało się zrobić herbatę i niczego nie zdemolować, ale nie miała teraz czasu i nie chciała ryzykować.
- Blablabla. Tak naprawdę, to chcę zrobić ten bal, bo mam nową, wystrzałową sukienkę i żadnych okazji, żeby się w niej pokazać światu – skłamała bezczelnie, obracając się do brata. – Tak, musimy, ponieważ robisz dobrą robotę tu, gdzie jesteś, a to oznacza konieczność uporania się z raportami… A poza tym… Chcę zrobić herbatę – dodała już z uśmiechem, wskazując na czajnik. – Także sio z kuchni, ale już, podrzucę ci potem kubek na górę.
Stała, czekając aż brat wyjdzie. A kiedy to zrobił, wyjrzała jeszcze za nim, aby się upewnić, że odszedł na bezpieczną odległość. Dopiero wtedy nastawiła wodę na herbatę. A pięć minut później podrzuciła Erikowi do pokoju wielki kubek herbaty z sokiem malinowym, plasterkiem pomarańczy i goździkami na dodatek.
Potem zaś… cóż, siadła do kończenia raportu, następnie zaś do listy do zrobienia na bal.

/ztx2


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (4153), Erik Longbottom (5286)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa