29.10.2024, 05:02 ✶
- Yyyy, że są na świecie rzeczy o które warto walczyć? Chyba, tak, nie wiem w sumie - zakończył dość mętnie bo nie był do końca pewny tego co sam chce powiedzieć. Ciężko było odnaleźć się w sytuacji, gdy cały czas żyjesz dla innych i teraz nagle musisz zrobić coś dla siebie. Do tej pory myślał, że zamiast serca ma pustkę, której nic nie zapełni. A teraz?
Nic jej nie zapełni, jesteś dziurawy, wybrakowany i zawsze będziesz
Zignorował głos skupiając się na Millie i wiodąc za nią wzrokiem z zaciekawieniem.
Mina mu nieco zrzedła kiedy podała powód, dla którego żonkile nadal były w wazonie, ale starał nie dać po sobie o tym poznać.
Biedny Thomasek łudził się, ze zatrzymała jej specjalnie? Nie jesteś ważny, daruj sobie
Zamknij się, wiem wszystko znam to powiesz, jesteś nudny - rozmowa ze samym sobą we własnej głowie. Nie mógł prowadzić tej gry, teraz chciał skupić się na Millie, a do tego nie mógł się rozpraszać i prowadzić wewnętrznych dialogów.
Wiedział o niej to i owo, zdążył już w dyskretny sposób wypytać, co prawda tylko Norę i Brennę, bo wiedział, że one nie będą zbyt podejrzliwe, zresztą Nora znała od podszewki "problem uczuciowy" swojego brata - po tym jak wyrzygał jej wszystko co go dręczyło. Może nie znał jej na wskroś, o wielu rzeczach nie wiedział, ale też nie przychodził tu jedynie z wyimaginowanym wyobrażeniem o Moody.
I dobrze, ale spokojnie, przecież cała szkoła wiedział o twoich podbojach przestworzy, ona nie może być wyjątkiem - głos nie dawał za wygraną uderzając tam gdzie miało boleć. Co prawda Thomas ukrywał się pod maskami, opanowując uśmiechniętą wersje siebie do niemal perfekcji.
- Bzdura - wypalił z miejsca, bo wiedział, że to nieprawda. - Gdyby nie ty i twoje pomysły to męczylibyśmy się z poltergeistem przez kilka dni - taka była przecież prawda, bazowali głownie na jej pomysłach wtedy, to ona wzięła na siebie brawurowe zaganianie tego stwora na strych, gdzie mieli go uwięzić.
- Gdyby ktoś faktycznie myślał, że jesteś kretem to myślisz, że by pozwalali ci brać udział w spotkaniach czy znajdowali wymówki, abyś w nich nie brała udziału? - spróbował logiki, co prawda nie miał pojęcia kim jest ten cały Louvian, ale nie pytał, nie chciał wiedzieć. - Niech tylko ktoś zbierze się na odwagę powiedzieć to głośno, będzie musiał przebrnąć przeze mnie - stwierdził twardo, bo choć zazwyczaj nie wtrącał się do sprzeczek innych, tak tutaj nie stałby z boku.
Nie chcesz wiedzieć, bo wiesz, że nie ma dla ciebie tu miejsca i chcesz tylko odwlec nieuniknione
Przymknął oczy zbierając się w sobie, może gdyby nie był tak popierdolony życie byłoby łatwiejsze? Bo chciał, czuł że musi walczyć, ale z drugiej strony nie potrafił ani trochę rywalizować.
Obserwował jak pozbywa się starych kwiatów. - Oby nikt nie przechodziło pod oknem teraz, bo się mocno zdziwi czym pada - rzucił nieco rozbawiony, bo wyobraził sobie, jak ktoś z Zakonu przechodzi akurat tam na dole pod oknem Millie.
Czy chciał się napić? To dobre pytanie, nie zakładał tego, chciał z nią porozmawiać z możliwie jak najczystszym umysłem, ale może to też była odpowiedź, zamiast na siłę szukać odpowiedzi po prostu popłynąć i pozwolić sobie swobodnie odkrywać łączącą ich relację?
Znowu wszystko będzie jedynie wymysłem twojej pijanej wyobraźni, nic się nie stanie naprawdę!
- Tak chętnie - powiedział ignorując słowa w swojej głowie i podnosząc się z podłogi.- Karmelówkę? Oh tak, a potem zaśpiewamy, że chuj z nimi po świt - rzucił nie precyzując o kogo mu chodziło dokładnie. Z zaciekawieniem podszedł do drugiego łóżka widząc na nim stertę niedokończonych obrazów i szkiców. - Mogę rzucić okiem? - zadał jeszcze pytanie zatrzymując się, zanim zacznie w nich grzebać i patrząc na Millie, wszak nie zamierzał grzebać w jej rzeczach bez pozwolenia.
Nic jej nie zapełni, jesteś dziurawy, wybrakowany i zawsze będziesz
Zignorował głos skupiając się na Millie i wiodąc za nią wzrokiem z zaciekawieniem.
Mina mu nieco zrzedła kiedy podała powód, dla którego żonkile nadal były w wazonie, ale starał nie dać po sobie o tym poznać.
Biedny Thomasek łudził się, ze zatrzymała jej specjalnie? Nie jesteś ważny, daruj sobie
Zamknij się, wiem wszystko znam to powiesz, jesteś nudny - rozmowa ze samym sobą we własnej głowie. Nie mógł prowadzić tej gry, teraz chciał skupić się na Millie, a do tego nie mógł się rozpraszać i prowadzić wewnętrznych dialogów.
Wiedział o niej to i owo, zdążył już w dyskretny sposób wypytać, co prawda tylko Norę i Brennę, bo wiedział, że one nie będą zbyt podejrzliwe, zresztą Nora znała od podszewki "problem uczuciowy" swojego brata - po tym jak wyrzygał jej wszystko co go dręczyło. Może nie znał jej na wskroś, o wielu rzeczach nie wiedział, ale też nie przychodził tu jedynie z wyimaginowanym wyobrażeniem o Moody.
I dobrze, ale spokojnie, przecież cała szkoła wiedział o twoich podbojach przestworzy, ona nie może być wyjątkiem - głos nie dawał za wygraną uderzając tam gdzie miało boleć. Co prawda Thomas ukrywał się pod maskami, opanowując uśmiechniętą wersje siebie do niemal perfekcji.
- Bzdura - wypalił z miejsca, bo wiedział, że to nieprawda. - Gdyby nie ty i twoje pomysły to męczylibyśmy się z poltergeistem przez kilka dni - taka była przecież prawda, bazowali głownie na jej pomysłach wtedy, to ona wzięła na siebie brawurowe zaganianie tego stwora na strych, gdzie mieli go uwięzić.
- Gdyby ktoś faktycznie myślał, że jesteś kretem to myślisz, że by pozwalali ci brać udział w spotkaniach czy znajdowali wymówki, abyś w nich nie brała udziału? - spróbował logiki, co prawda nie miał pojęcia kim jest ten cały Louvian, ale nie pytał, nie chciał wiedzieć. - Niech tylko ktoś zbierze się na odwagę powiedzieć to głośno, będzie musiał przebrnąć przeze mnie - stwierdził twardo, bo choć zazwyczaj nie wtrącał się do sprzeczek innych, tak tutaj nie stałby z boku.
Nie chcesz wiedzieć, bo wiesz, że nie ma dla ciebie tu miejsca i chcesz tylko odwlec nieuniknione
Przymknął oczy zbierając się w sobie, może gdyby nie był tak popierdolony życie byłoby łatwiejsze? Bo chciał, czuł że musi walczyć, ale z drugiej strony nie potrafił ani trochę rywalizować.
Obserwował jak pozbywa się starych kwiatów. - Oby nikt nie przechodziło pod oknem teraz, bo się mocno zdziwi czym pada - rzucił nieco rozbawiony, bo wyobraził sobie, jak ktoś z Zakonu przechodzi akurat tam na dole pod oknem Millie.
Czy chciał się napić? To dobre pytanie, nie zakładał tego, chciał z nią porozmawiać z możliwie jak najczystszym umysłem, ale może to też była odpowiedź, zamiast na siłę szukać odpowiedzi po prostu popłynąć i pozwolić sobie swobodnie odkrywać łączącą ich relację?
Znowu wszystko będzie jedynie wymysłem twojej pijanej wyobraźni, nic się nie stanie naprawdę!
- Tak chętnie - powiedział ignorując słowa w swojej głowie i podnosząc się z podłogi.- Karmelówkę? Oh tak, a potem zaśpiewamy, że chuj z nimi po świt - rzucił nie precyzując o kogo mu chodziło dokładnie. Z zaciekawieniem podszedł do drugiego łóżka widząc na nim stertę niedokończonych obrazów i szkiców. - Mogę rzucić okiem? - zadał jeszcze pytanie zatrzymując się, zanim zacznie w nich grzebać i patrząc na Millie, wszak nie zamierzał grzebać w jej rzeczach bez pozwolenia.