Co ten człowiek chciał udowodnić? Wróć, przewiń tę kliszę, bo coś się tutaj nie zgadzało. Chciał udowodnić, że jest potworem i przypominać o tym, a tymczasem... jaki on jest uroczy... Rozkleja to na części pierwsze. Veritaserum w połączeniu z Flynnem tworzyło z tego czarnowłosego mężczyzny zwitek nieszczęść i słodyczy, która rozkładała cię na części pierwsze i zamieniała w puzzle. W dodatku nawet to nie ty decydowałeś, jaki będzie obrazek - on sam go zlepiał. Prawie jakby każde jego życzenie miało się teraz stać rozkazem. Brakowało tylko, żebyś akompaniował jego wstawki i przerywniki oraz wcięcia dziewczęcym "oooch", "aaach", "wooow". Na pewno tych onomatopei nie brakowało w słowniku, by się nimi popisać. Wraz z całym zestawem westchnięć, jakie mógł usłyszeć. Nie lubiłeś, kiedy ktoś wciskał się między słowa, ale tu i teraz jakoś nie potrafiłeś się gniewać. Jest w porządku, niech mówi. Teraz się wyspowiada, a potem... pewnie znowu będzie wiele milczał. Oby mu to nie zaszkodziło. Naprawdę chciałeś, żeby pomogło. Żeby swoje własne myśli był w stanie rozłożyć jak puzzle i złożyć z powrotem. Z tym dziecięcym tantrum pewnie zaraz i tak je zniszczy.
- Bardzo chcę, żebyś przychodził. Będziesz przychodził? Chcesz tu zostać? - Bardzo niebezpieczne pytanie, a najważniejsze zostało zadane w zaciszu serca: czy jesteś gotowy usłyszeć, że nie chce zostawać. Na to jednak nie mógł odpowiedzieć Flynn. Być może nie pomogłoby na to nawet veritaserum.
- Masz rację... - i czujesz to przy mnie? drżało gdzieś na końcu zawieszenia po ostatniej literze. I wybrzmieć - nie wybrzmiało. Ponieważ z zamyślenia nad tym smutnym zagadnieniem wyrwało go stwierdzenie tak żarliwe, że Laurent zakrztusił się śliną i musiał kilka razy odkaszlnąć, pochylając się w przód, żeby dotrzeć do siebie. Trochę ze wstydem, trochę z rozbawieniem, podniósł na Flynna wzrok. Zabić się? Ja chcę... - Masz szansę. Dałem ci ją. Daję ci ją. A ty ją wykorzystujesz. I idzie ci bardzo dobrze. - Wielkimi wręcz krokami pokazując wiele rzeczy niezrozumiałych jako rzeczy zaskakująco proste, kiedy w końcu... mówił. Jak jednak działał mózg Laurenta? Czy ona naprawdę... czy to prawda? Czy to veritaserum jest prawdziwe? Właśnie tak. Potem samego siebie przekonywał, że tak, że jest, przecież to było widać. Czuć. Żal było spoglądać, jak się męczył. - Chcesz ze mną wyjść z wanny? - Chciał mówić dalej, ale przybrał taktykę mówienia jak najmniej. Krótko. Bo i tak Flynn od razu wstrzelał się w wypowiedź. - To jest możliwe. Przecież będziesz właśnie dla mnie pracował. Mogę ci załatwić papiery. Zatrudnić naprawdę. - Mogę bardzo wiele.