• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[21/03/1972] Kocie sekrety || Theodore & Salem

[21/03/1972] Kocie sekrety || Theodore & Salem
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#1
20.01.2023, 19:59  ✶  
Był spóźniony. Rzecz, jaką miał do zrobienia, była na tyle ważna i niecierpiąca zwłoki, że podróżował przez miasto z nieziemską wręcz prędkością, po drodze mijając wolniejszych czarodziejów. Nie lubił tak chodzić jakby był pociskiem wystrzelonym z różdżki, ale nie miał innego wyboru: było dla niego bardzo istotne, by jak najszybciej zrobić to, co miał do zrobienia.
Śpieszył się nieziemsko, ale widok lukrowanych ciasteczek sprawił, że zatrzymał się nagle i bez ostrzeżenia, po czym przykleił się do okna wystawowego klubokawiarni. Jego ocena zebranych za szybą pyszności była tak bardzo pozytywna, że zapominając całkowicie o tym, co miał do zrobienia oraz gdzie się śpieszył, Theodore zamiast pognać dalej przez Pokątną otworzył drzwi do Nory. Wszedł do środka i z uśmiechem na ustach dał się otoczyć pięknymi zapachami, które sprawiały, że zaczynała mu cieknąć ślinka.
- Dzień dobry! - rzucił w przestrzeń, gdyż nie dostrzegł w pobliżu żadnego ekspedienta. Myśląc, że musieli być zajęci innymi klientami, podszedł do lady, gdzie odnalazł jeszcze więcej smakowitych produktów. Przeglądał je jakby były darami od bogów, po czym zatrzymał się na dłużej przy pączkach. Zdecydował – kupi sobie jednego. Tylko którego?
Nucąc beztrosko pod nosem jakąś wesołą melodię bez pośpiechu rozglądał się za najbardziej apetycznie wyglądającym pączkiem. Konkurencja była duża, nie mógł się zdecydować i zastanawiał się, czy może sobie pozwolić na więcej niż jednego smakołyka, by nie musieć wybierać. Był jednym z tych klientów, jacy z pewnością często byli widziani w ciastkarni, którym na widok słodkości ciężko było podjąć jakąkolwiek decyzję.
Gadający Kocur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kot należący do Nory Figg i tylko do niej. Potrafi przemawiać ludzkim głosem i chętnie z tego korzysta. Towarzyski, przebywa w klubokawiarni "Nora Nory" i zaprasza wszystkich serdecznie do odwiedzin. Jeśli potrzebujesz się rozerwać w doborowym towarzystwie - przyjdź na Pokątną i szukaj Salema. Spełni ten wymóg z najwyższą przyjemnością.

Salem
#2
20.01.2023, 21:48  ✶  
Mabel była u ciotki Brenny ząś Nora z Erikiem pojechali po nową dostawę składników na pączki, ptysie i eklerki. Miał nadzieję, że młodociana Frigg wyraźnie napisała na liście zakupów "puszki tuńczyka". Musiał jakoś namówić córkę Nory do pomocy. Zasugerował, że dopisanie tej informacji ściśle wiąże się z faktem puszczenia w niepamięć jej pogubionych po klubokawiarni cukrowych myszy. Łapał je przez cały dzień i to na tyle dyskretnie, aby klientela nie uciekła w popłochu. Układ został zawarty, oboje byli zadowoleni więc każde poszło w swoją stronę.
Został w klubokawiarni sam na kilka godzin. Nie było to dla niego niczym nadzwyczajnym bowiem często obsługiwał klientów samodzielnie. Nawet nie robiło na nim już wrażenia ich zaskoczenie gdy dowiadywali się, że to kot będzie dostarczać im zamówienie. Usłyszawszy brzdęk dzwoneczka, informującego o nowym gościu, zaprzestał namiętnego wyczesywania swojej grzywy. Klient nie czekał długo, raptem dwie minuty. Rudo-biały kot znienacka wskoczył na blat kontuaru i odezwał się zwyczajnym głosem.
- Witam serdecznie w klubokawiarni Nory. - a brzmiał niczym zawodowy komentator. Podczas mówienia poruszał pyszczkiem tak, jakby naprawdę ruchami języka składał sylaby w słowa. Niezbadana jest magia rodu Frigg. Zatrzymał ślepia na mężczyźnie otoczonego mieszanką zapachów kojarzących się z wiatrem, pośpiechem i wiosną.
- Tu ma pan naszą kartę smakołyków. - łapą wskazał białe menu z logiem klubokawiarni. - Dzisiejszym smakołykiem dnia jest pączek z nadzieniem czekoladowo-miętowym. Zamawiając go w zestawie z capuccino płaci pan kilkanaście sykli mniej. Gorąco polecam. Jeśli jednak mięta to nie pana gust to zaproponuję wgląd na stronę szóstą, gdzie spisane ma pan wszystkie dostępne dzisiaj smaki nadzienia. - poruszył wąsami i utkwił wzrok na twarzy klienta. Miło mu z oczu patrzyło, przypominał tych, co przychodzą tu w weekend dziesiątkami.
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#3
21.01.2023, 21:00  ✶  
Chłopak nachylił się, by lepiej przyjrzeć się ułożonym niżej pączkom. By podjąć dobrą decyzję, nie mógł ot tak, wybrać pierwszego lepszego apetycznie wyglądającego pączucha. Musiał je dokładnie przeanalizować. Liczyła się nie tylko wielkość czy nadzienie. Ilość lukru, świeżość, a nawet kształt również były bardzo istotne. Odnalezienie pośród pyszności świętego Grala dla kubków smakowych wymagało jego pełnej uwagi.
- A witam, dzień dobry - odparł nie podnosząc spojrzenia, którego cały czas utkwione było w wypiekach. W swojej naiwności założył, że rozmawiał z człowiekiem, zwykłym sprzedawcą, który wrócił z zaplecza. Tak by to wyglądało w każdym innym sklepie, więc nie przypuszczał, że to spotkanie było wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju.
- Nie miałem w planie Capuccino, ale jeśli można zaoszczędzić kilkanaście sykli, to żal by było nie skorzystać – W jego głosie można było wyczuć trochę entuzjazmu, ale przede wszystkim jego ton był rozkojarzony, jakby nie skupiał się w pełni na rozmowie. W końcu Theodore uśmiechnął się szeroko, widząc to, czego szukał. Pączek, który zdawał się być trochę bardziej perfekcyjny niż jego sąsiedzi, został wypatrzony przez głodnego mężczyznę. Ciężko było powiedzieć, czy uśmiech Lovegooda był skierowany do kasjera, czy może uśmiechał się do idealnego pączka.
- A ten pączek tutaj, o ten, z jakim jest nadzieniem? - spytał, przyklejając palec wskazujący do szyby, tuż za którą znajdował się ideał wśród wypieków. Był bardzo zadowolony ze swojego wyboru, póki nie udało mu się podnieść głowy i nawiązać kontakt wzrokowy ze sprzedawcą, którego nie było, bo na jego miejscu siedział kot, który wpatrywał się w niego uważnie. Uśmiech aktora pobladł. Wyprostował się, nie odwracając spojrzenia od kocura, który uparcie nie chciał się rozpłynąć w powietrzu niczym zły miraż.
- Ty mówisz? - spytał się zszokowany, chcąc upewnić się, czy mu się to wszystko tylko nie przesłyszało. Po raz pierwszy od bardzo dawna brakowało mu słów. Takiego jak on jeszcze nigdy w życiu nie spotkał, ale za to o takich czytał bardzo dużo w książkach, które większość nazywała spiskowymi dyrdymałami. Theo jednak wiedział, że wszystko w tych księgach było prawdą i teraz miał na to dowód w postaci gadającego kota!
Gadający Kocur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kot należący do Nory Figg i tylko do niej. Potrafi przemawiać ludzkim głosem i chętnie z tego korzysta. Towarzyski, przebywa w klubokawiarni "Nora Nory" i zaprasza wszystkich serdecznie do odwiedzin. Jeśli potrzebujesz się rozerwać w doborowym towarzystwie - przyjdź na Pokątną i szukaj Salema. Spełni ten wymóg z najwyższą przyjemnością.

Salem
#4
24.01.2023, 19:56  ✶  
Sądząc po parującym entuzjazmem głosie klienta to trafił mu się całkiem przyjemny egzemplarz. Odnosił wrażenie, że będzie mógł mu przedstawić najciekawsze oferty i kombinacje menu aby zyskała na tym klubokawiarnia ale też aby klient wyszedł z rozpieszczonym podniebieniem. Kto jak kto lecz Salem wiedział jak to jest wyjść skądś z pełnym brzuchem i ucieszonymi kubeczkami smakowymi.
- Pączek z nadzieniem malinowym. - przeszedł po blacie i pacnął łapą imbryczek, który zaczarowany w specjalny sposób reagował na koci dotyk. Całe zaplecze kuchenne przesiąknięte były magią, głównie na potrzeby jego obsługi. Zazwyczaj miał do pomocy chociażby Mabel ale teraz wyjątkowo został sam.
- Jeśli już pan wybrał to proszę dwukrotnie dotknąć magiczną ręką szyby na wysokości wybranego pączka. - poinstruował bo jednak klientela w tych godzinach musiała być nieco bardziej samodzielna niż wtedy kiedy była tutaj Nora czy ktokolwiek do pomocy.
Zdziwił się zaskoczeniem mężczyzny kiedy ten w końcu się wyprostował i spostrzegł, że rozmawiał z kotem. Zastrzygł trójkątnymi uszami i wyprostował puchatą szyję.
- Mówię i rozwiązuję proste równania matematyczne. Nie śpiewam i nie gram na instrumentach. - odparł poważnie. Kocia mimika i zdolność intonacji głosowej nie pozwalała mu na niewerbalne okazywanie poczucia humoru. Nie uśmiechał się też pyskiem a ogonem, który obecnie zwinięty był wokół jego łap. Piękny, puchaty, rudy, wyczesany szorstkim językiem.
- Uprzedzę pytania - nie jestem uzdolnionym animagiem a częścią duszy nieobecnej teraz właścicielki tej klubokawiarni. Dodam również, że moja inteligencja nie ma specjalnych ograniczeń więc może pan ze mną rozmawiać jak z innym czarodziejem. - dodał i skierował pyszczek w kierunku imbryka.
- Capuccino gotowe. - podniósł się i przeszedł na sąsiedni blat, gdzie tknął czubkiem nosa mały talerzyk. Ten drgnął i ostrożnie popłynął w powietrzu w kierunku klienta. Rozlała się zaledwie jedna kropelka, być może zauważalna jedynie dla kociego oka.
- To będzie czterdzieści siedem sykli za ten zestaw. - z przyzwyczajenia podał mu filiżankę a pączka na talerzyku zamiast zapytać czy potrzebuje tego na wynos. Poruszył wąsami zbierając z powietrza zapachy bijące od mężczyzny.
- Gdzie moje maniery. Zwę się Salem. - dodał z pośpiechem i usiadł z powrotem na swoje miejsce na blacie, tuż obok kubka capuccino.
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#5
25.01.2023, 18:28  ✶  
Świadomość, że świat powoli przejmowany jest przez zwierzątka domowe o nieprawdopodobnych magicznych mocach, była bardzo ciążąca, jednakże była niczym w porównaniu do spotkania jednego ze spiskowców twarzą w pyszczek. Theodore czytał bardzo dużo o spisku, ale nawet to nie przygotowało go na zetknięcie się z członkiem tajnej, międzynarodowej (i prawdopodobnie międzygwiezdnej) organizacji animagów pragnących przejąć kontrolę nad światem.
Bo to, że kot nie był żadną cząstką czyjeś duszy, dla Lovegooda było oczywiste. Coś takiego powiedziałby każdy spiskowiec chcący nie wzbudzać podejrzeń. Jakiś przeciętny czarodziej może by się na to nabrał, ale on nie kupił tej historyjki nawet na moment, był na to zbyt czujny i zbyt bystry.
Nie poruszył się ani o jotę. Ani o minimetr. Musiał zachować spokój i rozsądek, by wyjść z kawiarni w jednym kawałku. Obserwował kota, nie słuchając połowy z tego, co miał do powiedzenia, skamieniały ze strachu o swoje życie. Starał się nie zerkać na malinowego pączka, który swoim pysznym wyglądem zdawał się do niego uśmiechać. Prezentował wprost wspaniale, ale Theo wiedział, że nie mógł go zjeść. Kto wie, może był zatruty? Albo po zjedzeniu go utraciłby kontrolę nad swoim umysłem? Ze spiskowcami wszystko było możliwe. Nikt nie był pewien, jaki mieli plan, ale wiadomo było, że był on na pewno straszny.
Walczył ze swoim instynktem nakazującym rzucić się do wyjścia i uciec jak najdalej się dało. Z jednej strony było to najrozsądniejsze rozwiązanie, ale z drugiej miał okazję na rozmowę z jednym z nich. Nie wiedział, kiedy będzie miał podobną okazję. Była to szansa, by dowiedzieć się czegoś o spisku.
- Jesteś jednym z NICH? - spytał i wykonał głęboki oddech, jakby powiedzenie tych kilku słów było olbrzymim wysiłkiem. Ostatnie słowo powiedział cicho, z namaszczeniem, jakby nie było przeznaczone do uszu każdego: głupio było tak na cały głos mówić o tajnym spisku powoli przejmującym kontrolę nad magicznym społeczeństwem. To, co dokładnie miał na myśli, chłopak nie wytłumaczył. Był przekonany, że kot doskonale wiedział, o co chodziło w tym pytaniu.
- Theodore – przedstawił się z kamienną twarzą, uznając, że by przekonać kocura do rozmowy powinien jeszcze przez moment udawać, że wszystko jest w normie. Dlatego też się poruszył. Jego ręka bardzo powoli, jakby był trzymany przez rozmówcę na muszce, powędrowała do kieszeni. Wyciągnął z niej monety, po czym bardzo ostrożnie wykonał krok do przodu. Odłożył na ladzie ustaloną kwotę, jednocześnie z nerwów upuszczając na podłogę jednego sykla. Nie było mowy o podniesieniu go, nie chciał odwracać wzroku od potencjalnego zagrożenia. Również nie miał zamiaru sięgać po cappuccino, które stało zdecydowanie zbyt blisko kota.
Gadający Kocur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kot należący do Nory Figg i tylko do niej. Potrafi przemawiać ludzkim głosem i chętnie z tego korzysta. Towarzyski, przebywa w klubokawiarni "Nora Nory" i zaprasza wszystkich serdecznie do odwiedzin. Jeśli potrzebujesz się rozerwać w doborowym towarzystwie - przyjdź na Pokątną i szukaj Salema. Spełni ten wymóg z najwyższą przyjemnością.

Salem
#6
26.01.2023, 08:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2023, 08:31 przez Salem.)  
Należał do grona rozgadanych istot. Rozmawianie dostarczało mu przyjemności. Cóż umila dzień jak nie wyżebrana dodatkowa miska tuńczyka luźna pogawędka w piękny słoneczny dzień? O tej porze zazwyczaj miał trzecią drzemkę więc tym bardziej skory był do pogawędek z klientelą, aby odwieść swe myśli od pragnień zwinięcia się w kłębek za tą największą donicą, na najniższym parapecie gdzie słońce ogrzewało go najmocniej. Musiałby być ślepym gumochłonem bądź upośledzonym świergotkiem (których wokół pełno) aby nie spostrzec zmiany w postawie klienta. Z entuzjastycznego źródła galeonów przemienił się w słup soli. Chętnie by liznął kawałek jego ręki i sprawdził czy pokrył się drobinkami soli. Z racji, że nie wypada nagabywać zestresowanych osób oblizał swój pyszczek, spoglądając to na Theodore'a.
- "Nich"?- ach, ta człowiecza precyzja językowa! Czasami mówili do niego za pomocą skrótów myślowych co sprawiało mu kłopot w zrozumieniu całości wypowiedzi. Zazwyczaj by to zignorował ale teraz był tu sam. Omiótł spojrzeniem klubokawiarnię uznając, że mężczyzna pyta o kadrę pracowniczą tego miejsca.
- Nadaję się do każdej wybitnej roli, panie Theodorze. - odparł, nie mając pojęcia, że mógłby być odebrany dwojako dla kogoś widzącego wszędzie drugie dno. Pochylił się do położonej garści sykli, niuchając ich zapach. Jego ucho zastrzygło na dźwięk upadającej monety.
- Coś panu wypadło.- zwrócił uwagę i usiadł bokiem do podanych monet. Z największą przyjemnością odsuwał każdego sykla do samoistnie wysuniętej szufladki przeznaczonej do połykania pieniędzy. Delektował się zrzucaniem moment, wiedząc, że magia da mu znać gdyby wartość była nierówna.
- Bierze pan tego pączka czy się pan rozmyślił?- zwrócił uwagę na jego ograniczoną ruchomość sylwetki. Zerkał na niego kątem oka.
- Proszę sobie wygodnie przysiąść i delektować się napitkiem póki gorący. Może Proroka Codziennego?- wyczuwał na krańcach wąsów, że atmosfera zgęstniała. Nie przerywając powolnego wrzucania monet z blatu do szufladki, nabrał czujności. Może to jakiś recydywista i desperat, który myśli, że okradnie klubokawiarnię na jego zmianie?
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#7
27.01.2023, 22:29  ✶  
Oto i był dowód! Spisek istniał naprawdę, potwierdził to jeden z animagów! Ludzie byli ślepi! Wydawało im się, że to wszystko bujda, że są bezpieczni, ale wystarczyło tylko być czujnym i pytać. Co za szczęście, że Lovegood był na posterunku!
Animag był na tyle pewny siebie, że nawet nie próbował ukrywać swojej tożsamości. Co więcej słowa, jakie wybrał do tego, by potwierdzić obawy Theodore’a sprawiły, że przeszły mu ciarki po plecach. „Wybitna rola”. To nie mógł być zbieg okoliczności, ze spiskowcami nigdy nie ma zbiegów okoliczności. To niemożliwe, że przez przypadek wspomniał o odgrywaniu roli akurat podczas rozmowy z aktorem. Kocur dawał w ten sposób do zrozumienia, że wiedział o swoim rozmówcy rzeczy, których nie powinien. Bawił się nim, subtelnie pokazywał, jak wielką ma przewagę i kontrolę nad sytuacją, niczym wytrawny szachista grający z dzieckiem, wiedzący, że jego dodatkowe figury na szachownicy wystarczą, by za kilka ruchów zamatować przeciwnika niezależnie od tego, co się wydarzy.
Tylko jak to możliwe? Skąd kawiarniany boss znał profesję Theodore’a?
Czyżby kot czytał mu w myślach? To było jedyne wyjaśnienie!
- Jak ty to osiągnąłeś? - spytał i chwycił się w desperackim ruchu za głowę, jakby wierzył, że w ten sposób może zatrzymać uciekające z niej myśli. Uzmysłowienie sobie, że umysł w tym towarzystwie był w niebezpieczeństwie, sprawiło, że niedoszły klient niemal stracił równowagę. Niepewnie cofnął się o krok, wlepiając przerażone spojrzenie w animaga. W najgorszych snach nie wyobrażał sobie, iż ONI mogą być tak potężni!
- O nie, nie, nie… Nie dam się nabrać! - zaprotestował żywo i w odruchu zerknął na podłogę. Niech to, moneta rzeczywiście tam leżała! Nie mógł jednak jej sięgnąć. Nie powinien na zbyt długo odwracać wzroku od kota. Poza tym robienie to, co chciał rozmówca, samo w sobie było bardzo niebezpieczne. Jeśli już czytał w jego głowie, to dzielił go tylko jeden krok od tego, by zacząć wkładać w nią własne pomysły. Jeśli Theodore nie zachowa czujności, to może skończyć jak zombie posłusznie wykonujący polecenia spiskowców.
- Pączek? Prorok? - Zachichotał niczym wpół szaleniec, wpół straceniec. Pomysł wydawał mu się absurdalny po tym, do czego kot się przed nim przyznał! - Jak to sobie wyobrażasz? Że usiądę przy stoliku, zjem pączka, wypije kawę i porozmawiamy sobie o jakimś artykule? Albo o twoich planach na przyszłość? - stwierdził zaskoczony, że kot w ogóle oczekiwał, iż po tym wszystkim, co powiedział, aktor będzie grał w jego grę i udawał, że nie działo się nic niezwykłego. Nie miał zamiaru zachowywać się tak, jakby był to tylko zwyczajny zakup wypieków w kawiarni! Pokiwał przecząco głową, dając mu do zrozumienia, że spiskowiec może sobie pomarzyć o zmanipulowaniu Lovegooda i poszerzeniu swoich złowrogich wpływów o kolejnego niewinnego klienta.
Gadający Kocur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kot należący do Nory Figg i tylko do niej. Potrafi przemawiać ludzkim głosem i chętnie z tego korzysta. Towarzyski, przebywa w klubokawiarni "Nora Nory" i zaprasza wszystkich serdecznie do odwiedzin. Jeśli potrzebujesz się rozerwać w doborowym towarzystwie - przyjdź na Pokątną i szukaj Salema. Spełni ten wymóg z najwyższą przyjemnością.

Salem
#8
06.02.2023, 21:30  ✶  
Ta rozmowa przybierała coraz ciekawszy obrót. Skierował uszy szpiczastym końcem ku sufitu i zbierał wibrysami emocje swego klienta. Skąd to spięcie?
- Ta rola była mi przeznaczona, proszę pana. Każdy rodzi się w jakimś konkretnym celu. Przebywanie w tej klubokawiarni to jedynie ułamek mojego przeznaczenia. - odpowiadał luźno, potrafiąc dostosować się do tematu rozmowy. Dzięki temu świetnie odnajdywał się wśród klienteli - z każdym, nawet najbardziej topornym byłby w stanie zamienić kilka interesujących zdań.
- Nie śmiałbym oszukiwać. Jeśli galeon panu jest zbędny, można przeznaczyć go na napiwki dla właścicielki tego przybytku. Zbieramy na przedsięwzięcia specjalne. - miał na myśli chociażby rozbudowę tarasu, wstawienie parasoli, ogrodzenia czy chociażby poszerzenie asortymentu. Najwyraźniej trafił mu się bardzo podejrzliwy klient z fobią na punkcie… sam nie wiedział czego. Uniósł łapę do pyska i szorstkim językiem wylizał śnieżnobiałą sierść.
- Dlaczego nie? Rozmowa może być owocna. Zawieranie nowych relacji jest wszak znaczącą częścią życia ludzi.- nie bardzo rozumiał czemu się opiera zwyczajnym czynnościom człowieczym jednak nie miał z tym problemu. Mógł go namawiać, zachęcać aby kiedyś tu wrócił. Każdy klient był cenny, nawet ten szalony. Urozmaicał ten dzień.
- Zależy mi aby wyszedł pan stąd zadowolony. Proszę się nie krępować, usiąść, zrelaksować przy dobrym deserze i moim towarzystwie. Jestem pewien, że miło spędzimy ten czas.- popatrzył nań i przeszedł przez blat, aby usiąść na stołku po jego stronie. Wskazał pyszczkiem miejsce tuż obok. Puszysty ogon zwinął wokół swojego ciała. Cały poranek poświęcił na pielęgnację futra a więc w blasku dzisiejszego słońca wyglądał majestatycznie.
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#9
09.02.2023, 16:39  ✶  
- Na Merlina i wszystkich czarodziejów apokalipsy… - zasłonił swoje usta dłońmi, bo nie chciał przez przypadek krzyknąć z przerażenia na cały głos. Swobodny ton Salema nie pomógł uspokoić chłopaka, wręcz z każdą jego wypowiedzią o przeznaczeniu coraz bardziej dygotał i tracił nad sobą panowanie. Tematyka przyjęcia kontroli nie tylko nad kawiarnią, ale także innych części świata nie mogła uspokoić Lovegoodowego pulsu, gdyż niezamierzenie tylko potwierdzała jego mroczne przypuszczenia. Był już bardzo bliski paniki, pewien, że futrzak potrafi rzucić avadę poruszając tylko swoimi wąsami. Według Theodore’a każda chwila mogła być jego ostatnią.
- Na czym się kończy twoje przeznaczenie? Jak wygląda pełnia jego spełnienia? - powiedział i wciągnął głęboko powietrze, próbując w ten sposób powstrzymać się przed popłakaniem się lub zeszczaniem w gacie ze strachu. Aktor miewał przygody od czasu do czasu, ale jeszcze nigdy nie był tak blisko śmierci. Kot tymczasem był bardzo otwarty, jakby wcale mu nie zależało na ukrywaniu sekretów swojej spiskowej organizacji. Theodore poczułby trochę ulgi, gdyby jeśli zostanie zamordowany, to stałoby się to, gdy poznał już całą prawdę.
- Możecie go wziąć – Nawet nie spojrzał w dół, z pozoru niezainteresowany monetą. Galeon był cenny dla aktora, który nie osiągnął jeszcze szczytów swojej kariery. Liczył się z pieniędzmi. To moneta bardzo by mu się przydała, ale jego życie było jednak dużo ważniejsze. Nie chciał zostać zdezintegrowany przez wielkiego animaga-kosmitę, ponieważ rozgniewał go, zabierając mu sprzed nosa głupią monetę.
Ależ się wystraszył, gdy kot się poruszył! Przez moment miał oczy większe niż wspomniany galeon. Już myślał, że to koniec, ale okazało się, że zwierzak tylko polizał swoje futro i przeniósł się na stół.
Wiedział, że najmądrzejsze byłoby ucieczka lub posłuchanie spiskowca. Za żadne skarby nie należało go irytować, bo jeszcze się wkurwi i skończy się miłe rozmawianie. Theo jednak zamurowało. Obawa swoje życie przejęła kontrolę nad jego ciałem. Wgapiał się w krzesło, myśląc sobie, że powinien na nim usiąść, ale strach nie pozwalał mu wykonać ruchu w tamtą stronę. Stał więc nieruchomo, a po jego sinej twarzy oraz dziwnie sztywnym ciele widać było, że przechodzi bardzo trudne momenty. Udało mu się jedynie bardzo słabo kiwnąć w odmawiający sposób głową. Nie zanosiło się na przyjemną konwersację przy kawce i proroku.
- Wiesz, że są ludzie, którzy będą ci się sprzeciwiać. Którzy zrobią wszystko, by twoje plany, jakiekolwiek one nie są, się nie ziściły – Sam nie wiedział, skąd zebrał w sobie całą tę odwagę (i głupotę), by otwarcie poruszyć temat czarodziejów, którzy gotowi byli walczyć z niezwyciężonymi spiskowcami. Nie znalazł w sobie jednak na tyle waleczności, by potwierdzić, że on był jednym z nich.
Gadający Kocur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kot należący do Nory Figg i tylko do niej. Potrafi przemawiać ludzkim głosem i chętnie z tego korzysta. Towarzyski, przebywa w klubokawiarni "Nora Nory" i zaprasza wszystkich serdecznie do odwiedzin. Jeśli potrzebujesz się rozerwać w doborowym towarzystwie - przyjdź na Pokątną i szukaj Salema. Spełni ten wymóg z najwyższą przyjemnością.

Salem
#10
14.02.2023, 21:38  ✶  
Nie rozumiał przerażenia klienta ale... cieszyła go ta ekspresja, te emocje wibrujące w powietrzu. Czuł, że to jakaś gra, w której chętnie weźmie udział. Najwyraźniej otrzymał swoją rolę i nikt nie zdołał mu o tym powiedzieć. Nie znał się tak dobrze na emocjach ludzi - ogarniał tylko Norę - więc nie wiedział czy ten Theodore zachowuje się tak autentycznie czy tylko całym sobą wciela się w rolę tej dziwnej gry. Zastrzygł trójkątnymi uszami na znak, że podłapał aluzję. Dotychczasowe wypowiedzi mężczyzny wskazywały, że odgrywają tu jakieś przedstawienie a biedny Salem nie dawał z siebie wszystkiego.
- A twoje, panie Theodorze? Jak pan sądzi, co na pana czeka tuż zza rogiem klubokawiarni? - odpowiedział pytaniem na pytanie obserwując jego reakcje. Cóż za ekspresyjny człowiek! Potrafił okazywać emocje na tyle aby i inteligentny kot je odczytał. Fantastyczne umiejętności, wyborne. Obserwował go sobie z nowej pozycji i wyczesywał językiem łapę. Słuchał go i niedowierzał co to za wybitny talent zawitał w skromne progi ich klubokawiarni.
- Hahaha... - zaśmiał się, odstawił łapkę na czyściutki i wypolerowany blat stolika i popatrzył na mężczyznę. - HAHAHAHA. - śmiech rozniósł się po opustoszałym pomieszczeniu, a skończył się charakterystycznym "... mrau". Ogólnie rzecz biorąc humor mu dopisywał lecz spotkanie z Theo jeszcze bardziej go poprawiało.
- Jest pan niesamowitą jednostką, panie Theodorze. Uważa pan, że mam problem z cudzą asertywnością? Rozmawia pan z Salemem, Jedynym Słusznym Tego Imienia, Pogromcą Gryzoni, Władcą Kaprysów i Pokus... tytułów mam wiele i nie bez powodu je dzierżę wokół swego imienia. Nie mogę narzekać na odmowy, panie Theodorze. Operuję słowem i argumentami, niekiedy niesamowitymi korzyściami w dialogu z inteligentnymi jednostkami. - rozgadał się i przemieścił bliżej niego aby sprawdzić jak ten zareaguje - czy odskoczy jak rącza łania czy zamieni się w słup soli. Zeskoczył na stół i zaczął wokół niego krążyć, leniwie, spokojnie, cały czas o tej samej średnicy odległości. Ogon miał za to skierowany po przekątnej, bardziej ku górze.
- Odkąd pan tu przyszedł jest pan spięty. Co pana martwi, panie Theodorze? Czego się pan boi? Mogę panu pomóc. Wystarczy, że pan usiądzie. - zatrzymał swój relaksujący spacer z powrotem na blacie, aby widzieć jego bladą twarz.
- Zapewniam pana, że włos z pana głowy nie spadnie. Polecam panu tego pączka, rozpływa się w ustach. - przekonywał, przenosząc swoje kocie ślepia prosto w jego okrągłe ze strachu oczy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Salem (2041), Theodore Lovegood (2707)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa