• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[18.08.1972] Piękni ludzie | The Edge & Laurent

[18.08.1972] Piękni ludzie | The Edge & Laurent
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
21.12.2024, 03:01  ✶  

Proszę, zatrzymajmy się na chwilę. Na moment, sekundę, minutę. Godzinę. W tej pozycji, nie przesuwając dalej dłoni, nie oddalając naszych oczu. Chociaż moment. Poetycki trel na ustach i drżenie gardła, kiedy aparat z daleka, jak lufa pistoletu, wycelowana w jednostki całkiem (nie)normalne ujmie obrazek w jedną całość. Zamrozi go, żebyśmy już nigdy nie zapomnieli, że dzielić ze sobą można Niebo i Piekło. Tam na dole szum skrzydeł nietoperzy musiał się mieszać z tymi kruczymi. Tam na górze harfy aniołów tworzyły duet z trąbami poprzedzającymi nadejście archaniołów. Zdjęcie do podmiany. Do wymiany w tej ramce, która odzyskała fotografię śmieszno-słodką. Najwyraźniej zależało, kto na nią patrzył. Tak, ramka znów leżała na półce tak, żeby ta uśmiechnięta rodzinka nie spoglądała na nich, kiedy czytana była książka. Sztuczne uśmiechy... inne niż przy tym stole, prawda? To zdjęcie byłoby boleśnie prawdziwe, a Laurent tak śmiało głosił, że to w bolesnych prawdach najlepiej było się rozkochiwać! Wszystko to nieprawda, możecie ją porzucić. To Kłamstwo było kochanką deus ex machina.

- Och nie, mój najpiękniejszy Kundelku. - Drgnął i dreszcz przeszedł jego ciało. Tyle słów przelatywało w leniwym tempie przez jego głowę, tyle zdań, które łączyły się ze sobą, spajały, mieszały się litery i tworzyły lepką, gęstą maź. Zawsze można coś lepiej powiedzieć, ale on teraz myślał o tym, jak bardzo chciał te oczy schować do słoiczka, żeby na pewno nikt ich nie skradł. Żeby móc na nie patrzeć. O tym, jak bardzo lubił ten uśmiech i drżenie śmiechu na tych strunach, co całowały jego usta jeszcze zanim sam je ucałował. Teraz już pewnie były ciepłe. Równie ciepłe co jego oddech. - Sam się wespniesz. A ja będę podziwiać twoje mięśnie - zacisnął palce na ramieniu Flynna - w każdej sekundy ich pracy jak obraz z galerii Averych. Tylko lepszy. Piękniejszy. Doskonalszy w swojej całej niedoskonałości. - W końcu i on się uśmiechnął, choć delikatnie. Szurnęło krzesło, kiedy ruszył się trochę szybciej, by zapleść ramiona wokół karku Edga. - Wiem też, jak bardzo potrzebujecie zdobywać. - Wiele rzeczy wiedział. Wystarczająco wiele, żeby mącić, manipulować i uwodzić. Czasem aż za dobrze. Na tyle dobrze, że oszukiwał samego siebie i później były tylko słone łzy. I kogo winić? Tylko własną głupotę, tak? Z jakiegoś powodu jednak wszyscy wokół winili nie jego, a osobę, która wydusiła łezkę z jego oczka. Przymknął oczy, czując ciepło rozchodzące się po ciele, gdy dłonie Flynna przesuwały się dalej.

Jak kliknięcie aparatu - fotografia do albumu dodana. Sam, dobrowolnie, przestał cieszyć się tymi oczami na kilka sekund.

Jak słowa wyjęte prosto z głowy - zdanie, o którym myślał, wypowiedziane na głos, tylko nie jego własnym głosem. To ten trel, który przecież trelu ptasiego wcale nie przypominał. Nie szkodzi. Brzmiał dokładnie tak, jak powinny brzmieć kruki. Tajemniczo.

- Więc powinieneś czuć się ważny. Moja Fantazjo, sam to powiedziałeś: możesz mieć każdego, ale to ty śpisz w moim łóżku. - I walczysz o atencję z moim psem. To było z jego strony wybrnięcie. Uniknięcie odpowiedzi. Uniknięcie tego pytania, które nie padało. Wiara... Wiara w ludzi, której Laurent miał kiedyś bardzo wiele. Dzisiaj wydawało mu się, że nigdy nie powinien jej mieć. Że od samego początku świat wystarczająco mu udowadniał, że ta gra nie była warta świeczki. Ta odpowiedź pojawiła się po dłuższej chwili - po cichym westchnieniu przyjemności od dotyku, po zmuszeniach się do zbierania rozpływających się myśli. - Może nie teraz, bo nie będę miał siły później... - To już właściwie wymamrotał po kolejnym westchnieniu. Jego badające krzywiznę mięśni na plecach Crowa dłonie nie zgrywały się z tym niezgrabnym protestem. Świadomie wiedział, że będzie sam na siebie zirytowany. Ale ciało... ciało go po prostu zdradzało w reakcjach na anonse Flynna.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#12
22.12.2024, 02:06  ✶  
Czy mówił mu w ten sposób, że miał się starać jeszcze bardziej? Crow zmrużył na moment oczy badając dotykiem ten zakamarek jego ciała, czekając na jakąś konkretną reakcję. Ciasne złożenie nóg, rozłożenie ich zapraszająco... Cokolwiek. Kurwa, może i nic z tych rzeczy nie było, ale wszystko co robił Laurent doprowadzało go do myślenia o jednym. No w sumie, jakby się miał dla niego wspinać po ścianie, to by to zrobił, choćby i miał zedrzeć sobie całe paznokcie. I to zarówno w tym wyimaginowanym świecie jak i tym prawdziwym. Powoli przesuwałby się do góry tak jak teraz robiły to jego palce. Aż wreszcie Laurent stęknął zwyczajnie ciężko było mu się powstrzymać. Zasłużył sobie na nazwanie go kundlem - bo tym co zrobił było przejechanie językiem po całej długości jego szyi, od obojczyka po podbródek. A później podgryzał zębami skórę, bawił się nią, zaczął w nim tonąć. Wędrówkę rąk po coraz mocniej rozgrzanym ciele zatrzymało dopiero nieśmiałe zwątpienie, podrzucone tym wszystkim, co Crow wyrzucał sobie przez ostatnie tygodnie.

Co go różniło od wszystkich facetów  śpiących niegdyś u jego boku, tak jak spał teraz Crow? Od osób wspominanych przez gospodarza z wielkim żalem. Ta wędrówka rąk po ciele ustała, odsunął twarz od jego szyi i zatopił ją w barku, opierając o niego czoło. Wykonał trzy głębokie wdechy.

- Przepraszam... - I chociaż to powiedział nie był pewny czy w ogóle powinien. Przepraszał za coś co było domysłem, bo nikt tutaj nie powiedział wyraźnie nie. Do głowy pukał zdrowy rozsądek, a raczej jego resztki. - Ciężko mi się powstrzymać... - To nie brzmiało dobrze. Poczuł się nieco obrzydliwie i właściwie to rozumiał dlaczego. Wracało do niego to samo, co gnębiło go po sytuacji na plaży. Nie istniało nic bardziej uwłaczającego niż kiedy tak bardzo tego chciałeś, ale druga strona była pozbawiona tej pewności - czegoś takiego nie dało się zmyć. - Chcę być kimś więcej - wydusił z siebie nagle. - Czymś więcej niż ozdobą twojego łóżka. - Nie umiał już na niego spojrzeć, bo wiedział jak jego oczy mogą go teraz przerazić. - Wróć do mnie. - Nie musiał tego nawet specjalnie intonować aby oczywistym było, że znaczy to coś więcej.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
22.12.2024, 14:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2024, 20:42 przez Laurent Prewett.)  
Uczepił się go palcami i przechylil głowę - mało w tym było jakiegokolwiek gestu, który mówił by dość - od samej inicjacji dotyku, aż do tego punktu. Opierać się na "domyśl się"? Szaleństwo. Szczególnie, kiedy ten dotyk był taki przyjemny, chciało się go więcej. Zmieniło się jego tętno, zmienił się oddech, pojawiał się ruch zapraszający do dalszego kontaktu. Wszystkie bodźce mówiły: jeszcze , a nie "dość". Rozchylił wargi, które uniosły się w uśmiechu, jak i na krześle uniósł się lekko on sam - w reakcji na ten język, który przesunął się po jego szyi. Znalazł się bliżej. Z każdym gestem był bliżej. Z każdym gestem dalej dołączało się myślenie, a zostawało pragnienie. Podsycane, całowane, naciskane...
Rozchylił powieki, oddychając szybciej. Przebłysk realnego świata miał wyjątkowo chłodne oblicze z powitane jakże smutnym przepraszam.
- Och nie, Flynn... - Objął go i ułożył dłoń na jego potylicy, czuje wsuwając palce we włosy. - Jest mi bardzo miło. - Chciał powiedzieć, że nie musi przepraszać, że nie zrobił niczego złego, ale alarm w głowie przypomniał o tym, jak specyficznie do przeprosin ten człowiek podchodził. Więc... Co właśnie działo się w jego głowie, że te przeprosiny wystosował?
Ciężko było mu jeszcze zebrać myśli, kiedy to ciepło dopiero z niego schodziło.
Delikatnie się uśmiechnął słysząc o tym, że nie może się powstrzymać. Czy to nie brzmiało tak znajomo? W jego sercu ten trel dnia wczorajszego mieszał się że niepewnością. Wygrywała ten, który przechylał szalę na coś pozytywnego. Zamknął go w swoich ramionach i ucałował w bok głowy.
Zabrzmiało mocno. Zabrzmiało dosadnie. Zabrzmiało jak coś, co już też słyszał nie raz, ale w zupełnie inny sposób. Rozgrzewający na nowo, pobudzających jeszcze bardziej całe ciało i stawiający mózg do pionu. W taki sposób na skórze skrzydeł potrafiły wyrastać nowe pióra.
- Crow... - Miał bardzo ciepły ton głosu, tak w wypowiedziach poprzednich jak i teraz. Próżno było szukać zawodu - zawiedziony był co najwyżej samym sobą, że do tej sytuacji doprowadził. - Nie jesteś rzeczą. - Czy musiał to mówić? Nie był pewien. - Zrobisz mi te przyjemność i zostaniesz kimś więcej? Zostaniesz ze mną? Proszę. Zostań. Żebym mógł wrócić. - Mruczał cicho, miziając go po kark spokojnie.


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#14
23.12.2024, 12:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2024, 12:40 przez The Edge.)  
To znaczyło coś więcej. Wyważył to celowo, wracając do swojej manipulacji sprzed chwili i dostał to czego chciał - odpowiedź zapewniającą go w tym, że był i będzie najważniejszy, a przynajmniej miał na to szansę. Wciąż nie podniósł głowy, karmiąc się tym momentem - bo naprawdę wierzył, że oczy go w takich scenach zdradzały. Ludzie potrafili wyczytać z nich kiedy zamierzał zrobić sobie krzywdę, albo kiedy (tak jak teraz) był całkiem dumny z wykreowanej manipulacji. I tak - jego emocje były prawdziwe, żar buchał z niego jak z pieca w hucie, ale to wcale nie znaczyło, że się nie nauczył ich wykorzystywać. Dawał się pieścić i przerwał do dopiero wtedy, kiedy był pewny tego, co faktycznie się wydarzyło: po podniesieniu twarzy musiał wyglądać na szczęśliwego i pełnego nadziei. Nastrajał się więc. Czy to było trochę podłe? A może to zwyczajnie konieczność, kiedy bardzo potrzebowałeś zbudować tutaj mały, bezpieczny świat, w którym Laurent jest tylko twój i da się przynajmniej na moment zapomnieć o tym, co czeka ich poza granicami New Forest.

- Poczekam. W każdym znaczeniu i kontekście - powiedział cicho, miękkim głosem, niemalże szepnął w odpowiedzi na zadane mu pytanie. Zamierzał poczekać nie tylko na jego powrót, ale i na to, aż chłopak wydobrzeje i nabierze chęci w byciu świntuchem nie tylko w słowach. Teraz kiedy to, co znajdowało się pomiędzy nimi, składało się głównie z zapewnień, mógł jedynie obserwować go zza tej woalki grubych rzęs przysłaniających zmrużone oczy i kolejnym z pocałunków ryć w jego głowie obraz kogoś, kto rozpalał oddaniem. Nie musiał mu tego przypominać, bo się to przecież działo tu i teraz. Ale on nie chciał tego tylko powiedzieć. On chciał to wyryć w metalu, wielkimi literami, z wykrzyknikiem na końcu. Zamierzał też wyryć to na swoim ciele, chociaż nie wpadł jeszcze na nic lepszego niż potwór morski owijający swoje macki wokół jego serca, bo za mało miał przecież miejsca na ciekawsze wzory. I to było naprawdę kurwa uwłaczającego nosić na klatce piersiowej jej imię, jakby nigdy tego życia nie porzucił. - Jakie masz dla mnie dzisiaj zadania, panie prezesie? - Nie odkleił się od niego. Wręcz przeciwnie - po zadaniu mu pytania pocałował go jeszcze raz.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
23.12.2024, 21:45  ✶  

Biedny, wystraszony Crow - przyzwyczajony do tego, że go opuszczają, do tego, że to wszystko kręci się w tym rytmie, o którym sam powiedział na głos. Teraz tak bardzo potrzebujący zapewnień, że jak mógłby powiedzieć inaczej? Wypowiedział swoje życzenie licząc na to, że dobra wróżka, albo jakiś inny byt, spełnią jego życzenie i bajeczka wplecie swoje nuty w dalszą codzienność. Nie chciał się znów przekonywać, że na tym świecie nie można na nikogo prócz samego siebie. Zmartwienie było tutaj kurtyną samą w sobie. Opuszczał ją Flynn, a to, co działo się na scenie doskonale odwracało uwagę od prawdziwej intencji pełzającej po deskach w cieniach, gdzie nie wędrowały morskie oczy. Czy to źle? Dobrze? Kiedy manipulację nazywaliśmy haniebną, a kiedy ją usprawiedliwiamy? Laurent nie miał takich problemów - jego kłopot obracał się tylko wokół tego, że musiał pomóc biednemu Flynnowi i zapewnić go, że do niego wróci i chce, żeby ten zwrotnie - poczekał.

Zamiast zdziwień było więc poruszenie i wzruszenie. Głębokie przestrzelenie przez to, czego się spodziewał i trafianie w te miękkie punkty, od których się uginał. Wszystko to w kolorach brązowego szczęścia. Zabawne. Mówią, że brąz to brud, że ten brąz w aurze to rzecz straszna, ale... może to jednak nie było tak? Brudny brąz, chorobliwy - ten był ciepły, żywy i tak obecny, że Laurent znów zapatrzył się w niego jak w pociągnięcie pędzlem po płótnie Rembrandta. Dzieło dwójki ludzi, porzucone z jakiegoś powodu, wychowane przez cyrk i przez nekromantkę - owoc tego w końcu uniósł te piękne oczy i pozwolił mu znów szukać w nich każdej bruzdy. Czy on wiedział, jakie to było bardzo ważne, docierała do niego ta waga? Ze wszystkich rzeczy, o których mówili, ta, która burzyła jego noce i dni, która psuła wszystkie te znajomości, co biegły ku jednemu - Crow im zaprzeczał. Zadeptywał te przekonania i strach o tym, że to wszystko będzie jak zawsze, bo tak żarliwie mówił o tym, że nie chciał, by było "jak zawsze". Ponieważ za słowami podążały czyny. Nawet kiedy, jak sam mówił, tak trudno było się powstrzymać.

Przymknął oczy, gdy rozpalone usta dotknęły znów jego ust i to wzruszenie wydobyło z morza jedną słoną łezkę, która zsunęła się na te ciepłe wargi. Od tego wzruszenia zrobiło mu się gorąco nawet mimo spadku podniecenia, które łapało za uda. Musiał głośniej odetchnąć - odsunął się nieznacznie tylko po to, by zaczerpnąć tlenu i szybko przesunął wierzchem dłoni po policzku.

- Przep... - zatrzymał się - to ze wzruszenia. - Wyjaśnił naprędce, żeby czasem czarnowłosy nie odebrał tego w zły sposób. To było żelazo. Gorące, zostawiające po sobie żywe symbole swojej obecności. Zaśmiał się cicho na to pytanie, co zostało stłumione przez kolejny pocałunek. - Teraz jesteś tak samo słodki, jak słodko smakujesz. - Przez te naleśniki, które też zdążył pomaltretować widelcem. - Dobrze wiesz. Jedz i się zbieramy... teleportujesz nas? Bo jeśli nie - alternatywę masz przejażdżę abraksanem. - W zasadzie Laurent był bardzo ciekaw, czy Flynn by się na to zdecydował. Bardzo ładnie prezentowałby się na tych jasnych rumakach. W tych obcisłych spodniach. Całkowicie seksownie...


Miasteczko Lymington było niezwykle urokliwym miejscem. Stare zabudowania, kamienice, folwarki i domy jednorodzinne z czerwonej i szarej cegły. Wtulone w New Forest było malutkim miasteczkiem tuż nad samym morzem. Taki był też wysunięty w kierunku cypla, między drzewami, stojący na niewysokiej skarpie nad samym morzem jednorodzinny dom. Stan surowy, ale nie mógł zostać porzucony dawno temu - okolica nie zdążyła jeszcze porosnąć drzewami. Spokój tego miejsca był jeszcze większy niż domu w New Forest - stąd nie było widać stajni, otwartych pól - tylko drzewa, las... a gdyby tylko przejść za linię drzew to widziałoby się miasteczko... wioskę? Plaża mieniła się barwami złota i pomarańczy, gładko przechodząc między sobą, a morskie faje rozbijały się o wysepki widoczne z tego punktu widokowego. Równie dzikie i niezamieszkałe, co dzikie było New Forest, jeśli nie znało się bezpiecznych ścieżek.

Surowa bryła w stylu odnowionego gotyku posiadała już zadaszenie i ewidentnie zalążek tego, co mogło stać się bogatymi zdobieniami. Wysokie, duże okna prosiły się o zdobione okiennice, a wysuniety balko na zrobienie ganka z przejściem na ogród czy taras. Spory balkon z widokiem na morze. Dom miał na tyle wysoki dach, że ewidentnie musiało być tu jeszcze poddasze - tudzież strych.

- Ten dom jest zdecydowanie większy i jak na moje własne potrzeby - za duży o trzy razy. Przynajmniej będę mógł tu zrobić wygodne, duże biuro, osobną bibliotekę... zaczynam gromadzić tego sporo, nie mieści mi się w New Forest. - Dziwnie było o tym domu tak mówić, ale już się przyzwyczaił - bo przecież ta wiocha była również wtulona w ten rezerwat, tylko po drugiej stronie. No i ten dom akurat do niego nie przylegał. - Nie mam wyczucia... wnętrz. Architektoniki. - Stanął przed tym domem, spoglądając na niego w zamyśleniu, z dłońmi złożonymi za plecami. - Marzyła mi się kiedyś taka skrytka - jaskinia, która wychodzi prosto na morze. - Uśmiechnął się nieco pod nosem. - Okazuje się, że nie jest wcale tak łatwo nabyć dom czy działkę, kiedy musisz mieszkać blisko morza. Kusiło mnie kupienie wyspy w Szkocji... tylko to stanowczo za daleko. - I chyba Florence dostałaby zawału.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#16
30.12.2024, 00:47  ✶  
Kolejna jazda bez trzymanki skondensowana w chwili, jaką dało się przyrównać do rozmiaru jednej kropli wody. I znów wszystko zadziałało niemal dokładnie tak, jak tego oczekiwał. Może innymi słowami, innymi ścieżkami, ale doszedł dokładnie do tego miejsca, w którym chciał się znaleźć. Dając mu przestrzeń na oddech, jednocześnie pomagając otrzeć łzę, lub przynajmniej przesuwając szorstkimi palcami po tych jego. Z jednej strony wiedział, że to co robił Laurent również mogło być przynajmniej po części jakimś kłamstewkiem, a nie najprawdziwszą z prawd, z drugiej... Nawet jeżeli... Skłamałby mówiąc, że mu się to nie podoba. Szybkie wpadanie w swoje sidła i narastająca dwustronna obsesja. Chęć posiadania go na własność tak silna, że człowiek zaczynał łgać, manipulować, wodzić go za nos. Wiedział dobrze, że niezależnie od tego co kto o tym mówił, to koniec jego relacji z bratem wcale nie miał swojego fundamentu w jego agresji. Nawet wtedy, leżąc w tym cholernym łóżku i zachowując się jakby zakwitnięcie czegoś romantycznego pomiędzy nim i Laurentem było najgorszym możliwym scenariuszem, bo był obiecany komuś innemu, w rzeczywistości bardzo, ale to bardzo tego chciał. Nie lubił o tym myśleć, bo to był kolejny gwóźdź w jego samoocenę - potwierdzenie jego podłości i samolubności, nierównych zasad wobec siebie i innych, oszukiwania samego siebie na tak wielu płaszczyznach, że się już w tym gubił.

Ale miał go tutaj. Dla siebie. Już drugi dzień. Miał wymknąć się na moment i nie dało się nic z tym zrobić, bo nie zamknie go przecież pod szklanym kloszem. Jeżeli chciał go mieć to musiał dać mu żyć i oddychać. Musiał dać mu też jasny sygnał do tego, że miał prawo i przestrzeń do wyznaczania pewnych granic i budowania tej relacji na czymś innym niż z mężczyznami, których wspominał. I to wszystko w akompaniamencie tego, że absolutnie nie potrafiłby podchodzić do tego spokojnie, z wyczuciem, dając drugiej osobie wyczuwać się bez żadnych deklaracji.

Gdyby ta historia była dramatem, właśnie domknąłby się któryś z aktów. I Crow chociaż czuł się ze sobą okropnie, czuł się też jego zwycięzcą.

No, może pomijając widmo przejażdżki konnej. Nigdy w tej miejscowości nie był i nie zamierzał ryzykować rozszczepieniem, jednocześnie nawet ktoś nieobeznany w temacie zorientowałby się, że mężczyzna nie miał ręki do zwierząt. Nie bał się ich, co dawało mu przewagę nad osobami wiecznie zestresowanymi ich towarzystwem, ale nie posiadał wyczucia i nie potrafił ich kontrolować. Wynikało to z braku zainteresowania tworzeniem z nich jakiejkolwiek więzi - nie nienawidził ich, ale widział bardzo wyraźną linię pomiędzy nimi i ludźmi i posiadał bardzo głęboką preferencję. Mizianie kota za uchem było przyjemne, ale posiadałby kota tylko gdyby jego dziecko chciało mieć kota. Konia jako opcji transportu nie wybrałby z własnej woli nigdy i otwarcie, gdyby tylko istniała taka możliwość, wybrałby metro, auto, rower lub inną formę mugolskiego transportu publicznego. Nie należał jednak do osób upartych i niepotrafiących dostosować się do sytuacji - towarzyszył więc Prewettowi w czymkolwiek ten wymyślił i nie robił zbędnych scen. Akceptacja zastanego i płynięcie z prądem cudzych decyzji przychodziło mu bardzo swobodnie, o ile nie narzucały one zmian jakie miał nanieść na swoje zachowanie i poglądy

Znalazł się wreszcie w miejscu docelowym i jak to on zaczął sobie wyobrażać rzeczy. Mniej i bardziej trafne. Momentami pasowały do Laurenta jak pięść do gęby, ale tworzyły całkiem dobrą przykrywkę jeżeli chciał mieszkać blisko mugoli. Ale to przecież nie była opowieść o tworzeniu przykrywek i wybiegania myślami gdzieś daleko hen poza temat.

- Za daleko żebym się tam teleportował - zauważył rozsądnie, bo możliwość zapewnienia mu bezpieczeństwa była istotna. Delikatnie zacisnął swoje palce na jego dłoni, nieznacznie przekręcając też znajdujący się na niej sprezentowany pierścionek. - Ale jaki ładny pomysł na wakacje jeżeli nikt ma nam nie przeszkadzać.

On również nie czuł się do końca kimś kompetentnym... I nie, nie widział jaką dokładnie rolę przyjmował. Ale przyjmie ją. A jeżeli zawiedzie, nie pozostawi spędzonych ze sobą chwil bezwartościowymi.

- Czyli zamierzasz zapraszać tutaj ludzi w sprawach biznesowych? - Skoro biuro... - Dlaczego nie wykorzystasz do tego poprzedniego lokum?

Chciał wiedzieć więcej. O wiele więcej. Zamierzał zadać za moment kilka w swojej opinii trafnych pytań, ale zaczął od tego mniej precyzyjnego, które nasunęło mu się dopiero teraz.

- Czyli chcesz żebym wykopał ci tunel.

Wyglądał jakby powiedział to do samego siebie. Zapatrzył się w ziemię, na której stali. Myślał o wodzie i o piasku. O trudnościach z jakimi trzeba było poradzić sobie żeby spełnić taką zachciankę.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#17
30.12.2024, 15:58  ✶  

Laurent był bohaterem. Tego dramatu, który domknęli, jego jednej części. Ledwo prologu? Wstępu? Zapowiedzi do czegoś większego? Nieświadomym bohaterem, bo przecież nie we własnych oczach. Był za malutki i za wrażliwy, żeby za bohatera miał go ktokolwiek z jego otoczenia - tak sądził. Był tą damą z opresji do wyratowania. Żył w tym obrazie z takim samym przekonaniem, jak z tymi pieniędzmi, co kochał je nie kochając. Skomplikowana i sprzeczna relacja miała się tak, że chciał siadać w tej najwyższej wieży i udawać, że omdlewa (a ostatnimi czasy wcale tego udawać nie musiał), a jednocześnie irytowało go to, że widzi go tak sporo osób i wpadał w potrzebę udowodnienia, że jest zupełnie inaczej. Logika? Tam grały emocje, nie logika. Więc czasem grał, a czasem tańczył, jak mu zagrano. Powinien pewnie o wiele baczniej przyglądać się Flynnowi i każdemu jego gestowi, każdemu hasłu. Za wiele przegapiał. Za wiele... i nie musiał się wcale tym przejmować, bo mimo wszystkich tych zawirowań emocjonalnych odczuwał ulgę. Skąd się o odczucie brało - nie do końca potrafił je zakwalifikować do czegokolwiek. W tej chorej relacji, jaka miała początek między nimi, pojawił się w końcu pomost. Pomost niekoniecznie oznaczał od razu coś trwałego. Spuszczany, wiązany linami, albo tymczasowa kładka? Tak wiele było do dopowiedzenia, zrozumienia, poznania..! Laurent był bardzo daleki od myślenia o czymś stałym i pewnym, a jednak... jednak czuł ulgę. I zaraz z myślą o tej uldze zadawał sobie pytanie, czy to znowu tylko chwilowe i jak szybko się zawiedzie.

Takim sposobem skończyli tutaj. Ta ulga wynikała może bardziej z tego poczucia bezpieczeństwa, jakie się w nim zbudowało? Z ulgi? Z widoku morza przed sobą i jaką obietnicą czegoś nowego? Ułuda, bo przecież przeprowadzka wcale życia nie zmieniała, ale o tym dobrze wiedzieli. Co zmieni przeprowadzka, jeśli ciągle ci sami ludzie będą się pojawiali w tym domu. Nie mieli. Och, część z nich miała, oczywiście! Lecz tylko część. Ta, której naprawdę ufał... i Flynn. Wybrał sobie grzesznika na anioła stróża. Michael, wielki abraksan o śnieżnej sierści i czerwonych ślepiach, który poniósł ich obu na jednym grzbiecie, właśnie z pogardą obserwował wiewiórki skaczące po gałęziach drzew, ale czasem zerkał na ich dwójkę. Nie z mniejszą pogardą spoglądał na Flynna. I na niemal każdego człowieka, który się do niego zbliżał. Duma zdawała się wypełniać żyły tego stworzenia po brzegi.

Drgnął, kiedy poczuł przekręcenie bezcennego pierścionka, który teraz był jego kotwicą zastępczą za magiczny kamień. Automatycznie chciał sam zacząć go przesuwać kciukiem, ale coś mu w tym przeszkodziło - na przykład to, że jego dłoń zajmowała inna dłoń. I to było miłe.

- Wakacje... chciałbym się gdzieś wybrać na wakacje. Takie, na których nic złego by się nie wydarzyło. - Miał takie krótkie we Włoszech ostatnio - ledwo weekend, ale były. Nic złego się nie stało, to prawda. Za to cały nastrój był bardzo wisielczy. Smutny. Victorii groziła śmierć, a on... jakby miał wspominać, co się dokładnie działo to chyba musiałby się skupić. Te miesiące zlewały się w jedno. - Myślałem też o Włoszech. Mam tam rodzinę. Lubię to ciepłe słońce i lazur oceanu... - Chciał mówić o słodyczy cytryn, egzotycznych ptakach magicznych, które tutaj się nie pojawiały. Tylko czy Flynn w ogóle był gdziekolwiek za granicą? - Wyjechałeś kiedyś z Anglii? - Zadał to pytanie, skoro pojawiło się w jego głowie. - Z chęcią bym z tobą gdzieś pojechał. Chociażby do Szkocji. - Czy jest coś, co chciałbyś zobaczyć? Zaczekał z tym pytaniem.

- Słucham? - To było jedno z tych pytań, które nie zapraszało do powtórzenia, a było ledwo wyrazem zdziwienia. - Nie, skądże... Lubię mieć uporządkowaną przestrzeń. Dużo rzeczy robię w domu sam, wolę to robić w domu niż w biurze stajni. Jest spokojniej. - Wytłumaczył. - Pisma, inwestycje, całe stosy papierów... - Nie był pewien, czy w ogóle to Flynna obchodziło i interesowało. - Więc tak, do przyjmowania takich gości zamierzam wykorzystać poprzedni dom. - Lokum. Jak ładnie ujęte. Tworzyło bardzo zabawny obraz profesjonalizmu. A potem spadło na niego coś absolutnie szokującego. Aż lekko potrząsnął głową. - Żeby co..? - Aż potrząsnął lekko głową. Tunel..? Niby rozumiał, ale to nagłe stwierdzenie go zbiło z pantałyku. Na moment. Na krótką chwilę, bo to głupie serce bardzo szybko podłapało tę wizję. Małe marzenie. A może wielkie..? - To wykonalne? - Bardzo, ale to bardzo starał się zachować tutaj fason, ale napięcie ekscytacji wybrzmiało w jego głosie tak czy siak. Prawie jakby zaraz miał tu zacząć skakać i piszczeć jak dziewczynka z radości.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#18
31.12.2024, 02:55  ✶  
Edge poklepał go po ramieniu i spróbował się uśmiechnąć na wyznanie o pragnieniu przeżycia spokojnych wakacji. Rozumiał to w pełni i sam ubolewał nad tym, że wolne dni, na które namówił Raziela okazały się taką katastrofą. Wyjazd był piękny, miał swoje dobre momenty, ale... no cóż, to co najgorsze łatwo zapadało w pamięć i wypierało nawet najmilsze momenty, jeżeli nie potrafiły przebić bycia świadkiem wesela zakończonego w tak absurdalnie okrutny sposób.

- Włochy nie są otoczone oceanem - rzucił nagle i od razu złapał się za usta w akompaniamencie głośnego plaśnięcia. Widać było, jak ze sobą walczy. Jak jego wredna osobowość, która Laurenta nieustannie krytykowała i zwracała mu uwagę na najdrobniejsze pierdoły, wciąż istnieje i ma się dobrze, ale jest zduszana przez głębokie pragnienie przypodobania mu się. To była kwestia czasu, aż znowu się do czegoś przysra, przecież go ręka świerzbiła, jak zobaczył tę cholerną sałatkę, ale serio? Pękł przez lazur oceanu? - Yh - stęknął. - Tak. Jeździłem po Wyspach - miał oczywiście na myśli Brytanię - i raz poza nimi. - W Paryżu. Nie chciał o tym mówić, bo był tam z Blackiem i naprawdę nie chciał tego wspominać po tym cholernym weselu i tych kwiatach, co je wyjebał przez okno w złości i do teraz topił się, jak na toksycznego zazdrośnika przystało, bo dobrze wiedział jak to wygląda - on się za to pieklił, a Laurent pewnie tego frajera złapał za rękę i dziękował mu i się na niego gapił tymi jasnymi oczkami jak... argh! - Ja... fajnie by było. - Chyba się za bardzo skupił na słowie pojechać zamiast na miejscu docelowym. Po pierwsze pojechać. Po drugie z tobą. Stał się na moment jakiś radośniejszy i jakby nabrał uwagi - tak, trochę jak pies, który słyszał swoje imię i podnosił łeb w oczekiwaniu na komendę.

Na dźwięk tego słucham? góra jego uszu pokryła się czerwienią.

- To dobrze.

Przytaknął głową i dopiero po chwili przypomniał sobie, że nikt tutaj nie czyta mu w myślach.

- Bo mnie wkurwiało, że każdy przyjeb zna twój adres.

A później zamarł i nieco rozdziabił paszczę. Miał jak zawsze plan. Zanotował go nawet w tym jebanym dzienniku. Plan kurwa sprytny. Że zagra coś tam na jego wyobraźni, że się pobawi, powie mu: no dawaj, wbij do środka i co widzisz, jaka przestrzeń wita twojego gościa? Gdzieś będąc już tutaj i słuchając, jego wywodów zaczął panikować. No bo biuro? Przyjmowanie tutaj gości? To na pewno nie wejście na salon tylko do biura, ale przecież chciał mu zrobić tę nieby-szklarnię, w której mógłby go pieprzyć w akompaniamencie deszczu i otoczeniu kwiatów w donicach. Gdyby na parterze było biuro, to głupio robić z biura przejście do tego. Na dachu tego nie zrobi. Jakby się wchodziło po schodach od razu na drugie piętro to za dużo schodów. Musiałaby być tu jakaś skarpa, czyli na dole po jednej stronie byłoby mniej okien. Przynajmniej można by się z tego wkopać w ziemię i zrobić mu ten tunel. No właśnie - tunel. Powód, dlaczego stał taki zdziwiony, no bo przecież...

- Co? - Puścił go, podrapał się po głowie w geście niezrozumienia. - Dlaczego miałoby nie być? Wystarczyłoby założyć jakieś Won na wyjście.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#19
31.12.2024, 10:31  ✶  

Zerknął kontrolnie na Flynna, a jego niepewność nie wynikała z tego, że został poprawiony (no dobra, może troochę), a z tego, jaki gest nastąpił po tym.

- Mmmh... morzem..? - Poprawił się, a forma pytania była całkowicie niepoprawna, ale nie potrafił się zdobyć na inną. Przyglądał mu się bardzo czujnie, przewrażliwiony nie na samą poprawkę, a na krytykę, która może nastąpić potem. Pomyłki są tragiczne. Wynikała z niepewności na jego fizyczną reakcję. Było jak oczekiwanie na punch. - To czym są otoczone Włochy? - Nie to, że był tak tragiczny z geografii, żeby sobie tego nie wizualizować i żeby nie dotarła do niego ta oczywistość - no przecież, że Morze Śródziemne. Ale pytanie było tendencyjne i był ciekaw, co usłyszy. - To gdzie chciałbyś pojechać? - Pewnie było mu obojętne. Tak strzelał. - Może jak na prawdziwy Ocean to bardziej Portugalia. - Uśmiechnął się trochę niepewnie. I chyba niepotrzebnie, bo Flynnowi brakowało teraz ogona, żeby nim machał na boki. Aż cicho się zaśmiał na ten widok, a niepewność rozgonił na boki. Urocze. Ciekawe, czy Flynn byłby takim uroczym, pełnym czułości człowiekiem przez cały czas, gdyby życie tak mocno nim nie wyszurało po podłodze?

- Pewnie znajdzie się jakiś przystojniak, który już zna ten adres... - Och, och! To też było urocze! Poziom zazdrości Crowa był jeszcze niepoznanym lądem przez samego Laurenta. Powiedział to całkiem figlarnym tonem, z błyskiem w oku, zaczepnie. Znajdzie się pewnie też jakiś przystojniak, któremu da ten adres i którym Flynn się załamie. Atreus. W końcu nie mógł wiedzieć, że to jego kuzyn - i to bardzo bliski kuzyn, który był dla niego w zasadzie jak brat.

- Ooch... - Z dużym nagromadzeniem pozytywnych uczuć było u niego prawie jak z gniewem - jakoś nie potrafił tego uzewnętrznić. Jakoś... To nie było eleganckie, na salonach i przed rodziną zawsze trzeba było się kontrolować, starać się panować nad każdym gestem i nawet milimetrami wykrzywienia ust. Więc tak został. Oparł dłonie na swoich policzkach, opanowany już wizją tego fenomenu. Tą możliwością chowania się pod ziemią, leżenia, by dotykać palcami wody i przeglądać się we własnym odbiciu. I cała przestrzeń pachniałaby tym jodem. Co ja bym tam postawił..? Odpadały książki, ale jakieś rośliny. Tak. Stworzyłby im z pomocą specjalistów przestrzeń do rośnięcia. Ustawiłby tam jakieś wygodne łóżko. I dywany, albo skóry! Skóry na ziemi... W swojej własnej wyobraźni właśnie przewracał się po tych dywanach jak dziecko z radości. Tymczasem tutaj stał i ewidentnie zatonął. - Zaczarowałbym wodę, żeby była jak na Malediwach... - Dodał cicho i przymknął oczy w szerokim uśmiechu, nieco przechylając głowę z boku na bok, rozanielony tymi wizjami.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#20
31.12.2024, 11:59  ✶  
Niby nic się nie stało, ale on naprawdę był zdenerwowany. Wyraźnie, mocno. Z całą idącą za tym niezręcznością.

- Pachą - burknął, wywracając oczami, nerwowo stukając butem o ziemię. Miało to jakiś swój rytm, ale jeżeli się w to nie wsłuchało, wydawało się być co najwyżej chaotyczne. - Czterema morzami. - Wyglądał jakby był wyjątkowo nieszczęśliwy z powodu znania odpowiedzi na zadane mu pytanie i jeżeli Laurent chciał to ciągnąć, bardzo szybko poprosił o zmianę tematu. Wakacje były... ok. Gorzej z tym, że jedyne miejsce, do którego chciał pojechać, zaproponował już komuś innemu, a nie zamierzał bawić się w recyklingowanie pomiędzy nimi randek. Jeżeli to miało jakkolwiek działać, musiał budować z nimi świadomie odrębne wspomnienia. - Uh... gdzieś z tobą? Dla mnie możemy nawet oglądać te jebiące starą skisłą ścierą katedry w Durham. - Prawie powiedział zwiedzać Birmingham, bo ono też śmierdziało niemytym chujem, ale zawahał się. Było tak blisko jego przeszłości, że aż zakuło go w język.

Mimo wszystko łatwo go było od tych myśli odciągnąć. Uśmiechnął się szybko, na powrót inicjując pomiędzy nimi dotyk, ale tym razem objął go w pasie.

- Mam nadzieję, że traktuje cię dobrze? - Zapytał, skubiąc materiał jego koszuli i spoglądając na niego z niby-zaciekawieniem. Jeżeli nie, zdecydowanie nie był gotowy na usłyszenie prawdy. Takiej odpowiedzi zapewne by do siebie nie dopuścił. I oh kurwa, patrząc na niego teraz, zdał sobie sprawę z tego, że serce znów mu drży. Laurent czasami zachowywał się w sposób, który był dla niego zaraźliwy i mimo próby opanowania własnych warg kąciki jego ust uniosły się w górę. - M-może zejdź jeszcze na chwilę na ląd - chciał dodać błyskotliwie, ale zająknął się i nawet nie potrafił być zły. Rzeczy działające przy innych tutaj nie znajdowały głębszego zastosowania. - Bo tu jest ten dom, a ja nie znam twoich nawyków. - Wciąż otaczając go swoim ramieniem, chciał wejść z nim do środka. - Wchodzisz, zostawiasz buty przy wejściu, gdzie idziesz i co robisz...?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (8711), The Edge (6455)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa