• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[24.08.1972] Flawless | Laurent & Flynn

[24.08.1972] Flawless | Laurent & Flynn
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#31
13.01.2025, 03:49  ✶  

Kłótnie. Kiedy one w ogóle się rodzą? Dlaczego powstają? Kłócić się. Co w ogóle oznaczało to słowo? Brak zgody w jakimś temacie, które prowadzi do emocjonalnej wymiany zdań. Nie wiedział, jak się kłócił Flynn, ani nawet nie wiedziałby, jakby on sam się z nim kłócił. Brali udział w przedstawieniu - dla Flynna każda chwila była teatrem. Każde miejsce, relacja, przestrzeń. Zdolność do tworzenia fantasmagorii oblepiała jego skórę wilgocią jak pot po seksie. Najpiękniejsze kłamstwo było tym, w które sam potrafił uwierzyć. Być może więc takie przedstawienie byłoby jednak ostatnim. A może ktoś z bliskich Laurenta by nie wytrzymał i sam zajął się Flynnem - i gdzieś tam by się zakończyła czyjaś przykra historia. Między łzami, krzykami... ale może Laurent tego nie dożyje. Tkwiąc w problemach, z którymi sobie nie radził. Jeśli Flynn, na którym się teraz tak mocno oparł (jego ściana za plecami) stałby się problemem - to pole nie byłoby nawet polaną. Pełną zbóż i maków, traw i wrzosów. Byłoby pustą ziemią, na której nie da się nawet niczego zasiać.

Miał rację mówiąc, że nie był wtedy na to gotów. Wyczuwał to. Gdzieś przeczuwał to, że usłyszy coś... strasznego. Może nie był najlepszym aktorem, ale teraz wspinał się na wyżyny własnej charyzmy, by trzymać twarz utkwioną w niezmiennie tym samym grymasie - a raczej jego braku. Tylko lekko zadrżały mu usta, jakby chciał coś powiedzieć, a może się uśmiechnąć, a może... wyliczanka - sam zgadnij. I nie chodziło nawet o to, że komuś zniszczył życie. Owszem - brzmiało to okropnie. Okrutnie. Tylko kim by był oceniając to? Widział dobrze różnicę między nimi - Laurent bardzo chciał dawać te jasne kawałki siebie ludziom, by mogli się uśmiechać. Chciał im pomagać i błyszczeć - pewnie, że tego potrzebował, to wcale nie było tak czysto altruistyczne. A Flynn? Flynn był głodny. Dlatego oskarżał go o interesowność - tę zmianę, którą pokazał, zjawiając się wtedy u jego progu. O brak przypadkowości. Może nawet o celowe budowanie sobie jakiegoś wyjścia awaryjnego, gdyby Alexander go wykopał - właściwie teraz tak to wyglądało. I teraz gdzieś tam był człowiek, który był po prostu... idealnym dopasowaniem do niego. Laurent musiał zamrugać parę razy oczami, żeby powstrzymać łzy. Cofnął dłoń z jego uda. W końcu był praworęczny - więc zajął się lampką wina. I tym razem napił się łyka, a nie tylko zwilżył usta.

- Ciężko komuś przypadkiem zniszczyć życie, Flynn. - Flynn. Mówił to do człowieka z przekonaniem, że tak właśnie to imię brzmi. Do człowieka, który pociął się w jego wannie. Powinien wziąć przykład z tych, którzy już się Flynna pozbyli. Powinien nie ryzykować i po prostu te drzwi przed nim zamknąć. Spojrzeć na to trzeźwo - znów zamknąć się za tamą, która nie przepuści emocji. Miłość? Niepotrzebna. Kiedy możesz mieć każdego i każdy kocha cię spojrzeniem to przecież nie musisz kochać samemu. Masz już miłość - nieskończoną, oceaniczną toń. Nabrał kolejny głębszy wdech. Kolejny powolny wydech. Nic nie pachniało tak samo dobrze przy obłokach dymu. - Więc czemu przyszedłeś do mnie, nie do niego? - Obrócił znów głowę w jego kierunku.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#32
13.01.2025, 04:27  ✶  
- Tak myślisz? A jednak wszystkim czego potrzebujesz jest napalm. - W połączeniu ze snopem iskier. Takich samych, które rozpalały go kiedy tylko zobaczył Bletchleya i przypomniał sobie, jak przyjemnie było tonąć w jego objęciach za każdym razem, kiedy spotkało go coś złego. Wspaniałe remedium na każdy jego problem - wpierw posuwać jego, a kilka lat później, kiedy dorósł, rozkładać nogi przed nim. Po czymś takim nie czuło się już nic. - Albo bycie chorym na głowę i nietrzymanie fiuta w spodniach. I nauczenie drugiej strony tego, że to rozładowuje napięcie lepiej niż cokolwiek innego. Znasz to skądś?

Puszczony, pozostawiony samemu sobie od razu się napiął. Nie chciał zrywać tego kontaktu, nienawidził kiedy ktoś się tak odsuwał, jakby miał zaraz sobie pójść. Jakby to wszystko miało się skończyć. Jak do cholery miałeś czuć się chciany, jeżeli ktoś odtrącał cię w najłatwiejszy możliwy sposób?

Coraz mocniej przemawiało przez niego zdenerwowanie. Nie ruszył się z miejsca, ale łeb mu zadrżał, już nie tylko ręce brały udział w nerwowej telepaninie. Obawiał się tego ze strony Laurenta, ale to on wyglądał jakby miał stąd zaraz wyjść, nawet jeżeli wcale tego nie chciał.

- B-bo jesteś sobą. Bo to nie ma ni-ic wspólnego z ża-adnym z nich. Jesteś j-jak... - Zazgrzytał zębami kiedy znów wróciło do niego to idiotyczne porównanie. - Jak... Świeża po-ościel, w której z-zasypia się in-naczej. Lepiej. - Bo było mu przy nim dobrze i ktoś się męczył żeby spełnić jego oczekiwania i potrzeby. I pierwszy raz od dawna to nie było zostawianie go samemu sobie. To nie było puszczanie go samopas, bo przecież Flynn musi być Flynnem. Ktoś... Nie chciał tylko na niego patrzeć i trzymać przy sobie jak zabawkę. - B-bo próbowałeś się mnie uucz-yć, chociaż czasem... Cza-asem mam wrażenie, że zadajesz mi pyytania nie po to, żeby mniee poznać, tyylko żeby sprawdzić czyy ww-fszystko jest na swoim miejscu. T-to ty jesteś jak pies. Taki, c-co wstaje w nocy i ch-odzi p-po domu sprawdzając czyczy wszyscy są w swoich łóżkach.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#33
13.01.2025, 05:05  ✶  

Napalm. Wszystko, czego potrzebujesz, to zniszczenie komuś życia niszcząc jego bliskich. Czasami wystarczy jeden pożar. Nie spalona stajnia - spalony dom. W domu dziecko, żona. Kurwa, ten pies, którego tak kochałeś, bo towarzyszył ci w spacerach, kiedy nikt inny nie mógł, nie chciał, albo miał gdzieś twoje samopoczucie. Albo może ten ogień, który rozpala cię od środka? Stuknął palcem w kieliszek. Miał rację. Znał to. Za dobrze. Próbował się tego pozbyć. Próbował się ogarnąć. Kurwa, iść na terapie. Żeby nie musieć z tym żyć, nie być takim... zepsutym. Najbardziej niszczył życie tym samemu sobie. Ludzie brnęli dalej, a on zostawał z myślą, że tamten facet wrócił do żony i był już dla niego tylko miłym wspomnieniem. Teraz wzgardzanym. Te plotki, które krążyły, nie wzięły się w końcu znikąd - tylko nie miały niczego wspólnego z prawdą. Były zasłoną dymną dla tych, którzy tego potrzebowali. Ten ogrom upokorzenia... Teraz to on krzyczał - w swojej własnej głowie. Cichy krzyk.

Nie chciał, żeby ta porcelana się kruszyła.

Wyciągnął do niego ręce i przytulił do siebie. Oparł policzek na jego pięknych lokach. Co to było za porównanie - do świeżej pościeli. Jaka inna może być pościel? Brudna? Brzydka? Nie wyobrażał sobie tego. Ale to teraz nie było nawet istotne - przesunęło się na razie bez większego echa, bo widział przecież, co się z nim dzieje. Nie znosił siebie, kiedy przybierał ten... ten ton, który rezerwował dla ludzi mu raczej obcych. To nie było to, czym chciał się dzielić z bliskimi, którzy potrzebowali jego ciepła i światła. Kiedy jednak masz ścianę za plecami to jedyne, co możesz zrobić, to przeć do przodu. Widział to teraz jako coś złego, a przecież nie było. O tym wszystkim trzeba sobie mówić. I nie o wszystkim da się powiedzieć w sposób pozbawiony emocji. Szczególnie dla takiego człowieka, jak Flynn.

- Bo ja... - Sam się zaciął. Pies? On? Pilnowanie, by wszyscy byli w łóżkach, kojarzyło mu się z czymś dobrym. Przecież o to chodziło - żeby każdy wypoczął, żeby zjadł, żeby grzecznie posłuchał, bo Laurent chciał jak najlepiej. Żaden był z niego dowódca. Wiedział to. Dlatego starał się podchodzić do każdego człowieka tak, by był skłonny go posłuchać. Nawet jeśli chodziłoby o głupie wybranie się do łóżka. - Bo się boję, że... - Że co? W sumie - że co? - Przyzwyczaiłem się do tego, że ludzie oczekują ode mnie jakiejś roli... - Ale to na pewno o to chodziło? O to też. To w końcu był złożony problem z licznych nacisków, wymagań i ciągłego udowadniania mu, że nie jest wystarczająco dobry. - Nie wiem. - Zakończył, właściwie nie potrafiąc już odnaleźć się w swoich rozbitych myślach. - Nie wiem, co dokładnie masz na myśli. - Nie wierzył mu, nie tak do końca. Nie był w stanie uwierzyć w to, że mając kogoś takiego... idziesz do jeszcze innej osoby i z nią zostajesz. Wierzył za to w to, że coś musiało faktycznie ich poróżnić. Może żona? A może jeszcze coś innego. Może mimo tego porozumienia dusz, o którym mówił, nie było jednak zgody w ich planach na życie. Przez moment głaskał go po karku. - Myślę, że jesteś bystrzejszy, niż chcesz pokazywać. - Musnął ustami jego czoło. - Tylko że mówisz o tak silnym porozumieniu, a potem o moich mizernych próbach nauczenia się ciebie? Flynn... - Zajrzał mu do oczu. - Czy ty potrafisz mi powiedzieć, proste w moje oczy, że przyszedłeś akurat do mnie, bo Raziel cię nie odrzucił? Albo nie wyznaczył granicy? - Posługując się tym słowem, którego temat się okręcił wokół nich kilka razy.

Jeżeli stan Flynna się pogarszał to reagował, żeby go uspokoić, pomóc mu oddychać i nie zadawał dalej tych pytań.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#34
13.01.2025, 15:05  ✶  
Jednak mu się to nie podobało. Dostanie tego, czego tak bardzo pragnął i potrzebował, okazało się... Zgubne. Bo w takiej chwili ciężko było powstrzymać łzy i zrobił to cudem. Wpatrywał się zdezorientowany w to rozmyte, ciemne otoczenie. Oddychał ciężko. Słyszał, w jak straszny sposób waliło teraz jego serce i ten szum... Zagłuszał już prawie wszystko. Robiło mu się gorzej, a ciepło ciała, które przysunęło się do niego w reakcji na narastający atak paniki, zaogniło uczucie, że coś było nie tak.

Łatwo było wymienić pocałunek w czoło w liścia wymierzonego w policzek. A przynajmniej teraz wydawało mu się, że reakcja skóry była podobna.

Zacisnął pięść, próbując jakoś się opanować.

To nie jest historia o tobie, zadzwoniło mu w głowie jeszcze raz, tym razem o wiele dobitniej. Gorzki posmak w ustach stawał się nie do zniesienia, a ten papieros zawisł tak. Już nikogo nie interesował. Popiół opadł mu na spodnie, bo nie miał już czego się trzymać.

- Jak nazwałeś tamto pytanie o Dante...? - Prychnął. Lekka irytacja sprawiała, że nie zająknął się, ale podsumował to zgrzytnięciem zębów. - Mmmhm. - Znów się nad czymś głęboko zastanawiał. i działał komicznie - to znów ten moment, kiedy ich uda się zetknęły, żeby miał jakieś oparcie w myślach przepływających przez jego głowę, ale tułowiem odsunął się do tyłu, opierając mocno o tę kanapę i odwracając głowę w bok. Skubał skórki przy paznokciach, już zapewne bezwiednie, bo całkowicie odpłynął.

To już nie były sekundy, to były minuty. Minuty spędzone w kompletnej ciszy, ale faktycznie nie wyszedł stąd. Nie wstał. Nie poruszył się nawet. Siedział z tą nogą przyklejoną do jego uda i pewnie układał coś w głowie... Albo układał siebie. Bo oddychał nieco spokojniej. Nawet wykonał gest sugerujący, żeby Laurent jadł. Tak po prostu. Przecież tak łatwo było wrócić do normalnego funkcjonowania, kiedy ktoś właśnie wyłączył się za twoimi plecami i trwał w jakimś letargu, z którego nie wyciągały go żadne słowa.

Aż wreszcie przeciął tę ciszę.

- Co poruszyłoby cię bardziej? Gdyby ktoś czytał z ciebie jak z otwartej książki i znał każdą twoją skrywaną myśl, czy gdyby... Nie znał cię głęboko, ale każdego dnia próbował coraz bardziej, na przekór każdej przeciwności? - Nie wierzył w to, że odpowiedź na to nie była oczywista. - Rzecz jest taka, Laurent, że... Jak kogoś takiego jak Raziel rozumiesz na tym poziomie, to bardzo dobitnie rozumiesz również te elementy, które nie działają. I jest w tobie akceptacja tego, że wizja wspólnego życia to... - uśmiechnął się smutno - fantastyka. - Przeplatana jakimiś marzeniami o tym, jak to kiedyś może porzucą swoje życia i wyjadą w góry jak ich narkotykowe urojenia. Farmazony. Dobrze wiedział, że to się nigdy nie wydarzy, ale to było takie słodkie kłamstwo. Tak samo słodkie jak to, które Cain sprzedawał mu za każdym razem kiedy chciał stworzyć wrażenie tego, że się go nie wstydził. - Tak samo jak on zawsze rozumiał to, że nie wybiorę jego. - Udowodnił mu to już dwa razy. Teraz udowadniał mu to trzeci raz. - Ale wiesz - to zdecydowanie bolało najbardziej - to działa tak, że on uścisnąłby ci rękę, dobrze by mu się patrzyło na to, jak jestem szczęśliwy gdyby nie to - głos mu się załamał, znów brzmiał jakby był na granicy płaczu - że jest chory. Pamięta wszystko na zawsze. Każdą chwilę, każde najgorsze gówno, jakie mu zrobiłem i każde kłamstewko, jakie mu sprzedałem, przeżywa w kółko, jakby to działo się tu i teraz. Tak się... - musiał głośno przełknąć ślinę - niszczy komuś życie przypadkiem.

I tak też mu odpowiedział, jednocześnie nie odpowiadając za zadane pytanie wcale. Prawda o tym dlaczego nigdy nie potrafiłby go już sobie odpuścić, chociaż byliby lepszymi przyjaciółmi niż kochankami leżała na wierzchu, gotowa do obejrzenia z każdej strony. Dwójka ludzi, która się kochała i próbowała spełniać swoje zachcianki, zaspokajać swoje potrzeby... prawie zawsze na przekór samemu sobie. W sprzeczności z własną naturą.

To był koniec. Papieros zawisł w powietrzu, a on ściągnął z siebie kurtkę, rzucił ją na oparcie na znak, że zaraz tu wróci i poszedł z tą fajką do łazienki. Bez słowa.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#35
13.01.2025, 16:03  ✶  

Tendencyjne. Tamto pytanie było tendencyjne.

Ziemia się trzęsła, a cegły łatwo się rozsypywały przy dużym drżeniu. Źle ułożone, posklejane. Uparte podpieranie się na nich miało więc te wady i zalety - w końcu się skaleczysz, jeśli nie będziesz uważny, ale w końcu tak miało być. Po to zostały tak zaprojektowane. Przyśpieszyło jego serce i poziom stresu na nowo podniósł się na tym termometrze o kilka stopni Celsjusza. Ogień dobry i ogień zły - czasem nie wybierasz, w którym płoniesz. Raz dajesz się ogrzać, a raz po wszystkim pozostaje popiół. Ta właśnie ziemia, w której nic nie zasadzisz. Pusta stajnia, gdzie tylko krew odbija się w podłodze.

Pytanie o pytanie - odpowiedź się nie pojawiła, bo przecież ją znali. Jego retoryka dała blondynowi trochę do myślenia.

Dało mu też powód, żeby przeklinać się w myślach za ciągnięcie tematu i potrzebę wyczerpania go, skoro już został rozpoczęty. Wolał to niż myśl o tym, że jednak pojawiło się niedopowiedzenie i trzeba będzie potem znów zaczynać. Chyba... cóż, jeśli miałby ufać słowom Flynna to on też tak wolał. Przemilczenia zniszczyły mu życie, tak? A może właśnie zniszczyło życie to, że druga strona niczego nie chciała wiedzieć? Czuł się wcale nie lepszy od Alexandra. Przecież też się bał wielu odpowiedzi. A może ten Alex się nie bał - może on po prostu nie chciał z góry o tym słuchać. Bo wiedział i tylko go to wkurwiało. Miało to znaczenie żadne. Znaczenie miało to, czy Flynn wolałby sam to zostawić w tajemnicy, czy właśnie to, co teraz się działo, jednak miało tendencję do wyniesienia ich ku czemuś lepszemu? Bardzo chciał mu udowodnić (i sobie), że tak. Teraz jednak sądził, ze bardziej musiał to udowadniać sobie, bo chyba czarnowłosy miał bardziej ułożoną co do tego głowę niż on.

Gdybanie wpisywało się w to, o co zapytał Flynn. Bo "co by było gdyby". A tutaj przecież nie było gdybania, tak? Był czysty fakt wyborów, o których Flynn myślał. Był cały koszyk jego przemyśleń i emocji, jego doświadczeń, które Laurent musiał zrozumieć. Jego 'chcę' przeradzało się w 'muszę', bo ciekawość była gnębicielem i prowadziła w końcu do zwariowanej niepewności. Chyba nie było nikogo takiego, komu nie byłoby przykro słysząc o tym, że ktoś, kogo kochasz, ma kogoś... dla siebie doskonałego. Powiedział mu to kiedyś bardzo wyraźnie - byłby szczęśliwy mogąc mu pomóc. Gdyby mógł go zobaczyć z jego "na zawsze i na wieczność" chociażby z Alexandrem. Ten teraz odpadał - po tym, co usłyszał, nie było takiej opcji. Ale Raziel? Tak. Chciałby być bardziej egoistyczny, żeby naprawdę zachować go dla siebie, ale by nie potrafił. Tylko że wybór nie był jego. Był Flynna od samego początku.

Nie podobało mu się to odsunięcie, ale nie protestował ani mu tego nie utrudniał. Może oprócz momentu, w którym chciał wyjąć mu tego papierosa z dłoni, kiedy już opadł popiół na nogę. Sięgnął też do jego spodni, żeby go strzepnąć - odruchowo, bo pierwsze co pomyślał, to że może mu zniszczyć spodnie, które tak lubił.

Wcale nie uważał tego za oczywiste. Nie był pewien, czy w pełni rozumie to połączenie dusz, ale żadna z tych opcji nie wydawała mu się mniej poruszająca od drugiej.

- Flynn? - Próbował przerwać trochę tę ciszę. Cicho, delikatnie, ostrożnie. - Chciałbym ci pomóc... ale nie wiem jak. - Jeść? Spojrzał na tę tackę i chyba by teraz zwymiotował wszystko, co by próbował wziąć do ust. Żołądek ponownie mu się zwinął. Już nie był głodny i nie miał na to ochoty. A wszystko stygło. Co za tragedia. I to przez niego. Znowu wszystko zepsuł. Dlatego trzeba trzymać się planów, schematów - wtedy nic się nie psuło. Ustawiony domek z kart się nie rozpadał, lód nie pękał, zboża nie spalały się, a mur nie rozpadał.

- To... Flynn, bardzo mi przykro... - Było - i to było widać po jego twarzy. Odsuwając wszelkie animozje na bok - to było po prostu straszne. I rozumiał już, jak straszne i trudne było to dla samego Flynna. Wyciągnął do niego dłoń, ale ledwo przesunął ją po jego ręce, kiedy mężczyzna wstał, ściągnął kurtkę - i wyszedł z tą fajką. Laurent cofnął do siebie te dłonie i przycisnął do klatki piersiowej. Dopiero teraz zaczęły drżeć, jak i zadrżał on cały. Jak zaczął szybciej oddychać bez poczucia, że musi się kontrolować. Nie chciał dokładać emocji Flynnowi widząc, jak strasznie wyglądał i jak bardzo przy tym nie wiedział, co ma z nim zrobić. Jak mu pomóc. Głupi, głupi, głupi, głupigłupigłupi... Pisk w uszach. Uspokoił nieco oddech i spojrzał na tę kurtkę. Ile minęłoc zasu? Parę sekund? Minut? A jeśli coś mu się stało? Jeśli coś sobie zrobił? Jeśli potrzebuje pomocy? A może po prostu wyszedł do łazienki. Albo potrzebował chwili na odetchnięcie? Ile czasu było czasem optymalnym, żeby jednak tam poszedł. Zaufanie. W ogóle nie ufał Flynnowi, że nic się nie stanie.

Minęło parę minut - i jeśli Crow się do tego czasu nie pojawił, to Laurent wziął tą kurtkę (tylko czemu? tego nie wiedział) i wyszedł na zewnątrz. Złapał kelnerkę, by zapytać, czy nie widziała jego towarzysza - oj tak, widziała. Poszedł się odświeżyć. I ruszył do tej łazienki.

Z jakąś złością budującą się w środku.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#36
13.01.2025, 17:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.01.2025, 17:11 przez The Edge.)  
Odszedł spokojnym, mozolnym krokiem, nieco się garbiąc. Wisielcza mina nie pomagała w braku obaw klientów restauracji, kiedy widzieli wyeksponowane, wytatuowane ręce, więc szukając tej cholernej łazienki, zakrzywiał kąt padania światła, żeby przynajmniej jego morda została owiana tym półmrokiem. A kiedy wreszcie ją znalazł i wszedł do środka, był zdziwiony. Nie było tutaj kabin, nie było innych ludzi. Zamknął za sobą zamek i cała ta przestrzeń była jego. Uznał to jednocześnie za błogosławieństwo i przekleństwo - w jakimś sensie potrzebował chwili bez Laurenta, gapiów i dźwięków, jednocześnie cicha melodyjka grająca w środku i taka świadomość znajdowania się w potrzasku nie potrafiły już opuścić jego łba. Trochę tortura, a jednak tliło się w nim zmartwienie zostania tutaj za długo.

Musiał się jakoś ogarnąć.

Spojrzał w swoje odbicie w tym przeklętym lustrze i o matko - ani trochę się teraz nie dziwił tym reakcjom, jakie od niego dostawał, bo naprawdę wyglądał obleśnie. Czerwony od wściekłości i żalu, z falą łez spływających mu teraz po policzkach. Kiedyś kiedy tak ryczał, to przynajmniej był słodki - bo był młody i głupi. A teraz był stary i głupi. Coraz rzadziej patrzył w lustro, bo nie mógł znieść widoku siwych włosów i zmarszczek wdzierających się w zmęczone życiem oblicze. Zachłysnął się powietrzem i zaczął szlochać. Ten szloch rozbijał się o ściany wygłuszonego pomieszczenia, ale i tak próbował go stłumić. Nie mógł tu przecież pobiegać. Nie mógł ostudzić się niczym fajnym, bo wtedy to Laurent dostanie ataku paniki i wtedy już na pewno wrócą do domu głęboko rozczarowani tym wszystkim, co się tutaj stało. Chęć sprawienia mu przyjemności tymi zakupami i flirciarski ton, jakim mówił kilkadziesiąt minut temu, brzmiał jak coś, od czego dzieliły ich tygodnie. Nie mógł pozwolić im upaść. Wyryczał się więc w trybie ekspresowym. Wymusił te łzy, aż nie spuchły mu oczy i nie miał już z czego wydmuchiwać nosa. A później odkręcił kran na najzimniejszą wodę, wsadził pod niego twarz i opłukiwał się tak długo, jak uznał za konieczne, żeby jakkolwiek przeciwdziałać opuchniętym oczom. Tak, był tam gdzieś Cain, którego skrzywdził cholernie. I do końca życia będzie się zadręczał tym, że ten chłopak w ostatniej chwili życia, jeżeli będzie mu dane zorientować się o własnej śmieci, pomyśli o nim. I to będzie albo najpiękniejsze ich wspomnienie, albo najgorsze. Był tam gdzieś i to bolało. Nie istniała szansa, żeby go sobie darował, zrezygnował z przychodzenia do niego i opowiadania głupich historii. Ale co do głupich historii - tak samo jak historia o tym, dlaczego nie był z Cainem ani Alexandrem nie była historią o Laurencie, tak samo dzisiejszy dzień nie był historią o żadnym z nich.

Musiał stanąć na wysokości zadania. Musiał się ogarnąć, musiał...

Spojrzał w lustro jeszcze raz. Nie wyglądał dużo lepiej, ale zimno w jakiś sposób go obudziło. Przemył tą wodą jeszcze swoje ręce, kard, ramiona, barki. Dmuchnął w grzywkę przyklejoną do wilgotnej twarzy i odetchnął głęboko. Zaczął się wachlować. I to wachlowanie rękoma przyniosło mu jakąś ulgę, więc po kilku sekundach już nie tylko się wachlował. Gdyby w tym przeklętym kiblu były kabiny, mógłby chwycić się ich ramy i popodciągać się, ale wszystko tu było takie... prywatne, ekskluzywne, dopracowane. Mógł tylko popodskakiwać na jednej nodze i na drugiej. A później spojrzeć w to lustro trzeci raz i powiedzieć do niego: kocham cię. Nie to nie brzmiało dobrze. Jeszcze raz: kocham cię. Trochę lepiej, ale wciąż miał chrypę. Potrzebował czasu, ale nie miał czasu, więc cicho recytował tekst swojego ostatniego występu. Nie było nikogo brzydszego niż on i nikogo piękniejszego niż ona. Jak że ona się w nim zakochała, co? Wysokie miał progi The Edge, skoro z kolców i piór obrać go mogła tylko najpiękniejsza kobieta na świecie.

Jeszcze wyciągnięcie rąk w górę. Jeszcze pochylenie się w dół. Jeszcze podciągnięcie się na niczym w górę kilka razy. I jego oddech naprawdę stawał się stabilniejszy. Wyprostował plecy, przestał się garbić.

Wróci tam i jakoś to będzie.

Czy zdążył?

Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak

Wracając do stolika, nie zakrzywiał już światła. Szedł spokojnie, ale szybkim krokiem. Z rękoma wciśniętymi w kieszenie i podejrzanie dobrze ułożonymi włosami jak na to, że nie zabrał tak kurtki z Ulizanną. Dosiadł się. Nie darował sobie tego, żeby usiąść na powrót tak blisko jak wcześniej, tak blisko, żeby musieli dotykać się nawet gdyby nie objął go ręką, ale przecież to zrobił. Zimny jak diabli.

- Jestem tu, bo - powiedział tym wypracowanym przy lustrze tonem - mówiłeś mi o tym jak chciałbyś być kochany i jak chciałbyś kochać, a mi się to spodobało. Nie dlatego, że ktoś mnie zostawił. - Jeszcze raz głośno wypuścił powietrze. - Błagam, zjedzmy coś, zanim stopię się z poczucia winy. Czy w takich restauracjach w ogóle pakują na wynos?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#37
13.01.2025, 17:44  ✶  

To nie było nawet 10 minut, ale rozicągały się jak godziny. Bolała go klatka piersiowa tak mocno, że jego smutek, współczucie i żal przeradzała się w jakąś złość. Na Flynna? Nie. Pies, który musiał sprawdzić, czy wszyscy położyli się do łóżeczek, co? Powinien więc teraz musieć widzieć, że Flynn tu usiądzie, ale wcale nie było to szczytem jego potrzeb. Tym szczytem było to, by Flynn sobie niczego nie zrobił. Żeby ukoić jego ból.

Wisiał nad tym stołem z ciężką głową opartą na ręce. Alkohol wydawał się teraz idealny do ukojenia własnego bólu, ale był żadnym rozwiązaniem. Skoro sam nie chciałby, żeby w takich chwilach Flynn sięgał po najłatwiejsze z rozwiązań, to sam nie mógł nie dawać przykładu. Chyba w tym pogiętym, własnym mózgu, traktował starszego od siebie faceta prawie jak dziecko. Więc pora sobie może uświadomić, że żadnego to dziecko i dobrze sobie radzi bez nadzoru i pokazywania palcem, co ma robić? Nie widział bezpiecznego schematu. Zmęczenie i znużenie przygniatało go niżej, ale nie przegrywał z grawitacją przez ten bunt. Nieukierunkowany, ale dający siłę do tego, żeby nie siedzieć tu z martwym wzrokiem, a wpatrywać się w przestrzeń tak, jakby tam widział przeciwną armię. Zaraz zabrzmią bębny wojenne i przyjdzie nam ruszyć do walki. Myśl i czucie zlewały się w jedno, były plasteliną wielu kolorów zlepionych ze sobą przez dziecko. Potem przychodził rodzic i marudził, że czemu tak to zmarnowałeś - a takie ładne były kolory, mogłeś coś ładnego ulepić. Ale ty chciałeś zobaczyć, jak łączą się kolory. Jak powstaje w końcu brudna breja. Ta złość - ona pomagała walczyć z tym, żeby niczego brzydkiego nie tworzyć. Żeby spróbować coś ulepić z tego, co się ma. Nie było to proste.

Chciał już wstawać, kiedy Flynn wrócił, a on sam się wyprostował. Czerwone oczy, czerwone policzki. Płakał. Musiał dużo płakać. Poza tym... chyba nic mu nie było. Był... w jednym kawałku. Nie zobaczy potem niczego w domu? Nie zdążył się zastanowić, czy przyszedł tutaj, żeby uciec - bo Flynn usiadł i go objął. A Laurent, trochę sztywno, ale na to pozwolił. Ulga przez moment pozwoliła mu milczeć. Powietrze z niego zeszło wraz z ciężarem siedzącym na jego klatce piersiowej. Pokiwał tylko twierdząco głową, ale to jedzenie jego samego nadal nie interesowało. Może zaraz, za chwilę. Jak przestanie mu się kręcić w głowie. Ale może to też z głodu..?

- Pakują. - Odparł na wydechu. Odsunął się, żeby przysunąć się do stolika niemrawo i złapać w zamyśleniu za małże, otworzyć ją specjalnym nożykiem. Lubił ten mały rytuał, tak jak niektórzy lubili łupać orzeszki. Teraz się na tym nie skupiał.

- Nie powiem, że nie musisz tego powtarzać, bo lubię, kiedy to mówisz. Ten dokonany wybór - rozumiem to. Widzę, co robisz i jak się starasz. - Starał się mówić spokojnie, wyważonym tonem. - Cała ta droga, która była przed tym, co się u ciebie działo, co się działo w twojej głowie, o czym myślałeś, co czułeś... prawdę mówiąc żałuję, że nie umiem czytać w myślach, bo jestem ciekaw tego wszystkiego. Cóż, teraz już część wiem. I naprawdę mi przykro. Przykro mi, że nie miałeś wystarczająco szczęścia w życiu i nie było ci łatwiej. I z powodu Raziela. - Nie chciał mówić: nie masz szczęścia, bo liczył na to, że... ma? Albo chociaż będzie mieć? Nawet jeśli blondyn miał się za debila nie potrafiącego nie sprawiać Flynnowi przykrości. - Dlaczego czujesz się winny? - Zapytał w końcu, chociaż milion innych zdań krążyło po jego głowie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#38
13.01.2025, 19:16  ✶  
Crow przymknął oczy. Zignorował to pakują, z wielką ulgą zauważając, że Laurent wreszcie sięgał po... cokolwiek sobie zamówił. Po to tutaj przecież przyszli. Żeby się najadł czegoś, co lubi jeść. Nawet jeżeli to było to cuchnące obrzydlistwo. Nie robił żadnych głupich min, ani nie reagował źle na widok jego talerza, ale też nieszczególnie cieszył się z widoku czegoś, co wciąż się ruszało kiedy serwował ci to kelner. Trochę jak opowieści o karpiu w wannie z bloku wschodniego. Niby nieszczególnie ruszało go to, że jadło się zwierzęta. Niby widząc martwego konia w zjaranej doszczętnie stajni... ucieszył się cholernie, że to był tylko konik, a nie człowiek. No ale nie miał w sobie tego czegoś, co pozwalało mu spoglądać z obojętnością na czyjąkolwiek mękę.

Śmierć była czymś nieuniknionym. Nie przerażało go to aż tak bardzo jak innych, po prostu... dlaczego dodawać jej bólu? Dlaczego cokolwiek miałoby cierpieć dla cudzej przyjemności?

- Bo cieszyłeś się na myśl, że to wszystko zjesz - przyznał. - Ale tej radości już w tobie nie ma. - Był chyba tylko jeden sposób na to, żeby wrócili do tematu jedzenia. Zabranie się za nie samemu. Napił się więc tego soku, żeby przepłukać gorzki posmak w ustach i w pierwszej chwili chciał chwycić ten talerz i rozsiąść się wygodniej. Dopiero w drugiej chwili przypomniał sobie o tych no... zasadach. Kompletnie z dupy, bo w tych warunkach siedzenie przy stole było zwyczajnie niewygodne, skoro mógłby wyłożyć się i wpatrywać w niego jedząc te kluski, zatopionym w kanapie. - Co to jest? - Słyszał nazwę, słyszał rozmowę. Ale to wcale nie znaczyło, że rozumiał co je.

Jedyne co o tym rozumiał, że to było koszmarne, wstrętne... Jezu Chryste. Mniej-więcej tak wyobrażał sobie zjedzenie ślimaka i o kurwa - to miało inny wymiar paskudności. I nie chodziło nigdy o smak, o zapach. No dobra - zapach też potrafił go odrzucić, ale nic nie odpychało go tak bardzo jak tekstura jedzenia. Jakiś nieznany, niezrozumiały ląd. Potraktował więc tę cholerną krewetkę dokładnie tak, jak traktował absolutnie wszystko, co wciskali w niego Bellowie, a on nie mógł tego normalnie zeżreć. Połknął ją w całości tak, żeby nie musieć tego przeżuwać, a później zagryzł to kluską. Ta, zgodnie z jego oczekiwaniami, była bezpieczna. To było po prostu ciasto.

Naprawdę nie chciał usłyszeć pytania „smakuje ci?”, ale już czuł, jak nadciąga. Nie dało się go uniknąć. Nawet jeżeli nie wybrzmieje pomiędzy nimi, to Laurent zada mu je oczami, albo będzie się na niego gapił ukradkiem. Z drugiej strony jak długo można było jeść to samo? Miał kilka bezpiecznych opcji. Spróbowanie czegokolwiek innego zawsze wiązało się z taką katorgą. Zawsze istniało ryzyko, że trafi na znienawidzoną konsystencję. Na zapach, którego nikt inny nie czuł. Nikt tego do końca nie rozumiał. W dzieciństwie potrafił godzinami siedzieć przy stole i wpatrywać się w talerz jak w najgorszego wroga, bo Tully kazał mu wszystko dojadać, a on zwyczajnie nie mógł wytrzymać, kiedy ta tekstura wrzynała się w jego głowę i doprowadzała do szału. Nigdy nikomu o tym nie powiedział, bo się przecież nie odzywał do wieku nastoletniego, więc luksus powiedzenia nie nadal go unikał. Z czasem nauczył się to wygłuszać. Udawać wdzięczność, poddawać się faktowi, że jeżeli chciał wciąż tyle samo ćwiczyć, to musiał jeść.

Dzisiaj nie musiał udawać wdzięczności, ale zachował normalny wyraz twarzy.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#39
13.01.2025, 23:53  ✶  

Cieszył się, a teraz się nie cieszył - ale to nadal było tak samo dobre, prawda? Teraz tylko zimne, ale nadal dobre. Na szczęście nie wszystko z tej tacy musiało być ciepłe, żeby nie tracić na walorach smakowych. Zresztą - co za różnica. Wszystko i tak jest smutne w tym smutnym jak pizda świecie. Pomyślał, ale wcale nie powiedział. Bo nie chciał tak myśleć, bo nie akceptował takiego osunięcia się znowu na te żałosne mielizny nieszczęścia. Miał wyrzuty sumienia, bo nie ma już radości, ale wyrzuty sumienia brały się tylko z tego? Przypomniała mu się ta pościel i ten... pies. Jakieś małe wzburzenie i chęć zaprzeczenia w nim wzbierały na myśl o tym haśle. Takie naprawdę malutkie. Sięgnął po drugą małżę i spojrzał na swoją dłoń - przybrudzoną popiołem. Teraz to on przeprosił na chwilę - bo musiał umyć ręce. Jakoś nie wiedział, czego się spodziewać, kiedy spojrzy w lustro - a nie był nawet zawiedziony tym widokiem. Zdecydowanie wyglądał lepiej niż wstrząśnięty Flynn, który dopiero łapał jakiś grunt pod nogami. Przemycie twarzy wodą jemu też dobrze zrobiło. Wrócił naprawdę po krótkiej chwili na swoje miejsce.

- To? To jest krewetka. Jestem gotowy na skrzywioną minę. Chociaż smakuje trochę jak... kurczak. - Tak, patrzył na niego. - A to jest gnochchi. Taki... makaron? - Laurent się nie znał na gotowaniu - wiedział, co lubi jeść, ale gotować? Miałby problem z tym, jak ma sobie kanapkę zrobić, a jedyne, co w kuchni sporządzał to kawa i herbata. Przy tym i to lepsze zazwyczaj wychodziło Migotkowi. Zaczął mu pokazywać kolejne składniki, na niektóre musiał zerknąć do karty, co oni tam wsadzili. Więc tak - nie było nawet pytania słownego, ale wzrokowe - jak najbardziej. Po pierwsze - czy zamawiać mu jednak coś normalniejszego, czy może wręcz przeciwnie - przypadnie mu do gustu. A sam dłubał w swoich owocach morza. - Czy w takich chwilach jak tamta, kiedy się odsuwasz, potrzebujesz czasu dla siebie? Mam cię wtedy nie szukać, nie przeszkadzać? - Chciał to wiedzieć, żeby być w stanie stworzyć strefę komfortu dla tego człowieka i jednocześnie samemu się nie trząść z niewiedzy, że nie wie, co się dzieje, co ma robić i czego Flynnowi w ogóle potrzeba, żeby poczuł się lepiej. A jeśli nie padło "dobre" albo "niedobre" (skoro nie doczekał się skrzywionej miny) to w końcu zapytał. - Smakuje? - Wybieranie mu w menu samych rzeczy słodkich, bo niczego innego jeść nie chciał, wcale nie było proste. Chociaż tutaj, może mylnie, ale chciał mu pokazać coś... nowego. W tych smakach.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#40
14.01.2025, 00:15  ✶  
To coś na pewno nie smakowało jak kurczak. Może tak mówili ludziom bez kubków smakowych, albo takim nie czującym różnicy w teksturze, ślepym na to, co jedli. A oni w to wierzyli, bo potrzebowali jakiegoś porównania. Kulinaria były dla niektórych jak myślenie o innej planecie - musiały być suche jak Sahara albo mroźne jak Arktyka. A co jeżeli tam było coś innego? Coś, czego się nikt nie spodziewał? Tak właśnie Crow postrzegał takie jedzenie - jak piekielne trudne do zrozumienia odkrycie, na które nigdy nie był gotowy. I wcale nie chciał być. Jego ocena pozostawała taka sama - obrzydliwe. Wolałby pewnie zjeść jakieś przystawki. Jakieś grzanki z masłem, tego się przecież nie dało spierdolić. Ostatecznie mogły być te kluski... Cokolwiek zrobionego jednolitego ciasta pomagało mu wrócić do przytomności.

- Ok.

Bardzo konkretne pytanie, na które nie znał odpowiedzi, było lepsze niż to będące teraz na piedestale jego lęków. Tylko jak znaleźć w głowie cokolwiek, co mógł o tym powiedzieć? Nie było przecież tak, że każda taka sytuacja była jednoznaczna.

- Nie wiem - przyznał wreszcie po chwili namysłu, odkładając talerz. Bo tak, zjadł to wszystko od razu, w identyczny sposób co pierogi i właściwie każdą rzecz jedzoną, żeby się najeść i móc iść dalej. - Mam... zły temperament? Tak się to mówi? - Ten agresywny, kipiący energią, jaką chciało się ukierunkować w... ha. Nie, nie chciało się go ukierunkować w gniew, ale ten gniew przychodził sam, jakby był czymś długo wyczekiwanym. - Porywczy. - Znalazł wreszcie słowo zagubione gdzieś w rozmowach z człowiekiem, którego imienia wolał już podczas tej rozmowy nie wymawiać. W jego ustach brzmiało to jak coś pochodzącego z innego języka, ale to przecież było powszechnie używane słowo. Pewnie fakt, że poznał je dopiero w dorosłym życiu, nosił jakieś znamiona obciachu, ale on się do trzydziestki nie pozbył naleciałości akcentu z północy Anglii. Niby tego nie powiedział, ale to nie było szczególnie trudne, żeby skumać, o co chodziło - że się musiał czasami ogarnąć, zanim chlapnie coś, czego będzie żałował albo zrujnuje mu jego ulubione miejsce.

No a później jego brew drgnęła. Pokręcił głową. I naprawdę liczył na to, że nie będą o tym elaborować.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (13875), The Edge (12150)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa