• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent

[28.08.1972] Zbyt dosłowna zamiana ról, część II | The Edge & Laurent
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#1
29.01.2025, 01:39  ✶  

- No przepraszam..! - Wcale nie zabrzmiało to tak, jak powinno - jakby szczerze przepraszał. Wybrzmiała ta nerwowość, przez to w jego własnych uszach brzmiało to nawet jak wyrzut, jak... brzmiało to po prostu źle. - Naprawdę przepraszam. - Matko, przecież to się nie trzymało kupy. Nic tutaj nie było spójne, jemu samemu się wydawało, że rozmywał się w swoich posadach, w swoim charakterze. Czuł się aż nader męsko - jeśli ostatnim razem powiedział, że "czuje się mężczyznom", to z tej perspektywy brzmiało to jak największa ściema. Tylko z czego to wynikało? Nie miał pojęcia. Wszystko wydawało się chcieć zupełnie inaczej układać w jego głowie, a intensywność doznań wcale nie ułatwiała przepracowywania tego. - Czemu ty tak do mnie mówisz! - Tak, to teraz było najważniejsze? Nie, nie było, zostaw to. ZOSTAW! Spróbował wziąć kilka oddechów na uspokojenie. I wiesz co? Nie udało się to. Oddechy - tak, to wyszło, może poza krótkim kaszlem, ale uspokojenia jak nie było - tak nie ma. - Mów tak do swoich kolegów z cyrku, a nie..! - Zatrzymał się. Bo mówienie dalej było złym pomysłem. O zgrozo. Matko. Wzywana dzisiaj jesteś raz za razem, ale tutaj nie ma mądrego. Tylko ty znasz odpowiedzi. Ten głos brzmiał jak dzwon, aż membraną rozchodził się po jego ciele. Był... satysfakcjonujący. Tylko że nie miał czasu chłonąć tej satysfakcji, bo była tylko małym bodźcem odbieranym spośród wielu innych.

Nie chciał się tu kłócić. Kurwa, to była najgorsza rzecz do zrobienia. Tak samo jak krzyki. Jeśli ktoś znajomy tędy przejdzie, jeśli... och zgrozo. Dobrze, w porządku, kiedy ktoś zrobi z tego aferę, jakiego partnera wybrał Laurent, ale wybranie TEGO dnia, przed zaręczynami u Prewettów, jeszcze akurat wyłapując wielką kłótnię... Nie. To byłby dramat. Spychał więc głębiej w siebie i dopychał butem wszystko, co próbowało z niego wyleźć. Było to całkiem łatwe, kiedy w zupełnym skołowaniu niósł swoje nie aż tak lekkie ciało i jednocześnie próbował się zorientować w świecie, który nagle był... całkowicie obcy. Nieznany. Pozbawiony barw, niewyraźny przez to zupełnie. A kiedy przychodziło rozeznać się w sygnalizacji było to jeszcze trudniejsze.

To dlatego nie podobały mu się te słoneczniki. Nie mogły mu się podobać.

Zielone płomienie wypluły ich w kominku czystego, spokojnego salonu. Laurent naprawdę chciał go wyprowadzić na zewnątrz, ale tego nie zrobił. Zamiast tego odprowadził swoje ciało do kanapy i usadził go tam.

- Migotku! - Jak głośno... Takie to było uczucie? Krzyczeć? A to chyba był tylko zalążek. Migotek rzeczywiście się pojawił. - Przynieś mi eliksir od Victorii. I zrób herbatę dla Flynna. - Migotek był... co najmniej skonfundowany. Spoglądał na Laurenta, na Flynna... ale nie podważył żadnego słowa. Widać było po nim zmartwienie - to po tym, jak spojrzał na twarz swojego pana. Spuchniętą i zapłakaną. Zniknął. - Merlinie... jak to... zdjąć... - Chciał to zrobić już bardzo dawno temu - zrobił to teraz. Wyginając się dziwnie próbując z siebie to zsunąć... w końcu pozbył się topa. Odetchnął głęboko i rzucił go na oparcie fotela. Od razu lepiej. - Jak mi gorąco... straszne... - Powachlował się ręką. Ale zamiast usiąść to znowu chodził po pokoju. Podszedł do okna, żeby je przysłonić firaną i ograniczyć dostęp światła do wnętrza. Otworzył też drzwi balkonowe, żeby powietrze wpadło do środka. Zaraz poszedł dalej - do sypialni, z której przyniósł różę. Flynn musiał ją rozpoznać - to była ta sama, którą sam mu dał na występie. - Weź, zrobi ci się trochę lepiej. - Sam najlepiej wiedział, co było mu potrzebne w takich chwilach wyczerpania. Chłód nie był przyjemny - a ta róża przyjemnie rozgrzewała.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#2
29.01.2025, 02:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2025, 02:16 przez The Edge.)  
Pierwszą reakcją Flynna po znalezieniu się w znajomym miejscu było westchnienie ulgi. Tutaj Laurent mógł się drzeć, a on mógł płakać do woli, póki mu nie zabraknie siły i łez. Siły... Już zaczynało mu brakować. Opadł na ten mebel i dyszał. Żeby się tak zmęczyć, jak go zmęczyła ta chwila, musiałby biec bardzo długo. Teraz? Wystarczyło się zdenerwować i przejść na krótki, ale intensywny spacer po Charing Cross. Niesamowite. I niemal zupełnie nieznane - bo on nie wyrobił tej formy na jakimś etapie życia, tylko budował ją odkąd pamiętał - zmuszano go do pracy w cyrku odkąd był małym dzieckiem. Laurent miał ciało jak takie dziecko. Pozbawione mięśni.

Głęboki oddech.

Rozejrzał się wokół. Badał spojrzeniem wszystko co widział. Migotka. Migotek też miał kolory. Te wszystkie bibeloty i... Nagle podniósł do góry rękę i Laurent coś tam mówił, z czymś się mierzył, a on... On się gapił na ten pierścionek. Taki jasny. Jasność wciąż pozostawała jasnością. Zamrugał. Jeszcze raz wytarł twarz rękawem koszuli. Chciał ją z siebie zrzucić, ale zanim to zrobił ścisnął usta w wąską linię i zrezygnował z tego, co zaplanował dla niego Laurent. Nie zamierzał tutaj leżeć. Zamiast tego spokojnym, ostrożnym krokiem poszedł do sypialni i zaczął oglądać się w lustrze. Się? Oglądał Laurenta. Jeszcze raz wytarł się rękawem. Laurent wciąż był jasny. Zbliżył się do tej tafli i był tak skupiony na analizie tych błękitnych oczu, że w pierwszej chwili zapomniał o tym materiale. Jaki to był kolor? Trochę jak niebo, czyli niebieski? Faktycznie miał spuchnięte oczy. Instynktownie zaczął się poprawiać. Włosy, twarz. Przez kilka sekund próbował jakoś inaczej ułożyć ten strój, ale on i tak źle na nim leżał, więc poddał się i zrzucił go z siebie. I nie miało to przecież znaczenia jak wyglądał - wciąż mógł spełnić oczekiwania, jakie mu stawiano. Ból dla mężczyzny nie powinien być aż tak dotkliwy. Nie zginał się już wcale, wyprostował się, nabrał powagi i z taką miną wyszedł do salonu.

Laurent wrócił. Przestał się już krzątać? Przyniósł mu kwiatek z Lammas i wyglądał tak... Żałośnie. Dopiero teraz to do niego docierało. Dlaczego kiedy wymyślali mu pseudonim część rodziny zadrwiła, że powinienem nazywać się The Misery. W tym świecie pełnym kolorów, Flynn Bell nie wyglądał tylko na zbója i degenerata. Flynn Bell wyglądał zwyczajnie smutno. Czerń była smutna. Wygodna i zrozumiała, ale smutna jak diabli.

Położył dłoń na jego policzku trzymając tę różę i znów przekręcił głowę.

- Myślałem, że oddałeś go tej swojej koleżance. - Tej co jej ciągle było zimno. - Mhm. - Przesunął palcami w dół, dokładnie w miejscach, w których wcześniej zaczepiał go magią. Ta klatka piersiowa nadal co piekła, ale to wcale nie sprzyjało podejmowaniu szczególnie dobrych decyzji. - Laurent ja... Chciałem ci kiedyś powiedzieć, po prostu... - Nigdy nie było dobrego momentu. Planował nie znaleźć go tak mniej-więcej do końca życia.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
29.01.2025, 02:38  ✶  

Przestał się krzątać. Zamiast tego teraz stał wyprostowany jak struna. Och tak, bo się prostował ciągle - to był mechanizzm automatyczny. Spoglądał z mieszanką emocji na Flynna: z niepokojem, ze współczuciem, z przejęciem i uwagą. Z energią, która niosła ze sobą te nerwy, które podkręcały ten piec produkujący ciepło. Ale kiedy znalazł się już tutaj, kiedy Flynn zaczął normalnie oddychać, gdy nawet wstał i zaczął się normalnie przechadzać... Cokolwiek by się nie działo to był jego dom. Jeśli wszystko się pieprzyło to właśnie w tym domu mogło być spokojniej. Tutaj - nie tam, na jakiejś obcej ulicy. Nawet jeśli ten dom teraz też był obcy, bo... mdły. Beznadziejny. Przecież wyjrzał przez okno - widział te słoneczniki, które były... były po prostu brzydkie. Zagadka na temat tego, jak te kwiaty mogły się Flynnowi nie podobać została rozwiązana.

- Jestem bardziej chciwy, niż ci się wydaje. - Wszystko brzmiało zupełnie inaczej i wszystko czuł zupełnie inaczej. Miał wrażenie... wrażenie, które mu się wcale nie podobało - że gdyby miał ciało Flynna to może Edward byłby z niego dumny. Rzucenie wyzwania światu wydawało się... było banalne! Przedarłby się przez każdą przeszkodę, każdą niedogodność. Z taką siłą... Bez strachu o to, że byle pierwszy lepszy podmuch wiatru złamie cię w pół - co dopiero jakiś dryblas uliczny. Wszystko więc brzmiało inaczej i wydawało się inne - nawet ton jego wypowiedzi. - To mój kwiat od ciebie. MÓJ. - Nikogo innego. I nie chciał się nim dzielić! Mógł go wypożyczyć... czy Victorii lepiej by się zrobiło, gdyby go dotknęła? Warto było sprawdzić, ale ta myśl ledwo się prześlizgnęła przez jego głowę i zaraz utopiła się we wszystkim innym. Oparł ostrożnie ręce na biodrach swojego ciała. - Nie zaczepiaj mnie tam teraz. - Sięgnął po jego dłoń i ściągnął ją ze swojej szyi i ucałował ją. - Nie rób tak więcej w takich miejscach. - Miał na myśli tamtą magię, rzecz jasna. A potem na moment zamilkł, bo czekał na ciąg dalszy... ale on nie nadchodził. Nie miał nadejść. - To nie jest problemem, mój śliczny Flynnie... - Niby chciał go ucałować, ale... ale... nawet z całym swoim narcyzmem - byłoby to szalenie dziwne. I nie było problemem, naprawdę? Pewnie jeszcze wiele rzeczy przede mną ukrywasz. Nie mówisz. - Jest problemem, ale nie naglącym, stało się. - Poprawił się i już słychać było frustrację w jego głosie. - Ty NIE WIDZISZ kolorów. Od jak dawna? Od zawsze? - Przecież to było... straszne... - Posłuchaj... ten poltergeist już mi kiedyś napsuł krwi, wiem, kto może ściągnąć to zaklęcie... ale może... może chcesz to wykorzystać, żeby... pooglądać świat. - Potarł znowu oczy i zamrugał namolnie. Jemu tego świata się dobrzenie obserwowało. Choć dopóki nie myślał, że świat Flynna był obdarty ze wszystkich kolorów to... było to nawet ciekawe.

Tymczasem ta energia wzbierała w nim...

- Nie... To JEST problem. - Odsunął się i przesunął dłonią po twarzy, znów robiąc parę kroków po pokoju, nim obrócił się w stronę Flynna. - Nie będę cię ciągle usprawiedliwiał. Mam bardzo dużo cierpliwości... NORMALNIE mam bardzo wiele cierpliwości, bo teraz nie mam jej wcale. Kurwa! - To było... straszne. Migotek pojawił się gdzieś w międzyczasie i postawił rzeczy na stole. - To nie może tak wyglądać, że ty... nie mówisz mi o TAK WAŻNEJ rzeczy. Kiedy myślałeś, że będzie odpowiedni moment. A może ja po prostu nie jestem dla ciebie wystarczająco ważny, żebyś mi mówił tak prywatne kwestie!



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#4
29.01.2025, 03:11  ✶  
Był mężczyzną. Urodził się mężczyzną i był mężczyzną. Te rzeczy, które się działy, te myśli nachodzące go czasami, że może jednak nie było to takie oczywiste, może dało się być czymś pomiędzy, to były głupoty, tak? Wszyscy geje byli przynajmniej trochę zniewieściali. Ale... Niby się tak wyprostował i napiął, niby próbował wejść w rolę, którą przyjmował od lat i w której tak dobrze się czuł, ale to nie działało. Nie potrafił wtrącić się pomiędzy jego słowa.

Podoba ci się, bo dostałeś go ode mnie?

Pragnął zadać to pytanie, bo chciał usłyszeć tak. To było lepsze niż sakramentalne tak na ołtarzu pieprzonego kościoła. Ktoś mówiący, że ten kwiat był jego z taką obsesją w głosie... Jak miał niby nie uznać tego za podniecające, nawet w tym ciele wciąż był sobą. Nie, nie był sobą, ta część jego była na niby, tak? Sam się zgubił w narracji, jaką chciał przyjąć we własnej głowie. Strumień myśli wciąż istniał, wciąż przypominał o tym, że jego dusza miała swoje cechy. Nie dało się ich pozbyć.

Ale jedną z tych cech było pragnienie dominacji, a wcale nie czuł się panem sytuacji. Chciał się do niego przytulić. Pal licho jak dziwaczne to było, naprawdę tego potrzebował. Zamiast tego przychodziło odtrącenie.

Nawet jakby chciał powiedzieć: od zawsze! Od zawsze ich nie widzę! Kiedy niby miał to powiedzieć? Kiedy miał się wtrącić w ten pełen emocji monolog? Ten wylew, te wyrzuty... Znów mu się nazbierało w oczach łez. Wyciągnął do niego ręce, a potem je cofnął, bo dostał zakaz, a potem mu się przypomniało, że zakazy to się miało wiadomo gdzie, miał prawo do dotykać, to był jego chłopak. I pewnie by się na to zdecydował, gdyby go nie zmiotło to wszechogarniające uczucie beznadziei związane z tym co opuszczało jego usta. Kompletnie tego nie rozumiał! Nawet nie próbował się nad tym zastanowić. Co za kompletny idiot-

Nie, był na to zbyt trzeźwy, żeby tego nie zdusić. To był idiota przeżywający to samo co on dzień w dzień, ale tak bardzo go irytowało, że nie rozumiał jednej, najważniejszej rzeczy.

Że miłość była najważniejsza.

- W dupie z tym! - Pisnął. Jego normalny krzyk, kiedy się w sobie do krzyku zebrał, brzmiał jak huk. Ale to nie był huk. To był pisk zestawiony z tym, że tupnął nóżką. Raz, drugi i trzeci. Tupał tymi nogami jak zirytowana nastolatka. - Przytul mnie wreszcie zamiast się na mnie wyżywać. Jesteś moim chłopakiem czy nie?! - Zacisnął palce na tym kwiecie ignorując to jak głupio musiał wyglądać. Stał tak i łkał. Szlochał i nie mógł zrozumieć dlaczego panował nad tyloma rzeczami, ale nie nad tym. To był jego powód do prawdziwej paniki. Nie te oczy zepsute, nie głowa przećpana, tylko to. Przecież on go po tym na pewno zostawi. Nikt nie chciałby nosić pierścionka kurwy. On mu sam to powiedział, że nie chciał go takiego. Panicznie objął się rękoma, odwracając spojrzenie na pustą ścianę. - K-kwiatek jest twój a ja nie? - Próbował wymyślić na poczekaniu cokolwiek, co odwróci uwagę Laurenta od tego perfidnego oszukiwania każdego, w tym jego.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#5
29.01.2025, 03:31  ✶  

Mimo tego gniewu, mimo rozeźlenia na Flynna, mimo zjebanej randki i złości z tym związanej, pomimo zawodu, jaki poczuł - w tym wszystkim było miejsce jeszcze na to, jak zaczynał się fantastycznie czuć. Jak... król. Jakby nagle przybyło mu trochę centymetrów wzrostu i mógł patrzeć na wszystko - i wszystkich - z góry. To było... niebezpieczne. Nie, teraz nie myślał, że to było niebezpieczne, teraz jego głowę zajmował Flynn i jego barwy. Laurent Prewett. Syn Edwarda Prewetta. Nagle to brzmiało realnie. Dumnie. W ogóle to czemu on ciągle tak w siebie wątpił i w to wszystko, czemu świat stał się dla niego taki zblazowany i jałowy, czemu tak trudno było... czuć? Teraz czuł wszystko! Czuł tak mocno, że go to przytłaczało, a jednocześnie chciał więcej. Chciał... więcej. Więcej doświadczeń, więcej tego poczucia, że jego ręce uniosą wszystko. Wystarczy tylko... wystarczyłoby tylko odzyskać trzeźwą głowę i przestać chodzić w takim napięciu.

I w tym wszystkim była jeszcze jedna myśl. Że jego ciało wyglądało żałośnie. Obrócił się, spojrzał na siebie samego, na ten... krzyk. Krzyk. Przecież to było godne pożałowania. Ściągnął brwi, spoglądając na rozdygotaną wersję siebie samego. Tę, która znów miała zeszklone oczy, trzymała te kwiatka, jakby... jakby co w sumie? Co to w ogóle było za doświadczenie? To był ten sam Flynn, tak? A on był tym samym Laurentem... tak? TAK?

- Myślisz, że robienie scen zrobi teraz na mnie wrażenie? - Robiło. No byłoby kłamstwem powiedzenie, że nie robiło. Miał takie poczucie, że chciał go przytulić - tą myśl, że był taki biedny, taki słodki, jego Flynn. Ale z szokującą łatwością przyszło mu zalania tej fali emocji tą energią, która w nim buzowała jak żywa. Tą złością - jakże sprawiedliwą - która dominantą ognia zamieniała jego oceaniczną duszę w wulkan. - Kiedy jest się czyimś partnerem to dzieli się dobrymi i złymi rzeczami. Więc to TY mi wypominasz partnerstwo? - Uświadomił sobie, że strasznie energicznie machał rękoma. Gestykulował, jakby miało nie być jutra - więc spróbował usadzić te ręce - oparł jedną na swoim biodrze... i przy okazji poruszył nogami dziwnie, bo te spodnie go uciskały jak szlak. - Straszne to jest, uciska mi... wszystko... - Zajął się więc ściąganiem spodni - też dobre zajęcie dla rąk. - Jesteś mój, więc dopasuj się do roli i bądź mój. - Rzucił, spoglądając na niego ze złością. Na tego tulącego siebie samego, marnego, beznadziejnego siebie. Przecież to było żałosne. Ja naprawdę tak wyglądam? Co się niby innym w tym podobało? Patetyzm aż się wylewał i był... odrzucający. Ta... żałosna słabość, ten... Ale to był Flynn, tak? Flynn w jego ciele. Kochał go. Potrząsnął lekko głową i dorzucił spodnie do topu. - Myślisz, że nie zdaję sobie sprawy z tego, co robisz? Że nie widzę? Jesteś manipulatorem. Już ci powiedziałem - wybaczę ci wszystko, ale nie będę ci wybaczał, jeśli będziesz mnie okłamywał. A jeśli nie masz ochotę dzielić się sobą ze mną... to jakie "mój", Flynn. Czy ty słyszysz siebie w ogóle? Czy może nie chcesz siebie nawet słuchać, bo okłamywanie siebie samego wychodzi ci równie dobrze, co innych?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#6
29.01.2025, 03:57  ✶  
Tak, dokładnie tak myślał. Bo jego sceny zawsze robiły wrażenie. Przecież tego się nie dało tak po prostu stracić, to było niemożliwe - gdyby tak zrobił przed Fontaine zanim ją popierdoliło, przed Cainem, przed Alexandrem - wszyscy by się posłuchali. Bo jak on potrzebował być przytulonym, to ta zachcianka była spełniana. Jeżeli nie została spełniona, to gdzieś po drodze został popełniony jakiś karygodny błąd. Gdzie? Czy gdyby nie poszedł do tego lustra, to byłoby lepiej? Gdyby został na tym fotelu... Może teraz miałby go na sobie, bo Laurent by zapomniał, przestał myśleć o tym jakie to nieodpowiednie i oddał się tej chwili. Zamiast tego miał kolejną ścianę wyrzutów. Normalnie dołączyłby się do tej szarpaniny. Ohh, bo jak był wkurwiony to tak pięknie wypluwał wulgaryzmy i słowa przytłaczające nawet najtwardsze sztuki. Zgniótłby go jak robaka, ale teraz... Pozostałoby o tym fantazjować. Bo tej agresji wcale w nim nie było. Nie było żadnego wulkanu. Były frustracja, smutek. Naprawdę chciał się do niego przytulić, a on nie rozumiał tego i...

Miał cholerną rację. Laurent ciął tymi słowami jak nożem i miał rację. Był paskudnym manipulantem. Zatajał to przed nim i wcale nie zamierzał się tym dzielić. I w całym tym absurdzie zaczął chodzić w kółko obgryzając nie swoje paznokcie, bo nie mógł nic wymyślić. W dodatku tak dobrze i trzeźwo widział tę scenę w swojej wyobraźni. Gdyby był całkowicie sobą, dokładnie w tym momencie zacząłby się jazgot. Ujadanie, uderzanie rękoma o jego klatkę piersiową, przeinaczanie wszystkiego na swoją korzyść albo darcie się, że i tak go będzie kochał i że ma go kochać. Ale... Nie potrafiłby uderzać. Nie miał w sobie tego. Nie było w nim agresji.  Nie było tej potrzeby starcia się z kimś, była tylko ta przytłaczająca, wyjątkowa kobieca potrzeba bliskości. Cokolwiek męskiego w nim jeszcze drzemało, musiało zasnąć snem wiecznym. Czuł się słaby i nagi. Chciał się napić wody, ale wstyd mu było o nią poprosić kogokolwiek, a i nalać sobie samemu też jakoś było wstyd. Bo on go widział. Widział te wszystkie kłamstwa i jakim sztormem był. Widział wszystko. Kiedyś zrozumie jak Crow temu przeciwdziałał. Odkryje, że tam w środku było coś jeszcze. Boże, przecież nie przeżyje tego jak on go zostawi. Nie ma mowy. Alexander mówił mu to samo. Wybaczę ci wszystko tylko nie kłam. A później jak mówił prawdę to wcale mu nie wybaczał.

- Jak możesz - zaszlochał, zostawiając wreszcie w spokoju te biedne palce. Wciąż uciekał od niego spojrzeniem. I nie potrafiąc znaleźć nic, co by go wyciągnęło z tej żałości, z tego bagna w które sam się wpakował, uczynił dokładnie to, co każda równie zaburzona kobieta by zrobiła. - Jak mnie zostawisz to się zabiję - poinformował go nie ubierając tego w żadne subtelności, po czym udał się na taras. Nie, wcale nie po to, żeby się zabić. Usiadł tam na deskach, w samej bieliźnie, na tym słońcu okrutnym i wpatrywał się w otoczenie.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
29.01.2025, 04:29  ✶  

To było zupełnie nie w jego stylu. Albo - było w jego stylu, ale ktoś musiał go naprawdę mocno przyprzeć do muru i wyjałowić z empatii, której było w nim aż za dużo. Nadal ją miał - bo mimo tego wstrętu do siebie samego, Flynna kochał. I był tego tak niepewny - ale teraz był tego pewny jak niczego innego. Mimo sposobu, w jaki to wypowiedział w restauracji i tych ciągłych niepewności, tego strachu, że to powie i wtedy już czar pryśnie, bo druga strona już dostanie wszystko. Słodkie słowo i przygodny seks. Niczego więcej się nie oczekiwało od niego. Chciał więc Flynna przytulić, powiedzieć, że przecież go kocha, że rozumie... tak, rozumiał. Rozumiał! Ale Flynn też musiał zrozumieć. MUSIAŁ, kurwa, zrozumieć!

Zdawał sobie też sprawę z tego, że prawie krzyczy. Naprawdę chciał zejść z tego tonu, ale nie potrafił. Tak jak nie potrafił się uspokoić. A przynajmniej nie chciał krzyczeć na samego Flynna. Ta zmiana była szokująca - bo przecież on aż zbyt często miał tę potrzebę, żeby wykrzyczeć to wszystko, co kotłowało się w jego wnętrzu, a... nie miał na to siły. Teraz nie miał siły na powstrzymanie swojego głosu.

- O nie, mój drogi. Nie będziesz niszczył moich paznokci. - Zrobił krok do niego, bo chciał go złapać, zatrzymać jego ręce... stop. Chciał go łapać? Używać siły fizycznej do rozwiązywania rzeczy? Problemów? Zmusił się do zakotwiczenia się w jednym miejscu i nie zrobienia nawet jednego kroku dalej... - AAAAAAAAAAAAA! - Potargał z gniewu swoje włosy i poszarpał głową na wszystkie strony tego świata. - Jak możesz? JAK MOŻESZ? To JA się powinienem pytać, JAK MOŻESZ! Skup się w końcu! I przestań zachowywać jak kretyn! - Ała, przestań, przestaaań! Ty przestań, Laurent! Przecież TO NIE JESTEŚ TY! Ale jakoś nie mógł przestać. Albo do końca nie chciał, bo każde kolejne zdanie i reakcja Flynna tylko bardziej prowokowała do ostania na swoim gruncie. - Czyli wolisz się zabić niż ze mną rozmawiać. Imponujący wybór. - Otworzył na moment szerzej oczy, patrząc z niedowierzaniem na Flynna. A ten ruszył na taras i... usiadł tam.

Czy to była realna rozmowa, czy jakiś przedziwny, chory sen?

Śmierć... wydawała się dobrym rozwiązaniem. Opuścił wzrok na swoje ręce. Pokaleczone. Te, które tyle razy badał palcami i podziwiał ich historię, współczuł każdej bruździe, całował każdą pojedynczą. Teraz to był jego ręce. A jednak historia wcale nie należała do niego. Szare, pozbawione barw ręce. Ku swojemu wielkiemu rozczarowaniu - naprawdę zaczynał brzmieć jak swój ojciec. A wcale nie chciał się tak brzmieć, kiedy sam bywał już jego ofiarą.

- Nie zamierzam cię zostawić. - Głos już miał nieco spokojniejszy, kiedy w końcu wyszedł na taras. Monochromatyczne morze, monochromatyczna plaża. I te brzydkie słoneczniki, które rosły tuż przed nimi, przy płocie i furtce prowadzącej na piasek. Bardzo, ale to BARDZO chciał usiąść obok Flynna, żeby go przytulić. Potrzebował tego tak Flynn, jak i on sam. Te chorobliwe kłamstwa i manipulacje też zapewne były wynikiem życia, jakie Flynn prowadził. Prawda... była trudna. I często bardzo niewdzięczna. - Kłamstwa w końcu wychodzą na wierzch. Z tego co zrozumiałem twoja historia z Alexandrem jest przykładem tego, jak na kłamstwach da się tylko niszczyć relacje. - Stanął obok Laurenta. Tak jak on - w samej bieliźnie. Bo nie mogli wytrzymać w swoich ubraniach. - Bolało, kiedy ci nie powiedziałem o Kieranie. - Spoglądał ciągle przed siebie. W to szare morze. - Więc uświadom sobie, że mnie również boli, kiedy widzę, że wolisz mnie zbywać, albo okłamywać. - I nie chodziło o te momenty, kiedy nie był to akurat dobry czas na rozmowy na dany temat. - Jestem cierpliwy. Będę na ciebie czekał. Ale jeśli niczego nie zmienisz to nawet moja cierpliwość się wyczerpie. - Ciągle tak stał. Jakimś cudem - nie marzł. Wystarczyło zresztą, że zszedł po tych schodkach, do Dumy, który szczeknął głośno, ewidentnie zaniepokojony. Jarczuk czuł magię. I czuł, że coś jest nie tak. - SIAD. - Oh, my... aż samego siebie zaskoczył. Dumę najwyraźniej też, bo siadł na tyłku i przechylił łeb, gapiąc się na niego. - Na miejsce, Duma. - Jarczuk skierował złote ślepia na ciało Laurenta, potem na ciało Flynna. - Na miejsce, powiedziałem. - Jarczuk podniósł się i susem przeskoczył nad schodkami i wszedł do domu, idąc na swoje legowisko.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#8
29.01.2025, 04:54  ✶  
I znowu było mówienie. Potok słów, któremu nie mógł nic zaradzić. Nie było o co walczyć, bo on wcale nie walczył, wystarczyło mu powiedzieć żeby przestał obgryzać te paznokcie i przestał. Może nawet miło by było gdyby szarpnął go mocniej. Gdyby go uderzył. Bo uderzenie kogoś w kłótni to już zawsze była blizna, którą dało się wykorzystać. Zniszczyłem ci życie? A ty mnie trzy razy uderzyłeś w twarz. W tę biedną, smutną, słodką twarz, dla której tyle osób chciało zrobić absolutnie wszystko. Może i cierpiał przez to naprawdę, ale cierpienie też się dało wykorzystać. Zrobiłby absolutnie wszystko żeby zatrzymać Laurenta przy sobie, wykorzystałby do tego absolutnie wszystko co posiadał, każdy zasób, przekroczyłby każdą granicę jaką potrafił.

Ale granicy szybkości nie potrafił. To po prostu było za szybko. Nie miał jak się nad tym wszystkim zastanowić. Wyrzucał mu jakieś fakty z życia... O Alexandrze, o tym jakimś Kieranie... Kiedy on miał coś powiedzieć? Kiedy był ten moment, w którym otwiera się usta? Tam nie było żadnej przerwy, w którą mógł się wcisnąć, żadnej nawet najmniejszej przestrzeni. Nie chciano go tam wcale. Nikt tam na niego nie czekał. To on zawsze na wszystkich czekał. Czekał na swoją matkę jedząc spleśniały chleb. Czekał aż Laurent nadgoni kroki. Czekał aż Alexander będzie gotowy do czegoś więcej niż bawienie się jego fiutem w zamkniętym wozie. A teraz kiedy nagle to on był powolny to nie czekał na niego nikt. Ten frajer poszedł sobie po schodkach do psa, a on był tak piekielnie zazdrosny. Żałował, że wstał z tamtego fotela. Bo teraz tak sobie pomyślał, że gdyby posłuchał tamtego siad skierowanego do niego, to ta historia mogłaby potoczyć się inaczej, ale on zawsze musiał coś zjebać. Zawsze wszystko psuł, Flynn to zawsze był psuja. Dopiero jak wrócił to się ogarnął, ale kolory i relacje psuł nadal. A gdyby się posłuchał to może Laurent by mu teraz nadawał rytm życia, a serce biłoby mu inaczej. Jego chłopak pamiętałby najważniejsze rzeczy. A tak się lubił chuj zachwycać tym jaki to nie był kurwa uważny. No jak tylko o tym pomyślał, to te łzy wracały. Wraz z nimi paniczny szloch. Odsuwał się od niego i zamiast tego przytulał do tego słupka, co się o niego opierał.

Nie potrafił powiedzieć nic do skrzata, który przyniósł mu herbatę. Żadnego dziękuję ani spierdalaj. Nic. Może to wcale nie Laurent mówił dziwnie. Może tam pomiędzy słowa dało się wcisnąć swoje trzy grosze, ale niektóre rzeczy siedziały w psychice zbyt mocno, żeby dało się usunąć je czymś takim jak zmiana ciała. Spróbował szepnąć coś choćby do siebie i... Nic. On tu płakał, a ten sobie chodził. Drzewa wyglądały w taki sposób, a on się wolał zajmować tym gorszym psem. Pierdolony pan domu, pan na włościach... Jeszcze gdyby cokolwiek chciało opuścić jego wargi... Coś innego niż BARDZO GŁOŚNE STĘKNIĘCIE przypominające Laurentowi jak bardzo CIERPIAŁ i że potrzebował UWAGI.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#9
29.01.2025, 10:06  ✶  

Chodził, łaził, zajmował się wszystko, bo stanie w miejscu było jakąś straszną udręką. Nie czuł się z tym komfortowo, a musiał chodzić, bo dyskomfort był odczuwalny, był odczuwalny mocniej, bo... i tak się to zakręcało. Gdzie jego kij do wsadzenia w to błędne koło, żeby je zatrzymać? Na pewno jakieś istniało. Musiał je tylko znaleźć.

Musiał też zająć się wszystkim, bo inaczej potrzeba znalezienia się przy Flynnie stawała się silniejsza. Musiał wygonić stąd Dume, bo przecież jarczuk mógł zgłupieć. Stworzyć zagrożenie. Musiał... Zerwał tego słonecznika, ułamał jego gałązkę, okręcając ją w dłoniach. Wyjątkowo nieciekawy kwiat w tej szarości. Ale... co było ciekawe w niej? Nie niebo. Nie morze... I czemu nagle uważał, że lepiej wie, jak poradzić sobie z Flynnem, kiedy ten był w jego ciele. Powinien właśnie wiedzieć lepiej, że izolacjonizm był najgorszy. Zdążył się nauczyć, że logika kiepsko trafiała do tej kudłatej głowy. Albo raczej - nie to, że trafiała kiepsko, ale ulegała przejściom przez sumę traum i obronnych zachowań. A on zostawił Flynna samego ze sobą za swoimi plecami, w tym obcym ciele i sam uciekał. To też ci zawsze wychodziło całkiem dobrze, Laurent. Własna forma izolacjonizmu... nie. Człowieka nie można przecież traktować jak psa. Ale można człowieka traktować jak dziecko..? Kara za to, że byłeś niegrzeczny - proszę bardzo, oto ona. Widzicie już? Musiał coś robić, bo wyrzuty sumienia za dyktando, które sam dyktował, zaczynały rosnąć. Kiedy się czymś zajmował to stawały się wymówką. I pomagały chociaż trochę rozchodzić to wrażenie, że zaraz zacznie znów krzyczeć. Powstrzymywała jego ręce przed chęcią wejścia do kuchni i zniszczenia wszystko w tym... domu, którego naprawdę nie znosił.

- Flynn. - A może to problem z tym, że patrzył na swoją własną twarz i wiedział, miał pewność, jakiej nigdy wcześniej. On siebie po prostu, kurwa, nienawidził. Był obrzydliwy w każdym calu. Patrzenie na samego siebie... stawało się karą. Kucnął przed nim z tym słonecznikiem w dłoniach. Mógł siebie nie znosić, ale to nie zmieniało tego, jak bardzo nie chciał, żeby Flynn płakał. Nie potrafił zupełnie stwierdzić, czy to były krokodyle łzy, żeby na nim coś wymusić, czy te szczere. Czy powinien się nadal tak twardo trzymać ułożonego sposobu działania, czy jednak ulec. Położył ten słonecznik na nogach ciała, które już nie należało do niego i wyciągnął do niego dłonie, żeby ująć jego twarz i zacząć obcierać te łzy. - Widzisz, jakie piękne są słoneczniki? Ale ty jesteś dla mnie piękniejszy. - Tak mówił, a jemu samemu załamał się głos i poczuł, że ten gorąc stał się mocniejszy. - Przynajmniej, kiedy nie próbujesz na mnie szantażu emocjonalnego. - Otarł wierzchem dłoni łzy z własnej twarzy, ale zaraz wrócił dłońmi do dotykania jego. Uśmiechnął się lekko pod nosem. To było chore. Musiało być, bo ledwo trochę się uspokoił, kucnął przed nim i znowu zaczęło go rozsadzać od środka poczucie niesprawiedliwości tego, co Flynn robił. - Chyba lepiej będzie, jeśli napiszę do Florence... - To nie był najlepszy pomysł, żeby spędzali za dużo czasu w nie swoich ciałach. To już mu jakoś dziwnie przestawiało rzeczy w głowie i sam nie był do końca pewien, czego się po sobie spodziewać w tym dziwnym konflikcie własnych zachowań.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#10
30.01.2025, 00:41  ✶  
Przyciskał się do tego drewna, jakby to ono miało go objąć, ale niespodzianka - czuł jedynie jego nacisk na nagie ciało, dokładnie w tym miejscu, którym na nie napierał. Przynosiło mu to jakiś spokój, ale oczywiście, że nie czuł się dobrze. Cały czas wyobrażał sobie co by zrobił w tej sytuacji Crow, docierając do absurdalnego poziomu depersonalizacji. Crow (czyli zupełnie nie on) uderzałby teraz w to drewno głową. Zrobienie sobie krzywdy byłoby właściwie idealną karą, jaką zechciałby wymierzyć komuś, kto nie realizował jego podstawowych potrzeb. Ale tak delikatnie stuknął tym łbem. Raz, drugi. To nawet nie próbowało udawać, że przyniosłoby jakieś ukojenie. Pojawiały się emocje, ale nie przytłaczały go. Nie potrzebował rozganiać niczego fizycznym bólem ani robieniem scen. Zamiast tego pogrążał się w coraz głębszej i cichszej melancholii.

Im dłużej przyglądał się kolorom, tym bardziej uświadamiał sobie, że nie przynosiły mu szczęścia. Było niby wiele rzeczy, jakie chciałby zobaczyć - bo wszyscy o nich mówili. Zachód słońca nad morzem. Jak kwiaty kwitły na wiosnę. Camden Town podczas letniego festiwalu. Bezchmurne, wiosenne niebo. Oh, wszyscy zawsze mówili, że ptaki mają piękne kolory, ale teraz nie widział tu żadnego ptaka innego niż pospolity, bardzo szary w tej kolorowej rzeczywistości wróbel. Był tak samo brzydki jak z zepsutymi oczami. No ale obejrzy je wszystkie i co? Jakieś to wszystko było takie bez sensu. Położyłby się do łóżka i poleżał. Tak z kilka minut, godzin, dni, tygodni, może wieczność. Nic przecież nie krzyczało w nim, żeby wstał. Generalnie nic w nim nie krzyczało. Nie było żadnej muzyki. Zamiast tego czuł się taki beznadziejnie pusty. I wiedział, w jaki sposób tę pustkę załatać.

Podciągnął te wychudzone nogi, objął je rękoma i czekał, aż wreszcie się doczekał. Dostał uwagę. Przyglądał mu się teraz uważnie - analizował wyraz jego twarzy, ten kwiat co teraz uderzał go intensywnością koloru, chociaż miał wrażenie, że Laurent wybrał jeden z bledszych okazów jeżeli chodziło o ten ogród. Przyjął go. Dołożył go do kwiatka, którego dostał wcześniej, tego co go teraz wzbraniał przed uczuciem zimna. Minę miał, jakby się wciąż dąsał, bo go to wspominanie o szantażu emocjonalnym ubodło w dumę. Żaden o był szantaż, tylko stwierdzanie faktów. Dokonał wyboru, a dokonanie wyboru wiązało się z tym, że nie mógł cofnąć się do tyłu. Jeżeli tam dalej nie było ziemi, to spadnie. Spadnie i się zabije. Nie chciał już być ani kochankiem pani Podziemi, ani współlokatorem wodza bandy szaleńców, a to ile dni potrafił ignorować go Bletchley przekraczało ludzkie pojęcie. Chciał mieć jego. Więc sięgnął jego. Odłożył kwiaty na bok, żeby go do siebie przyciągnąć tymi drżącymi rękoma i nachalnie przylgnąć do niego tak, żeby mógł oprzeć swoją brodę na blond czuprynie. Twarz wcisnął w jego klatkę piersiową i tak trwał. Ta pozycja była o wiele bardziej realna od jakiegokolwiek prezentu, jaki można mu było przynieść. Bo nawet jeżeli tak wiele się zmieniło, nawet jeżeli patrząc na niego, czuł się jakby doglądał własnego odbicia w lustrze, to co z tego - nie dziwactwo, a brak wiary i bliskości rujnował jego poczucie bezpieczeństwa. Chciał być przytulony. Był w tym desperacki i nachalny. Owinął się sam jego rękoma, a później własną dłoń na ślepo (bo nie wyciągnął głowy spod jego brody) podniósł do góry i zasłonił mu usta. Na kilka znaczących sekund - na te krótkie nie gadaj już nic, błagam. O żadnej kurwa Florence. O żadnym szantażu.

Puścił go, ale sam jeszcze nic nie mówił. Nie wiedział, jak wymazać tę kłótnię z kart historii ich relacji. Udawanie, że nic się nie stało... wydawało się najbardziej oczywiste. Zakop, zignoruj, zapomnij.

- Jest rzecz, o której ci nigdy nie powiedziałem - zaczął, ale szybko odkrył, że posiadanie ciała niebuchającego emocjami wcale nie oznaczało kontroli nad głosem. Złamał mu się. - Bo mnie życie nauczyło, że się o niektórych rzeczach nie mówi, jak chce się przeżyć i chronić innych, a to pozwoli cię łatwo zabić. - Zacisnął palce na skórze jego uda, ale ten zacisk... no nie był najsilniejszy na świecie. - Urodziłem się chory i moje oczy są niekompletne. - Może dlatego mama mnie zostawiła. - Nie mają czegośtam.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (20513), The Edge (19947)


Strony (8): 1 2 3 4 5 … 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa